• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Teatr Magiczny "Arkadia" > Kawiarnia
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-11-2025, 19:49

Kawiarnia
Kawiarnia w teatrze to ulubione miejsce gości: tutaj widzowie zatrzymują się przed spektaklem i w przerwie, by odpocząć w spokojnej atmosferze. Wystrój jest klasyczny: drewniane stoliki ustawione pod ścianami, wygodne krzesła, wypolerowana lada i starannie ułożone programy przedstawień. W powietrzu unosi się aromat świeżo parzonej kawy, a na ladzie stoją dzbanki z herbatą oraz imponujący wybór drogich alkoholi — od ognistej whisky po wykwintne likiery, serwowane w zdobionych kieliszkach. Obsługa pracuje cicho i profesjonalnie, dbając o tempo kolejek i porządek przy stolikach. Całość dopełnia szmer rozmów: widzowie wymieniają opinie o obsadzie, komentują premiery i dyskretnie obserwują gości z loży honorowej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
19-11-2025, 18:23
26.03.62'

Nie bywał tutaj tak często jakby chciał. Nie był co prawda koneserem sztuki, teatr średnio go interesował, ale już za dzieciaka wbito mu do głowy, że powinien znać się na wielu rzeczach chociaż w minimalnym stopniu aby móc prowadzić rozmowy na poziomie. Dlatego kiedy nadarzyła się okazja w przeszłości wybierał się do teatru na przedstawienia i opery. Czasami były to naprawdę ciekawe wyjścia, czasami nudził się okrutnie, ale przynajmniej kiedy wypychano go do towarzystwa mógł w razie czego porozmawiać na te tematy. Chociaż przebywanie w towarzystwie równało się ze zdobyciem nowych, czasami ciekawych informacji, to mimo wszystko nie był ich fanem. Wolał zdecydowanie wysyłać swoich szpiegów, jednak były takie miejsca, w których musiał pojawiać się osobiście.
Tego dnia jednak pojawił się w Arkadii nie tylko w interesach, chociaż jakby spojrzeć z jednej strony na jego intencje można było tak wywnioskować. Ubrał na siebie dzisiaj elegancki garnitur, który trochę krępował mu ruchy, ale jednak miał się dzisiaj spotkać z damą, więc należało odziać się odpowiednio. Tego wieczoru nie odbywało się żadne przedstawienie, ale próby trwały do późnego popołudnia. Nie musiał w domu nikogo informować, że wróci później. Wszyscy byli już przyzwyczajeni, że jeśli chodziło o pracę, ta czasami pochłaniała go i po prostu nie pytali go o to. Vivienne również powoli się z tym oswajała, z resztą teraz miała się na czym skupić, tajemnicza bransoletka pochłonęła ją całkowicie.
Upił łyk ognistej ze szklanki, którą przed chwilą przyniosła mu młoda kelnerka, po czym skierował swoje spojrzenie w stronę wyjścia z głównej sali. To tam odbywały się próby, zerknął na zegarek, niedługo powinny się kończyć, a to oznaczało, że i ona stamtąd wyjdzie. Miał sobie trochę za złe, że nie utrzymywał mocniejszych relacji z rodziną ze strony matki. W dzieciństwie jakoś łatwiej mu to przychodziło, czasami bywał w ich domu, chociaż miał wrażenie, że mimo wszystko nie umywa się do Burke Manor. Jakby nie patrzeć był przede wszystkie Burke, nie Black’iem. W przeszłości najlepszy kontakt miał z synem siostry matki, w szkole trzymali się dość mocno, potem jednak ich drogi się rozeszły. Nadal nie rozumiał jak Atticus mógł pracować w Ministerstwie. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal żywili się szacunkiem jak na dwóch profesjonalistów przystało. Xavier nigdy nie nie doceniał zapaleńców, wiedział, że jeśli coś robili i nadal rozwijali się w swojej dziedzinie, to znaczyło, że mieli umiejętności i silną wolę, a to cenił w ludziach. Tak było z panną Black, choć przykładna dama, dumne reprezentująca swoją rodzinę, miała ciągoty do klątw, chciała je łamać, rozwijać się w tym temacie. To również szanował, więc kiedy miał ochotę i sposobność, czasami podsuwał jej do złamania nie za ciężkie klątwy, chociaż wiedział, że Nylah wolałaby coś o wiele bardziej wymagającego. Takie jednak miał podejście do wszystkich, sam tam zaczynał, od rzeczy prostych, aby z czasem przejść do tych trudniejszych kiedy będzie się miało odpowiednia wprawę i wiedzę.
