• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Clink Street 4/27 > Salon
Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-11-2025, 14:41

Salon
Bilardowy stół-zawalidroga od razu rzuca się w oczy: zarówno przez swój rozmiar, jak i nietypowe, panterkowe obicie. Zwierzęce motywy obecne są w całym [/i]dużym pokoju[/i], rozłożyste poroże łosia na ścianie, skóra renifera rozciągnięta na dywanie, poduszki w zeberkę na wysiedzianych kanapach (rozkładają się - Sandy czasami eksmituje Danny’ego na noc do salonu) - wszystko się ze sobą gryzie, ale nieoczekiwanie - idealnie do siebie pasuje. Oprócz bilarda (traktowanego sprytnym zaklęciem zmniejszającym w porach odwiedzin gości) królem salonu jest telewizor marki Bush w drewnianej obudowie. W czasie telewizyjnym w domu panuje bezwzględny zakaz używania czarów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
11-02-2026, 01:03
Niemoc i jednoczesna złość była dość specyficzną mieszanką. Można by wręcz rzecz, że wychodziło z niej coś całkiem żałosnego, grożącego łzami bezsilności i szamotaniem się na oślep, byleby tylko stawiać opór, nawet jeżeli nie było w tym większego sensu. Coś po prostu kazało mu stawać okoniem, a przecież kim on był by kwestionować tę wolę. Cudem było, że na wsadzenie sobie przez Daniela gnata w gacie jedynie wymownie wywrócił oczami, krzywiac się przy tym od bólu pulsującego z kwitnących na twarzy siniaków.
— A ty co, na boku robisz karierę w Mungu? Znawca magomedycyny się znalazł — Fintan burknął pod nosem do Daniela, ale na dźwięk słów Sandy zrobił minę wyrażającą coś na kształt skruchy, posłusznie odjął ręce od twarzy i nawet skorzystał z chwili, gdy oni zaczęli się krzątać, i poszedł umyć ręce. Nie przyznał tego na głos, ale stary też miał trochę racji, a Fintan w całym amoku dnia dzisiejszego nie pamiętał nawet o tak podstawowych rzeczach jak umycie rąk po wejściu do mieszkania. A naprawdę wolał być czysty niż brudny, nawet, jeżeli zawsze i nieustannie miał coś za przysłowiowymi uszami.
— Zły? Kurwa, chujowy — odpowiada, a w głosie gra mu gniew i ta coraz bardziej kipiąca pod powierzchnią zapowiedź rozpaczy. Choć nie są one skierowane do Daniela, to niestety znajduje się on w polu rażenia. Tak zwane ofiary z przypadku, czy coś. Dlatego gdy Farleyowi się ulewa, to Dodge obrywa główną strugą słownego i emocjonalnego chluśnięcia. I może trochę, ale tylko trochę jeszcze dolewało oliwy do ognia to, że para wydawała się w tamtej chwili tak absurdalnie szczęśliwa, z tym lgnięciem do siebie i całusami i tym, w czym niewątpliwie im przeszkodził.
Chryste. Czy on właśnie w jakiś sposób zazdrościł Danielowi? Okropne.
— Isle of Dogs — prosta, wyburczana odpowiedź na proste pytanie o to, gdzie się szwendał. Obaj wiedzieli, że nazwanie tego miejsca mało przyjemnym było pewnym niedopowiedzeniem. Tak, może i było tam lepiej niż zaraz po wojnie, ale wschodni Londyn wciąż był wschodnim Londynem. Coś chciał powiedzieć Danielowi o tym, żeby mu nie ojcował, bo ma kiepską historię z ojcami, ale ostatecznie ugryzł się w język, i to nawet dość dosłownie. Nieco zabolało, odciągnęło na chwilę uwagę od tego nieprzyjemnego ciepła bijącego od wargi i oka. — Ja nie wiem czy zostanę na noc, chciałem tylko się trochę ogarnąć — wzruszył ramionami, zerkając to na Dodge'a, to na Sandy. Nie wiedział czy gorzej będzie jak nie wróci na noc do Willow, czy jak wróci pobity. Chyba będzie musiał się po prostu przekonać. — Ale doceniam, serio, dzięki — dodał zaraz, bo jakaś resztka rozumu obijająca się w jego łepetynie podpowiada mu, że nie chce ich obrazić. A przynajmniej nie bardziej, niż tym niby-włamaniem. — A klucz wam oddałem, jeszcze mówiłeś, że schowasz go w takim miejscu, żebyś pamiętał gdzie go schowałeś — usprawiedliwił się, nie mając pojęcia gdzie Daniel zachomikował klucz i czy w ogóle w takim razie pamiętał gdzie ten świetny schowek się znajdował.
