• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Balkon
Balkon
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-10-2025, 12:48

Balkon
Balkon na czwartym piętrze to jedno z tych miejsc w Hogwarcie, które zdają się istnieć poza czasem. Kamienna balustrada, zdobiona motywem starych liści i herbów, wychodzi ponad dziedziniec, oferując widok na wieże i mgły snujące się nad jeziorem. W samym rogu stoi pomnik kamiennego gargulca – posąg o skrzydłach złożonych jak do lotu, z pyskiem skrzywionym w sardonicznym uśmiechu. Nocą jego oczy podobno błyszczą odblaskiem gwiazd, a czasem słychać, jak chrząka, gdy ktoś przechodzi zbyt blisko. Balkon bywa ulubionym miejscem uczniów szukających spokoju lub podmuchu świeżego powietrza po długich zajęciach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Lucinda Macnair
Śmierciożercy
Hope for the best, but prepare for the worst.
Wiek
28
Zawód
łamacz klątw i uroków, poszukiwacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
1
OPCM
Transmutacja
30
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
05-01-2026, 23:11
Odpowiedź dla Rodric Carrow

Carrow. Jego nazwisko smakowało jej w myślach inaczej niż wtedy, gdy wiedziała tak niewiele o rodowych koligacjach. Może wcześniej po prostu się nimi nie interesowała z bezradności. Bo cokolwiek by zrobiła, cokolwiek by wybrała, ostatecznie ten wybór i tak nigdy nie należał do niej. A może był to przejaw buntu - cichej potrzeby udowodnienia, że nie nadaje się do dźwigania na ramionach nazwiska męża, łatki, która miała ciążyć jej aż do ostatnich dni życia. Bo nawet teraz głupotą nazywała to, że tak młodym ludziom każe się wiązać ze sobą na zawsze. Że już w tak wczesnym wieku narzuca się powinności, którym młody umysł zwyczajnie nie jest w stanie sprostać. I choć niejeden powiedziałby, że nie ma to żadnego znaczenia - bo przecież i tak nie mogli decydować o własnym losie - ona dziś patrzyła na to inaczej. Zupełnie inaczej. Z inną świadomością spoglądała na małżeńskie pieczęcie, na runy wypalone na własnej skórze, na obowiązek, który jej powierzono. Inaczej niż wtedy, gdy miała naście lat. Teraz rozumiała rodzinne koligacje. Teraz chciała je znać - nie z przymusu, lecz dla własnego, szeroko pojętego interesu. A rodzina, z której wywodził się Rodric, była znana pod wieloma względami. Z bezwzględności. Z niezłomności wobec raz podjętych decyzji. Z silnych poglądów i jeszcze twardszych czynów. Krążyły o nich plotki, odbijające się echem po czarodziejskim świecie i wiedziała - a przynajmniej podejrzewała - że wiele z nich było prawdziwych. Musiałaby być ignorantką, by nie dostrzegać ich fascynacji magią, której w naturze było więcej mroku niż światła. Mówiono też o innych rzeczach. O takich, które dawniej skłoniłyby ją do sprzeciwu, może nawet do oburzenia. Z którymi prawdopodobnie by się nie zgodziła. Teraz jednak było inaczej. Ona również poznała smak tej mocy i wraz z nim pojawiła się potrzeba, by ugruntować się w niej głębiej. Na razie delikatna, ledwie zasiana, ale gotowa do wzrostu. Rodric jednak na pierwszy rzut oka nie zdradzał tej strony siebie. Zanim zdążyła go poznać, już wcześniej tonęła w plotkach na jego temat, przekazywanych szeptem przez wścibskie koleżanki. Tak właśnie wyglądała szkoła. Tak rozchodziły się historie - szybciej niż prawda. Powiedzieć, że wiedziała o nim cokolwiek to i tak powiedzieć za dużo. Bo nie mogła tak naprawdę ufać zasłyszanym komentarzom, a i on raczej nie był osobą, z której można było czytać jak z otwartej książki. Przynajmniej nie w jej przypadku.
Zobaczyła zaskoczenie na jego twarzy, gdy zadała pytanie, choć nie była pewna, czy było szczere. Bo własnej intuicji ufała bardziej niż słowom, a ta podpowiadała jej, że za każdym razem, gdy znikał za rogiem, gdy zmieniał kierunek, w którym zmierzał, gdy odwracał wzrok - unikał konfrontacji z nią. Z premedytacją. Świadomie. Może ona robiła to samo. Bo było prościej. A może oboje nauczyli się traktować siebie jak nic nieznaczący rozdział w życiu - taki, który nigdy nie powinien był się otworzyć. W końcu to narzeczeństwo właściwie niczego nie zmieniło. Zaczęło się od błyszczącego pierścionka, a skończyło na jego oddaniu, wraz z decyzją ojca i głowy rodu. Bez dramatów. Bez wyboru. Bez pytania.
A jednak dziś było inaczej. Może to za sprawą zjazdu i nostalgii, która niepostrzeżenie wdarła się do jej myśli. A może dlatego, że miała w sobie więcej pewności niż kiedyś - więcej zgody na to, by nie odwracać wzroku. Dziś nie zamierzała udawać, że się nie znają. Nie zamierzała uciekać ani chować się za konwenansami. Bo udawanie, że nic ich nie łączyło, oznaczałoby, że jednak coś znaczyło. A ona była gotowa się z tym zmierzyć.
Kącik ust drgnął jej w uśmiechu, gdy usłyszała odpowiedź. Może właśnie takiej się spodziewała, a może - zbierając się, by w końcu wypowiedzieć na głos własne myśli - liczyła, że usłyszy coś podobnego. - Takie odniosłam wrażenie - zaczęła, unosząc lekko brew. - Wydaje mi się zadziwiające, że tak często zdarza nam się pojawiać w tych samych miejscach, w tym samym czasie… a tak rzadko mamy okazję na rozmowę. - i może była to śmiała teza wykraczająca poza to co prawdziwe, ale nie miała zbytnich oporów by się tym podzielić. - Może to tylko zbieg okoliczności - dodała po chwili, spokojniej, choć w jej głosie wciąż pobrzmiewała nuta wyzwania. - Zgadzasz się ze mną?
Kolejne słowa wypowiedziane przez mężczyznę zbiły ją z tropu. Nie dlatego, że perspektywa jego ślubu była czymś nieprawdopodobnym - wiedziała przecież, że prędzej czy później każdy z nich trafi na ślubny kobierzec - lecz dlatego, że padły właśnie teraz. W tej chwili. Tak naprawdę bardziej dziwiło ją to, że jego rodzina wciąż nie znalazła mu odpowiedniej partnerki, skoro ona sama okazała się być tą nieodpowiednią. A może to on był nieodpowiedni dla niej i to właśnie było sednem wszystkiego? - Pozostaje mi pogratulować, jak sądzę - odezwała się w końcu, z uprzejmym, niemal wyuczonym uśmiechem. - Kim jest twoja wybranka… serca? - zawiesiła głos na ostatnim słowie, jakby celowo pozostawiając w powietrzu drugą, niewypowiedzianą możliwość. Serca - czy głowy rodu? Czy to w ogóle miało jeszcze jakiekolwiek znaczenie?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.