• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Sala bokserska Walworth Road
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
14-06-2025, 17:37

Sala bokserska Walworth Road
Nowoczesna i surowa, ta sala bokserska powstała pod koniec lat 50. i szybko zyskała renomę w Londynie. Budynek z czerwonej cegły, z dużymi oknami osłoniętymi metalowymi kratami, mieści przestronne wnętrze pełne naturalnego światła. W środku stoi solidny ring otoczony linami, pod sufitem wiszą ciężkie worki treningowe, a na ścianach zawieszone są plakaty słynnych walk. Podłoga pokryta jest wytrzymałym linoleum, a w rogu znajduje się niewielka trybuna dla kibiców. Młodzi bokserzy ćwiczą pod okiem doświadczonych i wymagających trenerów, a w powietrzu czuć mieszankę potu, skóry i adrenaliny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
04-01-2026, 23:10
15.03

Czekał oparty o ceglaną ścianę, wypalając drugiego (albo może trzeciego? Kłótnia z mamą nadal go stresowała, choć minął już tydzień) papierosa. Pomieszkiwanie w Londynie miało swoje zalety czyli spokój, ciszę,  Titusa, wygodną odległość do pracy i klubu bokserskiego i tego klubu, w którym pracowała Maelle. Miało też swoje wady, czyli brak domowej kuchni, za krótkie łóżko, oraz sąsiada z góry.  Jeszcze nie znalazł pretekstu na wlepienie mandatu sąsiadowi z góry (zrobi to, niezależnie od przemów o sąsiedzkiej atmosferze, w swoim dawnym mieszkaniu Ambrose od pierwszego dnia ustawił wszystkich sąsiadów, a wtedy nawet nie miał jeszcze odznaki magipolicji), ale może dzisiaj będzie trochę znośniej, bo rozładował już się na ringu. Zdążył już wziąć prysznic (potem weźmie drugi) i przebrać się w koszulkę identyczną jak poprzednia.
- Zapalisz? - zaoferował, gdy jasnowłosa dziewczyna pojawiła się w zasięgu jego wzroku. Proponował zawsze, niezależnie od odpowiedzi—tak jak jemu proponowano przy okazjach towarzyskich alkohol, niezależnie od odpowiedzi. Obrzucił Maelle krytycznym spojrzeniem, chcąc oszacować czy ma związane włosy i jak wielką furorę wzbudzi w środku; ale jasne tęczówki i tak patrzyły na nią łagodniej niż na jakąkolwiek inną kobietę. - Chciałaś kiedyś być niewidzialna? - wyrwało mu się. Na środku tej obskurnej ulicy, nawet w niewyprasowanym ubraniu  i nawet bez magii w jej genach przyciągałaby wzrok. Ich problemem—albo błogosławieństwem, bo w sumie rozumiejąc problem nie musieli się starać—było to, że przeważnie przyciągali go zawsze. Maelle częściej, co początkowo przypisywał jej płci i młodości, ale z biegiem czasu zaczął zastanawiać się nad natężeniem dziedzictwa płynącego w ich krwi. Podpytywał ją czasem o jej rodzinę, o własnej ze zrozumiałych względów nie mógł powiedzieć zbyt wiele.
- Nie wierzę, że nie nauczyli was tego w - burdelu, ale z sympatii dla Maelle nauczył się nie nadużywać tego słowa. - Dotyku Wili. Jak niby miałaś się bronić? Zresztą, nawet w Domu Jedwabiu - gdyby pracował w dziale urbanistyki, zdelegalizowałby nazwy niemal identycznych przybytków zaczynające się na identyczne litery i podobną ilość sylab, jak niby to ma się ludziom nie mylić? Jeszcze ktoś przyjdzie pijany (fuj) do Dotyku Wili, ale trafi do Domu Jedwabiu i zacznie napastować Maelle za kulisami czy coś. - ci się przyda. Gotowa? Przyciągniemy spojrzenia. - mruknął, ostrożnie strzepując popiół z niedopałka papierosa tak, by nie opadł na ich buty. W młodości pilnował, by nie śmiecić na chodniku, ale od tamtej pory nałóg się nasilił i Ambrose poszedł na kompromis ze swoją skłonnością do porządku.
W środku będą wyglądać jak ojciec i córka—jego córka miała równie jasne włosy, ale na szczęście nie przyciągała tak wzroku. Na nieszczęście, Allie nie pozwoliła jej uczyć samoobrony gdy mała nie miała jeszcze nic do powiedzenia, a teraz musiałby spytać ją o zdanie. Nauczy zatem Maelle. I tak miała bardziej ryzykowną pracę, jego zdaniem.
Oczywiście, w oczach niektórych nie wyglądali jak ojciec i córka, czego Ambrose zupełnie nie rozumiał—może i został ojcem młodo, ale Maelle była tylko o trzy lata starsza od jego córki! Szarmancko otworzył przed dziewczyną drzwi i oto przeszli ze dwa metry, a już ktoś za nią gwizdnął.
