• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Greenwich Park
Greenwich Park
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 15:42

Greenwich Park
Greenwich Park, którego początki sięgają XV wieku, to rozległy zielony teren na południu Londynu, pełen łagodnych wzgórz, rozległych trawników i starych dębów oraz buków. Park służył angielskim królom jako tereny łowieckie, zanim stał się publicznym miejscem wypoczynku. Wzdłuż kamienistych alejek kwitną rododendrony i barwne rabaty kwiatowe. W parku stoją ozdobne fontanny — w tym zabytkowa fontanna pitna z XIX wieku — które dodają miejscu elegancji. Centralnym punktem jest Królewskie Obserwatorium z charakterystyczną miedzianą kopułą, a obok przebiega południk zerowy, który przyciąga turystów chcących zrobić zdjęcie z nogą po obu stronach świata. W parku znajdują się też małe stawy z kaczkami i łabędziami oraz pergole porośnięte pnączami. Na wzgórzu ustawione są ławki, skąd można podziwiać szeroką panoramę Tamizy i historycznych zabudowań południowego Londynu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Morty Dunham
Akolici
L'ennemi, tapi dans mon esprit, fête mes défaites
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
19-12-2025, 23:59
Noc powoli zaczęła spływać na park, z wilgotnym oddechem mgły okalającym jego zakamarki, a w tym wszystkim szum wiatru przypominał szept, próbujący nagłośnić to, co nie zostało wypowiedziane. Wśród tego zgiełku - trzepotu serca w piersi, emocji tłoczących się w klatce żeber i myśli kłębiących się pod sklepieniem czaszki trwał, wyczulony na każdy niuans bólu i nadziei, jaka musiała teraz rozgrywać się w duszy Leonie. Czasem miał wrażenie, że potrafił jedynie patrzyć na nią z oddali - jakbym patrzył na roztrzaskaną perłę, której piękno kryje się w bliznach zadanych przez przeszłości, a nie w pięknie ukrytym w czekającej ją przyszłości. Po części stanowiła dla niego zagadkę - był trochę poemat pisany łzami i przerwanymi westchnieniami o tym, co utracone, a potem nagle odzyskane. W końcu każdy, kto nosi ślady przejść, ukrywa prawdziwą historię między wersami codzienności. Wielokrotnie był świadkiem tego, jak jej spojrzenie, często zmatowiałe od melancholii, błąkało się po ścianach pustego pokoju. Gdy zamykał ją w bezpiecznej przestrzeni swoich ramion, czuł, jak jej serce bije niespokojnie, niepewnie, jakby bała się, czy kolejny dzień przyniesie ulgę, a może będzie jej przypominać o tych wszystkich ranach ukrytych głęboko pod skórą.
Widząc ją taką rozdartą, chciał być przy niej jak opoka, na której można się wesprzeć. Czemu uciekala? Dlaczego broniła się przed prawdą? Czego się obawiała? Tego samego, co on- że jeśli pozna prawdę o nim, odwróci wzrok, w którym pojawi się obrzydzenie?
Za dnia potrafiła się uśmiechać — rzadko, lecz szczerze. Liczył na to, że otoczona dawną rzeczywistością, znajdzie w niej na chwilę ukojenie, fragment ciepła, które rozpraszało zimno przykrych przeżyć. Mógł sobie też wyobrazić, że nocą, gdy światło gasło, powracały demony, przed którymi pragnęła zbiec. Samotność miała taką samą wartość dla niej, co dla niego? Była zarówno więzieniem, jak i schronieniem, gdzie szuka sensu wśród ruin wspomnień?
Wydawało mu się, że wreszcie na horyzoncie jej świata pojawił się ktoś, kto potrafił ujarzmiać jej smutek, gdyż ujrzał w Leonie subtelną zmianę - moment, kiedy odnajdowała zaprzeszłą radość życia. Pozwoliła mu zajrzeć za kurtynę swoich lęków? Był dla niej światełkiem, obietnicą, że można jeszcze komuś zaufać? Obserwował zmiany, jakie w niej zachodziły, z mieszaniną ulgi i gorzkiej zazdrości, bo świadomość, że nie potrafiła się przed nim otworzyć była równie bolesna, co ostrze noża wymierzone prosto w serce, lecz nadal najważniejsza była jej nadzieja, która chyba w końcu zakwitła wśród popiołów zwątpienia.
Gdy Leonie ciszę zmieniła w słowa, Morty pozwolił, by w nim rozbrzmiały, otulając go miękkim całunem troski. Patrzył na nią uważnie, czując, jak dźwięk jej głosu przenikał do najgłębszych warstw jego duszy, opadając na nią jak więdnące liście na zapomnianą mogiłę pogrzebanych marzeń. W jej oczach odnajdował własne rozterki, lęki i tęsknoty, które od lat szeptały do niego z odległych zakamarków umysłu.
