• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Kuchnia
Kuchnia
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 10:46

Kuchnia
Przez kratowane okna wpada światło dzienne, kładąc się smugami na starym, drewnianym stole przykrytym lnianym obrusem. W powietrzu unosi się zapach suszonych ziół, zaklęty gdzieś między półkami pełnymi miedzianych naczyń i porcelanowych filiżanek. W rogu, tuż przy wygasłym kominku, stoli krzesło bujane czekające na powrót kucharki. Na blacie zwykle leżą naczynia, jakby ktoś przerwał przygotowania do herbaty i obiecał wrócić za chwilę. Kuchnia żyje swoim trybem, zawsze gwarna i pełna życia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
04-01-2026, 20:56
Nie zdawałam sobie sprawy, że te uczucia, które i u mnie się pojawiły, można by jakoś nazwać. Nikt mi nigdy tego nie wytłumaczył, nie powiedział jak to rozpoznać. Czułam ciepło, przyjemność związaną z obcowaniem z Xavierem. Nie tylko gdy była ona fizyczna, ale nawet wtedy gdy budziłam się w nocy by się napić, a on spał spokojnie obok. Wtedy gdy zerkałam jak popijał herbatę do śniadania. Nawet wtedy gdy jedynie mijaliśmy się w drzwiach, oboje zajęci własnymi sprawami, a on posyłał mi delikatny uśmiech nie bacząc na to, że obok niego kroczy jego ojciec i rozmawiają o interesach sklepu. W mojej wyobraźni mój mąż nie mógł czuć tego co ja. Miał kiedyś inną żonę, z którą połączył się dlatego, że ją kochał - Primrose mi o tym opowiadała. Potem bardzo cierpiał gdy ją stracił. Mogliśmy stać się swoimi przyjaciółmi, kochankami, ale nie sądziłam, że mogę zająć w jego sercu tak zaszczytne miejsce. Dopóki ktoś nie nazwie tego uczucia jakim go darzę, z pewnością nie zorientuję się czym ono jest. Ale nie to teraz było mi w głowie, tylko ciepło jego ciała, szorstkość włosów na moich plecach, palce na podbródku, które zmuszały mnie do spojrzenia mu w oczy. Miałam czerwone policzki, być może od temperatury wody, być może od przyspieszonego bicia serca. Gdy on mnie tak dotykał, a ja patrzyłam na niego, czułam dziwny ucisk w podbrzuszu, który przyjemnie rozchodził się po moim ciele. Znałam już to uczucie, wiedziałam, że jest dobre i nie powinnam się tego wstydzić. Nie przy nim. Uśmiechnęłam się tylko, lekko mrużąc oczy.
- Więc kontynuuj - mruknęłam.
Nie musiałam długo czekać na jego reakcję. Gdy ponownie oparłam głowę o jego ramię przymknęłam oczy, aby móc skupić się tylko i wyłącznie na dotyku jego dłoni. Palców, którymi wodził po moich piersiach, dłoni skrytej pomiędzy nogami. Nauczyłam się przy nim tyle nowych rzeczy. Przede wszystkim o sobie, o swoim ciele. Nie wiedziałam, że bycie u boku mężczyzny może być tak przyjemne. Większość kobiet, tych starszych przede wszystkim, nigdy tego nie doświadczyło. Jak to mówiła pani Tytania do Primrose, jeśli się polubi swojego męża, to może być nawet przyjemne. Jeśli pomiędzy małżonkami była tylko i wyłącznie konieczność wydania na świat potomstwa, a nie