• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Organizacja > Akta postaci > Zaakceptowane > Czarodzieje > Maelle Seymour
Maelle Proserpina Seymour
Obrazek postaci
Dusza
Personalia rodziców
Delphine (zd. Flemyng) i Lewis Seymour
Aspiracje
Odnalezienie syna, rozwój porządnej teatralnej kariery
Amortencja
Paczula, kwiat z gorzkiej pomarańczy, tuberoza
Różdżka
10 i pół cala, włos z głowy wili, sosna
Hobby, pasje
Taniec i wiele rodzajów sportów, plotki z Czarownicy, pozyskiwanie informacji, teatr
Bogin
Martwe niemowlę
Umysł
Data urodzenia
29 stycznia 1941
Miejsce urodzenia
Falmouth, Kornwalia
Miejsce zamieszkania
Londyn
Język ojczysty
Angielski
Genetyka
Potomkini wili
Ukończona szkoła
Hogwart, Slytherin
Zawód
Do niedawna kurtyzana w Dotyku Wili, obecnie tancerka burleski w Domu Jedwabiu, informatorka
Czystość krwi
Czysta
Status majątkowy
Stabilna sakiewka
Ciało
21
161
53
Wiek
Wzrost
Waga
zielone
perłowy blond
Kolor oczu
Kolor włosów
Budowa ciała
Smukła, kształtna, zarysowana na podobieństwo klepsydry, wyraźnie wąska w talii. Dłonie o dość długich palcach, cera jasna, na pozór bez skaz. Ciało jędrne i zadbane, często natarte olejkami o zapachu wiśni.
Znaki szczególne
Blada, wąska blizna biegnąca wzdłuż podbrzusza.
Preferowany ubiór
Dość elegancki, zadbany i kobiecy. Długie spódnice, spodnie z wysokim stanem wyprasowane w kant, podkreślające talię bluzki, czasem miękkie w dotyku swetry. Możliwa cała gama kolorów, z warunkiem niekrzykliwości. Zawsze czyste buty.
Zajęty wizerunek
Mckenna Grace
Obrazek postaci

1941 - Narodziny

Twoja historia nie zaczyna się od ciebie, tylko od twoich korzeni.
Zasługujesz, by wiedzieć, gdzie leżą.

Chłodny blask poranka rozświetlał obrzeża Falmouth, jarząc się na krawędziach dachówek domu, w którym ostatniej nocy - zaledwie po kilku godzinach nieskomplikowanego porodu - przyszło na świat niemowlę. Dziewczynka o pucołowatej buzi, dużych zielonych oczach, niestrudzonych piąstkach i kwilących półsłówkach, przyciśnięta do matczynej piersi i gładzona po głowie przez ojcowską dłoń. Wyczekana, zyskana po dwóch nieudanych próbach powicia potomstwa. Maelle, nadano jej to imię na cześć ulubionej tancerki Delphine Seymour, zaś drugie imię, Proserpina, odziedziczyła po matce Lewisa. Pierwotnie młode małżeństwo zakładało, że w ten sposób kupią sobie przychylność roszczeniowej i szczekliwej starszej czarownicy, ale w chwili obdarzenia jej imieniem swojej latorośli, było tak, jakby włożyli w jej dłoń nową różdżkę, dzięki której mogła jeszcze mocniej rozstawiać ich wszystkich po kątach. Nieustannie wtrącała się do wychowania niemowlęcia, pilnowała diety swojego syna, wyrzucając synowej, że nie potrafi dobrze zadbać o domowe ognisko. Kontrolowała czystość, głośno domagając się perfekcji, ponieważ sama świetnie radziła sobie ze wszystkim w połogu, stąd przekonanie, że Delphine również nie miała powodu zawodzić. 
Dwupoziomowy dom na przedmieściach Falmouth, otoczony bujnym, wręcz fantazyjnym ogrodem, stał się polem międzypokoleniowej walki. Delphine oczekiwała wstawiennictwa Lewisa, który jednak nie opierał się matczynym instrukcjom, tylko wzdychał i zaszywał się w gabinecie, pisząc nowe sztuki teatralne albo powieści, zależnie od natchnienia. Cieszył się renomą jako autor, ale im częściej pod jego dachem dochodziło do sprzeczek dwóch kobiet, prowokujących płacz zaniepokojonego dziecka, jego wena marniała i znikała w oczach. Podejrzewał, że matka nie przepada za jego żoną ze względu na dziedzictwo wil wpisane w jej naturę, które przeszło na ich córkę, ale nie wiedział, co mógł na to zaradzić. Zamiast działać, wycofywał się do prywatnych pokoi i często zabierał ze sobą Maelle, bawiąc się z coraz bardziej rozumną istotą. Wyczarowywał w pokoju stadka kolorowych ptaków, przemieniał swoją sowę w opierzoną poduszkę, tworzył wirujące w powietrzu kompozycje z kropel atramentu. Szybko zapałał do niej miłością; chociaż miał nadzieję na syna, nie tracił nadziei, że Delphine w przyszłości powije jeszcze jedno dziecko i doczekają się młodzieńca, który poniesie nazwisko Seymour w przyszłość.


