• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Salon
Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 11:50

Salon
Salon emanuje powagą, intelektualnym klimatem i subtelnym luksusem, charakterystycznym dla rezydencji z tradycjami, w których każdy detal ma swoją historię. Dominującym elementem pomieszczenia są monumentalne regały z ciemnego drewna, wypełnione po brzegi starymi, oprawionymi w skórę tomami. Książki pną się aż po sam sufit, tworząc imponującą bibliotekę – nie tylko jako ozdobę, ale i świadectwo głębokiego szacunku dla wiedzy i kultury. Wysokie ściany zamknięte są dekoracyjnym sklepieniem z bogatymi sztukateriami, a z jego centrum zwisa elegancki kryształowy żyrandol. Przestrzeń zorganizowana została z myślą o wielofunkcyjnym użytku. W części bliżej kominka ustawiono okrągły stół otoczony tapicerowanymi, bordowymi fotelami – miejsce idealne do intelektualnych rozmów, lektury czy kameralnej gry w karty. Atmosferę skupienia dopełnia duży portret władczego mężczyzny w historycznym stroju, wiszący nad marmurowym kominkiem, który przywodzi na myśl tradycję i długowieczność rodu. W pierwszym planie wnętrza znajduje się stół bilardowy zapraszający do chwil rozrywki i relaksu. Na podłodze leżą wzorzyste dywany, które ocieplają przestrzeń i dodają jej przytulności, a głębokie, skórzane fotele rozstawione w różnych częściach salonu zachęcają, by usiąść i zanurzyć się w atmosferze tego miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#31
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
22-03-2026, 16:47
Uśmiechnął się pod nosem na jej słowa. To było tak oczywiste, że aż zabawne.
- Wiem, wiem…żadne z nas nie lubi tych wszystkich obiadów, kolacji czy innych przyjęć, ale nie ważne co lubimy, taka nasza rola aby brać w nich udział. - powiedział spokojnie kiwając głową - Jednak musisz pamiętać droga siostro, że właśnie podczas takich wydarzeń zdobywa się najwięcej informacji. Dobrze pokierowana rozmowa może sprawić, że ludzie nawet nie intencjonalnie zdradzą sekrety, których przyrzekli bronić. Wystarczy dobrze czytać między wierszami, dokładnie przyglądać się twarzom i różnym tikom nerwowym. Nauczysz się tego. - o to akurat był spokojny.
Już teraz szło jej to całkiem nieźle. Może jeszcze nie wyrobiła sobie odpowiedniej cierpliwości i nie była wyczulona na różne znaki w takim stopniu jak on, ale znał ją. Wiedziała jak wykorzystać nadarzającą się okazję. Wcale nie musiała dużo mówić, wystarczyło być obok, zaznaczyć swoją obecność i po prostu słuchać, nie wdając się bez potrzebnie w zawiłe konwersacje.
- Jakby korzystanie ze świeżego powietrza było złe. Z resztą, szermierkę szybko odstawiłem do kąta, zdecydowanie wspinaczka bardziej przypadła mi do gustu. - powiedział z lekkim rozbawieniem wymalowanym na twarzy - A skradanie się po ciasteczka to nasz tradycja, nie widzę powodu, dla którego mielibyśmy tego nie robić. To wcale nie były złe przypadły, proszę mnie tu nie demonizować. - pokręcił głową patrząc na siostrę z uśmiechem.
Miała racje, ojciec skrywał nie jednego asa w rękawie. Xavier zawsze patrzył na niego i na wuja Silvanusa jak na wzór do naśladowania. Szedł drogą, która została mu wyznaczona, uczył się na własnych błędach, jednocześnie będąc wdzięcznym, że pozwalano mu je popełniać. Nie każdy miał takie szczęście. Wielu ludzi ich pokroju było wychowywanych bardzo rygorystycznie, wymagano od nich perfekcji we wszystkim co robili. W jego mniemaniu w żaden sposób nie przygotowywało ich to do wejścia w dorosłe życie. W ten sposób jedynie zderzali się oni boleśnie z rzeczywistością kiedy docierało do nich, że świat wcale nie jest idealny, a to co robią nie zawsze będzie dobre. On poznał ten świat z każdej strony, działał na granicy prawa, handlował informacjami, przedmiotami, a nawet i ludźmi. Nigdy nie udałoby mu się osiągnąć tego co miał teraz gdyby w przeszłości nie dowiedział się jak naprawdę działa świat, jak zepsuty jest i jak należy nawigować na jego krętych drogach.
