• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Domostwa > Edynburg, Dean Village 2112 > Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
12-09-2025, 22:34

Salon
Salon utrzymany jest w jasnych, naturalnych barwach, a miękkie światło przesącza się przez koronkowe zasłony, rozlewając się po wnętrzu. Jedna ze ścian zajęta jest przez drewniane regały – pomiędzy książkami poustawiano doniczki z zielonymi roślinami oraz drobne bibeloty: porcelanowe figurki, szkatułki, małe ramki ze zdjęciami. Przy oknie stoi obszerny fotel w kwiecistym obiciu, zachęcający do zaszycia się z lekturą. W centralnej części pokoju ustawiono kanapy w stonowanych barwach, a na podłodze rozłożono gruby, tkany dywan, którego miękkie włókna tłumią kroki i dodają wnętrzu przytulności. Kominek na przeciwległej ścianie porządkuje całość, nadając pomieszczeniu ciepły, spokojny charakter.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
15-11-2025, 19:00
16 kwietnia 1962r.

Edynburg. Gdzieś na końcu świata, miasto zupełnie obce, tak różne od tego, co znała. Ostatni raz odwiedzała Szkocję pod innym imieniem, w tej najgorszej wersji siebie, o której bardzo nie chciała pamiętać. Nosiła wtedy jeszcze ten sprany szkolny uniform, wiązała włosy żółtą kokardą i żegnała się z podłym dzieciństwem. Bez entuzjazmu, wręcz przerażona witała nadchodzącą rzeczywistość, wcale nie podejrzewając, że już wkrótce jej los naprawdę się odmieni. Od zafajdanych zaułków wprost do samego walijskiego serca. O tak, przeszła długą drogę. Dzięki temu wszystkiemu mogła dziś odważnie przemierzać te uliczki, gotowa rzucać wyzwania, gotowa znieść wszelkie przeciwności losu.
I zdecydowanie gotowa spędzić miły wieczór w towarzystwie Lorretty. Choć od ostatniego spotkania minęło ledwie kilka dni, pewna solidna kupka listów nasączonych plotką i ciekawością nie zdołała nasycić żadnej z nich. Niesprecyzowane plany, obietnica głębokiej wymiany informacji i może do tego jeszcze kilka butelek wina. Dom pod numerem 2112 miał już za chwilę stać się strażnikiem dziewczęcych tajemnic - albo przynajmniej punktem początkowym, bo przecież nikt nie powiedział, że dane im tu będzie spędzić całą noc. To nie była wioska zabita dechami, to było wielkie miasto, mnóstwo głosów i możliwości, a dwie samotne dziewczyny nie powinny mieć żadnego problemu z przeżyciem całkiem obiecującego wieczoru. Towarzyszył jej jednak tak dobry nastrój, że gotowa była na absolutnie każdą wariację. Gdy za plecami pozostawiła furtkę i przechodziła przez wiosenny ogród, wiatr ostatni raz podjął figlarną próbę zatańczenia z jej spódniczką. Cienki, rozpięty płaszcz nie zdołał uchronić oczu świata przed widokiem kreacji nieprzestałej skromnym dziewczętom. Na szczęście dawno temu przestała przepraszać za swoją urodę. Lubiła, gdy patrzyli i lubiła też, gdy uciekali w popłochu, kiedy jej uroki pieściły ich poślady. Szła przez życie z przekonaniem, że dziewczyna musiała umieć się bronić. W porcie już to wiedzieli, ale zdawało się, że ten cały Edynburg nie zdążył jeszcze usłyszeć o Philippie Moss. Może dziś się to zmieni.
