• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Restauracja "Srebrny kielich"
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
05-10-2025, 12:14

Restauracja "Srebrny kielich"
Wąska kamienica przy jednej z bocznych uliczek w pobliżu Ministerstwa Magii kryje restaurację wybieraną przez urzędników i czarodziejów pragnących zachować dyskrecję. „Srebrny Kielich” olśniewa kryształowymi żyrandolami, a srebrna zastawa sama ustawia się na stołach, subtelnie lśniąc. Menu zmienia się codziennie, oparte jest na składnikach sprowadzanych z kontynentu, a karta win słynie z butelek o ponadstuletniej historii. Obsługa ubrana w ciemne liberie porusza się niemal bezgłośnie, serwując kolejne dania z precyzją i elegancją. To miejsce, w którym rozmowy polityczne przeplatają się z prywatnymi szeptami, a atmosfera równocześnie onieśmiela i kusi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Olivia Starwoodsen
Czarodzieje
Wiek
33
Zawód
Urzędniczka w DKnMS
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
18
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
9
10
Brak karty postaci
09-10-2025, 16:13
~15.03.~

Każdy czasem potrzebował chwili wytchnienia, momentu aby złapać i chociaż na jakiś czas zapomnieć o trudach codziennego życia. Odnajdywała takie chwile po pracy, kiedy zamykała się w domu, naciągała na siebie ciepły sweter i wełniane skarpetki i siadała przy biurku by w akompaniamencie cicho płynącej muzyki móc poświęcić się swojemu hobby. Książka była już prawie gotowa, w zasadzie nakładała na nią już ostatnie poprawki, kosmetycznie aby wszystko było idealnie. Chociaż poza pracą, może nie do końca była tak zorganizowana i metodyczna jak mogłoby się wydawać , tak jeśli chodziło o jej dzieło, wszystko musiało być idealnie.
I pewnie w normalnych warunkach, tego popołudnia również po pracy skierowałaby się prosto do domu, jak robiła to w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach swojego czasu, ale nie tym razem. Miała za sobą naprawdę ciężki dzień, nie chodziło nawet o ilość spotkań, w których brała udział, ale o ludzi, z którymi musiała mieć do czynienia. Nie pozwalała sobie na zrzucanie profesjonalnej maski, nie w korytarzach Ministerstwa, czasami jednak bywały takie dni jak ten, kiedy musiała mocno zaciskać dłonie w pięści, wbijając sobie tym samym paznokcie w skórę aby się opamiętać. Głupota i debilizm niektórych ludzi, przeważnie mężczyzn, z którymi miała do czynienia podczas swojej kariery, doprowadzały ją czasami do szału. A dzisiaj to wszystko osiągnęło jakieś niedorzeczne apogeum. Kiedy w końcu udało jej się zamknąć w swoim biurze, potrzebowała kilka chwil ciszy z twarzą ukrytą w dłoniach aby odzyskać rezon. Potem chwyciła kartkę służbowej papeterii i napisała na nim krótką wiadomość „Przysięgam, że jak dzisiaj się nie napije, to kogoś uduszę. Powiedz, że masz czas dzisiaj po pracy. Olivia”. Kilka chwil później papierowy samolocik dołączył do tysięcy innych latających po korytarzach Ministerstwa by finalnie wylądować na biurku Melusine. Znały się z panną Rookwood już kilka lat, poznały się, jak można było się spodziewać, na korytarzu, a potem odbyły kilka wypadów w teren. Starwoodsen do dzisiaj pamiętała narzekania młodszej koleżanki na warunki, wtedy ją to irytowało, ale potem mimo wszystko w ramach zadośćuczynienia zabrała ją na drinka. I tak się zaczęło, z czasem ich wyjścia na drinka stały się czymś w rodzaju rutyny, jeśli jedna miała gorszy dzień w pracy lub w ogóle gorszy dzień i miała ochotę gdzieś wyjść, druga pakowała manatki i wychodziły razem. Wiedziała więc, że z całą pewnością będzie mogła dzisiaj na nią liczyć.
Miały jeden konkretny lokal. Co prawda można było tam w pewien sposób poczuć się jak w pracy, ale było tam na tyle przyjemnie, że mogły na spokojnie usiąść sobie przy stoliku, zamówić kolorowego drinka i ponarzekać na rzeczywistość i nikt nie będzie im przeszkadzał.
Gdy w końcu skończyła pracę, pierwszy raz od dłuższego czasu opuszczała mury Ministerstwa z przyjemnością. Nie zapinając płaszcza, z szalikiem przewieszony przez szyję i torebką w dłoni przespacerowała się kawałek do restauracji „Srebrny Kielich”. Po wejściu do lokalu przywitała ją znana jej z widzenia kelnerka, po czym zaprowadził ją do stolika, który przeważnie zajmowały obie kobiety, w rogu, ale nadal z widokiem na całą salę. Olivia złożyła od razu zamówienie na dwa drinki, wiedząc jaki jest ulubiony trunek koleżanki, po czym zajęła miejsce przy stoliku. Czekając na Melusine rozejrzała się po sali, jeszcze nie zdążyła się zebrać stała klientela składająca się z innych pracowników Ministerstwa.
