• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Zaakceptowane > Czarodzieje > Jesse Leffingwell
Jesse Leffingwell
Obrazek postaci
Dusza
Personalia rodziców
Ephraim Leffingwell, Kitti Markovits
Aspiracje
Odnaleźć ponownie swoje miejsce w społeczeństwie
Amortencja
Mirra, tatarak, mech, jaśminowa herbata
Różdżka
Trzynaście cali, sztywna, włókno ze smoczego serca, topola
Hobby, pasje
Eksploracja górskich i leśnych obszarów, tropienie
Bogin
Diabelskie sidła oplatające się wokół szyi i kończyn
Umysł
Data urodzenia
27.05.1932
Miejsce urodzenia
Coleford, Anglia
Miejsce zamieszkania
Rosthwaite, Anglia
Język ojczysty
Angielski
Genetyka
Wilkołak
Ukończona szkoła
Hogwart, Gryffindor
Zawód
Były auror, obecnie praca dorywcza wszelkiej maści
Czystość krwi
Czysta
Status majątkowy
Zakurzona sakiewka
Ciało
30
180
87
Wiek
Wzrost
Waga
Jasnoniebieskie
Ciemny blond
Kolor oczu
Kolor włosów
Budowa ciała
Na pierwszy rzut oka całkiem przeciętna, choć po wnikliwszej analizie dobrze wysportowana sylwetka.
Znaki szczególne
Blizna o poszarpanych brzegach ciągnąca się od mostka, przez pierś po zagłębienie prawej pachy, mniejsze blizny po pazurach na plecach oraz klatce piersiowej, nieobecne spojrzenie.
Preferowany ubiór
Prosty, przede wszystkim praktyczny, o stonowanych kolorach.
Zajęty wizerunek
George MacKay
Obrazek postaci

1932-1940 - Dzieciństwo

Z dzieciństwa pamięta zapach wilgoci, który przylepiony do ciała matki niby druga skóra towarzyszy mu w codzienności. Wtedy jeszcze nie rozumie zupełnie, dlaczego tak często znika, dlaczego całe wieczory zamiast poświęcać jemu i jego rodzeństwu z zapałem spędza nad piętrzącymi się stosami książek. Ojciec na podobną modłę, rzadko kiedy się odzywa i zdaje się, że wciąż myślami jest daleko. Daleko poza codziennością — tak prozaiczną i zdaje się mało wnoszącą, zwłaszcza dla dobra społeczności. Przyświecają im cele o wiele bardziej odległe, o wiele bardziej wzniosłe niż czułość zaklęta w dotyku i komforcie pocieszenia. 
Widzi raczej oczy babki, poświęcającej mu czas, poświęcającej czas bratu i siostrze. Widzi nieudolne próby matki, wynagradzającej braki, których doświadczają. Myśli, że chce zaskarbić sobie miejsce w jej głowie, podobnie jak robią to rośliny, którymi się opiekuje. Tyle, że zdaje mu się, iż giętkie pędy, zielone liście i słodko pachnące kwiaty są o wiele bardziej wdzięcznymi kompanami niż on. Początkowo czuje złość, potem próbuje naśladować matczyne dłonie i chce odnaleźć to, co tak fascynuje jego rodzicielkę. 
Rośliny pozostają jednak roślinami — nie rozumie ich (a może podświadomie nie chce?).  




