• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Derbyshire, Burke Manor > Kuchnia
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-08-2025, 10:46

Kuchnia
Przez kratowane okna wpada światło dzienne, kładąc się smugami na starym, drewnianym stole przykrytym lnianym obrusem. W powietrzu unosi się zapach suszonych ziół, zaklęty gdzieś między półkami pełnymi miedzianych naczyń i porcelanowych filiżanek. W rogu, tuż przy wygasłym kominku, stoli krzesło bujane czekające na powrót kucharki. Na blacie zwykle leżą naczynia, jakby ktoś przerwał przygotowania do herbaty i obiecał wrócić za chwilę. Kuchnia żyje swoim trybem, zawsze gwarna i pełna życia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
31-12-2025, 13:43
26.04.1962

Zdecydowanie ostatnio się zapuścił. Wcześniej było to nie do pomyślenia, nie ważne jak dużo miał pracy, zawsze znajdował czas na trening. Wspinał się od dzieciaka, pozwalało mu to oczyścić umysł, zmęczenie mięśni dawało mu satysfakcję, a zastrzyk adrenaliny napędzał ciało do dalszego działania. Ostatnio jednak po prostu brakło mu na to czasu i trenował sporadycznie. Teraz jednak, kiedy wziął kilka dni wolnego stwierdził, że to doskonała okazja do tego aby powrócić do przerwanych aktywności.
Nie wstał jakoś przesadnie wcześnie, kiedy zerknął za zegarek pokazywał on dziewiątą rano. Za oknem świeciło słońce, wydawało się, że pogoda postanowiła mu dzisiaj dopisać. Podniósł się w dobrym humorze i od razu przeszedł do łazienki. Odświeżył się mniej więcej, odpuszczając sobie kąpiel, bo wiedział, że po powrocie do domi i tak będzie jej potrzebował. Ubrał na siebie swój typowy treningowy strój, odpowiednio elastyczne spodnie i koszulkę bez ramion, na wierzch narzucając jedynie koszulę aby dopóki nie dotrze na miejsce mieć coś na sobie. Odpuścił sobie również śniadanie, wiedząc, że najlepiej mu się trenowało na pusty żołądek.
Już dawno odpuścił sobie łatwiejsze trasy. Chociaż wiedział, że miał przerwę to nie miał najmniejszego zamiaru zaczynać z niskiej nuty. Teleportował się w miejsce, które upatrzył sobie już dawno temu. Skalna ściana w lesie miała wysokość około trzydziestu pięciu metrów i większości była nachylona ku dole, chociaż zdarzały się i takie o dziewięćdziesięciu stopniach. Burke wyszedł z założenia, że to idealne miejsce na jego dzisiejszy trening. Był odpowiednio przygotowany, do paska miał przymocowany mały skórzany woreczek ze sproszkowaną kredą, w którym znużył jedną dłoń aby zwiększyć tarcie między skórą, a kamieniem. Jeszcze raz przeanalizował dokładnie ścianę, po czym rzucił koszulę na mech i chwycił się pierwszego wystawiającego fragmentu. Pamięć mięśniowa miała to do siebie, że tak szybko nie zapominała, chociaż pierwsze trzy metry zdecydowanie sprawiły mu trudność. Głowa również musiała sobie wszystko przypomnieć, ale na szczęście działała jak należy więc raz dwa dłonie na nowo wiedziały jak powinny złapać się kamienia. Stopy stawiał uważnie, mając na względzie, że skały są gdzieniegdzie śliskie. Przy dziesiątym metrze musiał się na chwilę zatrzymać, czuł jak mięśnie na bicepsach go palą, pot spływał mu już po plecach. Złapał kilka głębszych oddechów, po czym spiął się w sobie i z nową siła podciągnął się na rękach. Półtora metra później przeliczył się jednak i palce ześlizgnęły się z kamienia i runął w dół, w ostatnim momencie łapiąc się wystającej skały jakieś pięc metrów na ziemią. Zawisł tak na jednej ręce, krew buzowała mu w uszach, a serce waliło jak młotem. Rozhuśtał się lekko, po czym pewnie złapał się skały. Oj tak, to było dla niego wyzwanie, ale nie zmierzał się poddawać. Dał sobie kilka chwil na odpoczynek i uspokojenie rytmu serca, po czym na nowo ruszył do góry, tym razem jeszcze bardziej skupiając się na tym co robił. Stracił kompletnie poczucie czasu podczas tego wszystkiego. Jeszcze kilka razy zdarzyło mu się źle czegoś złapać czy stopa ześlizgnęła mu się z oparcia. Nie za każdym razem również udało mu się w ostatnim momencie czegoś złapać i dwa razy runął na ziemię, na szczęście był to miękki mech więc nie poobijał się za bardzo. Nie zmieniało to jednak faktu, że miał na plecach i ramionach kilka lekkich rozcięć od skały.