I choć Fintan był wyraźnie zły i jednocześnie na granicy załamania nerwowego, to dla niej był w stanie wykrzesać z siebie niewielki uśmiech.
— Łał, Sandy, piękna robota — skomplementował i ciasto, i nieco koślawe cukrowe autko, ale nawet jak nie było idealnie to i tak był pod autentycznym wrażeniem. Nie dlatego, że posądzał Sandy o brak zdolności kulinarnych: wręcz przeciwnie, cenił je sobie. A już zwłaszcza, gdy tak się starała. Dalej był zdania, że Daniel na nią nie zasługiwał, ale dopóki oboje byli szczęśliwi, a jej się krzywda nie działa, dopóty trzymał dziób na kłódkę.
— Czy lubię? Jeszcze jak — odparł ochoczo, trochę się rozchmurzając. Parę razy zdarzyło się na ucztach w Hogwarcie, że był w jadłospisie czekoladowy tort. Zawsze wtedy najadał się nim do oporu, a później umierając z przejedzenia na podłodze w pokoju wspólnym Gryfonów narzekał Willow, że zaraz niewątpliwie umrze. Tak naprawdę to jakby ktoś mu jeszcze wtedy podsunął kawałek do zjadłby bez zastanowienia, po czym pewnie albo by dalej jojczył na granicy śpiączki cukrowej, albo poszedłby się zrzygać; nic pomiędzy.
Z wdzięcznością przyjął kawałek, nie czekając zbyt długo by zacząć konsumpcję.
— Jezu, zajebisty. I jeszcze taki nie za słodki — stwierdził z uznaniem, z gębą pełną tortu, a mugolskie pochodzenie znów odbija się w jego doborze słów. — A gdzie byliście? — rzuca zaraz, dochodząc do wniosku, że lepiej żeby oni mówili niż on. Ewidentnie bowiem nie miał dziś wyczucia i lepiej było, żeby nie kusił losu.
Nawet, jeżeli potencjalna odpowiedź może tylko jeszcze bardziej rozbudzić w nim to absurdalne i niezrozumiałe poczucie zazdrości. Naprawdę chciałby wiedzieć, o co do licha ciężkiego jemu samemu chodziło. Jednak szanse na to, by poznał odpowiedź były raczej dość mizerne.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
11-02-2026, 14:12
Spanie i spanie, takie do dwunastej, pod jedną kołdrą, czystą, pachnącą krochmalem i tanim płynem do płukania tkanin: pobudka w postaci wilgotnych ust przyklejonych do klatki piersiowej, rezygnuję z benefitów wczesnego położenia się do łóżka, co, to jasne, nie jest ekwiwalentem wczesnego pójścia spać. Zwyczajowo przewalamy się do późna, słuchamy, co mamy do powiedzenia, opowieści z całego dnia, nawet jeśli spędzonego razem: nie lubię, kiedy mała zanadto się oddala. I co, zamiast trajkotania o kocie bez jednego ucha, którego dokarmia razem z Betty, w przerwie pomiędzy całowaniem jej szyi, dokonuję profesjonalnych oględzin obitej mordy znajomego młokosa, który życia dalej uczy się na błędach.
