• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Salon
Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 10:50

Salon
Salon emanuje powagą, intelektualnym klimatem i subtelnym luksusem, charakterystycznym dla rezydencji z tradycjami, w których każdy detal ma swoją historię. Dominującym elementem pomieszczenia są monumentalne regały z ciemnego drewna, wypełnione po brzegi starymi, oprawionymi w skórę tomami. Książki pną się aż po sam sufit, tworząc imponującą bibliotekę – nie tylko jako ozdobę, ale i świadectwo głębokiego szacunku dla wiedzy i kultury. Wysokie ściany zamknięte są dekoracyjnym sklepieniem z bogatymi sztukateriami, a z jego centrum zwisa elegancki kryształowy żyrandol. Przestrzeń zorganizowana została z myślą o wielofunkcyjnym użytku. W części bliżej kominka ustawiono okrągły stół otoczony tapicerowanymi, bordowymi fotelami – miejsce idealne do intelektualnych rozmów, lektury czy kameralnej gry w karty. Atmosferę skupienia dopełnia duży portret władczego mężczyzny w historycznym stroju, wiszący nad marmurowym kominkiem, który przywodzi na myśl tradycję i długowieczność rodu. W pierwszym planie wnętrza znajduje się stół bilardowy zapraszający do chwil rozrywki i relaksu. Na podłodze leżą wzorzyste dywany, które ocieplają przestrzeń i dodają jej przytulności, a głębokie, skórzane fotele rozstawione w różnych częściach salonu zachęcają, by usiąść i zanurzyć się w atmosferze tego miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
11-08-2025, 16:36
Jak mogłabym ją zbyć? Jak mogłabym nie chcieć odpowiedzieć i rozwiać jej wątpliwości? Była moją przyjaciółką, kobietą, której ufałam bardziej niż komuś innemu. I jedyną osobą w moim wieku, z którą nie bałam się poruszyć nawet najbardziej intymnych rozmów. I byłam pewna, przekonana w stu procentach, że gdybyśmy zamieniły się miejscami, to Primrose również odpowiedziałaby na moje pytania. Na każde, szczerze. Jednak chwila ciszy, która nastąpiła, faktycznie była spowodowana chęcią ubrania myśli w odpowiednie słowa. Ten głębszy wdech, który panna Burke zrobiła, sprawił, że wystraszyłam się, że tylko pogłębiłam jej obawy. Ciche potwierdzenie obaw sprawiło, że zacisnęłam mocniej palce na materiale spódnicy. Byłam lekko spięta tą całą sytuacją, zawstydzona, ale jednocześnie czułam, że ta rozmowa jest dobra. To nic złego, mimo tego wszystkiego, czego uczyły nas nasze matki. Na chwilę spojrzałam w stronę drzwi, jakbym się spodziewała, że ktoś tam stoi. Spaliłabym się ze wstydu, widząc w wejściu panią Tytanię lub jakąś inną starszą damę mieszkającą w tym domostwie. Na szczęście, ku mojej uldze, nikogo tam nie było. Ponownie spojrzałam w stronę przyjaciółki i skupiłam się na jej kolejnych pytaniach.
- Pani Tytania powiedziała ci całą prawdę. Byłam bardzo zestresowana, bolało, ale naprawdę za każdym razem jest łatwiej i można to polubić - delikatny uśmiech zabłądził na mojej twarzy. - Też mieliśmy zgaszone światło, bo… bo jest się nago - szepnęłam. - Ale ta ciemność w niczym nie przeszkadza… Wiesz, nie jesteśmy pierwszymi żonami swoich mężów, w sensie, ja… ty też nie będziesz. Myślę, że dlatego im ta ciemność nie przeszkadza i się nie gubią. Po prostu umieją i wiedzą co i jak. Ja też już… trochę umiem. Wiesz co? - Zaśmiałam się na samą myśl, przy okazji trochę rozładowując napięcie. - Jesteś na tyle ciekawska, że jak chcesz patrzeć, to po prostu nie gaście światła.
Wyszczerzyłam do niej zęby, zadowolona ze swojego odkrycia. Dzisiejszego popołudnia już nie wróciłyśmy do tego tematu. Byłam pewna, że rozbudziłam w Primrose właśnie tę ciekawość i to, co znajdzie w swoich książkach, swoich powieściach, nie będzie już dla niej wystarczające. Ja wiedziałam, że będę chciała jej pomóc się przygotować. Jeśli tylko będzie chciała, zdobędę się na odwagę i pokonam wstyd, który z pewnością mnie obejmie i opowiem jej wszystko. Tylko po to, aby tej szczególnej nocy się nie bała. Ja się bałam. I teraz nie wiem po co. I nie rozumiałam, dlaczego nasze matki tak bardzo nas tym straszyły. Czy mój ojciec nie był tak delikatny w stosunku do mamy, tak jak Xavier wobec mnie?
- Też za tobą tęskniłam - odpowiedziałam na jej ostatnie słowa.
W salonie siedziałyśmy jeszcze dłuższą chwilę. Cudownie było czuć na sobie jej ramiona, wdychać zapach jej perfum, czuć bijące od niej ciepło. Nigdy nie miałam siostry, otoczona przez braci, nie miałam żadnej innej kobiety tak blisko siebie. Primrose zdecydowanie mi tę siostrę zastępowała i cieszyłam się, że łączy nas taka więź. Była cenna, a ja chciałam ją dalej pielęgnować. Mimo zmian, które zaszły i będą zachodzić w naszym życiu w ciągu najbliższych miesięcy.