W końcu jednak postanowił skończyć. Nie udało mu się wejść na samą górę, najwyżej do jakiegoś osiemnastego metra. Wiedział, że tu wróci, nie odpuści tej ścianie, nie ma opcji, że go pokona. Był już jednak zmęczony i trochę obolały od tych upadków, więc postanowił wrócić do domu. Dodatkowo poczuł, że juz naprawdę jest głodny, więc kiedy tylko dotarł do domu najpierw skierował się do kuchni. Pani Pott załamała ręce na jego widok i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że przy okazji był brudny o ściółki leśnej i skały, co w połączeniu ze spoconym ciałem musiało wyglądać jakby wrócił z wojny. Machnął tylko ręką na narzekania gosposi, po czym chwycił dwa racuchy z tacki i ruszył spokojnie do sypialni. Z racuchem w zębach, rozciągając przy okazji ręce, które nadal paliły go od wysiłku wszedł do pokoju, a widząc Vivi w środku uśmiechnął się.
- Dzień dobry. - powiedział z zadowoloną miną przełykając swoje śniadanie, po czym wytarł dłonie o spodnie i podszedł do żony - Jak tam poranek? - spytał spokojnie, nachylając się do niej i składając na jej ustach delikatny pocałunek.
Weszło mu to już w krew. Nie wyobrażał sobie nie pocałować jej na powitanie, czy to w usta czy w policzek. Był to miły rytuał i w zasadzie bez niego bardzo rzadko zaczynał dzień.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
01-01-2026, 19:09
Gdy tego ranka się obudziłam, męża nie było w sypialni. Wziął parę dni wolnego, ale nie spodziewałam się, że mimo wszystko obudzę się w pustym łożu. Obróciłam się na bok, przez chwilę wpatrując się w jego pustą część łóżka, z cichym westchnieniem podniosłam się sprawdzając godzinę. Było późno, a ja spałam długo. Zazwyczaj nie pozwalałam sobie na tak długie kokoszenie się w łóżku, wstawałam wcześnie, ogarniałam się i zajmowałam codziennymi obowiązkami, ale po ostatnim zasłabnięciu na Pokątnej, o którym Xavier niestety się dowiedział, nakazał mi dużo odpoczywać, a ja nie mogłam zrobić nic, jak tylko go posłuchać. Ledwie wyszłam z łóżka, kiedy drzwi do sypialni otworzyły się, a mój mąż wszedł do sypialni z bardzo dobrym humorem. I nie tylko. Połykał resztki swojego śniadania, jak mogłam sądzić po zapachu, były to chyba racuchy. Z lekkim uśmiechem obserwowałam tę lekkość jaka od niego biła, z jaką pogodnością do mnie podchodził i nachylał się, aby skraść mi pocałunek.
- Dzień dobry, mój drogi - odparłam ciepło, oddając się tej krótkiej pieszczocie. - Dobrze, dopiero wstałam. Odpoczywam, jak kazałeś.
Przechyliłam lekko głowę, posyłając mu delikatny uśmiech. Swoim spojrzeniem jednak szybko powędrowałam w stronę jego ciała. Był brudny, zmarszczyłam lekko brwi, przyglądając się lśniącemu potu na jego skórze. Pachniał wysiłkiem, czego zresztą mogłam się domyśleć, patrząc na umorusane dłonie. Przyjrzałam mu się uważnie, gdzieniegdzie jego ciało nosiło ślady otarć, rozcięć. Dotknęłam jego ramienia, gdzie skóra była zaczerwieniona, jakby się uderzył.
- Kiedy ja odpoczywam, ty narażasz się na urazy? - Zapytałam z przejęciem. - Musisz uważać - sięgnęłam po jego dłoń i położyłam sobie na podbrzuszu - bo potrzebny nam będzie ojciec, a nie wrak człowieka, jeśli spadniesz i zrobisz sobie krzywdę.
Może moje słowa były ostre, niemal karcące, ale były prawdziwe. Wiedziałam, że Xavier się wspina, nie byłam zachwycona tym sportem, ale nie mówiłam nic, co mogłoby próbować odciągnąć go od jego wykonywania. Za to oczekiwałam uważności, powrotów w całości. Dzisiaj to były tylko rozcięcia skóry, a co jeśli któregoś razu spadnie i uderzy głową o kamień? Mi kazał uważać, oszczędzać się i odpoczywać, bo trochę zabrakło mi sił podczas spaceru, a on narażał się na niebezpieczeństwo. Pokręciłam głową.
