• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Czarodziejska Giełda Londyńska
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 20:33

Czarodziejska Giełda Londyńska
Gmach Czarodziejskiej Giełdy Londyńskiej mieści się w monumentalnym, granitowym budynku nieopodal Banku Gringotta, a wejścia do środka strzegą kamienne hipogryfy. Wnętrze jest przestronne i ma kilka pięter. Na parterze znajduje się sala centralna, przywodząca na myśl audytorium, a w powietrzu unoszą się zaklęte tablice informacyjne, które na bieżąco wyświetlają aktualne kursy magicznych walut, wartości akcji i obligacji czarodziejskich spółek oraz udziałów w magicznych przedsiębiorstwach, ceny surowców oraz stan ich rezerw. Działy giełdy podzielone są na kilka sekcji, a są to miejscy innymi: handel surowcami magicznymi, obrót udziałami w firmach czarodziejskich, rejestr funduszy inwestycyjnych oraz analizy magiczno-ekonomiczne. Każde stanowisko pracy wyposażone jest w magiczne lusterko wielokierunkowe oraz księgę transakcji i samonotujące pióro. Zazwyczaj panuje tu prawdziwy chaos, rozbrzmiewają rozmowy, krzyki i wrzaski - naprzemiennie te radosne i wściekłe. Nad wszystkim czuwa Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego powiązany z Departamentem Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów.
Biuro funkcjonuje codziennie, od poniedziałku do niedzieli, według czasu brytyjskiego, a w czasach załamania cen lub magicznych katastrof działa w trybie kryzysowym - przez dwadzieścia cztery godziny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
04-01-2026, 15:59
3 marca

Pieniążki, pieniążki, pieniążki. Kocham je mieć, liczyć, uwielbiam gdy dzwonią w kieszeniach i wypychają portfel. Złote galeony układam w chybotliwe wieże, im wyższe tym lepiej - ich koniec zazwyczaj jest marny, padają jakby brały udział w katastrofie samolotowej, krążki toczą się pod kanapę i niestety - muszę je zbierać na kolanach, a czasami pomagać sobie trzonkiem od miotły, by do nich dosięgnąć. Wolałbym tego nie robić. Mieć gdzieś te zagubione drobne, nie przejmować się niczym, nigdy nie brać reszty i nie analizować cen z paragonu z metkami przyczepionymi do wędlin, co odrobinę, odrobinkę kłuje moją dumę i uwłacza godności. Latanie po przecenach to rzecz dobra dla babuleniek które albo nie mają nic innego do roboty albo zostały pokarane przez los za bycie wrednymi raszplami. Zegarek na moim przegubie świadczy o tym, że wciąż mam mnóstwo czasu (subiektywnie), natomiast ogólny stan psychofizyczny sugeruje, że aktualnie powinienem być w piku swojego życia. Mieszkanie w Londynie, letni domek w Hiszpanii, konie trzymane w stajni w Hampstead, zaręczynowy pierścionek od Tiffany’ego i takie tam: wyszło mi jedno, a to i tak psim swędem. Psst, psst, tych parę tajemnic zabiorę ze sobą do grobu jak Dorian Gray, a dzięki kosmetykom do twarzy, które podkradam Sandy, skoro kosztują jakieś śmieszne grosze, nawet nie widać po mnie brzydactwa, krętactwa i oszustwa.
Wręcz przeciwnie: twarz bije świeżością. Buty mam wypastowane na wysoki połysk, a z racji grania w nie swojej lidze, delikatnie zmieniam styl. Kowbojki z imitacji wężowej skóry grzecznie zostały w domu, natomiast na stopach pysznią się czarne oksfordki, w których mogę się przejrzeć i faktycznie się przeglądam. Wyprawiona skóra deformuje profesjonalnie sztuczny uśmiech i nie jestem już pewny, czy to kwestia lustra, czy może jednak wyglądam jak wampir. Z uśmiechu rezygnuję, tak na wszelki wypadek. Uściśniemy sobie ręce jak mężczyźni, dzień dobry, dzień dobry, tyle. Nie umawiam spotkania, by zbierać na cele charytatywne: wtedy POZYTYWNE NASTAWIENIE i KARMICZNA ENERGIA uosabiane tym, jak szeroko rozciągnę gębę faktycznie byłoby ważne. Liczby też potrzebują dodatków, lecz wtłoczenie się w garnitur, zapięcie koszuli pod sam kołnierz i ciasno zawiązany krawat dam radę zdzierżyć i nawet nie będę czuć się jak przebieraniec - to przecież ja, cały ja.
