Nie oczekiwała wielkich szczegółów czy okraszonych w detale opisów, a jedynie chciała wiedzieć czy się odnaleźli. Tak jak w książkach, które tak namiętnie czytała, gdzie główni bohaterowie wpadali sobie w ramiona w wielkiej namiętności, targani emocjami i nie mogli oderwać od siebie rąk. Patrząc uważniej na przyjaciółkę mogła śmiało stwierdzić, że chyba udało im się porozumieć w tych sprawach i raczej Vivienne nie uciekła z krzykiem z sypialni.
Rozmowy o tym co myślą i czują nie były jej obce, ale mimo wszystko czuła się dość dziwnie. Zerkała na starszego brata, zazdroszcząc mu tej pewności siebie i poczucia, że może władać całą rzeczywistością. Miała nadzieję, że z czasem nabierze maniery brata.
Uśmiech i spokój jaki pojawił się na twarzy przyjaciółki upewnił ją w tym, że ta odnalazła kruchą równowagę, którą starała się jej zapewnić. Woda zawsze koiła i odbierała stres. Nie wiedziała jak, nie rozumiała mechanizmów za tym stojących, ale działało.
Czasami miała ochotę bratem potrząsnąć i postawić go w kącie, aby przemyślał własne słowa. Mógł sobie mówić, że Alaric Avery nie zrobił na nim wrażenia, ale nie odważyłby się na jego jawne deprecjonowanie. Nie chcąc wszczynać kłótni ugryzła się w język i podsunęła jedynie swoją szklankę, dając tym samym sygnał, że prosi o jej uzupełnienie.
W jego ramionach wszystko zwolniło. Ciało wciąż miało w sobie echo tego, co przed chwilą przez nie przeszło, ale ponad tym zaczęło wyłaniać się coś nowego, cichszego i głębszego. Oparła policzek o jego ramię niemal odruchowo, jakby to było miejsce, do którego od zawsze należała. I wtedy dotarło do niej, że nie chce się odsuwać. Ani na krok.
Oparła głowę o materac łóżka przymykając oczy. Obręcz wokół łomotającego serca puściła, łatwiej się jej oddychało, zaczynała zbierać równowagę. Nadal całe ciało płonęło, ale żar już ustępował. Pozostało przedziwne wrażenie dotyku jego rąk. Wzięła głębszy oddech, potem następny - wyrównywała każdy kolejny, na nowo się uspokajając, jak wtedy kiedy trzymał ją w swoich ramionach.
Odchrząknęła nieznacznie i odsunęła się od swojego biurka, wstała powoli ze swojego miejsca by uporządkować dokumentacją jednocześnie ukryć lepiej słowa, która zapisywała w potencjalnym liście do Bradforda. Nie było w nich skromności i zdradzały zbyt wiele.