• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Gabinet Primrose
Gabinet Primrose
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 10:49

Gabinet Primrose
Pomieszczenie jest jasne, choć nie należy do najbardziej przestronnych w posiadłości. Biurko wykonane z ciemnego, litego drewna jest masywne, z delikatnie rzeźbionymi nogami i śladami po intensywnym użytkowaniu. Na jego powierzchni rozłożone są stare pocztówki, zapisane gęstym, starannym pismem. Wśród papierów widać także pieczęć lakową oraz kilka listów z odciśniętymi symbolami, sugerującymi nadawców z różnych części świata. W rogu biurka znajdują się otwarta księga, która zajmuje miejsce pośród notatek i zakładek z suszonymi roślinami. Ściany gabinetu wypełniają półki, na których piętrzą się zwoje pergaminów, szklane naczynia z tajemniczymi zawartościami i skrzynki zamknięte na mechaniczne zamki – każdy przedmiot zdaje się mieć swoje miejsce i znaczenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3
Odpowiedz
Odpowiedz
#21
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
04-01-2026, 12:32
Od kiedy pamiętała było dla niej oczywiste, że będzie zajmować tym z czego słynęła jej rodzina. Sklep na Nokturnie nie był jej straszny, był częścią jej życia, czymś naturalnym. Nie dostrzegała jego brzydoty, jak niektórzy mówili, ani nie czuła strachu przekraczając jego próg. Panowała w nim inna atmosfera, ale było to wynikiem nagromadzenia licznych artefaktów, które się tam piętrzyły oraz zawieranych interesów, nad którymi czuwał Xavier wraz z ojcem i wujem. Jej zacięcie do szukania informacji, pogoń za wiedzą sprawiły, że odnalazła się w roli rzeczoznawcy artefaktów jakie trafiały do ich sklepu. Jednak była też ta część pracy, która zajmowała równie wiele czasu, jak nie więcej - rozmowy z klientami i reagowanie na ich skargi co do użycia nabytych przedmiotów. Czytając owe listy wielokrotnie wywracała oczami i irytowała się na ludzką bezmyślność. Brat wprowadzał ją w tajniki prowadzenia rozmów, tego jak słuchać i wyłapywać drobne nieścisłości, nie tylko w słowach ale również gestach i reakcjach. Dlatego doskonale wiedziała, że musiała się przy nim dzisiaj pilnować. Nie chciała się zdradzić niczym co mogłoby narazić na nieprzyjemności Bradforda.
Narzeczony do niczego jej nie zmusił. Dała przyzwolenie na tę intymność, pozwoliła, aby ją dotykał, poznawał w sposób jakiego się nie spodziewała. Nie miała wątpliwości, że gdyby powiedziała, aby przestał na pewno by odstąpił od dalszych działań i śmiałych gestów, ale przecież sama powiedziała, że oczekuje czegoś więcej. Nie spodziewała się aż tak dużo, ale to co otrzymała przyjęła z pełnym zaangażowaniem. -Możesz być pewien, że zajmę się nimi bardzo dokładnie. - Zapewniła Xaviera wracając myślami na powrót do rozmowy, którą właśnie toczyli. Nie było to łatwe, kiedy jej umysł wciąż krążył wokół wydarzeń dnia poprzedniego. Nie tylko samego pana Bulstrode ale również rozmowy z przyjaciółką. -Liczę się z tym, że jak wpadnę z niezapowiedzianą wizytą to mogę nikogo nie zastać. - Odparła spokojnie wiedząc, że jej pozycja w domu rodzinnym się zmieni. Zawsze będzie mogła wracać, ale lepiej aby się zapowiedziała z wizytą, ponieważ domownicy będą zajęci swoimi sprawami i mogą nie mieć czasu ani możliwości zrezygnować z podjętych już działań tylko dlatego, że Primrose będzie tęsknić za domem.
-Doprawdy - żachnęła cicho, ale oburzenie w głosie zostało złagodzone delikatnym uśmiechem. -Traktuje mnie bardzo dobrze. Za każdym razem kiedy przychodzi w odwiedziny przynosi bukiet kwiatów, okazuje mi troskę, zainteresowanie, a ostatnio rozmawialiśmy o moim gabinecie jaki będę miała w Hethmere Keep. - Zapewniła brata gorliwie, gdyż informacja o rozmowie trochę ją zaniepokoiła, a przecież nie powinna. Bradford nie raz spotykał się w Burke Manor z Xavierem, ale wtedy był jedynie przyjacielem brata, figurą odległą, trochę posągową. Dzisiaj sytuacja przedstawiała się zgoła inaczej.