Posągi hipogryfów przed CGL doświadczają mojej uprzejmości - ponoć to nie jest wymagane, lecz kłaniam się, uprzejmie ignorując fakt, że są z kamienia. One zresztą odpowiadają grzecznością na grzeczność i tak spod drzwi eskortuje mnie ochroniarz, prowadząc prosto do recepcji, gdzie zasiada dama nieco starsza ode mnie, ewidentnie spragniona dobrej bajery. Uprzedzam jej pytanie o dowód tożsamości i podaję różdżkę, pilnując, by moje palce musnęły jej. Musi się tutaj nieziemsko nudzić, więc robię co w mojej mocy, by… oderwać ją od biurowej monotonii. Pani patrzy, jej fryzura się trzęsie, kiedy równie drżącą dłonią pokazuje mi krzesła dla petentów. Kartę gościa wyrabiamy w piętnaście do dwudziestu pięciu minut – informuje mnie i chyba ma nadzieję, że z nią poświntuszę przy kontuarze, a po piątej zabiorę ją na deser z trzech gałek lodów (waniliowe, czekoladowe, kawowe), bitej śmietany i sosu z gorących  wiśni. W zatoczce foteli dostrzegam jednak błysk srebra i choć wiem, że to nie moneta, na którą mogę chuchnąć na szczęście i włożyć do kieszeni - zamiast prukwy w beżowym kostiumie, zagaduję do starej znajomej.
– Maelle, kopę lat – jest ostatnią osobą, którą spodziewam się tu zobaczyć. Wielka Stopa byłaby wyżej w spekulacjach. No cóż. – Szykuje ci się jakaś poważna inwestycja czy na kogoś czekasz? – pytam, częstuję ją papierosem i przysuwam bliżej nas stoliczek z popielniczką i szklanym wazonem z sześcioma smutnymi gerberami. Jeśli pracuje tu broker, któremu imponuje, że z pracy odbiera go szkolona dama do towarzystwa, na zdrowie. Kolegom i tak pewnie opowiada, że to jego dziewczyna i dopiero jak już nie będzie go na nią stać, nazwie rzecz po imieniu i będzie mówić w czasie przeszłym: ta kurwa. Taka miła dziewczyna... Szkoda? – A tak między nami, na tych tutaj lepiej uważaj. Jak ci któryś obiecuje kolację, to masz jak w banku, że już przy amuse-bouche myśli o tym, kiedy włożysz mu palec w dupę - ściszam głos, żeby nie usłyszała nas recepcjonistka.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
04-01-2026, 21:50
Gdyby nie długi ojca, jej życie wyglądałoby inaczej. Decyzje twórcy odbijają się konsekwencją na jego dziele, ale bezpieczniej nie rozważać, czy on choć czasem wraca do niej myślami i zastanawia się, co się z nią stało, czy może zapomniał jej imienia, jej twarzy, dawnych kołysanek i zabaw, którym pozwolił wraz z jej ciałem pójść do burdelu. Zapłaciła za jego błędy i jako córka już niczego nie jest mu winna, zresztą odkąd jest matką, matką bez dziecka, nie cieszy jej wniosek, że syn mógłby być jej za cokolwiek dłużny. Mimo że urodzenie go nie było do końca jej decyzją, teraz w miejscu, gdzie wcześniej zamiast serca ziała pogodzona ze zhańbieniem przepaść, kłębi się rozpaczliwa miłość, tak silna, że jedyne, o czym Maelle może myśleć, to odzyskanie swojej zguby. Momentami czuje się jak pies tropiący, puszczony w pogoń za tym, co nieustannie wymyka się spomiędzy kłów - a innymi razami przypomina gromadzącą błyskotki srokę. Odkłada grosz do grosza na przyszłość, w której to, co utracone, wróci do jej ramion, wtedy będzie musiała utrzymać ich dwójkę. Między innymi dlatego ćwierćwila desperacko szuka sposobu na to, by wzbogacić się... może nie szybko, ale szybciej.
