• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Kumbria, Hethmere Keep > Dziedziniec
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-01-2026, 11:50

Dziedziniec
Dziedziniec rozciąga się pomiędzy trzema skrzydłami budynku, tworząc półotwartą, reprezentacyjną przestrzeń. Arkady i kolumny porośnięte są zielenią, która miękko przejmuje kamienne mury. W niszach ustawiono kamienne posągi dawnych członków rodu Bulstrode, przedstawionych w postawach świadczących o ich pozycji, odpowiedzialności i władzy. Posadzka z kamiennych płyt prowadzi ku otwartej stronie dziedzińca. Stamtąd rozpościera się widok na połać i całą dolinę poniżej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
25-02-2026, 20:39
19 maja 1962 roku

W posiadłości rodu Bulstrode już od kilku dni panowały przygotowania do uroczystości zaślubin. Głównym miejscem, w którym miała odbyć się ceremonia, był rozciągający się pomiędzy trzema skrzydłami budynku dziedziniec, tworzący półotwartą, reprezentacyjną przestrzeń. Kamienne arkady i kolumny porośnięte zielenią zachowały swój dawny charakter, lecz tego poranka zostały wyraźnie odświętnie przybrane. Bluszcz i młode pędy przeplatały się z girlandami świeżych kwiatów – białych, kremowych i jasnofioletowych – które miękko opadają z wysokości arkad. Wpleciono w nie drobne, złotawe akcenty, subtelnie połyskujące w słońcu i poruszające się przy każdym podmuchu wiatru.
Kamienna posadzka, zwykle surowa i chłodna, została starannie oczyszczona; światło poranka ślizgało się po jej płytach, rozjaśniając przestrzeń. Mimo ciężaru murów i ich wiekowej powagi, na dziedzińcu panowało zaskakująco przyjemne ciepło. Zaklęcia ochronne, niewidoczne, lecz wyczuwalne w delikatnym bezruchu powietrza, łagodziły wiatr znad doliny i zatrzymywały chłód, pozwalając wiosennemu słońcu wypełnić przestrzeń jasnością. Otwarta strona dziedzińca pozostawała odsłonięta. Za nią rozciągał się widok na zieloną połać i łagodnie opadającą dolinę, dziś szczególnie przejrzystą i spokojną. Na tle tego krajobrazu wyznaczono miejsce, w którym padną słowa przysięgi – ujęte w półokrąg z zieleni i kwiatów, podkreślające oś prowadzącą od wejścia aż ku widokowi. Ławki dla gości ustawiono w półkolu, tak by każdy mógł bez przeszkód obserwować ceremonię, a jednocześnie pozostawać częścią wspólnej, zamkniętej przestrzeni. W powietrzu unosił się zapach świeżych kwiatów, wilgotnej trawy i ziół; nuta sandałowca, wrzosu i jaśminu łagodnie koiły zmysły. Dyskretna muzyka – smyczkowa, spokojna – sączyła się spomiędzy arkad, nadając całemu miejscu rytm, który nie przytłaczał rozmów, lecz spajał je w jedną, harmonijną całość.
Przy wejściu na dziedziniec gości witali członkowie obsługi w eleganckich, stonowanych szatach, z uprzejmym ukłonem wręczając drobne upominki. Na miejscu znajdowało się już kilkoro domowników, w tym Cassian Bulstorde, ojciec pana młodego, zabawiający rozmową każdego z przybyłych.

Tej nocy budził się wielokrotnie, nie potrafiąc na dłużej zmrużyć oka. Rysik ołówka przesuwał się po szorstkim pergaminie, kiedy zapisywał swoje myśli, jak zawsze zresztą, gdy potrzebował przelać gdzieś troski. W ostatnim miesiącu coraz częściej towarzyszyły mu entuzjazm i ekscytacja, mocna pewność co do podjętej decyzji, jednak teraz pojawiło się zwątpienie. Nie odnośnie wyboru kandydatki, lecz posiadania drugiej żony w ogóle. Gdzieś na dnie serca nadal gromadziły się wyrzuty sumienia, że zdecydował się tak szybko, choć od dnia śmierci Dorothy minęły już cztery lata — tylko czy istniał lepszy, bardziej odpowiedni czas? Czy była jakaś granica, mówiąca, że już można, że od teraz już nie będzie boleć? Miał świadomość, że nie, że to sprawa indywidualna i że Dorothy fuknęłaby groźnie, że odmawia sobie szczęścia przez wzgląd na jej pamięć. Nie, nie tego by dla niego chciała, żadnego zamartwiania i wzbraniania się przed kolejnym krokiem. ”Przecież tu nie chodzi o mnie”, mówiłaby, ”tylko o twój strach.” A Bradford nie chciał się już bać i nie zamierzał pozwolić, aby ten determinował jego przyszłość.
Kobieta, którą zdecydował się wziąć na wybrankę serca, była wspaniałą czarownicą. Piękną, utalentowaną, intrygującą, ale i ciepłą, pomimo niewątpliwie butnej natury i skłonności do stawiania na swoim. Przywołanie jej sylwetki przed oczy wyobraźni sprawiało, że ciało oblewało się ciepłem, a twarz promieniała w uśmiechu. Coraz mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że towarzyszące mu zdenerwowanie nie było oznaką niepewności i wątpliwości, a elektryzującej ekscytacji, że od dnia dzisiejszego każdego poranka budzić się będzie u boku pani Bulstrode.
Wpiął srebrną spinkę u szczytu koszuli tuż przy wysokim kołnierzu i narzucił wierzch szaty, której głębia grafitowej barwy wpadała w porannym świetle w granatową toń. Starannie zaczesane włosy pozbawione były przesadnej sztywności. Stojąc przed lustrem, nie próbował wygładzić ich do ostatniego kosmyka i kilka niesfornych pasm przy skroniach pozostawało wiernych jego naturze. Napięcie w linii szczęki zdradzało, że ten poranek nie jest dla niego zwykłym dniem.
— Dobrze wyglądasz, tato — powiedziała Josephine, uśmiechając się pogodnie.
— Możesz reprezentować rodzinę — zawtórowała Bernadette, kiwając głową z miną znawczyni.
Bradford uśmiechnął się ciepło, przyciągając do siebie córki w pełnym uścisku. Wiedział, że drugie małżeństwo ich ojca nie był dlań najwygodniejszą z opcji, ale starał się je przygotować, aby łagodnie przeszły tę zmianę. Data ślubu została wybrana tak, aby bliźniaczki mogły uczestniczyć w uroczystości bez strat w nauce w Hogwarcie. Zależało mu na ich obecności, by całość odbyła się oficjalnie, bez tajemnic, czy mało komfortowych niedopowiedzeń. Nie wydawały się sceptyczne, zwłaszcza że już podczas zimowej przerwy podpytywał, co sądzą o potencjalnej zmianie. Przygotowywał je do tego, nie mając jeszcze pewności, czy panna Burke przyjmie jego oświadczyny, wszak zdobył się w sobie znacznie później, jednak dziewczynki zaskoczyły go swoją otwartością. Zapewniał je, że Primrose nie zamierza zastąpić ich matki, ani wykluczać ich z życia rodzinnego. Najwidoczniej największe obawy istniały w jego sercu, nie zaś u córek.
— Już czas. — W drzwiach komnaty stanęła Leonnie, spoglądając łagodnie i gestem zaprosiła do siebie bliźniaczki, by ruszyły pierwsze ku dziedzińcowi. Bradford wziął głębszy wdech i skinął głową, by zaraz po tym podążyć do wyjścia na spotkanie z przyszłością.