Jego matka roztaczała w domu ponurą hegemonię, żona coraz częściej zaglądała do kieliszka, natomiast Lewis spędzał z Maelle każdą wolną chwilę, zabierając ją do ogrodów, czytając jej książki, albo ucząc, w jaki sposób latać na małej dziecięcej miotełce. Jej magia przebudziła się dość późno, właściwie w chwili, kiedy rodzice zaczęli wymieniać szeptane w kuluarach podejrzenia i pełne strachu rozważania; mając cztery, prawie pięć lat, stała się świadkiem kolejnej kłótni, widziała butelkę uderzającą o ścianę, słyszała obraźliwe krzyki swojej babci... i nagle wszystko to ucichło. Dar Maelle na kilka minut wyciszył pomieszczenie, odebrał im głosy, a dziewczynka uciekła do ogrodu, chowając się pod krzewem na skarpie. Jakiś czas później znalazła ją tam matka. Delphine przyciągnęła do siebie córkę i ucałowała jej czoło, przestrzegając, że odtąd na jej ścieżce pojawią się kobiety, które okażą się nieprzyjemne, ale nie będzie to wystawiało świadectwa samej Maelle. Była czarownicą, była też ćwierćwilą, a to według matki było największymi atutami. 
Proserpina Seymour zmarła nagle, w nocy, we śnie. Podobno odeszła spokojnie, jednak w oczach rodziców czaił się nienazwany cień, jakaś wątpliwość, która zatruła powietrze, wyczuwalna nawet dla istoty, która nie zaznała w życiu prawdziwego zła. Pamiętała pogrzeb, który wydał się jej okrutnie przygnębiający; powiedziała wtedy ojcu, że chciałaby nigdy nie umierać, jeśli miałoby to wzbudzić czyjś smutek, i przyrzekła mu, że go nie zostawi. Lewis uśmiechnął się bezbarwnie i pogładził srebrne włosy siedmiolatki, czule, ale z pewnością, że pewnego dnia to on zostawi ją. Na szczęście nie powiedział tego głośno, nie zamierzał odbierać córce niewinności dzieciństwa myślami o śmierci, już i tak żałował, że szybko musiała rozstać się z babcią, jaka by ona nie była. Od tamtej chwili wydała się dojrzalsza, bardziej zamyślona. Z tego powodu razem z żoną decydowali się raz na jakiś czas posyłać ją do rodziców Delphine, w ramach zmiany krajobrazu. Gabrielle Flemyng była uznaną skrzypaczką, zarażającą wnuczkę pasją do teatru i muzyki wszelkiego rodzaju, natomiast Horace Flemyng, emerytowany magipolicjant, wypełniał jej dni różnymi Kursami Przygotowującymi Do Działania w Terenie, w skrócie KPDDT. Zabawa polegała na pokonywaniu torów przeszkód, albo wynajdowaniu przedmiotów ukrytych gdzieś w domu w taki sposób, by dziadek jej na tym nie nakrył; budziło to jej determinację, a każda nieudana próba rozpalała ambicje, by w końcu uporać się z zadaniem. Koniec końców oboje dobrze się przy tym bawili.