dawania sobie przyjemności, to mogłam im tylko współczuć. Ja faktycznie lubiłam Xaviera i od samego początku nasze zbliżenia były dla mnie przyjemne. Odkryłam, że dotyk w niektórych miejscach dawał mi przyjemność, jego bliskość powodowała dreszcze, a pocałunki szybsze bicie serca. Chciałam z nim to robić, nikt mnie nie zmuszał. Przez myśl mi przeszło, co by było gdybym Xaviera nie lubiła. I on nie lubiłby mnie. Czy musiałabym trwać w tym smutnym stanie, gdzie nasze pożycie małżeńskie byłoby jedynie obowiązkiem? Nieprzyjemnym obowiązkiem? Za pierwszym razem bolało, ale z każdym kolejnym ja byłam coraz bardziej rozluźniona i zauważyłam, że im bardziej odpuszczałam, tym więcej przyjemności mi to sprawiało. Aż zapragnęłam sama, więcej i częściej. Rozchyliłam nogi, opierając je po bokach wanny, wtuliłam w jego ramię, której dłoń pieściła moje piersi. Do łazienki wpadało świeże powietrze uchylonego okna, wiosenny śpiew ptaków towarzyszył mi podczas tej przyjemności.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
06-01-2026, 20:19
To było dla niego jak zaproszenie, nie musiała mówić nic więcej. Gdy ponownie się o niego oparła, złożył delikatny pocałunek na jej ramieniu, by po chwili wyznaczyć nimi ścieżkę do jej szyi. Jego dłoń znów ruszyła w dół, by w końcu dotrzeć do celu, a druga zaczęła delikatnie masować jej pierś, chcąc z ten sposób dodać jej jeszcze więcej przyjemności. Jego ruchy palcami były spokojne, delikatne, ale na tyle zdecydowane aby już po chwili mogła odczuć pierwszą przyjemność. Jego usta pieściły skórę na jej szyi, broda lekko drapała. Jednocześnie czuł, że i on zaczyna czuć tą ekscytację z tego wszystkiego chociaż to ona była osobą, o która w tym momencie chciał jak najlepiej zadbać. Nie przerywając pieszczoty nawet na moment, w pewnej chwili zabrał dłoń z jej piersi i zaczął nią wodzić po jej ciele pamiętając, na które miejsca zawsze najlepiej reagowało.
Miał wrażenie jakby znów znajdowali się w swojej sypialni w Kairze. Noc już wtedy zapadła, za oknem było słychać powoli kończący się dzień, na niebie świeciły gwiazdy i tylko księżyc zaglądał do pokoju przez falujące na wierze zasłony otwartego okna. Pierwszy dotyk był delikatny, wręcz nieśmiały, nie chciał jej wtedy przestraszyć. Wcześniej zapewnił ją, że nie zrobi nic czego by nie chciała, ale potem się praktycznie nie odzywał. Dotyk był ich językiem i ciche odgłosy przyjemności. Sunął dłońmi po jej ciele, jakby palcami badając każdy jej skrawek, wyczuwając, w których momentach drży, kiedy jej oddech przyśpiesza, a kiedy z jej ust wydobywa się ciche westchnienie. Sprawdzał co jej się podobało, pokazywał co może jej się spodobać, co może sprawić przyjemność, o której do tej pory nie zdawała sobie sprawy. Podobało mu się to wtedy, wydawało mu się, że i ona, wbrew wstydowi i temu wszystkiemu co jej kiedyś mówili, czerpie z tej chwili, tego zbliżenia przyjemność, jaka wcześniej nigdy nie była jej znana.