***
Sprawy organizacyjne:
Witamy wszystkich bardzo serdecznie na uroczystości zaślubin Bradforda i Primrose! Zgodnie z zapowiedzią gra moderowana będzie odbywać się w obrębie tego wątku, ale każdy może grać w innych lokacjach posiadłości.
Nie istnieje limit postów, możecie wrzucać swoje do woli, pamiętając, że w tej turze zaproszeni goście zbierają się w Hethmere Keep. To czas na powitania i pierwszy small talk, które będzie można kontynuować jeszcze w turze drugiej.

Termin odpisu: 28.02 godz. 18:59

Każdy z gości na wejściu otrzymuje mały podarek w atłasowym woreczku. Możecie rzucić kością k10, aby zobaczyć, jaki trafił wam się prezent od państwa młodych. Rzut należy zalinkować w poście.

Podarki







1 - Rzeźbiona runa Berkano.
Niewielka runa wyrzeźbiona w jasnym, gładko oszlifowanym drewnie brzozy. Jej linie są czyste, precyzyjne, a zagłębienia wypełniono delikatnie mleczną emalią, która miękko odbija światło. Symbol niezależności i siódmego zmysłu, zachęca do troszczenia się o siebie.
2 - Woreczek z nasionami Chabrów
Mały, lniany woreczek przewiązany błękitną nicią. W środku znajdują się drobne, ciemne nasiona, a dołączona karteczka ozdobiona jest ręcznie rysowanym motywem kwiatu. Chabry, nazywane kwiatami lata, symbolizują wyrafinowanie, wierność i stałość.
3 - Rzeźbiony Pufek
Figurka wykonana z jasnego drewna, z wyraźnie zaznaczonymi, puszystymi kształtami i drobnymi, bursztynowymi oczami z oszlifowanego kamienia. Powierzchnia jest gładka, niemal ciepła w dotyku. Symbol lekkości i pogody ducha.
4 - Rzeźbiona runa Gebo
Wykonana z ciemnego hebanu, o głębokiej, niemal czarnej barwie. Kształt runy podkreślono cienką, srebrzystą linią biegnącą wzdłuż jej ramion. Symbol miłości i pożądania, wymiany i więzi między dwojgiem ludzi.
5 - Woreczek z nasionami Niezapominajek
Atłasowy woreczek w odcieniu delikatnego błękitu, zamknięty złotawą tasiemką. W środku maleńkie, jasne nasiona oraz drobna kartka z odręcznym opisem. Niezapominajka symbolizuje wielką miłość i wspomnienia.
6 - Rzeźbiony Demimoz
Figurka z jasnego kamienia o lekko perłowym połysku. Sylwetka subtelnie wygładzona, z delikatnie zaznaczonymi konturami niewidzialnej istoty. Symbol mądrości, pomocy oraz cierpliwości.
7 - Woreczek z nasionami Tulipanów
Głęboko zielony woreczek z drobnym, tłoczonym znakiem rodu. W środku starannie zapakowane cebulki tulipanów w różnych odmianach, owinięte w cienką bibułę. Tulipany symbolizują wiosnę, nadzieję, zaufanie, marzenia, dostatek i nowe możliwości.
8 - Rzeźbiony Żmijoptak
Smukła figurka z ciemnego drewna, z misternie zaznaczonymi skrzydłami i wyraźnym ruchem w linii ogona. Oczy wykonane z maleńkich, szlifowanych kryształów nadają mu wyraz czujności. Symbol wierności i bezwarunkowej miłości.
9 - Rzeźbione dwie runy Berkano oraz Wunjo
Dwie niewielkie runy wykonane z jasnego i ciemnego drewna, związane cienkim, złotym sznurkiem. Kontrast barw podkreśla ich wzajemne dopełnianie się. Symbol opieki, tęsknoty, elegancji, bogactwa, kobiecości i piękna.
10 - Rzeźbiony Memortek
Figurka o smukłej, dynamicznej sylwetce, wyrzeźbiona w mlecznym kamieniu z delikatnymi, złotawymi żyłkami. Kształt oddaje lekkość ruchu, jakby stworzenie było uchwycone w chwili skoku. Symbol łagodności, szybkości, piękna oraz pokoju i radości.






