- Odpowiedz na posta
Igor Karkaroff
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Suffolk, 2 marca 1962
Wuju Vladislavie,
mam nadzieję, że ten list znajduje Cię w zdrowiu i dobrobycie. Moim życzeniem zawsze było pielęgnowanie zażyłych stosunków rodzinnych, szczególnie mając na uwadze fakt Twojej bliskiej obecności w życiu moim i mojego ojca; sam jednak musisz rozumieć, że w obecnej sytuacji ― gdy dzieli nas tak wiele kilometrów, a codzienność spętana jest wielością bieżących sprawunków ― znaczniej trudniej o zachowanie ciągłości kontaktu. Liczę więc na to, że w niedalekiej przyszłości zdołamy nadrobić zaległości, które wyniknęły z ostatnich kilkunastu miesięcy milczenia. Z prawdziwą chęcią powróciłbym w rodzinne strony, lecz równie szczerze zachęcam Cię do odwiedzin naszych skromnych angielskich progów ― jesteś tu gościem nie tyle mile widzianym, co wręcz wyczekiwanym.
W związku z powyższym, pozwolę sobie przejść do sprawy, która ― jak zapewne doskonale rozumiesz ― zaprząta moje myśli. Szczegóły kwestii związanych z majątkiem mojego ojca z zasadnych przyczyn są Ci zapewne znajome ― byłeś mu wszakże nie tylko bratem, lecz również powiernikiem, przyjacielem i sprzymierzeńcem. Nie ukrywam, iż z racji ograniczonego dostępu do informacji dotyczących pozostawionego przezeń majątku, czuję się zgoła wykluczony z procesu, który z oczywistych powodów dotyczy także mnie. Pozostaję w szczerym przekonaniu, że nie jest to wynik złej woli, a raczej natłoku obowiązków, którym wszyscy ― jako nadzwyczaj pracowici i ambitni ludzie ― musicie stawiać czoła; niemniej jednak pozostawałbym wdzięczny za rozjaśnienie mglistych dla mnie obecnych postanowień w postępowaniu spadkowym. Nie muszę chyba przypominać, jak wielką wagę przywiązywał mój ojciec do transparentności i sprawiedliwości, każdego z członków swojej rodziny traktując z należytym szacunkiem i w duchu obopólnego porozumienia ― tym samym jestem więcej niż pewien, że Tobie, wuju, przyświecają podobne wartości, oraz że zawtórujesz moim działaniom, dzieląc się ze mną konkretami tegoż zagadnienia.
Pozostaję z nadzieją na rychły kontakt z Twojej strony i życzliwością, która ― mam nadzieję ― wciąż łączy nas mimo upływu czasu.
Z serdecznymi pozdrowieniami
Igor
- Odpowiedz na posta
Edmund Rineheart
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Londyn, 1 marca 1962 r.
Szanowny Szefie Biura Aurorów
Mam nadzieję, że zdrowie dopisuje. Pozwoli Szef, że pominę resztę zwrotów grzecznościowych i od razu przejdę do sedna.
Na podstawie Decyzji nr 243/5 zostałem odsunięty od czynnej służby. Od tego czasu minęło już kilka miesięcy, które spędziłem na rekonwalescencji i nadrabianiu pracy biurowej. Niezmiernie cenię sobie ten czas, jednakże wielkimi krokami zbliża się zaprzysiężenie nowego Ministra Magii. Zdaję sobie sprawę jak wiele przygotowań wymaga tak duże wydarzenie, a także jak ważne jest odpowiednio je zabezpieczyć. Wydaje mi się, że każda doświadczona różdżka może okazać się przydatna, a za taką uważam swoją własną. Zapewniam, że czuję się na siłach, by wziąć czynny udział w tym przedsięwzięciu. Liczę na to, że Szef również to widzi i wyznaczy mnie do tego odpowiedzialnego zadania.
Oczywiście w przypadku odmowy i tak stawię się w Middle Temple, ale w mniej naturalnej dla mnie roli.
Z wyrazami szacunku
Edmund Rineheart
- Odpowiedz na posta
Conrad Bones
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Londyn, 12.03.1962
Szanowny Szefie Biura Aurorów,
Przekazuję listownie raport dotyczący dokonanych czynności podczas ceremonii zaprzysiężenia Ministra Magii.
1962-03-12/R/001/C.Bones
Zgodnie z poleceniem służbowym zjawiłem się w ogrodzie przy Middle Temple celem uczestniczenia w ceremonii zaprzysiężenia Ministra Magii. Na miejsce przybyłem o godzinie jedenastej i zająłem miejsce pod sceną, skąd prowadziłem dyskretną obserwację, aby nie wzbudzać u innych niepokoju. Skupiłem się na obserwowaniu osób ustawionych najbliżej podestu, szukając podejrzanych zachowań, które mogłyby świadczyć o chęci ataku. U nikogo nie zauważyłem wzmożonej aktywności.
