• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Wschodni Londyn > Mury fabryczne przy Tobacco Dock
Mury fabryczne przy Tobacco Dock
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-07-2025, 22:03

Mury fabryczne przy Tobacco Dock
Fabryczne mury to relikt przeszłości - olbrzymia ceglana forteca, która jeszcze do niedawna stanowiła ożywiony punkt handlowy, dziś służy jako magazyn, lub tymczasową przechowalnię. Większość pomieszczeń jest pustych, okna zabite są deskami lub całkowicie wybite. Niektóre hale wynajmowane są na krótko przez tutejszego dozorcę: na targi, magazyny mebli, do czarnych interesów, o które nie warto pytać. W deszczowe dni woda sączy się z nieszczelnego, blaszanego dachu, tworząc pokaźne kałuże. W nocy wszystko tutaj wydaje się żyć własnym życiem, wiatr odbija się od ogołoconych murów przenikliwym i zdradzieckim szeptem. a tyłach fabryk dzieci z okolicznych kamienic grają w piłkę, a starzy dokerzy siadają na skrzyniach i wspominają długie noce przeładunków.  Miejsce to nie jest do końca zapomniane.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
23-10-2025, 20:57
Londyn nie był również i moim miejscem. I zapewne żadne miasto czy wioska nie byłoby w stanie zaleczyć poczucia wyobcowania i niedopasowania. Wszędzie zdawałem się jedynie gościem, kimś komu na moment przyszło cieszyć się dobrodziejstwami lokalnej infrastruktury i społeczności. Kimś, kto wykorzysta wszystko do cna, a wreszcie wyjałowiwszy pod sobą ziemię, ruszy dalej szukać [/i]nie swoich miejsc pełnych nie swoich ludzi…[/i] Zważywszy jednak na okoliczności, zapewne znam stolicę lepiej od Leonie. Zakotwiczony na dłużej niż ledwie moment, lubię przechadzać się jej ulicami i uczyć panujących tu zależności. I nawet kiedy przychodzi mi tu rola biernego obserwatora, to wydobywam z niej okruchy satysfakcji. Na hasło o tańcach mam więc gotowy wachlarz miejsc, gdzie może zażyć takiej rozrywki. Może to będzie odpowiedni sposób na wieczór? Może sam odnajdę w prostej czynności realną odskocznię od myśli, których natłok uniemożliwia mi wieczorny sen. Nie mam wiele do stracenia, dlatego chyba godzę się na propozycję Figg i bez namysłu podążam w kierunku, gdzie tętniące życiem miasto obiecuje namiastkę spokoju. Miraż normalności, z którym już dawno się zaznajomiłem potrafi być niemalże nierozróżnialny od faktycznego stanu rzeczy.
— Więc marzą ci się tańce… — Komentuję zupełnie lekkim tonem, uśmiechając się przy tym całkiem łagodnie jak na mnie. Bez kpiny, bez złośliwości bez szelmowskiej podbitki, bez której życie dla mnie jest pozbawione smaku. Ma u mnie taryfę ulgową, przynajmniej dzisiaj, przynajmniej po tej rozmowie. Chcę myśleć tylko tyle, że jest mi osobą całkiem bliską, jeśli idzie o życiowe doświadczenie. Nie mam wprawdzie całego oglądu na jej rzeczywistość, ale w tym skrawku nasz ból rezonuje ze sobą, spajając się w jeden, przejmujący do szpiku kości dźwięk. Możemy więc wspólnie spróbować ból ten zagłuszyć, choćby najsłabszą muzyką na żywo, którą zaoferuje nam Londyn. Wszystko będzie lepsze od skostnienia na szczycie murów w asyście butelek z alkoholem.
Kiedyś przepadałem za tańcem i nawet nie jestem w tym mistrzem, lubię sobie myśleć, że i bez specjalnego szkolenia nie wychodzi mi to najgorzej.