Słysząc poruszenie w holu ponownie skierował tam wzrok wyszukując tej jednej, konkretnej osoby. Wiedziała, że na nią czeka, więc nie musiał podnosić się z miejsca i anonsować swoją obecność. Upił jeszcze jednego łyka alkoholu, po czym odstawił szkło na blat stolika, przy którym siedział. Delikatny uśmiech pojawił się na ustach kiedy dostrzegł pannę Black wchodzącą do kawiarni.
- Droga kuzynko. - odezwał się dopiero wtedy podnosząc się z krzesła by się z nią odpowiednio przywitać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
30-12-2025, 18:31
Od rana była w teatrze, od rana ciężko pracowała trenując swój głos i przede wszystkim siebie samą do kolejnego przedstawienia. Musiała przecież wiedzieć, kiedy i co miała zaśpiewać, a to prócz nauczenia się słów piosenki wymagało nauki melodii i synchronizacji z resztą ekipy. Na razie jednak skupiała się na samych pieśniach i melodiach. W jej głosie nie mogło być ani jednej fałszywej nuty, ani jednej pomyłki w wymowie czy w interpretacji nut. Perfekcja wymagała czasu i wysiłku, zarówno jeśli chodziło o śpiew, jak i o łamanie klątw.
To drugie natomiast prowadziło do umówionego spotkania z Xavierem. Kuzyn od czasu do czasu podsuwał jej niewielkie „zlecenia”, czasem zastanawiała się, czy te niezbyt ciężkie klątwy dawał jej dlatego, że uważał, że nie poradzi sobie z mocniejszymi, czy dlatego, że obawiał się, że silniejsze mogłyby zrobić jej krzywdę? Co technicznie sprowadzało się częściowo do tego samego, w pewien sposób zresztą. Nigdy jednak nie wpadło jej do głowy, by o to faktycznie zapytać. Pewne rzeczy czasem lepiej zostawiać w domyśle, niż się upewniać w ich istnieniu. Poza tym istniało lekkie ryzyko, że wtedy kuzyn niczego jej już nie podrzuci do złamania, a tego nie chciała.
Zastanawiała się za to, cóż sprowadzało go aż do Arkadii, w efekcie czego pod koniec prób była już nieco bardziej rozkojarzona, niż normalnie o tej porze. Co zresztą jedna z koleżanek szybko jej wytknęła, wywołując tym przewrócenie oczami i szeroki uśmiech panny Black. Nie czarujmy się, każdy byłby rozkojarzony po 10 godzinach prób. A ona miała jeszcze w planach rozmowę z Xavierem. Burke ogólnie był specyficznym człowiekiem, ale kto z nich zresztą nie był? Przynależność do 28 rodów magicznych z zasady oznaczała specyficzność. Próby w końcu się skończyły, na szczęście nie był to jeszcze ten etap, że trenowali w strojach. Nie musiała się więc przebierać, wystarczyło jedynie poprawić makijaż, odrobinę rozwaloną po tylu godzinach fryzurę i stukając obcasami skierować się wprost do kawiarni.