Przybycie zbiegłego z więzienia czarnoksiężnika, Gellerta Grindelwalda, zakłóciło przebieg ceremonii, jednak nie doszło do gwałtownych reakcji pośród tłumu mogących skrajnie zagrażać zbiorowemu bezpieczeństwu. Podczas przemowy czarnoksiężnika doszło do kilku werbalnych prób przerwania jego wywodów, wówczas przed sceną znalazła się kursantka Elizabeth Evans.
Po szybkiej analizie sytuacji postanowiłem nie wystosować bezpośredniego ataku. Istniało ryzyko, że zaklęcia mogą odbić się od ochronnej bariery wzniesionej wokół czarnoksiężnika, ten znajdował się w pobliżu Ministra Magii, Nobby’ego Leacha. Podjąłem próbę rzucenia Finite, aby przerwać działanie ochronnej bariery otaczającej Gellerta Grindelwalda, jednak nie przyniosło to pożądanego rezultatu. Miałem nadzieję, że dzięki przerwaniu tarczy uda się przeprowadzić atak o ograniczonym zasięgu, dzięki czemu uda się schwytać zbrodniarza. Próby rzucenia Finite podjęła się również kursantka Evans.
Po ucieczce czarnoksiężnika podjąłem decyzję o rzuceniu Finite na pozostawiony przez niego symbol. Gdy ogłoszono decyzję o zakończeniu uroczystości, wraz z innymi aurorami obecnymi na miejscu przeprowadziliśmy oględziny, jednak nie udało się znaleźć śladów mogących świadczyć o tym, że ktoś z tłumu udzielał jakiejkolwiek pomocy zbiegłemu.
Z poważaniem,
Conrad Bones
- Odpowiedz na posta

Atticus Lestrange
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Falmouth, 21.04
Drogi wuju Hadrianie,
Na początek pragnę podziękować za list - zdaję sobie sprawę z tego, jak wiele obowiązków spoczywa na Twych barkach i uwierz, że nie zamierzałem dokładać Ci zmartwień. Znasz mnie nie od dziś i wiesz doskonale, że żadnej decyzji nie podejmuję pochopnie, a już z pewnością nie tak wiążącej i znaczącej dla rodu jak małżeństwo. Biorę pod uwagę dobro całej rodziny, ale i przede wszystkim mojej córki, która potrzebuje kobiecej ręki w życiu. I chociaż liczę, że wkrótce wszyscy się spotkamy, najpierw tutaj nakreślę Ci dokładnie co mną kierowało.
Przede wszystkim pozwól, że rozwieję kilka obaw. Oriana może i pochodzi z włoskiego rodu, lecz urodziła się i wychowała w Anglii, a więc jest doskonale świadoma naszej historii, zwyczajów i kultury. Uczęszczała do Hogwartu, a później do Evershire College, gdzie ukończyła studia na kierunku Ars Sanario; obecnie pracuje w Świętym Mungu i specjalizuje się w chorobach genetycznych. Ciężką pracą i ambicją zyskała posłuch i szacunek kolegów po fachu, o czym niejeden jest gotów poświadczyć w razie potrzeby. Muszę wspomnieć, że ród Medicich jawnie opowiedział się po tej samej stronie politycznej, którą i my wspieramy; kosztowało to wiele żyć, lecz świadczy o niesamowitej lojalności dla sprawy - co, jak sam słusznie zauważyłeś, w tych czasach (i z obecnym "Ministrem") jest na wagę złota. Nie uważam, by w jakikolwiek sposób pragnęła wykorzystać nazwisko Lestrange do własnych pobudek, ponieważ kierujemy się podobnymi motywacjami; co więcej, ten sojusz pozwoliłby nam wyjść poza ramy Anglii i Francji, co w przyszłości mogłoby działać na naszą korzyść. Niemal codziennie słucham w Ministerstwie plotek o nadchodzących zmianach, które wzbudzają niepokój - im więcej sojuszników po naszej stronie, tym lepiej.
Zapytałeś też o jej charakter. Włoska krew jest gorąca, ale zapewniam, że angielski chłód jest w stanie uśpić nawet pożogę i zamienić ją w niegroźne iskry; innymi słowy, nie jest to nic, z czym nie umiałbym sobie poradzić.
Rozumiem dlaczego obawiasz się o długi, ale zapewniam Cię, że to tylko złośliwe plotki. Oriana z przyjemnością opowie o obecnej sytuacji rodzinnej osobiście.
