• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Clink Street 4/27 > Kuchnia
Kuchnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-11-2025, 14:40

Kuchnia
Blaty bywają lepkie, zlew zawalony brudnymi garami, a notorycznie niewyżmnięta, zwilgotniała gąbka, leży rzucona niedbale gdzieś nieopodal tak długo, aż nie zacznie śmierdzieć. Kosze na śmieci często są przepełnione, co daje o sobie znać słodkawą wonią bioodpadków. Lodówka obklejona magnesami buczy od kilku miesięcy, a Danny nie zadał sobie jeszcze trudu, żeby ją naprawić. Kiedy Sandy weźmie się za porządki, kuchnia wygląda naprawdę uroczo - jakby gospodarowała w niej miła, uczynna i zaradna młoda panna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#31
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
31-01-2026, 09:40
Nie panikuj, mówili.
I do cholery, mieli rację.
A bo to pierwszy raz coś się sypie? Pierwszy raz szyte na miarę garnitury wpychają swoje długie nochale w nieswoje sprawy? Pierwszy raz widmo pierdla jest jakby wyraźniejsze?
Jasne, że nie. Latami tak kluczę, migam się, robię uniki, zgrabnie jak pieprzona baletnica. Wiwat maj, coś miało pachnieć, a w powietrzu zamiast bzu unosi się fantomowy swąd niedomytych ciał, starości i ługu, którego nadal używają tam pewnie do prania ciuchów. Stres próbuję odłożyć na półeczkę: tę najwyższą, tę, na którą trzeba wspinać się po trójstopniowej drabince, tej, której nie widać i o której łatwo zapomnieć. Spokój - tylko spokój może mnie (nas) uratować, i tu, w tym “nas”  jest właśnie pies pogrzebany. O siebie się nie boję; ostatnie tłuste lata trochę przytępiły instynkt przetrwania i zrobiły ze mnie prawie kanapowego kocura. Gorzej z Sandy, która sama przędzie cienko i nawet, jeśli będzie mieć gdzie mieszkać, a mnie nie będzie; kurwa, przełykam ślinę i dochodzę do wniosku, że nie zamierzam nawet o tym myśleć.
– Całą noc siedziałem w papierach. Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem – tłumaczę Jessemu zamiast powitania. Ktoś z nas musi wyglądać gorzej i chociaż zbliża się pełnia, tym razem pada na mnie. Touché, panie Leffingwell. – Chcesz coś do żarcia? To może być ostatni raz, kiedy mamy tak pełną lodówkę – proponuję, nie mogąc powstrzymać się od kwaśnej uwagi. Sam raczej się nie skuszę, mój żołądek jest tak ściśnięty, że jedyne co przyjmie to czarna jak diabli kawa, bo koniecznie muszę się do-bu-dzić. Obite biodro jakoś nie postawiło mnie całkiem do pionu. – Źle. Na razie to tylko kontrola, ale zostałem już poinformowany, że jeśli wykryją jakieś nieprawidłwości, zamrożą moje konta i przekażą sprawę do Departamentu Przestrzegania Prawa – odpowiadam, nerwowo zaciskając palce na kubku z wyszczerbionym uchem. – Jakbym ich jeszcze jebał na miliony – rzucam, czując jak razem ze wściekłością uchodzi ze mną powietrze. – Mogliby się lepiej przyjrzeć, co wyczyniają z księgowością nasi dziedzice. Biednemu kurwa, zawsze wiatr w oczy – pienię się dalej, z hukiem stawiając kubek na stole i inicjując małą powódź. – Szlag – mamroczę, bardzo dobrze, że wszystkie dokumenty są już poza zasięgiem kawowych plam. – Bawi cię to?! – a idź mi z tym uśmieszkiem, zanim stracę cierpliwość. Rozważam czy nie dać mu w gębę, refleksja przychodzi w sekundę, oddycham głębiej, rozluźniam spięte ramiona i wzdycham ciężko. – Sorry. Po prostu jestem… zdenerwowany, okej. Nie mogę wrócić do więzienia – za niewinność, pomysłowość, samodzielność. Każdy musi jakoś żyć, a że mi od samego początku rzucali kłody pod nogi, to skończyłem jak skończyłem. Nie mam specjalnie żalu, ale w zamian za ciężki start, przydałby się na przykład… spokój. – Napisałem do Croucha z Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów. Bierze ode mnie wciąganie i zdarzyło się parę razy, że przymykał oko na moje operacje. No i Sandy ma kuzynkę w Komisji Handlu Magicznego – odpowiadam, nie jestem może zdany tylko na siebie, ale do czasu rewizji będę pocić się bardziej niż zwykle. I pewnie schudnę. Świetnie.