1952 - Hogwart

Sowa niosąca list z Hogwartu czekała na nią po popołudniowej zabawie z innymi dziećmi na placu w Falmouth, po lekcjach u starszej czarownicy z sąsiedztwa, dającej okolicznym dzieciakom podstawy nauki. Dzięki wilej naturze Maelle miała w sobie łatwość zjednywania chłopców, ale to przekonanie do siebie dziewczynek stało się jej ambicją i punktem honoru, a zapalczywość w staraniach raz przynosiła lepsze efekty, raz... gorsze. Na szczęście nie narzekała na brak koleżanek, mogąc co prawda policzyć je na palcach jednej dłoni - wszystkie dziewczęta były czarownicami, oczekującymi na oficjalne zaproszenie do Szkoły Magii, albo dumnie paradującymi z pergaminem, którym chwaliły się pozostałym dzieciom. Jedenastolatka z natchnionym podekscytowaniem przyjęła pojawienie się wiadomości, czytając jej treść tak wiele razy, aż wyryła w pamięci każde słowo, a kiedy popędziła, żeby pokazać matce korespondencję, zastała Delphine leżącą na kanapie, zmorzoną pijackim snem. Coraz częściej do tego dochodziło. Dom wrzał od kłótni, mąż wyrzucał żonie topienie smutków w butelce, żona wyrzucała mężowi lata gnuśności, podczas których sama musiała stawać do walki z roszczeniami jego matki. Zdarzało się, że nagle raptownie milkli, jakby pewne słowa w ostatniej chwili hamowały na czubkach ich przełyków, nie dopuszczając do tajemnicy zmuszonej słuchać ich z piętra Maelle, zaszytej w swoim pokoju. Zwykle próbowała zagłuszyć ich grą na harmonijce, a czasem kładła się pod pierzyną, którą naciągała na uszy, i recytowała w pamięci słowa listu z Hogwartu, zastanawiając się, czy pewnego dnia będzie jej brakowało rodzinnych sprzeczek. Chyba nie. Źle na nie reagowała, źle czuła się w roli liny, którą rodzice przeciągali pomiędzy sobą, próbując zaskarbić sobie jej sympatię. Tata obiecał, że zakupy na ulicy Pokątnej będą najlepszymi zakupami w jej życiu, mama przyrzekła, że po skończeniu sprawunków zajdą do cukierni i Maelle będzie mogła wybrać sobie tyle ciastek, ile tylko będzie chciała. 
Ich miny zrzedły, kiedy spytała, czy nie mogłaby odwiedzić Pokątnej z dziadkami. Delphine spojrzała na Lewisa, Lewis spojrzał na Delphine, i przez moment toczyli między sobą bezgłośną rozmowę, po której oboje skapitulowali, zapewniając, że jeszcze tego wieczora poproszą Flemyngów o odwiedziny i zabranie wnuczki na wycieczkę po szkolną wyprawkę. "Rozpoczyna się kolejna runda KPDDT, kadecie Seymour", oznajmił Horace, kiedy we trójkę stanęli na zatłoczonej ulicy w magicznej części Londynu, gdzie powietrze przesycał nieujarzmiony gwar. Przyglądała się mijanym czarodziejom i witrynom, podziwiała kolorowe szyldy, zachwycała się wystawionymi przed drzwiami stoiskami i szukała poszlak, mających doprowadzić ją do odpowiednich punktów na mapie. Dziadek szczegółowo opisywał każde miejsce i jeśli trafiła do niego za pomocą własnej uważności, wyciągał z kieszeni pudełeczko z czekoladową żabą, na co Gabrielle pobłażliwie wzdychała, kręcąc głową, czule uśmiechnięta. Było tak, jak Maelle miała nadzieję - bawili się wyśmienicie, jakby problemy rodzinnego domu nie mogły ich dosięgnąć. I niebawem naprawdę nie mogły tego zrobić: pociąg ruszył ze stacji King's Cross, wioząc małą Seymour do świata, w którym matka nie pachniała ognistą whisky, a ojcowski krzyk nie wibrował wżynającym się w zmysły echem.