Dom Jedwabiu wynagradza ją sowicie i nie może na to narzekać. W porównaniu do Dotyku Wili, gdzie osiemdziesiąt procent od klienta szło do kieszeni pracodawczyni na poczet wykupionych długów Seymoura, teraz uczy się złożoności pieniądza i planowania budżetu. Wreszcie musi zadbać o siebie i szczerze mówiąc, upaja ją odpowiedzialność, która dla kogoś innego jest prozą życia. Wierzyciele zaczęli pojawiać się w domu niedługo po ukończeniu Hogwartu, więc nie miała szansy zachłysnąć się dorosłością, także nadrabia to z nawiązką. I choć wie, że nie jest to pomysł optymalny, pewnego marcowego dnia i tak pojawia się na Czarodziejskiej Giełdzie Londyńskiej, przekonana, że z łatwością znajdzie tu kogoś, kto pokieruje jej finansowymi decyzjami, kogoś, kto postawi powodzenie jej inwestycji wyżej niż własnej. Wystarczy ułamek czaru, słodki uśmiech, trzepot rzęsami, subtelny dotyk dłoni zetkniętych niby przypadkiem, a potem reszta potoczy się sama.
Nie od razu poznaje Daniela. Pewnie gdyby odwiedzał burdel jako klient byłoby inaczej, bo mężczyźni często przywiązują się do konkretnej dziewczyny, ewentualnie młodzieńca, jak do zwierzęcia wytresowanego w szacunku do ich preferencji. Może jest w tym cząstka prawdy, pewnie tak, ale Maelle nigdy nie myślała o sobie w taki sposób, być może w kruchej obronie ostatniego poczucia własnej wartości. Czy w ogóle można mówić o czymś takim w przypadku kurwy? Chociaż nie kojarzy od razu twarzy Dodge'a, jej oczy wypełniają się błyskiem, które twierdzi inaczej, a dopiero jego głos wyciąga na powierzchnię wspomnienie, w którym gra on pierwszą rolę.
- Cześć, Dan - odpowiada miękko, nie zawracając sobie głowy sprostowaniem, że od ostatniego spotkania nie upłynęło tak dużo czasu. Jej postura pozostaje zrelaksowana, poza przeszyta niewymuszoną elegancją; może i była dziwką, ale w dobrym lokalu, a to do czegoś zobowiązuje. Przynajmniej nie ma dziś na sobie dawnego roboczego ubrania, nie jest naga; granatowa sukienka podkreśla kolor oczu ćwierćwili i srebrzysty odcień blondu kosmyków opadających na ramiona, nawet dekolt nie sięga aż daleko, raczej pełniąc zadanie budzenia fantazji, zamiast karmić tym, co podane na tacy. - Chciałabym zainwestować i coś odłożyć, jeśli fortuna będzie mi sprzyjać - odpowiada, uśmiechnąwszy się przy tym lekko, niemal leniwie, jak kot układający się do drzemki. Wydawać się może, że wizyta na giełdzie nie robi na niej wrażenia, ale to nieprawda, jej żołądek jest ściśnięty od napięcia. - Ach tak? - przechyla głowę z zainteresowaniem, a uśmiech nieco się poszerza, kiedy Dodge od progu wita ją ostrzeżeniem. To szarmanckie z jego strony, choć trudno się dziwić: otaczający ją czar robi swoje, zachęca do takich aktów... altruizmu. - Korci spytać, skąd masz tak dokładne informacje - zaczepia go psotnie, lecz jej uwaga szybko mknie do trzymanej w dłoniach przepustki. Załatwiła formalności już chwilę temu, a nadal nie ma odwagi, żeby zatopić się w obcym świecie. - Zajmujesz się tym wszystkim, prawda? - wraca do niego spojrzeniem i zakłada za ucho perłowy lok. Niech to będzie jego własny pomysł, niech uzna, że jest rycerzem na białym hipogryfie, że spełnia dobry uczynek; Maelle nie od razu ma zwyczaj sięgać po swoją magię. - Ja zupełnie nie wiem, jakie ryzyko dziś podjąć...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
05-01-2026, 09:48
Na poziomie 0 Londyńskiej Giełdy jesteśmy płotkami. Gorzej - planktonem, który wpada do brzucha zwierząt, które nawet się nie starają i po prostu otwierają gębę, połykając wszystko, co spotkają na drodze. Zasady i regulaminy: żeby przejść przez eleganckie, obrotowe drzwi i nanieść wiosennego błota na marmurowe posadzki musimy poddać się dokładnemu  przeszukaniu i tak zwanej rewizji osobistej. Zaczyna się od miękkiej prośby o szerokie rozstawienie rąk i nawet jeśli wskaźnik nie zacznie pipczeć jak oszalały, goryle wtłoczone w garnitury na wyrywki pchają łapy w stronę ciał Bogu ducha winnych interesantów. Torebczki, torebunie i męskie saszetki lądują na taśmie z ogromnym skanerem i dopiero kiedy obsługujący ustrojstwo czarodziej z siwym wąsikiem pokaże kciuk w górę - można odebrać swoją własność. Tym razem wyjdę stąd uboższy o obcinaczkę do paznokci, którą kontrola bezpieczeństwa klasyfikuje jako przedmiot równie niebezpieczny i niepożądany jak na przykład kieszonkowy zestaw trucizn.