— Cóż, postaram się, choć jestem niemalże pewien, iż miałaś już okazję widywać mnie na parkiecie — rzucam jej już w typowym dla siebie stylu. Jestem święcie przekonany, że jeszcze za czasów, kiedy spotykałem się z Fran, bywaliśmy na różnych potańcówkach. A przynajmniej zaliczyliśmy jedną czy dwie międzydomowe imprezy, które skupiały głównie pary z naszego rocznika. — No ale, teraz to teraz, więc będziesz miała okazję przekonać się na własnej skórze — szczerzę się jeszcze szerzej. Potem namyślam się jeszcze, gdzie faktycznie powinniśmy się udać. — Chodźmy tamtędy — wskazuję dłonią uliczkę w dole. Jeszcze trochę i zrzucimy z siebie zarówno chłód wspomnień jak i marcowej nocy.

ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
12-01-2026, 00:42
18 kwietnia 1962
Fintan na pewno nie był jeszcze w stanie przyznać tego na głos, ale po cichu i gdzieś w głębi duszy zaczynało to do niego docierać. Willow miała na niego wpływ, zdecydowanie i niezaprzeczalnie. I to dobry wpływ, bo z nią przecież nie mogło być inaczej. Jasne, wciąż przychodził i odchodził i pomieszkiwał u niej na kocią łapę, ale jej uwagi były dla niego na tyle cenne, by wziął je sobie trochę do serca. I tak oto o zatrważającej szóstej rano stawił się w porcie wschodniego Londynu, by wykonać całkowicie legalną pracę zarobkową.
Jego estymacje odnośnie dilerskiego długu były słuszne i był już w sumie na prostej. Jeszcze tylko w przyszłym tygodniu zaliczy wypad do Cardiff i będzie zupełnie na czysto, zarabiając już na własny rachunek, a nie na spłatę długu. No i jak teraz trochę w sumie żyli z Willow na częściowo wspólnym rachunku to zaczął mieć wątpliwości co do tego, czy powinien dzielić się z nią nielegalnie pozyskanymi pieniędzmi. W końcu była policjantką i naszła go refleksja, że tak trochę głupio ją wiązać z pieniędzmi zarobionymi na czarno. Dlatego złożył sobie obietnicę poprawy i postanowił, że wróci do dorywczych zajęć, które nie wiązały się z kradzieżą, handlem narkotykami czy innymi wątpliwej legalności czynnościami.
Traf chciał, że niestety miejsce w którym miał dziś pracować wyglądało na raczej szemrane. Choć czy nie było tak zawsze z portowymi magazynami, nie ważne czy mugolskimi, czy magicznymi? Każdy taki prosił się na zostanie miejscem dokonywania interesów pod osłoną nocy, których przypadkowi świadkowie mieli skończyć marnie, jeżeli znaleźliby się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Farley dostatecznie długo bujał się z gangami by wiedzieć, jak się takie sprawy kończyły: na dnie doku.
O zabójczej godzinie za pięć szósta rano Fintan stawił się w miejscu wskazanym w ogłoszeniu, które znalazł na jednej z miejskich tablic na anonse. Nie był w wybitnym humorze, ale bardzo chciał robić dobrą minę do złej gry. Na miejscu okazało się, że nie był jedynym chętnym. Jakiś inny facet, na oko starszy od Fintana i zdecydowanie przeżuty przez życie. Finn postanowił podejść bliżej i się upewnić.
— Dobry — skinął typowi, zatrzymując się parę kroków od niego. — Jestem Fintan. Ty też na robotę u Harlowa? — zapytał, opierając się ramieniem o mur i zastanawiając się, czy zdąży jeszcze zapalić zanim pojawi się ich zleceniodawca. Miał mętne wrażenie, że nie, bo zza budynku obok wyłonił się kolejny mężczyzna, który od razu ruszył w ich kierunku — i znając jego szczęście to zapewne był czarodziej szukający taniej siły roboczej, którą miał stanowić Farley i jego nowy towarzysz porannej niedoli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
12-01-2026, 12:14
Mury fabryczne o tej porze połyskują wilgocią nocy. Londyn jest senny, spowity mgłą, ociąga się nim faktycznie rozbudzi do życia. Ulice widzą ludzi dnia wczorajszego przemieszanych z prędkimi miłośnikami obowiązków zawodowych. Pora rozpocząć codzienny bieg, zaszyć się w biurach i za ladami sklepów, rozgościć w salonach fryzjerskich i szewskich pracowniach. Dużo tego. Każdy ma swój sposób na przetrwanie, większość czuje stabilny grunt pod nogami i przewidywalność codzienności. Tu jednak sprawy mają się inaczej.
