• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Manchester, Palatium Librae > Pokój gier
Pokój gier
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
02-11-2025, 00:59

Pokój gier
Pokój gier jeszcze nie tak dawno był pokojem szachowym, jednak wraz z postępem społecznym i pojawianiem się nowego typu rozrywek, zaczął ewoluować. Obecnie to głównie męska część rodziny spędza tu czas na relaksie, grach i zabawach, których nie wypada kultywować publicznie. Oprócz zachowanych z sentymentu szachów, główną rozrywką stają się tu karty, ruletka, bilard oraz oczywiście doskonale zaopatrzony barek z alkoholem i tytoniem z całego świata. Skórzane fotele i sofy, niewielka biblioteczka, antresola dookoła pomieszczenia i wielkie okna zasłaniane kotarami towarzyszą bywalcom tego miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
11-01-2026, 16:12
Chwytam każdy moment szczerości i zapisuję w pamięci. Intuicja podpowiada mi jasno, kiedy mogę zaufać, a kiedy brać przez dwa słowa rzucane przez Croucha. Jestem w stanie wyobrazić sobie jego nieszczęście — tak po prostu, bez kpiny i przekonania, jak to sam określa, że skoro ma wszystko, to brak mu powodów do narzekania. W idealnym świecie łatwiej niekiedy o smutek i przytłoczenie. Ja nie mam czasu o tym myśleć, moje cierpienie i poczucie beznadziei dzieje się gdzieś mimochodem.
Na moment wszystko staje się bardziej na serio . Mam wrażenie, że rzadko kiedy rozmawiamy ze sobą w podobnym tonie. Zwykle wszystko umyka w żart, utarczki słowne, wymijające gesty i niedomówienia. Znajomość opiera się na dziwnych zabiegach, w których Crouch wciąż nie potrafi oddać prawdy o sobie samym. Dopiero teraz wyczuwam próbę faktycznego przesunięcia granic, paradoksalnie, choć on może wcale nie mieć podobnego zdania w tym temacie. Zdaje mi się, że dla niego wszystko kręci się bardziej wokół zbliżania i nagłej refleksji, że coś jest nie tak. Toczy walkę, z której powagi pewnie nadal nie zdaję sobie w zupełności sprawy. Wzdycham, odsuwając na moment wszystkie wcześniejsze tematy oraz żal za przegraną. Szczerość za szczerość? To uczciwa wymiana. Uczciwa zwłaszcza wtedy, kiedy może zwiększyć szansę na satysfakcjonujący plon.
— Nie zamierzam negować twojego bólu. — Spoglądam półprzytomnie na karty, za to całkiem skupiony na twarzy Rafaela i emocjach rysujących się w niebieskich oczach, lekko zmętniałych już od alkoholu. Sam sączę przez ten cały czas z dużą dozą ostrożności, chcąc zachować resztki zdrowego rozsądku do samego końca. — Odnalezienie własnej drogi to często jedyny ratunek — wzdycham i myślę o sobie samym. O tym, że gdybym lata temu, jeszcze w Hogwarcie, nie odnalazł ścieżki, której byłem pewny, wyrzuty sumienia oraz poczucie bezradności pochłonęły by mnie doszczętnie. Wprawdzie to materia nieco odmienna od tego, o czym mówi właśnie Rafael, ale w pewnym sensie pomaga mi uwypuklić zrozumienie, którego nie chcę mu odmawiać. Abstrahując od moich prawdziwych motywów, jestem przyzwyczajony do współczucia. Matka, przez mgnienie oka, do którego lubię porównywać jej obecność w moim życiu, zaszczepiła we mnie empatię do drugiego człowieka, a złe doświadczenia nigdy nie wykorzeniły jej ze mnie.
— Tym bardziej, jeśli motywację masz tak silną, nie zamierzam wątpić w twoje przykładanie się do lektury. — Jego nikły uśmiech odwzajemniam ale w sposób bardziej zdecydowany, pokrzepiający. I pewnie, gdyby nie stolik, który nas dzielił, w naturalnym odruchu ułożyłbym dłoń na jego ramieniu. Mamy jednak grę do zakończenia. Rzucam jeszcze mimochodem, nim skończę przeglądać nowo rozdane karty. — To jeszcze nie ten etap, ale za jakiś czas, kiedy jeszcze trochę poczytasz, dla lepszego zrozumienia, chętnie pokażę ci skrawek mojej pracy. — Kolejna atrakcja na drodze nauki. Coś w rodzaju nagrody dla sumiennego ucznia.
