• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Hadrian Street 24 > Łazienka
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
04-01-2026, 12:26

Łazienka
Podłączona do kanalizacji i wodociągu łazienka pełni swoją funkcję. Na tym można byłoby zakończyć, bo pomieszczenie nie jest ani ładne, ani przestronne, ani szczególnie zadbane. Sprzątane raz na jakiś czas, posiada na armaturze czy ścianach wanny ślady kamienia, na lustrze zarysowania i zacieki, a ślady na suficie sugerują, że była niegdyś zalana przez starszą sąsiadkę z góry.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
06-01-2026, 21:17
data do ustalenia, wczesny wieczór! 16.03?

Deszcz zaczął padać na tyle niespodziewanie, że nawet zaklęcia—które i tak musiał zdjąć gdy znaleźli się w mugolskiej dzielnicy—nie uchroniłyby loków Maelle przed zmoknięciem, a koszuli Ambrose'a przed wilgocią. Zawyrokował, że nie odprowadzi jej tak do domu (mogliby się też teleportować, ale wieczorami upierał się na odprowadzenie Maelle pod same drzwi) i że powinni po prostu przeczekać, a potem pochwalił się, że chwilowo mieszka nie w Dolinie Godryka, a bliżej, tam zdążymy dobiec zanim naprawdę się rozpada. Więc pobiegli w stronę Hadrian Street, ale nie zdążyli i rozpadało się jeszcze bardziej. W normalnych okolicznościach by go to zirytowało, ale przy Maelle łatwiej było dostrzegać weselszą stronę świata, więc w bramie złapał oddech i wybuchnął śmiechem.
- Wygrałem! - wygrywał każdy wyścig, a Seymour pewnie wytknie mu dłuższe nogi, ale zwycięstwo i tak zawsze smakowało dobrze.
Śmiech mogło być słychać jeszcze z mieszkania i z klatki, gdy opowiadał Maelle jak jego teściowa zmoczyła kiedyś na deszczu swoje futro i że jego mama wiedziałaby jak je odratować od wilgoci, ale jakoś jej nie powiedzieli.
Otworzył zamaszyście drzwi i uśmiechnął (!) się szerzej, widząc, że Titus jest w domu, a nie na pieprzonym piwie z pieprzonym Chrisem Flowersem (lub tym drugim).
- Heej! - przywitał się z Titusem z rzadkim entuzjazmem, który przejawiał przeważnie po zwycięskim meczu Srok z Montrose, ale dziś nie było żadnego meczu. Już od dawna chciał ich sobie przedstawić, choć za każdym razem to odwlekał—właściwie nie był pewny dlaczego. Może dlatego, że Maelle była podobna do jego córki i w pewien sposób od niego samego. Wszystko co przykuwało uwagę w nim—jasne włosy, symetryczne rysy twarzy, rodzaj wdzięku—na niej zdawało się jeszcze intensywniejsze, piękniejsze, młodsze. Obawiał się, że ćwierćwila może być krzyczącą wręcz poszlaką: "zastanów się czemu jest taka wyjątkowa, a potem zastanów się nad Day'em!"
W swoich obawach nie uwzględnił dwóch rzeczy, zupełnie na nie ślepy: po pierwsze, siły uroku samej Maelle; a po drugie tego, że—młodziutka, blond i drobna—w oczach Titusa mogła być bardziej podobna do najładniejszej dziewczyny z Gryffindoru (choć stokrotnie ładniejsza niż Allie) niż do wysokiego magipolicjanta.
Tak czy siak, teraz ich sobie przedstawi, a że miał dobry humor to pójdzie to wyśmienicie! Na pewno się polubią, bo lubił ich obydwoje.
- Maelle, to mój partner, Titus! - policyjny oczywiście, ale to było tak oczywiste, że nie dodał tego zaprowadzając dziewczynę do mieszkania... cóż, nie sprecyzował czy swojego czy Titusa.
- Tite, to Maelle. - oznajmił. - Jest tancerką- zawahał się i zerknął na Maelle. - tańca artystycznego. - sprecyzował dżentelmeńsko, choć bardzo niewiele brakowało by wyjaśnił Titusowi czym jest burleska. Może jeszcze to zrobi, gdy odnajdzie w jego oczach potwierdzenie.
Nie doprecyzował skąd zna Maelle, bo to tyczyło się przeszłości samej ćwierćwili i jego mamy, a obydwie miały prawo do swoich tajemnic.
- Zmokliśmy w drodze do mieszkania Maelle. - doprecyzował za to w ramach wyjaśnienia faktu, że zaprosił tutaj dwudziestojednoletnią ćwierćwilę, która prawdopodobnie wyglądała jeszcze młodziej.
Jako, że sprawa została wyjaśniona zupełnie klarownie i logicznie, przeniósł uwagę z Titusa na ich (ich!) wspólnego gościa.
- Napijesz się herbaty?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Titus Harrison
Czarodzieje
In my dreams, I'm dying all the time
then I wake, it's kaleidoscopic mind
Wiek
36
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
07-01-2026, 15:02
Minęło raptem kilka dni od szokujących wydarzeń zaszłych w trakcie zaprzysiężenia nowego Ministra Magii. Raptem kilka dni, w których Titus zastanawiać się miał jak bardzo właściwie obchodzi go to, że najwyższy stopniem przełożony w jego organizacji jest mugolakiem. Kilka osób w jego otoczeniu mogło się tym popodniecać (na przykład rzeczony i bardzo lubian yw szerokim gronie Chris Flowers, dobry znajomek z Edynburga), kilka mogło się powkurwiać (jacyś supremiści czystokrwiści z którymi niewiele miał przecież wspólnego), a on sam… Chyba chciał po prostu po raz kolejny obejrzeć Siedmiu Wspaniałych. Jeżeli Grindelwald zrówna ich wszystkich z ziemią, przynajmniej przed tym wszystkim przypomni sobie jeszcze raz ten zajebisty, obejrzany kilka razy kinowy hit.