Magazyny widzą różne twarze, czasami tylko raz, by potem o nich zapomnieć. Są wprawdzie i wytrwalsi, mający pracę fizyczną za normalność. Ci jednak zwykle winszują sobie więcej od przypadkowej zbieranki z ulicy, co często zniechęca panów przedsiębiorców do polegania na sprawdzonej ekipie. Bo ileż mogą stracić? Przenoszenie skrzynek nie wymaga doktoratu.
Stolica wita go tym, czego się spodziewał: pożółkłe anonse, hasła rzucane z ust do ust, roboty mniejsze i większe. Nie wie jeszcze czy żałuje. Wszystko miesza się z sobą, rzeczy bardziej i mniej legalne, byle zapełnić nadszarpnięty w ostatnich miesiącach budżet. Nie jest rozrzutny, starcza mu naprawdę niewiele, czasami jednak tęsknota za czymś więcej jest silniejsza. Co jakiś czas doznaje przebłysku, że mdła rzeczywistość strasznie go brzydzi. Nie ma póki co jednak zbyt wielkiego pola do manewru. Godzi się więc za marne grosze przyjść i rozładować to, co ma w swoich zasobach Harlow. Nie zna go prawie, ale zna za to podobnych mu kowali sukcesu — wzbogacających się krwawicą zdesperowanych. Doki mają swoje zasady.
Stoi oparty o murek, z dolnej wargi zwisa mu smętny strzępek papierosa. Podkrążonych oczu nie dorobił się przez jedną bezsenną noc. Są one tak głęboko wżarte w tkankę, że ciężko byłoby je wywabić tygodniem spędzonym w pościeli z gęsiego pierza. Układa dłoń na karku i porusza nim w prawo i w lewo. Coś trzeszczy mu w kręgach, a on krzywi się — w tym samym momencie, kiedy podchodzi towarzysz jego dzisiejszej niedoli.
Przygląda się mu dość pobieżnie. Nie ma interesu w studiowaniu gęby przypadkowego typa. Kiwa tylko głową na znak, że i owszem, przyszedł w związku z ogłoszeniem Harlowa. Rzuca pod nogi peta i depcze go butem.
— Jesse. — Rzuca krótko, bo nie przepada, kiedy ktoś woła za nim „ej ty” przez pół dnia. Woli mieć formalne minimum uprzejmości odhaczone.
Nie stoją zbyt długo we dwójkę, bo zaraz wyłania się ich dzisiejszy szef. Pora wysłuchać co ma do powiedzenia i zabrać się za działanie.
— Dobra panowie… — Mierzy ich krótko, chyba jest zawiedziony, że tylko dwóch się skusiło. To oznacza stratę czasu ale już nic na to nie poradzi. — Trzeba ogarnąć bajzel na składzie. Zrobić miejsce na nowe towary. Chyba umiecie sprzątać, co? — Rechocze. — Skrzynie oznaczone czerwoną pieczęcią na jedną stronę, w głąb magazynu. Reszta bardziej do przodu. Co zbutwiałe na osobne miejsce. Trzeba będzie to przepakować. Ale tym się zajmiecie…— zawiesza na chwilę. — Jak uznam, że robotę dobrze zrobiliście. Jakieś pytania? — Dodaje formalnie. Jesse wzrusza ramionami i patrzy na Fintana. Trafił mu się filozof czy może człowiek czysto zadaniowy?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
18-01-2026, 00:36
To były niby drobne rzeczy, ale nie aż tak małe by je całkowicie przegapić. Fintan sam nie uważał się za rannego ptaszka, ani za kogoś w wybitnym stanie psychofizycznym nawet w świetle ostatnich wielce pozytywnych zmian w jego trybie życia. Nowo poznany kolega stanowił jednak całkiem odrębną kategorię człowieka zmizernowanego o poranku. Farley nie był pewien czy w swoich najgorszych momentach miał aż tak bardzo podkrążone oczy.