– Tutaj są wszystkie papiery, jakie mam z ostatnich dwóch lat. Mogę zrobić użytek z mugolskich kont. Kiedy moja żona zmarła, zostawiła mi trochę kasy i otworzyłem sobie rachunek. Handel samochodami brzmi dobrze, nie? Wiarygodnie i poważnie – auta były kradzione, w podłokietnikach trzymałem kontrabandę. – Przy odrobinie szczęścia będę im musiał tłumaczyć, co to jest samochód i może odechce im się dyskusji – dodaję. – Najgorzej, że tam nie ma gdzie zaparkować – a jak stanę na zakazie, to Marlenkę odholują mi na lawecie. Tak, tak, najgorzej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#32
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
31-01-2026, 14:54
Przygląda się stosom papierów, przygląda się również i Danielowi — wygląda źle, tak dla odmiany. Nie dziwi się wcale.
— Właśnie widzę… — komentuje nocne podboje. Nic więcej, bo jakoś nie jest w nastroju, aby dobijać leżącego. — I dzięki, nie trzeba, tym razem przyszedłem po śniadaniu — mówi, przypominając sobie ostatnie spotkanie i makaron, jakkolwiek smaczny, to jednak świadczący o tym, jak bardzo upadł.
Wzdycha i kręci głową. Sprawa jest kiepska i wierzy, że Daniel ma przed sobą dość nieciekawą perspektywę, jeśli nie zrobi wszystkiego, aby udowodnić swoją niewinność. Unosi tylko brwi co jakiś czas, kiedy wspomina to o Crouchu, to o kuzynce Sandy. Poruszanie każdego możliwego kontaktu nie jest więc niczym dziwnym, a rzetelność przygotowanie może okazać się jedyną deską ratunku. Rozsiada się nieco wygodniej na kuchennym krześle, śledząc ruchy towarzysza. Kawa w kubku kołysze się niebezpiecznie, by wreszcie uciec ponad rantem naczynia. Brązowe plamy układają się na blacie stolika, a on odruchowo odsuwa się, by przypadkiem nie upstrzyły jego spodni. Atmosfera jest gęsta i napięta, w reszcie mieszkania panuje grobowa cisza.
Danielowi puszczają nerwy, Leffingwell unosi tylko ręce, aby zaprzeczyć lecz Dodge reflektuje się w porę. Dobrze, że choć tyle zdrowego rozsądku w nim pozostało — zauważa Jesse lecz zachowuje to dla siebie.
— Jakoś muszą sobie oczyścić sumienie, prawda? — rzuca mimochodem, studiując przy okazji druk oraz zerkając na resztę dokumentów. — Ciebie przydybią, na resztę przymkną oko. Rachunek się wyrówna, można spać spokojnie. — Nie chce komentować bałaganu. który ostatnio zdaje się panować w Ministerstwie. Zaprzysiężenie nowego ministra przeszło mu gdzieś koło nosa, nie miał na to głowy, zbytnio przyciskała go własna rzeczywiostość, jednak teraz, patrząc na to wszystko z perspektywy, raczej przyodziewa kwaśną minę. Woli być od tego zamieszania jak najdalej, ale siłą rzeczy, wszystkie te zmiany wpływają nawet na prostych obywateli. Szybko rozgląda się za czymś do pisania, rozkłada druk FUDPA-2B. Okienka, cyferki, odnośniki, drobny maczek ścielący się po białych arkuszach — automatycznie przypominają mu się wszelkie raporty, które musiał uzupełniać w swoim życiu. Nic przyjemnego i nic do czego chce wracać z własnej woli. Dzisiaj sytuacja jest jednak podbramkowa.
