• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Tawerna "Pod Mewą i Księżycem" > Sala główna
Sala główna
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-06-2025, 22:09

Sala główna
Otwarte pomieszczenie z krzywym parkietem. Stare lampy na łańcuchach bujają się od przeciągów. W kącie ulokowany jest kominek, zawsze bije z niego przytłaczająca ilość ciepła. Ściany są ciemne, o bliżej niedookreślonym kolorze, chociaż kiedyś podobno były bordowe. Krzesła wyglądają na pozbierane z różnych miejsc, czasami trudno im utrzymać pijackie tyłki spragnionych rozrywek piratów. Na suficie widnieje stara plama od wilgoci w kształcie psa albo Walii, zależy kto patrzy. Sala prawie nigdy nie jest pusta, prawie nigdy nie milczy. Pobrzmiewają tu leniwe rozmowy, czasem szafa grająca, czasem krótki i nerwowy śmiech, albo donośny krzyk stałych awanturników.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
09-11-2025, 19:24
Przyjaciele istnieli po to, by czasem zrobić słodką miksturę, podstawić pod nos i czekać, aż czar napoju zmyje smutki. Tyle że robili to na tuzin różnych sposóbów. Philippa faktycznie gotowa była zajrzeć Riven do buzi i potwierdzić, że stan uzębienia się zgadzał, bo upiorne myśli można było powybijać niepodważalnymi faktami. Przynajmniej część z nich. Czasami proste metody pomagały na dramaty urastające do rang wybrednych, absurdalnych koszmarów. Chciała, aby Thorne poczuła się lepiej, aby wygoniła ze swojej duszy ten parszywy stan, który jakimś cudem zdołał się tam ulokować na zbyt długą chwilę. Wiec kiedy sprawa tego wymagała, sięgała po zwykłą miotłę i zabierała się za robotę. Cokolwiek to było, czegokolwiek teraz młoda potrzebowała, mogła to zrobić, mogła się tym zająć: choćby i miało to oznaczać przycięcie skrzydeł i chwilowe pogorszenie nastroju. Bo widma, które nawiedzały Riven, wydawały się Philippie wyjątkowo podstępne. Nie mogła uciec od przeczucia, że wcale tak szybko sobie stąd nie pójdą. Dlatego obiecała rytuał owocowego napoju i dlatego właśnie robiła tak absurdalne rzeczy, jak wyliczanie zębów. Widziała już, jak ludzie o podobnie grząskich rozważaniach, ostatecznie lądowali na dnie Taftu – a do tego nie można było dopuścić. Nie Riven, jej nie życzyła tak nędznej śmierci. Moss nie należała do osób, które tylko gadały i czekały, aż coś zacznie dziać się samo: brała się prędko do działania i spodziewała się też efektów. Jednak zatrute myśli potrzebowały często czegoś więcej niż jednego obiecującego antidotum. Mogła być więc po prostu siostrą, przyjaciółką i powierniczką tak długo, jak tylko dziewczyna będzie tego potrzebowała.
– A ty się dziwisz, jakbyś mnie nie znała. Skoro coś się nie zgadza, to trzeba to sprawdzić. Szkoda czasu na obawy –
odpowiedziała jakże żywo.
Niemal namacalnie na swoich barkach odczuwała udręki towarzyszki. Znała ją zbyt dobrze, by nie zauważyć drastycznej różnicy w nastroju, zbyt dobrze, by po prostu machnąć na to ścierą i iść dalej do swojego świata. Czasem jako przyjaciel musiałeś się zatrzymać na dłużej i zostać, upewnić się, sprawdzić. To była właśnie jedna z tych chwil. Zaalarmowana intuicja, nietypowe wyznanie i pogłębiający się marazm, których nie dało się tak po prostu zignorować.
– Idź, idź, zrobię ci, co zechcesz, skarbie – obiecała, odprowadzając ją okiem aż do kuchennych drzwi. Tak bardzo chciała uwierzyć, że jej to pomoże, ale pamiętała, jak ją zadręczały całymi miesiącami myśli równie niepokojące. Niektóre sprawy potrzebowały znacznie więcej czasu. Nie zamierzała jej poganiać. Zamierzała się o nią zatroszczyć i w najbliższym czasie obserwować dokładnie.


zt x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
18-01-2026, 22:57
26 kwietnia 1962
Przez ostatnie parę lat podróże do Cardiff były stałym elementem jego życia. Znał tę rutynę i przynosiła mu ona złudne poczucie stabilności. Schemat był zawsze ten sam: dostać się do Bristolu, w kociej postaci zakraść się na prom, skitrać się gdzieś w bebechach łajby i przeczekać te dwie godziny drzemiąc sobie w jakimś spokojnym zakątku. Zdecydowanie bardziej wolał tę metodę niż jakąkolwiek inną alternatywę.
W Cardiff trasę z nabrzeża do "Mewy i Księżyca" znał już wręcz na pamięć, choć z oczywistych względów nie próbował jeszcze tej sztuczki. Piękne dzięki, wolał nie być zdeptany lub skopany, jak to ze zwierzakami ulicznymi często bywało. Potem tylko wystarczyło zajrzeć w pewien ustronny zaułek, a następnie zawitać w znajome, przyjazne progi. Tak to już było, ze mu się to miasto bardzo dobrze kojarzyło: nie ważne ile razy skończył to w obitą mordą, czy w jakichś innych tarapatach. Zawsze spadał tu na cztery łapy. No i biznes dobrze się kręcił.
