• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Zachodni Londyn > Pub "Pusta Baryłka"
Pub "Pusta Baryłka"
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 21:51

Pub "Pusta Baryłka"
Między bocznymi uliczkami dzielnicy Shepherd’s Bush, w cieniu rozłożystego kasztanowca i za rdzewiejącym ogrodzeniem z kutego żelaza, stoi „Pusta Baryłka” - pub, którego nikt specjalnie nie reklamuje, a jednak zawsze znajdą się w nim goście. Budynek z zewnątrz wygląda, jakby nie zmienił się od stu lat: omszałą cegła, okna z wyblakłymi zasłonami,  ledwie czytelny szyld potrzebujący odnowienia.  Wnętrze jest ciemne, zadymione, wypełnione ciężkim zapachem tytoniu oraz dobrego gatunku piwa. Ściany obite są ciemnym drewnem, a z sufitu zwisają niskie lampy z bursztynowymi kloszami, które rzucają mdłe i rozproszone światło.  Masywna lada skrywa setki wypolerowanych na błysk kufli. Stoją na niej również stare, mosiężne pompy do piwa.  W rogu pubu stoi stary gramofon, grający różnorodną muzykę dopasowaną do nastroju. Przy drzwiach znajduje się specjalny stół z krzesłami, na którym zawsze gra się w karty. Właścicielem jest pan Rowlins: stary mężczyzna o przysadzistej sylwetce i zachrypniętym głosie. „Pusta Baryłka” ma też piwnicę. Schody do niej prowadzą za niskimi drzwiami pod ladą. Gwar głośnych rozmów rozbrzmiewa tu niemalże przez cały czas, gdyż Pub otwarty jest niemalże całą dobę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
22-12-2025, 22:19
tw kontekst seksualny