    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
25-02-2026, 20:41
Poranek zdawał się nigdy nie przychodzić, a świt trwać wiecznie kiedy panna Burke stała przy oknie i po raz ostatni patrzyła na rozciągające się widoki Derbyshire. Ostatni poranek w pokoju, który mogła zwać swoim. Ostatni taki dzień w Burke Manor. Nie należała do osób zbytnio sentymentalnych, a jednak coś w niej drgnęło. Cicha nuta nostalgii zabrzęczała sprawiając, że serce jej drżało na samą myśl, że już nie miała tu wrócić.
Syciła się chwilą spokoju, tej nieprzerwanej ciszy kiedy świat wokół się budził. Najpierw była to przyroda, a następnie mieszkańcu domu. Szmer rozmów, tych podekscytowanych unosił się w powietrzu docierając do zamkniętego pokoju. Zaraz po tym delikatnie uchyliły się drzwi. Pojawiały się matka wraz z Vivienne gotowe służyć pomocą.
Woda w miedzianej wannie parowała jeszcze delikatnie, kiedy weszła do pokoju kąpielowego. Stała przez moment naga, owinięta tylko w rozpuszczone włosy, i patrzyła na taflę wody, w której odbijało się okno oraz bladoniebieskie niebo. Ciepło objęło ją powoli, łagodnie, jak dłoń uspokajająca drżenie. Gdy osunęła się głębiej, poczuła, jak napięcie, które od kilku dni zbierało się między łopatkami, zaczyna się rozpuszczać. W wodzie pływały płatki róż i lawendy; ich zapach był słodki, lekko duszny, ale jednocześnie kojący.
Kiedy wyszła z kąpieli, owinięto ją w miękkie lniane płótno. Jej ciało było rozgrzane, zaróżowione, wrażliwe na każdy dotyk. Usiadła przed lustrem, a Vivienne zaczęła rozczesywać jej włosy powolnymi, cierpliwymi ruchami. Grzebień sunął przez pasma jak przez jedwab, wyciągając z nich blask.
Włosy zaplatano długo. Każde muśnięcie palców na jej karku sprawiało, że po plecach przebiegał dreszcz. Czuła się jednocześnie jak dziecko pozwalające się czesać przed snem i jak kobieta stojąca na progu nowego życia. Gdy wreszcie wstała, by włożyć suknię, jej dłonie lekko drżały. Materiał osunął się po jej ramionach. Oddychała płytko, jakby bała się, że zbyt głęboki wdech rozsadzi jej klatkę piersiową.
W powietrzu wisiała niecierpliwość. Chciała już tam być. Chciała zobaczyć go stojącego pośród kamiennych murów, chciała usłyszeć pierwsze słowa przysięgi, poczuć ciepło jego dłoni. A jednocześnie pragnęła zatrzymać tę chwilę, ten ostatni moment, w którym była jeszcze tylko córką Burke. Kiedy wyszli na dziedziniec, powozy już czekały. Słońce stało wysoko, złocąc kamienne mury. Rodzina otoczyła ją jak cichy krąg ochronny — ojciec podał jej ramię, brat poprawił kosmyk włosów, matka jeszcze raz wygładziła materiał na jej biodrach, choć nie było takiej potrzeby. Droga do Hethmere Keep wiodła przez wzgórza. Z okna powozu widziała w oddali mury twierdzy, surowe i dumne, wznoszące się ponad doliną. Serce podeszło jej do gardła. Poczuła nagle spokój. Dziwny, głęboki, jak cisza przed pierwszym uderzeniem dzwonu. Lęk nie zniknął całkowicie, lecz przestał być burzą. Uśmiechnęła się do własnego odbicia w szybie.
Za chwilę wszystko się zacznie.