z/t
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Cybil Burke
Czarodzieje
"Seek and ye shall find," they say, but they don't say what you'll find.
Wiek
24
Zawód
łamacz klątw
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
1
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
11
Brak karty postaci
28-09-2025, 17:33
12 marca 1962 r. około 22:00

Moje ruchy są już automatyczne, gdy mięśnie zapamiętały powtarzający się schemat. Kieruję różdżkę na zlokalizowane wcześniej runy i skupiam się na ich intencji. Mijają sekundy, kiedy zaczynają zmieniać swoje położenie, żeby zaraz ciążące na przedmiocie pospolite przekleństwo nieodwracalnie uległo rozbrojeniu. Kolejnym smagnięciem różdżki artefakt mimowolnie zaczyna lewitować i wkrótce trafia na półkę, gdzie odkładałam dzisiejsze dzieła mojej pracy.
Przeciągam się na krześle, gdy czuję, jak powoli zastałe mięśnie domagają się ruchu, a ja kątem oka spoglądam na stary, antyczny zegar. W głowie obliczam szybko, że spędziłam na tym krześle pół dnia, a ja stoję przed zagwozdką - czy aby na pewno chcę teraz z niego wstawać? Kalkuluję to przez chwilę w głowie, patrząc, ile jeszcze zostało potencjalnych klątw do złamania. Odpowiedź jest oczywista. Niewiele, a przynajmniej nie tyle, na ile liczyłam.
Od kilku dni już pracuję na zwiększonych obrotach, zajmując się nawet rupieciami, na które kiedyś nie opłacałoby mi się nawet stracić czasu, bo szansa na ich sprzedaż była niewielka. Moje źródełko powoli się kończyło, a ja nie chciałam doprowadzić do sytuacji, kiedy to nie będę miała czym zająć swojej głowy i będę myśleć za dużo o rzeczach, na które wcale nie miałam ochoty.
Wstaję powoli, zaraz łapiąc za płaszcz na pobliskim wieszaku i zapinam go ozdobnym zamkiem na torsie. Kieruje się teraz do kominka i biorę garść charakterystycznego proszku. Następnie tylko wypowiadam na głos intencję i znikam w zielonych płomieniach.
W mgnieniu oka wizja przede mną się zmieniła, a ja znalazłam się w znajomym salonie. Otrzepałam się z resztek popiołu i dopiero w tym momencie zauważyłam, że wcale nie byłam tutaj sama:
- Xavier... - Witam go spojrzeniem i odpinam płaszcz, narzucając go na ramię. - Byłeś dzisiaj przy Middle Temple? - Pytam, gdy przypomniałam sobie, że ominęło mnie dziś ważne wydarzenie dla naszej społeczności. Jednocześnie chciałam uniknąć zbędnych pytań z jego strony na temat mojego późnego powrotu z Nokturnu. - Jak się prezentuje nasz nowy Minister?
Wywodzący się od niemagicznych Minister Magii brzmiał dla mnie jak nieśmieszny żart, który bije w powagę tego stanowiska. Polityczna kontrowersja, intryga, badanie nastrojów? Nie byłam pewna, co takiego miał mieć za sobą ten zabieg i co najważniejsze - kto na niego pozwolił. Minister powinien coś sobą reprezentować. Tradycją było, że urząd ten obejmował czystokrwisty czarodziej, który rozumiał potrzeby magicznej części społeczności. Jak osoba, która wszystkie wartości wywodzi z rodziny mugolskiej ma sprawować ten urząd i reprezentować czystokrwiste rodziny? Jedno jednak było w tym wszystkim dla mnie pewne - dwudziestka szóstka najważniejszych rodzin w naszym świecie nie powinna tego tak zostawić.


    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
08-10-2025, 17:09
Wydarzenia dzisiejszego dnia zdecydowanie nie potoczyły się tak jak przewidział. Mimo wszystko wszystko odbyło się w zaskakujący sposób. Z całą pewnością nikt nie spodziewał się, że na miejscu może pojawić się nie kto inny jak Grindelwald, on z całą pewnością tego nie przewidział. W zasadzie to zdążył zapomnieć o tym czarodzieju, nawet jeśli echa wojny sprzed lat nadal były słyszalne, a społeczeństwo nadal czasami obracało się przez ramię obawiając się powrotu strasznych czasów to on miał zdecydowanie ważniejsze rzeczy na głowie niż przejmowanie się tym. W każdym razie do tej pory tak było. Rewelacje, które usłyszeli wszyscy podczas popołudniowych obchodów nadal dźwięczały mu w głowie. Chęć poznania prawdy na temat przeszłości dyrektora Hogwartu rosła z każdą chwilą, dlatego kiedy tylko wrócili do domu zamknął się w swoim gabinecie i od razu wysłał kilka listów do osób, z którymi współpracował od dawna. Ufał ich umiejętnościom w zdobywaniu informacji, pracowali razem od lat i wiedział, że może na nich polegać jako, że nigdy nie zawiedli jego zaufania i zawsze dostarczali rzetelne informacje, które potem mógł wykorzystać lub sprzedać za odpowiednią kwotę.
