• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Gabinet Primrose
Gabinet Primrose
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 10:49

Gabinet Primrose
Pomieszczenie jest jasne, choć nie należy do najbardziej przestronnych w posiadłości. Biurko wykonane z ciemnego, litego drewna jest masywne, z delikatnie rzeźbionymi nogami i śladami po intensywnym użytkowaniu. Na jego powierzchni rozłożone są stare pocztówki, zapisane gęstym, starannym pismem. Wśród papierów widać także pieczęć lakową oraz kilka listów z odciśniętymi symbolami, sugerującymi nadawców z różnych części świata. W rogu biurka znajdują się otwarta księga, która zajmuje miejsce pośród notatek i zakładek z suszonymi roślinami. Ściany gabinetu wypełniają półki, na których piętrzą się zwoje pergaminów, szklane naczynia z tajemniczymi zawartościami i skrzynki zamknięte na mechaniczne zamki – każdy przedmiot zdaje się mieć swoje miejsce i znaczenie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
14-08-2025, 16:20
Nigdy nie był fanem spotkań towarzyskich. Chociaż nie należał do samotników i w zasadzie przebywanie w towarzystwie mu nie przeszkadzało, o ile były to osoby zaufane. W szkole wyglądało to trochę inaczej, miał swoje grono znajomych, ale nie powiedziałby o nich jak o przyjaciołach. Nie utrzymywał teraz z nimi kontaktu, ale to bardziej dlatego, że nie miał w tym momencie z tych znajomości żadnych korzyści. Zmienił się przez te wszystkie lata i w tym momencie przeważnie utrzymywał znajomości jeśli coś ze sobą niosły. Jeśli miał być szczery sam przed sobą to miał raptem jednego dobrego przyjaciela. Nie zmieniało to jednak faktu, że mimo niechęci do przeróżnych przyjęć i innych spendów elit, brał w nich udział. Wiedział, że zawsze może coś z tego wynieść, jakieś przydatne informacje, a nic tak nie rozwija ludziom języków jak dobry alkohol i złudnie zaufane towarzystwo. Ojciec zawsze mówił mu, że informacje mogą do nas przyjść w najmniej oczekiwanych momentach, wystarczyło słuchać.
- Uwierz mi, jeszcze nie raz ci się to zdarzy. Nawet ja czasami dostaje w swoje ręce informacje, które są gówno warte. Najważniejsze to najpierw je zweryfikować zanim się będzie ich używać. - odparł spokojnie kiwając głową, a po chwili zaśmiał się cicho – Hipokampy? Poważnie? Nie, no ja pass, chociaż testral brzmi ciekawie, ale nie wiem czy ogród to dobre środowisko dla nich, nie znam się na tym kompletnie. - odparł wzruszając ramionami.
Magiczne stworzenia były bardzo daleko na jego liście zainteresowań, na szarym końcu. Nigdy nie zaprzątał sobie tym głowy, nigdy nie planował się tym zajmować więc w sumie nie potrzebował rozległej wiedzy w tym temacie. Wychodził z założenia, że to czego nauczył się w szkole mu wystarczy, chociaż i tak już większości nie pamiętał.
- No cóż, to prawda. - skinął głową popijając whisky ze spokojem – Ale miałaś mnie dla siebie przez większość życia, więc teraz musisz się podzielić trochę bratem. - zaśmiał się cicho – No cóż, nie zaprzeczam. Lubię spędzać czas z Vivienne, a jako mąż powinienem spędzać z nią czas. A matka to wiesz… - przewrócił oczyma – Ja nie wiem czemu jej się tak śpieszy do bycia babciom? Przecież to nie tak, że nagle zmieni się w ukochaną babcię, która będzie rozpieszczać swoje wnuki...nie przypominam sobie aby nasi dziadkowie nas kiedykolwiek rozpieszczali. - wypił do końca zawartość swojej szklanki, by po chwili o mało co się nie zadławić na kolejne głowa siostry.
Czy Vivi naprawdę opowiadała jej ze szczegółami o ich egipskich nocach? Jakoś nie chciało mu się wierzyć, że przekazała jego siostrze wszystkie szczegóły. Wydawało mu się, że mimo nabierania doświadczenia w tym wszystkim, nadal był to dla niej temat wstydliwy. Ale co on tak naprawdę mógł wiedzieć o damskich ploteczkach i rozmowach? W sumie to nic, ale jakoś chyba nie było mu dobrze z myślą, że Primrose wiedziała takie szczegóły o jego życiu seksualnym, nawet jeśli oboje byli dorosłymi ludźmi.
Odchrząknął doprowadzając się do porządku i pogładził przód koszuli aby zebrać myśli. Dolał sobie whiskey do szklanki, po czym spojrzał na siostrę.
- No potem jak już wchodziliśmy do grobowców i innych ruin to wchodziłem pierwszy i eliminowałem wszelkie zagrożenia, żeby mogła na spokojnie sobie wszystko oglądać bez obaw, że jakaś bestia na nią wyskoczy. - odparł pomijając całkowicie temat upalnych nocy – Zefir? W żadnym razie nie, to kot salonowy. Spanie i wylegiwanie się na słońcu to jego jedyne hobby. - pokręcił głową z rozbawieniem, po czym posłał siostrze łagodny uśmiech.