Koła powozu zwolniły, zgrzytnęły na żwirze i wreszcie zatrzymały się u stóp kamiennych schodów Hethmere Keep. Przez krótką chwilę siedziała nieruchomo, z dłońmi splecionymi na kolanach, słuchając, jak serce wybija w jej piersi rytm szybszy niż stukot końskich kopyt.
Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. Do środka wdarło się światło — jasne, niemal oślepiające po półmroku wnętrza. Zanim wysiadła, uniosła wzrok i przez moment zobaczyła w oddali miejsce ceremonii. Wszystko było gotowe.
Złote wstęgi poruszały się lekko na wietrze, przywiązane do drewnianych ław. Kwiaty ułożone przy kamiennym łuku wyglądały jakby dopiero co je tam położono, świeże, pachnące, dumne. Goście już zajmowali swoje miejsca; cichy szmer rozmów niósł się po dziedzińcu, mieszał z odległym śpiewem ptaków i brzmiał jak delikatna zapowiedź nadchodzącej chwili. Zacisnęła palce na brzegu siedzenia. Ojciec podał jej dłoń. Wsunęła swoją w jego, czując znajome ciepło, szorstkość skóry, pewność chwytu. Kiedy stanęła na ziemi, suknia rozlała się wokół niej niczym jasna fala. Powietrze było chłodniejsze, niż się spodziewała. Kątem oka dostrzegła Xaviera i Vivienne. Szli już w stronę zebranych gości, ich sylwetki rysowały się wyraźnie na tle kamiennych murów. Matka ruszyła za nimi. Przez chwilę patrzyła, jak oddalają się krok po kroku, jak znikają wśród zgromadzonych. W sercu coś ścisnęło ją nagle. To było jak ostatnia nić, która łączyła ją z dotychczasowym światem. Teraz była tylko ona i ojciec. Cisza, która zapadła wokół nich, była niemal namacalna. Szmer gości stał się dalszy, jakby odcięty od tej niewielkiej przestrzeni, w której stali. Ojciec spojrzał na nią uważnie. W jego oczach nie było wahania, była zaś duma i coś jeszcze, coś miękkiego, czego nigdy wcześniej u niego nie widziała tak wyraźnie.
-Gotowa?- zapytał.
Poczuła, jak gardło lekko jej się ściska. Uśmiechnęła się jednak, powoli, z tą dziwną mieszaniną niepokoju i radości, która towarzyszyła jej od rana.
-Tak.
I w tej jednej sylabie było wszystko: drżenie serca, melancholia pożegnania, ekscytacja pierwszego kroku ku nowemu życiu. Wzięła głęboki oddech. Spojrzała raz jeszcze na miejsce ceremonii, na łuk przystrojony kwiatami, na drogę, którą za chwilę przejdzie.
Ojciec ujął jej ramię.
Ruszyli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
27-02-2026, 17:58
Nadszedł ten dzień, tak długo wyczekiwany przez wszystkich członków rodu Burke. Wiedział, że wszystko jest przygotowane pod linijkę i będzie idealnie. Nie podejrzewał aby ktokolwiek lub cokolwiek zakłócił uroczystości. Tym razem z resztą miał zamiar zareagować jako brat panny młodej. Nie dopuści aby cokolwiek poszło nie tak.
Tego dnia miał wolne, nie wyobrażał sobie aby miał iść do pracy. Jeden dzień nieobecności nie nie zrobi, z resztą żaden z członków rodziny, którzy pracowali w sklepie, nie mieli najmniejszego zamiaru się tak pojawiać. Od samego rana wszyscy uwijali się jak w ukropie. On z żoną również wstali wcześnie i chociaż Xavier nie miał pomagać w przygotowaniach, wiedział, że Vivienne jak najbardziej. Dlatego nie zatrzymywał ją tego poranka, a jedynie skradł pocałunek i życzył jej powodzenia. Sam po śniadaniu udał się wraz z ojcem i wujem na taras by tam spędzić godzinę na rozmowach. Jednocześnie obserwował ojca, starając się go wyczuć. Marcus z całą pewnością stresował się tym dniem. Primrose w końcu była jego jedyną córką, najmłodszą z trójki dzieci. Był przekonany, że podobnie jak on sam, i on będzie tęsknił za jej obecnością w domu. Chociaż żadne z nich nigdy w życiu nie przyzna się do tego głośno.
W końcu nadszedł moment, że i on powinien się wyszykować. Wziął na spokojnie kąpiel, po czym przystrzygł odpowiednio zarost, a włosy zaczesał elegancko. Musiał się dzisiaj prezentować odpowiednio, nic nie mógł pozostawić przypadkowi. Granatowy, idealnie dopasowany, trzyczęściowy garnitur czekał na niego już w garderobie. Wyprasowana biała koszula i krawat, pasujący kolorystycznie do kreacji żony również wisiały na wieszaku. Ubrał się na spokojnie, oceniając się w lustrze, po czym w mankiety wpiął eleganckie, srebrne spinki, a do kieszonki na przedzie marynarki wcisnął butonierkę. Nie miał najmniejszego zamiaru popędzać żony, wiedząc, że damy potrzebują zdecydowanie więcej czasu aby przygotować się do takiego wyjścia. Zdawał sobie sprawę, że Vivienne również przeżywa ślub Primrose. Były najlepszymi przyjaciółkami, Prim była jej opoką w Burke Manor odkąd się tutaj wprowadziła. Domyślał się, że obie w jakiś sposób rozwiążą problem nieobecności, zaraz pani Bulstrode. On również z resztą miał zamiar spotykać się raz na jakiś czas z siostrą, nie wyobrażał sobie aby ich kontakt miał osłabnąć tylko dlatego, że wyszła za mąż.
Wraz z ojcem czekał na panie w holu posiadłości, rozmawiając lub po prostu milcząc podczas oczekiwania. W końcu jednak pojawiła się najpierw Vivienne, a zaraz za nią Primrose w towarzystwie matki. Xavier uśmiechnął się szeroko na widok siostry. Wyglądała olśniewająco. Była piękna panną młodą. Przyglądał jej się przez dłuższą chwilę w milczeniu, po czym podszedł do niej i ujął jej dłoń, po czym ucałował jej wierzch. Nie miał zamiaru jej przytulać, jeszcze nie daj Merlinie zepsułby jej misterną fryzurę.
- Wyglądasz pięknie siostrzyczko. - powiedział cicho patrząc na nią z nieopisaną dumą wymalowaną na twarzy, by po chwili lekko poprawić jej kosmyk włosów, który lekko wysunął się w jej upięcia.
Po chwili odstąpił siostrę ojcu, a sam staną obok żony. Spojrzał na Vivienne z uśmiechem i nachylił się do niej.
- A ty jesteś olśniewająca. - odparł składając delikatny pocałunek na jej policzku, by po chwili nadstawić jej ramię i oboje mogli ruszyć do powozu.
Najpierw pomógł jej wsiąść, a dopiero potem sam zajął miejsce obok niej. Podróż minęła im spokojnie i o wiele szybciej niż się tego spodziewał. Zerkał na siostrę co jakiś czas. Z całą pewnością towarzyszyło jej zdenerwowanie związane ze ślubem, z przyszłością, która ją czekała. Dzisiaj miała zostać żoną, panią Bulstrode. To był nowy rozdział w jej życiu, ale wiedział, że doskonale sobie poradzi ze wszystkim co miała jej przynieść przyszłość.
Gdy znaleźli się na miejscu, wysiadł z powozu pierwszy. Pomógł wysiąść matce, a potem żonie. Najchętniej sam by poprowadził Primrose do ołtarza, ale to była rola ojca. Posłał więc siostrze jeszcze jedno spojrzenie, jeden uśmiech dodający otuchy, po czym już wraz z żoną ruszyli do miejsca, gdzie miała się odbyć cała uroczystość. Tak jak podejrzewał, wszystko było urządzone idealnie. W powietrzu roznosił się przyjemny zapach kwiatów, rozróżnił przede wszystkim jaśmin, który odkąd był po ślubie, stał się jednym z jego ulubionych kwiatów, tak jak jego żony.
- Postarali się. - odezwał się do żony zerkając na nią z delikatnym uśmiechem, po czym przyjął od obsługi podarunek.
Obejrzał go dokładnie, bez problemu rozpoznając wygrawerowaną runę, która wywołała u niego cichy śmiech.
- Kto by pomyślał. - pokazał podarunek żonie mrugając do niej, po czym schował go do kieszeni marynarki.
Moment później zatrzymali się na moment przy ojcu pana młodego. Xavier znał Cassiana Bulstrode od wielu lat. Przywitał się z nim, prezentując swoją żonę i wymienili kilka uprzejmości, zapewniając się, że podczas wesela z cała pewnością znajdą chwilę aby porozmawiać dłużej.
W końcu jednak udali się w stronę miejsc dla gości, po drodze jeszcze wymieniając kilka uprzejmości ze znajomymi twarzami i innymi członkami rodziny zarówno ich jak i pana młodego. Jako brat panny młodej naturalnie ruszył do pierwszego rzędu po lewej od głównej alejki. Zajęli piąte i szóste krzesła, pierwsze cztery zostawiając dla wuja Silvanusa i jego żony oraz dla Marcusa i Tytanii.
W tym momencie pozostało tylko czekać na parę młodą i rozpoczęcie uroczystości.