Planował jeszcze popracować, jednak nie był w stanie się już skupić na czymkolwiek. Artefakt, którego ekspertyzę próbował wykonać odkładał co chwilę by zapalić albo uciekał myślami do wydarzeń z południa. Nie lubił takich sytuacji, niewiedza go irytowała, wiedział jednak, że będzie musiał trochę zaczekać zanim zaczną do niego spływać jakiekolwiek informacje. W końcu poddał się, pochował wszystko do sejfu i po prostu opuścił gabinet.
Za oknem było już późno, co mówiło mu, że mimo wszystko spędził w swoim azylu o wiele więcej czasu niż początkowo zakładał. Nie mógł znaleźć żony, więc z biblioteki wziął jedną z książek, które planował przeczytać od dłuższego czasu i udał się do salonu. Ze szklaneczką dobrego whisky usiadł w fotelu przy kominku i puszczając cicho ulubioną muzykę z gramofonu, zanurzył się w lekturze.
Szło mu całkiem nieźle, przeczytał kilka rozdziałów, spalił przy tym kilka papierosów. Sięgał właśnie po szklankę kiedy do jego uszu dotarł dźwięk, którego nie dało się pomylić z żadnym innym. Za moment ktoś miał pojawić się w salonie dzięki sieci Fiuu. Uniósł wzrok i zatrzymał go na wychodzącej z kominka kuzynce. Ostatnimi czasy pracowała ciężko, kiedy był na podróży poślubnej w Egipcie, opuściła swój pokój i na nowo wzięła się do pracy. Jak mało kto rozumiał jej smutek i tęsknotę za ojcem. Chociaż nie było wiadomo co tak naprawdę wydarzyło sie na Syberii, po tak długim czasie wychodzenie z założenia, że ekspedycja poległa, nie była wcale wykluczona. Chociaż oficjalnie nikt nie potwierdził śmierci jej ojca, to mimo wszystko wiedział co czuje. On sam długo nie mógł dojść do siebie po śmierci pierwszej żony.
- Cybil - skinął głową w jej stronę, po czym odłożył książkę na stolik i sięgnął w końcu po szklankę - Byłem owszem, w zasadzie wszyscy tam byliśmy. - spojrzał na nią uważnie - Dlaczego ciebie tam zabrakło? - uniósł brew ku górze.
Nie chodziło o naganę, chciał jednak wiedzieć dlaczego nie pojawiła się na uroczystościach zaprzysiężenia, mimo, że reszta z nich była. Nie chodziło o nie chęć, każdy z nich wcale nie był przychylny nowemu Ministrowi, chodziło jednak o jedność, o pokazanie się razem, nawet jeśli mieli się jedynie stać z boku i milczeć.
- Ominęło cię nie lada przedstawienie. - dodał po chwili uśmiechając się tajemniczo pod nosem i na nowo opierając się wygodnie o oparcie fotela.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Cybil Burke
Czarodzieje
"Seek and ye shall find," they say, but they don't say what you'll find.
Wiek
24
Zawód
łamacz klątw
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
1
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
11
Brak karty postaci
13-10-2025, 15:42
Nie ukrywałam swojego zainteresowania, kiedy mój kuzyn z premedytacją wzbudził jedynie moją ciekawość. W mojej głowie już tworzyłam różne scenariusze. Publiczne faux-pas nowego ministra? Może jakaś kontrowersja? Albo publiczność dała znać, że szlama nie jest wcale idealnym wyborem do naszej reprezentacji? Sami czystokrwiści pracownicy Ministerstwa Magii przecież opuścili swoje urzędy, a przynajmniej część z nich na tę szokującą wiadomość... Mogłam się nad tym głowić, ale bez skutku. Wiedza ta była teraz na łasce mojego kuzyna.
Wyjęłam różdżkę z paska i delikatnie wykonałam manewr nadgarstkiem. Mój płaszcz w odpowiedzi nagle się samodzielnie uniósł i mimowolnie skierował się w stronę wieszaków w holu wejściowym. Ja tymczasem usiadłam naprzeciw Xaviera, podpierając się ręką o podłokietnik, a dłoń delikatnie ściśnięta w pięć podpierała mój lewy policzek. Było już późno, ale byłam teraz zbyt bardzo zainteresowana tym, co wydarzyć miało się na zaprzysiężeniu nowego Ministra Magii.
- Nie czułam się dziś na siłach - postanowiłam zostać na Śmiertelnym Nokturnie. - Odpowiadam mu, skupiając wzrok na już niemalże pustej szklance z jasnobrązowym alkoholem. Przez chwilę coś podkusiło mnie, żeby zawołać Artka i powiedzieć mu, żeby też przyniósł mi coś na rozluźnienie, ale w ostatnim momencie się powstrzymałam. - Potrzebuję jeszcze chwili, żeby poukładać sobie wszystko w głowie. Poprawię się. - Najbardziej martwiła mnie reakcja nestora naszego rodu. Od około dwóch miesięcy byłam niemalże nieobecna na wydarzeniach i w towarzyskim życiu sfer wyższych. Miałam nadzieję, że nie szargam nazbyt jego cierpliwości. Czas było zagryźć zęby i z uśmiechem wrócić na salony. Dla rodziny.