Jako jedyna wiedziała jaki był pełen obaw przed tym małżeństwem. Nie chciał go, nie zależało mu na nim, ale mimo wszystko nie mógł odmówić. Jedynie z Primrose rozmawiał na ten temat. W tym momencie jednak wiedział, że jego obawy były kompletnie bezpodstawne.
Po chwili w milczeniu przysłuchiwał się opowieści siostry o tym jak przebiega jej czas narzeczeństwa z jego przyjacielem. Cały czas doskonale pamiętam jak dowiedział się o tym wszystkim. Na początku był szczerze zaskoczony, jako, że między Prim, a Brad’em była naprawdę duża różnica wieku, ale wychodziło na to, że miłość nie zna różnicy wieku. Teraz cieszył się z tego wszystkiego, chociaż nadal śmiał się przyjacielowi prosto w twarz, że musi się zebrać w sobie, bo małżeństwo z jego siostrą wcale nie będzie usłane różami. Mieli jednak jego pełne wsparcie.
- No i bardzo dobrze. Zna się na tym o wiele lepiej niż którekolwiek z nas, więc w tym temacie należy się liczyć z jego ostrzeżeniami. - pokiwał głową z uśmiechem – Ruiny czy inne takie nigdzie nie pójdą, a jeśli można uniknąć jakiekolwiek zagrożenia, to nie warto ryzykować. - posłał siostrze porozumiewawcze spojrzenie – A poza tym? Jest dla ciebie dobry? Jak się przy nim czujesz? - uniósł zaciekawiony brew ku górze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
21-08-2025, 17:00
Zamyśliła się chwilę nad słowami brata wracając do czasów dzieciństwa. Przez chwilę trwała w ciszy przywołując wspomnienia i obrazy przeszłości. -Trochę rozpieszczali. - Takie miała wrażenie. -Dziadek zawsze miał miętówki, a babcia pokazała mi gdzie pani Pott trzyma zapas ciastek. - Uśmiechnęła się do tych wydarzeń. Nie byli rozpieszczani jak to inni dziadkowie mieli w zwyczaju. Ale w ich spojrzeniu i każdym geście dostrzegała troskę. Wszystkie działania były ukierunkowane na to, aby oni mieli lepiej w życiu, aby mogli cieszyć się swoistymi przywilejami nie martwiąc się o jutro. Wymagany był wobec nich szacunek oraz poważanie. Oczekiwano do młodszego pokolenia pokory i odpowiedniego zachowania, ale nigdy nie czuła, że jest balastem czy ciężarem, którego nie chcą nieść. -Słyszałam, że w momencie jak stajesz się dziadkiem, to się zmieniasz. - Odpowiedziała po chwili przyglądając się bratu. Nie mniej, wszyscy wiedzieli jak ważne jest przedłużenie rodowego nazwiska. Xavier był najstarszym z braci, pierworodnym, który miał nieść dalej nazwisko Burke. Rozumiała, że musiało być to również obciążenie dla Vivienne, kiedy każdy oczekiwał tej, jednej, nowiny. -Będziesz świetnym ojcem. - Dodała na koniec nim temat zszedł na podróż poślubną.
Widząc reakcję Xaviera zaśmiała się do wnętrza własnej szklanki będąc rozbawioną całą sytuacją. Nie miała zamiaru niczego naprostowywać zostawiając brata w pewnym zawieszeniu ile rzeczy opowiedziała jej Vivianne. Na jej twarzy gościł cały czas łagodny uśmiech kiedy opowiadał o tym jak chronił jej przyjaciółkę. Jak starał się sprawić, aby jej pobyt był pozbawiony wszystkiego co mogłoby spowodować u niej stres i niepokój. Wyjazd ten sprawił, że się na siebie otworzyli - tak przynajmniej zakładała. Tyle mogła zrozumieć opowieści ich obydwojga. Była teraz spokojna, czując, że przełamali swoje niechęci i lęki. A te gościły u nich od początku ogłoszenia zaręczyn. Była przy nich starając się służyć radą i wsparciem. Teraz mogła odetchnąć z ulgą i cieszyć się wraz z nimi. Nie widziała wielkiej i płomiennej miłości, która by mogła spalić cały kraj, ale może to i lepiej. Takie coś sprawdzało się jedynie w powieściach, które czytywała. -Tęsknił za nią. - Zauważyła pociągając łyk ze swojej szklanki. Piła zdecydowanie wolniej od brata. -Zefir. Krążył i miauczał. W pewnym momencie mnie nie opuszczał na krok. - Było jej żal kociska, które ewidetnie starało się odnaleźć w nowej sytuacji. Poduszki i kanapy były dobrym pocieszycielem w tych dniach kociej rozpaczy. Xavier