Pozwól, drogi wuju, że wkrótcę zaproszę Cię do Falmouth, gdzie osobiście przekonasz się o tym, że Oriana Medici jest doskonałym wyborem i uświetni nazwisko Lestrange, które będzie reprezentować z należną mu dumą.
Z wyrazami nieustającego szacunku,
Atticus Lestrange
- Odpowiedz na posta
Edmund Rineheart
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Londyn, 13.03.1962
Do Szefa Biura Aurorów
1962-03-13/R/003/E.Rineheart
Raport dot. zaprzysiężenia Nobby’ego Leacha na Ministra Magii
W ogrodach przy Middle Temple pojawiłem się kwadrans przed dwunastą. Zgodnie z rozkazem zająłem pozycję z lewej strony sceny, wtapiając się w tłum. Obserwowałem zgromadzonych, rozglądając się za potencjalnym zagrożeniem, lecz nie dostrzegłem nic niepokojącego.
Po rozpoczęciu zaprzysiężenia zauważyłem za sobą zamieszanie, więc udałem się tam w celu oceny sytuacji. Pijany mężczyzna napastował młodą kobietę – dyskretnie wyprowadziłem prowodyra z tłumu i przekazałem w ręce Magicznej Policji.
Gellert Grindelwald pojawił się w Middle Temple zaraz po przemówieniu Ministra Magii. Towarzyszyła temu zmiana pogody: niebo nabrało czerwonych barw, dodatkowo na ministerialnych sztandarach pojawiły się oznaczenia jego zwolenników. Przemieściłem się bliżej sceny. Skupiłem się na obserwacji tłumu, ponieważ mogli się tam ukrywać zwolennicy Grindelwalda, którzy utrudniliby próby zatrzymania czarnoksiężnika lub wywołali zamieszki. Rzuciłem humenum revelio, lecz nie wykazało podejrzanej aktywności.
Po ucieczce Grindelwalda dołączyłem do reszty aurorów w celu sprawdzenia terenu, ale nie wykryliśmy żadnych śladów czarnoksiężnika ani jego popleczników.
Edmund Rineheart
- Odpowiedz na posta
Prawdziwy Czarodziej Czystej Krwi
— najedź, by rozwinąć pergamin —
01.04.1962
Mało Szanowna Redakcjo,
czy nie wstyd wam publikować podobnych treści jak we wczorajszym wydaniu?
Dlaczego nie napiszecie prawdy? O tym jak wielu PRAWDZIWYCH, podkreślam, PRAWDZIWYCH CZARODZIEJÓW, a nie jakichś gumochłoniastych zdrajców krwi i tym podobnych, jest po prostu o b u r z o n y c h wyborem tego złamasa na Ministra Magii? Jak można być Ministrem czegoś, o czym ten bałwan nie ma zielonego pojęcia? Większość społeczeństwa jest w SZOKU, to jest dla nas OBRAZA, a wy milczycie. Zapłacił wam, czy jak? Czy to może jakiś zagraniczny fundusz macza palce w tym, aby zniszczyć w Wielkiej Brytanii tradycję czarodziejską? Pewnie przeszkadzają im dobre, angielskie, PRAWDZIWE RODZINY CZA-RO-DZIE-JÓW, a nie jakichś szlam.
Wychwalacie tego złamasa, a słuchaliście go w ogóle na tym zaprzysiężeniu? On chce nas zniszczyć. Tak jak chce nas zniszczyć Grindelwald. Któremuś zakutemu łbowi w tej redakcji nie przeszło przez myśl, że ten stary dziad i mugolski złamas mogą być W ZMOWIE? I to wszystko było ZAPLANOWANE?
Jestem niezwykle zawiedziony jak poziom tego szmatławca PIKUJE.
Od dziś będę powtarzał wszystkim znajomym: Zamknij Proroka, włącz myślenie.
Nie pozdrawiam,
Oburzony Magiczny Obywatel
List przyniosła obca sowa z sowiej poczty, dołączono do niego pomazane, pomięte i naderwane wydanie Proroka Codziennego z 30.03.1962.