- Masz jakiś problem? - warknął do boksera jeszcze zanim zmierzył go wzrokiem. Przeważnie był od każdego o pół głowy wyższy, ale czasem... zapominał sprawdzić.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
05-01-2026, 16:57
Unoszący się w powietrzu zapach piżma dociera do niej już na ulicy, jest jak szyld wskazujący drogę do sali bokserskiej, gdzie dziś z Ambrose'm ma zamiar nauczyć się... nie, nie walczyć, to zbyt duże słowo; mieć szansę? Zależy jej jedynie na małej podstawie, kilku ruchach, dzięki którym bez różdżki poradzi sobie ze zbyt nachalnym mężczyzną, do którego nie będzie docierać słowo "nie"; aksamitna nić uroku czasem zawodzi i nie może polegać na niej bez końca, kiedy nie ma w dłoni różdżki, na przykład w trakcie show albo w garderobach, gdzie sosnowe drzewo nie jest priorytetem. Poza tym do Walworth Road wabi ją coś jeszcze: potrzeba wyrzucenia z siebie napięcia, którego wyjątkowo nie ma ochoty wytracić w żadnych męskich objęciach, mimo że byłoby to prostsze, niż uderzanie pięściami w wór pełen ścinek z nadzieją na szczęśliwy finał. Ostatnie miesiące są pasmem wielkich zmian, a mimo że każda z nich zdaje się prowadzić ku lepszemu, należy najpierw okupić je goryczą niepewności i spiętrzonych pytań o to, czy warto ryzykować. Pytań, oczywiście, niepotrzebujących odpowiedzi, bo wie, że tak, każdą decyzję ważąc przez pryzmat dziecka, które pragnie odzyskać. "Jak postąpiłaby dobra matka?", zastanawia się, stojąc przed wachlarzem wyborów, a potem czuje, jak w jej duszy odzywa się gwałtowny płomień i jest gotowa rozszarpać trzewia każdej niewiadomej, byle dotrzeć do przyszłości, którą sobie umyśliła.
- Nie, słyszałam, że od tego żółkną zęby - odpowiada swobodnie, z teatralną powagą, ale na przekór swoim słowom sięga po papieros palony przez Ambrose'a i unosi go do swoich ust, zaciągając się tytoniem. Żeby spojrzeć na magipolicjanta musi zadrzeć głowę wysoko, bo Day sięga czubkiem głowy wieży Big Bena, patrząc na świat z perspektywy sokoła spoglądającego na mrowisko. Jeśli nie musi schylać się, by przejść przez drzwi, coś jest nie w porządku z budynkiem. Maelle nigdy wcześniej nie widziała tak wysokiego człowieka; jej zdaniem Ambrose ma w sobie dodatek genów półolbrzyma, zamiast wilich, ale w tym temacie nikomu nie zależy na jej zdaniu. - Co za pytanie. Ciężkie jak bokserska rękawica - westchnienie wypuszcza spomiędzy warg obłok dymu, a papieros trafia z powrotem do jego dłoni. - Zawsze chciałam, żeby mnie podziwiano, ale nie w taki sposób. Miałam być aktorką - przyznaje, mając wrażenie, że zaczęła podróż za wymarzonym zawodem za późno, a już na pewno złą drogą. Może gdyby nie długi ojca, dziś jej twarz zdobiłaby plakaty nowych premier teatralnych, nie wieczorów burleski, ale nie zatrzymuje się na tej myśli, to nie ma sensu. - A ty? - rewanżuje się, choć prawdę mówiąc chyba nie jest w nastroju na głębokie rozmowy i filozoficzne rozważania, wystarczy, że czasem nie może przez to spać.
Czuły, odrobinę pobłażliwy uśmiech kwituje słowa oburzenia Day'a. W gruncie rzeczy sprawa jest banalnie prosta: w Dotyku Wili nie mieli się bronić, a ci, którzy poszukiwali ostrzejszych wrażeń, po prostu za nie dopłacali. Nie chce jednak opowiadać tego czarodziejowi, nie chce burzyć ostatnich filarów jego wiary w miejsce, w którym wcześniej pracowała, tym bardziej, że wtajemniczony we wszystkie szczegóły mógłby szukać zemsty, za którą Maelle woli nie być odpowiedzialna. - Pewnie tak. Ale w Domu Jedwabiu nie płacą mi za bicie klientów, pamiętasz? - przypomina mu z nutą rozbawienia i oplata rękoma jego ramię na wysokości łokcia, tym samym dając znać o swojej gotowości.
W środku zapach potu i skóry jest jeszcze wyraźniejszy, ale nie robi to na niej wrażenia, przywykła. Wzrok błądzi po sali, zatrzymawszy się na ringu w centrum pomieszczenia, potem zaś przechodzi do podwieszonych pod sufitem worków, które mają stać się głównym punktem programu. Po jej skórze biegną dreszcze ekscytacji, więc odchyla głowę i posyła Ambrose'owi szeroki uśmiech, póki jej uwagi nie przykuwa gwizd, kolejny element życia, z którym zdążyła się oswoić; zamiast pieklić się jak towarzyszący jej blondyn, puszcza oczko mężczyźnie, na którego ten warknął obronnie. To takie... dziwne. Mieć kogoś, kto nie widzi w niej żądz ubranych w skórę kobiety. Kogoś, kto chce o nią dbać i troszczy się o nią jak o własne dziecko.
- Może i mam - odszczekuje się niższy o głowę czarodziej, a gdyby Maelle miała jakoś go opisać, użyłaby słów "stroszyć pióra" i "walka kogutów". - Nie naprzykrzasz się jej, przerośnięta miotło z wadliwym lewoskrętem? - zamaszystym ruchem okrytej rękawicą ręki wskazuje na ćwierćwilę, która z zaintrygowaniem czeka na reakcję Ambrose'a. Wstyd albo i nie, ale lubi, kiedy mężczyźni skaczą sobie o nią do gardeł, choć w jego przypadku miałoby to inny wydźwięk.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
06-01-2026, 19:05
- Od kogo? - zainteresował się, gdy Maelle powołała się na niekonkretne źródło informacji względem dymu tytoniowego. Jego mama mówiła tak samo, ale w podobnie frustrujący sposób nigdy nie przyznała skąd o tym wiedziała; Maelle była zdecydowanie sympatyczniejsza, więc może wreszcie się dowie. W przeciweiństwie do krzywo poukładanych mioteł, nieodpowienio ugotowanych jajek i zbyt rozwodnionej kawy, skutki uboczne papierosów nie były jednak priorytetowym problemem Ambrose'a, więc nonszalancko wzruszył ramionami. - Nawet jeśli, to u nas nikt tego nie zauważy. - stwierdził z uśmiechem (!) i cieniem dawnej, młodzieńczej arogancji, którą emanował w Hogwarcie—zanim zrozumiał, że zbyt beztroskie flirty niosą za sobą konsekwencje (i to bliźniacze i obciążające kogoś na całe życie). Tamte czasy były jednak tak dawno, że prawie zapomniał jak się wtedy czuł. Zdążył też zapomnieć, jak przyjemnie odprężony czuł się wtedy po jednym piwie (może dlatego, że jako durny siedemnastolatek nie poprzestał na jednym)—gdyby pamiętał, może uświadomiłby sobie, że otoczony aurą ćwierćwili czuł się podobnie. Na razie zdawał sobie sprawę, że przy Maelle ma po prostu dobry humor.