W tym momencie odkrywali nowe rejony przyjemności, przekraczali nowe granice, jakby odkrywając to wszystko na nowo. Powoli wprowadził swoją dłoń w ruch, zanurzając z niej palce, jednocześnie czekając na jej reakcję by wiedzieć czy może kontynuować, nie śpieszył się. Mieli cały czas na ziemi dla siebie teraz, tutaj, w tej łazience, w tej wannie. Pocałunkami w końcu dotarł do jej policzka i przez linie szczęki, jakoś tak instynktownie sprawił aby obróciła twarz w jego stronę. A kiedy to zrobiła złączył ich usta w pocałunku, namiętnym, pełnym emocji i oddania. Smakował jej warg jakby były najwspanialszą rzeczą jaką było mu dane kosztować w życiu i w tym momencie tak właśnie było. Zatracił się w tej chwili, nawet nie zdając sobie sprawy, że sam w pewnym momencie westchnął cicho pod wpływem przyjemności, która zalała i jego ciało.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
08-01-2026, 22:32
Przyjemność, którą mi dawał była inna niż wcześniej. Nie była gorsza, nie była lepsza, tylko właśnie inna. Był to rodzaj bliskości, który był dla mnie dziwny. Leżąc w wannie, oparta o jego klatkę piersiową i z rozchylonymi nogami, starałam się wyzbyć resztek wstydu, które zdążyły mnie ogarnąć. Nie chciałam czuć przy nim wstydu, chciałam, aby pokazywał mi świat taki, jakiego jeszcze nie zdążyłam poznać. Byłam od Xaviera młodsza, zdążyłby dwa razy skończyć Hogwart, to wiązało się z jego doświadczeniem i znajomością rzeczy, które dla mnie były niedostępne. Obawiałam się różnicy wieku, teraz była mi na rękę. Mogłam mu zaufać, dać się prowadzić i pozwolić, aby uczył mnie życia, przyjemności, wspólnego obcowania. Nasz związek nie był oparty tylko na fizycznej przyjemności, potrafiliśmy ze sobą rozmawiać i dochodzić do kompromisów. Chociaż uczono mnie posłuszeństwa, Xavier chciał znać moje zdanie i brał je pod uwagę. Ciężko było jednak mi pozbyć się starych przyzwyczajeń, było to silniejsze ode mnie.
Oddawałam się jego dotykowi. Nogi miałam wygodnie oparte o boki wanny, czułam na sobie jego pocałunki, sunącą po ciele dłoń i tę, która znajdowała się pomiędzy moimi nogami. Nie wiedziałam co robi i jak to robi, ale było to niezwykle miłe. Nie hamowałam westchnień, usta miałam lekko rozchylone, a oddech urywał się w połowie. Czując jego palce w sobie spięłam się lekko, nie wiedząc co się dzieje. Szybko jednak napięcie puściło, rozluźniłam się ponownie i nie przerwałam mu. Nie chciałam mu przerywać. Zmusił mnie bym się lekko obróciła, nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku.
Przekraczałam granicę. Coś co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia, dzisiaj było codziennością. Mogłam doświadczać takiej przyjemności niemal codziennie, była na wyciągnięcie ręki tak długo, jak tylko Xavier chciał mi ją ofiarować. Ja też potrafiłam sprawić mu przyjemność, uczyłam się jak go dotykać, jak się zachowywać czy poruszać, aby i jemu dawać to, co najlepsze.
Jęknęłam cicho przerywając pocałunek. To co ze mną robił, jak mnie dotykał sprawiało, że przyjemność nadeszła szybko. Ciepło rozchodziło się od mojej kobiecości, od mojego podbrzusza, w którym rozwijało się nasze dziecko i rozchodziło po całym ciele. Nie byłam w stanie oddawać się temu pocałunkowi. Rumieńce na twarzy były mocno widoczne, dłonie miałam zaciśnięte na krawędziach wanny, a z gardła wydobywały się dźwięki wskazujące na to, że było mi właśnie bardzo dobrze. Nie wiedziałam co się dzieje, jakim cudem Xavier to robił w taki sposób, ale byłam bliska spełnienia i nie chciałam by przerywał.