Pierwszy raz od prawie dwóch miesięcy Fintan miał w końcu pohandlować bez tego głupiego procentu, który musiał doliczać od czasu wpadki u Erniego. Oj nie, tym razem handlował znów po starej stawce, co znaczyło, że mógł zachować dla siebie więcej niż przez ostatnie tygodnie.
Był dziś w wyśmienitym humorze, którego jedyną skazę stanowiła zagadkowa dość mina Willow, gdy oznajmiał jej, że musi na parę dni wyjechać i pozałatwiać sprawy w Cardiff, połapać się dorywczej roboty, bo tam zawsze coś się dla niego po znajomości znalazło. Wyglądała trochę tak, jakby była czymś zawiedziona. Oczywiście nie tym, że miał pracować, bo z tego zawsze wdawała się cieszyć. Nie, tym razem chodziło o coś innego. Cóż, zapyta ją jak wróci, bo przed wyjściem za bardzo się spieszył, by drążyć temat: w końcu miał transport do złapania.
Teraz jednak wszedł do tawerny w dość lekkim nastroju, i od razu skierował swoje kroki ku barowi, gdzie energicznie wskoczył na swój zwyczajowy stołek — podpisał go kiedyś nawet od spodu — zamiatając za sobą płaszczem.
— Hejka, Riven. Jak tam, dobrze czy nie dobrze? I co smacznego dziś macie w garze? — zagaił krzątającą się za ladą znajomą barmankę, wychylając się trochę by zza jej ramienia zapuścić żurawia w przejście prowadzące do kuchni. Ta, jakby miał w ten sposób zawyrokować, co też dziś serwują.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
20-01-2026, 17:14
Dzień jak co dzień, nic szczególnego się nie działo, apogeum gości miał się dopiero pojawić więc spokojnie stałam sobie za barem i przygotowywałam szkło na dzisiejszy wieczór. Miałam sporo czasu, nigdzie mi się nie spieszyło i wręcz czekałam w końcu na jakieś sensowne zajęcie wiedząc, że i tak do domu mi się nie spieszyło. Nikt na mnie nie czekał, pokój świecił pustką, a ja zauważyłam, że bardzo szybko przyzwyczaiłam się do towarzystwa. Nawet jeśli było ono tylko wieczorem lub nad ranem. Musiałam się przyzwyczaić do takiego trybu życia, więc nie narzekając skupiłam się po prostu na tym co umiałam najlepiej - obsłudze gości. Podawałam piwo i jedzenie, czasem zajęłam kogoś rozmową, innym razem zabawiałam marynarzy tańcem czy śpiewem, albo tak jak teraz, polerowałam kufle. Mogłam machnąć ręką i ścierka sama by to za mnie zrobiła, ale jednak zdecydowanie dokładniej było kiedy sama je przetarłam. Przecież mi się nie spieszyło.
W drzwiach tawerny pojawiła się znajoma twarz, którą powitałam uśmiechem. Fintan usiadł na swoim ulubionym stoliku przy barze, tego którego zawsze zajmował i przesunęłam się bardziej w jego stronę, aby lepiej go słyszeć i samej nie musząc mówić zbyt głośno.
- Cześć, Fintan - powitałam go, odkładając kufel i biorąc kolejny. - Tutaj dobrze, a tam? - Podążyłam wzrokiem za jego spojrzeniem. - Głodny?
Musiałam się przez chwilę mocno zastanowić co też dzisiaj serwowaliśmy. Ułożyłam usta w dzióbek, jak to miałam w zwyczaju, by po chwili zerknąć ponownie znajomego i uśmiechnąć się szeroko.
- Dzisiaj jest zupa gulaszowa na wołowinie z warzywami i duszona wołowina z ziemniakami i cebulą. Takie wiesz, jednogarnkowe - pokiwałam głową, jakby to miało potwierdzić moje słowa. - Co byś zjadł?
Tawerna, jak sama nazwa wskazywała, to nie były tylko alkohole. Można też było tutaj całkiem nieźle zjeść i ciotka Boyle o to dbała. Dlatego mogłam też chłopakowi coś smacznego zapodać. Moje pytanie o to czy był głodny było raczej retoryczne, po samym jego zachowaniu mogłam stwierdzić, że zdecydowanie był głodny. I to bardzo.
- Swoją drogą, co cię do nas dzisiaj sprowadza? Interesy jakieś ciekawe? - Tym razem to ja się nachyliłam w jego stronę, jakbym oczekiwała wyznania jakiś super sekretów. Chociaż tak naprawdę nie spodziewałam się, że cokolwiek się dowiem.
Lubiłam jak Fintan się u nas pojawiał. Zawsze się wtedy coś ciekawego działo, coś nowego, coś innego. Był stałym bywalcem, chociaż nie bywał zbyt często. Nic dziwnego, mieszkał daleko stąd. Miło jednak, że to tawerna była jego głównym kierunkiem kiedy pojawiał się w okolicy. Chłopaka znałam jeszcze z Hogwartu, jednak wtedy nie powiedziałabym, żebyśmy znali się zbyt dobrze. Był starszy i trochę bardziej cichy niż inni, ale zdecydowanie skory do obicia mordy jakiemuś Ślizgonowi. Byliśmy znajomymi, ale to tutaj nasza znajomość się rozwinęła.