W bidulu czegoś tam siejednak o kulturze osobistej nauczył i nie skomentował tego na głos, jedynie skinął głową gdy tamten się przedstawił. Człowiek niewielu słów, jak się wydawało na pierwszy rzut oka: i dobrze, bo nie było nic gorszego niż utknąć na robocie z niepoprawną gadułą.
Ich dzisiejszy zleceniodawca na milę śmierdział pieniądzem ciężko zarobionym pracą cudzych rąk, i to za zdecydowanie zaniżoną stawkę. Taki samozwańczy rekin biznesu, co to taki sprytny i hej do przodu, że w pewnym momencie zapominał spojrzeć przez ramię czy mu z tyłu aby nie brakuje. Fintan miał już w swoim życiu do czynienia z takimi byznesmenami, więc nawet sobie wielkich nadziei na dziś nie robił. Dostanie trochę grosza, a trochę to już przecież więcej niż nic, nie? No i Willow się pewnie ucieszy, że coś tam popracował.
Robota wydawała się niewymagająca nie wiadomo jakiej wirtuozerii, ale zarazem dość mozolna i upierdliwa. Zbutwiałe skrzynie. Znając jego szczęście, pewnie rozlecą się w pył jak tylko na nie spojrzy.
Pytań nie miał — no, może poza jednym.
— To gdzie te skrzynie?
— Ha, i takie podejście to ja lubię. Tędy — Harlow machnął ręką by szli za nim. Co ciekawe, nie podszedł do bramy do magazynu, pod którym się spotkali. Przeszli pomiędzy halami, w głąb zabudowy, aż w końcu zatrzymał się przed jakimiś obskurnymi drzwiami. Rozejrzał się — w ogóle nie było to podejrzane, skądże — po czym wyciągną różdżkę i pomajstrował przy jakimś zabezpieczeniu nałożonym na wejściu. Ciekawe. Z głośnym skrzypnięciem lekko zardzewiałe zawisy ustąpiły, wpuszczając ich w głąb ciemnego magazynu. Jedyne światło jakie wpadało do środka pochodziło z brudnych okienek gdzieś wysoko pod sklepieniem, jednak nawet w półmroku widać było, że skrzyń jest całkiem sporo.
— Wątpię żebyście mnie potrzebowali przed końcem roboty, ale jakby coś się działo to w kapitanacie będę. A, no i za efekt płacę, a nie za godziny — Harlow pogroził im palcem, po czym odwrócił się na pięcie i zamknął za sobą drzwi. Farley nie wiedział, czy tym samym aktywowało się też zabezpieczenie i byli tu uwięzieni aż ich nie wypuści, czy jak to działało, ale na razie nie czuł potrzeby by to sprawdzać. Chyba by ich tu tak nie zatrzasnął...? Nie no, powiedział żeby go złapać jakby co, także na pewno mogą stąd po prostu wyjść. A przynajmniej zamierzał w to wierzyć.
Farley mentalnie się spoliczkował za te bezsensowne dywagacje, skupiając swoją uwagę na tych nieszczęsnych skrzyniach.
— To od której strony zaczynamy? — zapytał Jessego, rozglądając się na boki. — Bo bez jakiegoś systemu to w tym utoniemy — zawyrokował, przeklinając się w duchu za to, że zachciało mu się legalnej roboty.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
19-01-2026, 11:59
Czuje to płytko pod skórą. Wczoraj wrażenie było nieco bardziej odległe, ale wzbierało z każdą godziną aż do teraz. I nie przestanie lecz będzie wędrować dalej, póki włoski na karku nie zjeżą się na moment przed zachodem słońca. Nie zaśnie, podobnie jak nie uczyni tego w kolejną noc. Zadanie, które ma przed sobą ma jedynie dać mu pozór spokoju, zająć czymś czas, który płynie nieubłaganie, a zastanawianie się nad każdą minutą sprawia jedynie, że jest bardziej i bardziej przytłoczony. Przywykł i nie przywykł zarazem. Wilkołactwo krąży w jego tkankach, czeka aż kruche kości połamią się i odrodzą na chwałę drapieżnych instynktów. Zmęczenie kumuluje się pod sklepieniem czaszki.