— Mam nadzieję, że zabrałeś ze sobą kilka kopii. — Upewnia się zupełnie tak, jakby zakładał, że będzie potrzebnych kilka korekt. Nie ma aż takiej wprawy, a woli uniknąć biegania do Ministerstwa po dodatkowe egzemplarze druczku. — Dobra, dane osobowe, uporządkujmy aktywa trwałe, aktywa obrotowe… — Pochyla się wyraźnie i nurkuje w stosie dokumentów. Wszystko przypomina rozwiązywanie łamigłówki, a ostateczna odpowiedź może okazać się rozczarowująca.


25 +bonus 30 ze ścieżki polityka i prawo = 55
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#33
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
31-01-2026, 21:48
Cienie pod oczami, cień zarostu pokrywający szczenę i cień kolacji na wczorajszych ciuchach - bywałem w lepszym stanie.
Ale bywałem też w gorszym i może tego się trzymajmy. Kofeina zaraz zadziała, adrenalina kopnie i wtedy pójdzie już z górki, odpalę tryb działania maszynowego i każda podejrzana czynność będzie czynnością zwykłą: odbębnioną, wykonaną przez prawych obywateli z dobrymi intencjami.
– Jak sobie chcesz. Pamiętaj, że proponowałem – wołam zza stołu, kolejna okazja na napchanie brzucha czy choćby przekąskę może nie nadejść. Lub - żeby zejść z nadmiaru obciążającego mnie złota, zamówię nam takeaway z chińskiej knajpki niedaleko. Co może lubić Jesse? Obstawiam, że tak blisko pełni gustuje w krwistym.
– Jakby życie nie dało mi już wystarczająco w kość – odpowiadam kwaśno, ktoś musi być tym chłopcem do bicia, jednym pociągniętym do odpowiedzialność, przykładem dla reszty, nauczką, by nie poślubiać kuzynów. Dzień dobry, Daniel Dodge.
– Jakby nie mieli innych rzeczy do roboty. Wzięliby się lepiej za rejestrację imigrantów, czy co tam se ostatnio wymyślili. Jakby deportowali stąd ruskich, nikt by nie narzekał – w niemagicznej Anglii rodacy-kamraci są niemile widziani, poszli tam po rozum do głowy, a u nas? Hulaj dusza, piekła nie ma.
– Tak, tak, pobrałem kilka – uprzedzam, po czym chwytam za krzesło i przyciągam je, żeby mimo wszystko nie stać nad Jessem jakbym zamierzał skrócić go o głowę. – Z tą częścią sobie poradzę – dodaję, stukając palcem w kwestionariusz osobowy. – Gorzej będzie tam dalej. Status zawodowy, co niby mam tam wpisać? Przedsiębiorca? Samozatrudnienie? Jednoosobowa działalność gospodarcza? – świdruję Jessego pytającym wzrokiem, bo jak zwykle wybór mieć lubię, tak w tym przypadku mnogość opcji sprawia, że zaraz osiwieję i jeśli Sandy nie rzuci mnie przez moje kłopoty, to na pewno zrobi to, gdy przestanę pasować do jej estetyki. – Tu możesz wpisać mieszkanie. Marlenkę – odchrząkuję – to znaczy, Jaguara E-Type. Tablica rejestracyjna: ASS 291. Mam też trochę akcji – wymieniam, drapiąc się po głowie, gdy Jesse uzupełnia druczek – Spadającej Gwiazdy i Ulizanny. Nie pytaj – dodaję, widząc jego wzrok. – Gotówka… Będzie tego z cztery stówy. Nie wiem, czy to dobry, pomysł, żeby to uwzględniać, co sądzisz? – odpalam papierosa, którego ciągnę jednego za drugim. –Część mogę przelać Sandy  – część schować, część wydać, zaraz wspólnie opindolimy tu paczkę - a końca nie widać. 