Zamek zachwycał i przytłaczał jednocześnie. W każdym zakamarku czekało coś nowego do odkrycia, otaczające ją pierwszoroczne dziewczynki stały się znajomym wyzwaniem, które przywodziły na myśl bliskość domu. Tiara Przydziału nie deliberowała nad jej przypadkiem zbyt długo: z kapelusza wypadło zaproszenie do domu węża, co Maelle przyjęła z zadowoleniem, bo gady o kolorowych i błyszczących łuskach wydawały się ciekawsze, niż borsuki czy lwy. Zajęła miejsce przy podłużnym stole, jak zawsze szybko nawiązując kontakt z otaczającymi ją uczniami, również nieco starszymi. Naturalnie wabieni przez srebro jej włosów i aurę okalającą jej głowę, nie mieli pojęcia, że sympatia, którą do niej poczuli, była efektem magii, której Seymour nigdy nie byłaby w stanie się pozbyć. Nie zależało jej na tym zresztą, bo nadal pamiętała twierdzenie matki, że bycie czarownicą i ćwierćwilą miały okazać się jej zaletami, i chociaż na myśl o Delphine czuła się wewnętrznie skonfliktowana, tęskniąc za tym, jak ich relacja wyglądała dawno temu, postanowiła skorzystać z przekazanej jej wtedy mądrości. 
Największą łatwość sprawiło jej ujarzmienie miotły. Zyskiwała zwinność w powietrzu, która przekładała się potem na lekkość ruchów na ziemi, w późniejszych latach z żalem przyjmując odmowę przy selekcji do drużyny quidditcha Slytherinu. Byli lepsi, szybsi, pewniej czujący się w powietrzu uczniowie, bardziej zasługujący na wolne pozycje, i mimo że Maelle przelotnie rozważyła wykorzystanie uroku osobistego, którego nie sposób byłoby jej odmówić, do nagięcia wolnej woli kapitana, zdecydowała, że przyjęcie kosztem kogoś innego będzie jałmużną, na którą nie miała ochoty. Dobrze czuła się także w dziedzinie obrony nad czarną magią, przykładając się do praktyk z większym zapałem, niż do teorii. Mimo chłonności pamięci, miała problemy z przelewaniem wiadomości w słowa pisane i wypracowania, które oddawała profesorowi, nigdy nie były tak dobre, jak wiedza zamknięta w jej czaszce. Czasem korzystała z kupionej uśmiechem i miłym słowem pomocy kolegów do dopieszczenia akapitów, jednak wtedy lepsze oceny godziły w jej dumę i ambicję, więc zamiast opłacać w ten sposób wsparcie w nauce, po prostu cieszyła się popularnością, zapewnioną przez geny wili. Kapryśna i zmienna jak wiatr, za każdym razem czuła dumę, kiedy zdobywała nową przyjaciółkę, przepadając za towarzystwem. Za wianuszkiem koleżanek, za liścikami od chłopców słanymi przez Wielką Salę, za tańcem na błoniach, który, jak sądziła, przybliżał ją do pierwszej wili, jaka zapoczątkowała ich linię. Jedynie powroty do domu przyjmowała z wewnętrznym rozdarciem. Sytuacja między rodzicami przerodziła się w cichą i zrezygnowaną akceptację: matka nadal piła, chociaż w trakcie lata starała się rzadziej zaglądać do butelki, a ojciec większość czasu spędzał gdzieś indziej, nigdy nie tłumacząc się z miejsca, w którym się zaszywał. Maelle wolała spędzać miesiące szkolnej wolności u dziadków. Gabrielle zorganizowała dla niej nauki tańca, a starzejący Horace z coraz większą trudnością przygotowywał dla niej nowe wydania KPDDT. Podupadał na zdrowiu, z roku na rok bardziej marniejąc. Przerażała ją perspektywa odejścia dziadków, płakała do poduszki, kiedy myślała o tym nocami spędzanymi pod ich dachem, natomiast w Hogwarcie trzy czwarte posyłanych przez nią sów z listami trafiało do Flemyngów, nie rodziców. 
Babcia zmarła pierwsza, dziadek odszedł w odstępie trzech miesięcy, jakby nie mógł pogodzić się z życiem bez ukochanej żony. Serce Maelle pękło w trakcie czwartego roku nauki, kiedy to pogrążyła się w melancholii żałoby na całe półrocze. Opłakiwała ukochanych opiekunów, zaskarbiając sobie przez to niższe stopnie, ale nie przejmowała się ocenami, zbyt zrozpaczona. Pokrzepieniem były przyjaciółki, chłopcy także dostarczali jej nieco zabawy, a by poczuć, że żyje, okręcała ich wokół palca z rosnącą wprawą. Ale mimo to pustka w jej piersi rosła z przeraźliwą mocą.
Matka zmarła rok później. Pod nieobecność ojca zadławiła się wymiocinami, pogrążona we śnie po opróżnieniu kolejnej porcji trunku; tym razem smutek w jej sercu wynikał bardziej z obowiązku, niż faktycznej tęsknoty. Maelle miała wrażenie, że pogrzebała matkę jako bardzo mała dziewczynka, ojciec zaś kompletnie się załamał. Tym razem z ulgą wróciła do Hogwartu na kolejny rok, zastanawiając się, czy to z nią było coś nie tak, skoro nie odczuła straty Delphine tak boleśnie, jak stratę obojga Flemyngów. Przecież to była jej matka. Miała własne problemy, własne demony, o których nie mówiła głośno, wygłuszając ich wpływ toksyną alkoholu, lecz nadal była osobą, która dała życie swojemu dziecku. Maelle powinna kochać ją bezgranicznie, czyż nie? Jednak to po dziadkach czuła, że jej serce było puste, niemalże zamarznięte. Doznania zmieniły smak, stały się mniej szczere, płytsze... Dlatego po pewnym czasie przestała zadawać sobie te pytania. Lepiej było nie wiedzieć.