Czasem miał wrażenie, że znała go lepiej niż on sam siebie; że był jak portret wyryty pod powiekami, który nie znika nawet pomimo upływu czasu. Każdy jej gest, każde spojrzenie, nawet milczenie – wszystko to przechowywała z taką czułością, jakby było czymś kruchym i bezcennym. Gdy zapytała, czy odszedłby, wiedząc, jak to zniszczy Dedala, zrozumiał, że się z nią utożsamia, że w jej oczach widzi nie tylko odbicie własnych lęków, ale i pragnień. A jednak mimo tego w jego umyśle pojawiła się myśl, że każdy, kto pnie się ku słońcu, niesie w sobie echo własnej zguby, nieuchronność klęski ukrytą w triumfie. „Umarli są szczęśliwi, bo już nie marzą”, odbiło się od sklepienia jego czaszki. Jak echo, powracało do niego w chwilach zwątpienia i melancholii. Na moment, pławiąc się w luksusie jej bliskości, przymknął powieki; pozwolił sobie na tę krótką ucieczkę przed światem, gdzie poza jej obecnością nie istniało nic, co mogłoby go zranić.
Nieraz kusił go lot, w którym topnieje wosk i kończy się ten ból, który zdawał się być częścią jego egzystencji; kuszący, bo obiecywał kres rozedrgania, ukojenie. Ale zawsze wtedy, gdy wyobraźnia podsuwała mu ten ostatni, szaleńczy skok w otchłań, w którą próbował się zapędzić, widział jej twarz – wyłaniającą się z ciemności jak latarnia dla udręczonych rejsem marynarzy. Jej oczy przepełnioną troską były dla niego przystanią. Była jak Ariadna prowadząca go przez labirynt własnych lęków, nicią, którą mógł podążać nawet w największym mroku.
- To jeszcze nie czas, by runąć w otchłań - mruknął cicho, ledwie szeptem, może trochę łudząc się, ze jej słowa do niej dotrą. W czułym dotyku jej ust na policzku odnajdował spokój. – Nie wzlecę poza zasięg twojego wzroku — nie zniknę, nie rozpłynę się w ciemności, nie zmienię się w pył, obiecuję, Leonie, tyle mogę ci obiecać, przynajmniej w tej chwili.
W ciszy prosektorium, jakby rozpiętej pomiędzy świadomością a snem, Morty przez chwile trwał w kontemplacji — czuł się trochę jak postać wyłaniającą się z cienia na płótnie Caravaggia, gdzie światło i mrok toczą zajadłą walkę o kolejne fragmenty duszy. Wpatrywał się ponad ich głowy w rozległy spektakl kosmiczny, w faerie barw rozlewających się na niebie, i pomyślał, że nie dało się tego opisać żadnymi słowami, a nawet paletą barw.
Wyczuwał w niej drżenie — jakby bała się, że jeśli poruszy się za gwałtownie, pęknie tafla rzeczywistości i w końcu, wsłuchując się w historię dzielnej Zorzy, w końcu się rozpadnie.
- Tak było, lecz Zorza, uwikłana w cykl życia, doczekawszy sędziwego wieku, w końcu odeszła. Noc długo wpatrywała się w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu tlił się ostatni ślad jej obecności. Gdy wszystko ucichło, a z nieba zniknęły nawet najdalsze echa świtu, Noc poczuła w sercu pustkę, tę samą, która tylekroć nawiedzała ją, gdy jej świat dotykała Samotność. Tym razem jednak nie była już sama. Zorza, choć odeszła z tego świata, zostawiła po sobie coś więcej niż wspomnienia - uśmiechnął się lekko, snując dalszą część tej historii. – Tam, gdzie kiedyś rodził się świt, teraz, każdej nocy, zaczęły pojawiać się kolorowe smugi. To była Zorza. Nie w ludzkim ciele, lecz jako świetlista postać na północnym niebie. Noc, patrząc na ten taniec barw, zrozumiała, że Zorza stała się jej wieczną towarzyszką. I ilekroć Samotność próbowała znów zagarnąć Noc w swoje objęcia, tylekroć Zorza rozświetlała niebo mocniej, a wraz z jej blaskiem płynęły do Nocy szeptane słowa: „Pamiętaj, łzy to nie powód do wstydu. Są jak deszcz, który oczyszcza duszę. Są jak światło, które rodzi się w ciemności.”, przypominając Nocy, że każda samotność kiedyś się kończy. - Była jak życie - nigdy nie mogła trwać wiecznie, wyszeptał do własnych myśli. – A teraz, Leo – sięgnął ustami jej ucha, by mogła usłyszeć każde wyszeptane słowo. – Opowiedz mi o źródle twojego szczęścia. Widzę przecież, że w tej duszy gra "Poranek" Griega, ale nie mam pojęcia, kto pociaga za te struny. - Od pewnego czasu snuł swoje domysły, lecz chciał usłyszeć to z jej ust. Skonfrontować swoje przepuszczenia z faktami. Wiedzieć, czy dobrze zinterpretował czułość, jaką zobaczył w spojrzeniu Jaspera podczas spotkania akolitów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:40 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.