Zauważywszy w końcu koleżankę w drzwiach wyprostowała się i zamachała do niej być dać jej znać, gdzie siedzi, chociaż tak naprawdę było to do przewidzenia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
20-10-2025, 08:02
Roztargnienie i gorycz, niczym dwa siostrzane upiory, igrały z jej cierpliwością od pierwszych chwil poranka. Każdy gest wydawał się dziś nienaturalny, jakby świat, w którym funkcjonowała, rozstroił się niepostrzeżenie, a nuty codzienności rozlały się w kakofonię absurdów. Kobiecość jej dnia była zbrukana męskim chaosem — tym władczym, niewytłumaczalnym sposobem, w jaki mężczyźni potrafili bezmyślnie zburzyć rytm pracy, zmącić jej porządek i pozostawić po sobie jedynie zapach perfum, potu i bezradności.
Pragnęła dziś być ambitna. Naprawdę. Ułożyć świat w symetrię — logiczną, precyzyjną, niemal naukową. Lecz rzeczywistość zdawała się drwić z tej potrzeby: stażyści, te dźwięczne kreatury niedojrzałości, tłukli się po korytarzach niczym stado zdezorientowanych ptaków, rozwalając harmonię dnia w drobny pył. Wybuch ich śmiechu roztrzaskał się o ściany biura jak porcelana o kamienną podłogę — i może właśnie dlatego jej ulubiona filiżanka postanowiła podzielić ten los, roztrzaskując się w akcie niemego protestu. Herbata rozlała się po biurku niczym brunatny cień — jakby nawet płyn w filiżance uznał, że nie godzi się dłużej trwać w tej farsie. Papiery nasiąkły porażką. Słowa, które jeszcze przed chwilą miały wagę i sens, teraz kleiły się do siebie, rozmazane i bezbronne. A ona, stojąc nad tym chaosem, poczuła dziwną ironię — jakby cały jej dzień był metaforą większego nieładu, jakby wszystko, co dziś miało się wydarzyć, miało jedynie potwierdzić, że żadna precyzja nie uratuje człowieka przed przypadkiem. Szef krążył po korytarzu niczym rozjuszony pawian, targany frustracją, której nikt już nie próbował zrozumieć. Transakcje nie wyszły, ceny spłonęły w ogniu niepowodzenia, a jego głos rozbrzmiewał ostrzej niż dźwięk pękającej porcelany.
I chyba w tym jednym, dziwnie rozlewającym się w czasie momencie, odnalazła coś na kształt wybawienia. Informacja — błaha, rzucona mimochodem, a jednak zabarwiona obietnicą ulgi — że oto można będzie przetrawić gorycz dnia przy winie, wydała się niemal świętym przykazem dla skołatanej duszy. Po całym tym ministerialnym niebycie, w którym człowiek gubił siebie między paragrafami, raportami i groteskowym udawaniem sensu, nawet wino smakowało jak gest ocalenia.
Nie zadała sobie trudu, by zapiąć płaszcz do końca; poły ciepłego materiału falowały wokół jej nóg jak skrzydła zmęczonego ptaka. W spojrzeniu miała bunt, w krokach — zaciętość. Ulice przyjęły ją jak starą znajomą, spowitą w obłok nikotynowego dymu i szmer rozmów, którym nie miała ochoty się przysłuchiwać. Każdy oddech miasta był dla niej jak draśnięcie, bolesne, lecz oczyszczające. Kurs był prosty — niemal rytualny. Do ulubionego przybytku, w którym stolik przy oknie wciąż pamiętał zapach jej perfum, i do tego stanu, tak znajomego, słodkiego niebytu. Tam kobiety przychodziły, by narzekać — nie po to, by szukać rozwiązania, lecz by celebrować samą sztukę wypowiadania skarg. W tym narzekaniu była poezja, w tej ironii — siła. Zanim dotarła do celu, jej bunt przygasł, przekształcając się w coś bardziej eleganckiego — melancholijną grację. Drinki już czekały; ciężkie, frywolne w wyglądzie, o zapachu rozgrzanego słońcem winogrona i obietnicy zapomnienia.
— Przepraszam za spóźnienie — przeprosiła, odrzucając torebkę gdzieś na bok dla zapomnienia. Płaszcz równie szybko zniknął, w porywie poprawienia sukienki, usiadła na wygodnym obiciu krzesła. — Dzisiejszy dzień to największe nieporozumienie, jakie mogło zaistnieć... Mężczyźni chyba miewają cięższy czas, albo zbyt mało piją...
Zanim uniosła naczynie, spojrzała w jego głębię, jakby tam, wśród migotania refleksów, miała odnaleźć sens. A może choć cień siebie sprzed kilku godzin — tej, która jeszcze próbowała być racjonalna. Okrutność codzienności niekiedy była próżnią, którą ciężko było jakkolwiek pominąć w swym istnieniu.