1959 - Kurtyzana w Dotyku Wili

Hogwart ukończyła z zadowalającymi stopniami, nie mając pojęcia, jaki kierunek obrać dalej. Ścieżka przed nią rysowała się mętnie, niewyraźnie, biegła w tysiącu różnych kierunków, spośród których najczęściej pierwsze skrzypce grał taniec, ale i aktorstwo. Z łatwością wyobrażała sobie siebie samą na deskach teatrów, wcielającą się w fantazyjne role, chwytając za serca widowni talentem i czarem. Mogłaby odnieść sukces, stać się kimś sławnym, ważnym, cennym w budowaniu magicznej kultury, zapamiętanym na dekady, albo i dłużej. Lecz los miał dla Maelle Seymour inne plany. Pojawiły się wraz z pierwszymi wierzycielami. Z ich agresją, groźbami i różdżkami, ze zniszczeniami domu, ze złamanym ojcowskim nosem i wybitym barkiem. Wracali coraz częściej. Grozili coraz poważniej, bili Seymoura coraz mocniej. Wreszcie załamany i załzawiony Lewis wyznał jej, że przez lata popadał w długi, myśląc, że jeśli dorobi się fortuny, będzie mógł całkowicie odmienić ich życie. Odzyskałby żonę, która nie musiałaby już topić smutków w trunkach, kupiłby Maelle wszystko, na co miałaby ochotę, odnowiłby pokłady swojej weny, może dzięki podróżom, a może przeprowadzce do miejsca, które nie było skażone smutnymi wspomnieniami. Niestety wszystko przegrał. Wszystko i więcej, do tego stopnia, że spłata pożyczek nie wchodziła w grę. Musiał pogodzić się z myślą, że przez własną głupotę przegrał też swoje życie; łkał bezradnie, kiedy jej o tym opowiadał, i chociaż Maelle poczuła odrazę do słabości swojego ojca, chwyciła go za rękę i powiedziała, że wszystko będzie dobrze. Wszystko mu wybaczyła, z nadzieją, że jeśli to zrobi, niechęć wzbudzoną przez jego bezsilność zastąpi dziecięcą miłością, którą niegdyś przecież do niego czuła.
Widziała, jak patrzyli na nią lichwiarze ojca. Widziała ich śliskie spojrzenia przemykające po krzywiznach jej młodego ciała, widziała języki dyskretnie przesuwające się po spierzchniętych z głodu wargach, widziała, że w tych drobnych, ale znaczących gestach kryła się wolność Lewisa. I zrobiła to dla niego, przystała na ich niedwuznaczną propozycję, ponieważ wręcz rozpaczliwie chciała znów go pokochać. Chciała być dobrą córką, chciała zadośćuczynić za lata swojej obojętności, chciała znów go odzyskać, mimo że miała stracić go na zawsze. Poszła z nimi z własnej woli - ze skromnym dobytkiem upchniętym w walizce sprzedała swoją przyszłość, żeby ojciec nie musiał płacić krwią za swoje błędy. Milczał, kiedy wychodziła, nadal siedząc w kuchni z dłońmi zaciśniętymi na głowie, ciągnącymi za szpakowate pukle włosów. I dobrze, tak było lepiej - gdyby błagał ją, by tego nie robiła, by się opamiętała, ich pożegnanie byłoby sztuczne.
Trafiła do Londynu, kupiona przez burdel, który zatrudniał potomków wil, robiąc z tego swój znak rozpoznawczy. Oglądali ją ze wszystkich stron, oceniali jak wybiegowego aetonana, ważąc w myślach plusy i minusy; zadawali pytania tak intymne, że policzki piekły ją od wstydu, bez skrępowania osądzali jej nagość, jej urodę, jej potencjał. Nazywano ją inwestycją, wyliczano dług, który będzie musiała spłacić za swoje przygotowanie do dotrzymywania towarzystwa i zaspokajania potrzeb klientów. Wtedy wszystko się zaczęło. Uczono ją gry na harfie, tańca, aksamitnej manipulacji ludzkimi żądzami; uczono ją, jak korzystać z zasobów tego, kim była, jak łączyć to z jej naturalną charyzmą i przekuwać w łańcuchy, którymi mogła spętać podatnych czarodziejów, tak jak czyniły to starsze kurtyzany. Zamykano ją w pokoju luster, gdzie bez końca miała odtwarzać różne emocje, kłamać nimi, wypuszczana dopiero po odegraniu ich dość wiarygodnie. Odraza, niechęć, płacz, strach, odmowa, wszystko to było zabronione, dlatego każda kurtyzana musiała najpierw opanować sztukę maskowania prawdziwych uczuć, by nie narazić domu uciech na złą renomę. Przy doświadczonych kobietach i mężczyznach uczyła się delikatnej sztuki zaspokajania potrzeb, poznawała sekrety fizycznej miłości, wyobrażając sobie, że to element teatralnej sztuki, w której bierze udział, odgrywając postać, nie siebie samą. Kolejna z lustrzanych masek, nic więcej. 
Dopiero gdy uznano ją za dość satysfakcjonującą, wystawiono ją na sprzedaż, pozwolono zadebiutować. Był od niej sporo starszy, spęczniały brzuch wystawał za pas ozdobnej szaty, zakola świeciły od warstwy potu zbierającej się na skórze, woda kolońska maskowała naturalnie kwaśny zapach ciała. Nie był piękny, lecz przez jedną noc mógł być dla niej najpiękniejszym mężczyzną na świecie, w końcu to tylko spektakl; wyszedł od niej zadowolony, a Maelle ledwo zrozumiała, że wilgoć na jej twarzy, gdy została sama w pokoju, to łzy wnikające w poduszkę, oznaka słabości, na którą pozwoliła sobie dlatego, że nikt poza nią nie mógł tego zobaczyć. 