1940 - Pierwsze objawy magii, wypadek pod English Bicknor

English Bicknor znajduje się nieopodal jego rodzinnego Coleford. Nie bywa tam często, wie, że jego matka poświęca temu miejscu, na wskroś mugolskiemu, ogromną ilość czasu. Nie o samą wieś jednak chodzi, a o rozległe, ukryte przed wzrokiem niemagicznych, kompleksy jaskinne, gdzie Kitti urzeczywistnia swe speleologiczne zamiłowanie. Ucieka tam przed codziennością niczym nieprzewidywalne rośliny przed promieniami słońca. Jesse wie, że matka nie mówi im o miejscu swoich podróży z konkretnych powodów. Wie, że w zapomnianych pieczarach kryje się flora iście krwiożercza i nieprzychylna obecności intruzów. 
Jest jednak na tyle zdeterminowanym, by zupełnie pozbawiony nadzoru rodzicielskiego zapuszczał się coraz głębiej i coraz śmielej w Forest of Dean — w poszukiwaniu utraconego ciepła matczynych ramion. 
Z czasem odkrywa, że las jako struktura jest niezwykle interesujący, że poruszanie się w nieznanym terenie daje mu satysfakcję, że odkrywanie niezmierzonych połaci zieleni rezonuje w jego duszy, a on, na przekór radości — czując jakby zdradzał sam siebie, jakby przyznawał matce rację w tym, iż można się roślinnością zachwycić, depta młode pędy drzewek i krzewów, rozgniata pod podeszwą mech i płacze, zdjęty jego bólem. Ktoś jednak musi zapłacić za dziecięce nieszczęście, prawda? 

Podczas jednej z wypraw dociera do miejsca, w którym matka prowadzi prace badawcze. Wchodzi do jaskini niepewnie, kiedy magiczna iluzja rozprasza się przed nim. Wyciągnięta dziecięca ręka po raz pierwszy sięga po magię, która zdawała się nie spieszyć szczególnie z ukazaniem swej obecności. Jest zaskoczony, ale i spokojny. Musi przecież mieć w sobie ten dar — czysta krew buzuje w jego żyłach. 

Gardziel jaskini jest wpierw dość szeroka, zaprasza szczodrością przestrzeni i nie zwiastuje, że na jej końcu, a raczej — w jednej z jej odnóg — młody czarodziej odnajdzie coś, co na zawsze odmieni jego życie. Sprawi, że matka stanie się jeszcze bardziej obca i odległa, pogrążona w poczuciu winy. Kiedy wspina się po mokrych kamieniach (a otoczenie staje się coraz bardziej zdradliwe), zdaje sobie sprawę, że jego ciało jest nadal słabe, dziecięca niezborność posyła go dość prędko na dno jednej z pieczar, a bolesne obtarcia prześwitują przez rozdarte ubrania. Jest zdezorientowany i nie wie, co się dzieje. Potem jest już tylko gorzej — mięsiste macki oplatają się dość szybko wokół kostki, a przeraźliwy krzyk wydobywa się z gardła. Do tej pory jest mu ciężko zrozumieć, co wtedy się stało, kto go uratował. Po kilku tygodniach dowiaduje się, że to jeden ze współpracowników matki, zaalarmowany jazgotem w sali obserwacyjnej diabelskich sideł, w ostatniej chwili wyrwał go z objęć potencjalnej śmierci. 
Jesse ma nadzieję, że Kitti pod wpływem wydarzeń zrezygnuje ze swojej dotychczasowej drogi, by więcej nie narażać dzieci na niebezpieczeństwo, jednak dziecięcy umysł nie rozumie, iż nic nie jest tak proste, a żadna decyzja nagle nie zmieni rzeczywistości. Pamięta złość ojca, poczucie winy matki oraz to, że to on i tylko on odpowiada za emocje swoich rodziców. Może nie są to reakcje wyrachowane, a nieuświadomione, jednak wyraźnie Ephraim próbuje własną ojcowską nieudolność zatuszować nieczułym utwierdzaniem w dziecku przekonania, że ono jest źródłem problemu. Elementem niedopasowanym do realiów rodziny. Wszak jego rodzeństwo zdaje się zdecydowanie bardziej spolegliwe. 




