• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Dziedziniec
Dziedziniec
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-10-2025, 12:40

Dziedziniec
Rozległy dziedziniec Hogwartu tętni życiem od świtu do zmroku. Wysokie mury zamku rzucają na kamienne płyty długie cienie, a pośród nich rosną wiekowe lipy, których liście szeleszczą, gdy tylko powieje chłodny wiatr od jeziora. Pośrodku dziedzińca stoi stara fontanna z kamiennym dzbanem, z którego nieustannie sączy się woda – podobno zaklęta, by nigdy nie zamarzać. Tu uczniowie przemykają między lekcjami, słychać śmiech, trzask skrzydeł sów i szuranie pergaminów niesionych przez podmuch. Czasem wśród kamieni mignie duch albo szkolny skrzat, a nocą płomień pochodni oświetla ciche rozmowy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
08-12-2025, 22:23
Efekt upudrowanego noska minął: całe szczęście, wraca mi elokwencja zarówno ilościowa, jak i jakościowa. Tą zaś popisuję się niczym trefniś, bo tak się składa, że Alessandro uchyla się przed walką do pierwszej krwi. Wtedy, na podeście, jak i teraz, ale dobrze, dobrze, tak to działa. Ja wyzywam na pojedynek, on wybiera broń. Wybrał dyplomację, przez co Sandy obdarowuje mnie spojrzeniem zbitego psiaka, a jej ustka świadczą o tym, że lada moment możemy spodziewać się potoku łez. – Po takich rodzicach… – machnę ręką, będę się martwić, jak zaciąży i zorientujemy się za późno, żeby bezpiecznie usunąć.
– Mam – przyglądam mu się podejrzliwie, to zaciskając, to rozluźniając pięści. Entliczek-pentliczek, na kogo wypadnie, na tego bęc - nie jestem jeszcze pewny, czy to że komplementuje Sandy klasyfikuje go do odebrania klasycznego wpierdolu w szkolnym kiblu. Fakty są takie: ona to szprycha, a on ma oczy. Na dodatek uznaje mój akt własności na jej terytorium, które na mapie byłoby kolorowe: nizinno zielone, wyżynno pomarańczowe i gdzieniegdzie z czerwonymi, górzystymi terenami, które dostarczają mi sporo radości. Miewam też przez nie zadyszki. – Najpiękniejszą – podkreślam, puszczając mu płazem te komplementy - obok nas na stole przemyka akurat czekoladowa żaba, chyba komuś zwiała - maleńka zachłyśnie się uwielbieniem, nagadam jej, że to te rajstopy, może zacznie nosić je częściej już tylko dla mnie. Sandy dostaje małego całusa w czółko, pokaz troski i czułości tak wyważonej, że aż mnie mdli. Wolałbym klepnąć ją w wiadomym miejscu - normalnie bym tak zrobił, normalnie by zachichotała, coś tam pomarudziła, a potem z powrotem nałożyłaby moje palce na swój tył i kołysząc biodrami wędrowałaby ulicą niczym niespeszona. Przy Alessio zgrywa cnotkę, oj, oj. Tatuś nie lubi, jak się go okłamuje.
— Ach tak? Gratulację. O waszym ślubie na pewno przeczytam w Proroku — kpię, wchodząc w grząski grunt po pas. Szczypiąc Alessandro otwieram bramy piekielne, to znaczy weselne. W nich: tematy, na które mam uczulenie: miłość, wierność i uczciwość małżeńska. A oprócz tego oczepiny, rzucanie muchy, zbijanie balonów na kolanach brzuchatych wujasów o nieprzyjemnym oddechu i kłującej brodzie oraz przeciskanie jajek przez nogawki nastoletnich wapniaków, brudzących spodnie po tym, jak tylko dotknie ich kobieta. — No, pochwal się, kim jest ta szczęściara. Musisz umierać z rozkoszy na samą myśl — podpuszczam makaroniarza, gotów porównywać kobiety jak wielbłądy na tagu. Ilość tkanki tłuszczowej i zębów, później rozstaw szczęki, następnie kolor kłów, a na sam deser - tu robię stosowną pauzę na kawałeczek brie. Pleśniowy, nie spleśniały, ciągnie się na języku i rozpuszcza wręcz wzorcowo, a słodki posmak z karmelizowanej cebuli wydobywa z niego alkoholowe nuty. Na deser porównamy zaś (nie zapominam) rozstawienie bioder i miednicy: Sandy ma wszystko perfekcyjnie na swoim miejscu, trafia mi się laleczka z wyższych sfer, która ma na czym usiąść (ważne) i ma czym oddychać (ważniejsze). Alessandro mógłby zaobrączkować nawet samą Marilyn Monroe, przy mojej Sandy napompowana blondyna wygląda jak przeciętne krówsko na wypasie. Mówiąc te słowa obejmuję ją w pasie, żeby nie uciekła za daleko: za krótka smycz i już weszła w szkodę. Dla niej Gwiazdka przyszła o trzy miesiące za szybko: karmienie się tortem, figurka państwa młodych, pierwszy taniec do piosenki o samobójstwie, bo w pierwszej linijce śpiewają o miłości aż po grób: jej podekscytowanie zaraz przybierze formę padaczkowego podrygiwania. Chroniąc ją, jednocześnie zezuję na niego, trawiąc logikę razem z serem: ciężko, ciężko, ciężkostrawne. I tak, chcąc nie chcąc, muszę przyznać Alessio rację, czego gałgan się spodziewa, i co, no właśnie to, wpienia mnie jeszcze bardziej.