Musiała mu jednak przyznać, że miejsce wybrał adekwatne na spotkanie – Nylah nie była aż tak pewna, czy miałaby jakieś większe siły telepać się do jednej z londyńskich restauracji lub kawiarni. A ta w Arkadii była całkiem dobra, z dużym wyborem wszelkich napitków i, przede wszystkim, spokojem. Od razu, gdy tylko pojawiła się w wejściu kawiarni, zaczęła wzrokiem szukać Xaviera. Na pewno już tu był, nawet jeśli próba skończyła się punktualnie, jak zawsze. I nie pomyliła się – musiał dostrzec ją pierwszy, co nie było trudne i wstał z miejsca, przy okazji ułatwiając jej samej zadanie.
- Kuzynie. – formalne przywitanie, zgodnie z tak zwaną etykietą. – Bardzo miło mi cię widzieć. Mam nadzieję, że próba nie przeciągnęła się na tyle mocno, byś znudził się czekaniem. – przelotnie zerknęła na szkło na stoliku, zastanawiając się jednocześnie, czy woli herbatę czy alkohol, przynajmniej na początek.
- Jeśli pozwolisz, zamówię coś do picia. Trochę zaschło mi w gardle. – herbata była jednak lepszą opcją, przynajmniej dla zwilżenia gardła i jasności myśli. Czasem, spotykając się z rodziną, miała ciągłe wrażenie bycia ocenianą, jakby wyszukiwali najdrobniejszych uchybień w perfekcji, którą powinna być, by nie przynieść rodzinie wstydu. Zapewne to było jedynie w jej głowie, a jednak nie umiała się pozbyć tej myśli, bez względu na to, z kim rozmawiała.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
03-01-2026, 17:56
Prezentowała się jak zawsze nienagannie. Burke wiedział, że młode panny z rodzin błękitnokrwistych noszą na barkach dużo obowiązków. Zawsze oceniane, zawsze obserwowane jakby każdy czekał na ich najmniejsze potknięcie. Te pochodzące z bardziej konserwatywnych rodzin były pod jeszcze większym osądem. Cieszył się, że urodził się jako Burke. Matka chciała wprowadzić w ich domu wychowanie prosto od Black’ów, ale nie do końca jej się to udało. Burke’owie rządzili się swoimi prawami, często byli uważani za nieokrzesanych w towarzystwie, że zbyt często wyrażali swoje opinie nie zgadzając się z ogółem, ale jednocześnie, że za mało się udzielali. Czasami miał wrażenie, że ludzie sami nie mogli się zdecydować. Oni jednak mieli swoją strategię, obserwowali i słuchali z cienia, zbierali informacje, które potem mogli sprzedać lub wykorzystać na własny użytek. To właśnie w ten sposób stworzyli swoje imperium, to właśnie dzięki temu mogli się cieszyć pewnego rodzaju niedotykalnością, bo nigdy nikt nie mógł być pewny czy czasami nie mają na niego jakiegoś haka.
Nylah była jednak potomkinią rodu Black, nie mogła sobie pozwolić na tyle swobody jak na przykład Primrose. Domyślał się, że zawsze musiała trzymać się na baczności, zachowywać pozory. Nawet to aby mogła zajmować się klątwami musiała przehandlować, bo jednak nie było to coś czym normalnie członkowie tej rodziny się zajmowali. Nie zmieniało to jednak faktu, że była w tym całkiem niezła. Słyszał to i owo o jej osiągnięciach w tym zakresie i jako ktoś kto sam zlecał jej pomniejsze zlecenia był z tego faktu bardzo zadowolony. Chciał również aby dalej rozwijała się w tej dziedzinie i to był jeden z powodów, dla którego nadal miał zamiar z nią współpracować.
Ucałował wierzch jej dłoni na powitanie, po czym odsunął dla niej krzesło by mogła do niego dołączyć przy stoliku.