1940-1943 - Forest of Dean

Gdy wreszcie dochodzi do siebie, czuje się wyobcowany. Boi się lasu, ostatniego miejsca, w którym czuł się do tej pory dobrze. Jest wciąż zbyt mały, aby zrozumieć lub pomieścić w sobie ogrom uczuć. Porusza się ostrożnie, nadal pragnie bycia dostrzeżonym lecz zapał ten powoli gaśnie i dopiero czujne spojrzenie dziadka dostrzega niepokojącą zmianę. Matka pisze kolejną pracę naukową, ojciec pochłonięty własną pracą zupełnie zapomina o tym, co miało miejsce ledwo kilka miesięcy temu. Mały Jesse zaczyna więc odkrywać nowe ścieżki w asyście dziadka, co w jakiś sposób upewnia tylko rodziców w przekonaniu, że nie muszą faktycznie zaprzątać sobie głowy dziećmi. 
Powoli zaczyna kiełkować w nim na nowo pragnienie podróży i odkrywania; przy dziadku uczy się czujnej obserwacji, zaczyna śledzić magiczne stworzenia. Pierwszy raz korzysta z broni w jego asyście. I znów zdaje mu się, że igrając z życiem stworzeń, odpłaci wystarczająco za krzywdy braku ojcowskiej opieki. Jakby grożenie palcem całemu światu miało zbliżyć go do upragnionego poczucia miłości. To nic, że po kryjomu, rozdarty wewnętrznie przygląda się z fascynacją i gładzi kark królika rogatego zamkniętego w jednej z klatek w ojcowskiej pracowni. Myśli czasami, co stałoby się, gdyby wypuścił go oraz inne stworzenia. Czy to zmieniłoby cokolwiek? Nie ma jednak czasu, by dalej to rozważać — dzieciństwo upływa mu na podróżach z dziadkiem, człowiekiem, o którym zaczyna myśleć, że jest równie mądry, co ojciec, choć zdecydowanie ma więcej serca, a magizoologia nie przysłania mu rodziny. 
Dziadek jako jedyny mówi mu o wojnie, tłumaczy, by złagodzić dziecięcy niepokój, choć przecież są bezpieczni (tak sobie wtedy mówi, wypierając prawdę). Mówi, że nie tylko magia, ale i broń oraz umiejętność przetrwania mogą okazać się kluczowe, kiedy nadejdzie zła godzina. Wierzy dziadkowi na słowo i jeszcze bardziej gorliwie chłonie jego nauki. Od niego przejmuje zresztą większość poglądów, w których porządek oddzielający czarodziejów od mugoli jest dobry. Nie pała do nich nienawiścią, nie czuje przesadnej sympatii. Wie, że kiedy liczy się przetrwanie, nie warto się ograniczać do sposobów czysto magicznych. 




1943-1950 - Lata w Hogwarcie

List z Hogwartu przychodzi jako naturalna kolej rzeczy. Czeka na niego z utęsknieniem. Ma nadzieję, że rozpocznie nowy rozdział w swoim życiu, odnajdzie własne miejsce i zrozumie, czego tak naprawdę pragnie. Kiedy wyjeżdża, nie czuje żalu, a pierwsze noce spędzane w pokoju wspólnym gryfonów nie budzą lęku, ani nie ożywiają tęsknoty. Jest spokojny, chętny do nauki, ale odkrywa, że nawiązywanie znajomości nie przychodzi mu z łatwością. Czuje dystans, głęboko zakorzenione poczucie, że relacje międzyludzkie przynoszą jedynie rozczarowanie. Mimo to próbuje i odnajduje grupę wiernych przyjaciół.  Zdaje się jednak, że nie jest szczególnie lubiany, potrafi zapominać o odczuciach drugiej osoby, jeśli uzna jej zachowanie za takie, z którym nie jest w stanie się zgodzić. Jest prawy w swych przekonaniach i osądach, ale surowy, czasami obojętny. Dokładnie tak, jak nauczył go własny ojciec. 
Z eliksirów jest kiepski, z zielarstwa również — magicznych roślin nie potrafi zrozumieć; zdaje się być utrapieniem dla nauczycieli, którzy w jakikolwiek sposób próbują nawiązywać do osiągnięć jego matki. Jakby poprzysiągł sobie, że ktokolwiek, kto darzy ją choćby cieniem podziwu nie zasługuje na jego szacunek. Swoją energię przeznacza na naukę zaklęć, a wkrótce i na obronę przed czarną magią, okazuje się że magiczne pojedynki są dla niego doskonałym testem umiejętności i wkrótce staje się jedną z mocniejszych postaci Gryffindoru swojego rocznika. Okazuje się, że dobrze radzi sobie w trudnych warunkach, a wakacje spędzane w rodzinnych stronach, obfitujące w dalszą eksplorację świata z dziadkiem, przygotowują go do wymagającej pracy. W wolnych chwilach ćwiczy tężyznę fizyczną, jego dziecięca sylwetka nabiera dojrzalszych kształtów i wkrótce sam nie potrafi rozpoznać swego odbicia. Jedynie surowość i niechęć do wyrażania głębszych emocji na płótnie twarzy, pozostają niezmienne. Nadają mu rysu człowieka surowego, mocno stąpającego po ziemi. 
Ostatnie lata powoli zaczynają klarować w jego głowie pomysł na przyszłość. Zakorzenione ideały domu i poczucie, że potrafi dobrze władać magią nakazują mu sądzić, że odnajdzie się w roli człowieka szlachetnie dbającego o porządek. Na pewno jednak stoi za tym również rzecz bardziej prozaiczna — chce raz na zawsze oderwać się od rodzinnych wzorców. Nie chce mieć nic wspólnego z matką i ojcem, na przekór pragnieniom Ephraima, odcina się od świata nauki na rzecz pracy bezpośrednio powiązanej z ludźmi. Na rzecz pracy, w której być może, ale tylko być może, znajdzie ujście dla całego gniewu, który w sobie tłamsi przez lata. 
Ostatecznie Hogwart kończy z bardzo dobrymi wynikami.