– Może trochę grzeczniej, co? – krzyżuję ręce na piersiach, stawiając Fintana do pionu nauczycielską reprymendą. Szlafrok w tygrysie pasy faluje niebezpiecznie przy każdym moim ruchu, więc lepiej, żeby przestał mnie prowokować. – Najpierw wpierdalasz mi się, teraz pyskujesz, co dalej, hm? Położysz łapę na mojej kobiecie? – zagarniam do siebie Sandy, bardzo ciasno, bardzo własnościowo; oczywiście nic takiego się nie wydarzy, ale małolat jest o krok od przeholowania. Jeśli on ma dziś krótki lont, to niech lepiej nie próbuje mojego: a tak było blisko do bezkonfliktowej kolacyjki, czy raczej mocno spóźnionego podwieczorka. – Język, Fintan, język – upominam go i zaczynam się bawić całkiem nieźle, gdy tak się rzuca i prezentuje nam na żywo, ile odcieni posiada czerwień. Rumiana buziunia tym razem nie świadczy o wstydzie, lecz o małych marzenia orbitujących zapewne dookoła rozbicia kolekcji porcelanowych piesków Sandy (za to powiesiłbym go za jaja) albo o wywołaniu na dziedziniec, na bójkę przy śmietnikach.
– No tak – przytakuję, jeszcze raz oglądając sobie tę jego poobijaną facjatę. – Przypatrz się dobrze Sandy i nie łaź tam sama – pouczam też słodką blondyneczkę, która na jedno pstryknięcie zmienia się w sanitariuszkę z prawdziwego zdarzenia i prawie-prawie jestem zazdrosny o to, jak skacze wokół Fintana, który odbiera mi urodzinową uwagę.
– No przecież nikt tu cię siłą nie zatrzymuje, nie. Może to i lepiej, Sandy bywa głośna, jakbyś chciał pospać, to mógłby być problem – zaśmiewam się, spoglądając na nią znacząco. Zaraz coś tam pomarudzi, albo dołączy do klubu Fintana z pomidorowymi policzkami, pensjonarka, która nie wie, skąd się biorą dzieci.  – Taa? Nie pamiętam, gdzie jest. Jak myślisz, Sandy, gdzie go mogliśmy dać? – jedną ręką drapię się w głowę, drugą po kolei serwuję trzy kubki z parującą herbatą z saszetek. Bez magii: Fintan z różdżką skutecznie powstrzymuje mnie przed próbą kelnerowania. Zamiast jedzenia tortu za moment podpinaliby nas do kroplówki na SOR-ze z oparzeniami trzeciego stopnia. A tu jest przecież idealnie: karmimy się czekoladą, śmietaną i biszkoptem, pustymi, ale za to jak smacznymi kaloriami, jedna łyżeczka ląduje w moich ustach, druga jak samolocik leci do ust Sandy, która przycupnęła sobie na moich kolanach. Tak się do tego przywyczaiłem, że właściwie nie czuję dodatkowego ciężaru, machinalnie brudzę ją czekoladą na czubku nosa i ścieram krople kremu z prawdziwą czułością, właściwie nie zwracając uwagi na Fintana; za dobrze nam, gdy jesteśmy sami.
– W Bath. Pokąpaliśmy się trochę. Kiedyś możesz się zabrać, zaprosić dziewczynę, czy coś. Mamy miejsce w aucie, a Sandy przydałyby się nowe koleżanki – odpowiadam, rysując niezwykle upojną wizję wspólnej przejażdżki, tym bardziej miłą, że po mojej stronie leżałby rachunek za paliwo. – No co? – dodaję, na widok wzroku Sandy – wiesz, że nie znoszę Polly. Cały czas jej gada, że widzi w kartach nasze rozstanie –  tłumaczę Fintanowi. Lista przyjaciółeczek fusilli, które delikatnie mówiąc, za mną nie przepadają, jest długa - i z jakichś powodów, najwyraźniej nie mogę zabronić jej się z nimi widywać, a kiedy je tu sprasza - nie pozostaje mi nic innego, jak wybywać na wygnanie. Z własnego domu. Kto to widział.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
11-02-2026, 19:23
Wielkie i soczyste, o barwie dojrzałych malinowych pomidorów, albo pulchnych, czerwonych baloników sprzedawanych na miejskich festynach — policzki rumienią mi się tylko przez okres dwóch uderzeń serca, ustępując w końcu na scenie miejsca gromom; nie tym z jasnego nieba, a tym zsyłanym prosto przez błękitno—zielone spojrzenie.