— Rozwiązałaś ostatni problem? Ten, którzy spartolili stażyści? — zagaiła, będąc ciekawa rozeznania i opinii o młodych, którzy coraz mniej porządnie podchodzili do przyszłej pracy i najprostszych obowiązków. — Ma chère amie, za nasze zdrowie i zapasy cierpliwości do mężczyzn.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Olivia Starwoodsen
Czarodzieje
Wiek
33
Zawód
Urzędniczka w DKnMS
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
18
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
9
10
Brak karty postaci
03-11-2025, 20:27
Sam widok koleżanki sprawił, że poczuła się lepiej. Były takie osoby, przy których można się było poczuć swobodnie, nie trzeba było udawać ani utrzymywać pozorów. Nie raz słyszała, że powinna wyjąc kij z tyłka w pracy, ale nic z tego sobie nie robiła. Mało kto znał ją prywatnie, zwłaszcza ze współpracowników jako, że w Ministerstwie raczej nie starała się zawierać żadnych znajomości, które mogłaby utrzymywać poza pracą. Nie wyglądałoby to w jej mniemaniu profesjonalnie, jednak kiedy chodziło o Melusine było inaczej. Chociaż może na początku nie koniecznie przypadły sobie do gustu, miały inne poglądy na niektóre tematy, to jednak udało im się nawiązać nić porozumienia, która przetrwała lata. I to właśnie panna Rookwood była jedną z niewielu, przy której pozwała sobie na przysłowiowe wyjęcie kija z tyłka i całkowite rozluźnienie.
- Niczym się nie przejmuj. - machnęła ręką kręcąc przy tym głową, po czym odczekała aż kobieta usiądzie i na nowo chwyciła szklankę w dłoń - Dzisiaj zdecydowanie wszyscy mieli gorszy dzień…a to nas się oskarża o humorki. - prychnęła - Myślałam, że po prostu uduszę dzisiaj zastępcę Departamentu Gier i Sportów na spotkaniu. No tyle mi brakowało. - przybliżyła do siebie opuszki palców na bardzo małą odległość - Naprawdę, facet się zamienił dzisiaj z Gumochłonem na mózgi, a już myślałam, że ma trochę oleju w głowie. - westchnęła kręcąc głową ze zrezygnowaniem.
Tutaj nie musiały się hamować, nie musiały pilnować słów, które wypadają im z ust. Każdy tutaj przychodził aby psioczyć na swoją pracę. Czasami nawet było dobrze posłuchać co ludzie przy stolikach mieli do powiedzenia jeśli akurat nie mówili szeptem. Starwoodsen lubiła ploteczki, zwłaszcza te, które krążyły po Ministerstwie, dzięki temu miała czym wymieniać się z Atticusem podczas ich przerw na kawę raz w tygodniu.
- Wyobrażasz sobie, że ten gość stwierdził, że nie ma potrzeby zwracać uwagi na nielegalne walki Matagotów? No przecież takiej głupoty to ja naprawdę nie słyszałam. - aż się zapowietrzyła na moment - No może od czasów tego co właśnie zrobił ten stażysta. Ja nie wiem, my ja byłyśmy na stażu przykładałyśmy się do swojej pracy, wykonywałyśmy polecenia przełożonych nie ważne jak bardzo nam to było na rękę i robiłyśmy to z dokładnością o profesjonalizmem jakiego od nas wymagano. Nie rozumiem co z tym pokoleniem jest nie tak. - westchnęła, po czym uniosła szklankę w geście toastu - I za to z przyjemnością wypije, bo zarówno jednego jak i drugiego potrzebujemy dużo. - uśmiechnęła się delikatnie i po chwili upiła łyka, pozwalając by alkohol rozluźnił jej znerwicowane ostatnio ciało.
Po chwili odstawiła szkło na blat stolika i spojrzała na Melusine.
- Zmieniłaś szminkę? - spytała zaciekawiona widząc troszkę inny odcień na jej ustach - I tak, udało mi się ten bajzel posprzątać, ale dużo mnie to kosztowało. Nienawidzę być winna przysługę. - wykrzywiła usta z grymasie niezadowolenia - A jak twój dzień? Teraz twoja kolej na narzekanie na niekompetencje mężczyzn, nie mogę tylko ja narzekać. - zaśmiała się cicho.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
21-11-2025, 11:39
Och, więc jednak ― nie tylko ona jedna rozpadła się w tej matowej, ministerialnej szarości, w której każdy dzień zdawał się odlewany z jednego, jałowego kawałka rutyny. Zadziwiająco kojące, niemal czułe, było to odkrycie; świadomość, że starsza koleżanka również tonęła niegdyś w tym samym zmęczeniu, które dziś w niej samej rozkwitało niczym zadra w zmęczonej tkance. Cieszyła się z tej wspólnoty doznań ― i równocześnie współczuła. Ludzie o podobnych bliznach zbliżają się do siebie z niepisaną łatwością. Jej humorki… och, pamiętała je aż nazbyt dobrze z czasów, gdy z młodzieńczą naiwnością stawiała pierwsze kroki stażystki, próbując nadać znaczenie własnym, ledwie jeszcze żłobiącym się ścieżkom kariery. Zanim wreszcie przeszła na solidny grunt konwencji handlu międzynarodowego, musiała przedzierać się przez gęste zalewy biurokratycznych recydyw, przez biurka, które pachniały cudzym stresem, i przez gabinety, świeżość młodej ambicji traktowano jak niewygodny, zbyt głośny ozdobnik.
