• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Kumbria, Hethmere Keep > Dziedziniec
Dziedziniec
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-01-2026, 11:50

Dziedziniec
Dziedziniec rozciąga się pomiędzy trzema skrzydłami budynku, tworząc półotwartą, reprezentacyjną przestrzeń. Arkady i kolumny porośnięte są zielenią, która miękko przejmuje kamienne mury. W niszach ustawiono kamienne posągi dawnych członków rodu Bulstrode, przedstawionych w postawach świadczących o ich pozycji, odpowiedzialności i władzy. Posadzka z kamiennych płyt prowadzi ku otwartej stronie dziedzińca. Stamtąd rozpościera się widok na połać i całą dolinę poniżej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
06-03-2026, 14:00
Tytania spojrzała uważnie na swojego pierworodnego. Ledwo udało się jej powstrzymać przewrócenie oczami, tak charakterystyczne dla niej i dla jej jedynej córki. Zamiast tego w kącikach ust pojawił się nieznaczny uśmiech, ledwie jego cień, ale taki, który Xavier mógł dostrzec. Skinęła głową w uznaniu wiedząc, że nie będzie to zwykłe polowanie. Zapewnienie ze strony synowej przywołało na jej twarzy uśmiech uznania i zadowolenia. Tyle musiało jej wystarczyć, wiedząc, że Primrose będzie w dobrych rękach.
Zapewnienia Cybil spowodowały, że wzrok Tytani na chwilę stał się chłodniejszy. Uniosła nieznacznie brew jakby oceniała ile jest prawdy w słowach młodej czarownicy. Ciężko było stwierdzić, że została przekonana, ale ostatecznie odpuściła prawienie morałów. Nie dzisiaj, kiedy to jej córka wychodziła za mąż i nie chciała sama wybierać kwiatów. -To i tak dużo więcej niż sama Primrose. - Uznała, że się podzieli tą myślą nie odrywając spojrzenia od Cybil. -Primrose decyzję co do wystroju, kwiatów, poczęstunku pozostawiła w gestii mojej, Vivienne oraz matki i siostry pana młodego. - Z tymi słowami niemal odpłynęła ku innym gościom.
Tytania skinęła głową na słowa Nylah wierząc bardzo mocno, że Orion nie zawiedzenie. Czy ją słowa młodej Blackówny uspokoiły? Ciężko było stwierdzić, ale na pewno zrobiło to pojawienie się czarodzieja. Zmierzyła Oriona od stóp do głów i zadowolona z jego obecności nie czyniła mu wyrzutów odnośnie opóźnienia. Nie tym razem. Postanowiła wszelkie swoje uwagi zachować dla siebie, ale nie uszło jej uwadze jego spojrzenie. Jakby czymś bardzo się przejął i wpatrywał się w Bradforda intensywnie. Zmarszczyła nieznacznie brwi zapamiętując ten frasunek wymalowany na Blackowej twarzy. Nie omieszka o niego zapytać.
Amodeus odpowiedział tak jak podejrzewała. Nie biorąc wszystkich zasług dla siebie. Uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością. -Zarówno pan, jak również pan Lorcan Lestrange, jesteście w gronie osób, które inspirują moją córkę. - Wypowiadając te słowa wyłapała w tłumie Lorcana, który mógł słyszeć te słowa. W końcu przyjęcie było kameralne, nie wrzało jak w ulu i rozmowy prowadzone normalnym tonem były słyszalne dla innych.- Pragnę zaznaczyć, że jestem wdzięczna za to, że Primrose ma takie osoby wokół siebie. - Więcej nie musiała dodawać, bo oto, zbliżał się moment głównej ceremonii. Bradford zajął swoje miejsce w kręgu. Szykowny, elegancki, taki jak powinie wyglądać pan młody, chociaż nie było to jego pierwsze wesele. Córki jego, zasiadły w otoczeniu rodziny swojego ojca i szeptały do siebie. Wspomniały coś o sukni ich macochy. Przez chwilę wpatrywała się w te dwie młode istoty nim ostatecznie skupiła się na kroczącej córce. Suknia była jej wyborem i choć się z nim nie zgadzała, tak pozwoliła Primrose zadecydować. Ukradkiem wyciągnęła chusteczkę, którą zamknęła ciasno w drżącej dłoni.

Dłoń ojca ujęła jej własną w stanowczym, lecz delikatnym uścisku i dopiero wtedy dotarło do niej, jak bardzo drżą jej palce. Zrobiła krok naprzód i nagle świat wokół jakby ucichł, przytłumiony szelestem sukni i ciężarem chwili. Serce biło tak głośno, że była niemal pewna, iż każdy zgromadzony na weselu musi słyszeć jego rozpaczliwe kołatanie. Kiedy wreszcie stanęła naprzeciwko niego, odważyła się podnieść wzrok. I wtedy poczuła, jak przez jej ciało przetacza się fala gorąca, gwałtowna i nie do powstrzymania. Stał przed nią taki, jakim zawsze go widziała w swoich myślach – wysoki, posągowy, z tą pewnością w postawie, która przyciągała spojrzenia. Marzenie wielu kobiet. Niejedna z nich zapewne liczyła, że to właśnie ona zostanie wybrana przez pana Bulstrode, że to na niej zatrzyma się jego spojrzenie. Ta myśl wciąż wydawała się niemal nierealna. Spojrzała na niego i przez krótką chwilę zapomniała o wszystkich obecnych wokół ludziach, o szeptach, o ceremonii, która miała się zaraz rozpocząć. Istniał tylko on i to spojrzenie, które potrafiło zatrzymać ją w miejscu. Dopiero teraz rozumiała, jak bardzo łaknęła tej uwagi, jak długo czekała na moment, w którym to właśnie ona stanie się centrum jego świata, choć wcześniej nie potrafiła tego nawet nazwać. W jego oczach dostrzegła coś więcej niż uprzejmą powagę narzeczonego stojącego przed ołtarzem. Było w nich skupienie, ciepło, a może nawet cień tej samej niepewności, która ściskała jej własne serce. I to właśnie ten drobny błysk sprawił, że nagle przestała się bać. Bo choć całe jej ciało wciąż drżało od emocji, wiedziała jedno. Gdyby miała przejść tę drogę jeszcze raz, wśród tych wszystkich spojrzeń i szeptów, zrobiłby to bez wahania. Tylko po to, by znów stanąć naprzeciwko niego i zobaczyć w jego oczach, że to właśnie ona została wybrana.
Ceremonia się rozpoczęła. Skrzypce ucichły, a zamiast tego rozbrzmiał głos Bradforda. Składał przysięgę, głosem pewnym i poważnym, choć z każdym słowem stawał się łagodniejszy, a jego spojrzenie… czy to gra świateł czy rzeczywiście stawało się miększe i cieplejsze? Poczuła jak miękną jej kolana, jak znów całe ciało drży z mieszanki ekscytacji i dziwnego lęku, ale nie strachu. Słowa narzeczonego wybrzmiały, przyszedł jej moment. -Przysięgam - zaczęła, a jej głos nie był drżący. Mówiła pewnie, a cały stres nagle zniknął.- Przysięgam przed zebranymi tu gośćmi oraz przysięgam tobie. Przysięgam lojalność. Przysięgam prawdę, nawet wtedy kiedy milczenie zdaje się łatwiejsze. Nie przysięgam, że nie upadnę lecz że podniosę się i podniosę także ciebie. - Spojrzała w oczy temu, którego wybrała, dla którego zabiło jej mocniej serce już jakiś czas temu, ale dopiero niedawno zdała sobie sprawę z mocy tego uczucia. - Wybieram cię - powiedziała ciszej. - Każdego dnia od dziś, w świetle i w cieniu, w dostatku i w utracie. I jeśli kiedyś przyjdzie noc tak długa, że zapomnimy własnych imion - zakończyła - przypomnę sobie twoje. A ty przypomnisz mi moje. I tym będzie nasza miłość.
Kiedy wybrzmiały jej własne słowa zdawało się, że cała okolica zamilkła, włącznie z przyrodą, jakby chciała, aby wiatr zaniósł słowa jakie wypowiedzieli nowożeńcy jak najdalej; we wszystkie zakątki świata. Wzięła głębszy oddech uświadamiając sobie, że wstrzymywała go przez jakiś czas. W dłoni Bradforda zalśniła obrączka, którą nasunął na jej palec, ona uczyniła dokładnie to samo ujmując jego dłoń, a złoty krążek ozdobił dłoń jej męża.