– Dobra – burczę z niezadowoleniem, pędzlując kolejną tackę z serkami. Został ostatni brie, a nasze wykałaczki (to znaczy moja i Sandy) zderzają się w połowie drogi. Chwila fechtunku drewnianymi szabelkami, ale tylko się droczę i pozwalam jej skubnąć biały trójkącik. U nas się tak nie jada, niech ma. – Zawsze mnie to zastanawiało… O co tyle afery z łamaniem makaronu podczas gotowania. Oświecisz mnie? – notuj skarbie, bo noc spędzisz na posterunku, jeśli pan Alessio dowie się o twoich zbrodniach przeciwko włoskości. Cukiereczek kuchnię Południa pokochał po tym, jak pokazałem jej “Zakochanego kundla”. Na naszych domowych randkach w prawie 70 procentach raczymy się już tylko romantycznym spaghetti, ona to Lady, a ze mnie jest Tramp. Nawet wyglądamy tak samo. – Tobie już wystarczy – dodaję, przejmując fantazyjny kieliszek z jej rąk. Drink przypomina słodki ulep i smakuje jak słodki ulep. Krzywię się i odkładam go pośpiesznie, jeszcze ktoś mnie z tym zobaczy i dopiero będzie wstyd. Nadal poza zasięgiem rąk Sandy. – Nie potrzeba jej dużo, jest taka malutka, że zaraz się ulula. Nie chciałbym, żeby przez to przegapiła tańce – niefrasobliwie tłumaczę Alessio. Gdzie mój kubek “najlepszy chłopak na świecie”?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
12-12-2025, 16:48
Odpowiedź dla Daniela & Alessio

Zamiast werbalnego och, jedynie uniesiona brew; opowieści o krwawych walkach i honorowych pojedynkach dzielnych szermierzy mamy za sobą, sorrows, sorrows, prayers, na podłodze brakuje krwi, na twarzach nie piętrzą się guzy, słówka nawet jakby bardziej miękkie, bo pomiędzy nas, francuskie sery, nabrzmiałe ego i urażone uczucia, nie prześlizgnęła się nawet jedna, szczwana kurewka.
Oczka orbitują — śledzą dróżki od jednego do drugiego, od Włocha do Anglika i z powrotem; od słońca do smutnego deszczu, od niezrozumienia i gestów obronnych, do krwi wrzącej w żyłach. Zawsze lubiłam to w Danielu, tę nieposkromioną konwenansami dzikość, którą przeciętny człowiek nazwałby chamstwem, a ja określałam jako nieprzystosowanie do nudnego schematu pospolitego człowieka. Lubiłam i lubię nadal — ale kiedy wokół nas orbitują drinki, dziwne zakąski, mili mężczyźni z miłych stron świata, chciałabym ukoić wszystkie jego bolączki, a na tą gorącą główkę pełną gorących myśli, przyłożyć zimny kompres.
— Żonę, ojej — tym razem to temperatura mojego ciała wzrasta co najmniej dwukrotnie; Alessandro wymienia role, które mogłabym pełnić u boku Danny'ego i jest mi wyjątkowo dobrze z każdą z nich; moszcząc się przy boku Dodge'a jestem bardzo wesolutka. Na tyle, że boarding jest kompletny, a koreczek z aromatycznym camembertem czule wylatuje w pobliże jego ust.
— Słyszałeś, Danny? Zobacz jakie to oczywiste dla ludzi z zewnątrz — uśmiecham się, cieszę, paraduję jak mały paw w małym, eleganckim zoo. Sama przegryzam kolejny z multikulti kąsków, z pełną buzią uśmiechając się do Alessio. Od dzisiaj jest moim nowym kolegą; jeśli chodzi o tych zza granicy, to na pewno ulubionym.
— Och, przestańcie, schadzka? Ile mamy lat? — mi być może bliżej do piętnastki, ale jestem wyjątkowo dojrzała jak na swój wiek i gdybym tylko ubrała garsonkę, na pewno nikt nie pomyliłby mnie z nieletnią. Na dowód swoich twierdzeń macham dłonią jak naczelna księgowa w podrzędnym biurze rachunkowym; trzy galeony tu, trzy tam, trzy to opłata manipulacyjna dla zakładu.
— Towarzyskie rozmowy w kulturalnym towarzystwie. Wymieniamy się nowinkami — my co prawda jeszcze nie jesteśmy małżeństwem — porozumiewawcze, tylko—odrobinę—oceniające spojrzenie na profil Daniela. Zaraz potem wzrok znów skupiony na Alessio — Ale nie obrażę się, jeśli nas wyprzedzicie! Gratulacje! Kim jest ta szczęściara? To jakaś Włoszka? Włoszki są zniewalająco piękne, prawda? Macie jakieś... dobre geny, zgadza się? — jeszcze kilka słówek a zacznę wyobrażać sobie samą siebie z chustą na głowie, cygaretką między zębami, wołającą głośne Ciao, ciao! na naprężonych chłopców u stóp jakiejś ładnej plaży — Pojedziemy kiedyś do Włoch, Danny? — kiedy pan Dodge mówi, że już mi wystarczy, wywijam wargi w podkówkę, by tęsknym spojrzeniem pożegnać słodkie, alkoholowe dzieło spod rąk jakiegoś wirtuoza.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Freddy Krueger
Czarodzieje
zawsze budzę się za późno, nawet jeśli nie spałem
Wiek
21
Zawód
rybak, diler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
2
0
OPCM
Transmutacja
4
4
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
11
Siła
Wyt.