Wszystkie te wspomnienia powracały do niej teraz z ciepłym, niemal zmysłowym rozbawieniem. Widziała siebie sprzed lat ― jak wraz z panną Starwoodsen, równie zdeterminowaną, wyruszały w teren, zbyt eleganckie jak na błoto, w które musiały wejść, zbyt młode, by brud pod paznokciami nie stał się doświadczeniem formującym. Buciki ubłocone po kostki, szata wyjściowa przesiąknięta zapachem wilgoci, a w dłoniach sterta notatek, które targała niczym najdroższy relikwiarz pracy, chcąc nie chcąc biegnąc za koleżanką o krok szybciej, niż wypadało. Ach, to były czasy ― soczyste, pełne pierwszych potknięć, pierwszych zwycięstw i tego słodkiego, niewinnego przekonania, że świat da się ujarzmić determinacją i skrupulatnie wyprasowaną szatą. Teraz wspomnienia te smakowały jak dobry, długo leżakowany trunek ― cierpkie, lecz o odurzającym aromacie dawnej dziewczęcej werwy.
― Ciężko o dobry takt u mężczyzn w dzisiejszych czasach. Doprawdy, snując się po kontynencie z moim szefem, czy innym dyplomatą, mam wrażenie... Że zastraszająco przewagę zdobywa zacofanie rozwoju intelektualnego, czy osobistego ― Słuchała jej w absolutnej, niemal nabożnej uwadze — z tą miękką trwogą, w której mieściło się zarówno współczucie, jak i doskonale znajome echo własnych doświadczeń. Nie urywała spojrzenia, nie pozwalała mu uciec choćby na ułamek sekundy; zawieszała je na pięknych oczach towarzyszki, jakby chciała wypić z nich każde drgnienie emocji, każde przemilczenie, każdą zadrę skrywaną pod powieką. ― Chociaż gorsze dni wstąpiły w posady ministerstwa od wydarzeń na zaprzysiężeniu ― rzuciła, całe ministerstwo to był chaos od wczoraj. Och, mężczyźni w pracy… potrafili być upierdliwi aż do przesady, zwłaszcza gdy kobieta miała ambicję i język zbyt ostry, by zmieścić go w konwenansach. Zbyt często doświadczała podobnej autopsji ―konieczności przygryzania słów, tłumienia własnego zdania w imię obyczaju, uczenia się dyplomacji, która była bardziej kneblem niż ozdobą. Wiedziała, jak to jest snuć myśli na uwięzi, by nie drażnić tych, którzy drżeli przed kobiecą niezależnością jak przed burzą. ― Hm? Naprawdę nie wziął pod uwagę tak ważnego aspektu, jak ochrona tych niesamowitych stworzeń? ― Brwi uniosły jej się zabawnie, lekko marszcząc w wyrazie, który balansował między rozbawieniem a wyraźną irytacją, w której dawał się wyczuć instynkt ochrony. ― Z jakże chęcią bym zamknęła go w klatce...
Głos zaś zawisł w krtani na drobne mgnienie, przeciągając ciszę w delikatny, empatyczny most między nimi ― zanim znów pozwoliła mu opaść miękko, łagodnie, jakby chciała osłodzić ostre krawędzie tego, co dopiekło jej drogiej przyjaciółce.
― My po prostu trafiłyśmy na lepsze czasu, wymagano od nas ciężkiej pracy i bycia perfekcyjnymi już pierwszego dnia. Może dlatego dziś tak łatwo młodzież zapomina, skoro nie dostali mentalnego policzka ― Różnice między nimi a młokosami stażystami, niezdarnie plączącymi nogami w korytarzach ministerstwa, aż raziły w oczy ― jakby przynależność do odmiennych epok odbijała się w każdym geście, każdym westchnieniu i każdym zderzeniu spojrzeń. Tamci chodzili jeszcze koślawo, zbyt lekcy, zbyt pewni, że świat ich przyjmie bezwarunkowo; podczas gdy one, zahartowane latami praktyki, niosły w sobie hieratyczną świadomość, że niegdyś nie wolno było pozwolić sobie na słabość, na rozedrgane dłonie, na jedno niezałatwione zadanie. Pamiętała swoje zarwane noce ― te zimne tunele między światem a snem, w których ciało walczyło z opadającymi powiekami, a umysł wciąż wkuwał paragrafy prawa handlowego, wbijał je niczym metalowe kotwice w kruchą materię pamięci. Pamiętała te stosy notatek, które rozrastały się jak sterty jesiennych liści na biurku, i długie, dręczące wyliczenia, które musiała mieć gotowe, nim pierwsze światło dnia przeciśnie się przez zasłony. ― Głupie czasy, doprawdy... Rozwiązujemy problem ze zniknięciem ważnych ingrediencji z portu, departamenty nie potrafią się dogadać pod względem zapewnienia bezpieczeństwa. Dawno nie miałam tak zagraconego biurka, wszelkimi treściami zażalenia, zamartwianie się o ciągłość i wypłatę transakcji ― poskarżyła się dwojako, upijając skąpo łyk rozgrzewających procentów; dla poprawy humoru i sposobu bycia. Dla rozluźnienia i gmerania, co jeśli... A tego najpewniej miało być sporo. ― Magicznie nie ma winnych, aurorzy zajmują się poszukiwaniem typa, który magicznie pojawił się żyjący niźli martwy.
Och, zauważyła? Mimowolnie oparła policzek na rozciągniętej dłoni, obijając w niego ukojny rytm wyrysowanymi czerwienią paznokci.