rzut na podarek
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Cybil Burke
Czarodzieje
"Seek and ye shall find," they say, but they don't say what you'll find.
Wiek
24
Zawód
łamacz klątw
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
1
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
11
Brak karty postaci
28-02-2026, 01:20
Dom Burke'ów zdawał się ostatnimi czasami żyć tylko jednym - zamążpójściem Primrose. Osobiście nie spodziewałam się, że tak szybko po ślubie Xaviera, przyjdzie nam przeżyć kolejną taką uroczystość. Nie, żeby mi to przeszkadzało, po prostu było to dla mnie niespodziewane. Mimo wszystko lepiej ślub, niżeli pogrzeb.
Na tę uroczystość przygotowywałam się od dłuższego czasu. Starannie opracowałam prezent, zamawiając potrzebne do tego komponenty. Potem przeznaczyłam dużą ilość czasu na własnoręcznie robiony podarunek. W naszym kręgu społeczeństwa, każdy może pozwolić sobie na większość rzeczy. Trudno jest więc dobrać dobrze wyważony prezent, dlatego właśnie lubiłam talizmany w takich momentach. Można je skomponować w zależności od okazji i nie każdy potrafi wykonać takie rzemiosło. Ja sama nie byłam mistrzem, ale znałam się na runach - była to część mojej profesji, więc korzystałam z tego, co dawało mi moje doświadczenie.
W jedwabnej sakiewce miałam więc naszykowany talizman związany z tradycjami celtyckimi. Runy na nim wyryte miały wesprzeć świeżych małżonków w budowaniu relacji między sobą. Szczerze miałam nadzieję, że Primrose trafiła dobrze, a nie w sidła jakiegoś nikczemnika. Bulstrode miał być od niej dekadę starszy. Ponadto był wdowcem... może Xavier dowiedział się co nieco na temat relacji jego z martwą już żoną? Może się kiedyś go o to zapytam.
Weszłam do drugiego powozu wraz z rodziną. Dorian był na tyle miły, że zgodził się mi towarzyszyć i wziąć na swoje barki przyprowadzenie mnie na tę uroczystość. Byłam szczerze wdzięczna kuzynowi za tę fatygę, bo nie był to pierwszy raz - nawet jak mój ojciec był z nami, jego praca uniemożliwiała mu branie udziału w rodzinnych uroczystościach.
Ubrana byłam w smukłą suknię w kolorze butelkowej zieleni i czerni, która inspirowana była modą edwardiańską. Miała ona wysoki kołnierz, bogato zdobiony transparentną koronką. Wyglądał niemalże jak golf, który podkreślał moją smukłą szyję. Włosy miałam starannie upięte z tyłu, co jednak nie do końca mi się podobało - preferowałam je rozpuszczone, ale musiałam się ładnie prezentować podczas uroczystości.
Gdy dotarliśmy na miejsce uroczystości, powitał nas starannie przygotowany dziedziniec. Rozejrzałam się przez krótką chwilę, oglądając te wszystkie detale. Ewidentnie włożone zostało dużo pracy w dekorowanie tego miejsca. Z moich oględzin wyrwała mnie służba, która wręczyła mi niespodziewany podarek. Z delikatnym uśmiechem przyjęłam ten prezent.
Razem z Dorianem zajęliśmy miejsca w drugim rzędzie, bezpośrednio za Xavierem i Vivienne, i czekaliśmy cierpliwie na rozpoczęcie wydarzenia.
1x k10 (prezent):
1
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
28-02-2026, 09:30
Tej nocy nie mogłam zasnąć. Przeżywałam ślub Primrose prawie równie mocno co swój własny. Nadszedł dzień, kiedy panna Burke miała stać się Panią Bulstrode, opuścić rodzinny dom i rozpocząć nowe życie u boku męża. Cieszyłam się, naprawdę się cieszyłam. Znałam Bradforda wystarczająco długo, najdłużej z nich wszystkich by być przekonana, że u jego boku moja najlepsza przyjaciółka na pewno będzie szczęśliwa. O to się nie obawiałam. A jednak stresowałam się, niepokoiłam jak Primrose sobie poradzi z nową sytuacją. Musiała, nie miała wyjścia. Ale wolałabym móc ją prowadzić i trzymać za dłoń i wspierać w nowej rzeczywistości. Nie będziemy się teraz widzieć, czekała ich długa podróż poślubna i jakoś nie mogłam sobie wyobrazić, że faktycznie jej już tu nie będzie. A żeby się spotkać trzeba będzie wszystko tak skrupulatnie planować. Oh, tak bardzo przyzwyczaiłam się co jej obecności.
Z samego rana ruszyłam jej pomóc. Wraz z jej matką szykowałyśmy ją czesząc włosy, malując i dodając otuchy. Ciągle się wzruszałam, ale mój stan robił swoje i nic na to nie mogłam poradzić. Chciałam wyciągnąć z tej chwili jak najwięcej, zapamiętać każdy moment i zadbać, aby i dla Primrose była to wielka przyjemność. Jej nie mogło być przy moim boku, gdy mnie szykowano do ślubu. Teraz to sobie nadrabiałyśmy.
Gdy wszystko było gotowe zabrałam się za szykowanie siebie. Długa szykowna sukienka w kolorze głębokiego turkusu o lekkim połysku. Górna część sukienki była dopasowana w talii, z sercowatym dekoltem i delikatnymi zakładkami na biuście. Rękawy były przezroczyste, bufiaste i długie, marszczone przy nadgarstkach. Talię miałam podkreśloną, póki jeszcze mogłam, a spódnica rozchodziła się w miękko opadające, szerokie fałdy.
Podróż minęła nam szybko, w jednym powozie mogłam towarzyszyć Primrose do ostatniej chwili. Wspólnie obserwowałyśmy widoki za oknem, nawet miałam wrażenie, że myślałyśmy o tym samym. Obserwowałam jak uśmiecha się do własnego odbicia, była spokojna. I mi również ulżyło.
Gdy wysiedliśmy nie chciałam jej zostawiać, ale musiałam podążyć za mężem i ustawić się do ceremonii. Ostatni uśmiech, spojrzenie pełne wsparcia, nic więcej nie mogłam zrobić. Ruszyliśmy w stronę gości, Xavier coś do mnie mówił, ale miałam tak dużą gulę w gardle ze wzruszenia, że nawet nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Przy wejściu dostaliśmy podarunki, nim obejrzałam swój zerknęłam na ten, który otrzymał Xavier. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Trafiłeś idealnie - odparłam cicho.
Zaraz pokazałam mu swój podarunek. Moja runa Berkano też miała istotne znaczenie. Miałam wrażenie, że te podarunki wcale nie były losowe, a ktoś to sobie wszystko nieźle zaplanował. Podałam mój prezencik Xavierowi, aby i ten schował i podążyłam za nim dalej. Czekało nas trochę obowiązków, jak na przykład przywitanie się z ojcem Bradforda. Cassiana Bulstrode również dobrze znałam, przedstawianie mnie jako żony nie było konieczne, ale w dobrym tonie i tak wypadało. Wymieniliśmy uprzejmości i ruszyliśmy dalej witając się z kimś co pół kroku. W końcu zajęliśmy miejsca, ja zawczasu wyciągnęłam chusteczkę wiedząc, że zaraz będzie mi potrzebna i pozostało nam już tylko czekać.