1961 - Urodzenie dziecka

Teraz wreszcie pojawiasz się ty.

Nigdy nie przypuszczała, że Dotyk Wili okaże się miejscem, w którym zdobędzie wymarzoną niegdyś popularność. Miała w sobie przykuwającą uwagę lekkość i łatwość w budowaniu wiary mężczyzn w to, że naprawdę sprawiali jej przyjemność, że cieszyła się ich widokiem, że za nimi tęskniła. Grono stałych klientów poszerzało się z miesiąca na miesiąc, najlepiej czuła się wówczas, gdy mogła dla nich tańczyć, w tych ulotnych chwilach czując się jak ptak, który odlatuje gdzieś daleko i nigdy już nie wraca; niestety zawsze musiała wracać. Dbano o gibkość jej ciała, o płynność ruchów, o nieskazitelność odwzorowywanych emocji, o szybkość oceniania ludzkich potrzeb i reakcji, a starsze kurtyzany pomagały w tym, by nie odeszła od zmysłów. 
Trudno powiedzieć, co zawiodło - dawkowanie miesięcznej mikstury, niedoskonałość jednej z partii, przeznaczenie, cokolwiek, okazało się jednak, że po prawie okrągłym roku pracy w Dotyku Wili Maelle zaszła w ciążę. Rozwiązanie wydawało się oczywiste, płód należało spędzić, lecz zanim zdążyłaby zażyć miksturę, matrona kazała się jej wstrzymać. Dziecko mogło przynieść dochody, jeśli urodziłoby się dziewczynką; wyszkolona od podstaw ptaszyna pod odpowiednim skrzydłem mogła zawojować rynek brytyjskiej przyjemności. Maelle przerażała ta wizja, ale zgodziła się donosić ciążę, czując, że i tak nie ma wyboru; nikt nie zapytał jej o zdanie, po prostu oznajmiono to, co się wydarzy. Nie zwalniało jej to z podejmowania klientów. Nawet kiedy wypukłość brzucha zaczęła być widoczna, zbiegło się to z różnymi ciągotami czarodziejów, których nadal mogła widywać. Kurtyzana, która nie zarabia, nie ma w sobie żadnej wartości, tak jej powtarzano. Kto cię przyjmie, jeśli odejdziesz? Gdzie pójdziesz? Mimo upływu miesięcy i lat, nadal nie spłaciła jeszcze długów Lewisa. Została zatem. Została, z początku niechętnie podchodząc do swojego stanu, ale im bliżej rozwiązania się znajdowała, w jej piersi zaczęło budzić się coś... obcego. Czułego, ciepłego, rozrastającego się jak choroba infekująca kolejne narządy. Zaczęło jej zależeć, mimo że Maelle wyrzucała sobie głupotę tego uczucia. 
Poród nie odbył się bez komplikacji. Pępowina okręcona wokół szyi dziecka zaważyła nad koniecznością cesarskiego cięcia, przeprowadzonego tak szybko i sprawnie, że niemowlęciu nic się nie stało; Maelle z dziko otwartymi oczami pytała o to, czy jest zdrowe, czy oddycha, czy jego serduszko bije... I w końcu czy to dziewczynka. Chłopiec. Jedno słowo, którego obawiała się najbardziej. Szkolenie chłopca nie było dla matrony dość atrakcyjne, brakowało mu pełnego spektrum czaru wil, na czym najbardziej zależało szefowej. Co miało się z nim teraz stać? Zaszywano ją, kiedy drzwi otworzyły się, a w przejściu zauważyła surową niczym kamień twarz właścicielki Dotyku Wili; kobieta tylko westchnęła z rozczarowaniem i zanim Maelle mogła zareagować, zniknęła razem z dzieckiem, kwilącym w jej ramionach. Dokąd go zabrano? Dlaczego nie mogła nawet na niego spojrzeć? Dlaczego nie mogła go przytulić? Jej krzyk jeszcze przez długą chwilę wybrzmiewał w pokoju, zanim odurzono ją zaklęciami uspokajającymi, podtrzymywanymi przez kilka następnych dni. Nie leżało w ich interesie to, by walczyła, by szukała, by prosiła, a wreszcie też by błagała. Syn zniknął, nikt nie chciał powiedzieć, gdzie miała go szukać, ani nawet co się z nim stało. Zupełnie jakby nie istniał. Jakby nie należał do niej, jakby ktoś inny miał prawo decydować o jego losie. Wyszeptana prawda twierdziła, że został komuś sprzedany, komuś, kto nie chciał brać przybłędy z domu sierot, tylko wolał wychowywać dziecko od wczesnego niemowlęctwa jako własne, ale komu? Tego jej nie powiedziano. Maelle załamała się po tym, jej duch osłabł, rozłupał się na dwie części. Myśli o synu przeistoczyły się w gorączkę zatruwającą całe ciało, a rozdzierająca serce tęsknota nie znajdowała ujścia.