sprawie odbił piłeczkę pytając o Bradforda. Z jednej strony odpowiedź była bardzo prosta, ale z drugiej złożona. Człowiek ten wciąż był dla niej skarbnicą tajemnic, nie wiedziała o nim wszystkiego, a jednak coś sprawiło, że lgnęli ku sobie. Być może wiele miało to wspólnego z tym nieszczęsnym artefaktem, który badała, a rozpadł się w jej dłoni akurat wszedł Bradford. Wtedy sprawy potoczyły się bardzo szybko. W pewnym momencie miała obawy, że to wszystko sztuczne, ale dawno byli poza działaniem artefaktu i nadal do siebie lgnęli. -Jest bardzo dobry. - Odpowiedziała szczerze i odstawiła pustą szklankę na bok. -Ceni sobie szermierkę. Zarówno klasyczną jak i słowną.- Był śmiały, bywał bezpośredni oraz pewny siebie. Nieprzejednany gdy chodziło o magiczne stworzenia,a jednocześnie roztaczał wokół siebie spokój. -Czuję się.. bezpieczenie. - Nie wiedziała jak inaczej nazwać to co czuła w obecności Bradforda. Sama też nie potrafiła nazwać uczuć jakie w niej kiełkowały. Ciągnęło ją ku niemu, ku jego obecności.-Nie wiem jak to w pełni nazwać, ale czuję, że chcę być obok. Rozumiesz o co mi chodzi?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
27-08-2025, 16:36
Uniósł brew ku górze słysząc o miętówkach i ciastkach pani Pott. W życiu nie dostał miętówki od dziadka, a o ciasteczkach dowiedział się sam. Nie mógł się więc zgodzić z siostrą, że dziadkowie ich rozpieszczali. Dziadek Burke zawsze patrzył na niego czujnym wzrokiem, a on wiedział, że wymagane jest od niego dużo i nikt nie będzie tolerował porażek. Oczywiście, pomoc była mu udzielana, ale jednocześnie oczekiwano, że będzie popełniał błędy, na których będzie się uczył. Tak naprawdę z upływem lat dopiero zaczął to dostrzegać, bo w dzieciństwie to była dla niego po prostu codzienność. Wiedział jednak, że jako, że był najstarszy z rodzeństwa, zawsze będzie od niego wymagane więcej niż od reszty. W przypadku Prim jako jedynej córki i do tego najmłodszej, troszkę przymykało się oko na niektóre jej wybryki i zachowania kiedy była młodsza. Kiedy dorosła, taryfa ulgowa się skończyła, ale mimo wszystko cieszył się, że miała takie miłe wspomnienia związane z dziadkami.
- Inni może tak, ale nie Tytania. - pokręcił głową nie wierząc jakąś magiczną zmianę matki.
Kochał rodzicielkę, nie mógł powiedzieć, że nie. Jednak Tytania Burke była bardzo specyficzną osobą. Wywodząca się z rodu Black kobieta próbowała przemycić wychowanie swojej rodziny do domu Burke. Czasami jej się udawało, nawet jeśli typowy program wychowania dzieci Burke wiódł prym. Mimo wszystko Tytania była matką wymagającą i surową, chociaż kochała swoje dzieci, nie zawsze to okazywała tak jak inne matki. Xavier nie miał jej tego za złe, z całą pewnością gdyby nie otrzymał takiego wychowania, nie byłby tam gdzie był teraz.
- Oczywiście, że będę, chyba w to nie wątpisz. - pokręcił głową z lekkim uśmiechem, po czym upił łyk alkoholu.
Zawsze wiedział, że chce założyć rodzinę, mieć dzieci. Pierwsze dziecko stracił w dniu jego narodzin, jednocześnie również tracąc żonę. Długo dochodził do siebie po tym wszystkim, opłakiwał najbliższych. Wiedział, że kiedy Vivienne będzie nosić pod sercem ich potomka, zrobi wszystko by historia nigdy się nie powtórzyła.
- No jak to kot, dla niego to też nowa sytuacja, ale przywyknie, jak to zwierzę. - odparł spokojnie obracając szklankę w dłoni.
Był ciekaw relacji siostry i Bradforda. Wiedział, że jak zaprosi przyjaciela na szklaneczkę czegoś mocniejszego i odpowiednio sformułuje pytania ten otworzy się przed nim. Chociaż najchętniej poznałby wszystkie szczegóły ich znajomości, to postanowił pod tym względem odpuścić. Niech mają swoją prywatność chociaż oni, im nie będzie wchodzić w interesy ze swoim ciekawskim nosem. Mimo wszystko z chęcią słuchał tego co miała mu do powiedzenia Primrose i uśmiechał się przy tym łagodnie.