― Musiałam zmienić odrobinę kolor, by nie rzucał się w oczy... Jakaś sztywna delegatka rzuciła, że nie winno przywdziewać mocnego koloru podczas pracy ― Niby to rozpraszało; kogo? Oczywiście, że miało rozpraszać mężczyzn i denerwować takie skąpstwo mentalne, jak te sztywne panny dość stare, by przekornie nazywać je opieszałymi kocicami. ― Widziałam Twoją sukienkę, co ostatnio miałaś... Piękna, musisz dać mi namiary na miejsce, gdzie mogę kupić w podobnym kolorze. Wyglądałaś olśniewająco.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Olivia Starwoodsen
Czarodzieje
Wiek
33
Zawód
Urzędniczka w DKnMS
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
18
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
9
10
Brak karty postaci
29-11-2025, 17:10
Czasami odnosiła wrażenie, że jej początki w ministerstwie były jakby w poprzednim życiu. Wspomnienia były odległe, czasami zmętnione, jakby dochodziły do niej z innego świata, świata, którego już nie ma. Oczywiście, było ciężko, wymagane było od młodych stażystów zdecydowanie więcej niż w tym momencie. Starwoodsen doskonale pamiętała jak praca i poszerzenie swojej wiedzy było wszystkim w jej życiu. Był taki moment, że w ogóle nie miała czasu dla siebie, na własne zachcianki i przyjemności. Liczyła się tylko praca i wykonanie kolejnego polecenia, kolejnego zadania, które było próbą, testem, który miał uświadomić jej przełożonym, że nadaje się na swoje stanowisko, a nawet zasługuje na o wiele więcej. I wtedy jej to nie przeszkadzało, wtedy uważała, że świat leży przed nią otworem, wystarczy, że się postara i po niego sięgnie. Nic jednak nie było za darmo, praca musiała być wykonana, a wysiłek odpowiednio włożony we wszystko co było robione aby osiągnąć założony cel. Często musiała gryźć się w język, zaciskać dłonie w pięści pod stałem aby się uspokoić, ale niestety takie były realia. Była kobietą, które zawsze odmawiano więcej, kobietą, która niczym żywioł wdrapywała się po kolejnych szczeblach kariery prześcigając mężczyzn czekających na te stanowiska. Nie wszystkim się to podobało, a ona jedynie posyłała im delikatny uśmiech i szła dalej do przodu z wysoko uniesioną głową. Nie miała zamiaru za nim przepraszać, gdyby tak robiła nie miałaby aktualnego stanowiska, posady, która pozwalała sie w tym momencie na mówienie więcej niż wcześniej i na podejmowanie decyzji, których wcześniej nie mogła nawet głośno zaproponować. Jeśli komuś sie to nie podobało albo miał jakieś obiekcje drzwi jej gabinetu były otwarte, zawsze mogli przyjść i się wypowiedzieć. Nawet jeśli doskonale wiedziała, że nikt tego nie zrobi.
- Wiesz wydaje mi się, że to jest kwestia zacofania rozwoju intelektualnego, a zbyt wysokiego mniemania o sobie. Ci wszyscy mężczyźnie na wyższych stanowiskach myślą, że pozjadali wszystkie rozumy i ich zdanie jest najważniejsze. Nie biorą pod uwagę, że mogą się mylić albo ktoś może coś wiedzieć lepiej od niech. Są zadufani w sobie i tyle. - wzruszyła lekko ramionami, po czym upiła małego łyczka ze swojego kieliszka - Mój departament chyba jakoś nie specjalnie się tym przejmuje. - pokręciła głową - Dopóki decyzje nowego Ministra nie wpływają na prace Komisji nikt nie kiwnie palcem.
Prawda była taka, że wiele ludzi nie brało jej departamentu na poważnie. Czarodzieje często obchodzili magiczne stworzenia szerokim łukiem, nie interesowali się nimi, no chyba, że dzięki nim mieli się wzbogacić albo pobrać od nich ingrediencje. Często więc uważano ich za niepotrzebnych, twierdzono, że zabierają miejsce i jedynie przeszkadzają. Dlatego w tym departamencie w większości pracowali prawdziwi pasjonaci, ludzi, którzy naprawdę chcieli coś zmienić i życie i zdrowie magicznych stworzeń było dla nich ważne. Olivia doskonale zdawała sobie z tego sprawę, często przymykała na to oko, jednak czasami po prostu się nie dało. I wtedy było jej najciężej kiedy nie mogła się odezwać, nie mogła wyrazić swojego zdania, bo mimo wysokiego stanowiska, nadal była tylko kobietą.
- Wielu z nich dostało się na staże z polecenia, a nie dzięki swoim osiągnięciom. Dlatego pewnie wydaje im się, że skoro i tak mają plecy to po co mają się starać. Jest to chyba najbardziej upierdliwa rzecz. - westchnęła cicho, po czym uśmiechnęła się delikatnie pod nosem - Dlatego u mnie w departamencie to ja decyduje kto przyjdzie na staż i nie trafiają do mnie ludzie z polecenia dzięki temu. - poruszała zabawnie brwiami sięgając ponownie po szklankę ze zbawiennym drinkiem.