| brak bonusu do rzutu; jak klarownie i dokładnie uzupełniam ministerialne druczki?
1x k100 (dokumentacja):
40
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#34
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
31-01-2026, 23:50
Wyciąga papierosa z paczki i zapala szybkim ruchem. Woń tytoniu przenika na wskroś wszystkie sprzęty w mieszkaniu. Wszystko kąpie się w szarawym dymie, jeszcze kilka rundek i trzeba będzie rozganiać to kłębowisko dłonią, aby cokolwiek widzieć. Sięga po kubek z kawą, którą decyduje się raczyć przez resztę wizyty u Daniela. Gospodarz jest wyraźnie zaskoczony odmową przyjęcia poczęstunku, Jesse wzrusza znów tylko ramionami. Przywykł, że przy pracy nie zajmuje się podobnymi drobnostkami. Przepija natomiast posmak papierosa kawą, szczodrze, tak, że płyn przeciska się boleśnie przez gardło. Kaszle, potem przeciera dłonią usta i pociąga nosem.
— Na farmie u Goffinów gotowali zbożówkę, paskudną i rozwodnioną. Prawie zapomniałem czym jest kofeina — przyznaje. Sam na takie rarytasy raczej się nie porywał, więc korzystał z tego, co oferował mu wtedy główny pracodawca. Ma wrażenie, że wraz z powrotem do Londynu powoli przypomina sobie o dobrodziejstwach miasta, a oszczędny styl życia — wcale nie praktykowany z własnego widzimisię — staje się odstręczający. Nie ciągnie jednak dalej dygresji, bo nie przyszedł tu po to, aby żalić się na rzeczy, które nagle okazują się drobnostką.
Przesuwa lekko krzesło, kiedy Daniel się dosiada i zaczyna skrobać na formularzu. Sam przerzuca wszystkie dokumenty niezwykle skrupulatnie i przepisuje w ministerialne tabelki. Wszystko zdaje się jednak iść jak po grudzie. Niby coś dzwoni, ale nie wiadomo w którym kościele. Mogło być gorzej, to prawda, ale liczył chyba na lepsze efekty. — Ech, kurwa, no mistrzem papierologii, to nigdy nie byłem, Danny. Zawsze przed tym się migałem, zwykle zrzucałem na młodszych. — Na ustach pojawia się nikły uśmiech, może nieco złośliwy. Potem słucha Daniela, kiwa ze zrozumieniem głową. — Teraz chyba mają tam taki bajzel, że trochę faktycznie się im dziwię. Ale być może to tylko taka pokazówka. Ludzie ogólnie są niezadowoleni z nadciągających zmian. Czasami takie zrywy mają na celu pokazać, że mimo wszystko, kontrolę nadal mają. Sam trochę myślę nad tym, na ile powinienem się pilnować, wiesz… kwestie rejestrowanych wilkołaków to też dość drażliwy temat. — Mówi o tym wszystkim, bez odrywania pióra od kartki. Kiedy Daniel pyta o status zawodowy, mruga intensywnie oczami. — Ale czekaj, ten handel samochodami to masz zarejestrowany, tak? Chyba samozatrudnienie? Tak mi się wydaje. — Jego głos jednak nie zdradza pewności. —A Sandy? Ona jakoś w tym partycypuje? W sumie, to nie wiem nawet, na jakim etapie jesteście… — Osobiste pytania? Najlepszy moment. Nie jest wścibski, a może go to odrobinę interesuje? Ciężko stwierdzić. Zwykle nie pyta, jest mu obojętne. Ale w takim wypadku, no i chyba dla ogółu sprawy, to rzecz całkiem istotna. Potem zaczyna wpisywać to, co dyktuje mu Daniel. Mieszkanie, samochód. Akcje. Tu się zawiesza i znów popatruje na kumpla z bardzo nietęgą miną. „Co?” wisi gdzieś w powietrzu, ale dla rozbicia nieprzyjemnego wrażenia, sięga po kubek i znów upija sążny łyk kawy. Truchło papierosa wbija w stosik, który rośnie w popielniczce.