- Przygotuje ci kąpiel - dodałam już cieplej, całując go w policzek i wstając z łóżka.
Nie przejmując się tym, że powinnam narzucić na siebie chociaż podomkę, w bosych stopach, przeszłam do naszej łazienki. Wezwałam skrzata, aby napełnił wannę wodą, a w tym czasie ja przygotowałam świeże ręczniki. Zakropiłam też do wody trochę olejków, które mogły łagodząco podziałać na jego podrażnioną skórę. Tylko tyle mogłam zrobić.
- W takim tempie, to może powinnam nauczyć się paru zaklęć medycznych, aby te rozcięcia skóry zniwelować - rzuciłam niewinnie, zerkając w jego stronę. Kucnęłam obok wanny, dłoń zanurzyłam w wodzie, była odpowiednio ciepła. - Gotowe, dobrze ci zrobi.
Ruszyłam niespiesznie w stronę garderoby, powinnam się już ubrać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
01-01-2026, 19:51
Uśmiechnął się łagodnie gdy tak ładnie go przywitała. Podobało mu się to jak się do niego zwracała, zwłaszcza rano kiedy mogli się cieszyć tylko swoim towarzystwem i nie myśleć o niczym innym. Takie poranki były najlepsze i często przez to nie miał w ogóle ochoty wstawać z łóżka, tylko z nią leżeć.
- Cieszy mnie to bardzo, ale może jednak potem wyjdziemy na jakiś spacer? - zaproponował spokojnie doskonale zdając sobie sprawę, że na pewno takie siedzenie w domu też nie jest jej na rękę.
Musiał przyznać sam przed sobą, że kiedy Axel wpadł do sklepu kilka dni temu i poinformował go, że jego żona zasłabła na ulicy, o mało co nie dostał ataku paniki. To właśnie tego bał się najbardziej, że coś jej się tanie, a on nie będzie w pobliżu aby jej pomóc. Był wdzięczny swojego pracownikowi, że zajął się nią wtedy i nie opuścił jej boku dopóki nie poczuła się lepiej, odpowiednio go nagrodził, jednak wolał aby to się więcej nie powtórzyło. To był dopiero początek ciąży i nie chciał aby Vivienne się narażała, ale wiedział jednocześnie, że nie może jej ograniczać. W końcu jej to obiecał i miał zamiar danego słowa dotrzymać, nie ważne jak bardzo czasami musiał walczyć ze sobą.
Słysząc przejęcie w jej głosie kiedy zobaczyła jego obrażenia, które on sam wcześniej całkowicie zignorował, poczuł dziwny ucisk w żołądku. Gdy położyła jego dłoń na swoim brzuchu nie mógł się nie uśmiechnąć. To był bardzo intymny moment i aż mu się zrobiło ciepło na sercu.
- Nigdy nie narażam się umyślnie moja droga. - powiedział patrząc na nią łagodnie - Trochę zaniedbałem swoje treningi i chyba dzisiaj wybrałem zbyt duże wyzwanie jak na dany moment. Ale ucieszy cię wiadomość, że szybko zorientowałem się, że to ponad moje siły i wróciłem do domu. To tylko powierzchowne rany. - pokręcił lekko głową, po czym pogładził dłonią jej brzuch - Obiecuje, że będę uważał trzy razy bardziej. Chcę być przy was. - posłał jej delikatny uśmiech, po czym ucałował ją w czubek nosa.
Skinął lekko głową na informację, że przygotuje mu kąpiel, po czym odprowadził ją wzrokiem w kierunku łazienki. Musiał zdecydowanie zdjąć z siebie to przepocone ubranie i oddać je do prania. Ściągnął z siebie koszulkę po czym ruszył za nią do łazienki i tam wrzucił ją do kosza na brudy stojącego w rogu pomieszczenia, a potem ściągnął z siebie spodnie zostając tylko w bieliźnie. Oparł się lekko o umywalkę i obserwował jak żona przygotowuje mu kąpiel.
- Myślę, że to nie jest zły pomysł. Zwłaszcza przy małych dzieciach się to przydaje. Jeśli nasze dziecko będzie miało charakter po mnie, to nie zdziwię się jak będzie wspinało się na drzewa i rozrabiało. Miejmy jednak nadzieję, że odziedziczy charakter i urodę po mamie. - powiedział z lekkim rozbawieniem chociaż jego słowa były jak najbardziej szczere.
Czuł przyjemny zapach olejków, które dolała do wody i uśmiechnął się lekko. Odepchnął się lekko od umywalki, po czym zrobił krok w kierunku wanny, jednak zatrzymał się chwilę później i wyciągnął rękę po dłoń Vivienne. Złapał ją pewnie, po czym przyciągnął do siebie delikatnie, tak, że oparła się o niego.