— Nie słuchaj go, Fintan, ostatnio poziom humoru mu spadł — mamroczę i marudzę; wniosek na temat domniemanej głośności w porach okołowieczornych bywa prawdziwy, ale częstowanie nim Fintana, pomiędzy doraźną pomocą apteczną, czekoladowym tortem, słabej jakości tytoniem wepchniętym między pamiętające posmak krwi zęby — nie jest dobrym pomysłem. Robi mi się niezręcznie i przez sekund sześć i pół — nie wiem co powiedzieć.
Dłoń obejmująca szklaną paterę wypieku zaciska się tylko odrobinę mocniej; później rytuał z późnego poranka powtarza się, pokaźne kawałki czekoladowego bloku lądują na porcelanowych talerzykach, nieco powyginane widelczyki brzęczą przy spotkaniu z płaską powierzchnią. Najpierw częstuję Fintana, później łaskawie karmię kolejną dokładką gwiazdora dzisiejszego dnia, który przecież się nie skończył. Od marudnego podgryzania odciąga mnie tylko świadomość, że impreza pana Dodge'a wciąż jeszcze trwa.
— Może w cukiernicy? — odpowiednie miejsce na klucze; kryształowa misa z pokrywką, w której od dawien dawna nie było kostek, ani kryształów cukru — raczej rarytasy innego kalibru, z których istnienia zdaję sobie sprawę i to całkowicie wystarcza. Wzór chemiczny proszków, które Daniel zwykł tam przechowywać, mnie nie interesuje. Od jakiegoś czasu stała pusta — nie licząc dwóch sklejonych ze sobą, malinowych landrynek, później wstęgi trzech znaczków pocztowych, w końcu kawałka metalowego sznureczka, który zginął śmiercią tragiczną i odłączył się od konstrukcji bransoletki. Nigdy jej nie naprawiliśmy.
Moszczę się na kolanach Danny'ego, z zadowoleniem przyjmując kawałki czekoladowych łakoci, choć pora zdecydowanie wskazuje na poza—kolacyjną i gdybym tylko liczyła przyjmowane kalorie, właśnie protestowałabym wobec nadprogramowej przekąski, która może przekroczyć zakładany limit. Być kobietą nie jest łatwo.
— No właśnie. Dziewczynę, narzeczoną, no — kto ci przychodzi do głowy? — z buzią częściowo wypełnioną słodkim ciastem zapędzam się krok dalej, wchodzę w narrację, którą Daniel rozpoczął i prawie nie złoszczę się o jego słowa na temat Polly; grymas wygiętych ust, zmarszczonych brwi i krótkie pff to pikuś — Ale Polly znosi mnie, a z kartami przesadza, lubi czasem podramatyzować — tłumaczę, porzucając jednak temat moich koleżaneczek, by skupić się w całości na Farleyu, który, chcąc—nie chcąc, zostaje wciągnięty w domniemane plany wielkich i małych wycieczek poza miasto.
Danny brzmi na dość ubawionego tą wizją, a może po prostu wspomnieniem dzisiejszego dnia; podobno śmiech — uśmiech też — to zdrowie. Wzmożona dawka zainteresowania przepływa przez fronty atmosferyczne wschód—zachód; na prawo mam swojego mężczyznę, na prawo niespodziewanego gościa, na wprost rozbryzgany kawałek tortu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
15-02-2026, 19:38
Fintan wywrócił oczami, ewidentnie nie nadający dzisiaj na tych samych humorystycznych co Daniel. Przytaknął za to Sandy.
— Właśnie słyszę, kto wie, może to kwestia wieku, coś zyskujesz a coś tracisz, w tym przypadku padło na poczucie humoru. Co zyskał to się jeszcze okaże — uśmiechnął się bezczelnie, w każdej chwili gotów uchylić się jakby Daniel postanowił rzucić w niego laczkiem czy coś. Ale nie no, nie zniweczyłby chyba skrupulatnej pracy Sandy nad przywróceniem fintanowej facjaty do stanu względnej używalności. A może...?
Cóż, na pewno kusi los, bo jak Dodge wspomina o języku, Fintan zwija rzeczony element swojego ciała w rurkę i wystawia go spomiędzy zębów, zaraz ciesząc twarz i pakując sobie do gęby kolejny kawałek naprawdę dobrego tortu.
— Dzięki za troskę, jeszcze mam — odpowiada, a złośliwy, podkurwiony chochlik który ewidentnie przejął nad nim kontrolę wydaje się bawić wyśmienicie.