- Myślę, że tak. Na swój sposób. - pokiwał głową odpowiadając na jej pytanie - Może nie uświadczysz u nich wymiany uczuć, nie na widoku w każdym razie. Ich małżeństwo zostało zawarte na tych samych zasadach co moje i Vivienne, jednak jak tak na nich patrzę to wychodzę z złożenia, że gdyby nie byli w jakiś sposób ze sobą szczęśliwi, nie darzyliby się takim szacunkiem i oddaniem jaki między nimi występuje. - odparł spokojnie patrząc na siostrę - Żebyś widziała minę mamy jak ostatnio, odchodząc od stołu pocałowałem Vivienne. Bezcenna. - zaśmiał się po chwili.
Gdy złapała go za dłoń, początkowo spojrzał na nią nie za bardzo rozumiejąc co ma na myśli, jednak po chwili uśmiechnął się łagodnie. Wiedział, że zależy jej na ich szczęściu, tak jak i im zależało na szczęściu jej. Może i członkowie rodziny Burke byli uważani za tych markotnych, tajemniczych i z pewnością pod wieloma względami niebezpiecznych, ale jednocześnie, w zaciszu domowego ogniska, to właśnie rodzina była dla nich najważniejsza. Wspierali się, popychali do przodu w momentach zwątpienia. Szczęście i bezpieczeństwo najbliższych było najbliższe ich sercom.
- Wiesz, że nigdy nie postawiłbym cię w sytuacji, w której musiałabyś wybierać między nami. Vivienne jest twoją najdroższą przyjaciółką, siostrą, której nigdy nie miałaś i doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak bliska jest wasza relacja. Jeśli kiedykolwiek czułaś się w obowiązku by między nami lawirować, to wiedz, że nie było to w naszej intencji. - odparł spokojnie, lekko klepiąc ją po wierzchu dłoni - Ale teraz możesz być już spokojna. Wszystko jest w porządku, a będzie tylko lepiej, takie odnoszę wrażenie. - dodał z uśmiechem.
Moment później zrobił duże oczy na te rewelacje.
- Żartujesz, poważnie? - zaśmiał się kręcąc głową z rozbawieniem - Jakoś trudno mi wyobrazić sobie dziadka w roli poszukiwacza przygód, ale jest to bardzo ciekawa perspektywa. - powiedział z uśmiechem podnosząc się z ziemi zaraz za nią, aby pomóc jej szukać tych pamiętników, był naprawdę ciekaw co jest w nich zapisane.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#32
Primrose Bulstrode
Czarodzieje
Dobry badacz kocha się w swoim temacie
Wiek
25
Zawód
Badaczka artefaktów i run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
12
9
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
8
Brak karty postaci
14-04-2026, 21:46
|18.05.1962

Smyczek, prowadzony pewną, spokojną ręką, dotknął struny i wydobył pierwszy dźwięk, który popłynął miękko. Melodia rozwijała się powoli i niespiesznie, niosąc w sobie coś znajomego, jak echo dawnych pieśni, które gdzieś kiedyś już wybrzmiały. Było w niej ciepło i delikatność, lecz pod tą warstwą kryło się zdecydowanie, które sprawiało, że każdy kolejny takt układał się w spójną, przemyślaną całość. To ona prowadziła i nadawała kierunek, jakby od początku wiedziała, dokąd chce zaprowadzić tę opowieść.