- O tak, słowna szermierka nie jest mu obca. - pokiwał głową z lekkim rozbawieniem – I to właśnie chciałem usłyszeć. Jeśli czujesz się przy nim bezpiecznie, to to jest dla mnie najważniejsze. Z resztą on wie, że jak cię zrani to mu głowę ukręcę przy samej… - odchrząknął uśmiechając się pod nosem – Wiem co masz na myśli. To dobrze wróży, gdybyś nie chciała to jaka byłaby z tego przyjemność? - uniósł brew ku górze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
01-09-2025, 14:32
Rozmowy o tym co myślą i czują nie były jej obce, ale mimo wszystko czuła się dość dziwnie. Zerkała na starszego brata, zazdroszcząc mu tej pewności siebie i poczucia, że może władać całą rzeczywistością. Miała nadzieję, że z czasem nabierze maniery brata. Bawiła się teraz pustą szklanką po alkoholu starając się zebrać myśli, które teraz krążyły wokół osoby Bradforda, skoro rozmowa zeszła właśnie na niego. W książkach emocje były łatwe do zdefiniowania, a w tym przypadku - nie potrafiła ich w sposób ławy opis. Jednocześnie czuła się bezpiecznie, a z drugiej oblewała się rumieńcem i pociły się jej dłonie. Bywały momenty kiedy ją drażnił i wywracała oczami, ale zaraz pojawiało się przyjemne ciążenie w brzuchu kiedy spoglądał na nią tymi niebieskimi oczami. Gdyby się jej nie podobał, gdyby nie chciała być w jego towarzystwie, gdyby go nie lubiła, to nie zgodziłaby się na stanie się jego narzeczoną. Z ta myślą pojawiło się pytanie, które dręczyło ją jakiś czas. A na które brat mógł udzielić jej odpowiedzi. Uniosła na niego zielone, pełne napięcia, spojrzenie. -Między tobą, a Vivi jest osiem lat różnicy. Czy ta przerwa… jakoś przeszkadza? - Między Bradem a Prim była jeszcze większa i zastanawiało ją jak to wpływa na ich relacje. Jak to odbierał sam czarodziej mając młodszą żonę. Miała jeszcze wiele pytań, ale nie chciała nimi zalewać Xaviera od razu. Matka zaś mówiła, że na odpowiednie rozmowy przyjdzie czas kiedy będzie bliżej terminu ślubu. Daty jeszcze nie wyznaczyli i choć czuła lekkie podniecenie na samą myśl o możliwej dacie, tak też rodziło się wiele obaw. Nadal nie zdradziła swojej tajemnicy, nadal kisiła w sobie swoje lęki. Nie podzieliła się nimi z nikim.
Uśmiechnęła się na słowa brata o zagrożeniu jakie niesie krzywda jej osoby. Wątpiła, aby Xavier miał kiedyś zrealizować swoją groźbę. Bradford choć czasami nieugięty i uparty tak należał do osób, którym mogła zaufać i bardzo badała się nadwyrężyć to zaufanie. Odstawiła szklankę na blat stołu, akurat w momencie kiedy do pomieszczenia wkroczył skrzat oznajmiając, że kolacja zaraz zostanie podana i przyszła nowa skrzynia z zamówieniami. Primrose aż podskoczyła. -Nie mówiłam ci, ale udało mi się nabyć kolejne manuskrypty traktujące o podziemnych korytarzach w górach, które miały należeć do celtów. - Oczy się jej zaświeciły na samą myśl. -Musiałam je nabyć. - Oczywistość nad oczywistościami, bo takiej okazji nie mogła pozwolić przejść obok nosa. Musiała skorzystać i to uczyniła. Zeskoczyła sprawnie ze swojego biurka. -Zrobiłam się głodna. - Oznajmiła kierując się w stronę drzwi.

|zt dla Prim
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
15-09-2025, 13:46
Spodziewał się tego pytania i wcale się nie dziwił kiedy ono padło. Było to coś nad czym sam zastanawiał się przed swoim ślubem. Czy właśnie różnica wieku nie będzie największą przeszkodą w jego małżeństwie. To właśnie też między innymi dlatego poświęcił tyle czasu na to by poznać swoją małżonkę i był to naprawdę dobry pomysł. Dzięki spotkaniom i wspólnym wyjściom udało mu się dowiedzieć wiele na temat Vivienne, poznać jej zainteresowania, marzenia i troski. Te wszystkie zabiegi zdecydowanie pomogły im wejść w ten związek małżeński z mniejszymi obawami o przyszłość.
Dopił na spokojnie zawartość szklanki, po czym spojrzał na siostrę z łagodnym uśmiechem.
- Nie, to w niczym nie przeszkadza. - pokręcił głową – Postawą jest dla was aby się poznać przed ślubem, chociaż trochę abyście mimo wszystko znali się chociaż odrobinę, aby wiedzieć w co się pakujecie. - mrugnął do niej, po czym ostawił pustą szklankę na blat biurka – Oboje jesteście inteligentni, oboje macie marzenia większe i mniejsze, jesteście ambitni i czasami ciężko z wami wytrzymać. - zaśmiał się cicho – Poradzicie sobie, jestem tego pewny. - poklepał ją po wierzchu dłoni – No i nie zapominajmy, piękna i młoda żona to chluba każdego męża. - dodał z rozbawieniem.
Chociaż wiedział, że Brad nigdy nie skrzywdziłby jego siostry, to jako starszy brat miał obowiązek mimo wszystko się martwić. I pewnie chociaż postanowił zostawić im swoją prywatność, to czasami nie będzie potrafił się powstrzymać i zajrzy do nich aby dowiedzieć się co w trawie piszczy.
Na moment przeniósł spojrzenie na skrzata, a słysząc o skrzyni uniósł brew ku górze lekko zaskoczony i spojrzał na siostrę zaciekawiony. Wysłuchał jej słów, po czym pokręcił głową z rozbawieniem i zaśmiał się wesoło.
- Oczywiście, że musiałaś. Inna opcja nie wchodziłaby w grę, pytanie tylko ile na nie wydałaś? - spytał nadal z rozbawieniem widocznym na twarzy po czym oparł się dłońmi o kolana i podniósł się z krzesła – Mam nadzieję, że jednak sztukę targowania się masz opanowaną. - dodał puszczając jej oczko, po czym poprawił rękawy – Ja też, chodźmy zatem zanim kuzyn Murdoc postanowi znowu zagarnąć dla siebie całą pieczeń. Myślę o niej od rana i nie mam zamiaru z nim przegrać. - poruszał zabawnie brwiami i Primrose mogła być pewna, że jej brat był gotów na walkę na śmierć i życie o pieczeń z kaczki.