1950-1953 - decyzja o podążaniu własną ścieżką, kurs aurorski

Decydując się na przystąpienie do kursu aurorskiego wie, że to właśnie ścieżka, którą chce podążać. Nie prosi o błogosławieństwo, kiedy widzi powątpiewnie ojca i zatroskanie matki. Podczas szkolenia przykłada się do nauki jeszcze bardziej zaciekle. Jesienią pierwszego roku umiera babka, która troszczyła się o niego i rodzeństwo przez pierwsze lata życia. Czuje żal chyba pierwszy raz w swoim życiu. 
Czasami zdaje się, że traci wrażliwość — potrafi odciąć się od emocji na tyle, by sprawnie radzić sobie ze sztuką przesłuchań i wydobywania informacji. Tak jak wtedy, gdy celuje do zwierzyny lub depcze dębinę wyrastającą ledwo ponad ziemię. Nie zatrzymuje się, przechodzi kolejne wymagające egzaminy, zadaniowo, prosto, bez zbędnego zastanawiania się. Myśli, że właśnie tego mu w życiu potrzeba — jasnych zasad, jasnej ścieżki, poczucia bezpieczeństwa. Doskonali swoje zaklęcia, umacnia obronę, poznaje tajniki zapisów prawnych i doskonale wie, że stoją po jego stronie. Kiedy myśli o czarodziejach i czarownicach korzystających z plugawych zaklęć przyrównuje ich do chwastów, które należy wypalić do gołej ziemi, a zgliszcza zasypać solą. To uwalniające uczucie — porządek i jasność. Nie niuansuje, nie zastanawia się nad motywami, co czyni z niego dobrego łowcę. 




1953-1957 - praca aurora

Podjęcie pracy utwierdza go jedynie w przekonaniu, że znalazł wreszcie swoje miejsce. Pomimo trudnego charakteru i dziecięcych braków, pustka zostaje załatana. Ma pracę, wie gdzie chce podążać. Spełnia się w wykonywaniu przydzielanych zadań. Z czasem jego nieprzystępność topnieje, otwiera się nieco na towarzyszy, którzy są mu namiastką rodziny. Robi to wprawdzie w ściśle określonych ramach, ale wie, że jest w dobrym miejscu. Czuje spokój. Rodziców odwiedza rzadko, jeśli powraca do Coleford to tylko i wyłącznie ze względu na podupadającego na zdrowiu dziadka. W jego oczach ponadto widzi odbicie dumy, szczerej, jasnej i dowodzącej, że spisał się i wybrał mądrze. 
Jest w stanie wyobrazić sobie, że zarówno za pięć jak i za dziesięć lat będzie nadal poświęcał się pracy aurora. 
Czuje się dobrze. 
Poznaje Londyn i okolice od podszewki. Początkowo w asyście starszych kolegów, by wreszcie samemu zapuszczać się w trzewia miasta. Uczy się rozumieć, już nie tylko w sposób teoretyczny, ale i w praktyce, jakie mechanizmy rządzą światem skąpanym w mroku. Zwykle jest obserwatorem; nie jest wyćwiczony biegle w kłamstwie lecz swoją aurą potrafi wywołać niepokój kiedy to konieczne, co starcza w zupełności. Pasuje do Nokturnu, choć Nokturn do niego niekoniecznie. Myśli sobie, że wiele można wybaczyć w imię wyższego dobra: potrafi być bezwzględny, po godzinach łagodnieje, ale i to dzieje się dopiero z czasem, jakby sam musiał nauczyć się, kiedy powinien być konkretną wersją siebie. 
Nic nie zwiastuje, że jego życie załamie się, bo jak bywa, pewne wydarzenia są zupełnie przypadkowe — starcza chwila nieuwagi, brak szczęścia, kiepski refleks, a to, co się miało, ginie w mgnieniu oka. 