Oferta ze strony brata ją nieco zaskoczyła. Nie spodziewała się z jego strony takiej propozycji. Odchrząknęła nieznacznie i odsunęła się od swojego biurka, wstała powoli ze swojego miejsca by uporządkować dokumentacją jednocześnie ukryć lepiej słowa, która zapisywała w potencjalnym liście do Bradforda. Nie było w nich skromności i zdradzały zbyt wiele. -Cóż… - zaczęła powoli. -Część z nich znasz, ponieważ rozmawialiśmy o nich kiedy chodziło o Vivienne. Własne miejsce w domu męża, poczucie własnej wartości. Wiem! - Uniosła dłoń, aby brat jej nie przerywał w tym momencie. -Nie mam powodów do obaw. Bradford niczego nie będzie zabraniał, wręcz przeciwnie raczej zachęcał. Oczywiście jakieś oczekiwania wobec mnie będą jako przyszłej pani Bulstrode i to ich się najbardziej obawiam, ponieważ chcę im sprostać najlepiej jak potrafię. - Przestała na chwilę porządkować dokumentację na biurku.-Nasze małżeństwo nie wynika z bezpośrednich porozumień rodzin, to raczej my zaskoczyliśmy was, jednak nawet w takim przypadku pewne zasady obowiązują. - Westchnęła cicho. -A o innych rozterkach raczej nie rozmawia się z bratem. - Dodała pospiesznie, co sprawiło, że rumieniec znów wypłynął na jej policzki, a nerwowość sprawiła, że część dokumentów spadła na ziemię, wśród których zaplątał się pisany wcześniej list.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#22
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
04-01-2026, 20:11
Rzadko kiedy zdarzało się, że którykolwiek członek rodziny Burke zajmował się czymś innym niż artefaktami, czy to ich poszukiwaniem czy ich badaniem. Oczywiście, zdarzały się wyjątki, nikt w końcu nie narzucał nikomu ścieżki kariery, którą mieli podjąć. Jednak każda decyzja dołożenia swojej cegiełki do rodzinnego interesu była przyjmowana z aprobatą. Artefaktów była niezliczona ilość, nie było opcji aby jedna osoba była w stanie się tym wszystkim zająć. Zwłaszcza, że to właśnie ich sklep i jego pracownicy byli uznawani za specjalistów w tej dziedzinie i to właśnie do nich ludzie zgłaszali się najczęściej wierząc w ich wiedzę i umiejętności. Praca w sklepie jednak nie polegała jedynie na pochylaniu się nad magicznymi przedmiotami. To były również rozmowy z klientami, negocjacje ważnych umówi, które nie każdemu jednak szły tak dobrze jak ekspertyzy artefaktów. On spędził dużo czasu na doskonaleniu tej umiejętności i teraz nie sprawiało mu to już problemu, chciał jednak aby siostra również czuła się coraz to swobodniej w takich sytuacjach. Tego nie dało się nauczyć na pamięć, nie uczyli tego w podręcznikach. Należało w tym wypadku wyczuć rozmówcę, odpowiednio dobierać słowa, sprawdzić panujące nastroje, a jednocześnie zachować spokój i trzymać swoje emocje na wodzy. Prim jeszcze nie do końca to wiedziała, ale wierzył, że z czasem opanuje i tą zdolność.
- Na to właśnie liczę. - pokiwał głową z lekkim uśmiechem - No cóż, nie ważne jak okropnie to brzmi życie w Burke Manor będzie się toczyć dalej gdy zostaniesz panią Bulstrode. Wszyscy będziemy tęsknić, to pewne, matka pewnie nie będzie mogła sobie znaleźć miejsc przez dłuższy czas, ale w końcu się pozbiera. Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze będziesz tutaj mile widziana i będziemy na ciebie czekać. - odparł spokojnie.