zt Xav
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
31-12-2025, 13:09
25.04.1962

Planował zrobić sobie kilka dni wolnego. Ostatnie dwa miesiące był na najwyższych obrotach i teraz czuł, że jeszcze chwila i odbije mu się to czkawką. Chciał dopiąć wszystko na ostatni guzik przed kilkudniowym urlopem aby mieć spokój ducha i niczym się nie martwić. Dlatego też tego dnia od wczesnych godzin porannych przebywał już w sklepie na Nokturnie. Wykonanie kilku ekspertyz nie było jakoś specjalnie skomplikowane, ale zajął się nimi porządnie nie pozwalając sobie na żaden błąd. Papiery były uzupełnione dokładnie, zakwalifikował te, które mogły wylądować na sklepowych półkach oraz te, które wolałby jednak zostać dla prywatnych klientów. W zasadzie miał już potencjalnych kupców, bo wiedział kto co lubi i czego potrzebuje. Wystarczy napisać list lub dwa i galeony same powinny wylądować w skrytce w banku. Nie było na co czekać, kiedy zjadł jakiś lekki i szybki obiad od razu zabrał się za te listy i wysłał je używając sklepowych sów, nigdy swojej. Silver był używany tylko do jego prywatnej korespondencji, biznesowa zawsze była wysyłana innymi sowami dla zachowania pozorów. Kiedy opuszczał sklep zegarek pokazywał w pół do czwartej, więc był względnie zadowolony z tego co dzisiaj zrobił. Co prawda nie udało mu się zająć wszystkim, ale to nie był problem. Miał zamiar kilka tych lżejszych spraw zrzucić trochę na Primrose. Skoro chciała brać czynny udział w biznesie musiała się czymś zajmować. Z resztą dobry trening nie jest zły, a nadal doskonale pamiętał jak narzekała mu na klientów, którymi się zajmowała podczas jego nieobecności. Czas na powtórkę z rozrywki.
Burke Manor było przygotowane już do wiosny. Nawet ciężkie zasłony zostały rozsunięte aby wpuścić więcej światła i czuł w tym rękę swojej żony, więc kompletnie mu to nie przeszkadzało. Vivienne wprowadziła dużo światła do ponurych murów Burke Manor i wychodziło na to, że ta zmiana wszystkim wyszła na dobre. Odnosił wrażenie, że wszyscy chodzili w jakiś lepszych humorach. Po powrocie ogarnął się lekko w sypialni, wskoczył w domowe ciuchy, czyli luźniejsze spodnie i koszulę, której rękawy podwinął do łokci, po czym po zaczerpnięciu informacji od skrzata, że jego siostra przebywa aktualnie w swoim gabinecie wziął ze sobą teczkę i wyszedł. Z perspektywą kilku wolnych dni czuł się jakoś lżej, co nie było podobne do jego przeważnie pracoholiczego stanu. Może to też świadomość, że niedługo zostanie ojcem również miała na to wpływ, a może było to coś innego. Nie zawracał sobie jednak teraz tym głowy, ale wybrał okrężną drogę do gabinetu siostry, aby zrobić sobie mały spacer. Kiedy w końcu zatrzymał się przed odpowiednimi drzwiami zapukał kilka razy, po czym, nie czekając na zaproszenie, wszedł bezceremonialnie do pomieszczenia.
Nie zaskoczył go widok Primrose siedzącej za biurkiem, w zasadzie niczego innego się nie spodziewał. Pochylała się nad czymś, czego nie do końca widział przez stos książek na blacie biurka.
- Jest i nasz pracuś. - pokiwał głową z uśmiechem zamykając za sobą drzwi, po czym podszedł do biurka i położył na nim teczkę - No to jeszcze dołożę ci trochę pracy jak na starszego brata przystało. - uśmiechnął się zadowolony z siebie - Jako, że biorę kilka dni wolnego, tu są twoje zadania. Tymi cięższymi się zająłem, te są abyś poćwiczyła kontakty z klientami. - postukał palcem w teczkę, po czym spojrzał na Prim.
Coś mu nie grało, chociaż nie do końca jeszcze wiedział co. Przyjrzał jej się dokładnie, włosy jakby miała luźniej spiętę, mankiety koszuli jakby luźniejsze. Powiódł wzrokiem po jej twarzy, zatrzymując się na moment na oczach. Czyżby zauważył w nich lekkie rozkojarzenie? Rzadko spotykane u jego siostry. Oparł się biodrem o biurko krzyżując ręce na torsie.
- Coś się stało? - spytał prosto z mostu jako, że nie należał do ludzi, którzy owijali w bawełnę i Primrose doskonale o tym wiedziała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
31-12-2025, 14:31
Noc nie przyniosła spodziewanego ukojenia. Wstając rankiem jej myśli nadal krążyły wokół ukochanego oraz wydarzeń z altany. Rozmowa z Vivi pozwoliła na zebranie myśli, na uspokojenie rozegranego serca, ale było tak jak przewidziała. Nie było spokoju w umyśle. Kąpiel w lawendzie przyniosła chwilowe ukojenie, pozwoliła na chwile zaakaceptować uczucie jakie w niej się zakorzeniło już na dobre. Wciąż czuła dotyk jego rąk na swoim ciele, smak ust, zapach skóry. Nie mogła jednak tkwić w swoim pokoju, musiała z niego wyjść i zająć się pracą. Dlatego też ubrała się sprawnie, zjadła śniadanie i zaszyła się w swoim gabinecie. Matka wodziła za nią czujnym spojrzeniem, ojciec również zdawał się być bardziej ukierunkowany na najmłodszą latorośl. Ich zaciekawienie zbyła tym, że jest przejęta zbliżającą się ceremonią zaślubin. A na potwierdzenie tych słów zaproponowała matce wspólne wybieranie podziękowań dla gości oraz wysłanie listu do matki Bradforda, która trzymała pieczę nad ceremonią w Hethmere Keep.