1958 - raz jeszcze Forest oF Dean, likantropia

Tamta noc jest spokojna, las szeleści jak zwykle, on ląduje w Coleford tylko dlatego, że jego najmłodsza siostra kończy Hogwart, a rodzina zamierza to uczcić. Przyjeżdża i zostaje jeszcze kilka dni po uroczystościach. Czuje się nie na miejscu, rodzinny dom osacza go z każdej możliwej strony — był tu ostatnio tuż przed rozpoczęciem kursu aurorskiego. Dziadka widywał wprawdzie częściej, bo zdarzało mu się odwiedzać Londyn lecz rodzice nigdy nie próbowali zacieśnić utraconych (czy kiedykolwiek je mieli?) więzi. 
Bardzo szybko po hucznym przyjęciu każdy powraca do swoich zajęć; ojciec znika w pracowni, matka ucieka do prac badawczych, pogrążona w mrokach jaskiń. 
Znów nawiedza go poczucie osamotnienia, żalu i niedopasowania. Zdaje sobie sprawę, że nigdy nie mówił o tym szczerze, nie dzielił się swoimi troskami, przez chwilę sądzi, że przecież mógłby. Zamiast tego jednak, wychodzi z domu, bo czuje, że dusi się z każdą próbą złapania powietrza w płuca. 
Kiedy pogrąża się w mroku Forest of Dean, zadzierając głowę do góry dostrzega okrągłą tarczę księżyca. Nie czuje niepokoju, naturalnie, jakby przechadzał się Londyńskimi ulicami.  Dołącza do niego dziadek, zdaje się być bardziej czujny, a jego kroki niepewne. Mówi mu, że matka powinna była wrócić już jakiś czas temu i zwykle w noce takie jak ta nie przedłuża swojego pobytu na terenach badawczych. Dodaje, że las się zmienił, że plotki okrywają go złą sławą, a pełnia nie jest już tak bezpieczna jak przed laty. Jesse marszczy brwi, nie jest pewien czy dobrze rozumie, ale serce zaczyna wybijać nieznośny rytm. Jakby stracił instynkt samozachowawczy, jakby wszystkie przyjęte nauki poszły na marne w obliczu lęku o matkę. 
Sprawnie dostają się w okolice English Bicknor. 
Noc jest spokojna — wiatr mierzwi zielone liście, powietrze jest słodkie, ciepłe. Wnętrze ukrytych jaskiń zaprasza swym rześkim chłodem. jedynie niski warkot odbijający się echem od nagich skał zwiastuje kłopoty. 
Ciąg dalszy zdaje się mu niejasny, adrenalina i zakorzeniony w umyśle lęk zaciera pole widzenia, słyszy bardziej donośny warkot, przyspieszony oddech, nie swój, nie dziadka. Potem masywny cień, złe oczy, krzyk, znów warkot, wszystko zaczyna się rozmywać, niedbale rzuca zaklęcie ochronne, coś mocno trzyma go za bok ciała, nie może się ruszyć, ciepło rozlewa się po skórze, przebija przez ubrania. Zdaje mu się, że zaraz umrze, lecz nie diabelskie sidła będą jego końcem. Kolejno dostrzega błysk i uderza głową o kamienną ścianę. Ostatnie, co słyszy, to skowyt i rozpacz. Potem wszystko ogarnia ciemność. 
Słyszy głos matki. Mówi, że musi go stąd zabrać, nim ktokolwiek trafi do jaskini, nim sprawa ujrzy światło dzienne. 