— Poczekaj, poczekaj, jeszcze raz… muszę to przejrzeć od początku — stopuje wyliczankę Daniela. Coś mu nie pasuje.


42 +30 bonus ze ścieżki polityka i prawo = 72
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#35
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
Wczoraj, 11:23
Szarawy dym spowija nasze głowę, zamknięta kuchnia zmienia się w haszkomorę z prawdziwego zdarzenia, inhalujemy się nikotyną jak w sanatorium, wyjdzie nam to na zdrowie. Nie łykam leków na uspokojenie, choć kusi zapić pieprzone wezwanie: stary Danny może by tak zrobił, więcej, zawiany zjawiłby się na piątym piętrze ministerstwa, nie pamiętałby zupełnie konwersacji z Bernardem Cringe’em i nie wiedziałby, skąd wzięły się kajdanki na jego nadgarstkach. Nowy Danny - przesadzam, gdy idzie o interesy jestem wzorem dyscypliny - przestrzega terminów a każdy wydrukowany dokument oddaje zgodnie z wymogami typowymi dla uniwersytetów: interlinia 1,5, bezszeryfowa czcionka punkt 11 lub 12, symetryczne marginesy 2,5 cm oraz obowiązkowo: akapity. W tym zasługa Jessego, muszę mu to oddać, ale akurat zebrało mu się na wspominki. Zbędne. Pogadałbym o jego dwuletniej rejteradzie, lecz trochę jestem nie w sosie - jakby nie zauważył.
– No to korzystaj – kwituję, samemu przechylając biały kubek z dwoma delfinami skaczącymi przez obręcz. Odkąd Sandy się wprowadziła, nie mamy już jednolitych naczyń i wszystko ma na sobie nadruk. Jessemu oddałem mój kubek, z którego ja zwykle piję - żółty z dwoma kuflami piwa i napisem, “dobry dzień zaczyna się od browara ewentualnie od kawy”. Święte słowa. – Wróciłbyś tam? – dodaję z grzeczności dyktowanej interesem, chwilowo perypetie Jessego mam w dupie, ale jeśli taka jego wola, perypetie wiejsko-sielankowe mogą grać w tle drobiazgowej roboty nieznoszącej błędów.
– I tak zrobisz to lepiej niż ja – przyznaję, a jak pchła gryzie mnie poczucie zaniedbania. Gdybym mógł, pacnąłbym się w łeb, żeby je zabić. To tak nie działa. – Kiedyś ty byłeś młodszy. I pewnie robiłeś to za jakiegoś innego lesera – łańcuch pokarmowy, droga na jego szczyt jest mozolna i łatwo się spierdolić. Obaj wylądowaliśmy właśnie na jego szarym końcu. – A kiedy ludzie byli zadowoleni ze zmian? – pytam, zaplatajac ręce na piersi i przyuważając przy okazji, że łażę z rozgogoloną klatą, bo odpiął mi się kolejny guzik. Zapinam więc dwa, dwa przy kołnierzu zostawiając - lubię mieć czym oddychać. – Nigdy nie będzie dobrze. Nigdy nie będzie dość dobrze. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie narzekać, nawet jakby zrobiliby tak, że soboty byłyby ustawowo wolne od pracy – prycham, bo ludzie to kurwy i im się nie dogodzi. – Chyba nie masz nic na sumieniu, co? Jak bardzo siedzą ci na ogonie? – pytam, a kącik ust drga mi odrobinę, jakbym był w szczytowej komediowej formie. – No mam. Tylko wiesz, to, co na papierze, a to, co w rzeczywistości, to zupełnie co innego. Część z tych aut była kradzionych. Część na nielegalu sprowadzone z Niemiec. Cło jest teraz przepierdolone – gdybym jeszcze wiedział, na co idą moje podatki, może