Ambrose nie został uwzględniony w planie – to nie był pierwszy wieczór, który ten spędza poza domem (i tak nie chciał traktować go jak matka i dopytywać o ścieżki po których się szlajał – gdy ostatnio ktoś traktował go w opryskliwie matczyny sposób, ten uciekł z dywanem do kogoś innego), a Harrison i tak doskonale przyzwyczajony był do kinowej samotności. Oczywiście, że chciałby przeżywać emocje z kimś i oczywiście, że kupiłby bilet na miejscu, gdyby tylko przyjaciel nie wrócił do domu za późno… Ale wrócił na styk.
Harrison wiązał właśnie buty, kiedy na klatce usłyszał głośny śmiech rozwodnika. I jakiejś panny. No pewnie, że jakaś panna się do niego szczerzyła – panny chichotały czasami nad każdym słowem partnera, wlepiając w niego maślane spojrzenie. To norma.
Szykował się, że za trzydzieści sekund zgadnie która sąsiadka zaczepia Day’a i zapyta go czy przedstawił się jej jako kuzyn Harrisona... Ale ta sytuacja to nie norma. Albo norma o której nie wiedział.
Drzwi otwierają się, a blond głowy są dwie, nie jedna. Harrison czuje, że się tego spodziewał, ale uczucie odrzuca – racjonalnie patrząc na porządek wszechświata bowiem… Z rzeczy których się nie spodziewał, tej nie spodziewał się niemal najbardziej. Nie sądził, że przyjmując pod dach wieloletniego przyjaciela, przyjmuje go z całym dobrodziejstwem kobiecego inwentarza. Albo może mógł się tego spodziewać, ale wierzyć chciał… Że może jednak tak nie będzie?
Szczególnie kiedy sprowadzona do mieszkania kobieta chyba ledwo skończyła Hogwart i była dziwacznie podobna do tej, z którą Ambrose po Hogwarcie skończył. Allie była najładniejsza na roku, ale to Maelle budzi w partnerze tak entuzjastyczny ton. I uśmiech. Ten pieprzony uśmiech.
Nie wiedział czy wszystko to bardziej go smuci, straszy czy irytuje.
Harrison jeży się mentalnie, wstając z kanapy i chwytając papierosa zza ucha. Zatyka nim usta, byle ukryć rodzący się, niejadnoznaczny wyraz na wyjątkowo skołowanej twarzy. Nerwowo odgarnia włosy sprzed oczu i instynktownie przystaje za oparciem fotela, mimo woli szukając drogi ucieczki z całego tego… Zamieszania.
– Dobry wieczór – wydobywa z siebie, na chwilę wyjmując nikotynową tutkę z ust. Zostali już sobie przedstawieni, nie musiał zatem doświadczać tego zaszczytu.
Dopiero teraz wkurwia siebie samego chęcią ucieczki z własnego domu. Powinien umieć postawić na swoim!
– Tancerką – powtarza po partnerze, z uznaniem szczerozłotym, kiwając głową. No tak, przecież, że tancerką. No przecież, że tańca artystycznego. Nie mógł uwierzyć, że Ambrose używał w tym wypadku tak wyszukanego określenia – zwykł w końcu nazywać kobiety określeniami wybitnie nieeleganckimi. Harrison też nie był w tej kwestii bez winy – zbyt wiele razy coś na temat Allie wymsknęło się z jego kłamliwych ust, by wciąż nazywać to przypadkiem. – A skoro szliście do mieszkania Maelle – co nie jest moim interesem – to co sprawiło, że znaleźliście się… W moim? – podkreśla ostatnie słowo boleśnie, zerkając natarczywie na Day’a, a wyjątkowo – omijając spojrzenie młodej dziewczyny. Spomiędzy słów wyrwać da się strzępek irytacji. – Akurat… Zbierałem się na spacer. Czekałem tylko aż wrócisz.
Tani blef ląduje na talerzu. To nawet nie do końca kłamstwo, tylko… Nagięcie rzeczywistości?
Dobrze, zgoda, co tu kryć – to zwyczajne kłamstwo.
– Zakładam, że wygodniej będzie się wam dyskutować beze mnie – wyciąga z kieszeni zapalniczkę i odpala papierosa. Drżąca dłoń radzi sobie z ogniem. Harrison podnosi wzrok na oczy Maelle dopiero wtedy, kiedy otacza się słusznym woalem dymu. Miała pewnie najpiękniejsze oczy jakie w życiu widział – bliźniaczo podobne do upiornie jasnego spojrzenia współlokatora na chwilę. Patrzy w nie może nieco za długo, na kilkanaście sekund tracąc poczucie czasu. Sprowadza się na ziemię dopiero kolejnym zdaniem, rzuconym z impetem w kierunku kuchni. – Rosie, piłeś coś? Wesoło ci.
Tak, to pytanie jest złośliwe.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.