- Chyba nie będziesz trzymać mnie w tym zawieszeniu przez nieskończoność, kuzynie? - Unoszę brew z delikatnym uśmiechem. - Jakaś kontrowersyjna wypowiedź już pierwszego dnia? A może Pan Leach już sobie nie poradził z tą odpowiedzialnością, która zrzucona została na niego przez samego wybitnego Albusa Dumbeldore'a? - Na mojej twarzy teraz wyraźnie można było odczytać różne emocje, ale najbardziej z nich wszystkich wybijało się pożałowanie. Nietrudno było domyślić się, że nie bez powodu tak wielki czarownik, który pokonał Grindelwalda i zaprowadził pokój w magicznym świecie, zdecydował się splunąć na czarodziejską tradycję. Trudno było mi teraz odszyfrować zagadkę, co chciał osiągnąć, ale byłam pewna, że z pewnością nie spodoba to się rodzinom czystokrwistych czarodziejów, którzy cenią sobie tradycję ponad wszystko... A biedny Nobby Leach pewnie zostanie tylko pionkiem ze względną władzą na szachownicy. W tym wszystkim na myśl przychodzi mi tylko jedno pytanie - czy ten pionek wie, że nigdy nie zostanie królem?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
15-10-2025, 17:12
Zniknięcie osoby, która była ci bliska o ile nie najbliższa, na świecie bolało. Kiedy taki ktoś umierał było inaczej. Wiedziało się wtedy, że nigdy nie wróci, że straciło się ją na dobre. Xavier przeżywał to po śmierci pierwszej żony i dziecka. Był zdewastowany, wściekły i rozżalony. Przez długi okres czasu chodził przybity, nie dopuszczał do siebie nikogo i wpadł w wir pracy, która nie dawała mu w tamtym momencie satysfakcji, ale pozwoliła zająć głowę czymś innym. Teraz, z perspektywy czasu jednak doszedł do wniosku, że nie wiedza o stanie najbliższych była jeszcze gorsza. Oczywiście, może było założyć, że ojciec kuzynki nie żyje, skoro od długiego czasu nie było z nim kontaktu, skoro nie dawał oznak życia. Pewności jednak nie mogli mieć dopóki ktoś nie znajdzie zwłok. I właśnie ta niewiedza, to wieczne napięcie sprawiało, że to było o wiele gorsze. Nie można było przeżyć żałoby, nie można było tego przepracować. On przepracował swoją stratę, znalazł coś co nadało jego życiu sens, ponownie się ożenił. Liczył, że Cybil w końcu również uda się z tym wszystkim przejść do porządku dziennego.
- Rozumiem. - skinął lekko głową, chociaż jej odpowiedź go w żaden sposób nie usatysfakcjonowała - Mam jednak nadzieję, że stanie się to prędzej niż później. Pamiętaj, rodzina jest wszystkim. - powiedział upijając łyk alkoholu i odstawiając szklankę na stolik.
Chociaż wuj Silvanus był człowiekiem cierpliwym, on również miał swoje granice. Xavier od dzieciństwa go podziwiał za jego zdolności rozmów z klientami, chłodna kalkulacje, opanowanie i jego oddanie rodzinie. Nie raz w przeszłości prosił go o rady i zawsze cenił sobie i szanował jego zdanie. Nawet teraz, kiedy prowadzone przez niego interesy przynosiły rodzinie zyski, a zebrane informacje pozwalały zwiększać władze nad kontrahentami i wspólnikami, czasami konsultował swoje transakcje z wujem chcąc poznać jego zdanie. Jednak nadal rodzina była najważniejsza. I chociaż dał Cybil dużo czasu na to by mogła jakoś oswoić się z zaistniała sytuacją, dziewczyna musiała wiedzieć, że cokolwiek nie robi, reprezentuje rodzinę. Byli szarymi eminencjami tego świata, nie okazywali emocje publicznie, jedynie w domu, wśród najbliższych mieli ten luksus, a i tak zbyt wylewne zachowanie i okazywanie uczuć było nie specjalnie mile widziane. Wpajano mu to od lat i chociaż czasami mógł się wydawać ostry w stosunku do członków swojej rodziny, robił to w dobrej wierze, bo zależało mu na ich dobrobycie. Xavier wiedział, że Cybil mimo wszystko sobie poradził, miał jednak nadzieję, że doceniała czas, który został jej dany, zwłaszcza, że właśnie się kończył.
Słysząc jej pytanie odnośnie ministra uniósł nieznacznie brew ku górze. Zaczął się zastanawiać skąd wie, że wybór nowego Ministra został nagrany przez dyrektora Hogwartu. Do wypowiedzi Grindelwalda, którą ten uraczył wszystkich zgromadzonych na zaprzysiężeniu, nawet on nie zdawał sobie z tego sprawy. Oczywiście, mógł mieć swoje domysły, jednak dopóki informacja ta nie zostanie potwierdzona przez jego szpiegów, niczego nie mógł być pewny.
- Gdzie o tym słyszałaś? - nie omieszkał więc zadać konkretnego pytania, jako, że sam zawodowo i hobbystycznie zbierał wszystkie informacje jakie tylko mógł - Nowy Minister nie zaskoczył w zasadzie niczym. - dodał po chwili lekko wzruszając ramionami, ale czujne spojrzenie niebieskich oczu nadal było utkwione w kuzynce - Dał wyraźnie do zrozumienia wszystkim czarodziejom czystej krwi, że pluje na tradycje i zależy mu na „równości”. Twierdzi, że wszyscy jesteśmy równi, cóż za niedorzeczność. Nic dziwnego, że połowa błękitnokrwistych ale też i czystokrwistych czarodziejów postanowiła zrzec się swoich stanowisk w ministerstwie. - pokręcił głową.