rozważyłbym dzieleniem się z państwem, ale skoro kraj lubi brać mnie na sucho od tyłu, to nie będę lepszy. – Sandy dorabia na czarno w takim jednym salonie fryzjerskim. Czasami zajmuje się jakimiś bachorami. To wszystko dorywczo, jak bardziej nas przyciśnie, albo jak jej się nudzi – wyjaśniam, sięgając po ostatniego ćmika, zgniatając paczkę i rzucając nią do kosza. Nie trafiam. Cholera. – Nie jest głupia, wie, że to co robię, nie jest do końca zgodne z prawem, ale nie miesza się. Czasami ją gdzieś wezmę ze sobą. Ale jest czysta. Ostatnio dostała tylko jakiś śmieszny mandat za niewłaściwe zabezpieczenie różdżki przy dzieciaku. To też załatwione, chyba nawet nie trafiło to do jej akt – długa historia – Oficjalnie jesteśmy obcymi ludźmi. Teoretycznie wciąż mieszka z matką, chyba że ta pizda wymeldowała ją bez jej wiedzy. Wtedy możemy mieć problem. Może w sumie zasugeruje jej, żeby to sprawdziła, to niegłupie – dodaję, gratulując sobie pomysłu zwrócenia się do Jessa o ekspercką poradę. Różne kwiatki wychodzą.
– Kwoty musimy uzupełnić na bazie tych dokumentów. No to po kolei – zaczynamy od najstarszych. – Nie można tu kreślić, nie? Wezmę drugi – i od początku.

| brak bonusu do rzutu; jak klarownie i dokładnie uzupełniam ministerialne druczki?
1x k100 (dokumentacja):
4
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#36
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
Wczoraj, 22:34
Zawiesza wargi na brzegu kubka, wpatruje się w dokumenty rozłożone na stole. Porządek, który Daniel zaprowadził zaklęciem, dawno przerodził się w pierwotny chaos. Znów wszędzie leżą stosiki kartek, a każde odstawienie kawy wymaga wprawy, aby nie odbić na niczym brązowego okręgu. Ministerstwo niechlujstwa nie lubi, tego jest pewien, dlatego dba przy tym wszystkim, aby każda kreska była stawiana z rozmysłem. Na szczęście ma ku temu predyspozycje, zawsze pismo miał staranne i przyjemne dla oka. Zatrzymuje się na moment przy zadanym pytaniu. Kiedy okazało się, że do Goffinów nie ma po co wracać był rozczarowany, może nawet i zły. Uświadomił sobie wtedy, że wszystkie niedogodności pokroju paskudnej kawy, marudnej, starej Katarzyny i trudów wiejskiego życia były niczym w obliczu utraty jako takiej stabilności. Miał w sobie nadal sporo żalu.
— Chyba tam nie pasowałem, więc — wzrusza ramionami, zupełnie rozmijając się z prawdą. Nie ma ochoty dzisiaj tego wywlekać. Myśli, że mierna zdolność do kłamania dzisiaj ujdzie mu na sucho, bo Daniel jest zbyt rozkojarzony i przejęty swoimi problemami. To dobrze. Dlatego nie ciągnie dalej.
Nagle śmieje się jednak, kiedy schodzą na temat hierarchii w pracy i tego, że sam pewnie kiedyś był chłopcem od czarnej roboty, a przynajmniej od papierologii wychodzącej uszami. Nie musi nawet komentować, bo spostrzeżenia Daniela są bardzo trafne. Każda rola w pewnym momencie może się odwrócić i raczej kiepsko pamięta się to w tę stronę, że być może dobrze byłoby samemu nie powielać szkodliwych schematów — wręcz przeciwnie, z rozkoszą sięga się po przywileje uprzykrzając tym życie żółtodziobom.