Rzut na podarek
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
28-02-2026, 17:02
Ślub Primrose był wielkim wydarzeniem, na które na swój sposób oczekiwała od momentu otrzymania zaproszenia. Choć bała się swojego własnego, tak na cudze chodziła bardzo chętnie, a zwłaszcza, gdy były to uroczystości bądź co bądź rodzinne. Nie mogłaby przecież opuścić ślubu kuzynki, a już na pewno nie dobrowolnie. Oczywiście nie mogło wszystko pójść idealnie i tuż przed wyjazdem z Grimmauld Place 12 najadła się sporo stresu, ale na szczęście wszystko się rozwiązało.
Gorzej, że nie było nigdzie widać jej nieszczęsnego brata, a w końcu razem mieli iść na ślub Prim. Krótkie rozeznanie w temacie ujawniło, że Orion najprawdopodobniej się spóźni, choć całkowicie nie ze swojej winy. Dlatego też wzięła powóz i sama udała się na miejsce ceremonii – brat też dostał zaproszenie, więc drogę odnajdzie. Skoro on będzie spóźniony, ona w końcu musiała być całkowicie na czas. A przygotowania do drogi nieco zajmowały. Nylah wybrała elegancką, granatową suknię z niewielkim dekoltem, opiętą górą i miękko rozchodzącą się od pasa w dół, zdobioną czarną koronką u dołu. Do kompletu były koronkowe, czarne rękawiczki i peleryna pod kolor sukni. Pantofle na obcasie miały za zadanie chociaż odrobinę podnieść jej wzrost, choć nie łudziła się, że na wiele się to zda. Włosy upięła elegancko tak, jak miała w zwyczaju to robić na występy, do tego rodowa biżuteria i była gotowa do drogi. Upewniła się u ojca, że brat na pewno dotrze i wyruszyła na miejsce ceremonii.
Hethmere Keep robiło wrażenie, musiała to przyznać. Dziedziniec, posągi, Nylah była naprawdę ciekawa, jak posiadłość wygląda w środku, jednak ją akurat mogła zaspokoić ewentualnie później. Przywitała się uprzejmie z panem Cassianem Bulstrode, jednocześnie przepraszając za spóźnienie brata i tłumacząc je sprawami, którymi musiał się zająć bardzo niezwłocznie. Zapewniła także, że Orion na pewno się pojawi, a Cepheus i Lynette jedynie ten fakt potwierdzili. Po drodze na miejsce przywitała się z wszystkimi, których znała i przedstawiła tym, których nie miała ja dotąd okazji poznać osobiście.
Podarunek przy wejściu odrobinkę ją zaskoczył, ale przyjęła go z uśmiechem i z ciekawością zerknęła do środka – figurka Demimoza była zachwycająca i w głowie już znalazła na nią miejsce. Skinęła głową Xavierowi, Vivienne i Cybil, siadając w odpowiednim rzędzie niedaleko nich.


