• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Gabinet Xaviera
Gabinet Xaviera
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 10:48

Gabinet Xaviera
Gabinet Xaviera utrzymany jest w ciemnych kolorach. W jego centralnym jego miejscu stoi masywne biurko, które przeważnie zastawione jest księgami i różnymi papierami, a przy nim stoi wygodny, skórzany fotel. Ściana za biurkiem zastawiona jest półkami, które uginają się od wszelkiego rodzaju ksiąg oraz artefaktów wystawionych w szklanych gablotach. Niektóre z nich są specjalnie zabezpieczone są specjalnymi runami i zaklęciami ochronnymi aby skryte w nich przedmioty nie oddziaływały na przebywających w pomieszczeniu czarodziei. Ciężkie zasłony w dużym oknie przeważnie są zasłonięte, ale Xavier rozsuwa je w ładniejsze dni. Na ścianie naprzeciwko biurka stoją dwa wygodne fotele po obu stronach kominka, który oprócz okna i skromnego żyrandola zwisającego z sufitu jest źródłem światła, a przede wszystkim ciepła w zimne dni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
08-12-2025, 21:04
Ponownie sięgnął po karafkę i uzupełnił na nowo szkło siostry.
Był jednym z tych ludzi, na których mało kto robił wrażenie. Wyrobił sobie opinie człowieka ziemnego, bezwzględnego i takiego, z którym lepiej nie zadzierać. Na świecie było raptem kilka osób, przed którymi Xavier chylił czoła, był to wuj Silvanus, ojciec, no i oczywiście ON. Reszta, nie ważne czy była to głowa rodu czy nie, nie robili na nim wrażenia. No chyba, że zrobili coś co przykułoby jego uwagę. Naturalnie, jak na dobrze wychowanego mężczyznę przystało, nigdy publicznie nikomu by nie ubliżał czy umniejszał, ale swoje zdanie oczywiście miał.
Widząc jak Primrose wywraca oczyma, w sposób mu doskonale znany mógł się tylko domyślać co zaraz powie. Niektóre jej gesty czy mimikę twarzy znał doskonale, ale kiedy przewracała oczyma w ten sposób można było spodziewać się wszystkiego.
- Wcale nie twierdze, że nie potrafi. - pokręcił głową z westchnieniem - Ale to nie jest takie proste. Wiesz doskonale, że bardzo doceniam twoje rady. Tak jak mówisz, znasz Vivienne o wiele dłużej i z pewnością o wiele lepiej ode mnie. Po prostu muszę sobie to wszystko ułożyć w głowie, nie chcę powiedzieć nic co mogłoby ją w jakikolwiek sposób zranić.
Upił kolejny łyk alkoholu ze szklanki, po czym zamyślił się nad jej słowami. Wychodził z założenia, że mąż i w ogóle mężczyzna powinien właśnie być taką ostoją. Człowiekiem, od którego odbijają się tak ładnie ubrane przez nią w słowa fale. Powinien być właśnie taką skałą, nie okazywać słabości. Z drugiej strony jednak chciał aby Vivi znała prawdziwego Xaviera, bez żadnych masek, które na co dzień nosił, które zakładał kiedy tylko opuszczał domowe mury. Oznaczało to, że powinien, że musiał się przed nią otworzyć. To jednak nie było dla niego proste zadanie.
- Zbiorę się jakoś do tego. - skinął w końcu głową przenosząc spojrzenie ze szklanki na siostrę.
Całus w policzek by zdecydowanie niespodziewany. Był to rzadki gest z jej strony, dlatego Xavier uśmiechnął się delikatnie. Wszyscy byli już dzisiaj zmęczeni, ten wieczór obfitował zdecydowanie zbyt wiele wydarzeń i plątaniny emocji. Odprowadził siostrę spojrzeniem do drzwi, a kiedy te się za nią zamknęły westchnął ciężko. Dopił to co miał w szkle, po czym odstawił go na stolik i podniósł się z fotela. Zamknął za sobą drzwi gabinetu i ruszył do sypialni. Starał się zachowywać cicho, jednak wychodziło na to, że Vivienne nie spała. Odrzucił marynarkę na opacie fotela przy kominku, po czym ściągnął buty i łapiąc ją za wyciągniętą w jego kierunku dłoń, położył sie obok, by po chwili delikatnie objął ją w pasie i przytulic do siebie. Ucałował jeszcze delikatnie jej skroń.