Szybkość
15
15
10
Brak karty postaci
16-12-2025, 16:27
Odpowiedź Loretty i Violet Macnair

Byłem wdzięczny, że nie dopytywała o szczegóły ostatniego spotkania z dwóch względów. Po pierwsze i chyba najważniejsze, nie pokazałem się z najlepszej strony wszak zniszczyłem pozornie spokojny wieczór wzniecając awanturę, której efekty – mimo że ledwie widoczne – miałem po dziś dzień, ale uczyniłem to w dobrej wierze. Rzadko szukałem usprawiedliwienia na własne zachowanie, jednak obaj jegomoście naprawdę przeszli samych siebie i uwydatnili najgorsze samcze cechy, a zwłaszcza przedmiotowość w stosunku do kobiet. Zwykle chowałem głowę, odwracałem się na pięcie i udawałem, że nie byłem świadkiem, lecz wtem chodziło nie tylko o Riven, ale przede wszystkim o Lorettę, która chciała mi po prostu pomóc. Wybuchłem, straciłem panowanie i kontrolę co działo się rzadko bez wpływu mocniejszych środków – właściwie to nawet po nich nie byłem za pan brat z agresją. Poniekąd się jej brzydziłem, nie widziałem w niej żadnego głębszego sensu i uznawałem wręcz za słabość charakteru, jak jego siłę. O wiele prościej było przekrzywić komuś nos i splamić koszulę krwią, niżeli pozwolić na słowa wyjaśnienia, na rozmowę, która miała o wiele większą wartość. Niosła za sobą rezultaty, a nie wyłącznie poczucie satysfakcji i radość z pozornego zwycięstwa.
Po drugie, zapewne mniej istotne, nie byłem wtedy w humorze. Mogłem zrzucić to na karb siostrzanego żartu, aczkolwiek mijałoby się to z prawdą, choć najpewniej pogłębił on i tak drętwą postawę. Zabawa na barce mogła wzbudzić w niej poczucie, iż należałem do grona rozrywkowych osób, ale w istocie było zupełnie inaczej – zwłaszcza, gdy pozostawałem wolny od środków pobudzających uśpioną odwagę. Oblepiony mackami przeszłości, pochłonięty samotnością i rzeczywistością pustelnika stroniłem od miejsc hałaśliwych, od towarzyskich spotkań i wszelkich bodźców mogących wprawić mnie w dyskomfort. Wielu nazwałoby to zwykłym tchórzostwem i… trudno było mi się z nimi nie zgodzić. Nie chciałem jednak sprawić jej zawodu, podobnie jak Igorowi, a więc zgodziłem się i poniekąd wciąż tego żałowałem.
-To dlaczego ją odłożyłaś?- spytałem nie kryjąc zaskoczenia wszak takie pyszności, zwłaszcza świeże owoce, były na wagę sakiewki pełnej knutów. -Dobra była- wzruszyłem ramionami, pozwalając sobie na lekki uśmiech. -Eeee- dużo by wymieniać – chciałoby się rzec. -Paru osób, ale to nieistotne. Przyszliśmy tutaj dobrze się bawić i liczę, że po prostu ich nie spotkam w tym tłumie- mruknąłem, bardziej do siebie jak do niej. -Z dobrym żarłem, naprawdę. W Hogwarcie zawsze było dobre jedzenie- odparłem i trudno było temu zaprzeczyć. Brzmiało to abstrakcyjnie, ale chętnie tu wracałem głównie ze względu na to, że mogłem cieszyć się pełnym – zwykle nawet zbyt bardzo – żołądkiem. W bidulu nie było żadnych rarytasów; kasza, niekiedy polana mięsnym sosem i wodniste zupy, a od święta przepieczony (choć nigdy nie zwróciłem na to uwagi) piernik oblany czekoladą. Wiedziałem, że robili co mogli i doceniałem to. Utrzymać całą zgraję za tych kilka marnych funtów z pewnością było nie lada wyzwaniem.
-A ty? Ktoś taki w ogóle istnieje?- byłem ciekaw, choć mogłem założyć, iż niewielu zaszło jej za skórę. No może poza… -Właśnie!- rzuciłem głośniej. -O co chodzi z tą całą Mary Goyle?- dodałem zapominając, o jakiejkolwiek konspiracji; zbyt krzykliwie, aby czarodzieje nieopodal nie zwrócili na nas uwagi. Oceniający wzrok okazał się peszący, a więc obróciłem się do nich plecami i zatkałem usta kolejnym łykiem trunku. Wstyd jak cholera, przecież mogli ją znać. Posłałem siostrze przepraszające spojrzenie.