- A coś do picia chcesz? - Zapytałam jeszcze, nim wzięłam od niego zamówienie i zniknęłam w kuchni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
25-01-2026, 20:09
Uśmiechnął się tym uśmiechem, który podkreślał resztki chłopięcości w jego rysach twarzy, tym, który malował bardziej niewinny obraz niż Farley sobą rzeczywiście przedstawiał. Uśmiech ten był trochę jak polisa ubezpieczeniowa, którą wyciągał w dogodnych momentach licząc na to, że o ile nic nie jest w stanie nim zyskać, to przynajmniej nic też dzięki niemu nie straci.
— A w porządku, o tyle o ile — wzruszył ramionami, lecz nim zagłębił się w dalsze opowieści to zastrzygł uszami na menu przedstawiane przez barmankę. — Ale jakby znalazła się porcja tej duszonej wołowiny z ziemniakami i cebulą to powiem, że jest dobrze — wyszczerzył się. Zawsze jak go tu przywiewało to przychodził o pustym żołądku, bo przestępstwem byłoby być najedzonym gdy serwowano tu takie jednogarnkowe specjały. Czasem płacił barterem, wymieniając swoje umiejętności na pełny żołądek, ale dziś nawet coś mu jeszcze dzwoniło w kieszeniach, więc każde z nich powinno być tym usatysfakcjonowane.
Na pytanie o interesy wzruszył ramionami.
— Wiesz, jak zwykle. Dobrze mi tu, na nudę nie narzekam, także pewnie pokręcę się dzień, może kilka, dopóki mi kieszenie nie opustoszeją — puścił do niej w tym momencie oko, tak idealnie w chwili, w której wspomniał o kieszeniach. Miał w Cardiff wielu klientów, a Riven czasem się do nich zaliczała. Do niczego jej nigdy oczywiście nie namawiał: on tylko oferował wybór, a jakie decyzje podejmowali inni to już starał się, żeby nie było zmartwieniem jego sumienia.
To, jak mu to bycie obojętnym wychodziło to już była inna kwestia.
— Jak jest kompot to chętnie, jak nie jest to wystarczy woda — odparł, patrząc jak Riven znika na chwilę na zapleczu.
Rozejrzał się wtedy po tawernie, lustrując uważnie dzisiejszą klientelę. Na pierwszy rzut oka nikt nie wydawał się być chętny do rozrób, ale z portowymi pijaczkami to różnie bywało. Może i było jeszcze relatywnie wcześnie, ledwo południe, ale Farley wolał mieć się na baczności.
Bo szkoda by było, jakby coś mu popsuło tak dobry dzień.
Kiedy czarownica wróciła z jego zamówieniem, uśmiechnął się szeroko i wyciągnął ze schowanej za pazuchą sakiewki należność za obiad, którą obwieszczała tabliczka za szynkwasem.
— Dzisiaj nie będę cwaniakował — skreślił palcem krzyżyk na sercu, odbierając od niej obiad. Zaciągnął się aromatyczną wonią dania, czując, jak burczy mu w brzuchu. Powstrzymywanie się przed tym, by nie rzucić się na jedzenie od razu wymagało od niego naprawdę sporo. Dlatego z doprawdy gargantuicznym wysiłkiem zmusił się do wzięcia do ręki widelca i porozgniatania trochę ziemniaków, żeby szybciej stygły i wchłonęły trochę sosu, który zebrał się na dnie miski.
— W Londynie jest ostatnio trochę dziwnie, od tego zaprzysiężenia Leacha znaczy się — przyznał, dalej drobiąc ziemniaki i zerkając na Riven. — Wszyscy wydają się jacyś tacy nerwowi, częściej widać mundurowych na ulicy, jakby Grindelwald miał wyskoczyć nagle zza najbliższego budynku — przyznał ściszonym głosem, a przez myśl przemknęło mu też, że tak właściwie to z własnej woli widywał taką jedną policjantkę prawie że codziennie. — Trochę irytujące, trzeba strasznie kombinować. A jak u was? — zagaił, próbując zjeść trochę mięsa bez poparzenia sobie przy okazji języka.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
04-02-2026, 17:59
Odwzajemniłam jego uśmiech, chociaż wiedziałam, że nie jest on bezinteresowny. Wyglądał jak niewinny chłopiec, chociaż w rzeczywistości Fintan wcale taki niewinny nie był. Swoje za uszami miał, jak prawie każdy. Inni mniej, inni więcej, ale chyba każdy kto chociaż raz postawił swoją stopę w tawernie nie mógł szczycić się nieskazitelną opinią. Absolutnie bym w to nigdy nie uwierzyła.
- No to jeżeli jest dobrze z wołowinką, to zobaczę co da się załatwić - puściłam mu oczko.
Nim jednak zniknęłam w kuchni wymieniliśmy parę zdań. Dobrze wiedziałam co go do Cardiff sprowadzało, więc głównie zapytałam z grzeczności jak mu się wiedzie. Kieszenie miał pełne, inaczej by się tu nie zapuszczał. Może czasem zgarnął inną pracę, bardziej tradycyjną, ale Farley należał przede wszystkim do handlarzy. Specyficznych handlarzy, a ja czasem również zaglądałam do jego kieszeni. I broniłam jego dupę gdy ktoś o niego pytał.
- A co tam w twoich kieszeniach dzwoni dzisiaj? - Zagadnęłam. - Zaraz mi opowiesz. Sprawdzę czy jest kompot - kiwnęłam głową znikając w kuchni.