Przeciera oczy raz jeszcze, spogląda na Fintana, potem na Harlowa i jeszcze raz na Fintana. Słucha objaśnień, słucha jak suchy zgrzyt zatrzaskuje za nimi wejście do magazynu. Słucha jak pracodawca oddala się niespiesznie, a oni pozostają sami, by przez resztę dnia siłować się ze skrzyniami. Jeśli coś zarobi, kupi wieczorem flaszkę, może sen go wreszcie dopadnie.
Hangar pachnie wilgocią i czymś jeszcze. Czymś, co wróży kłopoty jeśli źle postawią stopę i spojrzą dalej, niż powinni. Ale to norma, więc nie robi sobie wiele z nieprzyjemnych odczuć. Tu nic nie jest klarowne, a to co wydaje się na pozór sprawą legalną, wcale nią być nie musi. Zamiast dywagować, rozgląda się teraz po obszernym pomieszczeniu. Robi kilka kroków do przodu, by zajrzeć za pierwszą linię pakunków. Potem ocenia szybko, ile gdzie czego jest. Zdaje się, że póki co trzeba przepchnąć to, co inni pracownicy poukładali (o ile to można tak nazwać) u wejścia, bo w innym wypadku całkiem się zagracą. I zamknięte przez Harlowa drzwi będą ich najmniejszym zmartwieniem. Skrzynki czy z pieczęcią czy bez były w różnym stanie, dlatego to co zbutwiałe będą musieli usuwać na bieżąco. Tylko nie bardzo mieli do tego plac… Inaczej…
— Zróbmy miejsce na to, co zniszczone, bo póki co jest tu taki rozgardiasz, że nic lepszego nie wymyślimy — stwierdza i kuca przy jednej ze skrzyń. Uderza w nią kłykciami, deska lekko trzeszczy. Czy w ogóle to da się podnieść bez ryzyka, że rozsypie się w drobny mak? — Może tam? — Wskazuje miejsce, gdzie stoi około czterech oznakowanych i pięć czystych paczek. — Rozdzielmy najpierw te. Zyskamy miejsce na zbutwiałe, a potem zajmiemy się przenoszeniem tego, co przy wejściu. Dobra? — I tak zdaje się, że te z pieczęcią zwykle trafiały na tyły albo zakrywano je innymi, zapewne mniej wartościowymi. Przez chwilę zastanawia się nawet, co takiego Harlow tu składuje, nauczył się jednak, że o pewne rzeczy lepiej nie pytać, dla własnego spokoju. Nie zawsze potrafił jednak powstrzymać resztki naturalnej dociekliwości zaszczepionej jeszcze w trakcie pełnienia służby aurora.
Jesse podchodzi do rzeczonego miejsca i czeka na Fintana. Mierzy się siłowo z pierwszą skrzynią.
— Pierwszy raz na takiej robocie? — Pyta nieoczekiwanie. Nie jest fanem rozmów o niczym, ma jednak w tym pewien interes. Woli wiedzieć, na ile powinien się starać i na ile sprawę kontrolować, żeby wypłata nie przeszła im koło nosa. Dla wspólnego dobra, powiedzmy…


Daję radę czy potrzebuję pomocy?
1-2 — idzie pięknie
3-4 — Przydałby się Fin do pomocy
5-6 — Chyba coś trzasnęło, skrzynka ledwo się trzyma
1x k6 (jak tam skrzyneczka):
1
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
25-01-2026, 12:22
W pierwszej chwili ilość skrzyń dookoła była dość przytłaczająca jak na zaledwie dwójkę świeżo mianowanych, tymczasowych magazynierów. Fintan był robotny, ale był też sprytny, toteż nie zamierzał dać się komuś wykorzystać by odwalić większość brudnej roboty. Przede wszystkim Farley starał się być jednak w życiu jako tako sprawiedliwy, więc o ile Jesse nie miał planu już od początku przerzucać większości najbardziej parszywej roboty na niego, to powinni się dogadać. A z jego odpowiedzi wynikało, że Fintan mógł być o to raczej spokojny.