Wszystko będzie dobrze.

zt Xav
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
13-01-2026, 18:35
27 kwietnia 1962 roku

Stając w progu rezydencji, wziął więcej powietrza w płuca. Był tu przed paroma dniami, a wspomnienia momentalnie wróciły, jak żywe. Nie wnętrza domu, lecz drogi prowadzącej przez ogród, cichej, odciętej od świata, gdzie kamień i drewno tworzyły przestrzeń wystarczająco intymną, by zapomnieć o konsekwencjach. Ciało przypomniało sobie szybciej, niż rozum: ciepło bliskości, napięcie wyostrzone do granicy rozsądku, chwilę, w której pozwolił sobie na zbyt wiele, wiedząc, że to „zbyt wiele” jest ledwie początkiem. Teraz Burke Manor wydawało się inne — cięższe, bardziej świadome. Przekroczył próg z tą samą opanowaną pewnością co zawsze, lecz myśl, że ktoś mógł widzieć więcej, niż powinien, sunęła tuż pod powierzchnią, uporczywa i niewygodna. Nie zatrzymała go, a jedynie sprawiła, że droga do gabinetu Xaviera dłużyła się nieco bardziej, niż powinna.
Może właśnie dlatego myśl o przyjacielu wracała do niego zaraz po tym wspomnieniu, niemal automatycznie, jakby umysł szukał przeciwwagi. Przez lata był dla Bradforda punktem odniesienia — kimś, przy kim sprawy układały się prosto, nawet jeśli wcale takie nie były. Dogadywali się bez wysiłku, zarówno przy kieliszku, jak i nad dokumentami, a ich relacja nigdy nie wymagała gier, ani niedopowiedzeń. To do niego Bulstrode zwrócił się jako pierwszego, gdy zaczął myśleć o Primrose nie w kategoriach impulsu, lecz przyszłości. Xavier wysłuchał go wtedy uważnie i bez cienia sensacji przytaknął, że to dobry kierunek, doradzając zachowanie właściwej kolejności i rozmowę ze starszyzną. Zaufał mu, bo nigdy wcześniej nie miał powodu, by tego nie robić. Teraz jednak ta sama ufność mieszała się z cichym napięciem, bo altana była dowodem na to, jak łatwo granice potrafią się przesunąć, zanim zdąży się je nazwać.
Ostatnie miesiące nie były dla ich przyjaźni łaskawe. Obaj targani rodowymi, jak i zawodowymi obowiązkami, rozmijali się, z trudem synchronizując terminarze. W rezerwatach Bulstrode’ów panowało istne zamieszanie, jak zawsze w okresie wiosennym, kiedy spora część podopiecznych oddawała się szaleństwu rozmnażania. Wzmożone były nie tylko patrole, aby pilnować terenów lęgowych stworzeń, ale i dla powstrzymania turystów, bądź spragnionych doświadczeń śmiałków. Pracownicy co rusz dostawali powiadomienia o wtargnięciu na zabezpieczony teren, czy to ze strony wędrujących zwierząt, czy czarodziejów. Rozdrażnienie i zmęczenie sięgały zenitu. Ten dzień domagał się spokojnego zwieńczenia.
Krocząc korytarzem, zostawiał za sobą echo stukotu skórzanych butów. Niska cholewa niknęła pod nogawką tweedowego garnituru o dwurzędowej marynarce w kolorze butelkowej zieleni. Jasne spojrzenie zdradzało zmęczenie, lecz nie mogło go to powstrzymać przed wyczekiwanym spotkaniem z przyjacielem. Odnalazłszy odpowiednie drzwi, nie zawahał się przed naciśnięciem klamki.