Na biurku piętrzył się stos książek, rozpoczęte analizy manuskryptów, opisy artefaktów jakimi się zajęła jakiś czas temu. Uznała, że zajęcie się pracą pozwoli przetrwać jej ten dzień. To zawsze działało - rutyna, która pozwalała się czymś zająć. Tylko jak na złość jej myśli wciąż krążyły wokół narzeczonego. Co pochylała się nad dokumentami, zaraz wracała wspomnieniami do wydarzeń z altany. Uspokój się!. Starała się nie myśleć, ale im bardziej odganiała od siebie obrazy, tym uporczywej te wracały. Wstała od biurka i podeszła do okna, aby wyjrzeć na zewnątrz. Na ogrody. Zagryzła dolną wargę ze zdenerwowania i odeszła do niego, aby sięgnąć na powrót po notatki. Zaraz jednak odrzuciła je na bok by zacząć pisać list. Nie wiedziała czy go wyśle, był skierowany do narzeczonego. Myśli nieskładne, słowa nie pasowały do tego co chciała wyrazić. Wielokrotnie przekreślone frazy. To nie miało najmniejszego sensu. Wtedy też usłyszała pukanie i nim zdążyła zareagować do środka wkroczył Xavier. Pod pachą trzymał teczki co sprawiło, że zmarszczyła brwi w niemym pytaniu z czym do niej przyszedł.
Ciężko było zgodzić się ze stwierdzeniem, że jest pracusiem tego dnia. Bardzo się starała, ale nic jej nie wychodziło. Pod koniec dnia będzie na siebie zła, że niczego nie skończyła ani nie zabrała się za nic nowego. A na domiar tego starszy brat zrzucił na nią kolejną porcję. W normalnych warunkach by się cieszyła, a teraz czuła jak jakiś ciężar spada na jej barki. -Co to? - Zapytała i sięgnęła po jedną z teczek, aby ją przejrzeć, a potem uniosła zdumiony wzrok na czarodzieja. -Kim jesteś i co zrobiłeś z moim bratem? - Zapytała z nutą rozbawienia w głosie. -Xavier Burke nigdy nie bierze parę dni wolnego! - Wyczuwała w tym rękę Vivi i choć teraz sobie żartowała, pozwalając na uszczypliwość, to cieszyła się z takiego obiegu spraw. Kartkę z zapisanymi słowami do Bradforda przysłoniła delikatnie dopiero co trzymaną teczką w dłoni. Jeszcze tego brakowało, aby zobaczył co tam napisała. Najgorsze jest to, że nie musiał tego robić bo był za bardzo spostrzegawczy i już coś wyczuł. Matkę i ojca jeszcze wiedziała jak zwodzić, z Xavierem było gorzej. Serce podskoczyło jej do gardła kiedy padło pytanie, z którego chciała jakoś wybrnąć. -Denerwuję się. - Uznała, że krążenie wokół temu będzie ją bardziej zdradzać. Brat wiedział, że też zwykła mówić prosto z mostu. -Ceremonią i ślubem. Odbędzie za niecały miesiąc. I zaczyna do mnie docierać, że opuszczę Burke Manor i zamieszkam w Hethmere Keep. Opuszczę dom na stałe i stanę się panią Bulstrode. - Wymawiając nazwisko narzeczonego jej głos o pół tonu się załamał zdradzając ją i jej emocje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
01-01-2026, 22:50
Miała całkowitą racje, do tej pory bardzo rzadko kiedy brał wolne. Nie pozwalał mu w tym jego pracoholizm to raz, a dwa kiedy został wdowcem praca była jego jedyną ucieczką od smutku i rozpaczy. Spędzanie godzin na artefaktami, spotkania z klientami, sporządzanie ekspertyz pozwalało mu zając myśli, odciągając je od bolesnego doświadczenia. Taki stan rzeczy trwał dobre kilka lat, wiec wszyscy się do takiego stanu rzeczy przyzwyczaili. Nie dziwił się więc jej reakcji kiedy powiedział, że bierze wolne. Teraz jednak wszystko było inaczej. Nie był jeszcze świadom, że go roztrzaskane serce powoli zaczynało sklejać się w całość, a osoba, która była tego sprawcą była tuż obok niego. Te dwa tygodnie w Egipcie dały mu bardzo dużo, i nie chodziło tylko i spokój ducha. Dzięki temu wyjazdowi był w stanie poznać Vivienne lepiej, mógł ją obserwować podczas codziennych czynności kiedy nikt inny ich nie widział. Zdecydowanie się wtedy do siebie zbliżyli, lepiej zrozumieli. A teraz, kiedy okazało się, że zostaną niedługo rodzicami, otworzyli się przed sobą, musiał przewartościować sporą część swojego życia. Chciał spędzać z żoną więcej czasu, a żeby było to możliwe musiał mieć po prostu więcej wolnego czasu. Musiał go więc jakoś zorganizować.