Ona przy nim pewnie też. Wiedział, jak to działało. Przynajmniej w teorii, praktyka czasem mu umykała (do dziś nie rozumiał, czemu przed laty nie był w stanie rzucić uroku i wyzywać Jenevy Young na raz) i miło było móc to omówić z kimś, kto rozumiał. Na całym świecie—poza mamą, ale z nią o tym nie rozmawiał—o jego pochodzeniu wiedziała tylko Maelle, nawet jeśli ktokolwiek inny się domyślał. Nie rozumiał, czemu sama nie ukrywała swojego pochodzenia, ale w Dotyku Wili było chyba o to ciężko.
Właśnie dlatego był w nastroju na filozoficzne rozważania, bo z nikim innym prowadzić ich nie mógł. Na szczęście dla Melle, bardziej miał nastrój na naukę boksu.
Nie zdążył odpalić drugiego papierosa, więc przyjął z powrotem tego od Maelle, nie zastanawiając się głębiej nad tym, że fajki dzielił tylko z Titusem.
- Na scenie czy na ekranie? - zainteresował się. W świecie czarodziejów pewnie chodziło jej o karierę na deskach sceny, ale na ekranie byłaby... bezpieczniejsza. W kinie nikt nie mógl dotknąć aktorek. Ba, nikt nie mógł nawet dotknąć ekranu, to niezgodne z regulaminem.
- Ja czasem czuję się niewidzialny na miotle. Za wysoko, by ktokolwiek widział mnie uważnie czy dotknął. - zwierzył się z cieniem uśmiechu. - Myślałem, że zawsze będę czuł się tak na boisku, ale otoczka wokół graczy Quidditcha na gruncie... nie była tego warta. - cień uśmiechu zniknął. - Mundur trochę pomaga, chociaż czasami kobiety reagują na niego jakoś odwrotnie niż powinny. - nie rozumiał, co w mundurach może być pociągające; nie rozumiał też czemu reagowały tak nawet na normalnych kolegów. Na Titusa może nie (zbyt często stał po prostu przy nim samym, wtedy ich uwaga skupiała się na wyższym blondynie), ale na Chrisa Flowersa chociażby...
Zmrużył lekko oczy, bo nawet urok ćwierćwili oraz sympatia do Maelle miały swoje granice i jej kolejny żart nie wydał mu się zabawny.
- Tam nie. - przyznał. - Ale - ale ktoś bardziej taktowny zostawiłby ten temat, Ambrose był jednak... sobą. - może się mylę - umykało mu na tyle wiele seksualnych dowcipów opowiadanych przez kolegów, że uznawał swój brak wyczucia w tej całej sferze - ale mam wrażenie, że w Dotyku Wili w repertuarze mogło być bicie klientów. A przynajmniej powinno, prawda? To ma ekonomiczny sens. - zaciągnął się głębiej papierosem, nie odrywając nieruchomego spojrzenia od Maelle.
Burdele też miały ekonomiczny sens, przynajmniej jego zdaniem. Żałował, że po prostu nie mógł wysłać Allie do jednego, to byłaby bardziej praktyczna inwestycja niż torebki i prawdopodobnie tańsza niż ten jej Adrien Tonks. Nawet jego samego pociągała perspektywa kupienia czegoś z klarownym regulaminem (bywał naiwny...) i na godziny; nie pociągały go jednak oferowane usługi.
Bokserów pociągała za to Maelle, co było do przewidzenia, ale i tak zdążył się zirytować. Wynajął im własną salkę żeby mogli poćwiczyć w spokoju (z ukłuciem winy, że nie odkłada tego na czynsz dla bliźniąt, ale ukłucie winy szybko rozwiało przypomnienie sobie, że ostatnio córka przechlastała pieniądze od niego na nową torebkę), na godzinę, a ten dryblas marnował ich czas.
- Wyglądam jakbym się jej naprzykrzał? - westchnął z nutą szczerej ciekawości. Był obiektywnie przystojniejszy i oczywiście wyższy od boksera, ale może urok Maelle chwiał jakoś tym, co widzieli? Tak, jak jego własny był zdolny tchnąć nutę szczerości w jego uśmiech czy przedstawić go kobietom jako sympatycznego?  - Ty za to się naprzykrzasz. - wytknął i miał już na tyle doświadczenia by wiedzieć, że ten tekst doprowadzi boksera nie do odpowiedzi, a do wymierzenia ciosu. Postanowił zawczasu uprzedzić jego atak, w ramach prewencyjnej obrony—wyprowadzając własny.