- Odpowiedz na posta
Willow Weasley
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Londyn, 12.03.1962
Szanowny Dyrektorze Hogwartu Albusie Dumbledore,
Podczas Zaprzysiężenia Ministra w ogrodach Middle Temple na uroczystość zabłąkał się chłopiec poniżej 11 roku życia z mugolskiego Sierocińca Wool’a, którym jako funkcjonariusz policji byłam w obowiązku się zająć. Fakt, że nie odstraszyło go zaklęcie ochronne zastosowane podczas przygotowywania uroczystości, każe mi sądzić, że prawdopodobnie to młody czarodziej, tylko jeszcze o tym nie wie. Zwracam się z uprzejmą prośbą o obserwację dziecka i ewentualne podjęcie działań. Chłopiec wyrażał się niechętnie o powrocie do sierocińca, obawiam się, że może spróbować ponownie ucieczki, a nikt z nas nie chciałby aby wpakował się w nieszczęście, które zagrozi jego życiu lub zagrozi Kodeksowi Tajności w przypadku braku panowania nad magią przez dziecko. Chłopiec nazywał się Kevin, załączam także fiolkę z urywkiem wspomnienia z dzieckiem. Opiekunka nie wydawała się specjalnie reagować, gdy wspomniałam Pańskie nazwisko i zapytałam czy kontaktował się już Pan z sierocińcem w sprawie dziecka, toteż poczułam obowiązek poinformowania Pana od tej sytuacji.
Z poważaniem,
Willow Weasley
Willow Weasley
— najedź, by rozwinąć pergamin —
Londyn, 12.03.1962
Szanowny Komendancie Clagg,
Przekazuję raport z działań podczas uroczystości zaprzysiężenia Ministra Magii.
1962/03/12/LDN/KMP/W.Weasley/001
Przybyłam do ogrodów Middle Temple w pełnym umundurowaniu, przed rozpoczęciem uroczystości około godziny 9:30. Dołączyłam następnie do grupy funkcjonariuszy przechodząc przez rutynowe czynności przygotowawcze celem zabezpieczenia wydarzenia. Po przydzieleniu sektorów, udałam się do wejścia w sektorze, który miałam zabezpieczać i tam pozostałam, pilnując porządku uroczystości. Niemal równo z rozpoczęciem uroczystości dostrzegłam małego chłopca, który najpierw wspiął się na drzewo, a następnie zaczął dokonywać jego dewastacji przy pomocy nienależącej do niego laski. Udałam się więc w kierunku nieletniego, aby powstrzymać go przed dalszym czynem. Chwilę po tym, gdy Minister skończył swoje przemówienie pośród zgromadzonych rozległ się głos - najpierw śmiech - który ciężko było zlokalizować. Następnie zerwał się wiatr i zgasły paleniska, później w trakcie przemowy tego głosu lampiony oraz paleniska ponownie zapłonęły tym razem już czerwonym ogniem. Wkrótce potem niebo przybrało również czerwony odcień, sprawiając, że cała sceneria wyglądała dość złowieszczo. Wreszcie rozległ się huk, a na scenie zjawił się czarnoksiężnik Gellert Grindelwald, osłonięty jakimś rodzajem bariery, której nie byłam w stanie rozpoznać. Wówczas również sztandary ministerstwa przybrały symbol Insygniów Śmierci.
Kierując się standardową procedurą wartościowania zagrożenia, oddałam dziecko pod opiekę cywila, przebywającego na miejscu i wyrażającego chęć pomocy - Fintana Farleya. Zdecydowałam się na to z uwagi na brak możliwości podjęcia innego działania względem chłopca, ponieważ priorytetem było zabezpieczenie zgromadzenia oraz zapobieganie panice z uwagi na obecność terrorysty. Wróciwszy do wejścia rozpoczęłam procedurę wydawania komunikatów głosowych pod zaklęciem Sonorus, nawołując o zachowanie spokoju, nie popadanie w panikę, nie zbliżanie się do mównicy i umożliwienie funkcjonariuszom działania. Z daleka obserwowałam podjęte przez innych funkcjonariuszy działania pod mównicą - głównie aurorów. Po krótkiej wymianie zdań na mównicy, których z powodu odległości i wydawanych komunikatów nie słyszałam, zbieg rozpłynął się w powietrzu. Ostatecznie po dokończeniu uroczystości, wróciłam do sprawy zagubionego chłopca. Pomimo licznych komunikatów nikt nie zgłosił się po dziecko. Pragnę nadmienić, że cywil wzorowo zaopiekował się chłopcem do czasu ustania zagrożenia, zwracając również laskę właścicielce. Następnie pomógł w ustaleniu tożsamości chłopca - Kevin z mugolskiego Sierocińca Wool’a. Dziecko prawdopodobnie jest magiczne, jednak nie miało żadnego pojęcia o czarodziejach. Działając zgodnie z procedurami, postanowiłam odprowadzić dziecko do sierocińca i oddać w ręce opiekunki, a także przesłałam już stosowny list do Dyrektora Hogwartu, aby miał na uwadze możliwe ucieczki dziecka i zajęcie się nim w możliwym terminie. Po zajęciu się chłopcem wróciłam na komisariat policji w celu spisania raportu.
Z poważaniem,
Funkcjonariuszka Willow Weasley
- Odpowiedz na posta