Przedstawiciel Ministerstwa Magii, który pilnował prawidłowego przebiegu ceremonii, był tu jedynie, aby zatwierdzić ważność zawartego związku. Czekał, aż wybrzmią przysięgi, następnie wyciągnął swoją różdżkę, którą wykonał krótki gest nad młodymi. Złota wstęga owinęła połączone dłonie.
-Niniejszym oznajmiam, że małżeństwo tych dwojga zostało legalnie zawarte! - Krótkie zdanie, które kończyło jedno zdarzenie i rozpoczynało kolejne. Primrose nagle uśmiechnęłą się szeroko, rozpromieniona potoczyła wzrokiem po zebranych wyłapując spojrzenia najbliższych. Następnie wróciła do Bradforda. Oto stało się! Zostali małżeństwem. -Pan młody może pocałować teraz pannę młodą. - Oznajmił i całemu ceremoniałowi stało się zadość, gdy dwójka ludzi w kręgu tym gestem przypieczętowała swoją przysięgę. W tym krótkim pocałunku zgromadzone było całe jej wyczekiwanie tego dnia.
Przedstawiciel ministerstwa poprosił jeszcze o ich podpisy na stosownych dokumentach, a następnie wyprostował się dumnie jak struna. -Gratuluję. Pani Bulstrode, panie Bulstrode. Kopia aktu małżeńskiego zostanie przesłana w przeciągu paru dni. Pozwolę sobie jako pierwszy złożyć na wasze dłonie życzenia wszelkiego szczęścia i radości. To był zaszczyt móc przypieczętować takie wydarzenie. - Z tymi słowami opuścił krąg, dając gościom weselnym możliwość podejścia i złożenia życzeń jak nakazywał obyczaj.
Sylvanus tym razem pozwolił, aby to pierwsi podeszli rodzice państwa młodych i rozpoczęli ten moment kiedy większość stresu właśnie mija.

***
Sprawy organizacyjne:
Zapraszamy do składania życzeń nowożeńcom. Zachęcamy również do rozmawiania między sobą i nawiązywania relacji. Nie obowiązuje limit postów, do 4 kolejki macie czas na prowadzenie też rozmów między sobą.

Zapraszamy do mini zabawy, jakiej jest losowanie drinka
Drinków jest wiele i to różnych smaków i kolorów. Rzut w tej turze nie jest obowiązkowy, a dla chętnych. Rzucacie kością k6 na to, jaki drink pochwyciliście z unoszącej się tacy. Rzut należy zalinkować w poście. Do efektu kości odnosicie się na początku swojego posta.

Spoiler
k1 - Kir Royal, to drink przygotowany według kanonicznej receptury składa się z szampana i Crème de cassis. Niezwykle orzeźwiający, ale łatwo uderza do głowy. Czujesz przyjemne szumienie w głowie.

k2 - Demimoz, koktajl przygotowany na bazie wytrawnego białego wina musującego i likieru o nazwie aperol. Może wydawać się gorzkawy i na samym początku zbyt wytrawny, gorycz łagodzi plaster pomarańczy dodany do kieliszka. Po kolejnym łyku jednak stajesz się bardzo głodny i patrzysz łakomie na przekąski, jakie zostały przygotowane z okazji wesela.

k3 - Śpiew Memortka, drink na bazie słodkiego wina musującego i brzoskwiń, przywodzi na myśl ciepłe lato i leniwe poranki, kiedy promienie słoneczne muskają twarz, powoduje sporą senność i chęć oddania się niewinnym marzeniom o lecie.


k4 - Kwiat Wiśni, koktajl, w którym przebija się połączenie rumu oraz syropu cukrowego. Smukły kieliszek ozdobiony jest kwiatem wiśni, a smak jest słodkawy, ale nie mdlący, niezwykle lekki, powodujący efekt spoczywania na miękkim podłożu, niczym puchowa chmurka, uczucie lekkości towarzyszy w czasie jego sączenia.


k5 - Zachód Słońca, drink ten był dwuwarstwowy i rzucał się w oczy na tle innych. Żurawinowy smak mieszkał się z nutą alkoholu. Zdawało się, że był to lekki koktajl, który można sączyć bez konsekwencji, ale było to złudne. Nie uderzał w głowę, ale w nogi. Wstanie z miejsca jest po nim bardzo ciężkie.

k6 - Chmura, wytrawny drink na bazie ginu prezentował się w szklankach z rżniętego kryształu, z dużą ilością kostek lodu smakował głównie koneserom wytrawnych trunków. Goryczka była wyraźnie wyczuwalna, złamana kwaśnym posmakiem cytryny. Z każdym łykiem wydaje się, że unosisz się wśród chmur, a kroki stają się bardzo lekkie.

Termin odpisu: 9.03 godz. 18:59
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
08-03-2026, 20:49
Widział jak matka ze wszystkich sił powstrzymywała się aby nie przewrócić oczyma. W pewien dziwny sposób sprawiło mu to satysfakcję. Za młodu często sprawdzał jak bardzo mógł rozciągać granice cierpliwości matki. Tytania była niezwykle opanowana osobą, ale jednak była tylko człowiekiem i nawet ona miała swoje limity. Im starszy był Xavier tym bardziej to w matce doceniał, chociaż kiedyś życzył sobie aby trochę bardziej okazywała uczucia. Wiedział jednak, że aby przetrwać w socjecie, należało mieć nerwy ze stali i zakładać maski, sam zakładał je codziennie. Czasami jednak maski pozostawały na twarzach i ciężko były się ich pozbyć.
Gdy matka odeszła by w końcu zająć miejsce, przeniósł spojrzenie na Vivienne i uśmiechnął się do niej łagodnie.
- Nie jestem ich jakiś wielkim fanem, ale wiesz… - nachylił się do niej lekko - nie odpuszczę sobie polowania ze szwagrem ten raz. - mrugnął do niej i już wyprostował się, ale po chwili obrócił lekko do Cybil - Jeśli chodzi o jazdę konną to będziesz musiała porozmawiać z Primrose, ja w tym wypadku dobrym wyznacznikiem nie będę. - pokręcił głową.
Nigdy nie nauczył się porządnie jeździć konno więc robił to bardzo rzadko. W zasadzie od czasów nastoletnich nie przypominał sobie aby siedział w siodle. Trochę obawiał się polowania, które miało się odbyć następnego dnia, ale wyszedł z założenia, że najwyżej będzie się trzymał gdzieś z tyłu żeby nie narobić sobie wstydu, to było bardzo niepożądane. Chociaż nie lubił mówić głośno o tym czego nie umiał, to nie miał zamiaru kłamać odnośnie takich rzeczy, a potem wyjść na ofermę. To nie było w jego naturze.
Przestał o tym myśleć już chwilę później. Ceremonia się rozpoczęła. Nie odrywał wzroku od pary młodej stojącej w tej pięknej scenerii. Chociaż nie był specjalnie sentymentalny, to poczuł pewnego rodzaju wzruszenie. Jego mała siostrzyczka, stała na ślubnym kobiercu i za moment miała wyjść za mąż, zostać żoną. Jakoś nie mieściło mu się to w głowie. Był przyzwyczajony do tego, że zawsze była w domu, że zawsze miał ją obok i nawet jako starszy brat, mógł się do niej ze wszystkim zwrócić. Teraz miała opuścić rodzinne mury i zamieszkać ze swoim mężem, jego przyjacielem. I chociaż wiedział, że Bradford jest odpowiednim kandydatem na partnera dla Primrose, gdzieś tam w środku już czuł jak rozbudza się w nim tęsknota za siostrą.
Mimo wszystko delikatny uśmiech widniał na jego ustach kiedy słuchał przysiąg nowożeńców. Jeszcze nie tak dawno temu sam stał na ich miejscu i wypowiadał słowa przysięgi. Pamiętał je doskonale, jakby to było wczoraj. Czuł dumę, wielką, rozpierającą dumę i nie mógł przestać się uśmiechać, co nie było codziennym widokiem w przypadku jego osoby. A kiedy w końcu padły te znaczące słowa, obwieszczające całemu światu, że przed nimi stoją teraz państwo Bulstrode, miał ochotę zerwać się na równe nogi i zacząć klaskać. Opanował się jednak w ostatnim momencie. Nie podniósł się z miejsca, ale mimo wszystko, zaraz po pocałunku pary młodej zaczął klaskać, mając nadzieje, że reszta gości do niego dołączy, to był odpowiedni moment by to zrobili. Nawet matka nie zmroziła go wzrokiem, bo w tym momencie była zbyt zajęta ocieraniem łezki, która zamajaczyła w jej oku.
W pewnym momencie między gośćmi pojawiły się tace z drinkami i Xavier sięgnął po jeden z wielu kieliszków. Nie przyglądał się specjalnie zawartości, a jedynie uniósł szkło w geście toastu za parę młodą, po czym upił sporego łyka. Żurawinowy smak od razu uderzył w jego kubki smakowe i doszedł do wniosku, że trafił mu się lekki i przyjemny drink. Upił więc jeszcze kilka pomniejszych łyków zanim podniósł się z miejsca. Okazało się jednak, że to wcale nie jest takie łatwe zadanie. Nogi nagle stały sie jakoś dziwnie ciężkie i musiał aż podeprzeć się ręką aby w końcu wstać. Zerknął na kieliszek trzymany w dłoni i uniósł lekko brew ku górze, a po chwili uśmiechnął się lekko sam do siebie. Bardzo ciekawa kombinacja. Z nadal ciężkimi nogami, powoli ruszył w kierunku pary młodej, ustawiając się za rodzicami i wujem Sylvanusem by wraz z żoną złożyć życzenia.
- Moi drodzy. - uśmiechnął się szeroko kiedy w końcu nadeszła ich kolej - Wiecie doskonale, że życzę wam jak najlepiej. Życzę wam aby wasze małżeństwo było szczęśliwe i pełne miłości. Nie trzeba być mną aby widzieć, że kochacie się szczerze, że uczucie, którym się darzycie jest prawdziwe i mocne. Aby zawsze takie było, abyście szli ramię w ramię przez życie i przezwyciężali wszystkie przeciwności, które los rzuci wam pod nogi. - powiedział spokojnie patrząc najpierw na siostrę, a potem na szwagra - Bardzo się cieszę waszym szczęściem. - dodał aby po chwili przytulić delikatnie siostrę i cmoknąć ją w policzek, a potem uścisnąć dłoń Bradforda.