On dołączył chwilę później i zrobił to w sposób naturalny, niemal niewyczuwalny, jakby jego obecność była od zawsze wpisana w tę melodię. Nie próbował jej zagłuszyć ani przejąć nad nią kontroli, lecz podążał za nią z wyczuciem, uważnie wsłuchując się w każdy niuans jej gry. Jego dźwięki były niższe i głębsze, wnosiły do całości ciężar oraz spokój, który równoważył jej jasność. Tam, gdzie ona unosiła frazę wysoko i pozwalała jej wybrzmieć z pełną siłą, on wplatał się pod nią, dodając jej fundamentu i sprawiając, że melodia nabierała pełniejszego brzmienia. Nie potrzebowali spojrzeń ani słów, ponieważ wystarczało im subtelne napięcie mięśni, drobna zmiana tempa i ledwie uchwytny oddech, aby wiedzieli, kiedy przyspieszyć, a kiedy pozwolić dźwiękom swobodnie wybrzmieć.
Ich gra przypominała rozmowę, tak jak zawsze, od kiedy tylko rozpoczęli wspólne koncertowanie. Kiedy ona prowadziła melodię ku wyższym tonom, niemal ostrym w swojej wyrazistości, on natychmiast reagował, łagodząc jej brzmienie i nadając mu głębi. W tej harmonii było widać nie tylko wspólne ćwiczenia, lecz także lata spędzone razem, które nauczyły ich rozumieć się bez słów. Ich synchronizacja nie wynikała wyłącznie z techniki, lecz z więzi, która pozwalała im grać tak, jakby byli jedną opowieścią rozpisaną na dwa instrumenty.
Kiedy w końcu doszli do ostatnich nut, nie zakończyli gwałtownie, jakby chcieli pozostawić słuchacza w niedosycie, choć były nimi wyłącznie meble. Dźwięk powoli cichł i rozchodził się w przestrzeni, zatrzymując się gdzieś pomiędzy nimi. Ona jako pierwsza opuściła smyczek, ale to on pozwolił, by cisza naprawdę wybrzmiała i zamknęła całość. Przez krótką chwilę wydawało się, że muzyka wciąż trwa, że nie zniknęła, lecz tylko ucichła, czekając, aż znów zdecydują się ją ożywić.
Primrose spojrzała na starszego brata i uśmiechnęła się delikatnie, po czym podeszła do futerałów. -Będzie mi brakować tych naszych spontanicznych koncertów. - Jej głos przeciął powietrze salonu. Ledwie parę dni temu żegnała się z Xavierem, później z Vivienne, dzisiaj przyszedł czas na Emrysa. Tego z braci, który nigdy nie miał jej dojść, który gotów był odpowiadać na każde jej pytanie, a gdy zbierała wyjce w szkole to wysyłał listy pełne pocieszenia, kiedy Xavier swoje słowa wsparcia musiał umiejętnie przemycać pod czujnym okiem ojca. -Lubię te nasze improwizacje.
Nie pamiętała kiedy się zaczęły. Wcześniej zawsze grali z nut, tak jak należy, ale pewnego dnia dali się ponieść muzycznej fantazji. Zaczęli grać tak jak czuli, dodawali pewne nuty od siebie i zamiast grać to co zapisane, grali to co mieli w duszy. W Burke Manor przyzwyczaili się do tych małych koncertów. Stały się codziennością mieszkańców. Nie wiedziała czy brat będzie skłonny do samodzielnego grania kiedy jej już tu nie będzie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#33
Emrys Burke
Śmierciożercy
Wiek
29
Zawód
Badacz artefaktów, przemytnik, windykato
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
18
OPCM
Transmutacja
11
6
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
12
9
5
Brak karty postaci
Wczoraj, 08:47
Jeśli cos miało wywołać uśmiech na jego ustach w chwili, kiedy przekraczał próg Burke Manor, to właśnie ten dźwięk. Wijący się serpentynami legato, delikatny, zwiewny z vibrato powodującym drżenie serca i wzbudzający dreszcz gnający po kręgosłupie. Świadomość, że już niedługo ten dźwięk nie będzie go witał w domowych murach napełniał Emrysa ponurym nastrojem. Kiedy mial zły humor, Prim zawsze potrafiła go wyciszyć swoja grą, aż w końcu i on chwytał za skrzypce i dołączał do niej.