W końcu nadeszło. Moje ciało przeszła przyjemna fala, która miałam wrażenie, że obejmuje każdy najmniejszy fragment mojego organizmu. Oddychałam głęboko, opadłam zmęczona, a na twarzy malował się uśmiech i widoczne poczucie spełnienia. Wtuliłam się w męża opuszczając nogi i chowając je ponownie pod wodę. Chwilę trwało, nim udało mi się opanować bicie serca, a potem obróciłam głowę, chcąc złapać jego spojrzenie. Nie wiedziałam co powiedzieć, nie wiedziałam czy w ogóle powinnam coś powiedzieć. Wpatrywałam się tylko w Xavera zadowolona. Może powinnam częściej tak odpoczywać?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
14-01-2026, 18:49
Jej reakcja mówiła wszystko. Słowa były zbędne kiedy słyszał, widział i czuł jak reaguje na jego dotyk, na pieszczoty, które jej dawał. Jemu to również się podobało, o wiele bardziej niż się spodziewał. Chociaż w tym momencie to była pewnego rodzaju jednostronna transakcja, to byli w tym we dwoje i razem czerpali z tego wszystkiego przyjemność. Cichy jęk wydobywający się z jej ust spowodował, że uśmiechnął się w jej wargi zadowolony. O to mu właśnie chodziło, aby odkrywała przyjemność w chwilach, w których najmniej się jej spodziewała, aby chciała jej zaznawać. Czuł, że pod wieloma względami ma do czynienia z inną kobietą, niż tą, którą poznał tamtego dnia kiedy doszło do oficjalnego wsunięcia jej na palec pierścionka zaręczynowego. Była zdecydowanie bardziej pewna siebie, rzeczy, które wcześniej były dla niej nie do pomyślenia, teraz były dla niej codziennością. Nie wstydziła się, a właśnie otwierała na nowe wyzwania. Podobała mu się taka jeszcze bardziej niż wcześniej, a przecież już pierwszego dnia wywarła na nim duże i pozytywne wrażenie.
Usłyszał i poczuł kiedy jego żona osiągnęła spełnienie. Był z siebie bardzo w tym momencie zadowolony, bo właśnie o to po chodziło. Powoli cofnął dłoń, układając ją już na jej udzie, po czym na chwilę odchylił głowę. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że jego serce również waliło jak oszalałe. Potrzebował chwili aby unormować jego rytm. Kiedy w końcu mu się to udało, uniósł głowę i zauważył, że na niego patrzy. Uśmiechnął się do niej łagodnie, po czym złożył na jej ustach delikatny pocałunek. Nie musiała nic mówić, jej rumieniec na policzkach, błysk w oczach i uśmiech na twarzy mówiły same za siebie. Objął ją delikatnie i przez dłuższą chwilę siedzieli tak w ciszy, po prostu ciesząc się swoim towarzystwem i bliskością.
- Mam coś dla ciebie. - odezwał się w końcu po jakimś czasie - Miałem ci to dać już dawno, ale wydarzyło się tak wiele, że całkowicie wypadło mi to z głowy. - pokręcił głową z lekkim rozbawieniem.
Ucałował ją jeszcze w ramię, po czym delikatnie odsunął ją od siebie aby podnieść się i wyjść z wanny. Owinął się ręcznikiem w pasie i na moment przeszedł do sypialni. Poszperał w swoich szufladach by chwilę później wrócić do łazienki, niosąc w ręce niewielkie, granatowe pudełko. Ukucnął przy wannie, opierając się rękami o jej krawędź, po czym podał jej pudełko. W jego wnętrzu znajdował się złoty łańcuszek z zawieszką z niebieskim szafirem w kształcie oczach elegancko zamkniętym w złotej obramówce.
- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. - powiedział z uśmiechem nie odrywając od niej wzroku.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
19-01-2026, 20:19
Zdecydowanie te parę miesięcy u boku Xaviera sprawiły, że się zmieniłam. Widziałam to po własnym zachowaniu, czułam to po własnych myślach. To co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia, dzisiaj było codziennością. Kiedyś miałam być jedynie posłuszna rodzinie - matce, ojcu, głowie rodziny. Nie stwarzać problemów. Nie wychylać się. Nie mówić o rzeczach, które mogłyby być odebrane jako nieodpowiednie dla młodej panny. Kiedy świat szedł do przodu i nawet w naszych czarodziejskich kręgach kobiety zaczynały zyskiwać prawo do swojego rozwoju, możliwości, to były też takie rodziny jak moja - bardzo konserwatywna, która nie pozwalała, aby nowe idee zrobiły pranie mózgu ich latoroślom. Nie powiedziałabym, aby rodzina Burke była nowoczesna, również stali po tej konserwatywnej stronie. Jednak mieli inne priorytety, wychowywali dzieci inaczej - synów i córki, a to potem wpływało na kolejne pokolenia. A także na te panny, które wchodziły do rodziny z powodu zamążpójścia. Tak jak ja. Poglądy Xaviera mocno na mnie wpłynęły, pozwalał mi rozwijać skrzydła, poznawać nowe rzeczy. Nie miałam być tylko jego ozdobą, a stać u boku. Cenił moje zdanie, uczył. Nie tylko nowych rzeczy związanych z magią, urokami, a przede wszystkim jak być żoną. I co to znaczy nie tylko dawać przyjemność mężu, ale i tę przyjemność otrzymywać.