drink
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
09-03-2026, 17:03
Ukłoniła się na koniec pani Bulstrode, zgadzając się z nią w pełni co do cierpliwości losu. Poczuła się dziwnie prześwietlana wzrokiem kobiety, a przecież nie miała żadnych złych intencji. Może najwyżej się obawiała, że ewentualne spóźnienie jej brata – do którego na szczęście finalnie nie doszło – zostanie źle odebrane. Ładne słowa o zagubionym szczęściu były tylko słowami w końcu, kto wie, jak faktycznie zostałoby to ocenione. Przymus bycia perfekcyjnym Blackiem był zbyt silny, by odpuścić sobie nawet tutaj. Na szczęście jednak wszystko skończyło się w sposób adekwatny.
Wewnętrznie była bardziej niż zadowolona, że Orion przyszedł na czas, nawet jeśli spodziewała się po nim ewentualnych spóźnień. Przynajmniej nie zrobił tego Prim i nie postawił ich w złym świetle. Chociaż od kiedy w sumie się bratem przejmowała? Bardziej zależało jej, by nie przyniósł im wstydu. I zdecydowanie żal jej było ciotki Tytanii, która przecież miała mnóstwo na głowie – właśnie wydawała za mąż jedyną córkę. Przecież to byłoby totalne świństwo i nietakt, by jednocześnie dokładać jej zmartwień.
Wykorzystała chwilę, by rozejrzeć się dyskretnie po gościach. Dostrzegła niedaleko Amodeusa, brata jej przyjaciółki Iris i skinęła mu krótko głową. Nawet myślała, że dostrzeże tu dziewczynę, ale nic takiego nie doszło do skutku. Lekko zmarszczyła brwi, szybko je wygładzając – jeśli jej się uda, po prostu podejdzie i zapyta o to po ceremonii. A potem zwyczajnie napisze sowę do Iris, jak już wróci do domu. Kolejną znajomą twarzą był Lorcan, kolejny kuzyn. W sumie musiała przyznać, że większość zebranych osób była lżej lub mocniej ze sobą spokrewniona. Czyżby ślub Prim był bardziej rodzinną uroczystością? Pomijając oczywiście fakt, że na pewnym etapie cała dwudziestka ósemka była ze sobą spokrewniona.
Obserwowała z zachwytem cały przebieg ceremonii, przede wszystkim natomiast samo składanie przysięgi małżeńskiej. To był piękny moment, bardzo wzruszający zresztą, a same przysięgi mówiły bardzo, bardzo wiele o ich uczuciu. Cieszyła się, że kuzynka trafiła tak dobrze. Ze szczerego serca życzyła im, by byli szczęśliwi, bez względu na komentarz Oriona o córkach Bradforda. Zdała też sobie sprawę, że jeśli wpadnie do Burke Manor, to nie spotka już tam Prim. A tutaj… Pewnie za jakiś czas zaprosi Prim do siebie. Jakoś czułaby się niezręcznie odwiedzając ją tutaj.
Moment pocałunku był równie magiczny, co sama przysięga – jednak tuż po nim, zaraz za Xavierem zaczęła klaskać, dołączając do niego w tym wyrazie gratulacji i aprobaty. Atmosfera chyba zaczęła się trochę rozluźniać, Nil sięgnęła po kieliszek, trafiając na taki z kwiatem wiśni. Mmmm, smak też był niczego sobie, wywołując przyjemną lekkość, bez zdradliwego szumu procentów. Nie wyrywała się z życzeniami, poczekała, aż zrobi to najpierw rodzeństwo Primrose i ustawiła się za nimi, by złożyć życzenia świeżo poślubionym.
- Gratuluję wam przepięknej ceremonii. – zaczęła miękko, kiedy już nadeszła jej kolej. – I życzę wam, żeby los nie rzucał wam kłód pod nogi, a wasze uczucia, którymi się darzycie, żeby trwały tak do końca świata i jeszcze ciut dłużej. Żeby każdy problem można było prosto rozwiązać i żebyście zawsze trzymali swoje strony. Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, jeszcze raz gratuluję. – uściskała mocno kuzynkę, cmokając ją krótko w policzek, a Bradfordowi uścisnęła rękę z serdecznością mówiącą „witaj w tej dalszej rodzinie”.


drink
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Mellita Macmillan
Czarodzieje
Nobody but me is gonna change my story
Wiek
22
Zawód
magijubiler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
0
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
8
10
Siła
Wyt.
Szybkość
0
10
0
Brak karty postaci
09-03-2026, 17:23
Chciałaby powiedzieć o emocjach, jakie wzbudzały w niej śluby, prawda jednak była taka, że mało co w niej wzbudzały. Jak wszystko na tym świecie, najczęściej były jakąś umową, stworzoną pomiędzy dwoma rodzinami, które prezentowały sobą piękne przejście w stronę dalszych umów, dla których dzieci były niczym dopasowany klucz którego się używało. Nigdy jej jakoś to nie przeszkadzało, sama uważała, że rozważne prowadzenie handlowej rozgrywki i praca nad własnym charakterem były w sumie tym samym. Tak samo jak spotkania towarzyskie. Z tym, że w tym momencie jej narzeczony był z nią na wydarzeniu, co stawiało ją nagle w innym świetle,
Dziś nie chciała mocno wciskać się pomiędzy gości, wiedząc, że poruszanie się o lasce nie sprawiało, że była najpopularniejszym wyborem w kwestii przemieszczania się albo rozmowy z innymi. Sądziła, że nawet taniec może być bardziej skomplikowany w jej wypadku, dlatego ostrożnie zajęła miejsce z dala od głównych wydarzeń. Tam, gdzie łatwo było usiąść i tam, gdzie mogła dalej pozostawiać nieco niezauważona, nie odciągając uwagi, gdyby Migrena Krucza postanowiła dziś zebrać swoje żniwo. Zawsze była uważna w takim kontekście, by dobierać odpowiednio leki i nie pozwolić sobie na osłabienie, chociaż ostatnie wydarzenia na zaprzysiężeniu potrafiły temu zaprzeczyć. Może nadzieja była madką głupich.
Przyglądała się Primrose, wychwytując jej ruchy oraz mimikę. Pragnęła podziwiać ceremonię, a jednak nie umiała nie wyobrazić sobie siebie samej w tej sytuacji. Najpewniej już nie w ciemnozielonej sukni, którą właśnie miała na sobie, a w bieli oraz dedykowanych tkaninach, które miały pokazać, że ród Macmillan nie szczędził pieniędzy. Jakby wyjątkowa biżuteria wcale nie miała tego pokazać, jakby wszystkie kamienie szlachetne oraz ochronne tego nie prezentowały.
Ostatecznie jednak samo zaprzysiężenie dobiegło końca, pozwalając Melliti uśmiechnąć się lekko, kiedy sama podniosła się z siedzenia, rękę wyciągając w kierunku Oriona.
- Czas złożyć życzenia młodej parze, czyż nie? – Nie było to pytanie – tak wypadało i tak zamierzała zrobić. Wraz z paniczem Blackiem u boku skierowała się w stronę Promrose, spokojnie czekając na swoją kolej aż do momentu, kiedy tuż za Nylah mogli spotkać państwa młodych. Wyjątkowo szczery uśmiech pojawił się na twarzy pani Macmillan kiedy spojrzenie skierowała na świeżo upieczoną panią Bulstrode oraz jej męża.
- Przepiękny ślub. Życzę wam wyjątkowo dużo udanych wspólnych dni, wspólnej drogi, która zawiedzie was tam, gdzie sobie życzycie i tego, by każdy dzień przynosił dla was coś nowego do odkrycia. – Nie była zbyt wylewną osobą, ale słowa były jak najbardziej szczere. Spokojnie czekając na to, aż Orion skończy składać swoje życzenia, sięgnęła po jednego z drinków oferowanego przez kelnera.