-No to niech przestaną mnie lubić- westchnąłem pod nosem. -Wiesz, te niespodzianki- chyba, że miały ograniczyć się do szczęścia w czasie połowów - takimi, bym nie pogardził.
Drążenie mojego – co najważniejsze SKREŚLONEGO – pytania o Igora sprawiło, że poczułem ciepło rozchodzące się wzdłuż policzków. Nie chciałem być wścibski, zdanie pojawiło się mimowolnie, najpewniej przez pewne obawy, dlatego właściwie od razu starałem się je ukryć. Ciekawość okazała się jednak wieść prym i Loretta najwyraźniej nie zamierzała odpuścić – co mówił zwłaszcza jej wzrok – dlatego nerwowo przełożyłem kieliszek z jednej dłoni do drugiej i finalnie upiłem jego zawartości do dna. -No bo wy coś razem, ten, a to nie moja sprawa- mruknąłem przez zaciśnięte wargi. -Macie się ku sobie prawda?- spytałem nie podnosząc wzroku, który skupiał się na posadzce. -W sensie cieszę się i w ogóle, no fajnie i super i w ogóle ekstra i naprawdę cieszę się, tym szczęściem, no waszym w sensie- gubiłem się w słowach. -Mogłem wziąć czysty pergamin Lora- dodałem z przekąsem, choć naprawdę nie chciałem zabrzmieć jak gbur. To chyba było silniejsze ode mnie.
Na szczęście po chwili emocje zdały się opaść – przynajmniej moje, choć szeroki uśmiech Loretty nie wskazywał na to, aby miała do mnie jakiś żal – i przeszliśmy do niewinnej rozmowy o wymianach tartaletkami. Kiedy już chciałem odpowiedzieć na nieco odważny pomysł posiadania własnej restauracji – co w istocie mogło być marzeniem, choć nierealnym – u naszego boku zjawiła się młoda dziewczyna. Przywitała się radośnie z siostrą, a potem… to na mnie skupiła swą uwagę. Trudno było mi ukryć zaskoczenie, gdy wypowiedziała moje imię, bowiem nie miałem pojęcia skąd mogła mnie znać. -Eeee- wydusiłem z siebie starając się spojrzeć na jej twarz, ale poza szybkim przemknięciem wysiłki poszły na marne. -Eee, no tak, ja to ja. To znaczy no, Freddy- pokiwałem wolno głową. Cholera jasna czy ona miała same piękne koleżanki? -Nie przeszkadzasz, to ja raczej, ten no. Pójdę sobie, a wy powspominajcie stare czasy. Tak, no, to pomysł dobry jest, bardzo- mruknąłem rozglądając się za jakimś miejscem, gdzie mógłbym udać się z kielichem i butelką.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
06-01-2026, 21:16
Odpowiedź dla Freddy Krueger i Violet Macnair

Ludzie rzadko zwracali uwagę na szczegóły. Może z niechęci do doszukiwania się symboli i ukrytych znaczeń we wszystkim, co ich otaczało, a może dlatego, że w świecie pełnym bodźców i nieustannej stymulacji nauczyli się je zwyczajnie pomijać. Fred, choć na pierwszy rzut oka zdawał się wszystko ignorować - uchodził raczej za nieuważnego, może nawet mało roztropnego - w wielu sytuacjach wykazywał się jednak zaskakującą bystrością. Tak jakby po prostu chciał wiedzieć i rozumieć. Jakby sklejanie elementów w całość sprawiało, że jego życie - albo przynajmniej niektóre jego fragmenty - nabierały wyraźniejszego sensu. Być może właśnie to pozwalało mu czuć, że stąpa po ziemi wystarczająco pewnie. Że w końcu ogarnia. Że widzi więcej niż inni. Tak jak teraz, z tą truskawką, którą Loretta mimowolnie - z kaprysu i czystej chęci zabawy - odsunęła na bok talerza. Nie pasowało mu to do logiki, do poukładanego obrazu świata, a to tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że był bystry i że logika była tym, czego potrzebował, by funkcjonować. Wzruszyła lekko ramionami, zbywając ten drobny fakt. Nie miała dla niego dobrego wytłumaczenia, choć wiedziała, że on właśnie na takie czeka. Ostatecznie więc powiedziała. - Najlepsze zostawiam na koniec - skwitowała, a kącik jej ust drgnął w uśmiechu. Może zbyt śmiałym, może odrobinę rozmarzonym. A może wcale nie myślała już o błyszczącej truskawce leżącej na skraju talerza tylko o wszystkim co jeszcze ją czeka. Wszystkim co planuje.