- A może… - przesunął dłonią po jej plecach w dół - dołączysz do mnie? - spytał cicho nachylając się do niej i lekko muskając jej usta - Spędźmy razem ten dzień, co ty na to? - mruknął patrząc w jej śliczne oczy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
01-01-2026, 22:49
Propozycję spaceru przyjęłam z ulgą. Gdy kazał mi odpoczywać wiedziałam, że to dla mojego dobra. Ale nie byłam do tego przyzwyczajona i nie minęło nawet kilka dni, a ja miałam już dość. Chciałam się zajmować rzeczami, a nie do późnego poranka leżeć w łóżku. Ten odpoczynek męczy bardziej, niż jak gdybym intensywnie zajmowała się swoimi sprawami.
- Oh, tak, poproszę. Spacer na pewno dobrze mi zrobi - uśmiechnęłam się szeroko. - Chciałabym dzisiaj zostać dłużej w gabinecie, popracować. Dobrze się czuję.
Przez ostatnie dni Xavier bardzo dbał, abym faktycznie się nie przemęczała. Nawet pilnował, abym nie zajmowała się pracą zbyt długo, przez co wieczorami zostawiałam rzeczy nie do końca skończone. Trochę miałam tego dość, chciałam w końcu coś skończyć. Liczyłam na to, że te parę dni kiedy posłusznie stosowałam się do jego prośby, spowolniłam i dużo odpoczywałam sprawią, że trochę złagodnieje, a ja będę mogła wrócić do w miarę normalnego trybu.
- Szybko? - Uniosłam jedną brew ku górze, ponownie spoglądając na jego zranienia. - Ile razy spadłeś, nim się zorientowałeś?
Nie mogłam go winić. Uwielbiał się wspinać, jeśli faktycznie przez ostatni okres zaniedbał swoje treningi, to mógł nie pomyśleć, że ciało odzwyczaiło się od takiego wysiłku i wziąć zbyt trudną trasę. Chwaliłam to, że zrezygnował nim stała mu się prawdziwa krzywda. Mój mąż był mądry, ale ja i tak się martwiłam.
- Uważaj cztery razy bardziej - uśmiechnęłam się szeroko, przyjmując z wdzięcznością pieszczotę podbrzusza.
Rozmowy o dziecku powoli stawały się codziennością, Xavier niezwykle się cieszył i kiedy tylko mógł szukał nawiązania do swojego potomstwa. Ja nie byłam zbyt pozytywnie do tego nastawiona, nie chciałam o tym rozmawiać więcej niż tego ode mnie wymagano. Czasami Xavierowi odpowiadałam, czasami półsłówkiem próbowałam zmienić temat, innym razem udawałam, że nie słyszałam. Nie mogłam go jednak ignorować, nie w takich momentach. Kiwnęłam więc głową i zerknęłam na niego poważnym wzrokiem.
- Oby odziedziczyło charakter po mnie - uśmiechnęłam się lekko, odwracając spojrzenie z powrotem w stronę wanny, skupiając się na odmierzeniu odpowiedniej ilości olejku.
Ze szczerością stwierdziłam w duchu, że nie wyobrażam sobie, aby dziecko miało być narażone na takie niebezpieczeństwa jak wchodzenie na drzewa. Mi nie wolno było się narażać, bieganie i skakanie było niedopuszczalne, a piastunka szybko karciła za brak subordynacji. Od rozwijania fizyczności były tańce, jazda konna, inne sporty, nie wdrapywanie się na kamienie. I gdy tylko nasze dziecko osiągnie odpowiedni wiek, będę z całą stanowczością to forsować. Skoro mamy je wychowywać razem, to niedopuszczalne było, aby moje zdanie w tej kwestii zostało pominięte.
- Oh - jęknęłam, czując jak łapie mnie za rękę i przyciąga ku sobie.
Przylgnęłam do jego spoconej skóry, chłonęłam zapach potu i ziemi. Zarumieniłam się lekko, słysząc jego propozycję. Pocałunek był delikatny, jedynie zachęcające muśnięcie. Miałam plany, pracę do zrobienia, listy do napisania, książki do przeczytania. Lekkie zawahanie, po chwili jednak odetchnęłam. Moja dłoń powędrowała do ramienia, zsunęłam z niego materiał koszuli nocnej. Z drugiego ramienia również. Pomogłam sukience zsunąć się również z piersi i już po chwili stałam przed mężem nago. Chwyciłam go za dłoń prowadząc w stronę wanny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
01-01-2026, 23:43
Domyślał się, że ma już powoli dość tego całego odpoczywania. Nie była do tego przyzwyczajona i znał to uczucie bardzo dobrze. On sam normalnie rzadko odpoczywał, chociaż docierało do niego, że im starszy się robił tym więcej tego odpoczynku potrzebował. Co prawda ledwo skończył trzydzieści jeden lat trzy miesiące temu, ale czasami odnosił wrażenie, że po przekroczeniu trzydziestki jego ciało zaczynało się męczyć dużo szybciej niż przedtem. Vivienne jednak była młoda, nie miała w zwyczaju leżeć i nic nie robić, więc rozumiał, że mogło samo to ją męczyć. Propozycja spaceru, oraz jej zapewnienie, że czuje się już lepiej miało za zadanie powolne powracanie do starego trybu dnia, nawet jeśli on miał teraz wolne.