Gabinet Xaviera przywitał go znajomym półmrokiem, zapachem papieru, starego drewna i czegoś jeszcze, czego w pierwszej chwili nie potrafił rozpoznać. Uśmiechnął się do czarodzieja, zadowolony, że wreszcie nadeszła okazja, by porozmawiać.
— Dobrze cię widzieć — odezwał się, podchodząc bliżej. — Miałem wrażenie, że ostatnio rozmawiamy głównie z kalendarzami, nie ze sobą. — Czysta definicja dorosłości, z jaką ciężko się niektórym pogodzić. — Dziękuję za zaproszenie. Po tych tygodniach w terenie każdy pretekst, żeby usiąść w czterech ścianach z porządnym trunkiem, brzmi jak rozsądna propozycja.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
15-01-2026, 20:56
Ostatnie kilka dni przyniosło wiele nowości i dużo emocji. Nie spodziewał się w żadnym razie, że może go to wszystko spotkać w tak krótkim czasie. Mało co go już zaskakiwało, widział już wiele, żył w dwóch światach, tym legalnym i tym nielegalnym, więc tym bardziej był zdziwiony kiedy to wszystko się wydarzyło. Informacja o ciąży spadła na niego jak grom z jasnego nieba, przyniosła ze sobą wiele szczęścia jak i trosk. Była naprawdę szczęśliwy, że zostanie ojcem, było to zawsze jego marzeniem i wiedział, że spełni się w tej roli. Jednocześnie ogarniało go paraliżujące przerażenie, że historia mogłaby zatoczyć koło i mógłby stracić Vivienne i dziecko, tak jak stracił Charlotte i ich córeczkę. Rozmawiał na ten temat z Vivienne. Zapewniała go, że nic podobnego nie będzie miało miejsca, ale tak naprawdę nie mogli być tego pewni. Zwłaszcza, że następnego dnia zasłabła na ulicy i gdyby nie przypadkowa obecność jednego z jego ludzi mogło się to skończyć źle. Na całe szczęście miał oddanego pracownika, który bardziej bał się kolejnego Crucio niż okłamania pani Burke więc od razu przybiegł do niego i wszystko mu zrelacjonował. Burke miał wtedy wrażenie, że ziemia osuwa mu się spod ziemi, pierwszy raz w życiu stracił rezon w obecności swojego człowieka. Po powrocie do domu podjął decyzję, czas na kilka dni wolnego, które spędzi z żoną i dopilnuje aby się nie przemęczała.
Nie byłby jednak sobą gdyby wysiedział na tyłku. Korzystając z okazji, że Vivi spała dłużej, porankami nadrabiał zaległości w treningach. Wspinaczką zajmował się od lat młodzieńczych, a ostatnimi czasy zdecydowanie to wszystko zaniedbał. Znalazł odpowiednią ściankę, z którą miał zamiar się zmierzyć. Przez ostatnie kilka dni go skutecznie pokonywała, co powodowało niezadowolenie ze strony jego żony, kiedy poobijany wracał do domu. Nie miał jednak zamiaru dać tak łatwo za wygraną, dlatego tego ranka również udał się na trening. Spędził w lesie dobre trzy godziny zanim wrócił do domu, znowu cały umorusany, ale tym razem bez żadnych widocznych obrażeń, chociaż udało mu się dwa razy spaść ze sporej wysokości. Vivienne zapowiedziała mu, że dzisiaj ma zamiar trochę popracować w swoim gabinecie, więc on, po szybkiej kąpieli udał się do swojego. Nie miał zamiaru jednak pracować, w końcu był na urlopie. Spodziewał się dzisiaj gościa i czekał na to spotkanie.