Od powrotu do domu miał sporo czasu aby to wszystko przemyśleć. Rozdysponował już listy do kogo trzeba, rozdzielił zadania. Teraz czekał jedynie na raporty zwrotne i chociaż polecił się śpieszyć, to mimo wszystko wiedział, że będzie musiał poczekać na wyniki jeszcze trochę. Mógł czekać, jeśli tylko dane wywiadowcze miały mu przynieść przewagę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Cybil Burke
Czarodzieje
"Seek and ye shall find," they say, but they don't say what you'll find.
Wiek
24
Zawód
łamacz klątw
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
1
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
11
Brak karty postaci
05-11-2025, 15:14
Xavier podchodzi do mojej sprawy bardzo wyrozumiale, za co jestem mu w głębi siebie wdzięczna, choć mógł wcale tego nie odczuć. Obiecałam sobie, że muszę żyć dalej. Tego też pewnie chciałby mój ojciec.
Śmieję się cicho pod nosem, słysząc pierwszą reakcję Xaviera na moje słowa. Nie sądziłam na pierwszy moment, że jest to wiedza niepowszechna, którą trzeba gdzieś usłyszeć lub wydobyć. Dumbledore od dłuższego czasu zbyt bardzo nakreślał obecność Leach'a na politycznej scenie.
- Kuzynie, chyba nie powiesz mi, że sam do tego nie doszedłeś? - Wysyłam mu teraz lekko zdziwione spojrzenie, gdy delikatny śmiech nagle zniknął w odmętach posiadłości. - Od początku wydawało mi się to dziwne, jak jego osoba zdaje się nieco... połączona? z samym Albusem Dumbledore. Gdy wytypowano go na Ministra Magii, to pierwsze co przyszło mi do głowy, to właśnie ta teoria, że Albus nie bez powodu zajął się wynoszeniem go na tej politycznej scenie w minionych miesiącach. - Tłumaczę mu spokojnym już tonem. Byłam tego bardziej pewna niż wątpliwa, choć brałam pod uwagę, że mogę się mylić. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że największy czarodziej naszych czasów osiągnął już to, co chciał, więc nasuwa się teraz pytanie - jeżeli Minister będzie mu podwładny, to co będzie zamierzał teraz z taką praktyczną niemalże władzą?
- Bzdura - Kwituję to, co miał powiedzieć nowy Minister Magii. - To nawet nie jest obraźliwe, to jest po prostu śmieszne. Nasza czysta krew i historia postawiły nas na najwyższym szczeblu hierarchii społecznej. Skorowidz czystości krwi nie powstał bez celu. Na barkach tych dwudziestu ośmiu rodów spoczywa społeczna odpowiedzialność stania na straży tradycji, którą aktywnie kultywujemy od lat. Fakt, że część z tych nazwisk nie wypełnia do końca tego obowiązku, wcale nie znaczy, że innych to nie obowiązuje. - Na mojej twarzy obecne jest zażenowanie, kiedy na moment odwracam wzrok. - Teraz powiem Ci szczerze, iż cieszę się, że nie byłam obecna na tym zaprzysiężeniu - nie byłabym w stanie słuchać tych bredni. - Odkręcam ponownie swój wzrok w stronę mojego kuzyna. - W naszym prawie muszą być jakieś opcje dymisji Ministra? Wiem, że aktualnie to są tylko jego słowa i motywacje. Obawiam się jedynie momentu, w którym zdecyduje się on na ich spełnienie. Co, jeśli to będzie droga bez powrotu? Czy Izba Lordów będzie umiała temu zaradzić? - Zdecydowałam się obarczyć tymi pytaniami właśnie Xaviera. Odpowiedź na nie leżały poza moimi kompetencjami, a kuzyn cechował się większą wiedzą w tych społecznych naukach. Jak sam nie jest pewien, to jestem pewna, że znalezienie tej odpowiedzi też będzie dla niego łatwiejsze.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
09-11-2025, 18:55
Zanim jej odpowiedział zapadła na moment cisza. Przyglądał się Cybil uważnie, jednak myślami był gdzieś daleko. Oczywiście, że to podejrzewał, jednak podejrzenia niepoparte faktami pozostawały nadal jedynie podejrzeniami. Dawno już się nauczył, że nie można było polegać tylko na własnych przeczuciach, zwłaszcza kiedy jest się do kogoś negatywnie nastawionym. A Xavier nie ukrywał swojego stanowiska względem nowego Ministra. Może nie ogłaszał wszem i wobec wszystkim, że nie ufa i nie popiera wyboru, to nie było w jego stylu. On działał za kulisami, po cichu, w cieniu, nigdy nie wychodził z niego i nie ujawniał swojej obecności. Taki już był, taka była główna dewiza ich rodziny.
- Oczywiście, od samego początku zachowanie dyrektora było podejrzane. Nigdy wcześniej nie angażował się aż tak w politykę. Nie zmienia to jednak faktu, że do tej pory były to jedynie domysły, nie podparte faktami. - pokręcił lekko głową - Tak naprawdę nadal są, bo jednak zanim nie zbierzemy rzetelnych informacji nie ma opcji abyśmy mogli wierzyć na słowo takiemu człowiekowi jakim jest Grindelwald. - dodał po chwili sięgając do kieszeni spodni i wyciągając z niej papierośnicę, by po chwili już zaciągnąć się papierosem i wypuścić przez usta obłok dymu.