Z zadowoleniem przyjął informację, że Bradford dobrze traktuje jego siostrę. Dobrze to wróżyło na przyszłość. Jednocześnie uświadomiło mu to, że on swojej żonie rzadko przynosił kwiaty. Co prawda obdarowywał ją innymi prezentami, ale kwiaty zdarzały mu się rzadziej. Co prawda teraz, kiedy była w ciąży i nie wiedział czy zapach nie będzie dla niej drażniący. Obiecał sobie jednak gdy pierwsze symptomy miną zdecydowanie częściej będzie przynosił jej kwiaty.
- Gabinet? O no to super, będziesz miała gdzie pracować i ewentualnie odpocząć od męża. - poruszał zabawnie brwiami.
Cieszył się, że będzie miała swoje miejsce w nowym domu. Wiedział, że to dla niej ważne aby móc na spokojnie skupiać się na swoich zainteresowaniach i hobby. Był pewny, że była bardzo zadowolona z takiego obrotu spraw. Uśmiechnął się lekko na wspomnienie jaka szczęśliwa była Vivienne kiedy on jej to zaproponował. Słuchał jej uważnie rozumiejąc co chodzi jej po głowie. Rozmawiał z nią kiedy zbliżał się jego ślub, przekazała mu wtedy niektóre obawy Vivienne. Wiedział jednak, że Bradford miał podobne podejście co do małżeństwa jak on i Primrose mogła być spokojna co do tego, że nikt jej nie zabroni zajmowania się tym co do tej pory robiła. Jednak miała racje, będą mieli w stosunku do niej również wymagania, ale był spokojny, że siostra z całą pewnością im sprosta. Była w końcu Burke.
- Jestem przekonany, że wszystko będzie dobrze. Poznałem panią Bulstrode, matkę Brada, to twarda babka, trochę przypomina naszą Tytanie, ale w trochę łagodniejszym wydaniu. A skoro przetrwałaś Tytanie, przetrwasz też Selene Bulstrodę. I to prawda, zaskoczyliście nas, ale jeśli wasze małżeństwo jest podszyte tym czym było podszyte moje i Charlotte to nie ma się o co martwić. - uśmiechnął się do niej łagodnie chcąc jej dodać otuchy - Ach tak? A o jakich sprawach nie rozmawia się z bratem, co? - uniósł brew ku górze starając się zatuszować rozbawienie, bo przecież doskonale wiedział o czym nie będzie z nim rozmawiać, w zasadzie on też nie odważyłby się z nią na takie tematy rozmawiać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#23
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
05-01-2026, 16:01
Podejrzewała, że stając się panią Bulstrode więcej czasu będzie spędzać na badaniu artefaktów i szukania ich w Kumbrii. Co zapewne będzie wiązać się z tym, że większość czasu przebywać będzie na terenach rezerwatu lub będzie starała się dostać do miejsc, gdzie teoretycznie nie powinna przebywać, jak wtedy w październiku 61 roku, kiedy naruszyła zabezpieczenia rezerwatu i po raz pierwszy dłużej porozmawiała z Bradfordem nie wymijając go w korytarzach Burke Manor kiedy szedł na spotkanie z Xavierem. Teraz jednak nie będzie mogła się zasłaniać własnym gapiostwem i brakiem uwagi szewndając się ze starą mapą w dłoni w poszukiwaniu artefaktów i miejsc gdzie potencjalnie się znajdowały. -Matka szybko zajmie się Vivienne i nad nią roztoczy swój kokon troski. - Zapewniła gorliwie brata, trochę rozbawiona tą myślą. Tytania nie była złą osobą, tego o własnej matce nigdy by nie powiedziała. Potrafiła onieśmielać, nie zagłębiała się w emocje i była bardzo rzeczowa, jednak na swój sposób troskliwa wobec rodziny. Vivi miała być matką jej wnuków więc Primrose spodziewała się, że będzie zawsze na zawołanie synowej.
Spojrzała czujnie na brata kiedy pozwolił sobie na żart. Zmrużyła nieznacznie oczy, a w kąciku ust zatańczyło rozbawienie. -Chcesz mi powiedzieć, że młodej żonie potrzeba odpoczynku od męża? - Doskonale wiedziała o co chodzi, ale podjęła tę grę. Zdawała sobie sprawę jak ważna była przestrzeń do pracy, w której każde z nich mogło się zatopić, gdzie nikt nie będzie przeszkadzał. Pamiętała jak Vivi przeżywała fakt rezygnacji z siebie na rzecz stania się żoną. Takie lęki nie towarzyszyły samej Primrose, wychowana w rodzinie Burke wiedziała jakie są jej mocne strony, a Bradford biorąc ją za żonę miał świadomość, że wybiera kobietę w jakiś sposób już ukształtowaną, z pasjami, zainteresowaniami i wyrabianym fachem w dłoni. Nie rozmawiała z nim wcześniej o tym jakby miało wyglądać ich życie. A ostatnio zadane takie pytanie sprawiło, że pokazał jej pewien aspekt małżeńskiego pożycia. Fascynujący, niezwykle poruszający jednak nie dotyczył pracy.