Drink
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#25
Cybil Burke
Czarodzieje
"Seek and ye shall find," they say, but they don't say what you'll find.
Wiek
24
Zawód
łamacz klątw
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
1
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
11
Brak karty postaci
09-03-2026, 18:57
- W takim razie będę pamiętać, kogo będę mogła poprosić o radę w sprawie dekoracji - Uśmiecham się, żegnając się tymi słowami z ciotką Tytanią i odprowadzam ją wzrokiem.
Kiwam głową w odpowiedzi Xavierowi, gdy zdaje sobie sprawę, że moja prośba nie była tak trywialna, jak miałam w głowie. Rzeczywiście kuzyn nie pałał miłością do jeździectwa, więc mógł mieć problem z oceną, o którą go poprosiłam. W myślach rozmyślam jeszcze przez moment o tym, co wiem o tych okolicach, ale gdy uroczystość się rozpoczyna na dobre, to moja uwaga zostaje skierowana stuprocentowo w stronę nowożeńców.
Biorę w międzyczasie z tacki z drinkami koktajl dwuwarstwowy, identyczny jak moment wcześniej wziął mój kuzyn. Szybko wyczułam w nim żurawinę, za którą przepadałam. Sączyłam go więc bez większych oporów, a delikatna nuta alkoholu miała dać mi pewność, że nie powinnam się nim szybko wprawić w stan nietrzeźwości.
Z ciekawością przyglądam się całej uroczystości, a w zasadzie już jej głównej części. Nie wzruszam się, ale widok ten napawał mnie pozytywnymi emocjami, które trudno mi jest opisać. Jak wcześniej nie byłam pewna Bulstrode'a, to teraz widziałam, jak patrzy na niego Primrose, jak przyrzeka mu swoją lojalność jako żona. Zdawała się być niewątpliwie pewna tych zaręczyn, a więc i ja nie miałam już żadnych wątpliwości co do tego związku.
Dołączam do klaskania, choć robię to dosyć delikatnie, dla samego gestu, a następnie kieruje się do złożenia życzeń zaraz obok brata Primrose, który zabrał mnie na dzisiejszą uroczystość. W momencie, gdy wstaję z miejsca, tracę jakby prawie równowagę, gdy nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Całe szczęście podparłam się o Doriana, który zajęty widokiem swojej siostry w bieli, nawet chyba nie zauważył, że chyba zbyt bardzo nawodniłam się tym drinkiem. Czy ktoś coś tam dodał?
- Wszystkiego dobrego Primrose, przepięknie wyglądasz - Ściskam ją delikatnie, aby nie zniszczyć jej sukienki, gdy Bradford zajmowany jest przez Doriana. - Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa na nowej drodze życia i pamiętaj, że zawsze możesz się do mnie zwrócić w potrzebie... Będę tęsknić... - Zmiana środowiska będzie dla niej trudna, dlatego miałam nadzieję, że nie będzie bała się zwrócić z prośbą o pomoc do mnie, do Vivienne i reszty rodziny Burke. Abstrakcyjną ideą dalej dla mnie było to, że Primrose na stałe opuściła Burke Manor. Wychowałyśmy się obie w tej posiadłości, więc dziwnie będzie przestać ją widywać na tych korytarzach.
- Panie Bulstrode, życzę wszystkiego, co najlepsze na nowej drodze życia. Mam nadzieję, że to małżeństwo przyniesie spełnienie obu stronom. - Wymieniam się z nim gestem ściśnięcią dłoni, gdy nadeszła kolej na złożenie życzeń Panu Młodemu.
- Mam jeszcze mały podarek ode mnie. Talizman z tradycji staroceltyckiej. - Mówię do obojga, ale jedwabną, niedużą sakiewkę wręczam Primrose. - Oby przyniósł wam szczęście - Kiwam głową, a następnie odchodzę na bok, pozwalając innym gościom wymienić serdeczności z nowożeńcami.

drink - 5
Przekazuję Primrose talizman na dobre małżeństwo
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#26
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
09-03-2026, 18:59
Przez chwilę po wybrzmieniu słów urzędnika nikt jeszcze nie poruszył się gwałtownie, jakby sam dziedziniec potrzebował oddechu, by przyjąć fakt, że to, co jeszcze przed momentem należało do oczekiwania, właśnie stało się rzeczywistością. Złota wstęga oplatająca dłonie nowożeńców błysnęła w słońcu i zgasła równie szybko, pozostawiając po sobie jedynie obraz, który zapewne na długo miał zostać w pamięci zgromadzonych. Potem przyszły oklaski — najpierw pojedyncze, zaraz szerzej podjęte przez resztę gości — a Amodeus dołączył do nich bez pośpiechu, z tą samą oszczędnością gestu, z jaką uczestniczył we wszystkim od początku.
Nie był człowiekiem, który łatwo ulegał zbiorowym uniesieniom, lecz nawet on musiał przyznać, że ceremonia została poprowadzona z rzadko spotykaną równowagą. Bez zbędnej pompy, bez ostentacyjnego przeciążenia symbolami, a jednak z wyraźnym ciężarem chwili. Bradford mówił jak ktoś, kto długo układał w sobie każde słowo, zanim pozwolił mu wybrzmieć. Primrose odpowiedziała tonem pewniejszym, niż można by się spodziewać po kobiecie stojącej na progu nowego życia wobec spojrzeń całego dziedzińca. To zwróciło jego uwagę bardziej niż sama treść przysięgi. Spodziewał się opanowania; nie każdy jednak potrafił zachować je w taki sposób.
Kiedy szeregi gości zaczęły łagodnie rozluźniać się po zakończeniu ceremonii, a pierwszeństwo do życzeń naturalnie przejęły rodziny, Amodeus pozostał na miejscu jeszcze przez kilka chwil. Nie widział potrzeby, by przeciskać się ku kamiennemu kręgowi zaraz za matkami, braćmi i kuzynostwem. Takie chwile miały własny porządek i lepiej było go nie naruszać. Opuścił spojrzenie na przesuwające się po posadzce cienie i dopiero gdy najbliżsi państwa młodych zdążyli już powiedzieć swoje, ruszył powoli naprzód.
Nie zabrał ze sobą drinka. Kieliszek w dłoni w tej chwili wydawał mu się czymś zbędnym, może nawet zbyt lekkim. Szedł bez pośpiechu, omijając ławki i pojedyncze grupy gości, słysząc urywki gratulacji, ciche śmiechy i pierwsze oznaki rozluźnienia, które zawsze przychodziły zaraz po domknięciu oficjalnej części uroczystości. Kiedy znalazł się dostatecznie blisko, ukłonił się najpierw Primrose, potem Bradfordowi.
— Pani Bulstrode. Panie Bulstrode — powiedział spokojnie, a w jego głosie nie było ani cienia ironii, wyłącznie chłodne, dobrze wychowane uznanie. — Proszę przyjąć moje szczere gratulacje. Ceremonia była piękna, a to słowo rzadko przychodzi mi bez zastrzeżeń.
Spojrzał na nich oboje krótko, z tym spokojnym skupieniem, które nie naruszało ich chwili.
— Życzę wam zgodności, która nie będzie wymagała nieustannego dowodzenia swojej siły, i takiego rodzaju lojalności, który pozostaje niezmienny także wtedy, gdy kończą się dobre okoliczności. Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia.
Skinął lekko głową i nie zatrzymał się dłużej — to również należało do dobrego tonu. Cofnął się o krok, ustępując miejsca kolejnym gościom, lecz zanim odwrócił się całkowicie, raz jeszcze objął spojrzeniem ich oboje — nowy układ, świeżo przypieczętowany i już wystawiony na wzrok świata. Pomyślał, że na tym właśnie polegała osobliwość takich chwil: ledwie człowiek wypowie przysięgę, a już przestaje należeć wyłącznie do niej i do drugiej osoby. Od tej chwili wszystko staje się widzialne, komentowane, oceniane — miłość, obowiązek, porządek, przyszłość.
Odwrócił się więc i odszedł kilka kroków w bok, ku arkadom, gdzie cień był chłodniejszy, a rozmowy rozpraszały się w łagodnym szmerze. Nie czuł potrzeby natychmiastowego włączania się w kolejne konwersacje. Wystarczało mu to, że był świadkiem chwili, która właśnie zamknęła jeden porządek i otworzyła następny. A takie przejścia — nawet jeśli przykryte jedwabiem, kwiatami i dobrze ułożonymi słowami — zawsze zasługiwały na chwilę uważności.
Dopiero wtedy, mijając jednego z kelnerów krążących między gośćmi, sięgnął z unoszącej się tacy po kieliszek, jakby dopiero teraz pozwalał sobie na drobny gest należący do reszty świętowania.