Rzut na podarek
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
Wczoraj, 12:05
Jak zwykle lubił wykręcać się z wydarzeń towarzyskich wymyślnymi błahostkami, tak śluby lubił odkąd jako ledwie dorosły siedemnastolatek przekonał się, że druhny zwykle czekają tylko na to, żeby ktoś zwrócił na nie uwagę. Nie każda dobrze czuła się będąc w cieniu panny młodej i gdy atmosfera się już odrobinę rozluźniała lubił przypadkiem znaleźć się w pobliżu marzących o własnym ślubie panien. On o małżeństwie nie marzył. A gdy ostatnio uczestniczył w ceremonii zaślubin było to dla niego widmo wiszące, gdzieś tam w odległej przyszłości, ale dzisiaj wszedł do Hethmere Keep z narzeczoną pod ręką. Pierwszy raz w życiu przyznał, że towarzyszenie siostrze na tego typu przyjęciach nie było takie złe, bo było jego nieprzyjemnym obowiązkiem jako brata, ale nie powodowało paskudnego kłucia w żołądku przypominającego, że może być następny. Był w takim wieku, że wiedział, że to już naprawdę najwyższa pora. A na szczęście Mellita wpisywała się w jego oczekiwania co do przyszłej żony. Była naprawdę ładna – a to ważne, gdy musi z nią sypiać, i inteligentna – a to ważne, bo wypada czasem ze sobą rozmawiać. O miłości, nigdy nie było mowy i tego nie oczekiwał. A ostatnio w głowie nawet zawróciła mu jedna blondynka… Gdyby nie obowiązek wobec rodziny byłoby dużo łatwiej. Od ceremonii zaślubin oczekiwało się mówienia o miłości, mimo że wszyscy dokładnie wiedzieli, że to polityka przyprowadziła młodych przed ołtarz, ale szczerze miał nadzieję, że Primrose dobrze trafiła. Był o tym święcie przekonany widząc, że najbliższa rodzina kuzynki nie wygląda na zaniepokojoną. Nie znał Bulstrode’a, ale nie chciałby być w jego skórze, gdyby Primrose stała się jakaś krzywda, bo znał jej brata. Wchodząc na dziedziniec w ostatniej chwili zapewne jak zwykle wślizgnąłby się w pobliże Nylah starając się nie zwracać na siebie uwagi, ale teraz nie był sam i damy nie wypadało pospieszać. Dziwne uczucie już mieć tę „osobę towarzyszącą”. Na wejściu przywitał się, wziął podarek i nie zerkając nawet co to jest i odszukał Nylah wzrokiem. Nie rozmawiali ze sobą od dawna, wiec może i lepiej, że są w miejscu publicznym. Nie skończy się kolejną awanturą. Żadne z nich nie chciało przecież zepsuć dnia ślubu kuzynce. Zdecydowanie nie miał ochoty znajdować się w jej towarzystwie, ale wypadało.
– Zdążyliśmy – szepnął w stronę siostry - Ślicznie wyglądasz – uśmiechnął się do niej całkiem… uroczo? Na pewno nie było to jeden z jego firmowych złośliwych uśmiechów, którymi częstował ją przy każdym możliwym spotkaniu. Może i nie prał brudów rodzinnych na przyjęciach, ale nigdy też nie odmawiał sobie złośliwych komentarzy. Przy narzeczonej chciał jednak pokazać się w na tyle pozytywnym świetle, żeby wszelki kalumnie, które wygadywała o nim Nylah wydawało się perfidnymi kłamstwami.