Porcja na talerzu Fintana prezentowała się cudownie. Wyglądała niezwykle smakowicie, pachniało tak, że kilka głów odwróciło się w stronę baru poruszając płatkami nosa wciągając przyjemny zapach potrawki. Nawet mi ślinka pociekła, chociaż wiedziałam, że na moją porcję muszę jeszcze chwilę zapracować. Z pewnością dostanę, nie ominie mnie taka wyżerka. Ale nie teraz. Tuż przed nim postawiłam też szklankę z kompotem owocowym. Ucieszył mnie jego zadowolony wyraz twarzy oraz to z jaką chęcią zabrał się za spożywanie posiłku. Uniosłam wysoko brwi patrząc jak obiecywał braku cwaniakowania, a na blacie położył należność za obiad. Sięgnęłam po monety chowając je w odpowiednie miejsce.
- Byłam tam - odparłam na jego stwierdzenia o Londynie, opierając się ramionami o blat baru. - To było… ciekawe przedstawienie. Ten nowy minister, obecność profesora Dumbledora no i… Grindelwald - głos mi zadrżał, mógł brzmieć jak strach, dla mnie był drżeniem ekscytacji. - Magipolicja i aurorzy nie zrobili nic. Nic. Rozumiesz to? Stali równie zszokowani jak połowa widzów tego teatrzyku.
Gdy zapytał jak tam u nas lekko przechyliłam głowę w zastanowieniu. Nim zdążyłam odpowiedzieć przy barze pojawił się mężczyzna chcący zamówić jeszcze jeden kufel piwa. Zostawiłam więc rozmowę z kolegą na później, nie będę rozmawiać o tak delikatnych sprawach przy obcych. Wszak nie wiedziałam jakie mają poglądy i nastawienie. Dopiero gdy sobie poszedł zwróciłam się ponownie do Fintana.
- Chyba na razie spokój, do Cardiff jeszcze nie dotarło. Chyba nie spodziewają się pojawienia Grindelwalda tutaj. No bo po co miałby pojawiać się w takim miejscu? - Wzruszyłam lekko ramionami.
Prawda była taka, że to stąd było najwięcej Akolitów jakich dotychczas poznałam. Mieliśmy przecież małe spotkanie, dostrzegłam twarze ludzi przewijających się przez to miasto, duża część to byli moi znajomi i przyjaciele. Jeżeli Grindelwald by miał się pojawić, to może właśnie tu? Więc to dobrze, że nikt nie zwracał uwagę na Cardiff. I oby to trwało jak najdłużej.
- Jak myślisz? Wiedzieli, że on się pojawi? W sensie Grindelwald - pochyliłam się nad blatem i ściszyłam głos. - Bo według mnie nie, byli zbyt zszokowani. I myślę, że reputacja Ministerstwa mocno na tym ucierpiała.
Kącik ust uniósł mi się ku górze, a po chwili sięgnęłam po pusty kufel, który zaczęłam przecierać szmatką.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
08-02-2026, 00:03
Musiał przyznać, że wizja dzisiejszego posiłku w tawernie napawała go wręcz ekscytacją. Było coś takiego w daniach serwowanych przez ekipę "Mewy i Księżyca", że szły one nie tylko prosto do żołądka, ale i do serca. Dlatego zwykle tak ochoczo oferował siez rewanżem, bo nawet jeżeli nie zawsze miał jak zapłacić za jedzenie w gotówce, to na szczęście zawsze pozostawał też barter.
— A, wiesz, coś co ładnie lśni jak luna wśród nocnego mroku, ale o tym możemy pogadać jak pójdziemy na dymka — niezbyt głośno odpowiedział nim odwróciła się i ruszyła na zaplecze, machając ręką: tak, jakby mówił od niechcenia o czymś trywialnym, o czym nawet nie warto było słuchać. Wrzucając jednak w zdanie odpowiednie słowa klucze przekazywał Riven zawoalowaną odpowiedź na jej pytanie dotyczące tego, co dało się u niego dziś nabyć.
Jakby mógł, to najchętniej nigdy więcej by lunacyny na oczy nie widział, ale nie miał tak naprawdę wyboru co do tego, jaki towar dostawał od swojego szefa.
Gdy miska i szklanka z kompotem stanęły przed nim to w tamtej chwili Farleyowi nie było wiele więcej potrzeba do szczęścia. Ot, gdy nie miało się praktycznie niczego, to doceniało się nawet te najdrobniejsze rzeczy jak sycący, ciepły posiłek.
Finn nachylił się bliżej Riven, jednocześnie uważnie słuchając co do niego mówi, a zarazem jedząc swój dzisiejszy obiad tak, by się nim nie poparzyć.
— Poczułem się taki malutki będąc w tym samym miejscu co oni — stwierdził między jednym a drugim kęsem, a w jego twarzy i głosie odbijał się faktycznie cień pewnego rodzaju onieśmielenia. Widział nie tylko Dumbledore'a, który pozostawał dla Fintana bardzo szanowaną personą — w końcu żaden nauczyciel nigdy aż tak do niego nie trafił — ale także samego Ministra Magii, no i jednego z najgroźniejszych czarodziejów na świecie, jeżeli nawet nie najgroźniejszego.