- Hm…dwa albo trzy razy. - uśmiechnął się niewinnie - Ale z niedużych wysokości, więc to naprawdę są jedynie powierzchowne zadrapania. I tak, następnym razem będę uważał cztery razy bardziej, obiecuje. - mrugnął do niej.
Wspinał się od dziecka, zaczął właśnie od drzew, a skończył na skałkach. To był jedyny sport jaki uprawiał, nie licząc sporadycznego pływania, ale to drugie jedynie kiedy pogoda dopisywała, bo jednak nie lubił za bardzo marznąć. Dzisiejszego ranka zdecydowanie przecenił swoje możliwości. Niby się rozgrzał, niby wiedział na co go stać, ale jednak skałka go pokonała. Co prawda zamierzał się z nią zmierzyć ponownie, ale da sobie chociaż dwa dni na regeneracje sił.
- Liczę na to. - uśmiechnął się.
Czuł, że temat dziecka nie był jeszcze dla niej wygodny. Nie do końca oswoiła się jeszcze z tą myślą. Nie chciał jednak na nią naciskać. Czy tego chcieli czy nie, stało i nic już z tym nie zrobią. Cały czas doskonale pamiętał co mu powiedziała, że się boi, że nie wie czy będzie w stanie pokochać to dziecko. I chociaż on naprawdę na to liczył, to nie miał najmniejszego zamiaru na nią wpływać. To nie byłoby w porządku. Mimo wszystko kiedy teraz tak o tym wspomniał, to liczył, że jednak ich dziecko odziedziczy najlepsze cechy po ich obojgu. Razem będą je wychowywać, razem będą mieli wpływ na jego osobowość, na to jak będzie się rozwijać.
W łazience w jednej chwili zrobiło się gorąco i parująca woda z wanny nie miała z tym nic do czynienia. Trzymał ją w swoich objęciach i nawet na moment nie odrywał od niej wzroku. Nie miał pojęcia co go w tym momencie napadło, ale chciał ją mieć blisko siebie. Całkiem możliwe, że to ta cała adrenalina, która nadal krążyła w jego żyłach, ale nie chciał tego wszystkiego na to zwalać. Po prostu chciał być ze swoją żoną, mieć ją przy sobie, móc jej dotknąć, pocałować. Obserwował ją w milczeniu kiedy zsuwała z siebie koszulę nocną, a po chwili chłonął ten widok przez kilka sekund. Była piękną kobietą pod każdym względem, a on odnosił wrażenie, że odkrywa ją za każdym razem na nowo. Zsunął w końcu z siebie bieliznę, po czym ruszył za nią, by chwilę później wejść do wanny. Oparł się o ściankę, zanurzając w ciepłej wodzie, a kiedy do niego dołączyła przyciągnął ją do siebie, tak by oparła się o jego tors plecami. Odgarnął jej włosy na bok, po czym złożył delikatny pocałunek na jej ramieniu, jednocześnie jedną dłonią sunąc po jej udzie, a drugą delikatnie przesuwając po jej talii przenosząc ją na jej brzuch.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
02-01-2026, 10:32
Nagle to, że był na jakiejś wspinaczce, że się poobijał, albo to że musiałam odpoczywać, przestało mieć znaczenie. Gdybym dzisiaj wstała wcześniej i zabrała się za pracę, wbrew jego prośbie o mój odpoczynek, przegapiłabym ten moment jego kąpieli. Siedziałabym w swoim gabinecie, na pewno w pełni zadowolona z czytanej lektury, ale czy ta chwila relaksu u boku męża nie miała być dla mnie jeszcze przyjemniejsza? Ledwie kilka dni temu rozmawiałam z Primrose o tym, co dzieje się pomiędzy małżonkami. Zdradzałam jej sekrety, dzieliłam się własnymi przemyśleniami. Jak mogłam odmówić mężowi wspólnej kąpieli, gdy patrzył na mnie takim wzrokiem? Pełnym pożądania, ale i radości? Zazwyczaj byliśmy dość zajęci, pochłonięci swoimi sprawami i ostatnio częstotliwość naszych wspólnych chwil zmalała. Dzisiaj miał jednak wolne, nie szedł do pracy, mógł poświęcić mi swoją uwagę, a ja się stęskniłam. Pamiętałam co działo się w naszej sypialni tego dnia, gdy wróciłam od Primrose. Kiedy ona była już zaopiekowana, jej myśli poukładane, a ja wróciłam do swojego męża. Cały wieczór byłam gorąca od myśli krążących wokół niego. Być może wyczuł? Może zauważył jak na niego patrzę? Może dostrzegł mój rumieniec? Noc wtedy była długa i namiętna. A następnego dnia stwierdził, że weźmie parę dni urlopu, co było do niego niepodobne. I tak jak powiedział, tak zrobił.