Jest jak jest. Mój błąd. Nie pomyślałem.
Przynoszę do stołu kapuchę, która ma zrobić większą kapuchę, proste jak budowa cepa. Dlatego i tylko dlatego karta z tymczasowym dostępem znajduje się już w punkcie szybkiego druku u stażysty Charlesa z pokoju ksero, który zaraz w podskokach dostarczy mi zalaminowaną wejściówkę. Chłopaczyna liczy na napiwek, bo jego pięciodniowy tydzień pracy i zmiany 9-17 jak dotąd generują dla niego tylko koszty, a nie zyski. Do biura dojeżdża pewnie srogo ponad godzinę (kominka byle kasztana nie podłączą przecież do sieci Fiuu), licencji na teleportację nie posiada, taki los. Gdyby wiedział, że figę ode mnie dostanie, pewnie by się tak nie śpieszył, ale na szczęście mam tę przyjemność wyobrażać sobie, a później faktycznie obserwować, jak biegnie z windy z wywieszonym jęzorem.
Przedtem jednak: moje ulubione, brytyjski small-talk z losowym interesantem, bo to płynie w naszej krwi gęściej niż pomidorowy sos z fasoli w puszkach. Ktoś prędzej czy później zagada do ciebie w miejscu publicznym, może akurat nie na temat albo w momencie, gdy naprawdę musisz na klopa. No i klops. Ja, ekspert od sytuacji losowych, zbiegów okoliczności i przypadków nadzwyczajnych, doskonale wiem, co robić, to znaczy: uprzedzać fakty. Być o krok przed wszystkimi. Dać sobie head-start i inicjować fory. Tym sposobem mam przed sobą miły kwadrans z kawką (mówiłem, że Gladys zaproponowała kapuczinę?), papieroskiem i starą znajomą. Maelle wywróciła do góry nogami wiele żyć, a najwyraźniej teraz wywraca swoje własne - nic, tylko winszować. Wita mnie tak, jakby chciała mnie wessać, znam ja te jej sztuczki i… pozwolę na każdą z nich. Ona będzie magikiem, który wyciągnie królika z kapelusza, a ja asystentem, który poda jej ten kapelusz, magiczną pałeczkę i zrobi rundkę wśród publiczności, wzmagając aplauz. Niech tylko jeszcze raz powie Dan.
– To luksus, wiesz – odpalam papierosa i rozsiadam się na fotelu, jakbym nie miał już zamiaru się z niego podnosić. Noga  na nogę, parujące americano (uprzejmie proszę Gladys o drugą filiżankę - Elle nie usłyszała takowej propozycji, a ja i tak nie piję z mlekiem), wykład z zakresu życia i finansów, chyba otworzyło mi się trzecie oko i widzę swoją przyszłość. – W naszej branży. Nie martwić się – duże obroty, większe obciążenie na barach niż zdołają utrzymać atleci smarujący się oliwką i startujący na zawodach sylwetkowych. Gdyby te psychiczne treningi robiły nam mięśnie, wyglądalibyśmy jak postacie z kreskówek, które zawsze skipują dzień nóg. – Z poduszką finansową na pewno jest łatwiej – dodaję, z przyjemnością popatrując na jej śliczną buziunię i mimowolnie oglądając się za każdym jej gestem: odrzuceniem włosów, naciągnięciem sukni na kolano i szelestem długich kolczyków. – Oni nie mają tu absolutnie żadnej samokontroli, skarbie. Na prawo i lewo chwalą się swoimi wałami, jak będą wystarczająco nafurani to podyktują ci numer ubezpieczenia i wyrecytują wierszyk, który ułożyli o długości swojego napleta. Nie baluj z nimi, bo to koniec – lojalnie przestrzegam blondyneczkę z ogromną dumą, jakbym właśnie wyniósł ją z płonącego budynku. A mogłem kurwa zostać strażakiem: gościłbym w losowych fantazjach erotycznych absolutnie każdego (co pokazuje mój własny przykład), każdej grupy wiekowej i każdej orientacji - obleśnie i schlebiająco.