Rumieniec nie schodził, ale pod wpływem delikatnego pocałunku kąciki moich ust uniosły się ku górze. Gdyby ktoś mi powiedział, że tak będzie wyglądać moje małżeństwo, że jest z tego tyle przyjemności - w życiu bym nie uwierzyła. A jednak to było prawdą. Nie jedynie bajką dla małych dziewczynek. Cisza, która nas ogarnęła nie była ciężka, a przyjemna. Wysłuchaliśmy się w swoje oddechy, śpiew ptaków za oknem, równaliśmy rytm naszych serc. Woda zdążyła ostygnąć. W pewnym momencie Xavier stwierdził, że ma dla mnie prezent. Spojrzałam na niego zdziwiona, z lekką niechęcią wypuściłam go z wanny sama opierając brodę o jej brzeg i obserwując go uważnie. Z niezadowoleniem spoglądałam jak owija się ręcznikiem i znika w sypialni. Szybko jednak wrócił, kucnął tuż obok mnie o podał mi pudełeczko. Otworzyłam je szybko i ciche westchnienie wyrwało mi się, gdy zobaczyłam co było w środku. Wisiorek był przepiękny, bardzo mi się spodobał i chciałam go mieć od razu na swojej szyi.
- Dziękuję, jest cudowny - spojrzałam na niego z wdzięcznością. - Zapniesz mi go?
Oddałam mu pudełeczko, aby wyciągnął zawartość. Ja miałam mokre dłonie. W międzyczasie sama wysunęłam się z wody i usiadłam na brzegu wanny. Byłam na idealnej wysokości, aby Xavier gdy wstanie, mógł zapiąć mi łańcuszek na szyi. Trzymałam włosy, aby mu nie przeszkadzały. Gdy zawieszka spoczęła na mojej mokrej skórze wyszłam z wanny i nie bacząc na to, że ociekam wodą, stanęłam przed lustrem. Prezent pasował idealnie, podkreślając kolor moich oczu.
Tego dnia nie miałam zamiaru wypuszczać męża z naszej sypialni. Miałam popracować, ale to nie ważne. Popracuję innego dnia, dzisiaj chciałam skorzystać z jego obecności. Sięgnęłam jego dłoń, zsunęłam ręcznik z bioder, a ten upadł na posadzkę w łazience. My wróciliśmy do sypialni mając przed sobą jeszcze cały dzień.

zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
20-02-2026, 20:39
03.05.1962

Urlop dobiegł końca i musiał wrócić do pracy. Pierwszy raz w życiu zrobił to naprawdę niechętnie. W tym momencie, kiedy zwierzył się żonie ze swoich uczuć, a ona odpowiedziała mu tym samy, nie miał ochoty opuszczać jej boku. Chciał spędzać z nią każdą możliwą chwilę, ale niestety był człowiekiem pracującym, więc musiał w końcu wyjść z domu. Kiedy przebywał w sklepie skupiał się jednak na swoich zadaniach. Tego dnia miał sporo na głowie, od samego ranka zajmował się artefaktami, trafiło mu się kilka ciężkich przypadków. Frustrował się, ale jednocześnie jeszcze bardziej się nakręcał. Lubił wyzwania, a im cięższy orzech do zgryzienia to lepiej. Spędził nad artefaktami większość dnia, a około pierwszej po południu udał się na spotkanie z klientem, a potem na zrobił rundkę zbierając najnowsze dane od swoich informatorów. Miał zamiar przejrzeć to wszystko następnego dnia rano kiedy wróci do pracy. Na ten czas zamknął wszystko w sejfie w gabinecie na tyłach sklepu.