prawy sierpowy w npca
1x k100 (walka wręcz):
48
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
06-01-2026, 20:52
Maelle Seymour i Dolores Day dzieli membrana całych galaktyk. Kobiety, matki ślicznych synów: to sugeruje, że powinny mieć choćby śladowe ilości punktów wspólnych, jednakże Maelle jest wszystkim, co Dolores tępi w swojej płci, a Dolores tym, czym nie chce w przyszłości stać się Maelle. Na szczęście nie jest to temat, który powinien spędzać sen z powiek, jako że nie miały okazji się poznać i chyba zbyt szybko do tego nie dojdzie; Ambrose często wspomina o postaci wychowującej go czarownicy i sprawia wrażenie człowieka, który patrzy na świat przez szkiełko włókno po włóknie zbudowane z jej intencji, jak gdyby sam znajdował się pod wilim urokiem, z którego nie może się uwolnić. Choćby dlatego blondynka nie jest jej ciekawa, bo ma nadzieję, że kiedy odnajdzie już swojego synka, nigdy nie uzależni go od siebie w tak potwornym stopniu.
- Od koleżanki z pracy - odpowiada mu, więc robi to, przed czym Dolores uchyla się z niezrozumiałego powodu. Korelacja koloru uzębienia z papierosami to niezbyt zbadany temat, ale dziewczęta uważne na swoją urodę zaczynają łączyć kropki i na ich opiniach przeważnie można polegać, chyba że akurat próbują kopać dołki pod kimś, kogo uważają za zagrożenie. Z tego powodu Maelle ufa wyłącznie tym, co do których ma pewność. Przyjaciółkom pozyskanym wbrew podszeptom losu i krwi, duszom, które potrafią przedrzeć się spojrzeniem przez woal otaczającej ją magii i zobaczyć istotę z krwi i kości, kogoś, kto nie życzy im źle. Wręcz przeciwnie, raz zbudowane poczucie solidarności jest w niej trwałe aż do chwili, w której ścieżki relacji rozeszłyby się burzliwie, w gniewie, nienawiści i wyrzutach, bo wówczas w Seymour zawsze budzi się małostkowość. Uśmiech Ambrose'a przyciąga uwagę, więc odpowiada mu tym samym, lisio, chytrze, bo wie, że mężczyzna ma rację - w jego przypadku nawet brak górnej jedynki nie przekreślałby szans na zostanie nazwanym przystojnym.
- Na co mi ekran? Tylko deski teatrów są coś warte. To tam możesz przeżyć tysiące żyć, składanych do snu jak maski wracające do skrzyń, i nadal słyszeć echo oklasków widowni poruszonej twoją zdolnością nadawania barw, uczuć i myśli linijkom scenariusza - rozmarza się, przez moment pozwalając sobie na fantazję, że to jej rzeczywistość, a ona porusza dziesiątki serc i wyciska łzy z oczu ludzi nie mogących oderwać od niej wzroku nie tylko dzięki urodzie, ale też łatwości, z jaką wciela się w role. Skoro musiał zadać to pytanie, Ambrose zdecydowanie za rzadko bywa w Arkadii i chyba powinna pewnego dnia go tam zaprosić. - Naprawdę cię to zastanawia? - uśmiecha się szeroko, słysząc zafrapowanie w jego głosie, gdy mundur trafia na wokandę rozmowy. W oczach Maelle to banalnie proste, jednak magipolicjant należy do ludzi, którym prostota czasem umyka, więc nie widzi przeszkód, by rozjaśnić dla niego tę kwestię. - Każda kobieta chce mężczyzny, który się nią zajmie. Kogoś silnego, stałego i odpowiedzialnego, kto będzie bronił jej przed złem, pozwalając jej czuć się bezpiecznie. Mundur to uosabia - tłumaczy mu cierpliwie, poprawiając kołnierz jego płaszcza po tym, jak oddaje mu papierosa. Czasem czuje, jakby była matką tłumaczącą coś kilkuletniemu synowi, jedynie dziełem wypadku sięgającemu wzrostem Wieży Astronomicznej.
Jej twarz utrzymuje identyczny wyraz, kiedy Ambrose kluczy i usiłuje nawiązać do Dotyku Wili w sposób elegancki. Mówią o sprawach, które już się zagoiły, a które ćwierćwila będzie zawsze nosić pod skórą jak ropiejące wspomnienia; to, jak głęboko je ukryła, należy tylko do niej i ani jeden ślad poruszenia czy goryczy nie przedostaje się do jej mimiki. Nie, nadal jest spokojna i swobodna, słucha magipolicjanta z lekkim uśmiechem na ustach, co samo stanowi potwierdzenie jego tezy. - Ludzkie pragnienia mają wiele oblicz - wzrusza ramionami. - A ja nie oceniam żadnego - tak jak nie pcha na szalki osądu podejrzenia co do jego preferencji, z których być może nie zdaje sobie sprawy. Jeszcze, bo Maelle nie wątpi, że to kwestia czasu, a długo uśpione zainteresowania pewnego dnia wybuchną, bo jego ciało już ich nie pomieści.
Chociaż nie zdawała sobie z tego sprawy, inny początek, niż mężczyźni dający sobie po gębach na kilka chwil po przejściu przez próg sali bokserskiej, byłby dla niej początkiem niesatysfakcjonującym - a tu proszę! Cofa się o dwa kroki i obserwuje to z rosnącym na twarzy uśmiechem, który może mieć w sobie więcej z zachwyconej harpii, a mniej ze zwykłej kobiety, ale to nieważne, bo gruchnięcie kości w nosie nieznajomego przeszywa ją dreszczem niemal zdrożnej ekstazy. W królestwie samców to zachowanie chyba nigdy jej nie spowszednieje.