Wywraca znów oczami gdy uwagi Daniela schodzą, znów, na seks. Jeszcze trochę i Farley jednak skłoni się po temu, by uznać te wszystkie przytyki starszego czarodzieja za końskie zaloty względem niego samego. Wstyd przed zboczeniem? Daniel zdecydowanie nie byłby pierwszym, ani tym bardziej ostatnim, który w ten sposób radziłby sobie z własnymi skonfliktowanymi emocjami. Robi się jednak dla niego coraz mniej komfortowo, więc tylko przyspiesza konsumpcję tortu, decydując, że już woli się tłumaczyć Willow niźli słuchać jak pokój obok Daniel zabawia się z Sandy.
Może powinienem jej powiedzieć, że jak potrzebuje ratunku to niech mrugnie dwa razy?
W czasie gdy oni debatowali na temat cukiernicy, Farleyowi udało się dokonać anihilacji swojego kawałka tortu. Naprawdę ciasto było dobre i aż żal mu ścisnął serce — a może i żołądek — że się skończył; mimo wszystko Fintan jednak wiedział, kiedy jest czas się ewakuować i ewidentnie właśnie nadeszła ta chwila, bowiem temat zszedł na kwestie sercowe.
— Aha, czyli tak właśnie musza wyglądać podwieczorki u rodziców. Nic tylko gdzie się włóczysz, kiedy dziewczyna, kiedy ślub, kiedy wnuki, jeszcze brakuje pytania o to kiedy za jakąś porządną pracę się wezmę — odparł niby trochę się drocząc. Tak naprawdę jednak Fintan zaczynał panikować, bo to jedno niewinne pytanie sprawiło, że mimowolnie pomyślał o tym, że chętnie by się gdzieś wybrał z Willow. A Willow przecież była jego przyjaciółką, więc zabranie jej gdzieś z Sandy i Danielem, zwłaszcza w nadanym właśnie kontekście, całkowicie odpadało. Nikt nie powinien mieć jakiegokolwiek cienia wątpliwości względem tego, co go łączyło z Weasley: stara dobra znajomość i wspólne mieszkanie.
Dobrze, że nie powiedział tego na głos, bo wtedy chyba nawet sam Fintan zorientowałby się, że brzmiało to zupełnie inaczej niż mu się wydawało.
— Na mnie już chyba pora — powiedział wstając, po czym dopił herbatę na raz i odniósł po sobie naczynia do kuchni. — Dzięki piękne, za torta i za twarz — machnął ręką najpierw w kierunku kuchni, a następnie w kierunku swojej głowy — i jeszcze raz wszystkiego najlepszego, Daniel. Sandy — skinął jej głową, markując ukłon zupełnie jakby miał kapelusz. — Dobrej nocy — rzucił na odchodne, po czym czmychnął z mieszkania niczym szczur z zatapianego kanału.
Lubił ich, ale nie na tyle, by wysłuchiwać przez ścianę jak sobie dogadzają. Już zdecydowanie wolał wysłuchiwać kazania od Willow na temat nieco bledszych, jednak wciąż niewątpliwie siniaków na jego twarzy i tego, jaki był nieodpowiedzialny, że się sam włóczył po nocy.
Cóż, każdemu, co jemu.

| zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
18-02-2026, 12:05
To mój ulubiony serial, chcę to nagrać na kasecie wideo i oglądać wyciągnięty na rozkładanym fotelu. Duże, niestabilne zbliżenie na czerwieniejące się policzki, gwałtowne przesunięcie kamery na zaciśnięte ze złości, równie czerwone, usteczka, potem w kadrze cała jej buziunia, już uśmiechnięta, bo słucha ode mnie, jak to kamera ją kocha i jaka jest śliczna. To, co dalej, to już nie dla dzieci, to, co dalej jest obwarowane kategorią R, ale nie będziemy o tym rozmawiać, bo oto trafiam na dwie cnotki i o ile po Sandy się tego najzupełniej spodziewam, to pruderyjność Fintana jest co najmniej rozczarowująca.