Kiedy wszystkie sprawy zostały załatwione w końcu mógł wrócić do domu. Wyrobił się idealnie na obiad, który wyjątkowo tego dnia mieli zjeść w dość sporym gronie. Chociaż Xavier najwięcej uwagi poświęcał najbliższej rodzinie, to jednak pozostali jej członkowie również byli w kręgach jego zainteresować. Z lekkim zaciekawieniem słuchał jak jeden z kuzynów opowiada o swoich wyprawach, z których wrócił poprzedniego wieczora. Burke w przeszłości też sporo podróżował, spał pod namiotami, buszował po ruinach i brał udział w wykopaliskach, jednak te czasy były już za nim. To były jego młodzieńcze zachcianki, a kiedy już je spełnił, nadeszła pora by osiadł na stałe w kraju. Od zawsze wiedział, że będzie pracował w sklepie, zawsze tego chciał, więc był wdzięczny ojcu i wujowi, że zgodzili się na jego podróże w młodym wieku, gdzie zdobywał nową wiedzę i umiejętności. Po obiedzie przenieśli się do salony gdzie wspólnie wypili herbatę i drinka podczas toczących się w około rozmów, gdzie głównym tematem był przede wszystkim zbliżający się wielkimi krokami ślub Primrose. O ciąży Vivienne wiedzieli jedynie nieliczni jak na razie i ani on, ani żona nie chcieli aby na ten moment wiedziało szersze grono.
Po czasie spędzonym z rodziną, wszyscy rozeszli się by zająć się swoimi sprawami. Xavier już tak nie otaczał Vivienne kokonem ochronnym jak podczas tych kilku dni swojego urlopu więc kiedy powiedziała, że chce trochę popracować w swoim gabinecie nie miał żadnych obiekcji, samemu udając się do swojego. Kiedy jednak na dworze zapanowała ciemność, zaczął odczuwać zmęczenie. Chociaż mieli już maj i pogoda na zewnątrz była jak najbardziej przystępna, o tyle grube mury Burke Manor dość bardzo powoli się nagrzewały. Nie zdziwił go więc widok ognia w kominku kiedy wrócił w końcu do sypialni. Pojawił się w niej pierwszy, a kiedy dołączyła do niego Vivienne, leżał wygodnie na łóżku, w swoim typowym, wygodnym, domowym wydaniu i czytał na spokojnie książkę.
- Jak tam praca? Runy odkryły przed tobą swoje tajemnice? - podniósł się z uśmiechem, po czym podszedł do niej i złapał delikatnie w pasie, przyciągając ją tym samym do siebie - Mam dla ciebie propozycję. - dodał po chwili nachylając się do niej i składając pocałunek na jej ustach - Co powiesz przygodę podszytą nielegalną zabawą? - uniósł brew ku górze uśmiechając się chochlikowato pod nosem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
23-02-2026, 18:50
Kiedy Xavier wrócił do pracy ja się na swojej nie mogłam skupić. Wciąż serce miałam zaciśnięte przy gardle, a łzy napływały mi do oczu gdy tylko myślałam o słowach, które mi powiedział. Gdy próbowałam zająć się czytaniem książki lub pracą nad jakimiś materiałami albo po prostu nauką, to moje myśli uciekały w jego kierunku. Do wyznania jakie padło. Do tego jak bardzo się wszystko zmieniło. Jeszcze parę dni temu nie wiedziałam co czuję ja, nie wiedziałam właściwie co czuje Xavier i jak mnie postrzega. A okazało się, że mnie kochał. To miejsce, które myślałam, że należy tylko do jego byłej żony było teraz i moje. Byłam jego ukochaną, kobietą, którą darzył miłością. A ja darzyłam tą miłością i jego. I to było piękne. Wzruszało mnie. Powodowało ścisk w żołądku z ekscytacji.