- W żadnym razie nie. Przyszedłem chwilę wcześniej aby napić się szklaneczkę burbonu, o którym tyle słyszałem ostatnio. - wskazał na w połowie pustą już kryształową szklankę - Z resztą z tego co wiem próba się wcale nie przeciągnęła, a skończyła się dokładnie o czasie. Co muszę przyznać lekko mnie zaskoczyło, bo zawsze wychodziłem z założenia, że próby w teatrze nie kończą się dopóki reżyser nie będzie zadowolony. - odparł spokojnie kiwając przy tym lekko głową - Ależ oczywiście, twoje struny głosowe są niczym złoto, więc należy o nie zadbać odpowiednio. - odnalazł wzrokiem kelnerkę, która wcześniej go obsługiwała, po czym zamówił dla kuzynki herbatę - W zasadzie planuje zabrać Vivienne na najbliższy twój występ. - mrugnął do niej z uśmiechem widniejącym na ustach.
Odczekał aż kelnerka przyniesie zamówienie, po czym upił łyk ze swojej szklanki.
- Jak idą w ogóle próby? Podejrzewam, że jak zawsze jesteś fenomenalna. - spojrzał na nią uważnie obracając szklankę w dłoni - Pytanie brzmi jednak czy znajdziesz czas na małe, dodatkowe zlecenie? - uniósł brew ku górze.
Był konkretnym człowiekiem, który rzadko kiedy bawił się w smalltalki. Przeważnie dość często szybko przechodził do sedna sprawy. Jednak mimo wszystko był ciekaw jak wiedzie się jego kuzynce jako, że faktycznie dawno się nie widzieli.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
05-01-2026, 18:29
Czasem zazdrościła mężczyznom. Mieli więcej wolności, na więcej mogli sobie pozwolić i wiele rzeczy im uchodziło na sucho. Chociażby patrząc na jej własnego brata. Cholernik nadal nie musiał przejmować się końcem tak zwanej wolności, z czym sama Nil miała spory wewnętrzny problem. Nie chciała tracić swojego hobby. I, jakby na to nie patrzyć, lubiła swoje nazwisko. Wiedziała też, że inne dziewczyny miewały gorzej. Ale miewały także lepiej i czasem, w gębi ducha, zazdrościła tym, którzy nie byli aż tak konserwatywni jak Blackowie. Być może wtedy nie musiałaby przehandlować swojej wolności za możliwość łamania klątw. Ale nawet gdyby ktokolwiek zapytał, nie powiedziałaby ani słowa na ten temat. Reputacja rodziny była najważniejsza. Zresztą nie miała powodów, by kiedykolwiek jej zaszkodzić.
Uśmiechnęła się delikatnie, zajmując miejsce na odsuniętym krześle. Kuzyn prezentował się nienagannie i elegancko, zdecydowanie pasował do tego miejsca, otoczenia Arkadii nawet, jeśli nie był jednym z artystów.
- W takim razie mam nadzieję, że wypełnił twoje oczekiwania. – nie przepadała za Bourbonem, zdecydowanie wolała sherry, gdyby już miała wybierać, ale zapach alkoholu już teraz pozwalał stwierdzić, że był mocny. I zapewne przy tym drogi, ale pieniądze to nie było coś, czym oni oboje musieli się za specjalnie przejmować.
- Szczerze mówiąc zaginął nam zegar. – puściła mu oczko z lekkim rozbawieniem. – Podejrzewamy jednego z reżyserów, który zawsze denerwował się, że za często spoglądamy na cyferblat. – drobna plotka, nic z rzeczy, które mogłyby komukolwiek zaszkodzić, raczej zabawna anegdotka, jeśli pytać Nylah. – Ale kiedyś faktycznie tak było, próby do kresu sił, aż reżyser nie odczuje satysfakcji. Zarzucono jednak taką metodykę, bo za bardzo wyczerpywała artystów. Po wielu godzinach prób ruchy są nie te i głosy nie te. Lepiej zakończyć próbę o czasie, wtedy jest pewność, że na drugi dzień wszyscy wrócą wypoczęci i o czasie. – lekki smalltalk, choć doskonale wiedziała, że Xavier nigdy nie był ich fanem. Sama Nylah zwyczajnie dostosowywała się do rozmówcy, jednak słysząc o planach odwiedzenia Arkadii poczuła całkiem przyjemne ciepło.