Skupiła całkowicie uwagę na koleżance. Słuchała uważnie jej słów, doskonale rozumiejąc jej bolączkę. Współpraca między wydziałami kulała. Ministerstwo było trochę jak szkoła, w której każdy nauczyciel uważa, że jego przedmiot jest najważniejszy. O ile jednak w szkole można to było jakoś rozwiązać, o tyle w Ministerstwie zakrawało to o absurdalne rozwiązanie. Biurokracja była wpisana w ich pracę, z tym się niestety trzeba było pogodzić, jednak gdyby to biurokracja była jedynym problemem nikt by nie narzekał.
- Współpraca z biurem aurorów to największa zmora. Wszystko jest tajne, nic ci nie mogą powiedzieć, a jak potrzebujesz dokumentów do własnego śledztwa to jeśli nie zrobisz avanti i nie pójdziesz wyżej to nigdy w życiu nic nie dostaniesz. Tak to wygląda w każdym razie w moim przypadku. Mam nadzieję, że tobie uda sie wszystko pozałatwiać bez takich drastycznych kroków. - posłała jej ciepły uśmiech, naprawdę życząc jej jak najlepiej.
Przeszła już tyle batalii z aurorami, że gdyby to byli normalni ludzi już dawno by im się to znudziło i udostępniali jej dokumenty, których potrzebowała bez zająknięcia. Jednak za każdym razie postanawiali robić sobie i jej pod górkę, wiedząc, że trafili na zawodniczkę, która się nie poddaje i zawsze finalnie dostaje to co chce.
- Och naprawdę? Tak ci powiedziała? - przewróciła oczyma kręcąc głową z niedowierzaniem - Naprawdę, te stare dewoty. Same wyglądają na Trytony wyciągnięte z wody, ale przeszkadza im ciemniejszy odcień szminki. Ja na twoim miejscu tym bardziej bym nie zmieniała, chociaż ten kolor ci bardzo pasuje. - mrugnęła do niej, by moment później zamyślić sie na chwilę - Hm…wiem, o której mówisz, chyba kupiłam ją gdzieś na Horyzontalnej. Mam ją już jakiś czas więc nie jestem pewna, ale na bank pamiętam, że to nie był jakiś taki wielki i znany sklep, raczej taki mały sklepik gdzie pani robi wszystko sama, na zamówienie przeważnie. Więc to dobrej jakości rzeczy. Przypomnę sobie na pewno i podeślę ci namiary.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
16-01-2026, 14:13
3 kwietnia 1962

Lubił sztukę i fascynowało go piękno. Może nie była zbyt często w teatrze, ale tylko ze względu na to, że mógł się tam natknąć na swoją siostrę. A jednak wystarczało mu to, że musiał ją widywać w rodzinnej posiadłości. Nie potrzebował kolejnego miejsca, gdzie ludzie zachwycają się jej widokiem. Ona właściwie nie musiała robić nic. Wystarczyło, że była i wszyscy byli wpatrzeni w nią jak w obrazek. Doprowadzało go to do szewskiej pasji. Ale był taki wieczór, który postanowił spędzić samotnie w teatrze i los chciał, że wpadł na jedną z artystek, która już w czasie recitalu zwróciła jego uwagę. Nie tylko dlatego że była wybitnie uzdolniona, ale także dlatego że urodą wyróżniała się wśród innych artystek. Kompletnym przypadkiem więc kręcił się przy wyjściu dla artystów, żeby z nieuwagą wpaść na Almyrę i ze swoim firmowym łobuzerskim uśmiechem, oczywiście w ramach przeprosin, zaprosić ją na kolację. Zwykle działało. Zadziałało też i tym razem, chociaż miał wrażenie, że wahała się przez dłuższą chwilę. Rozbudziło w nim to chęć zaimponowania jej, żeby nie pożałowała spotkania. Artystki były dla niego fascynujące, więc miał nadzieję na udany wieczór. Wybrał dobrą restaurację, kupił bukiet różowych peonii. Róże uważał za aby oklepane. Przed wejściem do lokalu wypalił jeszcze papierosa. Odebrał stolik wcześniej, upewniając się przy tym, że jest w odpowiednim miejscu sali. Nie chciał rzucać się w oczy, ale też umiejscowienie kompletnie w kącie nie wydawało mu się odpowiednie. Ubrany był jak zwykle elegancko, ale z dozą pewnej nonszalancji, bo włosy pozostawały w pewnym opanowanym, ale jednak nieładzie. Nie chciał wyglądać na snoba, a wiedział że ma do tego predyspozycje. Dopiero przy bliższym poznaniu można było zajrzeć pod tę maskę idealnego panicza Blacka.Ale też nie chciał być przede wszystkim być podobny do ojca. Chciał iść swoją drogą, na ile pozwalały mu obowiązki wobec rodziny. Zajął miejsce przy stoliku i spojrzał na zegarek. Był chwilę przed czasem. To dobrze. Ostatnio miał tendencję do spóźniania się, ale wolał, żeby nie miało to miejsca w tym przypadku. Odpowiedział kelnerowi, że jeszcze na kogoś czeka, a na stoliku znalazły się dwie karty. Nie przeglądał swojej tylko rozglądał się po lokalu co chwila spoglądając na wejście. Jakby mimo całej swojej pewności siebie trochę wątpił, że przyjdzie. W końcu Nylah musiała mu zrobić czarny PR wśród koleżanek z teatru, bo dawno nie spotykał się z żadną artystką. A może jednak siostra ma lepsze tematy do rozmów, bo wypatrzył Almyrę w drzwiach. Od razu wstał i szczerze się uśmiechnął czekając aż kelner wskaże jej odpowiedni stolik.