1962 - Tancerka burleski w Domu Jedwabiu

Desperacja skierowała ją do błękitnokrwistego czarodzieja, poszukującego uważnych par uszu i oczu, łowiących sekrety, które mógłby spieniężyć lub przekuć w przysługi. Nie przejmowała się tym, do czego mógłby wykorzystać przynoszone mu w zębach tajemnice, zależało jej tylko i wyłącznie na tym, by odwzajemnił się jakimkolwiek ochłapem wiadomości o jej dziecku, o jego losie, o sposobie, w jaki mogłaby je odzyskać. Z niewymuszoną łatwością zbierała poufność swoich klientów i innych mężczyzn do sakiewki, po czym wymieniała je niczym walutę u tego człowieka za byle iskrę podtrzymującą płomyk nadziei w jej piersi. 
Niedługo później długi Lewisa zostały wykupione przez innego mężczyznę, jednego z jej stałych klientów, który pozwolił jej zrobić z wolnością, na co tylko miała ochotę. Dotyk Wili zamknął przed nią swoje wrota, pod patronatem swojego wybawiciela wynajęła mały kąt w Londynie i znalazła nową pracę, wykorzystując talent taneczny i aktorski do burleski. Dom Jedwabiu to lokal o dość wysokiej jak na swoją tematykę renomie, gdzie przygotowanie kurtyzany oraz czar wili okazały się niezwykłym ułatwieniem: bez trudu umiała uwodzić tańcem, przekuć dawną grę żądz cielesnych w pokaz, w show, szybko zyskując grono stałej publiki. Wykorzystała całą talię swoich talentów, łącząc dryg teatralny, taniec i seksapil w postać Proserpiny, bo drugie imię stało się jej pseudonimem scenicznym. Nieustannie pielęgnowana, nieustannie szlifowana, była inwestycją Domu Jedwabiu, która niemal natychmiast zaczęła się zwracać. A kiedy gasły przydymione światła klubu, zrzucała skórę zbudowaną z piór i aksamitów, z trudem powstrzymując się od obgryzania paznokci, kiedy myślała o swoim dziecku. O jego losie. O tym, co się z nim działo, bo przecież musiało przeżyć; zaprzyjaźniony magipolicjant, z którym nawiązała bliską, pozbawioną podtekstu seksualnego relację jeszcze w Dotyku Wili, obiecał jej pomóc, stale przynosiła też na tacy tajemnice i brudy poszukiwane przez błękitnokrwistego czarodzieja, człowieka, który w końcu przystał na jej prośbę nauki czarnej magii. Ponoć najlepszą obroną jest atak, a Maelle nie chciała już być bezbronna. Niestety nie przyszło jej to bez trudności, jak z początku zakładała: nie od razu znalazła w sobie determinację potrzebną do pierwszego udanego zaklęcia, jak gdyby część niej wzbraniała się przed dziedziną, zanim różdżka wydała pełnoprawną inkantację. Nawet wtedy jej ciało odczuło wewnętrzny ciężar, ścisk przetaczający się przez mięśnie i tkanki, podobny przestawianiu wnętrzności z miejsca na miejsce... Łatwo byłoby się poddać, zarzucić mściwą chęć przekucia dawnej słabości w przewagę krwawej, karzącej