– Nooo – przeciągam głoski i zapominam o papierosie, który kiwa się w miarę tego, jak mówię. Zaraz będę musiał odpalić go ponownie. – Wszystko zależy, ile masz czasu, skarbie. Goni cię coś, czy chcesz po prostu kłaść się spać ze spokojną głową? – pytam, obserwując spektakl wędrującego srebrzystego loka. – Ja lubię zarabiać szybko. Widzieć zysk, rozumiesz? Wpłacić rano, wyjąć wieczorem, rozpieprzyć pół w jedną noc, drugą połowę znowu zainwestować, mieć i żyć. Ale ty mi nie wyglądasz na taką – surowo oceniam potencjał Elle w day tradingu - na zero. Oczywiście i tak mogę ją wprowadzić.
Ale tylko jeśli bardzo, bardzo mnie poprosi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
06-01-2026, 14:41
Nierówność traktowania interesantów to nie wina samej Gladys. Wili czar zawsze kojarzył się Maelle z pajęczyną, śliskim jedwabiem cierpliwego drapieżnika, który wyczekuje tego jednego idealnego momentu na to, by zatruć szamoczącą się zdobycz jadem, a potem wyssać ją do cna; mężczyźni są dla niej takim nieuważnym łupem, motylem, ważką, muchą, tym, co wpada w sidła i już ich nie opuszcza, natomiast kobiety stanowią dłoń człowieka, który wędrując po lesie ściąga pajęczynę spomiędzy gałęzi. Jeden ruch i cała praca na nic. Trudno mieć pretensje do pracownicy, która nie ma wpływu na to, w jaki sposób patrzy na ćwierćwilę, a ona dawno temu nauczyła się, że to relacje z własną płcią często są dla niej cenniejsze, bo wymagają pracy i zaangażowania. Przeczą naturze, pojednując naturalnych wrogów. Na niechętnie doniesioną filiżankę kawy odpowiada uśmiechem i dziękuje czarownicy, korzystając z imienia wyrytego na plakietce noszonej przy kieszonce garsonki, by później zignorować brak odpowiedzi. Gladys może udawać, że jej nie usłyszała, ale obie wiedzą lepiej.
- W każdej branży - poprawia go westchnieniem, bo zmartwienia toczą społeczeństwo jak choroba infekująca każdego, jedynie stopień gorączki czasem się różni. Nawet nowo wybrany minister magii, Leaf, Leech czy jakkolwiek go zwą, musi drżeć nocami w chłodzie trosk, mimo że na wyciągnięcie ma bogactwo, a od jego pozycji nie ma już wyższej. Powinno odrażać go na przykład jego mugolskie pochodzenie, ale patrząc z ruchomych plakatów nie wydaje się tym szczególnie przejęty. - Jesteśmy w stanie zapłacić krocie tylko dlatego, że ktoś da nam nadzieję na brak zmartwień, nie uważasz? Tracimy wtedy rozum. Gonimy tę wizję, gotowi się jej poddać za wszelką cenę - ciągnęła na własnym przykładzie, w zamyśleniu nawijając jasny lok na palec. Nie ma w tym celowej kokieterii ani drugiego dna, to gest, który wywodzi się z głęboko wpisanej w nią kobiecości, w chwilach zadumy niepodyktowany niczym innym, jak instynktem. Maelle ma poczucie, że z Danielem nie różnią się zanadto - oportunista babrający dłonie w nielegalnych machlojkach i kurwa, która przelicza swoją wartość na monety. To nic, że zmieniła pracę, że już tego nie robi; nigdy w pełni nie wyplewi życia, którym zdążyła nasiąknąć. - Mhm. A kobiety lubią miękkie poduszki - kwituje z lisim uśmiechem, przechyliwszy głowę do boku, by spojrzeć na siedzącego obok czarodzieja. Eleganckiego, wyfiokowanego, gotowego na podbicie kilku pieniężnych serc. Aż dziwne, że o tutejszych finansistach wyraża się na kanwie ostrzeżenia, bo przecież taka podatność na alkohol rozwiązuje języki i wyłowić z nich można to, co na trzeźwo zachowaliby dla siebie, włącznie z ich dalekosiężnymi ekonomicznymi planami i cynkami. Może Daniel strzeże swojego podwórka i próbuje nie zaszczepiać w niej pomysłów, żeby nie wtryniała nosa tam, gdzie nie trzeba, ale Maelle i tak zamierza zapamiętać, że impreza w towarzystwie podbijaczy galeonowego rynku to niekoniecznie zły koncept.