Znała wielu, którzy Hogwart wspominali z wyjątkową nostalgią. Z rozmarzeniem wracali do dni, gdy wszystko było prostsze, łatwiejsze - gdy cały świat zamykał się w murach zamku i ciągnących się bez końca korytarzach. Byli jednak i tacy, którym nigdy nie było tu dobrze. I podejrzewała, że Fred mógł należeć właśnie do nich. Przez to, co przeżył już jako dziecko. Przez wychowanie w mugolskim sierocińcu. Przez magię, która pojawiła się w jego życiu nie jako dar, lecz jako odmienność - coś, na co nikt go wcześniej nie przygotował. Myśl o tym na nowo budziła w niej niezrozumienie, złość, to znajome poczucie niesprawiedliwości. Bo nie dość, że nie miał jednego bezpiecznego miejsca, które mógłby nazwać domem, to nawet tutaj nie dane mu było poczuć się wystarczająco pewnie. - Powinieneś właśnie ich spotkać, Fred - odezwała się w końcu - żeby zobaczyć, że nadal są takimi samymi szujami w dorosłym życiu, jakimi byli w szkole. Tacy ludzie się nie zmieniają. Pewnie są teraz jakimiś pachołkami w pracy, mają brzydkie żony i puste skrytki w banku. - rzuciła krótko, bez potrzeby powtarzania tego, co już wcześniej mu mówiła. Czasem bowiem uniesienie wzroku, spojrzenie oprawcy prosto w oczy, brak strachu - to wszystko, co można zrobić, by wybić z równowagi tych, którzy przez lata trzymali innych za gardło i wodzili ich za nos.
Podniesiony głos brata, gdy wspomniał o Mary Goyle, rozlał się po najbliższej przestrzeni, alarmując tym samym spragnionych plotek byłych uczniów. Blondynka przewróciła oczami. - Plotkarz z ciebie kiepski - rzuciła, choć w jej głosie próżno było szukać złośliwości. Było to raczej potwierdzenie tego, co wiedziała od dawna: szczery aż do bólu, może momentami zbyt ufny. Miała jednak nadzieję, że to drugie było jedynie jej własnym, nieco przesadzonym osądem. Westchnęła przeciągle, upijając łyk bladoróżowego wina. - Przy niej byłam prawdziwym aniołkiem, Freddy. Zołza jakich mało. Podpadła mi już pierwszego dnia szkoły i do ostatniego nic się w tej kwestii nie zmieniło. Krzykaczka, manipulantka. Właściwie nie istnieje negatywny epitet, którego bym jej nie przypisała. Naprawdę jej nie pamiętasz? - uniosła brew w pytającym geście, bo Mary była przecież w typie wielu chłopców z ich rocznika. Przynajmniej tych, którym imponowały sztuczne piegi i przykrótkie nogi.
Widziała, jak mota się przed odpowiedzią, jak próbuje ominąć konfrontację szerokim łukiem. Może i dla niej sam temat nie należał do najwygodniejszych - w końcu dopiero od niedawna mogli mówić o czymś na kształt rodzinnej relacji, dopiero od niedawna ktoś miał prawo z taką łatwością zaglądać w jej życie. Nie chciała jednak, by nauczyli się unikać. Jeśli coś zajmowało mu myśli, jeśli rodziło dyskomfort, tym bardziej uważała, że powinno wybrzmieć. Nazwane. Wypowiedziane na głos.
Słowa przychodziły mu z trudem, a ta trudność szybko wykiełkowała w złość. - Czy to cię martwi? - zapytała spokojnie, bo choć kilkukrotnie powtórzył, że cieszy się „ich” szczęściem, było w tym więcej napięcia niż prawdziwej zgody. - Wyciągasz daleko idące wnioski, Freddy - zaczęła, a na jej ustach pojawił się delikatny, niemal uspokajający uśmiech. - To, że spędziliśmy razem czas w Dzbanie czy poszliśmy w góry, wcale nie oznacza, że mamy już mówić o szczęściu jako „naszym”. - zawiesiła na nim spojrzenie. - Chciałabym go lepiej poznać, nie będę tego ukrywać. Jestem ciekawa, dokąd mnie to zaprowadzi. Ale szczerze? Nie dzieje się jeszcze nic, co powinno cię martwić. - urwała na moment, widząc jak bardzo próbuje wymigać się od rozmowy. - Zamknijmy ten temat. Nie chcę, żebyś się denerwował. A jeśli coś się zmieni… będziesz pierwszym, który się o tym dowie. - nie chciała jego dyskomfortu. Ale wiedziała też, że to musiało zostać powiedziane.
Wypowiadając ostatnie zdanie, dostrzegła zbliżającą się w ich stronę czarownicę - blondynce aż nazbyt dobrze znaną. Jej uśmiech niemal natychmiast się poszerzył. - Violet - przywitała się, gdy ta znalazła się wystarczająco blisko, by ją usłyszeć. - Dwa razy w ciągu jednego miesiąca. Uwierzysz w taki zbieg okoliczności? - brew poszybowała ku górze, a słowa zabrzmiały niemal identycznie jak te, które padły niedawno w zielarskim sklepie, w którym Violet pracowała. - Tak, to mój brat, o którym ci opowiadałam. Och, nie wygłupiaj się, Freddie - dodała zaraz potem, zbywając jego reakcję lekkim ruchem dłoni. - Możemy przecież napić się razem kieliszka wina i powspominać dawne czasy. - jej spojrzenie mimowolnie powędrowało ku bratu. Całe jego ciało zdradzało chęć ucieczki: napięcie w ramionach i to charakterystyczne zawahanie, jakby już szukał drogi odwrotu. Zastanowiło ją to. Właściwie…dlaczego? Violet należała do tych osób, wobec których Loretta od początku miała wyłącznie dobre przeczucia, a intuicja rzadko ją zawodziła. - Byliście chyba… w jednym domu - dodała, uświadamiając to sobie dopiero teraz. Znów przeniosła spojrzenie na Violet, z wymalowanym na twarzy zaciekawieniem. - Jak się bawisz, moja droga? Co nas czeka tej nocy? - zapytała z lekkim uśmiechem. Co mówią gwiazdy?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#25
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
12-02-2026, 17:52
Odpowiedź dla Sandy

Ktoś z tu obecnych - niby bawi się tu ponad pięciu tysięcy gości - ma uprawnienia duszpasterskie i tu, w tej chwili, właśnie w tym momencie, między kosztowaniem lokalnego pleśniowego Stiltona i marszczeniem nosa nad niemieckim Limburgerem o intensywnym zapachu stóp latem, mógłby zrobić z nas męża i żonę. Teraz, zaraz, bo niby po co czekać? Jazda po mistrza ceremonii, świadków aż nadto, a i ten tu Włoch od siedmiu boleści się nada, będzie tak oryginalnie, nowocześnie, inkluzywnie.