Odłożyłam zrezygnowana książkę na bok, nie było szans, że cokolwiek uda mi się przeczytać. Czas dłużył mi się niemiłosiernie do jego powrotu, wzięłam Zefira na kolana i siedząc w fotelu pogrążyłam się w rozmyślaniach. A myślałam o wszystkim. O ciąży, o balu absolwentów, o nocy która nastąpiła po tańcu, o ślubie Primrose. Gładząc kota za uchem usłyszałam cichy trzask, Artek pojawił się z informacją, że Xavier wrócił z pracy i jest w sypialni. Kot jednak spał na moich kolanach i był przy tym tak uroczy, że jeszcze dobre piętnaście minut, mimo że bardzo chciałam pójść do męża, siedziałam grzecznie w fotelu czekając aż mój koci przyjaciel się obudzi i sam zejdzie. Wcale mu jakoś mocno nawet nie pomagałam, niestety mój mąż dzisiaj przegrał ze słodyczą Zefira. Oboje wyszliśmy z mojego gabinetu. Zefirek podążał za mną z uniesionym z zaciekawieniem ogonkiem. Zostawił mnie dopiero prawie przy drzwiach do sypialni, usłyszał coś chyba piętro niżej i z nastawionymi uszami pobiegł w swoją stronę. Gdy weszłam do sypialni Xavier już leżał na łóżku, uśmiechnęłam się do niego ciepło. Na pytanie jedynie machnęłam ręką.
- Nic dzisiaj nie zrobiłam, byłam za to idealnym posłaniem dla Zefira. Ogrzewał nas przez ostatnią godzinę - uśmiech nie schodził z moich ust gdy zbliżałam się w stronę naszego wspólnego łóżka.
Spotkaliśmy się w połowie drogi. Zaskoczenie wymalowało się na mojej twarzy, gdy Xavier przyciągnął mnie do siebie. I nie wiem co mnie potem zaskoczyło bardziej - ten śmiały pocałunek, czy propozycja, którą zapowiedział. Spojrzałam na niego z zainteresowaniem gdy tylko nasze usta się rozłączyły.
- Brzmi ciekawie? - Zaczęłam delikatnie. - Na przygodę mam ochotę, ale dlaczego jest ona nielegalna?
Przechyliłam głowę w bok. Bardzo mnie zaintrygował. Zaczęła mnie zżerać ciekawość, co też mój mąż wymyślił i dlaczego tak nagle? Miał chyba dobry humor, najwyraźniej powrót do pracy nie był nieprzyjemny i chyba też niezbyt męczący. Czasami widziałam, że wracał faktycznie padnięty, jakby ciężko pracował od świtu do nocy i bez chwili przerwy. Albo to te parę dni urlopu albo faktycznie dzień był dzisiaj dla niego łaskawy.
- No, nie trzymaj mnie tak w niepewności tylko mów, albo… - zawahałam się lekko, a potem uśmiechnęłam szeroko. - Albo od razu prowadź.