Potem jej spojrzenie zostaje skoncentrowane na jego twarzy, para z gorącej kawy lekko rozmywa jej rysy; jest w tym coś teatralnego, coś, co kojarzy się jej z Domem Jedwabiu, a to nie wada, bo w murze wokół Dodge'a, który od początku i tak był plastyczny, zaczyna powstawać coraz więcej wyrw, przez które zagląda wila aura. Długie rzęsy przykrywają część tęczówki, a ona czeka, czeka aż Daniel wyleje z siebie wszystkie słowa, które mogą zbudować jego ostatni opór, przytomność tego, że przede wszystkim przyszedł tu dla samego siebie, a nie dla niej i jej oszczędności.
- Nie jestem dziewczyną do długoterminowych zobowiązań - stwierdza i uśmiecha się kapryśnie, bo po pierwsze Dodge doskonale o tym wie, skoro poznali się w Dotyku Wili, a po drugie buduje to ich poczucie wspólnoty, przynajmniej finansowej, skoro on także preferuje krótkie strzały. - Krótko i intensywnie to bardziej mój styl. Da się tak z galeonami, Dan? - pyta pogodnie i zanurza wargi w nieco ostygłej już kawie, bo przedsięwzięcie, które planują, wymaga uwagi i energii, a ona nie chce niczego przegapić. On na pewno sobie z tym poradzi, niech tylko powie już, że jej pomoże.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
07-01-2026, 11:29
Lubię kobiety i dynamikę między nimi. Lubię, kiedy pomagają sobie nawzajem zapinać sukienki i pasy pończoszek, gdy są dla siebie miłe i pytają o dolewkę soku pomarańczowego. Lubię też, kiedy dwie upatrują sobie tego samego mężczyznę z dwupokojowym mieszkaniem, niezłym samochodem i pracą w urzędzie oraz gdy mieszkają obok siebie i organizują garden party w ten sam dzień. Lubię, więc obserwuję każdą interakcję między Maelle i Gladys, patrzę i nie rozumiem - w czym tkwi problem. Uroda, młodość, ale co z profesjonalizmem, Gladys? Wychodząc wpiszę się do księgi skarg.
– Pieniądze kupują spokój, jasne – godzę się, bo o ile lepiej się śpi, kiedy rachunki popłacone są na czas, w lodówce więcej niż tylko światło, bak zalany do pełna, i wciąż więcej forsy niż miesiąca. – ale raczej dlatego, że go gwarantują. Skarbie, myślisz, że dalej brudziłbym sobie rączki, gdybym teraz zaliczył hossę? – wymarzone życie, jeść, pić i popuszczać pasa, wysyłać Sandy po piwo do sklepu i miętosić jej cyki. Jeździć na wakacje, szyć sobie garnitury na miarę, cały dzień jeździć bez celu po Londynie i bez powodu trąbić na pieszych. To nie są wielkie wymagania, naprawdę, jakiś dobrze zainwestowany spadek z Ameryki pozwoliłby mi na ten wyśniony los, bez żadnych wynaturzeń, bez pobudek jak w Lany Poniedziałek. – Rzuciłbym to wszystko w cholerę. Wyspałbym się. Nie odpisywał na pieprzone listy – ciągnę, nie zasuwałbym świątek-piątek czy niedziela na życzenie klienta, bo akurat paniczowi Traversowi czegoś zbrakło, a za trzy godziny ładuje się z przyjaciółmi na tygodniowy rejs jachtem na francuską riwierę. – Wiesz, nas nie dotyczy redukcja etatów albo brak świątecznej premii czy tam paczek dla dzieciaków na Boże Narodzenie. To inny poziom stresu, chyba że chcesz się porównywać do kasjerki, bronić ci nie będę – żadna praca nie hańbi, tak? Każda jest potrzebna, bardzo dobrze że w sklepach zasuwają pakowcze, którzy elegancko pakują zakupy. Sandy już