magii, ale Maelle wytrwała, powtarzając, że robi to dla swojego dobra. I dla dobra swojego syna, kiedy już go odnajdzie. W wolnych chwilach studiowała więc grymuary o odpowiednim poziomie materiału, by potem stawić się na każdą lekcję z mentorem, gotowa do zaciskania zębów i przełamywania swoich oporów aż do skutku. Mozolnie, zaklęcie po zaklęciu, zaczęła nabierać wprawy. Nie zależało jej na wnikliwości ani potędze, nie pragnęła zgłębiać tej sztuki bez końca - wystarczył mały, powolny, ale systematyczny krok naprzód i poczucie, że zbroi się w ten sposób przed własną krzywdą.
Nadal kochanka, ale z wyboru, nie konieczności. Nadal aktorka, ale nie w teatrze. Nadal matka, ale bez dziecka. Jej życie nie było pruderyjne, przykładne ani idealne, ale przynajmniej było jej. 

0
Pozostało PP
mind
0
Pozostało PM
11
0
5
OPCM
Uroki
Czarna magia
0
0
0
Transmutacja
Magia lecznicza
Eliksiry
10
10
18
Siła
Wytrzymałość
Szybkość
Ścieżka III — Opieka nad magicznymi stworzeniami
Wiedza i zrozumienie magicznych stworzeń
Ścieżka VIII — Historia i kultura magiczna
Historia cywilizacji
Znajomość obyczajów i etykiety
Mitologia i folklor
Ścieżka XII — Przestępczość
Zręczne ręce i kradzież kieszonkowa
Ścieżka XIII — Szpiegostwo
Kamuflaż i maskowanie tożsamości
Sztuka infiltracji
Skradanie się
Ścieżka XVI — Społeczeństwo i wpływy
sztuka kłamstwa i oszustwa
urok osobisty
odczytywanie emocji i czujność
Ścieżka XVII — Artyzm i twórczość
teatr i aktorstwo
gra na harfie
śpiew
Ścieżka XVIII — Sport
jeździectwo
taniec
pływanie
gimnastyka
lot na miotle
Ścieżka XIX — Technika i rzemiosło
gotowanie

drzewko

Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
16-12-2025, 15:20

Witamy na forum Serpens!

Mistrz Gry utworzył dla Ciebie osobisty dział, w którym została umieszczona Twoja skrytka bankowa. Udaj się do niego i opublikuj temat z sowią pocztą oraz umieść tam swój prywatny kuferek. Na start otrzymujesz też od nas skromny prezent – znajdziesz go w swoim ekwipunku.

Możesz już rozpocząć zabawę na forum! Zachęcamy, abyś sprawdził, co Ci się przyśniło, rozeznał się w aktualnych wydarzeniach oraz spytał, kto zaczyna.

Odtąd Twoje słowa, decyzje i sojusze mają znaczenie. Uważaj, komu zaufasz — wężowe języki są zdradliwe. Dobrej zabawy!

Karta zaakceptowana przez: Violet Macnair

    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
28-12-2025, 18:08

Maelle Seymour

Ekwipunek

pozostałe przedmioty spoza automatycznego ekwipunku

darmowa sowa pocztowa

Historia rozwoju

[03.01.2026] zatwierdzenie karty postaci, +1 OPCM [prezent powitalny]
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 10-01-2026, 09:35 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.