- No dobrze - zaczyna śpiewnie, bo zaskoczony oponent cofa się zamiast kontratakować i barwi rękawicę smugami własnej krwi. Nie oberwał mocno, niestety na dzisiaj to musi wystarczyć. - Skoro już się przywitaliśmy - wychyla się i oplata dłońmi nadgarstek zaprzyjaźnionego funkcjonariusza, ciągnąc go ku sobie, - to chyba możemy zacząć mój trening? - a zanim drugi z walczących poczuje się zaniedbany, Maelle stawia ku niemu krok, zostawiając Ambrose'a w tyle. - Złamane nosy dodają wam urody łobuzów - szepcze do niego, a to wystarczy, żeby w oczach poturbowanego sportowca pojawiły się gwiazdy słodkiej, niemal szczenięcej nadziei. Przewidywalny. Z jej strony to jednak tylko kaprys, który ma za zadanie złagodzić ból i wynagrodzić bliskie spotkanie z pięścią wyższego blondyna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
07-01-2026, 00:18
- Twoje koleżanki z pracy znają się akurat na zębach lub papierosach? - zdziwił się. Jako, że ich ekspertyza była jakoś niejasna—spokój o własne uzębienie powrócił. Dzięki niepodawaniu swoich źródeł, Dolores skutecznie unikała właśnie takiego zwątpienia. Dziwiło go też trochę to, że Maelle ma koleżanki (liczba mnoga), ale o to spyta ją przy następnej okazji. Wiedział, że obydwoje budzili instynktowną niechęć swojej własnej płci i właśnie temu przypisywał swoje niepowodzenia w znajomościach z kolegami—bo przecież nie swojemu charakterowi, to byłoby niedorzeczne.
Mógłby cieszyć się powodzeniem, uwagą i może nawet przyjaźnią kobiet, ale często łapał się na myśli, że żadna zbudowana relacja nigdy, przenigdy nie będzie prawdziwa. A to wystarczyło, by tracił ochotę je budować.
To, i coś czego samemu nigdy nie nazwał; nawet jeśli sama Maelle domyślała się, że na swoje wielbicielki powinien patrzeć trochę inaczej.
Przechylił głowę i zmrużył oczy, w pierwszej chwili chcąc wziąć srebrny ekran w obronę. Coś w tonie głosu Maelle albo w jej słowach, konkretnie tych o oklaskach, sprawiło jednak, że zmienił zdanie.
- Rozumiem. - stwierdził z łagodnym zaskoczeniem. Nie chodził do teatru, słusznie się tego domyślała. Dolores Day mieszkała za daleko i nie była fanką, chyba nie byłoby też jej na to stać (przynajmniej tej jej wersji, którą Ambrose pamiętał z dzieciństwa, ostatnio coraz więcej stawiał pod znakiem zapytania); nigdy też nie był na tyle dobrym mężem by towarzyszyć tam Allie i teściom. Zdarzyło się to raz, może dwa, gdy jeszcze grał w Quidditcha. Za każdym razem czuł się nie na miejscu, za każdym razem czuł, że mają się za lepszych od niego, że jest tam z łaski i na pokaz—ale w odróżnieniu od tresowanych, salonowych piesków, potrafił się postawić. Najpierw wycofując się krok po kroku z życia rodzinnego, a potem także z kariery—którą kiedyś szczerze kochał, ale która zdawała się zatruta przez ich chciwość i żądzę pozycji.
Ale rozumiał Maelle, bo w dobrych czasach czuł się podobnie gdy słyszał oklaski widowni.
- Mundur uosabia prawo i autorytet. - westchnął, czując jakąś gorycz. W jego przypadku przestał nawet uosabiać prawo. Czasem żałował, ale rzadko. - Kobiety jednak myślą dziwnie. - ponarzekał, ale pozwolił poprawić sobie kołnierz. I pozwalał Maelle wierzyć w to, że przy nim była bezpieczna.
- Trafiłem. - starannie zgasił papierosa o mur, spoglądając prosto w oczy Maelle. Z jej miny nie dało wyczytać się zbyt wiele, co samo w sobie nie było zastanawiające—samemu miał ubogą mimikę—ale bywało zastanawiające gdy zaczynała tak wyglądać akurat gdy rozmawiali o Dotyku Wili. - Mogli tam bić twojego ojca, dla pieniędzy. Odpracowałby długi, ale wolniej. - rzucił znienacka i monotonnym tonem, nie przejmując się tym, że rozdrapuje właśnie jej blizny (chyba tego nie wychwycił). Ona nie oceniała cudzych pragnień, a on starał się nie oceniać innych ojców, bo samemu był chujowym—ale ten jej zawiesił poprzeczkę jezscze niżej.

Jego cios  nie był tak silny, jak by chciał, ale może to i lepiej; mieli tutaj ćwiczyć zamiast robić wielką scenę. Cios był za to celny, spełnił rolę sygnału ostrzegawczego... ale skuteczniej natręta odpędziła Maelle. Ambrose przewrócił oczyma, wiedząc, że mężczyzna już i tak na niego nie patrzy.
- Chodźmy, zanim zrobi się bardziej natrętny. - szepnął do blondynki i pociągnął ją za sobą w stronę sali. Na środku wisiał worek treningowy. Ambrose pedantycznie ściągnął i złożył swój płaszcz, a następnie odebrał odzienie wierzchnie od Maelle.