Sięgnęła po różdżkę, aby zebrać bałagan z podłogi, ale zorientowała się, że nie ma jej przy sobie. Rozejrzała się dookoła. Była aż tak roztargniona, że zostawiła ją w swoim pokoju. Westchnęła cicho i pochyliła się celem zebrania papierów. Odłożyła je na biurko, a niedokończony list do Bradforda schowała do kieszeni. Posłała Xavierowi mordercze spojrzenie kiedy starał się zatuszować rozbawienie, ale w ogóle mu to nie wychodziło, jakby się nawet nie starał. -Takich, że sam sobie usta zalepisz, aby nie musieć prowadzić tej rozmowy. - Odgryzła się chcąc uspokoić galopujące serce, a wraz z nim myśli szybujace znów wokół osoby narzeczonego. Zaraz jednak spoważniała jakby właśnie coś sobie przypomniała. Poprawiła wcześniej zebrane dokumenty na biurku nadal rozważając, czy chce zadać pytanie jakie właśnie jej zaświtało w głowie. -Xavier… - rozpoczęła powoli jeszcze się wahając. -Nie śmiej się ze mnie jak zadam to pytanie. - Zastrzegła jeszcze nim je w ogóle wypowiedziała. -Jesteś po raz drugi żonaty, masz żonę sporo młodszą od siebie. Jak to jest? Jak ty jako mężczyzna odbierasz taką różnicę wieku? - Między nią a Bradfordem była podoba przerwa wieka, ponadto miał dwie nastoletnie córki i poza samym zamieszkaniem razem, był to kolejny temat, który sprawiał, że czuła pewien niepokój narastający w sercu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#24
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
06-01-2026, 22:09
No i właśnie tego się trochę bał. Kochał matkę nie ważne jaka by nie była, ale czasami jej zachowanie było męczące. Wiedział, że zależy jej na dobru wszystkich w rodzinie, zdawał sobie sprawę, że oczekuje wnuków jak dziecko pierwszej gwiazdki w święta. Bał się jedynie, że może zrobić się aż nazbyt zaborcza. Złożył Vivienne obietnice, przysiągł jej, że ciąża, dopóki będzie się dobrze czuć, nie wpłynie na jej pracę i na jej życie. Obwiał się, że matka może się zacząć szarogęsić i będzie musiał ją wtedy przystopować, bo nie będzie innego wyjścia. Nie chciał być z rodzicielką w złych stosunkach, ale nie chciał również aby jej zachowanie wpłynęło na Vivienne.
- Wolałbym aby ten kokon jednak najpierw skonsultowała ze mną. - odparł kręcąc głową z lekkim westchnieniem, ale po chwili uśmiechnął się łagodnie i spojrzał na siostrę - Oczywiście. I żonie i mężowi. Wiesz, są dwa typy małżeństw. Takie, które są ze sobą z obowiązku i niczego innego, więc tak naprawdę szukają od siebie ucieczki kiedy tylko mogą, poza łożem małżeńskim, bo to ich obowiązek naturalnie. I takie jak na przykład byłem ja i Charlotte, które są ze sobą, bo darzą się uczuciem, które ich połączyło. No dobra, są trzy, bo możemy też wymienić takie jak ja i Vivienne, bo nawet jeśli połączył nasz obowiązek to przerodził się on w przyjemność, która sprawiła, że nie pragniemy od siebie uciec za każdym razem kiedy się widzimy. - odparł z uśmiechem - Ale nie ważne, którym typem małżeństwa jesteście, każde z was potrzebuje chwili dla siebie, czasu kiedy możecie pobyć sami, zebrać myśli czy chociażby popracować nad swoimi sprawami. Więc tak droga siostro, nawet młoda żona potrzebuje odpoczynku od męża. - dodał z rozbawieniem puszczając jej oczko, po czym w końcu odepchnął się od biurka biodrem i przeszedł do fotela, w którym usadowił się wygodnie.