— Nie, nie mam. Znaczy nie mam nic jeśli chodzi o moje wilkołactwo — prostuje. — Zawsze się pilnuję. Raportuję, kurwa... Danny, ja wątpię, że ktoś tak poważnie do tego podchodzi. Większość, mam wrażenie, że przed rejestrem ucieka. A we mnie siedzi jeszcze ten rys pieprzonego idealisty i z perspektywy czasu myślę, że to najgorsze gówno jakie mogłem sobie zafundować. Bo tak czy tak, ludzie mają to gdzieś i jak przyjdzie co do czego, to dokonają samosądu. Nie ważne, ile jeden z drugim urzędnikiem odnotował w swoich tabelkach. Ile listów wysłałem, ile zrobili mi niezapowiedzianych kontroli i ile zaklęć ochronnych nałożyłem na swoją comiesięczną celę. — Widać, że na moment zapala się w nim coś, co do tej pory nie dawało o sobie znać: irytacja, frustracja i wściekłość tląca się w chłodnych dotąd tęczówkach. Czuje, że łamie go w kościach, jakby to drugie J A czekało na pożywkę z nieokiełznanych emocji. Przeciera czoło, na którym osiada rosa potu. Zwraca oczy ku Danielowi, potem znów skupia się na papierach.
— Dobra, co my tu… — Nagle przypomina sobie o pierwotnym celu. — No kolorowo to nie wygląda, ale chyba samo zamieszanie z samochodami raczej nie powinno ich obchodzić? W sensie, nie aż tak, żeby sprawdzali każdy kwit? Mugolskie regulacje mogą też być dla nich przeszkodą, wiesz jak to po macoszemu jest traktowane. — Potem słucha i kiwa głową. Przyjmuje całą historię tyczącą się Sandy i myśli sobie, że nie miał jeszcze okazji widzieć Dodge’a w takiej wersji. Sprawdzenie kwestii meldunku może być dobrym tropem, zwłaszcza jeśli Daniel nie chce dodatkowych problemów. — Jeśli chcesz oszczędzić jej problemów, to pewnie warto to sprawdzić. A wydaje mi się, że nie chciałbyś jej mieszać bardziej, niż to konieczne… — Zauważa. To jednak coś na poważnie, tak mu się zdaje, tak wywnioskował przez ich krótką obserwację. Nie wnika wprawdzie, na ile ich relacja jest zdrowa i pozbawiona nieprzyjemnego posmaku wzajemnego uwikłania w wadliwych mechanizmach, ale tak po ludzku mu się zdaje, że nie zamierza posłać jej ze sobą na dno.
— Nie, Danny, nie można. — Patrzy na niego z powagą i śledzi jak wydobywa czysty formularz. Oddycha z ulgą. — Na spokojnie, robimy to jeszcze raz i powinno być już dobrze. Mało zostało. — To chyba ma brzmieć pokrzepiająco. Strzela palcami, rozprostowuje je raz po raz i przystępuje do dalszej pracy. — Wiesz co, może jednak daj mi to na moment — prosi.


24 +30 bonus ze ścieżki polityka i prawo = 54
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#37
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
3 godzin(y) temu
Schludne stosy utraciły swoją hierarchię, powoli zaczynam się gubić: zrobić porządek, by nie móc nic znaleźć, znane i nielubiane. Na ten trafiają faktury, tam są przelewy, tu roczne zeznania podatkowe wraz ze wszystkimi ulgami, kiwam sobie nad nimi mądrą głową. Jak najmniej odprowadzić do państwa, sam nie mam, a innych mam karmić? Na mojej krwawicy mają się tuczyć - niedoczekanie. Jesse jeśli ma jakieś przemyślenia na ten temat zostawia je dla siebie: nie wiem, czy zawsze taki był, czy wilkołactwo - czasami - nauczyło go trzymać język za zębami. Cenna umiejętność, kłapanie ozorem to prosta droga do grobu, słówko tu, słówko tam i nagle kończysz przykuty do kaloryfera w swoim własnym domu. Choć… szeregowy pracownik Ministerstwa Magii, pomywacz w budzie serwującej fish & chips czy konduktor pociągu o takie rzeczy się nie martwią.