Czy i moja dobroć zostanie wynagrodzona? Liczę, że los tym razem się do mnie uśmiechnie.
— Za dużo pochwał, mój drogi — wzdycham, kiedy wspomina, że przynoszę mu szczęście. Wydaje mi się, że jeśli tym razem wygram to tylko i wyłącznie sprawną manipulacją prawdą, bo karty wcale nie są idealne. Ale liczy się rezultat, prawda?

26+30=56
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
16-01-2026, 11:59
Niepozorna gra, która miała być przyczółkiem do lepszego poznania Lysa, może nawet wykonania pierwszego, bardziej ambitnego kroku niż ślepe wpatrywanie się w jego twarz, gdy rozmawialiśmy, przeistoczyła się w niemal filozoficzne rozważania. Odsłoniłem się przed nim zupełnie niespodziewanie dla samego siebie i pewnie niespodziewanie też dla niego. Nie przywykłem do opowiadania o swoich bolączkach aż tak niefrasobliwie, jakbym od niechcenia wspominał, że nienawidzę życia, jakie wiodłem – przynajmniej w niektórych jego aspektach. A jednak teraz wyrwało mi się znacznie więcej, niż powinno.
Jeszcze tego brakowało, by Hatley wziął mnie za wrażliwca, który nie potrafi panować nad własnymi uczuciami, nawet jeśli to tylko gniew i rozczarowanie.
- Motywacja jest potężnym bodźcem do działania – potwierdziłem. Pokój wokół mnie wydawał się teraz wypełniony tym gęstym, męczącym poczuciem, że zaprzepaściłem swoją szansę na zbliżenie się do Lysa. Nie dlatego, że uważałem go za niechętnego sobie, ale dlatego, że sam... nie czułem się już w nastroju. Niby nic się nie zmieniło, a jednak czułem coś na kształt wstydu, że tak łatwo pokazałem tę najbardziej czułą część siebie, mój ból, marzenia i daleką, cholernie daleką drogę do ich spełnienia. - Więc może się zmotywujesz, żeby wygrać choć jedno rozdanie? - rzuciłem złośliwie, topiąc resztę prowokacji w kolejnym łyku alkoholu. Przy nim piłem zdecydowanie za dużo; musiałem się ograniczyć, jeśli chciałem zachować kontrolę.
Tym bardziej, że nadal czułem jego obecność po drugiej stronie, nadal wyobrażałem sobie ciepło, które bym poczuł już po jednym dotknięciu. Widziałem minimalne przesunięcie rękawa, gdy sięgał po karty i odsłonięty fragment przedramienia, który mamił wzrok tym specyficznym odcieniem skóry. To wszystko było obok, kontrastowało z moim melancholijnym nastrojem, cały czas żywo prowokowało.
- Pokażesz? - zapytałem z nadzieją w głosie, jakby jego obietnica nagle mnie ożywiła. Skrawek jego pracy... Westchnąłem w duchu, bo nie miałbym nic przeciwko, gdyby pokazał mi więcej niż ledwie skrawek i to niekoniecznie pracy. On sam też całkowicie by mnie usatysfakcjonował, gdyby zechciał się pokazać anatomicznie. W końcu chyba poprzez praktykę człowiek najlepiej się uczy? - Bardzo bym tego chciał. Bardzo, Lys – podkreśliłem, na moment tracąc zainteresowanie rozgrywką i kartami, bo możliwość nabycia praktyki, chociażby tylko w formie wizualnej, była wyjątkowo kusząca. To i tak o wiele więcej, niż mógłbym dostać gdziekolwiek indziej. Żaden uzdrowiciel nie wpuściłby mnie na oddział w szpitalu, chociaż może za odpowiednio ciężką sakiewkę... - Co prawda nie zazdroszczę twoim pacjentom... czy klientom? - zastanowiłem się głośno, ale w zasadzie nie była to aż tak ważna kwestia, bym poświęcał jej więcej czasu – ale oglądanie twojej pracy z bliska na pewno będzie doskonałą praktyką. Czytałem, że dzięki protezom psychiczny komfort ludzi z pewnymi eee... brakami może wzrosnąć nawet dwukrotnie. - Wbiłem w niego spojrzenie, jakbym oczekiwał, że za moment on sam przedstawi mi jakieś inne ciekawe badania dotyczące magimedycyny, ale chwilę później mój entuzjazm nieco przygasł, gdy zobaczyłem swoje i jego karty.