drink
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#27
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
09-03-2026, 19:40
Pani Tytania chyba była zadowolona z mojej odpowiedzi, przyjęła ją z widocznym uśmiechem na twarzy. Dziwiło mnie trochę dlaczego zwróciła się do mnie tymi słowami, przecież wiedziała, że jej córka jest moją najlepszą przyjaciółką i to chyba było oczywiste, że się nią jutro zajmę. Puściłam to jednak w niepamięć i nie analizowałam zbytnio. Musiała przecież zaznaczyć swoje miejsce jako matka panny młodej, a także jej słowa z pewnością były czysto towarzyskie i podtrzymujące tę krótką konwersację. Jestem przekonana, że moja matka robiła w dniu mojego ślubu dokładnie to samo. Teściową odprowadziłam wzrokiem, by następnie oddać się krótkiej rozmowie z moim mężem. Kiwnęłam lekko głową na jego słowa.
- Nie dziwię ci się, uważajcie tylko proszę - uśmiechnęłam się do niego ciepło, a następnie zwróciłam w stronę Cybil. - Kumbria jest piękna pod tym względem, myślę, że znalazłabyś tam odpowiednie miejsca do jazdy konnej.
Bywałam u Bradforda nie raz i nie dwa, może nie znałam okolicy nad wyraz dobrze, ale na tyle na ile się orientowałam, to było to niezwykle piękne miejsce. W sumie, to jeszcze nie zdążyłam odpowiednio poznać Derbyshire. Trzeba to zmienić, póki jeszcze nie byłam wielkim pączkiem i mogłam swobodnie spacerować nie męcząc się przy tym przy każdym kroku.
Rozpoczęła się ceremonia, a ja nie byłam w stanie powstrzymać łez. Widziałam swoją ukochaną przyjaciółkę, siostrę, która wychodziła za mąż za mojego ulubionego kuzyna. Wydarzenie było piękne, a słowa, które do siebie skierowali niezwykle szczere i pokazujące na czym najbardziej będzie im zależeć podczas budowania swojego małżeństwa. Nie martwiłam się, wiedziałam, że cudownie sobie poradzą. Primrose z pewnością odnajdzie się bardzo szybko w roli żony u boku mojego kuzyna, a Bradford zajmie się swoją ukochaną i będą ze sobą szczęśliwi. Martwiły mnie dziewczynki, lekko zerknęłam w stronę córek Bradforda, ale były już duże i mądre. Z pewnością rozumieją co się dzieje, Bradford a także ich dziadkowie wszystko im wytłumaczyły i może przyjdzie taki moment, gdy Primrose nie będzie dla nich tylko panią, żoną ojca, a stanie się kimś równie bliskim co mama. Tego im życzyłam.
Po zakończonej ceremonii, ocierając policzki ustawiłam się w kolejce do składania życzeń. Z racji pozycji Xaviera dość szybko udało nam się podejść do państwa młodych, a ja pierwsze co zrobiłam, to mocno przytuliłam swoją przyjaciółkę.
- Najdroższa, nie będę ci mówić, że jesteś piękna, bo słyszałaś to ode mnie dzisiaj już chyba setki razy - posłałam jej ciepły uśmiech. - Wiesz, jak bardzo się cieszę. Czego ci mogłabym życzyć? Abyś spełniła u boku Bradforda swoje najskrytsze marzenia. Pamiętaj, że zawsze jestem obok i jeśli tylko będzie ci źle, a ramię męża czasami jest niewystarczające, to wystarczy twoje słowo, a zaraz pojawię się u twojego boku - otarłam znowu policzki, nim swoje spojrzenie skierowałam w kierunku Bradforda. - Jesteś niezwykłym szczęściarzem, dbaj o nią proszę. Chociaż wiem, że będziesz - pochyliłam się lekko, zachęcając kuzyna, aby i on lekko się w moją stronę pochylił. - Nie bądź proszę zachłanny i oddaj mi czasem moją przyjaciółkę, dobrze?
Uśmiechnęłam się szeroko, składając na jego policzku delikatny pocałunek. Gdy odeszliśmy na bok odwróciłam się tyłem do gości, chowając się trochę za swoim mężem chcąc doprowadzić się do porządku po tych wszystkich łzach, które spłynęły po moich policzkach. Kelnera z drinkiem zignorowałam, zbyt mocno byłam zajęta ocieraniem policzków. Zresztą, niezbyt miałam ochotę, aby cokolwiek pić i poczekam aż znajdzie się coś bez alkoholu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#28
Lorcan Lestrange
Akolici
Głupiec z sercem i bez rozumu jest równie nieszczęśliwy, jak głupiec z rozumem i bez serca.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
09-03-2026, 22:26
Słodki urok zawieszenia w odmętach wspomnień uderzał w przerwach między dystyngowanymi, grzecznościowymi wymianami słów, a obrazy podobieństw przemykały mężczyźnie przed oczami, niczym kawałki porozrzucanych szkiełek, z których każde przedstawiało inny wycinek z życia. Jego postawa była daleka od zniechęconej, czy ospałej, jak można byłoby przypuszczać po kimś, kto uciekał do krainy wspomnień. Jak zwykle prezencja Lestrange, była idealnie skrojona pod szyld pewności siebie i siły; człowieka pewnie spoglądającego oczami barwy gorzkiej czekolady na zgromadzony tłum, ale przede wszystkim na dwójkę bliskich mu osób, które przysięgały sobie, przed świadkami w tym kameralnym i zaszczytnym gronie.
To był pokaz magii, jakiej trudno z czymkolwiek innym porównać. Zwłaszcza kiedy emocje tworzą harmonijny pomost wsparty na filarach zaufania i partnerstwa. Był wdzięczny losowi, że ten przeciął ścieżki ich życia.
Poczucie delikatnego rauszu uniesienia wywołanego grupowym natłokiem emocji, były dla niego obce, tak zaskoczył się faktem, iż odczuwał coś na kształt wzruszenia chwilą, niby symbolika doskonale znana, urzędnik, przysięga, kwiaty, cały ten anturaż, natchnienie chwilą, budziło określone emocje. A na jego twarzy zakwitł jeden z tych nielicznych szczerych, bo pełnych radości uśmiechów, którymi serwował tak sporadycznie na szachownicy życia i tak niewielu ludzi widziało ten jego grymas.
Kątem oka obserwował, że nie tylko jemu udzieliły się silne emocje związane z tą wyjątkową chwilą na starcie nowego rozdziału Państwa Bulstrode. Dawno nie widział Xaviera w takim humorze, jego małżonka również promieniała szczęściem, jak i młoda Cybil, przed którą dopiero takie wyzwanie stało. Wielu gości, jeśli nie większości udzieliła się ta wspomniana magia. Tak wyłamująca się ze schematu szarości świata codziennego, bo przełamująca wszystkie ten najgorsze chwile odpychając je w kąt pamięci, by przyćmione blaskiem szczęścia młodych, mogły przestać stręczyć myśli w dniu takim, jak ten.
Uśmiechał się, nad wyraz pogodnie obnażając biel zębów i dołącza się do braw. Dziedziniec wręcz wibrował pod ich entuzjazmem.
Nie wypychał się przed szereg z życzeniami, był wyłącznie przecinkiem w historii tych dwojga, dlatego odnalazł swoje miejsce w stosownym miejscu kolejki i pozwalał, aby tłum powoli, acz skutecznie popychał go do przodu, wśród podekscytowanych głosów, ściszonych rozmów i urywanych śmiechów, dało się poczuć, jak emocje opadają z każdą chwilą, lecz dla nich, to był dopiero początek, tej drogi usianej trudnościami, tak jednak wierzył, że sprostają, każdemu wyzwaniu, jakie czaiło się na horyzoncie.
A gdy nadeszła jego kolej pewnie, stanął przed państwem młodym z charakterystycznym wyrazem twarzy, który pozbawiony był już tej emocjonalnej dawki wzruszenia, choć cień tegoż wciąż widoczny był w czekoladowych oczach; uśmiechnął się, niemal łobuzersko. Bo wszystko, co nagle przychodziło mu do głowy związane z tymi ludźmi, budziło raczej pozytywne rozbawienie, aniżeli powagę, a może właśnie, to było to całe wzruszenie?
— Moi drodzy… — przemknął spojrzeniem od Primrose do Bradforda: — wielokrotnie każde z was lądowało na życiowym rozdrożu, bez pojęcia, co dalej ze sobą ma zrobić w poczuciu osamotnienia, trwaliście w tej batalii z własnymi myślami. Dziś jednak stoicie tutaj, w objęciach tej rezydencji i przy ludziach wam życzliwych – razem, jako mąż i żona. Stanowiąc wspólny front w dobrych i złych chwilach, jesteście kolektywem, który razem działa, nawet jeśli różnicie się, a utarczki słowne przyniosą irytację, tak nigdy nie utracicie nadziei w was samych; w uczucie, które was połączyło, te będzie zawsze waszym orężem i zbroją. Niezależnie ile razy będziecie się mieli dość, zawsze ta miłość będzie kwitnąć. — Jego słowa, były wypowiadane pewnie; głosem świadomym, bez zająknięcia i przedłużających się pauzy; precyzyjnie, lecz od serca. — Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia — dokończył, tym razem uśmiechając się już w pełni, bez gierek, bez maski, szczerze. Jego prezent, a raczej prezenty, były odłożone na wspólną górę wraz z resztą innych upominków, doskonale odnajdywał się w dobieraniu podarunków dla przyjaciół, a świadomość zaskoczenia, była tym pewniejsza, bo czasem miał wrażenie, że ci zapominali o jego pamięci do tego, o czym w jego obecności mówili. To był jeden z jego nielicznych talentów w tej kwestii.
Oddalił się w cień, przemierzając drogę, którą wcześniej podążył Amodeus, chcąc z nim porozmawiać, a być może odnaleźć wspólny język. Z lekkością sięgnął po drinka serwowanego przez kelnera i stanął nieopodal mężczyzny.
— Dla historii to ledwie chwilka, lecz dla nich to całe życie — zaczął, nieco filozoficznie. — Z tego, co usłyszałem; łączymy wspólne pasje, czy pracowałeś nad czymś ciekawym w ostatnich tygodniach? — spojrzał w kierunku młodszego mężczyzny.