Rozejrzał się dookoła, ignorując na razie ciche alarmy w jego głowie i kiwnął głową.
Oby tylko z tych skrzyń nie wypadło nic, z czego ciężko będzie się wytłumaczyć.
— Dobra, sensowne — przytaknął, po czym podszedł do wskazanych skrzyń. Obejrzał je, z zadowoleniem stwierdzając, że ich drewniane ścianki wyglądały porządnie, jakby były nawet świeże w porównaniu z co niektórymi egzemplarzami znajdującymi się w hali. Obejrzał się przez ramię na Jessego, widząc jak ten łapie się za skrzynkę. Przez ułamek sekundy Fintan chciał go zapytać czy nie byłoby sensowniej, w wizji spędzenia tu całego dnia na przesuwaniu ciężkich skrzyń, używać magii, ale zaraz zrozumiał. No tak, zbutwiałe skrzynki trzeba było najpierw wyczuć, na co nie pozwalało rzucenie Leviosy. Ale przy tych porządnych? Szkoda pleców.
Dlatego Fintan wyciągnął różdżkę zza pazuchy i wziął się za wskazane skrzynie przy pomocy magii.
— Gdzie tam — odparł na pytanie, na początku chcąc skończyć na tym dyskusję. Ale w sumie to nie zamierzał siedzieć tu w ciszy, bo już dostatecznie czuł się dziś pokarany przez siebie i życie tym wczesnym wstawaniem. A nuż coś przydatnego z tej wymiany zdań wyniknie?
— Jeżeli dałoby się być zawodowcem w pracowaniu dorywczo to byłbym specjalistą w dziedzinie — rzucił żartobliwie, w ograniczonej przestrzeni manewrując skrzynkami tak, aby jednocześnie zrobić miejsce i nie zastawić ich zupełnie. Zaczął od skrzynek z pieczęcią, starając się składować je na razie w jednym obszarze, zaś te zwykłe rozkładając na inne, podobnie wyglądające stosy kawałek dalej od wejścia. — Odkąd skończyłem szkołę zajmuję się tym i tamtym — wzruszył ramionami, patrząc jak Jesse łapie za skrzynkę i niesie ją w kąt, który oczyścił Fintan. Zdawał się sobie radzić, więc Farley przeniósł spojrzenie na najbliższą stertę, starając się znaleźć w niej jakiś sens. — A ty? — odbił pytanie, zawiesiwszy spojrzenie na kolejnym zbutwiałym pakunku. Ten znajdował się na tyle wysoko, że musiał najpierw wspiąć się trochę wyżej po innych skrzynkach, by w ogóle być w stanie ocenić jej stan.
Westchnął ciężko.
— Naprawdę rzucenie Imperviusa na każdą skrzynkę było zbyt wielkim wysiłkiem? — mruknął z wyrzutem, dochodząc do wniosku, że czego nie zrobi to będzie źle. — Uwaga — ostrzegł, po czym machnął różdżką w kierunku skrzyni, skupiając się na tym, by trafiła w miejsce wyznaczone dla zgniłków. — Translatio!
Skrzynka zniknęła, zaraz pojawiając się z ciężkim skrzypnięciem we wskazanym miejscu. Zaraz po tym nastąpił jednak trzask i posypały się drzazgi, a zawartość pakunku ujrzała światło dzienne.

Co wypada ze skrzyni?