- Cholera – burknąłem, przegrywając dosłownie o włos. I to jeszcze siwy. Uśmiechnąłem się krzywo i oparłem o blat. - Wygląda na to, że szczęście bywa kapryśne – podsumowałem z ciężkim westchnieniem, chociaż nadal miałem jedną partię przewagi. Może jednak nie powinienem drażnić losu i prowokować wcześniej Hatleya. A na domiar złego nie mogłem się napić, bo kieliszek miałem już pusty.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Lysander Hatley
Czarodzieje
Marność nad marnościami
Wiek
25
Zawód
twórca magicznych protez w Howell's Hand
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
7
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
15
4
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
17-01-2026, 20:56
Przyszedłem tu bez konkretnych oczekiwań, jak to z Rafaelem bywa — wszystko mogło potoczyć się tak jak zwykle lub zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Zdaje się jednak, że atmosfera zgęstniała w sposób, którego on sam nie chciał. Zapewne nie tak to sobie wyobrażał, nie chciał raczej czuć dzisiaj ciężaru swoich dylematów. Zaczynał z poziomu radosnej ekscytacji, a kończył lekko przygaszony, choć prawdziwie otwarty na moją obecność. Coś kazało mu pociągnąć temat swoich planów i odczuć względem nauki medycyny, a ja w tym wszystkim byłem zdecydowanie na wygranej pozycji — dostałem być może więcej niż otrzymałbym w trakcie wesołej, pijackiej zabawy, podczas której topnieje dystans, ale tylko i wyłącznie fizyczny. Być może i powodujący największą ekscytację i drżenie w zdystansowanym na co dzień człowieku lecz ostatecznie strasznie płytki, przekraczalny przez byle kogo i byle gdzie, jeśli tylko ma się odpowiednie fundusze. Myślę sobie czy to nie paradoksalnie największa z tajemnic Croucha. Zapewne nie ja jeden zdaję sobie sprawę, że dusi się w urzędniczym kaftanie lecz że grzeszy słabością złych myśli o sobie samym? Może i nosi sekret będący w jego opinii o wiele gorszym, zdolnym zniszczyć całą jego reputację i zawalić dotychczasowy świat… Nie może, zapewne. To jednak nie rzecz na dzisiaj. Mam coś innego i tym się zadowolę nawet w obliczu pokerowej porażki, którą muszę przełknąć.
Uśmiecham się łagodnie, kiwam głową. Potem wyrywa się cichy śmiech.
— Moi klienci nie ucierpią na tym, bo popracujemy w samotności. Kontakt z człowiekiem owszem, jest kluczowy dla całego projektu, lecz wpierw chciałbym pokazać ci samą pracę nad protezą. A reszta? Cóż… zobaczymy jak to się potoczy i czy nie stracisz chęci. — Nie spieszmy się aż tak, panie Crouch. Nie zamierzam zbytnio wybiegać w przyszłość i wyciągać wszystkich moich atutów na pierwszym lepszym spotkaniu. Krok po kroku, fragment po fragmencie. Wiem, że w życiu nie należy się zbytnio spieszyć.
Los odwraca się na moment i triumfuję, tyle osłody na dzisiejszą potyczkę.
— Następnym razem postaram się bardziej — rzucam rozbawiony i rozkładam się w fotelu, rozciągając zastygłe w jednej pozie mięśnie. — Choć może nie powinienem cię straszyć, skoro jestem na twojej łasce, jeśli idzie o wyświadczenie przysługi. — Przyglądam mu się uważnie. Później rozmawiamy jeszcze trochę, kucharz raczy nas swoim popisowym daniem, a ja Opuszczam Palatium Librae grubo po północy, pozostawiając Rafaela w objęciach najserdeczniejszego uścisku, jaki tylko mógłbym mu ofiarować.


ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 14:12 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.