Musiała się tego nauczyć. Wiedział, że matka jest raczej oszczędna w przekazywaniu takiej wiedzy, więc jeśli jemu przyszło w przydziale informowanie młodszej siostry o aspektach małżeństwa to podniesie tą rękawice. Miał czasami wrażenie, że zawsze wyciągał najkrótszą zapałkę, tak jak w czasach gdy Primrose jeszcze chodziła do szkoły i musiał do niej pisać lisy karcące za jej wybryki, chociaż naprawdę nie miał na to ochoty.
Uniósł brew ku górze słysząc jej kolejne słowa, a po chwili po prostu się roześmiał. Ależ łatwo było ja podejść, aż sam był w lekkim szoku, że nie przewidziała jego zmyślnego fortelu. Obydwoje doskonale wiedzieli o czym ze sobą nie rozmawiają. Xavier jej nie winił, była w końcu jego młodszą siostrą, a on jako starszy brat po prostu wolał nie wiedzieć co się dzieje w małżeńskiej sypialni jego siostry. O ile nie wychodziło to poza sypialnie oczywiście. Każdy inny incydent z całą pewnością wywołałby u niego oburzenie, ale na dywaniku nie wylądowałaby Primrose, a Bradford i z całą pewnością nie przebierałby w słowach.
- Dobrze, już się nie odzywam. - udał, że zamyka usta na klucz i wyrzuca za siebie kluczyk, jednocześnie ocierając łezkę rozbawienia, która zagościła kąciku jego prawego oka.
Moment później jednak spoważniał, widząc również powagę na jej twarzy. Wysłuchał jej uważnie, nie mając już zamiaru się śmiać. Pytanie było logiczne i jak najbardziej mógł jej na nie odpowiedzieć. W jego poprzednim małżeństwie różnica wieku między nim, a Charlotte była zaledwie jednego roku, więc w ogóle tego nie odczuwał, teraz jednak było inaczej.
- Powiem ci tak. - zaczął spokojnie - Każdemu mężczyźnie schlebia to, że ma młodą i piękną żonę, to bez dwóch zdań. Jednak bardzo dużo zależy od żony. Ja mam takie szczęście, że Vivienne jest niezwykle błyskotliwą i inteligentną kobietą, więc tak naprawdę, oprócz małych momentów nie koniecznie odczuwam tą różnice wieku. Owszem, są rzeczy, których jeszcze nie rozumie, ale to tylko dlatego, że ich nie przeżyła, wszystko jest do nadrobienia. Zadaniem męża, zwłaszcza starszego od swojej żony, jest pokazanie jej wszystkiego, pokierowanie na tyle na ile to możliwe, aby mogła się odnaleźć w tym całkowicie dla siebie nowym środowisku. - nachylił się opierając łokcie na kolanach i łącząc dłonie - Bradford jest starszy ode mnie, chociaż nie wiele - przewrócił oczyma - Ma jednak doświadczenie i mądrość życiową, której tobie droga siostra, z całym szacunkiem, brakuje. Posiadasz jednak cechy, których i on nie ma i będzie musiał się ich nauczyć i je zaakceptować, co jako, że nosisz na palcu pierścionek zaręczynowy mówi samo za siebie, że już to zrobił. - posłał jej delikatny uśmiech - Małżeństwo to są dwie osoby, dwie połówki, które tworzą jedność. Jesteście w tym razem i razem będziecie szli przez życie, więc musicie nauczyć się ze sobą żyć, obcować w tym samym środowisku, a równica wieku…no cóż, dla mnie to tylko liczba, jeśli rozumiecie się bez słów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#25
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
07-01-2026, 21:26
-Matka cię uwielbia. - Odbiła szybko piłeczkę. -Nie zrobi nic wbrew tobie. - Tego była niemal pewna. Najstarszy syn, pierworodny, duma rodziny. Tytania nie mogła być bardziej szczęśliwa i znając matkę, to na swój szorstki i specyficzny sposób zrobi wszystko, aby Vivienne dobrze się czuła, jednocześnie nie będzie chciała mieć zatargów z synem. Zaraz jednak rozmowa skręciła w innym kierunku i choć rzuciła żartem odnośnie izolacji od męża, tak otrzymała całkiem poważną odpowiedź. Zaś obowiązki małżeńskie w łożu już nie jawiły się jej tak przykre i niemiłe jak wcześniej o tym myślała. Zwykle mówiło się o nich gorzko, z pewnym przymusem i zjadliwością. Nie wszyscy, ale taki był ogólny wydźwięk, z którym się regularnie spotykała. Musiało to wynikać z tego, że małżeństwa były w większości aranżowane. Młodzi nie mieli wiele do powiedzenia w tej kwestii, choć widziała już jak powoli się to zmienia. Nie wszędzie i nie u wszystkich, a część wręcz sądziła, że dobrym pomysłem było wiązać się z mugolami. Dla niej było to nie do pomyślenia.