1 - rodzinka wybitnie niezadowolonych, plujących jadem korniczaków
2 - przegniłe, nie nadające się do niczego nakładki Spongify
3 - nic, skrzynia była pusta
4 - Złoto Leprokonusów
5 - gumowe kaczki
1x k5 (Zawartość skrzyni):
2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
26-01-2026, 12:33
Jego zachowawczość względem używania magii może zaskakiwać, przez ostatnie lata jednak nabył nieco ostrożności w miejscu, gdzie świat czarodziejów przeplata się wdzięcznie ze światem mugoli. Wprawdzie na farmie Goffinów pracowali niemal sami obdarzeni potencjałem magicznym robotnicy, ale zdarzało się, że zaglądali tam też kupcy i weterynarze nie mający zielonego pojęcia o tym, że tuż pod ich nosem dzieje się coś zupełnie wykraczającego poza granice ich zdrowego rozsądku. Powtarzana jak mantra zasada — „Strzeżonego Pan Bóg strzeże” — wybrzmiewająca w ustach starej Katarzyny, zakorzenionej w świecie niemagicznym bardziej niż dorodny dąb nieopodal ich farmy, przylgnęła więc do niego i zwykle chwyta się wszystkiego w pierwszej kolejności własnymi dłońmi. Zdaje się również, że nie pokłada zbyt wielkiej wiary w wytrzymałości zbutwiałych desek. Cieszy się jednak, że Fin łapie zaraz jego plan i nie zamierza zbytnio nad nim dywagować. Będzie szybciej, a na pewno przyjemniej. Uśmiecha się pod nosem, kiedy towarzysz odpowiada na rzucone mimochodem pytanie dla rozluźnienia atmosfery. Sam duma przez moment, bo to, że para się robotą dorywczą wcale nie jest kwestią aż tak oczywistą. Nie przyszedł tu jednak po to, aby się spowiadać z życia przypadkowemu człowiekowi.
— Przerzuciłem już trochę skrzyń w swoim życiu — mówi dość wymijająco, może to oznaczać cokolwiek, co Fin sobie dopowie. — Ale ostatnie lata pracowałem głównie na farmie. Wiesz, dbanie o porządek w stajniach, karmienie zwierząt, drobne naprawy. Plus jeszcze z tuzin innych obowiązków. Nic nadzwyczajnego — wzrusza ramionami. Mówi to tylko i wyłącznie dlatego, aby obudować wcześniejszą wypowiedź choć odrobiną tła. Byle nie tamten nie czuł, że próbuje ominąć temat, który sam zarzucił na tapet. Skupia się na powrót na swojej skrzyni, którą w całości przenosi na miejsce odrzutu.
W tym czasie Fintan działa przy pomocy różdżki, Jesse nie komentuje, zwłaszcza w momencie, kiedy skrzynia usytuowana na samej górze stosiku znika i następnie pojawia się, by ostatecznie skończyć obrócona w drobny mak. Przeklina szpetnie pod nosem i kręci głową.
— Co on chce tu przepakowywać? — burzy się na wcześniejsze słowa pracodawcy, bo to co wypada spomiędzy szczątków skrzynki wcale nie wygląda jak coś, co potrzebuje nowej skrzyni. Raczej natychmiastowej utylizacji. — Ty to sprzątasz — uśmiecha się kwaśno, mierzy Fintana uważniej niż na samym początku i przez moment zdaje mu się, że nie jest to twarz zupełnie obca. Jakby kiedyś, być może czysto przypadkowo, widział go dwa-trzy razy, nic szczególnego, a jednak myśl zatrzymuje go na moment. Co by jednak miało to zmienić?
Idzie w dalszy zaułek, by zerknąć, ile skrzyń faktycznie przed nimi. Nie spodziewa się jednak tego, że to co zobaczy wcale nie będzie sprawą przyjemną.


Co dalej?
1- widać ślady przesuwania czegoś ciężkiego odznaczające się na posadzce, prowadzą do drzwi na tyle składu
2- za winklem leży otworzona skrzynka i łom, ale nie widać dokładnie, co jest w środku
3- ktoś urządził sobie wygodny kącik i zostawił patchworkowy koc oraz niedopitą sherry
4- jeszcze więcej zbutwiałych skrzyń, aj kłopoty
1x k4 (co tam czeka nas):
2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
Wczoraj, 20:05
Fintan znał schemat: gadka-szmatka, wymienionych między sobą parę zdań, by robota mniej się dłużyła, z nie do końca pewną szansą na to, by przy okazji dowiedzieć się czegoś ciekawego. Miejskie ulice aż ociekały pogłoskami i plotkami, a jeżeli ktoś wiedział, czego w nich szukać, nawet z takiej przypadkowej rozmowy można było co nieco wyciagnąć.