- Zanim poćwiczymy z workiem, spróbuj uderzyć mnie. - zarządził, stając naprzeciwko niej. Pokaż mi, co umiesz. Albo na co się odważysz. Gdyby podszedł do tego bardziej strategicznie, zostawiłby słowa o jej ojcu na teraz; ale prowokować słownie do bójek potrafił głównie Titusa i głównie niechcący.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
Wczoraj, 14:31
- Znają się na urodzie - kwituje oczywistość, bo przecież kolor uzębienia nie jest bez znaczenia, kiedy aparycją zarabia się na życie. Mężczyźni są czasem tacy niedomyślni; prowokuje to jej pobłażliwy uśmiech i wniosek, że choć mogą wyprzedzać płeć przeciwną o dekady w rubryce wieku, tak niewiele wiedzą o świecie. Przyjmują damskie istnienie za pewnik, nie zastanawiając się, ile stoi za nim pracy, ile wyrzeczeń i żmudnych przygotowań, ile determinacji i sprytu - bo nie ma pewności, czy Ambrose nadal uważa, że kobiety rodzą się z karminowymi ustami, różem na policzkach i uczesanymi włosami. Powinien zdawać sobie z tego sprawę, nie tyle jako mąż, co także ojciec, który obserwuje cykl zmian w urodzie swojej córki, o którą Maelle przezornie woli nie pytać. Drzemie w niej swego rodzaju konkurencyjność, zachłanność względem cudzego rodzica, traktującego ją lepiej niż własny - w ciszy i spojrzeniu wbitym w blat stołu żegnający ją na progu zmian podjętych w imię jego dobra. Wstyd jednak nie nadchodzi. Ćwierćwila nie karci się za egoizm względem Ambrose'a, nie wyrzuca sobie, że czasem celowo wściubia nos w jego plany, słysząc, że zamierza spotkać z dziećmi, choć to powinno dać jej do myślenia, czy w równaniu nie jest przypadkiem toksycznym kukułczym pisklęciem. Może jest. Co za różnica?
Miękki uśmiech wynagradza jego zrozumienie, to, że czarodziej nie podejmuje dyskusji, nie próbuje przekonać jej do zmiany zdania, tylko naprawdę dostrzega jej punkt widzenia i oswaja go jako coś obcego, ale niegroźnego; coś, co mógłby zdeptać pod podeszwą buta, ale co decyduje się wziąć na ręce i obejrzeć z każdej strony, może na zasadzie karty z czekoladowych żab. Autorytatywny Ambrose z łatwością może wygrać każdą dyskusję, natomiast łagodność jego głosu sugeruje, że tym razem rozmyślnie z tego zrezygnował, za co Maelle jest mu wdzięczna. Nie ma potrzeby niszczyć marzeń, które i tak się nie ziszczą - nikt nie przyjmie na deski sceny dziewczyny, którą wcześniej każdy widz z publiki oglądał bez ubrania, albo z szeroko rozłożonymi nogami.
- Mundur zachęca, żeby go z ciebie zdjąć - parska pogodnie, bez skrępowania, którego nigdy zresztą przy nim nie czuje. Wytyczone między nimi granice są wyraźne i raczej nieprzekraczalne, choć zbudowane ze szkła: widać przez nie wszystko, co znajduje się po drugiej stronie, ale dłonie nie byłyby w stanie dosięgnąć cudzej esencji. Gdyby ich relacja rozwinęła się w inny sposób, ćwierćwila nie miałaby nic przeciwko poznaniu krzywizn jego ciała i sprawdzeniu, czy odwaga oraz surowa siła stojąca za magipolicyjnym uniformem mają przełożenie na pościel, ale Ambrose jest dla niej cenniejszy jako zastępcza ojcowska figura, niż kochanek, którego należy zaliczyć i zapomnieć. - Podobno jesteśmy z innej planety - rzuca, uśmiechnięta aksamitnie, kiedy dłoń wygładza kołnierz płaszcza mężczyzny. Aż dziwne, że nie musi wspiąć się na drabinę, żeby tam sięgnąć, bo za każdym razem, kiedy jej wzrok wraca do Day'a po chwili nieuwagi, przeżywa ten sam szok poznawszy w zderzeniu z jego wzrostem; co w ciąży musiała jeść jego mama i przede wszystkim jak bolesny musiał być jego poród? Nie, nie chce sobie nawet tego wyobrażać. Przy fantazji o jego niemowlęcym wydaniu do głowy wraca rozmazany obraz własnego dziecka, kilka jasnych włosków okalających głowę, dźwięk kwilenia, jedna rączka wychylająca się ponad pielesze, kiedy właścicielka Dotyku Wili wzięła go w ramiona... Wnętrzności Maelle skwierczą od zalewającego jej ognia, od nienawiści, dzięki której rzuciłaby się na tamtą wiedźmę i wydarła z jej strun głosowych prawdę o tym, gdzie trafił jej syn, coś, czego nie robi tylko przez widmo więzienia. A zdekoncentrowana, prawie nie słyszy uwagi o swoim ojcu; może byłoby lepiej, gdyby ich nie usłyszała. - Nie miałby na to jaj - wzdycha tylko.
Nigdy też nie uderzyłby innego człowieka, a Ambrose robi to z wręcz taneczną swobodą. Miło jest móc go przy tym obserwować, sycić zmysły widokiem juchy płynącej z rozbitego nosa, rozpamiętywać uwodzącą melodię łamanej kości w imieniu jej honoru i wiedzieć, że jest przyczyną pojedynku dwóch samców. Podoba się jej to, i proszę: jak tu nie kochać munduru? Posyła pokonanemu ostatnie słodkie spojrzenie i bez wahania rusza za swoim towarzyszem, nadal uśmiechnięta, niemal rozanielona, zsuwając z ramion płaszcz. Ubrana w jeden ze swoich strojów gimnastycznych dopiero teraz związuje włosy w niski kok, przekonana, że zaczną od wymierzenia kilku ciosów w worek, żeby sprawdzić jaką siłą dysponuje, ale Day ma na to inny pomysł - i choć zaskoczenie ściska ją za gardło, przebłysk tego uczucia pojawia się na jej twarzy tylko na sekundę, może dwie. Potem szybko wraca do swojej stałej swobodnej mimiki, przypatrzywszy się blondynowi, z pochyloną do ramienia głową.