– Aha. A na wspominki ci się zebrało. Powiesz, co się stało, czy mam się domyślać, czy rozszarpałeś im krowę czy nastraszyłeś córkę? – petuję do przepełnionej popielnicy i myślę, że zaraz tak samo przeleje się czara goryczy u Jessa. Nie muszę być tak grubiański, ale czy inaczej wyciągnę z niego cokolwiek? Za bardzo lubi kluczyć, szukać kryjówek do ukrycia: pod łóżkiem, w szafie, dolnej kuchennej szafce - wszędzie tam, gdzie dzieci się chowają, kiedy stary napierdala matkę albo po prostu kłócą się tak, że latają talerze. On zachowuje się dokładnie tak samo.
– Jesse, słuchaj – pióro, które trzymam między zębami odkładam na blat stołu, brudząc go świeżym atramentem. Trudno. – Dla ciebie to nie jest koniec świata. Ja na twoim miejscu bym tego nie zrobił, ale ja jestem gnojem i myślę tylko o sobie. A ty, no właśnie, ty jesteś idealistą. Ty masz sumienie. Ty jesteś lepszy od tych wszystkich konfidentów, od każdego, kto kopnął cię w dupę i od każdego, kto na ciebie spojrzy krzywo – przebranżowię się na mówcę motywacyjnego i zacznę sprzedawać kursy dla wilkołaków po przejściach: “Ty też możesz wyjść z cienia”. 12 tygodni i powrót na łono społeczeństwa gwarantowany. – Gdybyś się nie zapisał, to pewnie przekręciłbyś się ze stresu, dostałbyś wrzodów żołądka i tyle by z tego było. Zrobiłeś, co musiałeś zrobić. Jak już ogarnę… to – macham ręką, obejmując gestem cały rozgardiasz – pomyślimy coś. Masz tu kogoś jeszcze, nie? – upewniam się, przysługa za przysługę, powiedzmy że jestem winien mu coś więcej niż jedną noc na kanapie, puszkę piwa i porcję kolacji. Potencjalnie właśnie wyciąga mnie za uszy z więzienia.
– Wezwania brzmiały poważnie. Ten Crouch, co go znam, mówił, że regulacje mugolskiego handlu to nie jest kwestia ich departamentu i że tym raczej zajmują się gobliny, ale kto ich tam wie. Trafi się służbista, który ma smaka na awans albo musi kogoś przydybać, żeby zakryć naprawdę śmierdzącą sprawę i tyle – wzruszam ramionami, bazgrząc po kwitku, skoro i tak jest już do niczego. – Jeśli wezwą ją na przesłuchanie, będzie po prostu mówić, że nic nie wie. Nie sądzę, żeby ją podejrzewali o współudział, daj spokój. Najgorsze, co mogą se pomyśleć, to że znalazłem jakąś młodą, naiwną dupę do pieprzenia na boku – zaciskam pięści, bo generalnie nie bierze się nas na poważnie. Ją pytają, czy jest ze mną dla pieniędzy - parskam, aha, dobre sobie - a mi nie wierzy nikt, nawet, kiedy pokazuję jej zdjęcie z odciskiem wyszminkowanego całusa na odwrocie. – To przynajmniej nie jest karalne. A ona jest świetną aktorką. Wiesz, chce grać w teatrze albo w telewizji – ma przed sobą wielką karierę, będzie mrugać do mnie z afisza i nie zaprzepaści tego żaden Bernard Cringe. Ani żaden Daniel Dodge, który przypadkowo może pociągnąć ją na dno. Nie, nie, nie.
– No dobra – godzę się z sugestią Jessa i patrzę, jak uzupełnia kolejne rządki cyferek. – Może ci podyktować? – proponuję. Co dwie głowy to niejedna, na liczbach akurat się znam, może z przyzwyczajenia nie wymyślę ich na poczekaniu.

| brak bonusu do rzutu; jak klarownie i dokładnie uzupełniam ministerialne druczki?
1x k100 (dokumentacja):
14
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 12:12 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.