Byłam jedną z ostatnich osób gotowych na szaleństwo. Nie łamałam regulaminów, poruszałam się wedle określonych zasad i protokołów. Ale Xavier wyciągał ze mnie coś, co dawno zostało głęboko zakopane. Nie wiedziałam co to, ale dzięki temu, gdy to ze mnie wyciągał, czułam się dziwnie wolna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
25-02-2026, 17:27
Doskonale pamiętał się jak się poznali. Jak już wtedy obiecał sobie, widząc tą przestraszoną młodą kobietę, że będzie ją szanował, że da jej wolność, której nie dane było jej doświadczyć w rodzinnym domu. Cała ta sytuacja była dla niej totalną nowością i doskonale zdawał sobie sprawę, że boi się o swoją przyszłość, o to, że zostanie jedynie ozdobą i nie będzie mogła się rozwijać. Szybko zapewnił ją, że nic takiego nie będzie miało miejsca. Miał zdecydowanie inne podejście do takich rzeczy niż niektórzy mężczyźni w jego wieku pochodzący z rodzin błękitnokrwistych. W żadnym scenariuszu jednak nie przewidział, że ta drobna, jasnowłosa kobietka skradnie jego serce. Nawet nie tyle co skradnie, co sklei je w całość i zawłaszczy dla siebie. Nie brał pod uwagę, że kiedykolwiek mógłby pokochać kogoś tak jak kochał Charlotte. Jednak ona, Vivienne, dokonała niemożliwego i w tym momencie nie wyobrażał sobie aby mogło być w ogóle inaczej. I to nie tak, że zapomniał o Charlotte, jej jednak już nie było, czasami jedynie zerkał na jej portret wiszący w salonie, ale w tym momencie to Vivi była w centrum jego świata. Kiedy na nia patrzył, robiło mu się ciepło na sercu, a uśmiech sam pojawiał się na jego ustach. Nie musiała robić nic fascynującego, czerpał przyjemność z samego obserwowania jej podczas normalnych, codziennych czynności, jak na przykład kiedy rano czesała włosy, jak sięgała delikatnymi dłońmi po filiżankę z herbatą. Najbardziej jednak lubił momenty kiedy byli po prostu sami, kiedy wieczorem mogli położyć się obok siebie, mógł ją przytulić i rozmawiali o tym co się działo w ciągu dnia kiedy byli osobno.
Tym razem również uśmiechnął się na jej widok. Miał dla niej propozycje nie do odrzucenia. Wiedział, że pewnie w przeszłości nigdy by się na to nie zgodziła, na łamanie zasad, ale dostrzegł w niej zmianę odkąd pojawiła się w Burke Manor i ona również mu się podobała.
- Bycie posłaniem dla Zefira to również odpowiedzialne zadanie. - powiedział z lekkim rozbawieniem wymalowanym na twarzy - Z resztą, jak to kiedyś słyszałem od kogoś, praca nie zając nie ucieknie…czy jakoś tak. - zmarszczył zabawnie brwi, po czym złapał ją za dłonie i nachylił się do niej konspiracyjnie - Widzisz, jest taka puszka pełna skarbów - ściszył głos - bardzo dobrze ukryta, strzeżona przed złodziejami. Naszym zadaniem będzie ją dzisiaj znaleźć i ukraść. To bardzo ważna misja. - poruszał brwiami starając się brzmieć poważnie, ale w kącikach jego ust majaczył uśmiech, którego tym razem nie mógł ukryć.
Bez najmniejszego problemu mogła się domyślić jaką puszkę ma na myśli. Domyślał się, że Primrose już jej opowiedziała o puszce z cytrynowymi ciasteczkami, które gosposia chowała od zawsze przed młodszym pokoleniem Burke. W dzieciństwie zawsze z bratem lub siostrą zapuszczali się po zmroku do kuchni by najeść się słodyczy, które w ciągu dnia były im jedynie dawkowane w odpowiednich, w ich mniemaniu niewystarczających, ilościach. Zawsze znajdowali ją w innym miejscu, zawsze musieli się wysilić i chociaż gosposia niby to łypała na nich groźnie gdy znikały, to zawsze zapełniała puszkę od nowa i znów chowała. To była ich taka wspólna zabawa.
- Musimy być sprytni, nie możemy dać się wykryć, bo może się to skończyć naprawdę źle. - pokiwał głową - A żeby nie dać się złapać, musimy całkowicie zrezygnować z magii. Na skarbiec są nałożone zaklęcia ochronne, które aktywują się przy jakimkolwiek użyciu czarów. Zostaw więc swoją różdżkę tutaj i ruszamy. - odparł kładąc swoją na blacie komody, a kiedy i ona zostawiła swoją, złapał ją za dłoń i wyszli z sypialni, by wyruszyć na misję w kierunku kuchni.
Właśnie zaprosił ją do wspólnej zabawy, która gdyby poznała światło dzienne z cała pewnością zostałaby skrytykowana, że dorosłym nie przystoi się tak zachowywać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.