- A zasłużyłeś? - sugestywnie unosi brwi, bo nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała go przy tym nieco podręczyć. Ambrose zna ją na tyle, by móc się tego spodziewać. - Mam udawać, że bawiliśmy się w złego magipolicjanta i w końcu nie wytrzymuję napięcia? - dodaje nisko, kusząco, naturalny wili urok przelewa się przez pory skóry, choć Maelle nie przekształca go w nić, którą mogłaby spróbować go opleść. Szczerze mówiąc sama nie jest pewna, co by się stało, gdyby spróbowała uwieść czarem drugiego potomka wil. Zamiast tego bez ostrzeżenia bierze zamach i próbuje uderzyć Day'a w brzuch, bo nie ma w sobie nic z kobiety, która zapytałaby, czy jest tego pewien, albo która zastanowiłaby się, czy jest w ogóle do tego zdolna.

Jak mocno w ciebie walę, panie władzo???
1x k100 (siła ciosu w brzuch):
21
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Ambrose Day
Czarodzieje
It's strange what desire will make foolish people do
Wiek
36
Zawód
magipolicjant, dawna gwiazda Quidditcha
Genetyka
Czystość krwi
potomek wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
10
Brak karty postaci
Wczoraj, 23:55
- No nie wiem... - skwitował sceptycznie, bo obecne koleżanki Maelle nie mogły być piękniejsze od niej (w końcu nie pracowała już w środowisku pełnym potomków wili). Nie mogły też docenić kobiecej urody w sposób, w który robili to mężczyźni. Przynajmniej zdaniem Ambrose'a, któremu umykało, że kobiety mogły doceniać urodę kobiet i że samemu nie doceniał jej w... typowy sposób. Maelle poznała więcej rodzajów cielesnej miłości (w praktyce i teorii) niż on, ale nigdy nie miał z tego powodu kompleksów (o ile Titus nie śmiał się do rozpuku z żartów, których mu nie wytłumaczył), bo każdy ma inne zainteresowania i talenty. Samemu znał się na prawie podatkowym, na przykład.
I tak, nadal uważał, że Maelle urodziła się z karminowymi ustami i długimi rzęsami. Własna córka też w każdej sytuacji wydawała mu się piękna, nawet gdy była zapłakana i miała poobijane kolana. Na tej samej zasadzie każdy sen Titusa wydawał mu się interesujący, a ulubiona drużyna Quidditcha strategicznie najlepsza i nigdy nie przypisał tym obiektywnym faktom czystego sentymentalizmu.
Teatralnie przewrócił oczami, nie rozumiejąc dlaczego Maelle bawi zdejmowanie munduru i dlaczego inne kobiety chciałyby zdejmować go na poważnie.
- W miejscach, w których go noszę, nagość byłaby karalna. Naprawdę jesteśmy z innej planety. - odciął się. - Ale - dodał z cieniem uśmiechu. Ktoś, kto go nie znał (ale Maelle go znała) mógłby nawet pomyśleć, że właśnie odwzajemnia flirt - nie widziałaś mnie w barwach Srok z Montrose. Albo nawet Gryffindoru. Działają jeszcze lepiej niż mundur. - podsumował, gdy już zrozumiał jak działają mundury. Żartował, ale pod koniec zdania trochę sposępniał.
Może gdyby nie patrzono na niego w taki sposób—i gdyby nie robiła tego Allie i jej rodzina—grałby chętniej i grałby dalej.
- Ty anatomicznie nie masz ich wcale. - skontrował jej westchnienie, nie rozeznając, czy to była próba obrony ojca czy raczej ponura rezygnacja. Nie masz, więc nigdy nie powinnaś była tam się znaleźć. Nieważne, nigdy nie powinna była poświęcać się dla kogoś starszego i nieodpowiedzialnego. Tak działał świat: lepiej było mieszkać po trzydziestce z własną matką i brać ślub z niekochaną kobietą niż pozwalać dzieciom cierpieć na bezdomność lub łatkę bękartów. Ojciec Maelle był skończonym tchórzem, ale coś w jej minie podpowiadało Ambrose'owi, że lepiej skończyć temat. Jedynie spojrzał na nią jakoś smutno.
Coś, co dla Maelle było niepojęte (choć Ambrose tego nie wiedział, wciąż kategorycznie nie sprostowała czy płacono jej za bicie klientów czy nie), dla niego było codziennością. Ciosy wymierzano sobie na placu zabaw i na boisku i w szatni, innego rodzaju ciosy wymierzała mu też matka. Ciekawe, czy Maelle zastanawiała się, czy jakaś inna rodzina biła jej dziecko? Ambrose próbował się nad tym nie zastanawiać, szczególnie, że to jego miękkość przełamała schemat—i teraz jego syn nie miał dobrej pracy, a córka nie umiała gospodarować pieniędzmi, więc może matka i teść mieli jednak rację. Czuł, że nie mieli, ale nie ufał swoim uczuciom.
Na ringu zamrugał, bo w odróżnieniu od poprzedniej uwagi—teraz nie wyczuł flirtu.
- Czym miałem zasłu... - zaczął, marszcząc brwi, ale kolejna uwaga Maelle rozwiała jego niepewność. - Och. - no tak, cała Maelle. - To tak nie działa. - wyjaśnił, jak już się droczyła to niech robi to porządnie. - Zły i dobry. Bardziej chodzi o kwestię umiejętności. Z Titusem się wymieniamy - jak zawsze gdy mówił o pracy, jego spojrzenie lekko rozbłysło, a plecy się wyprostowały. - ja prowadzę przesłuchania kobiet i irytuję mężczyzn, a on lepiej... obserwuje. Rozumie. Prowokuje. - wytłumaczył. - Więc wedle twoich zasad pewnie wymieniamy się rolami.
Trochę... rozmarzył się na temat swojej pracy, co pozwoliło Maelle zaatakować z zaskoczenia. Dostrzegł jednak jej ruch i spróbował usunąć się z drogi.
[b]- Dalej!{/b] - ponaglił. Trenerem był dość bezwzględnym i niecierpliwym, o czym mogły zaświadczyć zapłakane dzieci kolegów teścia.