Potem znów traci przytomność. 
Nie rozpoznaje miejsca, do którego został przeniesiony. Nie zna kobiety dbającej o ranę. Dochodzi do siebie przez kilka dni. Matka nie pojawia się ani razu. Powoli dociera do niego powaga sytuacji, w której się znalazł. Zdaje się rozumieć, że nic nie wróci do normy. 
Boi się wrócić do Londynu, wysyła listowną prośbę do przełożonych o czas, którego potrzebuje w związku z tragiczną śmiercią dziadka.




1958-1960 - wyobcowanie

Czuje wyrzuty sumienia. Wie, że jego tajemnica pęta go tak mocno, iż nie wytrzyma w niej długo. Nie umie żyć w zawieszeniu, a jednocześnie obawia się wyjawienia prawdy. Wie, że uciekając od niej pogarsza tylko sprawę. Naraża się na dodatkowe reperkusje. Nim jednak dobrze oswaja się na nowo ze swoim mieszkaniem otrzymuje list od matki, która wyznaje, że ojciec wiedząc o wszystkim pragnie zadbać o to, aby syn nie stanowił kolejnego zagrożenia dla otoczenia. By w miejsce jednej krwiożerczej, żyjącej poza prawem jednostki, nie wyrosła kolejna, ubrana w dobre motywacje. Wpierw przemawia do jego rozsądku, potem grozi, że wszystko stosownie opisze i upewni się, że przełożeni dowiedzą się o jego sytuacji. 
Pierwszy raz w życiu czuje się niczym osaczona zwierzyna. Ma wrażenie, że role odwracają się, a do jego pleców przywiera paranoja. Nie jest już więcej łowcą. Przeciągająca się nieobecność wywoływać zaczyna podejrzliwość. On sam popada w paranoję, czuje potrzebę opuszczenia dotychczasowego lokum. 
Bywa na Nokturnie, chętnie przechyla kieliszek. Myśli o tym, jak to będzie, kiedy faktycznie nadejdzie moment wyznania grzechu. Gardło zaciska mu się gwałtownie, a żołądek podnosi się wyżej i wyżej. Uderza go wizja, zmącona alkoholem. Zastanawia się czy przeprowadzenie próby generalnej pozwoli mu uzyskać choć odrobinę ulgi. To bardzo kiepski pomysł. Zdaje się jednak, że nie ma wiele do stracenia. Potrzebuje jednak odetchnąć, potrzebuje przeczekać. Do mieszkania nie wraca, ma wciąż cień nadziei, że likantropia go oszczędzi. Choć przeczy temu rozsądek. 
Wraz z powolnym wypełnianiem się tarczy księżyca zaczyna odczuwać niepokój w ciele. Zimne dreszcze budzą go raz po raz, z każdą nocą coraz częściej. Musi opuścić miasto. Nie zamierza ryzykować. 
Powraca do znanego sobie lasu, tam gdzie wszystko się zaczęło. Podróż jest mozolna, długa, nim odnajdzie odpowiednie miejsce. 
Pierwsza pełnia wyznacza rytm cierpienia, który trwać będzie niezmiennie do końca jego żywota. Spędza ją w zapieczętowanym wąwozie, spętany na tyle, by nie udało mu się wydostać. Dochodzi do siebie przez kolejne dni i postanawia powrócić do Londynu. Nie może więcej się ukrywać. 
Przekreśla wszystko to, co do tej pory udało mu się osiągnąć. Reakcja jest jak najbardziej przewidywalna: klątwa jaką jest wilkołactwo niesie ze sobą konsekwencje - przełożeni wydalają go z szeregów. Kończy swoją służbę jako auror.  
Wie tylko, że ogarnia go ulga, bo robi to na własnych zasadach. Mnie w dłoniach list od ojca i spala go wraz z nadzieją na powrót do domu rodzinnego. 
Pozostaje mu wyobcowanie. 
Oficjalnie staje się wyrzutkiem. 
Jego sumienie nie od razu ulega degradacji. To powolny proces, w którym drobiny honoru wydzierane są przez konieczność walki o przetrwanie. Znalezienie zajęcia przynoszącego godny zarobek okazuje się problematyczne. 
Znów przesiaduje w barach. Momenty dobrej passy przeplatają te gorsze, upadlające. Wszystko odbywa się w nieubłaganym rytmie faz księżyca i biurokracji pętającej go mocniej niż zaklęcia ochronne. Umie jednak stąpać tak, by nie wywoływać niepotrzebnego zamieszania. Potrafi unikać niechcianych spojrzeń mogących sprowadzić na niego dodatkowe kłopoty. 
Z rodzicami traci kontakt zupełnie. Rodzeństwo zdaje się obserwować z dystansu. 
Zajmuje się tym, co w danym momencie może pomóc mu przetrwać kolejne tygodnie. Dla tych, którzy nie odwrócili się od niego zupełnie bywa „oczami i uszami” poza oficjalnymi raportami. Niekiedy dorywczo zajmuje się pracami prostymi, fizycznymi. Dostaje się tam, gdzie inni nie potrafią dotrzeć. Szmugluje „nieistotne” rzeczy, wyświadcza jeszcze „drobniejsze przysługi” za odpowiednim wynagrodzeniem. Myśli sobie, że tej rzeczywistości nigdy w pełni nie zaakceptuje. 