Z Bradfordem znali się już wiele lat. Poznali się przez jego siostrę i szybko udało im się znaleźć wspólny język. Bulstrode był od niego cztery lata starszy, jednak w niczym to nie przeszkadzało. Oboje swoje przeżyli, nosili na barkach bagaż doświadczeń i obowiązków jakie nosili pierworodni synowie. To właśnie dzięki temu początkowo przypadkowa znajomość zmieniła się w przyjaźń, która przetrwała lata i trwała do dzisiaj. A teraz, już niedługo mieli się stać rodziną. Brad miał pojąć za żonę Primrose, młodszą siostrę i do niedawna jego oczko w głowie. Xavier nie miał nic przeciwko temu związkowi, popierał go i wyraźnie dał przyjacielowi to do zrozumienia. Doskonale wiedział jak to jest po stracie pierwszej żony, że do kolejnych ewentualnych związków podchodziło się z rozwagą, nieufnością. W przypadku Bulstrode’a było o tyle ciężej, że miał dwie córki. Burke był jednak dobrej myśli, bo zaręczyny Prim i Bradford’a nie wynikały z umowy między rodami, tak jak małżeństwo jego i Vivienne. Tutaj było coś więcej, coś prawdziwego i chociaż żadne z nich mu tego nie powiedziało, to przecież żył z informacji i umiał obserwować ludzi.
Kiedy drzwi od gabinetu się otworzyły i Bradford wszedł do środka, zastał Xaviera siedzącego w fotelu, a kryształowe szklanki właśnie napełniały się najlepszą whiskey. Na widok przyjaciela Burke podniósł się z miejsca i szczerze uśmiechnął.
- I wzajemnie. - pokiwał głową sięgając po napełnione już szklanki i wręczył mu jedną - No takie nasze życie, nic z tym nie zrobimy, jesteśmy ludźmi interesów, których kalendarze są niestety napięte. - odparł przyglądając się mężczyźnie.
Jak zawsze elegancki, w dopasowanym garniturze i idealnie ułożonymi włosami, prezentował się bardzo dobrze. Burke, jako, że znajdował się we własnym domu, miał na sobie jedynie ciemne spodnie i ciemny sweter z golfem. Jeśli mógł, unikał garniturów, które nie raz nie dwa ograniczały mu ruchy.
- W takim razie siadaj i się relaksuj. Każdemu należy się odpoczynek, ja na przykład właśnie przebywam na kilkudniowym urlopie. - wskazał mu fotel, samemu na nowo zajmując miejsce na swoim - Ale znasz mnie, mimo wszystko nie mogę usiedzieć na tyłku. Vivienne suszy mi głowę za każdym razem jak wracał z treningu z zadrapaniami i nowymi siniakami. - zaśmiał się kręcąc głową z rozbawieniem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Bradford Bulstrode
Czarodzieje
Wiek
35
Zawód
magizoolog, behawiorysta
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
16
12
Brak karty postaci
03-02-2026, 09:42
Bursztynowy płyn rozlał się do kryształowych szklanic, jasno wskazując na to, że pomimo zabiegania, dobrze zgrali się czasowo. Odebrał trunek od przyjaciela i rozłożył ramiona w geście poddańczym, niejako przyjmując trudny los zajętego człowieka. Co innego im pozostało, jak przywyknąć do tego stanu?
Elegancki i w dopasowanym garniturze — Bradford cenił sobie wygodę, jak i odpowiedni wygląd. Odpowiednio skrojona garderoba była kluczowa, zwłaszcza podczas pracy, gdzie liczyła się mobilność. Sweter był dobrym, codziennym rozwiązaniem, acz niekoniecznie w sytuacji, kiedy stawiał się w domu swojej przyszłej żony. To nie wyrachowana kalkulacja, a zwykła przyzwoitość.