- Serdecznie zapraszam. Chętnie zobaczę was wśród publiczności. – lubiła występować. Nie była to praca, której była niechętna, może dlatego łatwo było przekuć łamanie klątw w zwyczajne hobby. Odczekała na swoją herbatę i upiła łyk aromatycznego naparu, na chwilę przymykając oczy. Subtelny aromat na języku, ciepło ogrzewające gardło i dłonie – dokładnie tego oczekiwała po wyczerpującej próbie.
- Próby idą jak zawsze. Trudno i wyczerpująco. Ale jesteśmy na finiszu. Zostają może dwie, może trzy do generalnej i możemy występować przed szeroką publicznością. – w jej głosie zabrzmiała satysfakcja, a skinięciem głowy potwierdziła swoją perfekcję w wykorzystaniu głosu. – Nie znasz może jakiegoś Irlandczyka biegle władającego celtyckim? Potrzebuję kogoś, kto wyjaśni mi różnicę między wymową dwóch głosek. – zapytała z lekkim zainteresowaniem, bo zresztą taka była prawda. Starała się rozwikłać te zagadki sama, ale nie było wstydem poprosić o pomoc w odpowiednim momencie. Wstydem było popsuć wymowę ze źle pojętej dumy.
- Małe dodatkowe zlecenie? – odłożyła filiżankę na spodeczek i założyła nogę na nogę, unosząc w górę kącik ust. Oczy jej rozbłysły ciekawością i jednocześnie poczuła znajomy dreszcz oczekiwania. Czy znajdzie czas? Zawsze, nawet gdyby miała zarwać noc. – Oczywiście, że znajdę. Choć to zależy, jak bardzo jest to małe zlecenie. Zamieniam się w słuch, drogi kuzynie. – o tak, zrobił jej solidny prezent. Małe zlecenie czy nie, zawsze było to coś nowego, coś, na czym mogła szlifować swoje umiejętności. Na czym mogła się rozwijać.
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
08-01-2026, 18:04
Jego rodzina miała ugruntowaną pozycję w społeczeństwie, a jego zadaniem było to utrzymać. Chociaż z wierzchu mogli wydawać się chłodni zdystansowani, to kiedy przebywali tylko w swoim towarzystwie ściągali maski. Rodzina była dla nich najważniejsza. Xavier miał pod sobą wielu ludzi, pracowników, informatorów i szpiegów jednak nawet by nie mrugnął aby zaprzeczyć znajomości z którymkolwiek z nich jeśli wpadliby w jakieś tarapaty. Z członkami rodziny było inaczej. Był dla nich gotów poruszyć niebo i ziemię i dopuścić się rożnych czynów, tylko po to by zapewnić im bezpieczeństwo. I nie chodziło tylko o najbliższą rodzinę. Black’ów ze względu na więzy krwi od strony matki również tak traktował. Dotarły do niego informacja o narzeczeństwie kuzynki, nie wiedział może kto został dla niej wybrany, ale był świadom, że Nil miała niedługo wyjść za mąż. Wiedział, że jest ambitna, że nie chce zaprzepaścić siebie na rzecz małżeństwa. Rozumiał ją doskonale, bo to samo początkowo przeżywała jego aktualna żona. Vivienne również bała się tego małżeństwa, małżeństwa, które im obojgu narzucono z góry i nie mieli nic do gadania. Xavier jednak zapewnił jej możliwość dalszego rozwoju, nie stłamsił jej marzeń i ambicji, a jedynie podsycał je jeszcze bardziej. Życzył Nylah aby jej mąż traktował ją dokładnie tak samo.