kilka razy potłukła mleko i jajka, bo włożyła za dużo na raz do papierowej torby, funt w plecy, więc cudzą robotę - ja doceniam. Przez grubą skórę nie przedostają się pociski, na pewne aluzje pozostaję wygodnie krótkowzroczny, jeśli nie ślepy. O ile problem nie jest widoczny gołym okiem - problemu nie ma. Wyjaśnię na przykładzie. Podpadam jednemu z drugim, dostaję w pysk. Przestawiają mi nos, rozbijają łuk brwiowy, no ogólnie nie poznaję się w lustrze, a mała nie chce wpuścić mnie do domu. Zgarniam bęcki, a do tego tracę - albo won z rejonu albo towar, albo procent. To najprostsza komórka kłopotu. Kolejna: rosnący brzuch damy z którą aktualnie pozostaje się w relacji zakładającej stosunki seksualne. Gotówa na skrobankę, gotówa na alimenty albo gotówa na ucieczkę z miasta/kraju i nowe dokumenty. Rozumiecie, do czego piję, tak? Nie ma fizycznego śladu, nie ma problemu. A jeśli coś dręczy i kręci tak wewnętrznie, to zdecydowanie polecam wizytę u gastrologa, gdzie można decydować między rurą w gardle i rurą w odbycie. I to naprawdę pomaga.
– Co jeszcze lubią kobiety? Oświeć mnie, Ellie – podpowiedz, zdradź tajemnicę, bo czasami czuję, że mężczyźni zasiedlili Ziemię, a kobiety dosłano im później w ramach społecznego eksperymentu. Zza szyby obserwują nas wyższe formy życia i spisują wnioski po tym, jak faceci oszaleli na punkcie cipy. Nie mogę być przecież jednym okazem testowym, choć nie przeczę, że nawet by mi to schlebiało. Blondie spogląda na mnie tak intensywnie, że prawie czuję, jak jej pajęcze palce oplatają moje ramię i szepczą do uszka same słodyczki: że jestem taki wysportowany, męski i silny. Przełykam ślinę i odstawiam kawę na stolik - mało brakowało, a masełkowa koszula dostałaby asymetrycznego wzoru, na dodatek z ciekawą fakturą. Taka elegancka instytucja, a dalej serwują tu czarną parzoną, więc z fusami. Kręcę głową z dezaprobatą i chyba to zachwianie nad americano doprowadza mnie do porządku.
– Nie radzę, Ellie. To nie są inwestycje dla żółtodziobów, kumasz – próbuję jeszcze przemówić jej do rozsądku, ale myśli i tak uciekają mi to tu to tam, haczą o jej kolczyki, zaczepiają się o guziczki sukienki, wędrują po rajstopkach, które chyba mają jakiś florystyczny wzór – Generalnie się da. Ale musisz poświęcić na to czas. Ja robię tak, że monitoruję akcje na bieżąco, ślęczę przy tych tabelach, jak tylko jest mały skok, bum, zabieram kasę i wkładam tam, gdzie ten skok przewiduję za chwilę. Z tego są grosze, tu jeszcze prowizję trzeba zapłacić, ale im dłużej tym kręcisz, tym bardziej rośniesz. No i jest ryzyko, bo wpłacasz jednak kupę kasy, a to wszystko są tylko spekulacje – tłumaczę, wciskając ręce do kieszeni marynarki, bo potrzebuję coś z nimi zrobić, skoro rezygnuję z obracania w nich filiżanki. – A jak ktoś ci powie inaczej, to nie słuchaj. Jakby to było proste, każdy byłyby milionerem. Z osła jednorożca nie zrobisz, nie – ostrzegam ją tak niemrawo, trochę bez polotu i zacietrzewienia, z jakim zwykle snuję wywody o elitach, bogaczach i innych facecikach w szarych garniturach. Co jest?

|rzut sporny na czar wili, bonus: 0
1x k100 (walczę):
95
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.