— Nie no — wtrącił, gdy zaczęła komentować poczynania stróżów prawa. — Na tyłach policja całkiem sprawnie zarządzała ewakuacją. A jestem ostatnim do jakiegokolwiek chwalenia mundurowych, więc to już coś znaczy — podkreślił swoje słowa ruchem widelcem w powietrzu, zaraz rozglądając się pospiesznie na boki, czy aby ich konwersacja nie zwraca na siebie za dużo uwagi. Jak na razie wydawało się jednak, że nikt się nimi nie interesuje.
— Ale dobrze, że u was spokojnie. A przynajmniej na razie — zasępił się. — Bo jak się zacznie, a to, że coś się zacznie po takim pokazie jest wręcz pewne jak amen w pacierzu, to pewnie wszędzie. A już na pewno w większych miastach — zawyrokował niczym najprawdziwszy jasnowidz. I mimo tego, że wizja ta była dość pesymistyczna, to Farley nie nazwałby się czarnowidzem. Nie, najgorsze w tym wszystkim było właśnie to, że najprawdopodobniej miał rację.
— No Grindelwald wystrychnął Ministerstwo na dudka, już im się przecież solidnie oberwało z każdej strony. Nie wiem co on tam zrobił, ale że nawet Dumbledore nie był w stanie nic... — pokręcił głową. — Kurwa, i to akurat jak w końcu pojawił się minister, który może coś zmieni na lepsze dla takich jak ja — spojrzał na Riven z mieszaniną złości i smutku, po czym wrócił do grzebania w wołowinie. Chwilowo jego apetyt nieco zmalał, bo coś zaczynało go dziwnie ściskać w przełyku.
Po raz pierwszy w całym swoim życiu Farley naprawdę zaczął poświęcać uwagę polityce. W końcu miał wrażenie, że może choć trochę utożsamiać się z kimś w magicznym rządzie. Leach też przecież pochodził z mugolskiego świata, to musiało coś znaczyć, prawda?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
15-02-2026, 12:11
Szyfr został odczytany, na moich ustach zagościł delikatny uśmiech. W normalnej sytuacji zaproponowałabym mu po posiłku pójście na tego dymka, ale problem był jeden - pustki w mojej kieszeni. Te dwa miesiące zapowiadały się zdecydowanie ciężko, już to czułam. Musiałam więc się obejść smakiem jeśli chodziło o zakupy, a poza tym miałam jeszcze zapas dymorośli i mroczników. Na razie nie miałam ani czasu ani sposobności by po zapasy ruszyć. Jak będę miała pustki to wiem, że wystarczy poczekać na przyjazd Fintana i na spokojnie je uzupełnię. Kiwnęłam lekko głową.
- Zaprosiłabym cię na dymka, ale niestety jestem spłukana i nawet fajki mi się skończyły - uśmiechnęłam się wywracając lekko oczami. - Następnym razem?
Ucięłam też tym samym ten temat, lepiej nie ryzykować, że ktoś się domyśli co też mój kolega miał na myśli. Co prawda nie było dzisiaj zbyt dużo klientów, nie o tej godzinie, a i nie podejrzewałam ich o podsłuchiwanie czy nadmierną domyślność, lepiej jednak nie kusić losu. Ja o tym wiedziałam i Fintan też skoro ułożył to w tak ładną i zgrabną odpowiedź.
Szybko nasze myśli zostały zajęte przez wspominanie przedstawienia, które na początku marca odbyło się w Londynie. Nie widziałam Fintana na miejscu, a może po prostu staliśmy w dwóch różnych grupach tłumu i najzwyczajniej w świecie się minęliśmy? Nie było to specjalnie ważne. Ważniejsze było to, że chociaż Farleya znałam całkiem dobrze, to musiałam uważać na to co mówię. Już zdążyłam wyczuć, że jego spostrzeżenia na temat tego wydarzenia, chociaż z jednej strony podobne do moich, to równocześnie jakże dalekie. Uśmiechnęłam się lekko i kiwnęłam głową.
- Ja również - odparłam.
Chociaż ja miałam na myśli głównie obecność Grindelwalda. To jak mówił do ludzi, jakich argumentów używał, jaki ślad zostawił po sobie na moich dłoniach. Jaka szkoda, że tak szybko zniknęły. Gdy jednak przypomniałam sobie całą tę sytuację od razu poczułam piekący znak insygniów na skórze.
- Tak? - Zapytałam zdziwiona. - Ja stałam bardziej z przodu, może dlatego. Ale wiesz, ewakuacja jedno, ale pozwolili mu uciec - wzruszyłam lekko ramionami. - Dumbledore się nawet nie ruszył - ułożyłam usta w dzióbek słuchając jego czarnowidztwa. - No cóż, jak się zacznie, to wtedy będziemy się martwić. Póki co, przynajmniej w Cardiff, nic się nie dzieje. Wiesz, jeśli będą za bardzo ci naciskać na odcisk w tym Londynie, to tu jesteś zawsze mile widziany.
Uśmiechnęłam się do niego szeroko całkiem zadowolona ze swojego przebłysku dobroci i ładnych słów, które udało mi się ułożyć w kontekście zbliżających się trudniejszych czasów. Chociaż, dużo zależało od tego po której stronie barykady będzie się stało. Przygryzłam delikatnie dolną wargę.