- No cóż, Xavier Burke, który niedługo zostanie ojcem bierze. - powiedział z zadowoloną miną kiwając głową - Trzeba sfinalizować kilka umów z klientami. - wskazał teczki leżące na blacie biurka.
Był naprawdę szczęśliwy z tego powodu. Zawsze wiedział, że kiedyś założy rodzinę, więc perspektywa zostania ojcem dawała mu więcej energii i zadowolenia z życia. Chociaż moment kiedy oboje sobie to uświadomili był dość nerwowy, to rozmowa z siostrą, a potem poranna z Vivienne dużo zmieniła. Nie chciał aby się bała, chciał aby wiedziała, że on przy niej jest, że nie zostawi jej z tym samej. Otworzenie się przed nią ze swoimi obawami było dla niego trudne, bo jednak nie miał w tym doświadczenia, ale kiedy w końcu to zrobił jakiś niewidzialny kamień spadł mu z serca. Świadomość tego, że i ona się przed nim otworzyła dużo dla niego znaczył.
W tym momencie jednak zamierzał skupić się na Primrose. Obserwował ją w milczeniu, szukał najmniejszych oznak, że coś jest nie tak, bo zdecydowanie było. Oboje byli wychowani w tych samych warunkach, od najmłodszych lat uczeni jak chować swoje emocje i uczucia, jednak mimo wszystko byli rodzeństwem i tak jak ona czasami potrafiła z niego czytać jak z otwartej księgi, on potrafił z niej. W tym momencie widział dużo oznak, że wydarzyło się coś co w jakiś sposób wyprowadziło ją z równowagi. Pytanie brzmiało „Co?”. Szukał jakichkolwiek oznak na jej twarzy. Dostrzegł już rozkojarzenie w jej oczach, teraz kiedy zadał pytanie odniósł wrażenie, że lekko się spięła. Prawa brew powędrowała mu lekko ku górze gdy słuchał jej słów. Miały one dla niego sens, poniekąd rozumiał dlaczego się denerwuje. Ślub dla panny był zawsze większym przeżyciem niż dla kawalera. To ona opuszczała swój rodzinny dom aby przenieść się do domostwa męża, zostawiała swoją rodzinę, dzieciństwo za sobą. To była wielka zmiana i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
- Jestem przekonany, że wszystko będzie idealnie. Ani matka, ani pani Bulstrode nie pozwolą aby wydarzyło się cokolwiek niepożądanego. - pokręcił głową uśmiechając się łagodnie - Z resztą, Primrose - spojrzał na nią uważnie - to nie tak, że nie możesz tutaj wrócić. To zawsze będzie twój dom, będziesz nas mogła odwiedzać, wpadać podroczyć się z braćmi, sprawić, że ojciec posiwieje jeszcze bardziej. Tak naprawdę ślub tego nie zmieni. - odparł spokojnie - Ale rozumiem twoje obawy, to dla ciebie nowa sytuacja. Znam jednak Brad’a na tyle dobrze, że wiem, że będzie ci z nim dobrze. To porządny facet. - ponownie lekko się uśmiechnął, ale po chwili wyłapał zmianę w tonie jej głosu - Chyba, że o czymś nie wiem i już ci jakoś podpadł. Mam z nim porozmawiać? Wiesz, że znam odpowiednie techniki aby przemówić człowiekowi do rozsądku. - uniósł brew ku górze nie spuszczając wzroku z siostry nawet na moment.
Dla rodziny był gotów zrobić wszystko, więc jeśli ktokolwiek miał zamiar zranić jego najbliższych musiał liczyć się z tym, że będzie miał z nim do czynienia.
- Czy on cię skrzywdził? - poczuł napięcie na ramionach.
Przyjaciel czy nie, przed nim się nie ukryje jeśli zrobił cokolwiek złego jego siostrze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
01-01-2026, 23:23
Patrzyła na niego z czystą fascynacją. Mieszkając z nim pod jednym dachem widziała jak zatracał się w pracy, jak ta stała się całym jego życiem po śmierci poprzedniej żony. Z czasem tak przyzwyczaiła się do tego oblicza brata, że zapomniała iż może być inaczej. Teraz widziała jak się uśmiechał, jak jego spojrzenie stawało się bardziej miękkie kiedy Vivienne wchodziła do pokoju. Poprzednie zdenerwowanie ciążą już przeminęło i zdawało się, że zaczęli się odnajdywać w tej roli. Nie miała wątpliwości, że Xavier będzie cudownym ojcem. -Możesz być pewien, że zajmę się nimi. - Praca i dodatkowe zadania będą tym razem dla niej ucieczką od emocji i myśli, których nie chciała mieć w ciągu dnia. -Jakieś sugestie? Czy pozwalasz mi na mój własny osąd? - Być może miał spostrzeżenia, którymi chciał się podzielić nim pochyli się nad sprawami jakie jej przekazał. Była to odmiana od ślęczenia nad manuskryptami czy dokładnym badaniem artefaktów, gdzie musiała skupiać się na każdym detalu, ponieważ ten mógł zaważyć o wartości przedmiotu.