Drink
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#29
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
12-03-2026, 10:13
Słowa przysięgi zakotwiczyły się w umyśle czarodzieja. Lojalność, miłość, świadomy wybór. Złota obrączka zalśniła na jego dłoni, tożsama z krążkiem na palcu Primrose. Żadne dokumenty ani pieczęcie nie były dla Bradforda już tak istotne, jak ten drobny symbol, który miał nosić przy sobie do końca swoich dni. Dziwne, jak coś tak niewielkiego potrafiło nagle nadać ciężar całej przyszłości. W jednym geście zawierało się wszystko — obietnica wspólnej drogi, odpowiedzialność, ale też pewność, że nie będzie już musiał iść przez życie sam. Patrząc na splecione dłonie, uświadomił sobie, że oto znalazł coś, czego przez długi czas nawet nie ośmielał się szukać.
Głos przedstawiciela Ministerstwa Magii wyrwał go nagle z tego zawieszenia na granicy jawy oraz snu, uświadamiając, że to wszystko działo się naprawdę. Wyczekiwał dnia, w którym oficjalne i bez żadnego skrępowania będzie mógł zamknąć ją w ramionach. Subtelny pocałunek stanowił tu nie tylko pieczęć, czy obietnicę, ale i moment graniczny w życiu. Chwila pełna napięcia, podniosłej ciszy, zawieszenia poza czasem i przestrzenią, kiedy rozległa się nagle lawina oklasków. Nie od razu puścił jej dłoń. Palce wciąż mieli splecione, jakby w tym krótkim uścisku chciał zatrzymać moment, zanim całkowicie otoczy ich fala głosów i gratulacji. Pochylił się nieco niżej, tak, by jego słowa mogły dotrzeć tylko do Primrose.
— Dobrze jest być tu właśnie z tobą — szepnął, a uśmiech sięgnął jasnych oczu.
Zwrócił się z małżonką ku zebranym gościom, odruchowo układając dłoń na jej plecach, kiedy z zaskoczeniem odkrył pod palcami nagą skórę. Momentalnie oblała go fala ciepła, czego starał się nie dać po sobie poznać, a jedynie złączył z Primrose spojrzenia. Przez ułamek sekundy ogarnęło go zdumienie, gdy uświadomił sobie, jak blisko stoi kobieta, która od tej chwili należała do jego życia w każdym możliwym sensie. Kusiło, by się przesunąć, by przelotnym wzrokiem uchwycić widok, który, popychał wyobraźnię ku chwili, gdy w ciszy późnej  nocy pozostaną już tylko we dwoje, a świat przestanie domagać się od nich powściągliwej uprzejmości. Nie było jednak czasu, by pozwolić tym myślom rozwinąć skrzydła, bo oto do nowożeńców podeszli już pierwsi goście.