– Aha, no pewnie, po prostu świetnie – marudzę, już ja im pokażę spadające na łeb na szyję poczucie humoru. – Ale tego to się po tobie nie spodziewałem Sandy, jak tak możesz, przeciwko mnie? – mówię z wyrzutem, żonglując poczuciem winy jak cyrkowy klaun jeżdżący jednocześnie na monocyklu. Jej arie operowe niosą się w całym pionie kamienicy, ale kiedy już skończy, cicho-sza, udaje, że to nie ona i potrafi spłonąć rumieńcem, kiedy nazwę którąś z jej kobiecych części anatomiczną nazwą rodem z podręczników do biologii.
– Rób tak dalej, a jeszcze ci odpadnie – komentuję popisy Fintana. – A ty tak umiesz? Pokaż – zwracam się do Sandy i żądam pokazu umiejętności specjalnych, tego jeszcze nie odkryliśmy, o dziwo, ale chyba mieliśmy po prostu inne tematy do rozmowy lub ona prowadziła swoje monologi w zupełnie drugą stronę, nie uwzględniając logopedycznych ćwiczeń. Blondyneczka kręci się na moich kolanach, ociera o uda, by przyjąć najwygodniejszą pozycję z nogami przerzuconymi przez moje. Tym sposobem jedną ręką obejmuję ją w pasie, drugą trzymam na jej własnym kolanku, jednym widelczykiem jemy wspólny kawałek tortu, kolejny tego dnia, nadprogramowy, niedający usnąć (dobra nasza, dobra moja).
– To jest myśl – chwalę Sandy, bo ona doskonale zna me nawyki i potrafi odtworzyć sposób w jaki łączę kropki. Później tam zajrzę i kto wie, co faktycznie tam znajdę; kryształowy łabędź dawno nie wędrował w obieg, dawno też nie był myty, więc morze możliwości, głębokie i szerokie. 
– Ty się nas wstydzisz Fintan, czy o co chodzi? – mierzę go od stóp do głów, srożę się i napinam, bo być może Sandy będzie go smarować maścią raz jeszcze, a na dodatek przepraszać za mnie i że tych najgorszych siniaków nie zostawił mu klient-penera, tylko solenizant we własnej osobie. – Sandy to by chciała zaraz wszystkich swatać. No zobacz go, jak zamknął się w sobie – huczę, a napiętej atmosfery nie ratuje już nawet tort, bo zniknął z obu talerzyków i saloniku słychać już tylko zgrzytanie widelczyków po porcelanowych talerzykach i nerwowe zeskrobywanie kremu. – Jak dla mnie możesz zabrać się nawet z kundlem, jeśli obiecasz, że nie zaszcza mi tapicerki – dodaję łagodząco, choć w środku zżera mnie ciekawość, co się tak najeżył - obgadamy go z Sandy, jak tylko zamkną się za nim drzwi. – No tak, a co byś zrobiła, jakby Hank mi gadał, że powinienem cię zostawić? – unoszę brew, bo ja już wiem, co by zrobiła: w całym mieszkaniu pojawiłyby się jego uproszczone portrety przekreślone czerwoną kredką, a ja musiałbym znaleźć nowego kumpla do pokerowego stołu.
– Czekaj, Fintan – zatrzymuję go jeszcze w drzwiach – Sandy zapakuje ci na wynos. Zjesz sobie z kimś… tam, gdzie garujesz – wydaję dyspozycję, ciasto było gigantyczne, na co najmniej dwadzieścia cztery kawałki, poszło ich może z sześć, a za dwa dni biszkopt i tak będzie już suchy i niedobry, więc lepiej, by nic się nie zmarnowało. Farleyowi dostało się jak ślepej kurze ziarno, ja zamykam za nim drzwi, sznurki łańcuchów grzechoczą, a my, znowu sami. Nareszcie.