- Dumbledore gra w niebezpieczną grę, jestem ciekaw czy w ogóle zna jej reguły. Myślę, że jest ich świadom, ale pytanie czy będzie je starał się nagiąć dla własnych celów, to przebiegły zawodnik. W szkole nie potrafiłem go przechytrzyć…ale czasy się zmieniły. - uśmiechnął się jadowicie pod nosem, ponownie zaciągając się papierosem - Ja to wiem i ty to wiersz, wie to również większość tej dwudziestki ósemki. Nie zapominaj jednak, że są wśród nas ci, którzy przyklaskują ten ideologii. Którzy twierdzą, że szlamą i mugolom należy się takie samo prawo co nam, czystokrwistym czarodziejom. Jest to oczywiście bzdura, ale nie zmienia to faktu, że ci bardziej podatni są gotowi w to uwierzyć. Leach w to wierzy, a w każdym razie tak mówi. Jest jednak politykiem, a wszystko co mówią politycy jest grubymi nićmi szyte. - wzruszył lekko ramionami, by po chwili zamyślić się nad pytaniami, którymi zbombardowała go kuzynka.
Nie być specem od polityki per se. Znał się na prawie handlowym po to by móc je łamać bez ponoszenia konsekwencji. Tak, to prawo znał na wylot. Polityka jednak sama w sobie nie była mu może obca, ale jednak nie poruszał się w niej tak swobodnie jakby sobie tego życzył. Wiedział jednak na tyle dużo by móc odpowiedzieć na dręczące Cybil pytania.
- Zanim dojdzie do jakiegokolwiek spełniania tych „obietnic” wszystko musi przejść przez Parlament, a ten składa się z dwóch izb, z czego dwudziestu ośmiu członków to tylko błękitnokrwiści, a których większość raczej nie będzie przychylna zmianom nowego Ministra. A co do odwołania…to jest jednak bardziej skomplikowana sprawa, na pewno można wnieść o wotum zaufania względem Ministra, ale to trzeba mieć dowody odpowiednie, bo bezpodstawnie można się jedynie wygłupić. - odparł kiwając lekko głową.
Sam zadbał już o to by zebrać wszystkie możliwe brudy na Leach’a, ale wiedział, że to jeszcze trochę potrwa zanim dotrą do niego jakiekolwiek informacje, które będą godne jego czasu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Primrose Burke
Czarodzieje
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
22-02-2026, 16:01
|11.05.1962

Pudełko było ciężkie, jak wszystkie poprzednie, które Artek zaniósł do salonu. A ten pachniał teraz kurzem i starym papierem. Primrose siedziała na podłodze pośród sterty kartonów, które piętrzyły się wokół niej jak małe, prywatne archiwum życia. Wieczorne światło wpadało przez wysokie okna i osiadało na pudłach cienką warstwą złota, podkreślając każde zagięcie tektury, każdy odręczny podpis: „Poddasze – nie wyrzucać”, „Mama – listy”, „Rzeczy z wakacji”. Jedno z pudełek otworzyła ostrożnie, jakby spodziewała się, że zawartość może się rozsypać w pył pod samym spojrzeniem. W środku leżały albumy. Ciężkie, obite płótnem, z rogami wytartymi przez lata. Przesunęła palcami po grzbiecie pierwszego, a kurz uniósł się w powietrzu, tańcząc w świetle. Usiadła wygodniej i otworzyła album.
Na pierwszej stronie znajdowało się zdjęcie rodziców w ogrodzie. Matka śmiejąca się, ojciec udający powagę, choć jego spojrzenie zdradzało, że jest czymś rozbawiony. Primrose uśmiechnęła się mimowolnie. Pamiętała ten dzień — smak lemoniady, trzask migawki, własne niezadowolenie, że kazano jej stać spokojnie. Nieczęsto miała okazję widywać Tytanię z takim uśmiechem. Coś wtedy musiało ją bardzo rozbawić. Przekładała kolejne strony powoli. Palce zatrzymywały się na krawędziach fotografii, jakby chciała dotknąć nie tylko papieru, ale czasu. W jednym z kątów widniało jej własne dziecięce pismo: krzywe podpisy, daty zapisane z błędem, serduszka dorysowane obok twarzy przyjaciółek. Na dnie jednego z kartonów odkryła małe, drewniane pudełeczko. W środku leżały listy. Jej listy. Złożone starannie, niektóre nieotwarte. Poczuła nagłe ukłucie w żołądku. Przez chwilę wahała się, czy powinna je czytać. W końcu wyjęła jeden. Papier zaszeleścił cicho. Słowa były młode, zbyt szczere, miejscami naiwne. Pisała o marzeniach, o planach, o tym, kim chce się stać. Czytając, czuła jednocześnie czułość i wstyd wobec samej siebie sprzed lat.