- Jak już mowa o Dumbledorze - ściszyłam głos, nachylając się lekko nad barem. - Myślisz, że to co mówił Grindelwald to prawda? O tym, że dyrektor maczał palce w wyborze nowego ministra? Że to jego marionetka? Przyznam szczerze - pokręciłam lekko głową - że w ogóle mi się to nie podoba. W sensie, Dumbledore powinien skupić się na prowadzeniu szkoły, a nie maczaniu palców w polityce.
W samą porę skończyłam mówić i całe szczęście, że mówiłam to ściszonym głosem, ponieważ pojawił się przy barze jeden z klientów chcąc zamówić trunek. Wymieniłam spojrzenia z Fintanem i ruszyłam do obsługi, całą swoją uwagę przekierowując na mężczyznę. W ciągu kilku chwil zdążyłam się dowiedzieć, że był marynarzem, jutro ich statek odpływa więc dzisiaj się chciał napić jeszcze porządnego piwa, nim wyruszy w długi rejs. Nalałam mu więc najlepsze piwo jakie miałam za barem, a gdy odszedł w stronę swojego stolika wróciłam do Farleya.
- Chcesz dokładkę? - Zapytałam, spoglądając na jego pustoszejący talerz.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
18-02-2026, 00:06
Fintan zacmokał cicho, kręcąc głową, choć błysk w jego oku zdradzał, że dobrze bawił się z tą grą słowną.
— Kurczę, poczęstowałbym, ale chyba nie mam czym. To zobaczymy, może przy następnej okazji — dodał, puszczając do Riven oko. To, że wracał regularnie do Cardiff było niczym fakt, że codziennie na wschodzie wstawało słońce, a zachodziło na zachodzie — więc jak nie dziś, to jeszcze będą mieli szanse.
O ile oczywiście wcześniej świat się nie skończy, lub nie wydarzy się żaden inny katastrofalny w skutkach wypadek, a w aktualnej sytuacji Fintan coraz częściej zaczynał zastanawiać się, czy dosłownie jedna rzecz nie dzieli ich wszystkich od spektakularnego wywrócenia ich żyć do góry nogami. Bo zapowiedź już się poniekąd pojawiła, że coś ma się zmienić.
— Mhm, na tyłach działali naprawdę zaskakująco kompetentnie — potwierdził między kęsami coraz prędzej znikającej potrawki. Ściągnął trochę brwi na jej uwagę o Dumbledorze, jednak ostatecznie przechylił głowę i skinął ramieniem, przyznając jej rację. Owszem, Dumbledore niczego nie zrobił i było to zastanawiające. Może też był zaskoczony, jak oni wszyscy? Żałował, że nie był bliżej, bo wtedy wiedziałby dokładniej co się tam wydarzyło. A tak? Musiał ufać relacji kogoś innego.
Uśmiechnął się jednak poczciwie na zapewnienie Riven, bo było to miłe: świadomość, że jeżeli byłoby źle, to miałby gdzie się podziać. Czy skorzystałby z tego — bardzo trudno stwierdzić. Normalnie by uciekał, to mu przecież od lat wychodziło najlepiej. Ostatnio jednak pewien czynnik bardzo rudowłosy i piegowaty, zaczynał wprawiać Farleya w poczucie, że coś się w nim zmieniało i sam siebie przestawał dobrze znać. Były to jednak myśli całkiem przerażające, zwłaszcza dla kogoś, kto latami mógł polegać tylko na jednej osobie: nim samym. Co się stanie, gdy i tego zaufania mu zabraknie?
— Dzięki, Riven. Myślę, że jakoś sobie poradzę, ale jakby co to zostało to odnotowane, już jest przyklepane, nie wykręcisz się jak przybiegnę tu z podkulonym ogonem. Będziecie skazane na oglądanie tu mojej twarzy i korzystanie z moich usług złotej rączki — przyłożył sobie dłoń do czoła, jakby był to okropny dramat, ale ton jego głosu i wyraz twarzy mówiły, że świetnie się bawił. I że naprawdę był wdzięczny, bo choć łobuz, to był to chłopak o złotym sercu.
Zaraz jednak spoważniał, nachylając się trochę bardziej w stronę Riven. Ściągnął mocno brwi, bo jej pytanie było trudne. Na całe szczęście właśnie wtedy dobaru postanowił podejść inny klient, więc Fintan zyskał chwilę na zastanowienie się nad obiadem.
Popijając kompot obserwował marynarza rozmawiającego z Riven, zerknął też po wnętrzu tawerny i pozostałych obecnych. Był ciekaw, jakie oni mieliby zdanie na ten temat? Jaka była szersza opinia publiczna, wykraczająca poza niego i czarownicę za barem? Chciałby wiedzieć, chciałby mieć odpowiedzi, które jemu samemu przychodziły z trudem.
— A wiesz, chyba dziś podziękuję, nie jestem aż tak głody — odpowiedział na jej pytanie, kątem oka obserwując oddalającego się z kuflem marynarza. Jak tylko tamten wrócił na miejsce, Fintan niby od niechcenia oparł się o blat, tym samym znajdując się trochę bliżej czarownicy, by zapewnić nieco więcej prywatności ich rozmowie.