- No cóż, piłem lepsze, ale nie jestem całkowicie rozczarowany. - odparł spokojnie i jakby na potwierdzenie swoich słów upił łyk alkoholu ze szklanki.
Uniósł lekko brew ku górze słuchając opowieści o zaginionym zegarze. Pozwolił sobie na lekki uśmiech. Rozumiał poniekąd podejście reżysera, rozkojarzenie aktorów na scenie miało duży wpływ na cały spektakl. Pokiwał jednak głową na argumentacje kuzynki, wielogodzinne próby męczyły, pod ich koniec koncentracja nie była już taka sama, bo jednak zmęczenie dawało o sobie znać. Wiedział to po samym sobie, chociaż uważany za pracoholika, doskonale wiedział kiedy należy zrobić sobie przerwę. Kiedy oczy bolały i słowa na stronicach ksiąg i dokumentów zaczynały się rozmazywać, kiedy barki zaczynały odczuwać zbyt długie napięcie, był to znak, że organizm domaga się odpoczynku. Słuchał się go w takich momentach, bo niestety nie mógł tego powiedzieć o momentach kiedy trenował wspinaczkę. O nie, wtedy, dopóki nie dosięgnął szczytu nie poddawał się, nie ważne ile razy nie trzasnąłby o ziemię.
- Na pewno przyjdziemy. Z całą pewnością przyda nam się przerwa od siedzenia nad księgami, a teatr to dla nas miła odmiana. - odparł z lekkim uśmiechem błądzącym w okolicy prawego kącika ust.
Ostatnio żona spędzała w swoim gabinecie prawie tak samo dużo czasu jak on w swoim. Bransoletka, którą przesłano jej z Norwegii do ekspertyzy zajmowała jej dni, a on sam podarował jej książkę, która mogła ułatwić jej jej badania. Cieszył się, że miała się czym zająć. Jednocześnie też bawiło, że ostatnimi czasy to on musiał ja z gabinetu wyciągać prawie, że siłą, a nie ona jego, jak było w przypadku jego poprzedniego małżeństwa. To była ciekawa odmiana.
Zamyślił się na chwilę nad jej pytanie. Owszem, znał kilku Irlandczyków, jednak nie byli oni na tyle porządnymi i wartymi zaufania ludźmi, że zgodziłby się ich dopuścić do swojej kuzynki. Obracał się w rożnych towarzystwach, jednak wielu ludzi, których znał miało wątpliwą reputację lub po prostu złą. On dobijał z takimi osobami interesy, ale robił wszystko aby w żadne nie wciągać swojej rodziny.
- Niestety, ale w tym wypadku nie jestem w stanie ci pomóc. - pokręcił głową, nie mając żadnego problemu aby skłamać, zwłaszcza, że robił to dla jej bezpieczeństwa.
Widział jak oczy jej się zaśweciły kiedy wspomniał o zleceniu. Skwitował to lekkim uśmiechem, bo wiedział, że to dobre wróży. Nylah chciała się rozwijać w temacie łamania klątw, a on miał zamiar jej to umożliwić.
- Tak się składa, że ostatnio wpadł mi w ręce pewien pierścień. - zaczął spokojnie obracając w palcach szklankę z burbonem - Pomyślałem, że może chciałabyś na niego spojrzeć, zbadać i dowiedzieć się jaka klątwa czy też zaklęcia są na niego nałożone. - uniósł brew ku górze.
To w jaki sposób wszedł w posiadanie danego pierścienia nie musiał być głośno wypowiedziane. Jeden z jego pracowników miał lepkie palce i przywłaszczył go sobie podczas wykonywania jednego z zadań, które mu zlecił. Nie zbeształ go jednak za to, pierścień emanował dziwną magią, ale Xavier nie podejrzewał jakoby było to coś skrajnie niebezpiecznego. Pomyślał, że to będzie to dobry trening dla kuzynki.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 10:36 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.