Jasne.
Jej sukienka nie jest biała.
Ja nie mam fraka, ani nawet smokingu.
Szpilki są za niskie, kapela gra polkę na dwa, a umawialiśmy się, że na weselu nie będzie żadnych czeskich tańców. Nie da rady: nawet mimo szczerych chęci.
Te, są, lecz inne od romantycznych wyobrażeń Sandy o recytowanej przysiędze wiecznej miłości i dwójki albo i trójki bachorów, o jej oczach i najlepiej całej reszcie, upchniętych na tylnym siedzeniu auta i wrzeszczących wniebogłosy, bo jednemu przypomniało się, że nie zabrał pluszowego królika, drugiemu zachciało się ciastko z dziurką, kiedy obaczył klejony na mokro billboard, a trzecie ryczy właściwie bez powodu, żeby nie być gorsze od reszty.
Moje powody to jej osóbka w moich rękach: odkurzone mieszkanie, kibel pachnący morską bryzą, uszykowane kanapki i nastawiona woda na herbatę. To cukierki w barku i nastawiona moja ulubiona płyta Jamesa Browna, to nasze zdjęcie w ramce z podpisem nowożeńcy i jej uda prześwitujące spod nocnej podomki. To odmawianie spotkań z koleżankami na rzecz drapania mnie po plecach i robienie masażu, kiedy pstryknę palcem.
– Chcesz duży pierścionek, prawda? – odpowiadam więc tylko, zarzucam wędkę, jakbym zasadzał się na suma-giganta, który paszczę ma tak wielką, że mógłby mnie połknąć w całości. – Tatuś najpierw musi zarobić – to już naprawdę ostatnia wymówka, ale karmię nią i Sandy, i Alessio. Ją: marzeniami o wielkim, błyszczącym kamieniu, tak dużym i ciężkim, że z trudem będzie podnosić te swoje małe rączki. Jego: chamskim podkreśleniem, że moja dostanie wszystko co najlepsze i jeszcze więcej. Także tego, co do tych chęci, to poza posiadaniem gosposi na etat i za darmo - w sumie są jeszcze inne.
– Pojedziemy, Sandy, no jasne. Do Werony. Tam, gdzie Romeo i Julia – popełnili samobójstwo, psst, psst, ich historia, to historia MI-ŁO-SNA, co z tego, że dziewczyna była nieletnia, skoro tak piękna? Wiem, co lubi moja Sandy, każdą taką bzdurkę i głupotkę, im większe czerwone serce jej dam, tym głębiej go później wsadzi do buzi. Przysuwam ją więc do siebie tak, że bardziej się już nie da: irytująca parka z Hogwartu, która zawsze była widziana razem, zawsze sklejona ustami - to ostatnie niestety jest niemożliwe, aczkolwiek tylko dlatego, że przeszkadza nam piąte koło u wozu. – A ty chyba jesteś komuś potrzebny Alessio – macham ręką w niezidentyfikowanym kierunku – sypią tam parmezan na makaron z owocami morza, musisz ich powstrzymać – przed splunięciem w twarz włoskiej kulturze. Twardy ser i krewetki się nie łączą, tak jak ketchup i pizza czy gelato i bita śmietana, moje interesy i jego interesy - niech spierdala. – Sandy, niunia, weź coś nam może skitraj na później, co? Zmieścisz do torebki? – dodaję, gdy Alessio już się zmył, zostawiając nas przy bufecie. – Oczy chcą, dupa nie może – tłumaczę się, bo i tak poluzowałem już pasek. – Ale ty sobie nie żałuj, wiesz, że lubię, kiedy mam za co chwycić – szepczę jej na uszko, bo gotowa jeszcze pisnąć ze wstydu, choć nikt nie podsłuchuje. Przy mnie nie musi liczyć kalorii - może leżeć, pachnieć i obżerać się do woli aż jej kostki słodko napuchną, a cycki zrobią się cięższe i przestaną mieścić się w dłoni. Nie ma tego złego?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#26
Violet Macnair
Czarodzieje
her lips were soft like winter
Wiek
21
Zawód
wróżbitka
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
0
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
19
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
15-02-2026, 15:49
Odpowiedź dla Freddy Krueger
Odpowiedź dla Loretta Krueger

Nie chciała narzucać swojego towarzystwa, ani przerywać ważnej rozmowy, jeśli takowa toczyła się pomiędzy rodzeństwem; zauważyła dziwne zachowanie młodzieńca, który okazał się bratem blondynki, miała jedynie nadzieję, że to nie ona prezentowała się na tyle odrażająco, aby go wystraszyć.