Czujne spojrzenie brata sprawiło, że poczuła się jak otwarta księga, z której można czytać. Vivienne mogła się przyznać do tego co wydarzyło się w altanie, ale nie bratu. Istniały pewne tematy, których z bratem się nie poruszało. Poza tym, istniała obawa, że Xavier, gdyby się dowiedział mógłby wyrazić swoje niezadowolenie i to nie do siostry, ale swojego przyjaciela. Złamali konwenanse, zasady, których nie złamał jej brat. Uśmiechnęła z wyraźną ulgą kiedy mówił o tym, że wszystko będzie jak należy. -Wiem, że mogę wracać. - Odparła z pełnym przekonaniem. Nigdy w to nie wątpiła. Wiedziała, że w każdej chwili mogła przybyć do Burke Manor szukając spokoju, ukojenia i zrozumienia. -I mam zamiar, nie rozdzielicie mnie i Vivi. - Dodała jeszcze z cichym rozbawieniem w głosie. -Wiem, że Bradford będzie dobrym mężem. - Co do tego nie miała wątpliwości. Lekki rumieniec wypłynął na jej policzki na samą myśl o tym, więc przywołała siebie natychmiast do porządku.
Xavier przyjął pozę starszego brata, niczego innego się nie spodziewała, ale nie chciała, aby interweniował -Nie trzeba! - Wypaliła od razu, trochę zbyt pospiesznie. -Nie ma takiej potrzeby. - Dodała już spokojniej. -Nic takiego nie zrobił. - Podniosła spojrzenie na brata. -Zachowuje się wobec mnie z pełną troską i uwagą na moje samopoczucie. -Nawet więcej niż troską. Myśl krążyła wokół rozmowy z Vivi. Tego o czym opowiadała jako spełniona małżonka. -Zwyczajnie, rozumiem jakie emocje towarzyszyły Vivienne jak szykowała się do ślubu. I pojmuję skąd się brały. - Uznała, że przekieruje rozmowę w trochę innym kierunku, nadal prawdziwym, bo rzeczywiście będąc teraz samej przed ceremonią zaślubin ją też nawiedzały różne myśli. Niekoniecznie takie jak Vivienne, ale różne.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#20
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
03-01-2026, 14:50
Wiedział, że może zostawić te sprawy w rękach Primrose. Coraz swobodniej poruszała się po zawiłych drogach biznesu, podejrzewał, że dwa tygodnie jego nieobecności dużo jej dały, bo jednak musiała wtedy wziąć na siebie większość jego obowiązków. Potem z rozbawieniem słuchał jej narzekania, ale taka była ta praca. Nie zawsze wszystko wyglądało tak jak by się tego chciało, czasami plany, które się robiło nie zawsze wypalały i trzeba się było szybko dostosować do zaistniałej sytuacji. Im częściej miało się z czymś takim do czynienia tym było po prostu łatwiej.
- Nie mam żadnych sugestii. Chciałbym żebyś sama to przejrzała i zrobiła tak jak uważasz, że będzie najlepiej. - powiedział spokojnie kiwając głową - To tylko kilka dni, po zjeździe absolwentów już normalnie wrócę do pracy, ale wolałbym żeby te konkretne sprawy były jednak zaopiekowane. - uśmiechnął się lekko.
Każde z nich miało swoje tajemnice i nawet to, że byli blisko jako rodzeństwo nie sprawiało, że sie nimi dzielili. Xavier doskonale to rozumiał, jednak mimo wszystko miał nadzieję, że siostra zdawała sobie sprawę, że może do niego przyjść ze wszystkim. Jeśli będzie chciała się tylko wygadać to ją wysłucha, jeśli będzie potrzebowała jakiejś rady również jej udzieli. Jednak jeśli chodziło o to czy jego najbliższym działa się krzywda był na to bardzo wyczulony. Dlatego nie spuszczał czujnego spojrzenia z twarzy siostry nawet na moment.
- Ach no to do brata nie będziesz wracać tak? - uniósł brew ku górze z lekkim rozbawieniem wymalowanym na twarzy - Ale to będziesz musiała mi dawać znać wcześniej żebym akurat wtedy nic dla nas nie planował. - dodał spokojnie.
Rumieniec na policzkach Prim sprawił, że uśmiechnął się lekko do siebie. Znał Bradforda dłużej niż siostra i wiedział, że to porządny facet. Co prawda nie miał jeszcze okazji aby wziąć go do siebie na rozmowę jako, że oboje byli raczej zajęci, ale wychodziło na to, że nadeszła ta chwila. Nie przypominał sobie aby Primrose reagowała rumieńcem na jakiegokolwiek innego mężczyznę i w sumie sam do końca nie wiedział jak się z tym czuje. Zwłaszcza zdecydowanie za szybka reakcja z jej strony dała mu do myślenia.
- Lepiej żeby zachowywał się odpowiednio, bo inaczej moja rozmowa z nim nie będzie taka przyjemna jak początkowo zakładałem. - odparł mrużąc oczy - I lepiej żeby nie przekraczał żadnych granic. Ma cię traktować najlepiej na świecie, bo jak nie to będzie miał ze mną do czynienia. - pokręcił głową, po czym westchnął cicho - A jakie masz obawy? - uniósł brew ku górze - W sensie…może będę w stanie niektóre z nich rozwiać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 17:47 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.