— Wiesz co, ja się słabo znam na polityce — zaczął cicho — i nie wiem, czy Dumbledore powinien w niej siedzieć, czy nie. Nie wiem, jaki miał wpływ na wybór ministra. I nie wiem, jakim ministrem będzie Leach — ciągnął dalej. — Ale jestem chodzącym przykładem tego, że do tej pory nie dla wszystkich ten nasz system działał i Hogwart, w tym też Dumbledore, zapewniał mi jakąś stabilność w życiu. A po szkole? Próbowałem wrócić do mugolskiego świata, bo magiczny nic mi nie mógł zaoferować. Nie wyszło. Wróciłem do magicznego świata. I co? I dalej jest chujowo. Więc może teraz coś się w końcu zmieni, bo pojawił się ktoś z inną perspektywą. Z dziećmi Dumbledorowi ufamy, i się sprawdza, więc nawet jeżeli poparł Leacha, to dlaczego nie mielibyśmy mu zaufać i w tej kwestii? — zapytał, wyczekująco spoglądając na Riven.
Może to był naiwne z jego strony, może to było bardzo proste myślenie. Ale dla niego miało sens, i chciał podejść do tego tematu z otwartą głową. Mógłby powiedzieć więcej, bo cisnęło mu się na usta, że ufał w to, co robił Dumbledore, bo bez niego FIntan byłby już dawno martwy. Ale to nie były słowa, na które Fintan był gotowy. I nie wiedział, czy kiedykolwiek będzie, bo równałoby się to dla niego z przyznaniem, że miał u dyrektora Hogwartu dług, który był wręcz niemożliwy do spłacenia.
A Fintan okropnie nie cierpiał być komuś dłużny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
24
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
18-02-2026, 08:57
Roześmiałam się ciepło słysząc to zapewnienie, że się od niego nie uwolnimy kiedy tu wpadnie się ukrywać i będziemy musiały go znosić i jego naprawy wykonywane w tawernie. Zamyśliłam się na chwilę, specjalnie przyjmując teatralną pozę, a potem spojrzałam na niego z szerokim uśmiechem bujając się na stopach w przód i w tył.
- To się dobrze składa - zaczęłam radośnie. - Przecieka nam kran w kuchni i o ile jesteśmy w stanie to na chwilę naprawić, tak wymagać to będzie chyba większego zaangażowania. Możesz później spojrzeć w wolnej chwili?
Skoro już się tak oferuje z tymi swoimi usługami, no to kim ja jestem by je odrzucić. Bardzo sobie chwaliłyśmy z Philippą wszystkie naprawy jakie u nas chłopak wykonał, a i ciotka spoglądała na niego łaskawym okiem widząc, że się przydaje. Myśle, że nie miałaby nic przeciwko, aby takiego kogoś mieć na miejscu.
Gdy zmieniliśmy temat i zeszliśmy na to co działo się podczas zaprzysiężenia, to już nie było tak wesoło. To był poważny temat, więc śmiechy i chranie się nie było na miejscu. Rozmowę na chwilę przerwał nam jeden z klientów, a kiedy wróciłam do Fintana widziałam jak zerka czy gość odsunął się od nas już na tyle daleko, aby faktycznie nie mógł usłyszeć tego o czym rozmawiamy. Czasami zagadywałam gości, chciałam się od nich czegoś dowiedzieć. Co myślą, co czują w związku z tą sytuacją. Ale mało kto z portu faktycznie specjalnie ruszył do Anglii, do Londynu, aby to wszystko zobaczyć. Części się nie chciało, część była po prostu na morzu i nie mieli jak. Głównie opierali się na zapiskach w gazetach i tym co usłyszeli gdzieś podczas rozmów na ulicy. Temat żył, temu nie mogłam zaprzeczyć, jednak wszyscy byli bardzo ostrożni w wygłaszaniu swoich poglądów. Ja też musiałam być ostrożna, natomiast Fintan zdecydowanie mówił o zaufaniu do Dumbledore'a. Kiwnęłam mu lekko głową.
- Też się słabo znam na polityce, ale wiem jedno - przechyliłam głowę. - Ministerstwo nigdy nie zrobiło nic co by naszą sytuację poprawiło, zasiadają tam same bogate głowy, które dbają tylko o swoje korytko. Jakim cudem wybrali takiego Ministra? Myślisz, że sami na to wpadli? Ktoś musiał im w tym pomóc. Może to Dumbledore? Co jeśli, no wiesz, będzie miał z tego jakąś swoją korzyść? Nie wiem jaką, to wszystko mi śmierdzi. A jeśli nie Dumbledore, to kto? A co jeśli Leach to jakiś pionek? - zaczęłam teoretyzować. - Mi to po prostu cuchnie Fintan i nie wierzę w tę dobrą zmianę. Bo po co mieliby to robić?
Naprawdę byłam sceptycznie nastawiona. To co się wydarzyło było bardzo dziwne. Wiedziałam, że Ministerstwo to krąg ludzi, którzy nie dopuszczają do siebie obcych. Ze słyszenia to wiedziałam, bo w życiu nie miałam doczynienia z nikim wysoko postawionym. I nagle wybierają kogoś, kto stoi za mugolakami i mugolami?
- Byłam na tym zaprzysiężeniu, widziałam miny tych wszystkich bogatych ludzi, którzy tam stali z przodu. Wszystkie wygięte w grymasie ukrytym pod przyjaznym uśmiechem - prychnęłam. - Nie wiem, Fintan, może ja szukam dziury w całym tam gdzie jej nie ma. Ale wiesz, nie chcę się cieszyć za szybko, a potem się rozczarować. Tobie też dobrze radzę.