Nie wiedziała jeszcze, co z tym wszystkim zrobić. Wiedziała tylko, że przekopując się przez te pamiątki, przekopuje się także przez samą siebie. Przez wersje siebie, które istniały kiedyś: córkę, marzycielkę, buntowniczkę, kobietę zakochaną po raz pierwszy. Za dziewięć dni miała opuścić Burke Manor i stać się panią Bulstrode. Porządkowała więc swoją przeszłość, by lepiej wejść w przyszłość. Tradycją było też, że panna młoda zabrać z domu rodzinnego jedną rzecz i nikt jej nie mógł zabronić czy odmówić. Nie wiedziała nadal co chce zabrać. Wahała się nad rzeźbami, obrazami czy też sentymentalnymi pamiątkami rodu Burke. Tytania przyniosła ze sobą zegar, który wisiał teraz w salonie i odmierzał czas. Primrose spojrzała na przesuwającą się wskazówkę. Na początku była pewna, że to zajmie jej godzinę. Najwyżej dwie. Wystarczy przejrzeć, podzielić na „zostaje” i „do oddania”, zamknąć temat. Nie sądziła, że tak obrosła w pamiątki. Wspomnienia miały być lekkie, ulotne, zamknięte w kilku albumach. Tymczasem okazało się, że wrosły w każdy zakamarek jej życia. W każdą kartkę, w każdy bilet do teatru, w każdy liścik zapisany w pośpiechu.
Wstała gwałtownie, niemal potykając się o pudełko. Przeszła kilka kroków po salonie, jakby ruch miał pomóc jej złapać dystans. Spojrzała na bałagan wokół siebie i nagle ogarnęło ją coś na kształt paniki. To jest jej dzieciństwo, jej pierwsza miłość, pierwsza porażka, pierwsza odwaga. To są niedokończone marzenia i te, które spełniła. To wszystkie wersje jej samej, które istniały wcześniej. Pół dnia. Pół dnia, a ona ledwie przeszła przez kilka kartonów. Czuła się jednocześnie śmieszna i przytłoczona. Jakby odkryła, że jej życie ma znacznie więcej warstw, niż przypuszczała. Westchnęła głęboko. I dopiero wtedy dojrzała sylwetkę brata, który musiał wejść kiedy ona całkowicie została pochłonięta przez własne myśli. -Mam tylko dwadzieścia pięć lat. A tyle rzeczy… - Rozłożyła bezradnie dłonie i ściągnęła brwi w zamyśleniu. -Nie mogę wszystkiego przewieźć do Kumbrii.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Cybil Burke
Czarodzieje
"Seek and ye shall find," they say, but they don't say what you'll find.
Wiek
24
Zawód
łamacz klątw
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
1
OPCM
Transmutacja
19
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
15
11
Brak karty postaci
23-02-2026, 19:34
| Xavier

Dumbledore'owi nie można było ująć intelektu. Był przecież wybitnym czarodziejem, a ja w to nie wątpiłam. Szkoda tylko, że nie mógł przysłużyć się teraz jakiemuś słusznemu celowi. Nie chciało mi się wierzyć, że nie zna zasad gry, w którą gra. Znał je dobrze i pewnie starał się teraz je obejść lub naginać. Tylko po co? Aż tak mu zależało na tej obrzydliwej, społecznej zmianie?
- A co do tego ma Grindelwald? - Pytam skonfundowana, bo wciąż nieświadoma byłam tego, co wydarzyło się na zaprzysiężeniu Ministra.
- Nie chcę mi się wierzyć, że rodziny ze skorowidzu miałyby stanowić większość w tych kwestiach. Leach swoją drogą sam jest mugolakiem - ich ideologia musi być dla niego niezwykle wygodna. - Kręcę głową w zrezygnowaniu. Czułam, że się cofamy, jako społeczeństwo. Gdy powinniśmy prężnie wzbijać się razem w górę, oni dzielą czarodziei. Najbardziej szokujące jest jednak to, że są to osoby, które doskonale powinny pamiętać czasy wojny czarodziei i do czego podziały potrafią doprowadzić. Nie pozostało mi nic innego, prócz nadziei, że ktoś zrobi z tym wszystkim porządek i przywróci stan rzeczy, który powinien mieć miejsce.
Słucham uważnie, przytakując momentami. Wydawało mi się, że w praktyce jest to bardziej skomplikowane, dlatego dobrze, że Xavier opowiedział to w sposób dla mnie zrozumiały. Nie byłam pewna, czy wcześniej jakikolwiek Minister został poddany dymysji. Ciekawe, czy mugolak będzie tym pierwszym...
- Nie pozostaje nic innego, jak czekać na rozwój sytuacji. Kolejne miesiące pokażą, jak bardzo kontrowersyjny będzie... - Wzdycham ciężko, bo nie byłam w stanie wiele zrobić.
- Odchodząc od polityki, powiem ci, że Vivienne bardzo Cię chwaliła podczas naszej ostatniej rozmowy - Uśmiecham się teraz ukradkiem, przypominając sobie, o czym jego świeża żona mi opowiadała kilka dni wcześniej. - Postarałeś się z tymi prezentami - Kuzyn wcale nie musiał, aż tak się w to angażować, ale mimo wszystko to zrobił. Ładnie z jego strony, bo dziewczyna pewnie teraz szybciej zaaklimatyzuje się w posiadłości, gdy będzie miała swój własny kąt, a nawet zwierzaka. Szkoda, że mnie nikt tak nigdy nie obładował upominkami większymi i mniejszymi...