Fintan starał się jednak unikać przypadkowego zdradzenia zbyt wiele o sobie najlepiej jak potrafił. Nie miał tylko pewności, czy Jesse również tak podchodził do tej rozmowy, bo z jednej strony to mu odpowiedział, a z drugiej to wciąż nie posiadało zbytnie informacyjnej wartości. Jednakże, ciekawym było, że jego dzisiejszy współpracownik znajdował zatrudnienie na farmie.
— Czyli ciężka praca i nieprzyjemne zapachy nie są ci straszne — kiwnął głową z uznaniem, bo szanował ciężko pracujących ludzi. Jak przez mgłę pamiętał kurnik u Blacksmithów i niewielką oborę, w której trzymali dwie krasule i starego wałacha, którego lubił karmić marchewkami wykopanymi prosto z grządki. Czasem zapominał, jak prostsze było życie na wsi. — Ale chyba wolałbym czasem obornik niż Londyn zimą — dodał, spoglądając na Jessego. Przejęło go wtedy takie dziwne przeczucie, jakby go już kiedyś widział. Niekoniecznie poznał, ale widział. Szkoła? Pokątna? Może, ale to chyba nie to.
Cóż, zapowiadało się, że będzie miał w najbliższym czasie zagwozdkę.
Zaraz jednak ich pączkującą rozmowę przerwał trzask skrzyni i ciężkie westchnięcie Farleya.
— No posprzątam, nabrudziłem, to posprzątam — westchnął, zeskakując ze skrzyń, by przesunąć strzaskane drewno i spleśniałą stertę niegdyś nakładek Spongify tak, by im nie przeszkadzały. Zajmie się tym później, jak będzie czas na przepakowywanie — choć miał wrażenie, że nie ma co przepakowywać akurat tego towaru.
Finn zaczął przesuwać kolejne skrzynie, część przenosząc przy pomocy magii, zaś do tych bardziej delikatnej natury zrzucił z siebie płaszcz i zakasał rękawy. W końcu będzie to jakaś forma treningu, nie?
Zrobiło mu się już całkiem ciepło. Odstawił jedną ze skrzynek, która trzymała się już chyba tylko na słowo honoru, i rozejrzał się dookoła, nie widząc nigdzie Jessego. Otrzepał dłonie i ruszył głębiej w stronę magazynu, dostrzegając go dość prędko.
— Cholera — wyrzucił z siebie, gdy zobaczył otwartą skrzynię, po czym podszedł bliżej. — W chuj niedobrze —dodał, gdy zobaczył, co było wewnątrz. Dużo niewinnego, całkowicie niezwracającego uwagi wypełnienia, a w nim puste puzderka, ewidentnie po biżuterii. Spojrzał na Jessego, zatrzymując się. — Jak nic pójdzie na nas. Szlag, nie wiem co zrobić. Idziemy po Harlowa czy dalej przekładamy skrzynie i powiemy mu o tym jak wróci? — zapytał, będąc w całkowitej kropce. Żadna z opcji nie wydawała się optymalna. — Kurwa, naprawdę chciałbym żeby nam dzisiaj zapłacił, a to trochę komplikuje sprawy. Chyba że... — zawahał się w swoim wywodzie, strzelając oczami to na Jessego, to na skrzynię. — Chyba że ładnie zbijemy z powrotem wieko, schowamy głęboko za innymi skrzyniami i umówimy się, że nigdy tego nie znaleźliśmy — uniósł pytająco brew, czekając na to, co zdecyduje drugi czarodziej.
Naprawdę chciał dziś dostać wypłatę.

| Rzut na skradzioną zawartość skrzyni
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 11:02 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.