Zajęła ponownie swoje miejsce za biurkiem, ale krzesło ustawiła przodem do brata. Na razie nie miała zamiaru skupiać się na pracy. Ta rozmowa była zdecydowanie ciekawsza. Choć pewnych tematów z bratem nie miała zamiaru nigdy poruszać i cieszyła się z dyskrecji Vivienne w kwestii pewnych wydarzeń w altanie, tak były takie, po które mogła sięgnąć. Takie, na które przyjaciółka nie miała odpowiedzi, a matki nie chciała pytać, bo zależało jej na perspektywie mężczyzny. Oburzenie spowodowane jego wcześniejszym zachowaniem oraz chęć odgryzienia się zniknęły jak tylko zaczął spokojnie tłumaczyć. Słuchała go uważnie, z pozornym spokojem, ale jego słowa zapadały w nią głębiej, niż chciała przyznać. Z jednej strony brzmiały rozsądnie, niemal podręcznikowo; jak wykład o relacjach, oparty na doświadczeniu i obserwacji. Z drugiej myśl o tym, że ktoś mógłby ją „prowadzić”, pokazywać świat, uczyć życia, budziła w niej mieszane uczucia. Naukowo rozumiała sens takiej dynamiki. Różnica wieku to różnica doświadczeń, a doświadczenie bywa przewodnikiem. Emocjonalnie jednak pragnęła, by to przewodnictwo nie oznaczało wyższości, lecz wspólne odkrywanie. „Dwie połówki” brzmiały jak obietnica, że nawet jeśli jedno z nich wie więcej, to drugie wnosi coś równie ważnego. Uspokajała ją myśl, że brak doświadczenia nie jest wadą, lecz przestrzenią do wypełnienia, że nie musi od razu wszystkiego rozumieć, by być wystarczająca. Może pozostać sobą i jednocześnie uczyć się świata u boku kogoś, kto już go częściowo poznał. Zatrzymała się szczególnie przy fragmencie o cechach, których starszy partner musi się nauczyć. To było jak ciche zapewnienie, że nie tylko ona będzie się zmieniać, że małżeństwo nie jest jednostronną lekcją, lecz dialogiem. I choć nadal czuła niepokój, gdzieś pod nim kiełkowała nadzieja, ciepła i delikatna, jak w tych historiach, które czytała po cichu i w samotności.
Patrzyła na niego inaczej niż dotąd, jakby nagle odsłonił fragment siebie, którego wcześniej nie dopuszczał do świata zewnętrznego. Zawsze widziała w nim przede wszystkim rozsądek, opanowanie i tę charakterystyczną, niemal surową pewność, z jaką stawiał granice między emocjami a światem. Teraz jednak, w sposobie, w jaki mówił o małżeństwie, o wspólnym „razem”, dostrzegła miękką nutę; delikatną, ale wyraźną, jak ciepły akord ukryty pod twardą melodią. To odkrycie wywołało w niej nieoczekiwane rozbawienie. Kąciki jej ust uniosły się lekko, a w myślach pojawiła się myśl niemal figlarna - najwidoczniej nawet w Xavierze kryje się ułamek romantyka. Mimowolnie zaczęła się bawić pierścionkiem zaręczynowym w cichym zamyśleniu. -Przyznaję, że mnie uspokoiłeś. - Powiedziała po chwili. Teoretycznie nie powinna się tym martwić, skoro do tej pory rozumieli się z Bradfordem to teoretycznie nic nie powinno zwiastować, że to się zmieni, a jednak - spotykanie się raz na jakiś czas, a mieszkanie razem to dwie różne kwestie. W tym momencie gabinet, jako własna przestrzeń, jawił się rzeczywiście enklawą dla każdego z małżonków. -Cieszę się, że znaleźliście z Vivi wspólny język i nić porozumienia. - Dodała jeszcze, bo to o czym mówił było tym czego sam doświadczył, a to ją utwierdzało w przekonaniu jaki dawno już nosiła, że będą zgranym i zgodnym duetem.