– Zostaw to. Jutro posprzątasz – głaszczę Sandy po plecach, gdy do sterty naczyń w dokłada dwa talerzyki, dwa widelczyki i trzy kubki po herbacie. – Wracajmy do łóżka. Jeszcze z tobą nie skończyłem – oznajmiam jej plan na wieczór, całując szyję i lewą łopatkę, którą odsłaniam z piżamowej bluzczeki. Dziś nie odmówi. Nie, żeby odmawiała kiedykolwiek. – Masz mi coś do powiedzenia? – odwracam ją twarzą do siebie, przyciskam biodra do jej bioder, irracjonalnie bliski wyznania jej miłości przy zlewie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
18-02-2026, 13:04
Uszy naszych drogich sąsiadów, przydrożnych wyprowadzaczy psów, zagubionych chłoptasi ze skrzacim winem buzujących w żyłach — tym razem bezpieczne. Daniel snuje opowiastki o decybelach mojej oktawy i bynajmniej nie ma na myśli popisów operowych, więc odpowiadam mu całkiem marudnie, i kiedy Dodge oponuje, absolutnie nic sobie z tego nie robię, kręcąc się na trajektorii stół—jego kolana—układanie tortu, wydaję się być całkowicie nieporuszona potencjalnym wyciekiem tajemnic naszej sypialni. Fintan też strategicznie wyłącza umiejętność aktywnego słuchania, albo po prostu blefuje koncertowo ten niewygodny fragment, zajmując swoją uwagę i wygłodniałe kubki smakowe, cukrem i pochodną ziaren kakaowca na porcelanowym talerzyku.
— Umiem też kwiatka — rurka z języka to niezła umiejętność, ale mnie pula genów nagrodziła aż nadto i poza urodą, urokiem osobistym i tendencją do piegów, mogę pochwalić się pofalowanym językiem; prezentuję ten niecodzienny talent pierw Danielowi, później Fintanowi, żałując, że nie ogląda nas właśnie jakiś kasiasty łowca z Hollywood, który zapragnąłby zorganizować show telewizyjne z moim udziałem. Epizodycznie lub na stałe — przyjmę wszystko z pocałowaniem rąsi.
— Od razu, że swatać — od umiejętności nietypowych przechodzimy na tematy ciekawsze. Propozycja współdzielenia siedzeń Marlenki zapada nad blatem stołu, młody Farley strategicznie napycha sobie usta czekoladowym tortem, a mój wzrok przeskakuje jak piłeczka tenisowa od jednego do drugiego pana tej niespodziewanej, wieczornej dyskusji.
— Możesz wziąć kogo chcesz, Fintan. Jakiegoś przystojnego koleżkę też, prawda, Danny? — nie zależy mi na podgryzaniu jego nerwów czy próbach zachwiania ego, ale okazja rodem z ofert telemarketerów aż prosi się o komentarz. Uśmiecham się szeroko i puszczam mimo uszu głupią uwagę o Hanku, która absolutnie niczego nie wnosi, niczemu nie dowodzi i w zasadzie mogłaby po prostu nie istnieć.
Mam ważniejsze sprawy na głowie — Danny mówi kundel, a ja ożywiam się znacznie, przed oczami mając już tylko biszkoptową kulkę, którą widziałam ostatnio po mugolskiej stronie Londynu.
— Nawet pieska w Marlence? Cudnie — podchwytuję i w międzyczasie składam miękkiego całusa na nieco szorstkim policzku Daniela, niepostrzeżenie pozbywając się też czekoladowego śladu z okolic lewego kącika jego ust.
Taka jestem z siebie zadowolona, taka zakotwiczona w wizjach wspólnych, wiosennych przejażdżek, że zebranie talerzyków dzieje się samo, spakowanie pokaźnego, nieco krzywego kwadraciska tortu i wręczenie go Fintanowi na odchodne, to prosta akcja—reakcja. Cmok, cmok, żegnamy się i dalej lubimy, aur revoir, szerokiej drogi!
Małe widelczyki brzęczą w zlewie, palec brudny od słodkiego kremu ląduje w moich ustach; kiedy Danny znów nawiedza kuchnie, a później dopada mnie przy kuchennym blacie, niewinne zadowolenie wykwita w pokaźnym uśmiechu.
— Poza tym, że cię kocham? — przekrzywiam głowę jakbym zadawała pytanie, przysuwam się bliżej, zarzucam dłonie za jego szyję, robię swoją minkę numer cztery i w końcu krótko całuję jego usta — To były miłe urodziny, hm?
Daniel wciąż smakuje czekoladowym ciastem, a sypialnia zaczyna nas nawoływać.

sandy i danny zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:24 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.