1x k100 (szybkość):
56
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
Dzisiaj, 10:44
Może i nie były, co nie znaczy, że nie odkryły kilku sekretów, które Maelle chętnie od nich czerpie. Występowanie na scenie, nawet połączone ze zmysłowym pozbywaniem się fatałaszków, rządzi się innymi prawami niż kuszenie klientów w burdelu; muszą brać pod uwagę grę świateł i kolor ich refleksów, tło spektaklu i wiele innych czynników, na podstawie których należy przygotować się do show. Nigdy dotąd nie zwracała uwagi na teorię koła barw, a to konieczne, by nie wypaść zbyt blado albo zbyt zgnile przez własne nieprzygotowanie. Nikt nie chce oglądać wypłowiałej tancerki. Z tego powodu ćwierćwila nauczyła się nie bagatelizować wiedzy zdobytych koleżanek, chociaż w Domu Jedwabiu zetknęła się też ze żmijami, podle próbującymi wywieść ją na manowce niby dobrymi radami. Zdeterminowane do tego dziewczęta odrzuca jej magiczna natura, więc powinna wykazać się wobec nich wyrozumiałością... ale to nie znaczy, że nie ma prawa podmienić ich kremów do twarzy na kremy do stóp, na przykład. Póki nikt nie złapał jej za rękę, udaje, że nie miała z tym nic wspólnego.
- Chyba trafiłabym na bardziej rozumnego partnera, gdybym spróbowała porozmawiać o erotyce z butem - wzdycha, rozbawiona komentarzem o karalnej nagości, zupełnie jakby kazała Ambrose'owi pozbywać się fragmentów ubioru na posterunku magipolicji czy podczas aresztowania. Chociaż nie pozostaje obojętny na jej wilą naturę, nigdy nie wykazał zainteresowania inną kobietą, nie opowiadał o nowych kochankach, obiektach adoracji, planach związania się z kimkolwiek nowym. Nie, tematem dominującym w kwestiach interpersonalnych jest praca i uwaga poświęcana mężczyznom, stąd podejrzenie Maelle co do jego skłonności. Odmienności? Nie, nie lubi tego słowa, wychodząc z założenia, że wszystko jest dla ludzi. Dotyk Wili nauczył jej otwartości i zrozumienia względem każdego rodzaju pasji, ale jak dotąd nie znalazła dobrego momentu na podpytanie Day'a, czy jej wnioski są jakkolwiek zgodne z prawdą. Ten dzień kiedyś jednak nadejdzie. Musi. Może gdyby spędził noc w ramionach kochanka, z jego głowy wywietrzałyby myśli o mandatach, procedurach, regulaminach i metodach przesłuchań. - Skoro tak, udowodnij - rzuca mu wyzwanie z lekkim wzruszeniem ramion, a spojrzenie, które mu posyła, oraz uśmiech rozciągnięty na wargach, przywodzą na myśl lisa skradającego się do niepilnowanego kurnika. - Może być Gryffindor - dodaje spolegliwie. Ambrose zapewne nie chce wracać do zaprzepaszczonej kariery, zresztą rozdrapywanie przeszłości nigdy nie ma dobrych skutków.
- Skąd wiesz? Nie sprawdzałeś - wypomina mu, ponieważ złośliwość łatwiej z siebie wykrzesać, niż dalszy ciąg ran powstałych w miejscu, gdzie powinna otaczać ją ojcowska miłość. Tamtego dnia poczuła, że zerwano z jej ciała drugą skórę, membranę tego kruchego poczucia bezpieczeństwa zapewnianego córce przez rodzica, a bez niej musiała wykształcić zastępczy płaszcz, jeszcze grubszy, bardziej szczelny, mający w sobie coś ze stalowej maski. Mechanizm obronny póki co zdaje egzamin, na ogół trudno posądzić ją o smutek, rozpacz czy rozgoryczenie, skoro przechowuje je w sobie tak długo, dopóki inni ludzie nie znikną z horyzontu dnia, pozwalając jej przeżywać trudności w spokoju, za zamkniętymi drzwiami mieszkania. Wtedy wylewa z siebie sól wszystkich łez, jakby pozbywała się ropy z zakażonej rany, żeby nad ranem znów ją zabandażować i udawać, że nic jej nie łamie.
Sala bokserska obiecuje upust emocji w inny, nowy sposób, niż batożenie łóżka poduszką, ewentualnie noc gwałtownej przyjemności w ramionach przypadkowego kochanka albo kochanki. Cios Maelle nie trafia, Ambrose uchyla się przed nieszczególnie rozpędzoną pięścią, przez co ćwierćwila wydaje z siebie niezadowolony pomruk. Ledwo skoncentrowana na opowieści o wymiennej roli złego policjanta i Titusie, którego biegłość leży w sferze obserwacji i wyciągania wniosków, wykonuje kilka okrążeń ramionami, z oczyma zwężonymi jak ślepia kobry gotowej do ukąszenia.
- Nie zrobiliśmy rozgrzewki, dlatego mi nie wyszło - kapryśnie broni się przed przyjęciem niepowodzenia. Kamienna, wymagająca postawa Day'a gwarantuje, że skończy trening zasapana, ale ćwierćwila nie zamierza przypominać, że nie jest magipolicyjnym kadetem, tylko obiera za punkt honoru wyprowadzenie dziś kilku dobrych ofensyw choćby tylko po to, żeby udowodnić, że potrafi. - Nie unikaj, skoro chcesz sprawdzić, jak uderzam - zaperza się tuż przed podjęciem kolejnej próby. Tym razem jej pięść mknie w kierunku torsu mężczyzny w linii prostej, nie od dołu, może tak wyjdzie lepiej.
1x k100 (siła ciosu w pierś?):
52
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 09-01-2026, 23:15 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.