Gdyby nie młodsza siostra, nigdy by nie zainteresował się skrzypcami. A to wszystko po to, by dodać jej otuchy i by było jej raźniej, kiedy szanowna matka zapragnęła, by najmłodsza z dzieci uzyskała nową umiejętność. I miała dobre przeczucie, Prim okazała się świetną skrzypaczką. Emrys nie osiągnął tak spektakularnych umiejętności, ale i tak z chęcią grał razem z siostrą, która w ich wspólnych koncertach była mu partnerką, a nie konkurencją.
Chwilę stał w przejściu opierając się ramieniem o futrynę. Przymknął oczy i chłonął muzykę, aż w końcu wielokrotnie zapraszany dołączył się chwytając swój ulubiony instrument. Ich dźwięki zestroiły się niemal natychmiast, wszedł w takt tak, jakby to było zaplanowane, wyćwiczone i spodziewane. Prim była jego przewodniczką, on podążał za nią i dbał o to, by jej popisy miały odpowiednie tło. Wystarczyło jedno spojrzenie, jeden gest, drgniecie palców nad smyczkiem, by wiedział co zaraz nastąpi. Byli zgrani, od zawsze, od dzieciństwa i nadawali na tych samych falach, przez co porozumiewali się wręcz telepatycznie. Ich energie się splatały, kiedy przebywali razem, a kiedy grali, byli jak bliźnięta.
Od kilku lat gra ulatawtiala im komunikację, starszy brat przeżywał pewne wydarzenia na swój sposób, często popadając w gniew, zatapiając się w smutku. Wtedy ich wspólne koncertowanie stało się synonimem rozmów, nim przeszli do słów, muzyka łagodziła gwałtowną naturę Emrysa, koiła nerwy, sprowadzała go na ziemię. Dzięki temu Prim nie doświadczyła z jego strony przykrości, nie używał wobec niej wzburzonego tonu, ironii, sarkazmu ani złośliwości.
Muzyka cichła, Prim uniosła smyczek nad struny a Emrys dokończył ich dialog wyciszając własny instrument niespiesznie. Po czym znieruchomiał i westchnął, tak jakby ciężar z jego ramion wyparował a on mógł poczuć w końcu ulgę. Uśmiechnął się łagodnie, spoglądając na siostrę z zadowoleniem czającym się w oczach.
Jej słowa sprawiły jednak, że na czele Emrysa pojawiła się pionowa zmarszczka. Dzień po dniu zbliżali się do momentu, kiedy Prim opuści rodzinną posiadłość, przybierze nowe nazwisko i stanie się żoną. Emrys bał się tego dnia, tak jakby słońce miało zniknąć z nieboskłonu i juz nigdy nie wrócić.
- Pozostaną jedynie nadzieje na sporadyczne spotkania, kilka razy w roku. - Nie mówił tego z nadzieją, bo przecież będą się widywać, Prim będzie odwiedzała rodzinę, na święta, urodziny, tak po prostu. Ale to już nie będzie to samo, co kiedyś. - Będzie mi tego brakowało. - Przyznał odkładając i swoje skrzypce do futerału, ale nie zamknął pokrywy.
Jego mała siostrzyczka dorosła, stała się panną, jest narzeczoną, a zaraz stanie się żoną. Kiedy ten czas tak szybko przeminął? Nie wiedział. Teraz patrzył na nią i był z niej dumny, wyrosła przy nich na silną kobietę, mądrą i rozważną. Wiedział, że poradzi sobie z Brandonem, Branfordem... z Bradem i ważne było, że miała świadomość, że ma wiernych braci obok siebie, którzy nie pozwolą na jej krzywdę.
- Jak będziesz chwytała w nowym domu za skrzypce, to pomyśl, że jestem obok. Ja będę tak robił. - Uśmiechnął się smutno. Taka myśl na pewno utrzyma go dłużej przy tym rytuale, nawet jeśli Prim będzie daleko, to będzie myślał o tym, że ona robi to samo. Wtedy nie porzuci skrzypiec, nie staną się dla niego obiektem powodującym ból i tęsknotę.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4


Skocz do:

Aktualny czas: 16-04-2026, 22:51 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.