Dreszcz przechodził po moim ciele gdy koszula nocna zsuwała się z ciała, gdy patrzył na mnie w pełnej okazałości. Lekki rumieniec na policzkach, czasami jeszcze czułam pewien wstyd, skrępowanie, ale powoli uczyłam się jak poradzić sobie z tym uczuciem, że nie jest ono niczym złym. Gdy mój mąż zanurzał swoje nogi w wodzie, ja szybkim ruchem związałam włosy i weszłam tuż po nim. Wody było zbyt dużo jak na dwie osoby i gdy tylko usiadłam, ta wylała się bokami. Ale ani ja, ani Xavier, nie przejęliśmy się tym specjalnie. Plecami oparłam się o jego tors, moje biodra stykały się z jego biodrami. Drgnęłam, czując dłoń na swoim brzuchu, złożony pocałunek na ramieniu ponownie mnie rozluźnił. Przymknęłam oczy oddając się tej chwili przyjemności.
- Jak myślisz - zapytałam cicho. - Kiedy będzie coś widać?
Nie wiedziałam czego się spodziewać. Moja matka już wiedziała, podarowała mi mnóstwo książek o rozwoju potomstwa, jednak do ani jednej jeszcze nie zajrzałam. Może by tam były odpowiedzi na moje pytania, może by wyjaśniały wątpliwości, które miałam. Ale nie mogłam ich otworzyć. Za każdym razem oglądałam jedynie okładkę, otwierałam pierwszą stronę, po czym szybko odkładałam na bok uważając, że mam ogromną ilość innych pozycji, które chciałam przeczytać bardziej. Na przykład o magii ochronnej okolic Skandynawii. Prawie skończyłam pierwszą książkę, którą dostałam. Powinnam zgłosić się po kolejne.
- Dawno nie brałeś wolnego - zauważyłam, przylegając do jego ciała bardziej. - Znów będziesz musiał potem nadrabiać zaległości, prawda?
Leniwie zataczałam ósemki na jego dłoni, która spoczywała na moim udzie. Drugą dłoń dołożyłam do tej, która gładziła moje podbrzusze. Woda była przyjemnie ciepła, zapach cudowny. Zamknęłam oczy w pełnym rozluźnieniu. Może to odpoczywanie wcale nie było takie złe?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
02-01-2026, 20:55
Coraz częściej łapał się na tym, że kiedy byli razem wszystko inne zaczynało tracić dla niego znaczenie. Coraz częściej odpływał do niej myślami wciągu dnia. Sam nie wiedział co o tym wszystkim myśleć. Kiedy ją widział uśmiech samoczynnie pojawiał się na jego ustach, a każdy moment kiedy mógł złapać ją za dłoń, wziąć w swoje objęcia i pocałować był dla niego najlepszą częścią dnia. Zaczynało do niego docierać, że doskonale zna to uczucie, że dane mu było go już doświadczyć. Sam do końca nie wierzył, że to w ogóle mogło mieć miejsce, ale w jego głowie już zakorzeniła się myśl, że uczucie, którym darzył Vivienne było czymś więcej niż tylko sympatia podyktowana obowiązkiem. Nie powiedział jeszcze tego na głos, nie przyznał się do tego jeszcze otwarcie przed samym sobą, ale wiedział, że to wszystko się działo czy tego chciał czy nie.
Po ich ostatniej nocy kilka dni wcześniej postanowił, że chce z nią spędzić więcej czasu. Ostatnio zdecydowanie pracował ciężej i wyrabiał się ze wszystkim, więc jeśli odpuści na kilka dni to nic się nie stanie. Będzie miał okazję po prostu raz, że odpocząć, a dwa, najważniejsze, spędzić z żoną więcej czasu. Zadbać o nią, być przy niej i dopilnować by się dobrze czuła. Czy to zabrać ją właśnie na spacer czy po prosu spędzić razem czas w bibliotece na wspólnym czytaniu książek czy zwykłym siedzeniu przy kominku w milczeniu. Każda forma spędzania z nią czasu mu odpowiadała.