- Nie wierzę w zbiegi okoliczności, Loretto - przypomniała jej Violet z łagodnym uśmiechem, wiedząc, że blondynka w mig pojmie co miała na myśli. Już wtedy, w sklepie zielarskim, gdzie spotkały się po raz pierwszy od ukończenia szkoły, miała nieodparte wrażenie, że los splótł ich ścieżki nie bez powodu. Teraz utwierdzała się w tym przekonaniu. Nie szukała osoby Loretty z premedytacją, wpadła na nią tak po prostu; najwyraźniej tak już miało być. Nie bez powodu odnalazła ją w towarzystwie brata, o którym rzeczywiście wówczas słyszała. Na kilka chwil zawiesiła na nim spojrzenie. Teraz wydawał jej się bardziej znajomy, samo imię i nazwisko niewiele Violet mówiło, lecz teraz rzeczywiście miała wrażenie, że widywała go na szkolnych korytarzach, a może nawet w Pokoju Wspólnym. - Właśnie, toż to nonsens, Freddie, jeśli już - to ja przeszkodziłam wam. Zostań z nami - rzekła zachęcającym tonem. Była go ciekawa. Ile wspólnego mieli z siostrą?
Brakowało tylko, aby i jej brat pojawił się teraz gdzieś w zasięgu wzroku. Pewnie nie podszedłby do niej w tym momencie, kiedy wokół było tylu gości, nieznajomych, pracowników Ministerstwa i pewnie wielu ważnych ludzi. Nie zdziwiłaby się jednak, gdyby ujrzała go gdzieś w pobliżu. Wiedziona przeczuciem rozejrzała się dyskretnie wokoło, jakby szukała wspomnianego przez Kruegerów kieliszka wina; nie dostrzegła Drew, ale stoły zastawione przekąskami i trunkami owszem.
- Być może. Uczyłam się w Ravenclawie, ty też? - zagaiła Freda; najpierw spojrzała na Lorettę, później na niego. Im dłużej mu się przyglądała, tym więcej sobie przypominała. Chyba nie był gwiazdą Pokoju Wspólnego Krukonów, ona także nie. - Szczerze mówiąc nie sądziłam, że jeszcze kiedyś przyjdzie mi odwiedzić Hogwart. Sądziłam, że opuszczając go przed trzema laty, widzę go po raz ostatni. Przynajmniej wiecie, z bliska, w środku. Bywałam w Hogsmeade - doprecyzowała, gwoli ścisłości, przyjmując pogodny ton.
Uśmiechnęła się na pytanie Loretty. Nie omieszkała
- Chyba jeszcze... nie zdążyłam skorzystać ze zbyt wielu atrakcji. Spóźniłam się na olimpiadę naukową i mam przeczucie, że sto galeonów przeszło mi koło nosa. Dacie wiarę? Sto galeonów! Słyszeliście o turnieju pojedynków? Któreś z was zamierza stanąć w szranki? - spytała z ciekawością. Ona sama nie zamierzała nawet próbować. Nie chciała się ośmieszyć. - Wszystko jednak... wygląda imponująco. Widziałam wcześniej... maski. Myślałam, że tego wieczoru opadną i niektórzy pokażą swoje prawdziwe oblicze, a w istocie zaplanowano bal maskowy. Uwielbiam tańczyć, chociaż... Mam nadzieję, że nie każą nam tańczyć walca, albo kadryla, nie znam kroków... a wy? - odbiła pałeczkę, przenosząc spojrzenie to na Lorę, to na Freda.
I have three eyes. Two to look, one to see.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#27
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
18-02-2026, 10:19
Odpowiedź dla Daniel Dodge


Kaligraficznie zdobione winietki, Moet do toastu, na szczycie wielopiętrowego tortu marcepanowa polewa i koniecznie cukrowe figurki w kształcie nowożeńców. Daniel nosi szykowny frak, ja białą suknię, która na pytanie Koronki, kokardy, tiul czy brokat? odpowiedziała: tak.
Gdzieś w tle szkocka przyśpiewka, moja matka bijąca brawo, obok Włoch błogosławiący nasz związek tym specyficznym gestem ręki — scenariuszy dla naszego sakramentalnego tak mam wiele; każdy lepszy od poprzedniego.
O dziwo do tej pory w moich fantazjach nie pojawiał się Hogwart.
Alessio wydaje się oszołomiony naszymi och i ach, uziemiony dźwiękiem prawie—małżeńskich przekomarzanek i licytacji, jego wzrok błądzi gdzieś po przekąskach, myśli po wyobrażeniach margherity na cienkim, kubki smakowe tęsknią za świeżą buffalą albo soczystą bazylią — gdziekolwiek jest teraz świadomość i wzrok naszego towarzysza, przestaję o to dbać. Większość uwagi zaskarbia mi wizja wielkiego pierścionkach, w ładnym kolorze albo kształcie kamienia; idealny byłby przecież różowy rubin układający się w wielkie serce.
