• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Clink Street 4/27 > Kuchnia
Kuchnia
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-11-2025, 14:40

Kuchnia
Blaty bywają lepkie, zlew zawalony brudnymi garami, a notorycznie niewyżmnięta, zwilgotniała gąbka, leży rzucona niedbale gdzieś nieopodal tak długo, aż nie zacznie śmierdzieć. Kosze na śmieci często są przepełnione, co daje o sobie znać słodkawą wonią bioodpadków. Lodówka obklejona magnesami buczy od kilku miesięcy, a Danny nie zadał sobie jeszcze trudu, żeby ją naprawić. Kiedy Sandy weźmie się za porządki, kuchnia wygląda naprawdę uroczo - jakby gospodarowała w niej miła, uczynna i zaradna młoda panna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
06-01-2026, 13:59
Sandy zaklina rzeczywistość w kolorowym kalejdoskopie, ja o niebie, ona o chlebie, ale przecież nie będę zakłócać tych jej rozespanych fantazji. Co z tego, że jest na nogach od kilku godzin, że dawno temu umyła buzię, wytarła śpiochy, dzielnie machała rózgą i pracowicie oddzielała białka od żółtek, żebym mógł zdmuchnąć świeczki z wyrośniętego biszkopta. Nawet nie lubię słodyczy, ale ona za nimi przepada, ja przepadam za nią, więc pokręcę się w kółko za własnym ogonem, poudaję, że będziemy plażować i piknikować, że już chcę schodzić do piwnicy po wiklinowy kosz z zestawem białych talerzyków z motywem dzieci bawiących się na placu zabaw. Na jednym jest zjeżdżalnia, na drugim huśtawka, na trzecim małe koniki na sprężynkach - kompletnie nie mój styl, Sandy za to jest zachwycona i pamiętam, że nie mogła oderwać wzroku od tego kompletu i wzdychała naprawdę ciężko, gdy opuszczaliśmy sklep z pustymi rękami.
Wracam, kupuję, pakuję, wręczam jej przy kolejnej okazji, nie pamiętam już, co to było, oprócz tego, że mieliśmy środek lata, więc nie chodziło o jej urodziny. I mimo tego że myślę o łaźniach i saunie, o marmurowych basenach i usługach typu masaże, o białych ręcznikach zaplecionych na biodrach (będę wyglądać jak grecki bóg) i wysokim turbanie chroniącym jej włosy przed wilgocią (będzie wyglądać jak śmietankowy lód w różku), to skłonny jestem przemilczeć moje racje, a nawet dorzucić do puli krem z filtrem i rozkładaną parasolkę.
Taki właśnie jestem.
-Pamiętam, jasne, że pamiętam – mruczę nieprzytomnie, słomkowy kapelusz w tej naszej projekcji jest absolutnie zbędny, no tak - dla mnie. Sandy zaraz zarządzi przerwę, bo będzie musiała pomalować paznokcie u stóp na pasujący kolor, zmienić wstążkę w rzeczonym kapelusiku i może, tak dla pewności, spakować jeszcze jeden kostium na zmianę, gdyby się pobrudziła albo uznała, że jednak woli się w pastelach niż klasycznie nasyconych kolorach.
– Chodźmyy – godzę się, wnikając w nią, jakbym zakopywał się w najmiększej na świecie sofie. Zgubić tam pięć pensów - fraszka. Znaleźć je później - nie da się. To nic, przepuszczę tam majątek, stracę czas, nie wyśpię się już nigdy, zagrzebię się w tym pluszu, uwiję tam gniazdko i zostanę dzikim lokatorem. Jest mi w końcu coś winna, prawda? Wbija mi paznokcie w kark - kłuje, jakby stara sprężyna wyskoczyła z limonkowego obicia. Niech zostawi ślady, obejrzę je sobie porządnie przed lustrem, zobaczę, jakie pazury ma ta kicia i czy trzeba je przyciąć, bo następnym razem już zaboli.
Zgarniam ją do siebie, jeszcze w drżących spazmach, spódniczką haczy o nierówne krańce kuchennych blatów i obciera sobie pupę. Na bladej skórze w mgnieniu oka odznaczają się czerwonawe szramy, które jednak pieką mniej niż klapsy za nieposłuszeństwo. Zdrapie je, zanim zdążę się dobrze przyjrzeć - nie ma przecież za grosz cierpliwości. Trzymać kciuki, żeby nie złapała ospy, bo wtedy chyba całą chorobę spędzi z rękami przywiązanymi do krzesła, żeby nie drapała strupów. Czy to okrutne? Tak. Czy zrobię to dla niej? Oczywiście.
– Najpierw ty – decyduję i ustawiam ją, tak, jak sobie wymyśliłem: jedno zdjęcie samego tortu, potem każę jej stanąć przy piecyku i się uśmiechnąć, a na koniec stajemy razem i włączam samowyzwalacz. Raz-dwa-trzy, pstryk, flesz błyska, z aparatu leci kłąb dymu i drukuje się nasz wspólny portrecik. A na nim: rozanielona Sandy w białej spódniczce, żółtym fartuszku z wielkim ciastem, a tuż obok ja - w białych slipach, z ręką władczo na jej talii i stojącym na baczność masztem. 1 kwietnia 1962, 44. urodziny Daniela, bazgram na odwrocie fotki. Sandy ma rację. To miłe.

zt Sandy i Dan
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.