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#20
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
23-02-2026, 20:33
Odpowiedź dla Primrose Burke

Ślub zbliżał się wielkim krokami. Nie przypominał sobie aby swoim przejmował się tak jak tym siostry. No może na swój pierwszy ślub czuł tremę, przyjemne zdenerwowanie, przy drugim jednak mu to nie towarzyszyło. Podchodził do niego ze spokojem, wiedząc, że nie ma innego wyjścia. W życiu by nie pomyślał, że wszystko może przybrać taki, a nie inny obrót. Był jednak niezwykle zadowolony, że sytuacja rozwinęła się tak jak nie inaczej.
Teraz jednak chodziło o jego młodszą siostrę. O tą małą złośnicę, której świata by przychylił, chociaż w dzieciństwie nie raz miał ochotę rzucić ją druzgotkom na pożarcie kiedy wciskała nos w nie swoje sprawy. Była jednak jego małą siostrzyczką i kochał ją całym sercem. Miała wyjść za jego przyjaciela, człowieka doświadczonego przez życie, poważnego i, miał nadzieje, równie opiekuńczego względem przyszłej żony jak w przypadku stworzeń, którymi się opiekował na co dzień. Znał Bradforda już wiele lat, wiedział, że jest odpowiednim kandydatem na męża dla Primrose, ba, sam uścisnął mu dłoń i pogratulował, kiedy to właśnie do niego, jako pierwszego, przyszedł z informacją o planach na zaręczyny. Usiedli wtedy na spokojnie i porozmawiali, a on poradził mu, że o ile bardzo mu schlebia, że jest pierwszą osobą, która się o tym dowiaduje, to musi dopełnić formalności i udać się do Silvanusa z prośbą o pozwolenie.
Teraz jednak myślał o tym jak to będzie kiedy Primrose opuści mury Burke Manor. Oczywiście, nie opuszczała ich na zawsze, drzwi miały być dla niej zawsze otwarte i w ogóle nie przyjmował do wiadomości, że miałaby ich nie odwiedzać. Mimo wszystko jednak nie będzie jej tutaj codziennie. On nigdy nie opuści tego domu, przyrósł do niego i nie wyobrażał sobie aby kiedykolwiek miał się wyprowadzić, na szczęście mu to nie groziło. Z pannami z dobrego domu było jednak inaczej, wyprowadzały się z rodzinnych posiadłości, zmieniały nazwisko i, może nie całkowicie, ale dawały się porwać rodzinie małżonka. Wiedział, że Prim sobie nie pozwoli na wchodzenie na głowę, doskonale zdawał sobie sprawę, że dusza Burke była w niej zbyt silna aby doszło do momentu kiedy zapomni o tym z jakiej rodziny się wywodzi. Nie zmieniało to jednak faktu, że będzie za nią tęsknił, nawet jeśli nie miał się przyznać do tego głośno przed innymi członkami rodziny. Oczami wyobraźni widział już jak matka nie może znaleźć sobie miejsca w domu po jej wyprowadzce, jak przechodzi syndrom opuszczonego gniazda i nawet dwóch synów i synowa na miejscu nie są w stanie wypełnić tej pustki.
Westchnął ciężko odkładając piórko na blat biurka, po czym podniósł się z fotela. Przeciągnął się leniwie, po czym rozpinając guzik koszuli opuścił gabinet. Miał tylko kilka dni na spędzenie go z siostrą, a siedział nad jakimiś dokumentami, które zdecydowanie mogły poczekać. W ciszy zakłócanej jedynie dźwiękiem jego kroków przeszedł kilka korytarzy posiadłości, po czym zapukał do drzwi sypialni siostry. Odpowiedziała mu cisza, a kiedy uchylił drzwi i zajrzał do środka okazało się, że Primrose tam nie ma. Kolejnym miejscem, w którym postanowił szukać był jej gabinet, ale tam również jej nie znalazł. W końcu zawołał skrzata i dopiero ten skierował go do salonu. Po drodze jednak zaszedł na moment do kuchni i dopiero udał się do miejsca pobytu siostry.
Widząc ją siedząca na ziemi, wśród tych wszystkich kartonów, mimowolnie uśmiechnął się lekko sam do siebie. Wiedział co robi i jakoś poczuł dziwny ucisk w klatce piersiowej. Obserwował ją przez moment w ciszy, opierając się o framugę drzwi, aż w końcu postanowił wejść do środka. Dopiero wtedy zauważyła jego obecność.
- Nie powiedziałbym, że tylko. - pokręcił głową patrząc na nią z łagodnym uśmiechem, po czym podszedł do stolika i postawił na nim talerz z cytrynowymi ciasteczkami, które zwędził z tajnej skrytki gosposi - Jak na dwadzieścia pięć lat masz tego dość sporo. - dodał spokojnie, po czym lekko podciągnął nogawki spodni i sam usiadł na ziemi między kartonami - Zawsze uważałem, że tradycja, że panna młoda może zabrać tylko jedną rzecz do nowego domu jest kompletną głupotą. - pokręcił głową sięgając po jeden z albumów leżący na wierzchu i otworzył go na pierwszej stronie.
Mimowolnie zaśmiał się cicho pod nosem widząc pierwsza fotografię, po czym obrócił album przodem do siostry.
- Stroiliśmy wtedy z Dorianem durne miny żeby rozśmieszyć rodziców do tego zdjęcia. - powiedział z rozbawieniem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:47 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.