– Dziękuję, że przyjęła Pani moje zaproszenie. Mam nadzieję, że lubi Pani kwiaty  – przywitał się podając jej bukiet i posyłając kolejny uśmiech zanim ktoś z obsługi osunął jej krzesło i mogli usiąść do stolika.  Przyglądał jej się z ciekawością, ale  nie natarczywie. Chciał zrobić na niej dobre wrażenie, ale przede wszystkim planował się dzisiaj dobrze bawić w miłym towarzystwie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
18-01-2026, 22:43
Almyra raczej nie był przyzwyczajona do tego, że ktoś, kogo spotkała pierwszy raz w życiu po prostu wpadając na niego pod teatrem, zaprosił ją na kolację. Raczej nie była z tych osób bardziej przebojowych i zgadzających się na każde tego typu zaproszenie. Do tej pory tego typu kolacje, czy jakiekolwiek spotkania nie były jej światem. I mówiąc całkowicie szczerze - nie czuła potrzeby zmieniania tego. Ale gdy już nadarzyła się okazja... Tak, wahała się przez parę chwil. Czy aby na pewno mądrym jest ot tak przyjmowanie zaproszenia od nieznajomego? Dobra, mężczyzna był przystojny i wydawał się pewny siebie... Może to ją przekonało? A może po prostu za bardzo wzięła sobie nauki Melusine - może nawet i nieco błędnie? Postanowiła zaryzykować i po prostu spędzić przyjemny wieczór w towarzystwie mężczyzny. Zwłaszcza, że mieli się spotkać w restauracji - gdzie będą też inne osoby (a przynajmniej tak myślała).
Ubrana elegancko, w dłuższą jasną suknię, zakrywającą to, co powinna, przekroczyła próg sali. Rozejrzała się dookoła, chociaż kelner poprawidził ją bezpośrednio do odpowiedniego stolika. Uśmiechnęła się, odrobinę niepewnie i delikatnym, płynnym ruchem dłoni schowała niesforny kosmyk włosów za ucho.
- To ja dziękuję za zaproszenie... I za kwiaty. - spojrzała na bukiet, który jej podał i uśmiechnęła się nieco szerzej. Peonie były pięknymi kwiatami. A ona uwielbiała dostawać kwiaty, choć wiedziała, że wytrzymują zaledwie parę dni i czasami nie warto po prostu ich zbierać z krzaków - lepiej, by rosły i kwitły na krzakach, z korzeniami w ziemi i by mogły dzięki temu długo zachwycać pięknem. Usiadła na miejscu, gdy jeden z kelnerów odsunął jej krzesło i skierowała spojrzenie brązowych, czujnych tęczówek na mężczyznę.
- Często bywa Pan w teatrze? - zadała spokojne pytanie, zachęcając mężczyznę do rozmowy. Mówiąc całkowicie szczerze - nie wiedziała, z kim właśnie rozmawia. Nylah faktycznie opowiadała jej co nie co o swoim bracie, ale Almyra do tej pory nie poznała Oriona, więc nawet przez myśl jej nie przeszło, że mógłby właśnie przed nią siedzieć. A sama dziewczyna miała nadzieję na miły i spokojny wieczór.
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
20-01-2026, 00:26
Lubił spontaniczne spotkania, nowości i beztroskie odskocznie od obowiązku i rzeczywistości. Czasami trzeba było być sobą, a nie tylko młodym Blackiem – chodzącym obowiązkiem. Dobre pochodzenie i wychowanie na czarodzieja, który czuje się zdecydowanie lepszy od innych poskutkowało dużą pewnością siebie, co często wykorzystywał. Jak chociażby wtedy, gdy zapraszał pierwszy raz spotkaną kobietę na kolację, tylko dlatego że spodobała mu się fizycznie. A w tym wypadku jeszcze cudownie grała na pianinie. Były to wystarczające powody, żeby cieszyć się jej towarzystwem cały wieczór, a być może też lepiej poznać. Droga restauracja, kwiaty i klika komplementów zwykle działały dobrze, a czasami nawet jeszcze lepiej. Był Blackiem i to był jego atut przy podrywaniu młodych panien. Potrafił być szarmancki i było go stać na wiele, i świadomie to wykorzystywał. Zawiesił wzrok na swojej towarzyszce, a w jego czekoladowych oczach pojawił się krótki błysk. Już wiedział, że podjął dobrą decyzję, bo w jasnej sukni wyglądała przepięknie. Chociaż być może on wolałby, żeby kreacja była mniej zabudowana. Ale dawało to pola wyobraźni.