— Nie tylko o pierścionek tu chodzi — diamenty to najlepsi przyjaciele dziewczyny, ale kiedy cichutko odpowiadam Danielowi i kiwam główką na znak aprobaty, on wie, że zadowoliłaby mnie byle błyskotka i jego oficjalnie ugięte kolano. Może to jest w tym wszystkim najbardziej przerażające?
Tęsknie spoglądam za zabranym drinkiem, gdzieś pomiędzy marudnym westchnięciem a spojrzeniem posłanym do Alessio z prośbą o wsparcie, walczę z pokusą skrzyżowania rąk w geście prostolinijnej obrazy. Nic z tych rzeczy, Dodge bardzo dobrze zna te numery i na moje potencjalne niezadowolenie wychodzi naprzeciw w pełnej szarży; wakacje w romantycznej Weronie otwierają przed nami możliwości wybujałych fantazji i na tych kilka chwil Alessio całkowicie przestaje mnie interesować. Nie zauważam nawet, że Daniel odprawia go nędznym ruchem dłoni, zupełnie jakby od niechcenia dziękował anonimowemu kelnerowi za jego posługę. Za kwadrans zrobi mi się głupio, za dwa będę jęczeć, że bardzo źle, że wykluczyliśmy go z rozmowy.
— I do Rzymu też. Jest tam fontanna, która spełnia życzenia — ogromy turystów, stragany z widokówkami, szaleńczo rozpędzone skutery; damy radę temu wszystkiemu, będziemy zajadać się lodami, które zagryziemy świeżym tiramisu. A później weźmiemy ślub — już na rodzimej ziemi, albo tam, pod wpływem wakacyjnej chwili i zgodnie z zewem egzotycznej przygody.
— Spakowałam już muffinki — czerwienię się, zdradzając moje zaaferowanie stołem słodkości. Czerwienię też, kiedy Danny wspomina o własnych preferencjach; zanim palnę coś głupiego, wpycham w usta kilka kulek winogron.

danny i sandy zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#28
Conrad Bones
Zwolennicy Dumbledore’a
it's hard to enjoy practical jokes when your whole life feels like one
Wiek
36
Zawód
auror
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
24
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
9
10
10
Brak karty postaci
23-02-2026, 22:17
W szkolnych murach znów odkrył magię prawie zapomnianą – pełną wesołości, beztroski, wolną od sztywnych ram powinności i skłonną do psoty. Dawne wspomnienia ożywały, zwinnie przeskakiwały pomiędzy kamiennymi kolumnami dziedzińca, wspinały aż po ostre łuki, aby zaraz spełznąć z powrotem ku niemu, uderzając z podwójną mocą, gdy do głowy wpadał mu kolejny zapomniany szczegół z przeszłości. To właśnie przy tej starej fontannie miało miejsce kilka wodnych bitew, podczas których z kolegami rozchlapywali wodę na siebie i przechodzące koleżanki (szczególnie na te najbardziej oburzone młode damy!). Gdy tylko pierwsze słoneczne dni przebijały się coraz jaśniej przez zamkowe ściany, siadał z innymi pod tymi właśnie drzewami, aby przy akompaniamencie szeleszczących liści ginąć pośród rozmów pełnych młodzieńczych rozterek. W znacznie cieplejsze dni w doborowym towarzystwie rozkładali jeszcze wokół siebie grube tomiszcza i rozwinięte pergaminy w ramach przyjacielskiego dzielenia się wiedzą przez zbliżającymi się egzaminami.
Za młodu wszystko było inne, przede wszystkim prostsze. Hogwart na wiele miesięcy stawał się dla wszystkich domem, co było szczególnie pocieszające w czasie, kiedy inne miejsca rujnowała mugolska wojna. Wieści o kolejnych ofiarach poniesionych na froncie i poza nim docierały do uczniów, mimo to ich szkolna rzeczywistość pozostawała spokojna, ich brzuchy nigdy nie były puste, ubrania pachniały czystością, a zamkowe sufity pozostawały nietknięte. Tamte czasy mimo wszystko były niewiarygodnie piękne, zdecydowanie!
Ujrzenie dziś kolejnej znajomej twarzy było miłym przeżyciem. Okoliczności sprawiały, że jakoś łatwiej było zapomnieć o niewielkich antypatiach. Ambrose jak zawsze prezentował się elegancko, bo niemość, że taki był jego wrodzony urok, to na dodatek niezwykle dbał o swój ubiór. Do tego drania wszystkie dziewczęta słały rozmarzone spojrzenia, choć z drugiej strony łatwiej było je pocieszać po zawiedzionych nadziejach.
Ruszył ku czarodziejowi pewny swego, w żadnym razie nie przejmując się różnicą wzrostu (wcale!), jednak dłonią nieco przygładził materiał jasnoniebieskiej koszuli. Na jego twarzy gościł łobuzerski uśmiech napędzany barwnymi wspomnieniami.
– Day, gdzie zgubiłeś Harrisona? – spytał zuchwale, ponieważ w szkolnych latach ta dwójka była nierozłączna, wręcz do siebie przyspawana. Pytanie nie było jednak całkowicie przypadkowe, Bones był szczerze ciekaw czy Titus nie czai się gdzieś w pobliżu. Na samym zjeździe z pewnością się pojawił, innej opcji Conrad nie brał pod uwagę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:52 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.