W tym momencie jednak mieli razem wziąć kąpiel. Para rozchodziła się po łazience razem z przyjemnym zapachem olejków, które dolała do wody. To wszystko razem wzięte rozluźniło mu spięte do tej pory ramiona. Oparł delikatnie brodę o jej ramię, zarośniętym policzkiem lekko drażniąc przy tym jej polik, kiedy składał na nim delikatny pocałunek.
- Hm…pewnie gdzieś w okolicach trzeciego albo czwartego miesiąca. - powiedział spokojnie.
Co prawda nie w pełni pamiętał rozwój ciąży pierwszej żony, bardziej zapadły mu w pamięć jej humorki i dziwne zachcianki jedzeniowe. Ale teraz gdy o to zapytała przypomniał sobie, że w tamtym czasie ciąża była widoczna właśnie w okolicach czwartego miesiąca.
Przesunął dłonią po jej udzie najpierw w górę, a potem w dół, powoli kierując ją do wewnętrznej strony jej nóg. Dłoń, którą do tej pory trzymał na jej brzuchu przesunął w górę zatrzymując na jej piersi, która idealnie mieściła się w jego dłoni.
- Wszystko mam pod kontrolą więc nie będzie tego dużo. - mruknął dalej bezwstydnie wodząc dłońmi po jej ciele - Teraz chcę się skupić na mojej żonie, poświęcić jej całą swoją uwagę - dodał cicho atakując jej szyję pocałunkami, kiedy jego dłoń zjechała niżej między jej nogi - Już więcej nie dopuszczę do tego, że cię tak zaniedbałem. Co ze mnie za mąż? - owiał jej szyję oddechem delikatnie zaciskając dłoń na jej piersi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Vivienne Burke
Czarodzieje
Wiek
23
Zawód
Badaczka historii run
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
7
12
15
Brak karty postaci
03-01-2026, 10:36
Zaczęłam w głowie liczyć szybko kiedy ten trzeci lub czwarty miesiąc może wystąpić. Moja matka mówiła, że to się liczy od dnia ostatniego krwawienia, tak chyba też wspominała uzdrowicielka, więc jeżeli potrafiłam dobrze to wszystko zrozumieć, to wychodziło na to, że jestem w końcówce drugiego miesiąca. Więc jeszcze trochę czasu minie zanim my cokolwiek z Xavierem zauważymy, a co dopiero gdy zauważą to inni. Z moich ust wyrwało się ciche odetchnięcie, jakby ulgi, szybko jednak zreflektowałam się. W głowie pojawiła mi się myśl, że Xavier mógłby to źle odebrać, a ja nie chciałam psuć atmosfery, która się tu między nami utworzyła. Przechyliłam więc głowę lekko, chcąc złapać jego spojrzenie.
- Nie jestem jeszcze gotowa, aby dzielić się tą wiedzą z innymi - głos miałam spokojny, jakbym wcale się nie denerwowała. - Póki nic nie widać, to nie muszę o tym mówić. Wiemy tylko my i najbliżsi.
To chyba było całkiem racjonalne wyjaśnienie, takie, którego Xavier nie mógł podważyć. Przecież miałam prawo nie chcieć nikomu jeszcze mówić. Znał moje obawy, więc wiedział, że dzielenie się tą wieścią i wystawianie się na pytania i opinię innych mogłoby być dla mnie ciężkie. W tej chwili byliśmy tu jednak sami, tylko dla siebie, a ja starałam się rozluźnić pod wpływem jego dotyku.
A jego dotyk mnie zdziwił. Był trochę inny niż zazwyczaj, to był też pierwszy raz gdy wspólnie byliśmy w jednej wannie. Gdy oboje braliśmy kąpiel i szybko zorientowałam się, że jego dotyk na małżeńskim łóżku różni się od tego, jak jego dłoń odczuwałam pod wodą. Rumieniec wpłynął na moje policzki czując gdzie wędruje jego ręka z mojego uda, druga dłoń spoczęła na piersi, a ja nie wiedziałam na czym się skupić - dotyku, czy bzdurach, które wygadywał.
- Przecież to nieprawda - zaprotestowałam szybko, w tym samym czasie jego dłoń zacisnęła się na mojej piersi, na co odpowiedziałam cichym westchnieniem. - Jeśli jeszcze raz powiesz, że mnie zaniedbujesz, to się na ciebie… pogniewam.