— Doprawdy? — podchwycił żartobliwy ton, z łatwością mogąc sobie wyobrazić Vivienne w roli ganiącej małżonki, suszącej głowę przy każdym powrocie z ekscytującej wyprawy. — Możesz przestać pakować się w tarapaty albo nauczyć kilku zaklęć z leczniczej — podsunął, ze wzruszeniem ramion, mocząc usta w trunku. Sam nie miał takiego problemu z Primrose, może dlatego, że zbyt rzadko się widywali, by ukochana mogła wychwycić najdrobniejsze zadrapanie. Czy sytuacja się zmieni, gdy tylko razem zamieszkają? Wołał nie wybiegać tak daleko myślami, nie analizować na wyrost, nawet jeśli do ceremonii zostały (zaledwie) trzy tygodnie. — Może martwi się, bo wie, że w twoim wieku, to już kwestia czasu, aż tylko kichniesz? — pociągnął żart dalej, dobrze wiedząc, że między przyjacielem a Vivienne jest nieco mniejsza różnica wieku, niż między nim a Primrose. — Powinna się cieszyć, że o siebie dbasz. Nie ma nic gorszego od dziadzienia w czterech ścianach. — A to im na razie nie groziło. Utrzymywanie w dobrym stanie sprawności fizycznej, to istotna część ich życia, nie tylko ze względów zdrowotnych, czy graniczącej z ryzykiem pracy. Obaj cenili sobie dobre cardio i wspinaczka, to tylko jeden ze sposobów na efektywny, rozgrzewający i jakże przyjemny ruch. Na świeżym powietrzu energia zdawała się zupełnie inna, bardziej pobudzająca i ekscytująca, aż żal nie skorzystać.
Zajął miejsce w dobrze już znanym sobie fotelu i osadził wzrok na Xavierze.
— Swoją drogą, gdy tylko trochę uspokoi mi się w rezerwacie, może wybralibyśmy się wreszcie do Dovestones Edge? Żona chyba ci pozwoli na weekendowy wypad? — podsunął, przypominając o planie, jaki przewijał się w ich pomysłach, jeszcze nim obaj oddali się zawirowaniom matrymonialnym. Ciemna brew wzniosła się pytająco, wsparta majaczącą się na ustach ironią i błyskiem w oku. Niegdyś ciężej im było sięgać do podobnych żartów, obaj przez kilka lat mierząc się ze stratą ukochanych kobiet. Teraz Bradford powoli stawiał kroki, sprawdzając, na ile może sobie pozwolić. Kiedy rozmawiał z kuzynką, odniósł wrażenie, że była szczęśliwa z małżonkiem, nawet jeśli nie wybrała go sobie sama. Mało wspominała o sympatii, czy romantycznym uczuciu, częściej odnosząc się do pragmatycznych, rzeczowych rozmów, jakie przeprowadzili między sobą jeszcze przed ceremonią. Oczywiście, że to słuszny krok, to, co najważniejsze, warto ustalić z chłodnymi kalkulacjami i z umysłem niezmąconym… no właśnie, czym? W ostatnich dniach znacznie częściej myślał o swojej narzeczonej i to w innych kategoriach niż dotychczas, jednak te szczegóły wolał zostawić dla siebie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#25
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
06-02-2026, 14:35
Rozsiadł się wygodnie w fotelu. Nie był przyzwyczajony do wolnego i gdyby nie to, że chciał być blisko Vivienne i jednocześnie nadrabiał zaległości w treningach to z całą pewnością nie wiedziałby co ze sobą zrobić. Siedzenie i nic nie robienie nie było w jego stylu, wtedy jeszcze bardziej się stresował, że zaniedbuje swoje obowiązki. Pamiętał doskonale jak któregoś dnia się rozchorował do tego stopnia, że uzdrowiciel rozkazał mu leżeć w łóżku. Myślał wtedy, że wyjdzie z siebie i kazał skrzatowi przynieść sobie dokumenty z pracy byleby tylko się czymś zająć. Teraz jednak to całe „odpoczywanie” nie jawiło mu się jakoś specjalnie źle. Mógł spędzać czas z żoną, z kobietą w stosunku do której ostatnio rozwinął uczucia, które jeszcze nie zobaczyły światła dziennego. Na razie dusił je w sobie, nie do końca wiedząc jak to wszytko ugryźć, jak przekazać jej co czuje aby się nie wystrszyła i nie czuła przymusu do odpowiedzenia mu tym samym jeśli tego nie czuła. To były jego aktualne zmartwienia, to i utrzymanie jej w zdrowiu przez kolejne osiem miesięcy i potem do konca życia.