Gdy tylko nadeszła ich pora, Cassian wraz z małżonką podeszli do nowożeńców spokojnym, pewnym krokiem. Czarodziej zatrzymał się przed synem i uścisnął jego dłoń mocno, lecz bez ostentacji. Już rozchylił usta, jakby chciał coś powiedzieć, lecz zamiast tego uśmiechnął się lekko, a w geście tym było więcej uznania, niż zdradziłyby jakiekolwiek ze słów. Dopiero potem zwrócił się ku Primrose i skłonił lekko głowę, jak przystało wobec pani Bulstrode. Ujął jej dłoń w formalnym, ale ciepłym geście. W spojrzeniu pojawiła się ta sama powściągliwa aprobata, którą okazywał ludziom, których uznawał za godnych swego domu. Leonnie zbliżyła się do Primrose z ciepłym uśmiechem i objęła ją lekko, muskając policzek młodej kobiety. — Witaj w domu, Primrose — powiedziała łagodnie. — Hethmere od dawna czekało na tę chwilę. — Na moment zatrzymała dłonie na ramionach synowej, przyglądając jej się z uważną życzliwością, po czym posłała Bradfordowi przydługie spojrzenie i oboje wraz z mężem odsunęli się na bok, skąd mogli zarówno obserwować resztę gości, co dyskretnie dyrygować przebiegiem przyjęcia.
Josephine i Bernadette podeszły razem. Na widok ich wyprostowanych sylwetek Bradford poczuł coś, co rozluźniło napięcie trzymające go od początku ceremonii. W oczach Josephine błyszczała żywa ekscytacja, którą ledwo udało jej się utrzymać w granicach dobrego wychowania, kiedy z młodzieńczą spontanicznością objęła Primrose. — Wyglądasz przepięknie — wyszeptała, nie powstrzymując uśmiechu. Bernadette podeszła zaraz po bliźniaczce, a jej ruchy były spokojniejsze i bardziej wyważone. Ujęła dłoń ojca z krótkim, pewnym uściskiem, a następnie skłoniła głowę przed nową panią Bulstrode. — Gratuluję — odezwała się cicho. — Mam nadzieję, że Hethmere okaże się dla pani dobrym domem. — Bradford przesunął wzrokiem po obu córkach i położył dłoń na ramieniu każdej z nich, krótko, lecz z wyraźną czułością.
Apollonie podeszła do pary z uśmiechem zdradzającym zarówno radość, jak i odrobinę siostrzanej przekory. Zatrzymała się przed bratem na moment, mierząc go spojrzeniem od stóp do głów, jakby upewniała się, że wszystko to wydarzyło się naprawdę. — A więc jednak — powiedziała cicho, a w jej głowiek pobrzmiewała nuta rozbawienia. Ujęła Bradforda krótko za ramiona, pozwalając sobie na szybki, rodzinny uścisk, po czym zwróciła się do Primrose ze szczerą sympatią. — To był odważny wybó z obu stron. I bardzo dobry. Wszystkiego, co najlepsze — dodała półgłosem, a jej mąż skinął młodej parze głową, składając życzenia w kilku spokojnych słowach, po czym ustąpił miejsca kolejnym gościom.
Na widok Xaviera i Vivienne uśmiechnął się szerzej. Przyjął pewnie uścisk szwagra, na poły rozbawiony jego słowami. Burke słynął z braku wylewności i niechęci względem opowidania o uczuciach. — Wygląda na to, że ten dzień skłonił cię do rzeczy, o które jeszcze wczoraj bym cię nie podejrzewał — zauważył z lekkim rozbawieniem. Skoro jednak nawet on zdecydowała się mówić o miłości bez groźby pojedynku na końcu zdania, mógł to uznać za naprawdę dobry znak. Łzy na twarzy kuzynki były łatwo dostrzegalne, świadczące o przejęciu i wzruszeniu, oraz wsparciu, jakie okazywała im na każdym kroku przez ostatnie miesiące. Pochylił się do kuzynki i zaśmiał krótko. — Postaram się nie być zachłanny — odparł półżartem, po czym dodał nieco ciszej: — A jeśli będę, liczę, że przypomnisz mi o tym równie bezpośrednio. — Wyprostował się i odprowadził ich kawałek wzrokiem, by zwrócić się zaraz do kolejnych gości. Gdy Cybil ujęła jego dłoń, Bradford odwzajemnił gest z wyważoną uprzejmością. — Wygląda na to, że Primrose nie zostwia za sobą Burke Manor bez straży — zauważył łagodnie, osadzając wzrok na talizmanie. — W takim razie przyjmiemy go, jako dobry znak. — Kojarzył jasnowłosą czarownicę z domu Black, lecz dopiero kiedy Nylah stanęła przed nim i uścisnęła jego dłoń, wychwycił jej zapierające dech w piersiach piękno. Zamrugał kilkakrotnie, prędko uświadamiając sobie, że przecież dzielił dom z tożsamym urokiem macochy oraz siostry. — Jeśli los rzeczywiście potrafi słuchać życzeń, mam nadzieję, że właśnie wziął jedno z nich do serca. Dziękuję — odparł uprzejmie, biorąc głębszy, luźniejszy oddech, gdy tylko kobieta odeszła na bok, z ulgą przyjmując obecność Mellity i jej narzeczonego. — Brzmi jak droga, którą warto sprawdzić — zwrócił się doń swobodnie, nawet jeśli nie potrafił w tym momencie dopasować twarzy młodej czarownicy do jej imienia. — Obyśmy rzeczywiście potrafili odnajdywać ją każdego dnia. — Osadził wzrok na Amodeusie, a jego stoicki spokój natychmiast mu się udzielił. Skinął mu głową w odpowiedzi. — Brzmi, jak życzenia, które mają szansę przetrwać próbę czasu — odparł z lekkim uśmiechem. — Oby okazały się równie trafne, jak pańska opinia o ceremonii. — Bo skoro miał do czynienia z czarodziejem, który oszczędnie dysponuje komplementami, warto wziąć je do serca. Zadarł lekko brodę na widok Lorcana i jego swobodnego, łobuzerskiego uśmiechu. Znał kuzyna od lat i zdawał sobie sprawę z jego specyficznego usposobienia. Zamiast formalnego uścisku chwycił go krótko za przedramię. — Jeśli nasza przyszłość ma być choć w połowie tak przekonująca, jak twoje słowa, to rzeczywiście nie powinniśmy się martwić — powiedział z uśmiechem, by zaraz z jego spojrzenia zniknęła żartobliwa nuta. — Dziękuję, Lorcanie. Dobrze, że jesteś.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#30
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
12-03-2026, 10:16
Oklaski szumiały w głowie Primrose, która kątem oka dostrzegła, że prowodyrem tego był jej własny brat. Uśmiechnęła się pod nosem, choć walczyła ze szczerym wybuchem śmiechu. Radość ją zwyczajnie rozpierała od środka, tak mocno, że chciała się nią dzielić z całym światem. Nie była teraz spokojnym, opanowanym członkiem rodu Burke, który nakładał wiele masek nie chcąc zdradzać swoich emocji. Teraz była Primrose, młodą czarownicą, która właśnie wkraczał na nowe tereny, pełna ekscytacji i chętna poznania tego co przyniesie jej życie. Jako badaczka historii, jako ta, która śmiało wkraczała do starych ruin nie bacząc na przeciwności odbierała to wydarzenie jako kolejny krok milowy w jej życiu. Jednocześnie mogła cieszyć się tym, że jej małżeństwo nie było wyłącznie kwestią porozumienia rodzin.
Słowa Bradforda sięgnęły jej uszu i uniosła na niego roziskrzone spojrzenie. -Też tak myślę. - Odpowiedziała z rozbrajającą szczerością. Ciepły dotyk na nagiej skórze wywołał przyjemną sensację, która przebiegała wzdłuż kręgosłupa. Dostrzegła cień zaskoczenia w oczach mężczyzny, a ona poczuła tę dziwną satysfakcję, że wzbudziła ten mały zachwyt.
Marcus i Tytania zaraz po zakończeniu ceremonii podeszli do państwa młodych. Marcus uścisnął dłoń Bradforda pewnym gestem, a Tytania ucałowała powietrze na wysokości jego uszu kiedy składała życzenia. Obydwoje zachowywali wobec zięcia zachowawczość, ale nie była ona wroga. Wręcz przeciwnie, w spojrzeniu ojca Primrose widoczne było uznanie i aprobata jej wybranka, a pani Burke posłała mu życzliwy uśmiech matki, która rozstaje rozdzielona ze swoją córką. Wobec niej samej była bardziej wylewna, kiedy objęła ją i przytrzymała w swoich ramionach o tych parę sekund dłużej niż wymagał zwyczaj. W oku pani Burke zakręciła się łza, ale szybko ją otarła ruchem ledwie dostrzegalnym. Marcus nie musiał wiele mówić, patrzył na jedyną córkę z mieszaniną dumy i rozczulenia. Uśmiechnął się nieznacznie, tak jak Primrose miała w zwyczaju, po czym podobnie jak jej matka, również przytulił młodą kobietę. Na więcej wylewności sobie nie pozwolił, ale każdy kto znał rodzinę Burke wiedział, że pozwolił sobie na bardzo duże okazanie emocji. Następnie wraz z małżonką odsunął się, dając miejsce kolejnym gościom, a sami w tym czasie zagadywali tych, którzy czekali na swoją chwilę z państwem młodym. Tytania zwróciła się do Oriona kiedy znalazł się tuż obok niej.-Co cię trapi?[b] - Zagadnęła tak jakby pytała o pogodę. -[b]Czyżbyś martwił się losem Primrose? - Nie uszło jej uwadze spojrzenie jakie posłał w stronę swojej kuzynki kiedy stawała w okręgu na rozpoczęciu ceremonii.
Primrose na widok Xaviera oraz Vivienne rozpromieniła się, jeżeli dało się jeszcze bardziej w tym momencie. -Tyle słów na raz. -Zaśmiała się delikatnie przyglądając się bratu w trakcie tej przemowy, następnie uścisnęła Xaviera, a jej wzrok padł na Vivienne. Uśmiechnęła się całkowicie rozczulona słowami bratowej. -Dziękuję i pamiętam o obietnicy. Raz w tygodniu. - Spojrzała porozumiewawczo na przyjaciółkę i już skupiła się na kolejnych gościach. Nylah a zaraz za nią Orion i jego narzeczona. -Dziękuję, Nylah.- Uścisnęła kuzynkę wiedząc, że te życzenia płynęły prosto z jej serca. Następnie zwróciła się do Oriona. -Rozchmurz się, kuzynie. Będziemy mieli okazję jeszcze nie raz się spierać. - Założyła, że to zamyślone spojrzenie jest wynikiem czystej troski jaka wypłynęła na jego obliczenie. Następnie jasne spojrzenie skupiło się na osobie Mellity. Nie była to obca osoba, ale też nie bliska znajoma. -Piękne to życzenia. - Posłała czarownicy delikatny uśmiech. -Oby zostały z nami na zawsze. - Za nimi dostrzegła Cybil, która trzymała w dłoni mały podarek, a ten zaraz spoczął na dłoni Primrose. Mocno wzruszył ją ten gest, zakładała, że kuzynka spędziła wiele godzin nad tym drobiazgiem. -Dziękuję, Cybil. - Uścisnęła czarownicę nie przejmując się zupełnie swoim strojem i fryzurą. Nie obawiała się, że się popsują. Nie była z porcelany i nie odczuwała potrzeby, aby obchodzić się z nią jak z jajkiem. Dorian jak zawsze zażartował przypominając, że nadal mieli wyścig do odbycia, o czym zapewniła, że pamięta i mu nie odpuści. Kiedy rodzina przesunęła się falą życzeń przyszedł czas na tych, którzy byli przyjaciółmi, osobami, które były bliskie i zaufane dla państwa młodych. Osoba Amodeusa, który stał bardziej z boku, jak zawsze zachowujący pewien dystans od świata, wyrosła przed Primrose. Uśmiechnęła się do czarodzieja, któremu tak często burzyła spokój dnia swoimi rewelacjami -Cieszę, że jesteś obecny. - Zwróciła się do niego z ciepłą nutą w głosie. Doceniała jego obecność i to, że był w tym nielicznym gronie, na którym bardzo jej zależało. Błysk w oczach Lorcana przypominał jej ten, który mu towarzyszył w trakcie ich małych wypraw po opuszczonych, skrytych przed światem miejscach. Kolejna życzliwa jej osoba, która roztaczała nad nią pewien parasol ochronny. Teraz stał przed nimi i składał życzenia z wielkim zapałem i pasją. Zaśmiała się cicho, a potem kiwnęła głową. -Dziękuję za twoją obecność. - Następnie odprowadziła go wzrokiem widząc jak zbliża się do Amodeusa. Dwaj czarodzieje, którzy pchali ją do przodu w jej pracy, zawsze chętni do pomocy i wsparcia - dzielący się wiedzą z młodszą od siebie czarownicą, której przecież mogli powiedzieć, żeby im nie zawracała głowy. Była ogromną szczęściarą - otaczali ją ludzie, którzy nigdy nie podcinali jej skrzydeł. Ta myśl uderzyła ją teraz ze zdwojoną mocą.
Dostrzegając córki Bradforda automatycznie się spięła w pewnej obawie, która objęła we władanie jej ciało. Spontaniczna reakcja Josephine sprawiła, że zaśmiała się cicho i pogładziła policzek dziewczynki w ciepłym geście. -Dziękuję. Wiele to dla mnie znaczy. - Strach przed brakiem akceptacji był w niej duży, ale teraz powoli został zepchnięty na dalszy plan. Dystans i rezerwa Bernadette nie została przez Primrose naruszona. Skinęła głową w jej stronę. -Mam nadzieję, że będziesz mogła być moim przewodnikiem po nim. - Chciała budować relacje z córkami Bradforda, jednocześnie wiedząc, że na to potrzeba czasu i cierpliwości.
Macocha Bradforda olśniewała, a jednak pomimo tego pozwoliła, aby synowa teraz grała pierwsze skrzypce. Przywitała Primrose dając tym samym znać, że młoda czarownica nie musi się niczego obawiać. Podobnie Cassian, którego spojrzenie mówiło, że nie jest wrogiem żony własnego syna. Poczuła jak powoli napięcie schodzi z jej ramion. Tym bardziej wtedy kiedy siostra Bradforda, z charakterystyczną dla siebie lekkością, złożyła życzenia i udała się z mężem na bok, czekając zakończenia tej części przyjęcia.