|zt Prim
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#26
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
09-01-2026, 19:40
Matka cię uwielbia. Tak, wiedział to, nawet jeśli nigdy nie powiedział tego na głos. Miał przywilej bycia pierwszym dzieckiem swoich rodziców, synem, dziedzicem i chociaż wiązało się z tym wiele obowiązków to jednocześnie miało swoje przywileje. Co prawda nie zapowiadało się, aby kiedykolwiek miał zostać głową rodu, przed nim było jeszcze kilka osób w linii, ale to go akurat cieszyło. Lubił swoje życie, swoją pracę i prowadzone za jej pośrednictwem interesy. Nie sądził aby odnalazł się w tym, że miałby trzymać piecze nad całą rodziną. Jednak mimo wszystko miano pierworodnego niosło ze sobą dużo obowiązków. Xavier był gotów zrobić wszystko dla swojej rodziny, wiedział również, że oni dla niego również. Liczył więc, że matka uszanuje jego prośbę o to aby za bardzo nie przesadzała podczas dbania o dobrobyt jego żony.
Widział, że Primrose słucha go uważnie. Musiał przyznać sam przed sobą, że niewiele młodych panien z dobrych domów miało możliwość zwrócenia się do starszego brata o takie rady. Większość z nich albo zbywała je słowami, że jak przyjdzie co do czego to się sama dowie, albo odsyłało do matek, które też nie były specjalnie chętne do dzielenia się takimi sprawami, bo tak wpoiły im ich matki. Xavier nie miał nic przeciwko dzieleniu się takimi informacjami. Jeśli miało to pomóc Prim w odnalezieniu spokoju, w uspokojeniu rozbieganych myśli, to był tu dla niej.
Miał zdecydowanie większe doświadczenie w tym temacie. Wiedział jak to jest być w związku małżeńskim, w końcu był po raz drugi żonaty. Mógł się z nią podzielić swoimi doświadczeniami, powiedzieć jej czego lepiej unikać, co może być mile widziane. Mimo wszystko jednak nie był w stanie prowadzić jej za rękę. Będzie musiała sama nauczyć się jak to jest być żoną, on mógł jej jedynie dać pewne wskazówki, które pomogą jej na tej drodze, którą musiała przejść. Wiedział jednak, że siostra sobie poradzi, a Bradford zrobi wszystko by czuła się przy nim i w tym małżeństwie dobrze. Bo jak nie, no to wtedy on na pewno wkroczy.
Nie uważał się za romantyka, w każdym razie nie w pełnym tego słowa znaczeniu. Wiedział jak należy zachować się w stosunku do własnej żony, wiedział jak on chciał się zachowywać, a czasami jedno i drugie nie miało ze sobą dużo wspólnego. Mimo wszystko postępował tak jak podpowiadało mu serce i rozumiem, ponieważ chciał aby jego małżeństwo było udane, zgodne i przede wszystkim szczęśliwe. Jeśli to robiło z niego romantyka w oczach innych członków rodziny, niech tak będzie.
- Cieszę się, że mogłam rozwiać twoje wątpliwości. - uśmiechnął się łagodnie słysząc słowa siostry.
O to mu właśnie chodziło. By się uspokoiła i nie martwiła. Co prawda wiedział, że łatwiej powiedzieć niż zrobić, ale jeśli ta rozmowa miała przybliżyć ją do tego, to mógł sobie jedynie pogratulować. Nie nasiedział się długo na tym fotelu, bo po chwili już podniósł się wsuwając dłonie w kieszenie spodni. Znajdował się już praktycznie przy drzwiach gdy jeszcze zatrzymał się i spojrzał na Prim.
- Ja też się cieszę. - odparł szczerze z uśmiechem, po czym skinął jej głową i opuścił już jej azyl, kierując się w stronę gabinetu żony mając zamiar wyciągnąć ją może na jakiś lekki i niedługi spacer.

zt Xav
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.