- Jakie tam tarapaty. – machnął ręką z lekkim rozbawieniem wymalowanym na twarzy – Znalazłem po prostu idealną ściankę, ale, że nie trenowałem przez jakiś czas to jak na razie przez ostatnie kilka dni ze mną wygrywa. Ale juz nie długo. – pokręcił głową upijając łyk alkoholu tylko po to by po chwili o malo co sie nim nie zadławić.
Spojrzał na przyjaciela ucierając brodę z płynu, po czym napiął się, jednak nie było w tym nic groźnego, bo po chwili zaśmiał się cicho.
- I kto to mówi, co? – uniósł brew ku górze – Pan Bradford Bulstrode, lat trzydzieści pięć mówi mi, trzydziestojednolatkowi o zbliżającym się końcu? Pff „ w moim wieku” dobre sobie. – pokręcił głową na nowo opadając na oparcie fotela i siegając do kieszeni po papierośnice by po chwili odpalić jednego papierosa i zaciągnąć się porządnie.
Mimowolnie po chwili uśmiechnął się lekko na jego kolejne słowa. Doskonale wiedział, że Vivienne się po prostu martwi i doskonale ją rozumiał. Zapewniał ją jednak, że nie ma namniejszego zamiaru wybierać się na tamten świat, ma co po co i dla kogo żyć, a teraz to już w ogóle. Na samą myśl uśmiech poszerzył się.
- Ale spokojnie, jeszcze chwilę i ty też sobie przypomnisz jak to jest jak ci żona suszy głowę i martwi sie o twój dobrostan. – uniosł brew ku górze.
Może i Primrose była Burke, ale nie zmieniało to jednak faktu, że mimo wpojonego wychowania i panujących zasad, była młodą, wrażliwą kobietą, która martwiła się o najbliższych. Mógł jedynie snuć domysły co to będzie jak wyjdzie za mąż, za człowieka, którego z tego co było mu wiadomo darzy uczuciem. Gdyby między nimi nic nie było pewnie jedynie zaszczyciła go spojrzeniem i poszła dalej, po drodze rzucając jakieś słow otuchy, ale w tym momencie będzie inaczej. Tego był akurat pewny.
Słysząc propozycję o wypadzie do Dovestone Edge zamyślił się na chwilę. Jeszcze dwa tygodnie nie potrzebowałby nawet chwili i od razu by się zgodził. Nie zastanawiałby się, po prostu oświadczyłby żonie, że nie będzie go na weekend, bo wybiera się z przyjacielem do rezerwatu. Teraz jednak miał całkiem inne priorytety. Zabawne jak kilka dni potrafi wywrócić życie do góry nogami.
- Jestem przekonany, że moja żona nie miałaby nic przeciwko. – odezwał się w końcu unosząc na niego spojrzenie, po czym ponownie zaciągnął się papierosem – Ale czy sprawy w rezerwacie nie uspokajają sie akurat jakoś w okolicach daty twojego ślubu? – uniósł brew ku górze.
Nie znał się na sprawach rezerwatu, w zasadzie w ogóle nie znał się na magicznych stworzeniach. Nawet we własnych interesach starał sie unikac jakichkolwiek umów związanych ze stworzeniami jako, że nie lubił handlować tym czego nie znał. Artefakty, informacje, a nawet ludzie, to nie sprawiało mu problemu, jeśli jednak chodziło o stworzenia, to było kompletnie inna bajka.
- W każdym razie ja jestem jak najbardziej chętny, ale dobrze będzie wszystko odpowiednio zaplanować, bo widzisz... – spojrzał na przyjaciela uważnie obracając szklankę z ognistą w dłoni – tak się składa, że niedługo zostane ojcem. – uśmiechnął się łagodnie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 14-02-2026, 23:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.