Pokiwałam głową i westchnęłam ciężko. Machnęłam różdżką układając rząd czystych kufli i przygotowując się, że jeszcze trochę i pojawi się tu grupa chłonnych piwa i jedzenia mężczyzn i podróżnych. Przygotowywałam więc wszystko na ich pojawienie się, miotła poszła w ruch i paroma ruchami wymiotła nagromadzone od rana paprochy na podłodze, a krzesła które jeszcze nie zostały ściągnięte ze stolików w głębi tawerny wylądowały na czterech nogach na podłodze.
- Naprawdę myślisz, że może się coś zmienić? - Spojrzałam na niego unosząc brew ku górze. - A to co mówił Grindelwald... Słuchałeś dokładnie? - Zagadnęłam, nalewając sobie coś do picia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#20
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
18-02-2026, 23:53
Fintan zaśmiał się cicho, przeżuwając i patrząc jak tak buja się na sopach niczym ptaszyna na gałęzi, i pokręcił głową w rozbawieniu.
— Ano spojrzę na ten wasz kran — zgodził się, bo nie do końca potrafił odmawiać dziewczynom z Mewy i Księżyca. Były dla niego dobre, więc on też starał się być dobry dla nich; starał się być przydatnym na tyle, na ile potrafił. Tak już tu było, przysługa za przysługę, a jak sprzyjała ci odrobina szczęścia, to inni z czasem mieli u ciebie dług, który można było odebrać w dogodnym momencie. Fintan lubił mieć plany B i C, a Cardiff było jedną z jego solidniejszych opcji w razie gdyby coś, albo ktoś, zmusiło go do opuszczenia Londynu. Nie zamierzał tego w żadnym wypadku teraz zaprzepaścić.
Co prawda rozmowa o polityce mogła być pewnym przeciwieństwem tej postawy, ale wierzył, że w razie czego są w stanie z Riven zgodzić się z tym, że się nie zgadzają.
— No hurra-optymizmu też u mnie nie doświadczysz, jeszcze się całego swojego zwątpienia w system nie wyzbyłem — odparł z łagodnym uśmiechem, zagarniając rozgniecione ziemniaki na jedno miejsce talerza. — Ale nawet wśród tych bogoli i błękitnokrwistych — ostatnie słowo wymówił z lekką drwiną w głosie, jakby brał cały koncept czystości krwi za żart — znajdą się naprawdę dobrzy i porządni ludzie, którzy myślą o czymś więcej niż tylko własne interesy — powiedział, po czym zamyślił się na moment, po czym skrzywił się lekko. — Jezu, nie myślałem, że kiedyś coś takiego powiem. Ale, wracając, to tak — skwitował, po czym zrobił krótką przerwę na przeżucie końcówki posiłku, popijając kompotem. — I szczerze, zawsze i wszędzie są układy i układziki, i nawet jeżeli Dumbledore coś namieszał i coś na tym zyska, to jeżeli zyskam też na tym ja, i ty, i jeszcze inni którzy wcześniej byli przez polityków zlewani ciepłym moczem, to chyba w porządku, nie? — zapytał trochę retorycznie, a jego oportunistyczne podejście do życia błyszczało w tym stwierdzeniu w pełni.
Obserwował jak Riven zaczęła szykować salę na zbliżający się większy ruch, w dłoniach obracając szklanicę z kompotem, na której dnie wirowały niespiesznie owocowe fusy. Uniósł wyżej brew na jej pytanie, zerkając na czarownicę z wymalowanym na twarzy zamyśleniem.
— Ja... słyszałem — pokiwał głową, wyraźnie ważąc słowa. — Wszystko słyszałem. I nie wiem. Nie wydaje ci się, że te jego słowa o zjednoczeniu to było mimo wszystko takie... że ta wizja którą roztoczył jest tak piękna, żeby nie zwrócić uwagi na to, że ma tak wiele luk? Że wszyscy tak od razu zapomną o tym jak jesteśmy różni między sobą? No i mugole, oni przecież też nie są wszyscy źli, ba, większość z nich to osoby takie jak ja i ty, ze swoimi życiami i problemami, których nie dostrzegają ci na górze. Ech, nie wiem, to pojawienie się Grindelwalda jest jeszcze bardziej dziwne niż wybór Leacha na ministra — westchnął cicho, czując narastający mętlik w głowie. Był chyba za trzeźwy na taką debatę.
A jak o trzeźwości była mowa, to po chwili przez drzwi wejściowe tawerny wpadła głośna grupa marynarzy, niewątpliwie szukająca napitku.
— Oho, chyba obowiązki cię wzywają — zawyrokował z typowym dla siebie szelmowskim uśmiechem. Podniósł się ze stołka i zwinnie przeskoczył przez blat, znajdując się po tej samej stronie baru co Riven. — To pójdę zerknąć na ten kran w kuchni, zobaczę co mogę zrobić — zaoferował, podwijając rękawy i łypiąc uważnie na rozbestwionych czarodziejów, którzy już domagali się uwagi czarownicy. — A jakby ci się tu naprzykrzali, to zawołaj, to też zobaczę co mogę zrobić — dodał ciszej, po czym uśmiechnął się do niej z tym swoim nieco chłopięcym urokiem, nim nie zniknął na kuchni.
Może trochę manualnej roboty pomoże mu poukładać w głowie to, co sądził o tej całej politycznej zawierusze, która zdawała się szykować w magicznej Wielkiej Brytanii.
Cóż, czas pokaże.

| zt <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 22:05 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.