1960-1961 - „zniknięcie”

Początkiem roku 1960 raportuje chęć przeprowadzki. Za uzbierane pieniądze przenosi się pod Rosthwaite i zdaje się, że słuch po nim przepada, choć obowiązki nałożone przez rejestr każdorazowo są wypełniane należycie. Poza tym nie kontaktuje się jednak z nikim, kogo zna prywatnie. 



Dwa lata później ktoś widzi go znów w okolicach jego starego mieszkania w Londynie.

0
Pozostało PP
wand
0
Pozostało PM
18
18
0
OPCM
Uroki
Czarna magia
0
0
0
Transmutacja
Magia lecznicza
Eliksiry
15
12
5
Siła
Wytrzymałość
Szybkość
Ścieżka X — Polityka i prawo
Znajomość prawa i regulacji
Śledztwa i dochodzenia
Taktyka przesłuchań
Ścieżka XII — Przestępczość
Sabotaż i eliminacja śladów
Przemyt i czarny rynek
Ścieżka XIII — Szpiegostwo
Kamuflaż i maskowanie tożsamości
Sztuka infiltracji
Unikanie pułapek i zabezpieczeń
Skradanie się
Ścieżka XIV — Odkrywanie świata
Przewodnictwo i przetrwanie w nieznanych terenach
Ścieżka XV — Przetrwanie
Tropienie i śledzenie
Łowiectwo i polowanie
Sztuka kamuflażu
Przetrwanie w ekstremalnych warunkach
Ścieżka XVI — Społeczeństwo i wpływy
Odczytywanie emocji i czujność
Zastraszanie i manipulacja
Ścieżka XVIII — Sport
Walka wręcz
Wspinaczka
Strzelectwo

drzewko

Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
20-12-2025, 22:12

Witamy na forum Serpens!

Mistrz Gry utworzył dla Ciebie osobisty dział, w którym została umieszczona Twoja skrytka bankowa. Udaj się do niego i opublikuj temat z sowią pocztą oraz umieść tam swój prywatny kuferek. Na start otrzymujesz też od nas skromny prezent – znajdziesz go w swoim ekwipunku.

Możesz już rozpocząć zabawę na forum! Zachęcamy, abyś sprawdził, co Ci się przyśniło, rozeznał się w aktualnych wydarzeniach oraz spytał, kto zaczyna.

Odtąd Twoje słowa, decyzje i sojusze mają znaczenie. Uważaj, komu zaufasz — wężowe języki są zdradliwe. Dobrej zabawy!

Karta zaakceptowana przez: Lucinda Macnair

    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
9 godzin(y) temu

Jesse Leffingwell

Ekwipunek

pozostałe przedmioty spoza automatycznego ekwipunku

darmowa sowa pocztowa

Historia rozwoju

[10.01.2026] zatwierdzenie karty postaci, +1 OPCM
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 10-01-2026, 09:35 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.