Nie wiedziałam jak zareagować. Siedziałam oparta o niego w wodzie, nie widziałam jego twarzy. Mogłam czuć jedynie jego oddech na swoim karku, pocałunki, którymi obdarowywał moją skórę. Miałam ochotę jednocześnie zacisnąć uda i rozchylić je, nie wiedząc, czy jestem bardziej zdziwiona jego dotykiem czy go bardziej pragnę.
- Co robisz? - Zapytałam drżącym głosem.
Nasze noce dotychczas wyglądały trochę inaczej, oczywiście dłoń mojego męża nie raz i nie dwa kierowała się w stronę mojej kobiecości, ale nie w taki sposób. Tego nie znałam zbyt dobrze, nie wiedziałam czego mam się spodziewać, ani jak zareagować. Dreszcz przeszedł po moim ciele czując jego mocniejszy ucisk. Usta się lekko rozchyliły, a serce przyspieszyło swoją pracę. Jeszcze kilka chwil i będzie próbowało wyskoczyć z mojej klatki piersiowej. Może powinnam częściej spać do późna, by nie omijały mnie kąpiele z moim mężem?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
03-01-2026, 17:12
Chociaż miał świadomość, że jego żona jest w ciąży co wprowadziło dużo szczęścia w jego życiu, czekał również na to aby było coś wiedzieć. W tym momencie o brzemiennym stanie Vivi wiedzieli tylko najbliżsi i zostali poproszeni o to aby nikomu jeszcze o tym nie mówić. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że mimo wszystko nie jest to wygodny temat dla jego żony. Wiedział, że nadal nie do końca pogodziła się z całą tą sytuacją. Nawet jeśli chciał aby podzielała jego radość z tym wszystkim związaną nie mógł jej do tego zmusić. Sama musiała z tym się uporać, a on chciał być przy niej w tym momencie. Chciał aby wiedziała, że ma w nim oparcie i może na niego liczyć w każdym momencie. Gdy obróciła głowę w jego stronę spojrzał jej w oczy i uśmiechnął się łagodnie.
- Nic nie będzie zrobione wbrew twojej woli. - zapewnił ją - Ci, którzy wiedzą maja jasno powiedziane aby nie rozmawiali na ten temat z nikim innym. To jest nasza sprawa i nikogo więcej. - odparł spokojnie składając małego całusa na czubku jej nosa.
Sam nie do końca wiedział co w niego wstąpiło. W zasadzie nigdy wcześniej się tak nie zachowywał względem niej. Ich pożycie małżeńskie zaczęło się w Egipcie, pokazywał jej wtedy wszystko powoli, nie naciskał w żadnym aspekcie. Chciał by była w stanie poznawać swoje ciało w odpowiednim tempie by wiedziała co sprawia jej przyjemność, jednocześnie kierując jej dłonie by pokazać jej co jemu taką przyjemność stawia. Nie chciał jednak przekraczać granic, które ona by ustanowiła. Wydawało mu się jednak, że w ostatnim czasie i ona czuła się zdecydowanie o wiele pewniej podczas ich zbliżeń. Wcześniej nawet nie pomyślał aby zaprosić ją do wspólnej kąpieli nie chcąc wprowadzać ją w zakłopotanie, teraz jednak, kiedy nie odmówiła i sama poprowadziła go do wanny uznał to za dobry znak.
- W takim razie już tak nie powiem. Nie chciałbym żebyś się na mnie gniewała. - powiedział spokojnie uśmiechając się łagodnie.
Buzowało w nim w tym momencie wiele emocji. Chęć bliskości, pożądanie, uczucie, z których niedawno zdał sobie sprawę. Nie miał pojęcia czy Vivienne odwzajemniała jego uczucia. Czasami łapał ją na tym jak niego zerkała gdy przebywali razem czy chociażby przy rodzinnych posiłkach. On również nigdy nie odmawiał sobie spojrzenia w jej stronę, zachwyceniem się nad jej urodą, nad jej intelektem. Nie wiedział jednak co ona czuje względem niego. Primrose mówiła, że to w jaki sposób oboje na siebie patrzą mówi jednak, ale żadne z nich nigdy nie wypowiedziało tego na głos. Nie wiedział jak by się czuł gdyby okazało się, że uczucie jest jedynie jednostronne. Musiałby z tym żyć, ale pewnie nie byłoby to łatwe. Nie miał pojęcia jak to teraz wszystko ugryźć.
Zatrzymał dłoń prawie u celu słysząc jej pytanie. No tak, to dla niej też było nowe.
- Chcę o ciebie zadbać. - odparł cicho - Nie zrobię jednak nic czego byś nie chciała. - dodał spokojnie zabierając dłoń z jej piersi i delikatnie ujmując jej brodę w palce by na niego spojrzała.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.