Rzut na podarek
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Amodeus Nott
Czarodzieje
well fed devils behave better than famished saints
Wiek
32
Zawód
Łamacz klątw; badacz run i artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
22
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
9
8
Brak karty postaci
Wczoraj, 14:58
Amodeus przybył do Hethmere Keep nie wcześniej, niż wymagała tego etykieta. Powóz zwolnił na żwirowym podjeździe, a gdy drzwi otworzyły się przed nim, wysiadł bez pośpiechu, poprawiając mankiet grafitowej szaty. Materiał był ciężki, dobrze skrojony, utrzymany w tonie wystarczająco stonowanym, by nie konkurować z uroczystością, a jednocześnie jednoznacznie świadczyć o pozycji właściciela.
Dziedziniec robił wrażenie jeszcze zanim przekroczył jego kamienną linię. Trzy skrzydła budynku obejmowały przestrzeń półotwartym gestem, jakby sama architektura czuwała nad przebiegiem ceremonii. Arkady porośnięte zielenią łagodziły surowość murów, a w niszach spoglądały kamienne sylwetki dawnych Bulstrode’ów – utrwalone w postawach władzy, pewne swego miejsca w historii. Amodeus zatrzymał na nich spojrzenie, rejestrując dbałość o przekaz. Ród, który wystawia własną przeszłość na widok publiczny, wie, jaką narrację chce utrzymać.
Posadzka została starannie oczyszczona, światło ślizgało się po jej powierzchni, rozjaśniając chłód kamienia. W powietrzu unosił się zapach świeżych kwiatów i ziół, a subtelne zaklęcia wygładzały ruch wiatru, zatrzymując go tuż nad linią arkad. Goście zbierali się stopniowo, rozmowy toczyły się cicho, z wyczuwalnym napięciem oczekiwania.
Przy wejściu przywitano go uprzejmym ukłonem i wręczono atłasowy woreczek. Skinął głową, chowając podarek do kieszeni płaszcza bez zaglądania do środka. Nie potrzebował drobnych symboli, by rozumieć znaczenie chwili.
Z Primrose łączyła go praca. Wymiana korespondencji, spotkania prowadzone rzeczowo, rozmowy, w których uprzejmość nie przesłaniała stanowczości. Cenił w niej klarowność myśli i zdolność utrzymania kontroli nad sytuacją, nawet gdy rozmówca próbował narzucić własne warunki. Nie należała do kobiet, które znikają w cieniu nazwiska męża. Wiedział, że nie zrobi tego i teraz.
O Bradfordzie wiedział mniej, lecz wystarczająco. Nazwisko Bulstrode pojawiało się w rozmowach często, zawsze w kontekście wpływów i odpowiedzialności. Drugi ślub po latach wdowieństwa nie był decyzją obojętną dla środowiska. W takich kręgach każde małżeństwo miało znaczenie wykraczające poza prywatność.
Amodeus przeszedł wzdłuż półkola ustawionych ławek, wymieniając krótkie powitania. Nie przedłużał rozmów, nie zabiegał o uwagę. Wystarczała mu obecność. Zatrzymał się w miejscu, z którego widok obejmował zarówno wejście, jak i otwartą stronę dziedzińca wychodzącą na dolinę. Tam wyznaczono przestrzeń przysięgi – łuk zieleni i jasnych kwiatów, skupiony na tle szerokiego krajobrazu.
Nie dostrzegał jeszcze państwa młodych. Dziedziniec wypełniało oczekiwanie, wyczuwalne w sposobie, w jaki rozmowy cichły i powracały falą. Słońce podnosiło się wyżej, podkreślając kontury murów i sylwetki zgromadzonych.
Stał wyprostowany, dłonie splótł za plecami. Przyglądał się miejscu, które za chwilę stanie się sceną oficjalnego połączenia dwóch rodów. Interesowało go, jak ta decyzja przełoży się na przyszłość – na układy, na wpływy, na kierunek, w którym podąży Primrose.
Gdzieś poza linią murów rozciągała się dolina, spokojna i jasna. W obrębie kamiennych arkad gromadziła się arystokracja, gotowa być świadkiem chwili, która w kronikach rodu zostanie zapisana jednym, krótkim zdaniem.
Ale póki co, czekali.

rzut na podarek
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Lorcan Lestrange
Akolici
Głupiec z sercem i bez rozumu jest równie nieszczęśliwy, jak głupiec z rozumem i bez serca.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
1 godzinę temu
Nieuchwytny powiew przemijania dotykał czule, a jednocześnie, niósł ze sobą nutę melancholii. Świat nigdy nie oglądał się na tych, którzy pozostawali w tyle, zbyt długo zasiedziawszy się w jednym miejscu. Gnał swym przyzwyczajeniem nieprzerwanie; wytyczając rytm dobowy, przemijalność tygodni i miesięcy, a wraz z nimi pór roku. Czuł się staro, gdy otrzymał zaproszenie, to było jego pierwsze odczucie, dość ulotne, bo zaraz po nim nadeszła radość, ale jednak dobijało go to w jakimś sensie, tym pierwotnym, którego próżno szukać w opasłych księgach leżących w bibliotece. Poczucie to jednak nawiedzało go, co jakiś czas, tak jakby wyznaczało rytm – jego życia, uświadamiając mężczyznę, że najwyższa pora powalczyć o własne szczęście, bo czekanie bywało męczące i mogło trwać jeszcze wieki, a świadomość podejmowanych decyzji, wraz z pewnością wynikającą z prostego mechanizmu działania uświadamiała, że człowiek nie pozostawał bezmyślnym golemem, który podporządkowuje się rozkazom innych.
Znał swoje miejsce; los, który wielokrotnie wystawiał go na wiele prób i zasiał ziarna wątpliwości, te choć nigdy nie zakiełkowały, tkwiły w jego duszy dość głęboko. Nawet jeśli zakończył pewne rozdziały w swoim życiu, a to było względnie uporządkowane i klarowne, tak momentami zazdrościł Atticusowi – córki, kuzynostwu – rodziny, a państwu młodym – tej miłości.
Tak niewiele czasami potrzeba do szczęścia; miał pieniądze, mógł walczyć o władzę i zaszczyty, ale nigdy nie podjął tej próby. Wybierając namiastkę wolności okraszoną nieustannym gonieniem za echem przeszłości. Jednocześnie, choć praca dawała mu pewne poczucie spełnienia i nosiła znamiona ekscytacji, tak nie wypełniała myśli w pełnym tego słowa znaczeniu, bo rama, chociaż złota pozostawała nie w pełni wypełniona malowidłem. Dlatego z nutą naturalnego sobie zamyślenia kroczył przez dziedziniec w ciemnogranatowych eleganckich szatach, w jakich ciężar ciemnego koloru kontrastował z bielą koszuli. Natomiast przełamującymi akcentami, były złote ozdoby oraz sygnet.
Stres i napięcie stanowiły spoiwo atmosfery, jaka panowała na ustrojonym dziedzińcu. Przepych bez spektakularnego oszałamiania elegancko wtapiał się w mury rezydencji. Lustrował leniwym spojrzeniem gości, szukając w morzu twarzy tych znajomych, a może i nie tylko ich? Był najzwyczajniej w świecie ciekaw, kogo spotka, choć podejrzewał, że wspaniałych gości nie zabraknie.
Czuł wdzięczność względem losu, który skrzyżował drogi Bradforda i Primose – nie obawiał się o nich; o to, że mogłoby zabraknąć naturalnego w świecie poświęcenia, miłości, czy zaangażowania. Znał ich zbyt dobrze, aby móc w to wierzyć i czuł, że zarówno ona, jak i on odnajdą się w tych nowych rolach, które im życie wyznaczyło do odegrania.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 17:43 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.