W Boga nie wierzę - może bardziej pasuje rzec, że w jego istnienie mocno powątpiewam. Kwestionowanie autorytetów, młodzi tak mają. Byłem i nadal jestem pod wrażeniem bezczelności naszego Henryka VIII Tudora, który wypiął się na papieża, bo ten nie chciał dać mu rozwodu. Nie to nie, stary pryku - ja jestem król i zakładam własny kościół. Palec pod budkę, bo za minutkę zamykamy budkę. Piękna lekcja dla pobożnych: im lepiej posmarujesz, tym lepsze życie cię czeka, bo to ty ustalasz zasady.
Czasami jednak obecność Boga wydaje mi się wygodna. Innym razem nawet pożądana. Bywa dobrą wymówką. Zręcznym przekleństwem. Służy odwracaniu kota ogonem, ale Ojczulek też wysłucha i nigdy nie oceni - w odróżnieniu od księży za kratkami konfesjonałów, o zniekształconych rysach i surowym głosie, każących zmawiać dziesiątki różańca za fraszki i psotki i dopytujących niedorosłe dziewczynki czy ktoś już zrywał ich ukryte kwiatuszki.
W takich epizodach nawrócenia - albo po prostu, kiedy nie jestem na nie - myślę sobie, że jako ludzkość doszczętnie zbłądziliśmy. Popełniliśmy niewyobrażalny, gargantuiczny błąd, którego nie damy radę już naprawić. Skazaliśmy samych siebie, nasze dzieci i dzieci naszych dzieci na to - na parszywe niewolnictwo, by mieć dach nad głową i czym zapchać kichę. Nie po to Bóg przez siedem dni tworzył świat, szóstego dnia pochylił się nad istotą najdoskonalszą, byśmy tracili jedną trzecią dnia na pracę, drugą na regenerację po niej i zostawali z czym, z ochłapami ledwie. Nie, nie, nie: protestuję, sprzeciwiam się i nie przyjmuję do wiadomości. Ten dobry, wyrozumiały nowotestamentowy dziadzuś zaplanował dla nas zupełnie coś innego: świat, w którym nadrzędną potrzebą człowieka jest samodoskonalenie, a nie zaspokojenie potrzeb fizjologicznych, które - tak jak zresztą imiona - mają nawet świnie. Gdybym nie musiał pracować, słodkie byłoby to życie, ale ktoś mi je zabrał. Powiem więcej: okradziono mnie. Bo przecież Bóg nie wymyśliłby nam, swoim dzieciom tego - piekiełka, w którym ustawia mnie urodzony w czepku maślak.
– Herbatę nie wcześniej niż przed piątą – burczę przez zęby, ale wciąż z tym krzywym uśmieszkiem. Brzuch boli, może to żołądek, może coś innego, pewnie po prostu duma przeradza się w jakiś przetłuszczony element, który przyrasta do mojego wnętrza w losowym miejscu, dręczy i męczy, mało subtelnie sygnalizując, że oto nadszedł czas pretensji do Ojca w Niebie. – Kto nie lubi, co, synku? – jowialny wujaszek wraca do stołu, a Daniel myśli o tym, co kupi i będzie mieć, napełnia wannę złotymi monetami i wtyka banknoty za pończoszki Sandy. Tia - to się nie wydarzy. Raz nazwałem ją dziweczką i wpadła w taką histerię, że odechciało mi się płacenia jej (na niby!!!) za wypinanie pupy raz na zawsze. – Ale mówiłem ci, że nie mam nic przy sobie – tłumaczę powoli, jakby Rafael był specjalny. Jest. To w końcu Crouch. – Ale nie bój żaby, obrócę w kwadrans. Jeśli coś tu jadłeś, zanim przyszedłem, to będzie akurat - szacuję czas możliwej wizyty w toalecie. Jeśli na dwójkę… Albo na którąś z kelnerek o tępej, angielskiej urodzie, szerokich, piegowatych czołach, cienkich mysich włosach i tłustych udach, którymi mogłyby rozwalić arbuza… Do kurierki mogę oczywiście zaprząc Sandy - zadzwonię i będzie tu w trymiga, ale nie chcę, żeby latała po mieście z towarem, stworzono ją do czegoś lepszego. W przeszłości już się kurwiłem, więc zrobię to jeszcze raz. Ostatni. Dla nas.
– Czy to nie jakiś Burke wskoczył na stołek? I tak płaszczy się przed ministrem z mugoli? Interesujące… – mrużę oczy, czego i tak nie widać w barowym świetle z kopcących lamp. Samoprzylepny wskaźnik ląduje gdzieś w szufladce “ważne, na później”, czyli w tej, do której raczej się nie wraca - za wyjątkiem, kiedy doskwiera ci to przeczucie, że o czymś zapomniałeś. Ja za to czuję jego ciepły oddech, nasze gładkie policzki niemal się o siebie ocierają, odsuwam się jak oparzony, bo żadne tajemnice nie są warte posądzeń o pederastię. – Ocipiałeś? – karcę go, nim historia o dywanach dobiega końca. – Chcesz, żeby nas wzięli za ciepłych? – a niech tylko spróbuje odpowiedzieć. – Zaraz wracam. A ty czekaj – przywykłem do wydawania prostych komend, więc i do Rafaela mówię jak do psa. Cały zjeżony wychodzę z baru, ręce w kieszeniach, na odchodne zgarniam czyjegoś szota prosto z baru i omijam karczemną awanturę o brakującą lufę. Przychodzę - oni dalej się leją, a płaszcz Rafaela zajmuje nasz stolik.
Trzy elegancko podpisane samarki lądują w jednej z wewnętrznych kieszeni, tam gdzie mężczyźni z grzecznościowym tytułem lorda zwykle wpychają wyszywane chustki lub zdjęcia swoich grubych matek. Towaru tam tyle, co kot napłakał: porcja degustacyjna. Kryształki są w różnych kolorach, co świadczy o czystości, biała supremacja, nie muszę mówić nic więcej. W kolejnej kieszeni natykam się na sakiewkę, ważę ją w dłoniach - no, będzie z pięćdziesiąt - moje, za fatygę. I upokorzenie - bo czuję, jakbym właśnie zrobił komuś pierwszą laskę i to na dodatek z połykiem.

zt Rafael i Daniel
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.