Kiedy wszyscy goście dzierżyli w dłoni kieliszki, kiedy życzenia wraz z prezentami spłynęły na ręce młodej pary, Marcus Burke wystąpił nieznaczne na środek tym samym sprawiając, że zwrócił na siebie uwagę. Odczekał chwilę aż rozmowy ucichną, a muzyka na arkadach będzie sączyła się jedynie w tle, nie zagłuszając słów ojca panny młodej. -Drodzy goście, jako ojciec Primrose, która właśnie opuściła nazwisko Burke, aby przyjąć to należące do jej męża, chciałbym wznieść pierwszy toast. - Miał już uwagę wszystkich, nawet tych, którzy jeszcze chwilę temu szeptali i prowadzili ciche rozmowy. -Nie jestem człowiekiem, który mówi długo. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że słowa mają dla mnie wartość tylko wtedy, gdy stoją za nimi czyny. Dlatego pozwólcie, że powiem jedynie kilka zdań. - Obejrzał się na młodą parę. -Każdy rodzic wie, że przychodzi dzień, w którym trzeba zrobić krok w tył i pozwolić dziecku iść własną drogą. Nie jest to łatwe, ale jest właściwe. Dziś wiem, że oddaję moją córkę w ręce człowieka, który rozumie wartość odpowiedzialności i słowa danego raz na całe życie. Małżeństwo nie jest tylko chwilą radości, jaką przeżywamy dziś. To codzienna decyzja, by stać obok siebie. W dobrych dniach i w tych trudniejszych. Jeśli będziecie pamiętać o tym, dlaczego wybraliście właśnie siebie, poradzicie sobie z każdą burzą. Jestem z was dumny. - Uniósł swój kieliszek wyżej i skierował się teraz w stronę gości weselnych. -Za waszą przyszłość. Za wasz dom. I za drogę, którą od dziś będziecie iść razem.
Ustąpił miejsca po wypowiedzeniu tych słów, dając możliwość innym, wygłoszenia toastu.
Najpierw była to jedynie zmiana ledwie uchwytna – kilka mocniejszych nut, które wyłoniły się ponad szmer rozmów i brzęk kieliszków. Muzycy stojący na arkadach wymienili między sobą krótkie spojrzenia, a potem smyczki uniosły się pewniej. Melodia nabrała wyraźniejszego rytmu, głębszego brzmienia, jakby ktoś odkręcił niewidzialny kurek, pozwalając dźwiękom swobodniej rozlać się po dziedzińcu. Pomiędzy nutami pojawiło się lekkie uderzenie bębna, a potem ciepły ton fletu, który poprowadził melodię ku czemuś znacznie bardziej radosnemu niż wcześniejsze, spokojne nuty w trakcie ceremonii. Jasno dawał sygnał, że oto czas przejść do kolejnego etapu tego wydarzenia. Posiłku oraz tańców.
Kamienny półokrąg, który jeszcze przed chwilą wyznaczał miejsce ceremonii, zaczął zmieniać swój układ. Płyty przesuwały się niemal bezszelestnie, ustępując miejsca szerokiej przestrzeni, podczas gdy pod arkadami pojawiły się długie stoły nakryte śnieżnobiałym obrusem, ozdobione niskimi kompozycjami z jasnych kwiatów i srebrnych świeczników. Wzdłuż kamiennych kolumn zawisły delikatne girlandy, lśniące w miękkim popołudniowym blasku, z wolna zapowiadając wieczór wspólnego świętowania nowego rozdziału w życiu państwa młodych.
Tace z drinkami nadal krążyły między gośćmi kusząc swoim zapachem oraz wyglądem. Widoczne też były te bez dodatku alkoholu, dla tych, którzy nie chcieli lub nie mogli spożywać innych trunków.

***
Sprawy organizacyjne:
Zbliżamy się do końca ceremonii. To moment na nawiązanie rozmów między waszymi postaciami, płynnego wejścia w przyjęcie weselne.
Nadal można korzystać z kostki drinków oraz jeżeli wasza postać chce, może również wygłosić toast. Jeśli przygotowaliście jakieś prezenty dla państwa młodych, to też jest dobry moment, aby je przekazać.

Termin odpisu: 15.03 godz. 18:59
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 14-03-2026, 03:09 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.