– Nie tak często jakbym chciał. Dużo nudnych spraw mam na głowie. Dlatego wybieram tylko wyjątkowe wydarzenia. Przyznam się Pani w sekrecie, że przepadam za muzyką fortepianową, chociaż sam nie mam nawet ułamka Pani talentu – odpowiedział z nutą smutku w głosie. Właściwie to zgodnie z prawdą, bo nie bywał w teatrze wtedy, gdy mógł się tam natknąć na siostrę, a niestety były to częste przypadki. Dodatkowo mógł podkreślić, że wydarzenia z jej udziałem uważa za wyjątkowe, więc nie omieszkał tego zrobić. – Ale proszę mi wybaczyć ten niefortunny nietakt – Orion – przedstawił się samym imieniem sugerując tym samym przejście na Ty. Właściwie to zapomniał, że wcześniej nie zdążył się wylegitymować, bo zaprosił ją na randkę z przypadkowo spotkanym nieznajomym, ale chyba wypadałoby, żeby wiedziała jak jej towarzysz ma na imię. Uśmiechnął się przy tym czarująco starając się zrobić na niej wrażenie osoby, która jest elegancka, ale nie sztywna. Może i obracał się w snobistycznym środowisku, ale snobem zdecydowanie nie był. – Może zamówmy coś – zagadnął otwierając kartę – Menu mają tu sezonowe, więc trudno mi coś polecić, bo nie bywam tu tak często, ale naprawdę polecam spróbować ich wina. Sprowadzają je z różnych krajów i tutejszy sommelier zdecydowanie zna się na rzeczy – dodał przeglądając menu, ale jednocześnie co chwila zerkając na swoją rozmówczynię.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Almyra Warren
Czarodzieje
Hovering like your shadow and whispering to you - I’m your light and your darkness.
Wiek
24
Zawód
Artystka, pianistka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
21
Magia Lecznicza
Eliksiry
10
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
15
Brak karty postaci
20-01-2026, 11:29
Almyra rzadko kiedy pozwalała sobie na odrobinę spontaniczności. Owszem, co jakiś czas - tak. Ale z reguly jej życie, plan dnia, musiał być choć odrobinę zaplanowany - mogły to być ruchome plany, ale raczej starała się ich trzymać. Tutaj jednak musiała przyznać, że... coś poszło nie tak. Z reguły sobie na takie odskocznie nie pozwalała, ba, nie dawała żadnych pretekstów do tego typu spotkań. Ale biorąc pod uwagę, że pojawiła się na kolacji i to nawet nie spóźniła się pokazywało, że coś chyba zmieniło się w jej sposobie myślenia. I zachowania. Co tak dokładnie? Jeszcze tego nie była w stanie nazwać.
Dobra, no powiedzmy szczerze, że na pewno wygląd miał tutaj sporo znaczenia. I zachowanie. Bo chociaż wzbraniała się przez chwilę, tak koniec końców zgodziła się na to. I nie czuła się z tym źle, to byłoby w tym wszystkim najbardziej zaskakujące! Czuła się inaczej, to na pewno - w końcu takie sytuacje to nie była dla niej stała część jej życia, prawda? Nie mniej, a niech się dzieje wola przysłowiowego nieba.
- Rozumiem. W teatrze dużo się dzieje, ciężko też byłoby chodzić na wszystkie wydarzenia... - powiedziała spokojnie, a gdy mężczyzna przyznał, że przepada za muzyką fortepianową, uśmiechnęła się. Może delikatny rumieniec dało się zauważyć na jej policzkach, ale ale... Warren miała na uwadze, że mężczyzna mógł ot tak po prostu mówić. - Nauka na fortepianie z jednej strony nie jest taka ciężka, choć żeby dojść do wyższego poziomu wymagana jest wieloletnia nauka... Ale niektórzy łapią to bardzo szybko, może w Pana przypadku by właśnie tak było?
Nie podejrzewała go o to, że mógłby być bratem Nyli. Kompletnie. Bo to mało było mężczyzn na tym świecie? No i nigdy nie widziała zdjęcia Blacka, jakoś opisywanie słowne mężczyzny, czy jego charakteru było wystarczające. Cóż, może gdyby jednak poprosiła ją o zdjęcie konkretnie jej brata, inaczej by podeszła do tej sytuacji? Nie mniej, uśmiechnęła się w tym momencie.
- Almyra. - bo skoro on nie przedstawił się z nazwiska, to jemu i jej imię wystarczyło. Chociaż istniało prawdopodobieństwo, że mógł widzieć jej nazwisko na broszurach i plakatach teatralnych. Ale, ale, nie było to teraz ważne. Nie była nikim sławnym, jeśli chodzi o rodziny czarodziejów, więc co najmniej się tym nie przejmowała.
- Oczywiście, w końcu... jesteśmy w restauracji, wypadałoby coś zamówić... - zanim przygryzła się w język, powiedziała rzecz banalną, po której zaraz wbiła spojrzenie w menu, przygryzając policzek od środka. No ładnie, ale głupoty pleciesz Almyra... - Możemy również spróbować wina. Muszę się przyznać, że nigdy tutaj nie byłam, więc jeśli Pan... jeśli polecasz, Orionie tutejsze wino, z chęcią się go napiję. - zaraz jednak wróciła spojrzeniem do menu. Widziała mnóstwo ciekawych dań, ale nie potrafiła się skupić i wybrać cokolwiek z karty. Uniosła spojrzenie na mężczyznę i uśmiechnęła się lekko. - Czy z karty dań również możesz coś polecić? - na szczęście nie było niejadkiem, mogła zjeść... wszystko.
Fly up
Fall into the Sunkiss
I’ll embrace you fearlessly
I’ll kiss you in that red light
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 13:55 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.