- Loretto, aleś ty piękna - zawołała rozpromieniona, gdy w drzwiach stanęła jasnowłosa gospodyni. Wcisnęła błyszczący pantofel do środka i wkrótce mogły przywitać się już nieco czulej. - Zupełnie jakbyśmy wcale się nie rozstawały - stwierdziła pogodnie i uścisnęła ją lekko. Szybko minęły jej te dni, dużo pracowała, dużo napisała listów. Godziny przelewały się przez palce, wspomnienie dobrego towarzystwo przyjemnie rozgrzewało. I tak też znalazła się właśnie tutaj. Zsunęła pantofle, odwiesiła płaszcz i raz jeszcze przyjrzała się dziewczynie. - Mam wino, bardzo dużo wina od moich kochanych marynarzy. - I tak prędko zanurzyła dłonie w przytarganej torbie, a stamtąd w końcu wyłowiła - jedna po drugiej - te wszystkie butelki z zagranicznymi etykietami. Zbierane przez długi czas, alkohole z dalekich stron świata, różne kształty i kolory, ale bez wątpienia w każdym z tych szkieł zatopiono kiedyś obietnicę fantastycznego smaku i dobrej zabawy. - Jeśli to wszystko wypijemy... to prawie jakbyśmy zwiedziły cały glob, wiesz? - rzuciła z rozbawieniem. Może to była propozycja, może to było wyzwanie, ale przecież ziemia zalana była wodą, a one już raz wspólnie pływały. No, może Loretta w prawdziwym pływaniu radziła sobie znacznie lepiej, ale... teraz mogły sprawdzić nieco inną formę przemierzania mórz. We dwie, bez męskich oczu, mogły cieszyć się jeszcze większą beztroską i wreszcie porozmawiać o sprawach. Ale to może później. - Mieszkasz tu sama? Oprowadź mnie po swoich włościach, pani gospodyni - poprosiła śmiało, już teraz z zainteresowaniem się rozglądając.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
18-11-2025, 23:14
Ludzie ponoć tak mieli. Zachłystywali się czymś - tak jak ona teraz spontanicznością - i trzymali się tego kurczowo w obawie, że ucieknie im to z dłoni, przeleci przez palce, zniknie, rozpłynie się w powietrzu. Ona wcześniej takiego uczucia nie znała. W niej wszystko zmieniało się niczym w kalejdoskopie. Pasje traktowała jak chwilowy kaprys, bo nigdy nie wiedziała, z jakim nastrojem się obudzi ani czemu poświęci danego dnia czas. Ambicje były ulotne - a może po prostu dopiero się formowały. Nie znała stałości, dopóki pewne rzeczy nie osiadły w niej na dobre. Dopóki nie zrozumiała, co daje jej zanurzenie się w wodzie: to palenie w klatce piersiowej, gdy wstrzymywała oddech, żeby zejść jeszcze głębiej; to uczucie lekkości, kiedy fale obmywały ciało, zostawiając ją jak po oczyszczeniu, po prawdziwym katharsis, zmywającym z niej winy i troski. Dopóki nie poczuła, jak smakuje farba zmiękczająca pędzel, jak chropowaty może być źle położony podkład na płótnie, jak naturalnie przenosi na nie własne emocje - nie w planie, nie w przemyśleniu, ale w impulsie i wyobraźni. Dopóki nie nauczyła się, jak zioła łączą się ze sobą, jak mikstury warzą się w kociołku, jak osad zbierany z dna potrafi spalać się w sposób, który koi zmysły obciążone chorobami nie tylko ciała, ale i ducha. I w końcu dopóki nie zrozumiała, jak to jest mieć ludzi bliskich. Znajomych i przyjaciół, którym można zaufać - a przynajmniej pragnąć wierzyć, że można. Bo gdy to wszystko już miała, gdy choć raz poczuła się jak wszyscy inni, to tak jak oni nie chciała, by cokolwiek z tego jej uciekło, przeleciało przez palce, zniknęło i rozpłynęło się w powietrzu.
- To dobrze, że tak mówisz - zaczęła, czując, jak uśmiech sam rozjaśnia jej twarz na widok przyjaciółki. Łatka z barki już na dobre przylgnęła do Philippy i blondynka wcale nie miała zamiaru jej z niej zdejmować. Nie widziała ku temu najmniejszego powodu. - Bo to znaczy, że wyglądałam świeżo nawet nad ranem po tej nieszczęsnej grze w butelkę. - zaśmiała się, przepuszczając czarownicę w progu rodzinnego domu. - Chociaż ty wróciłaś znacznie później. - uniosła ręce w teatralnym, obronnym geście. - Nie pytam, nie drążę. - oczywiście, że zjadała ją ciekawość. Aż świerzbiło ją, by zapytać, czy przypadkiem tamtego wieczoru nie sprowadziła na barkę nie tylko zabawy, ale i… czegoś więcej. Ale zachowała to dla siebie, podając wszystko w tonie czystego rozbawienia, nawet na chwilę go nie kryjąc. Jej wzrok na moment zatrzymał się na sylwetce Philippy. Ta wyglądała znacznie bardziej imprezowo, niż wymagałaby tego skromna, domowa atmosfera, ale Loretta zakładała, że przyjaciółka była przygotowana absolutnie na wszystko, co tylko Edynburg mógł im przynieść. A tego nawet ona nie była w stanie przewidzieć. - No i kto tu się wystroił, moja droga? - mrugnęła porozumiewawczo. Nie dało się odmówić Philippie urody: łagodności spojrzenia, ciepła w ruchach… i tej drapieżności uśmiechu, który mógł zawrócić w głowie niejednemu marynarzowi. Lub też zwieść go na manowce.
Patrzyła, jak czarownica wyciąga z torby kolejne butelki, a jej własne zaskoczenie musiało być tak wyraźne, że nawet Felek, który akurat uznał, że to dobry moment, by przywitać się z gościem, miauknął jakby z dezaprobatą. - Myślę, że jak to wypijemy, to nie będę wiedzieć, na jakiej półkuli się znajdujemy - parsknęła, unosząc brwi. - Przeceniasz mnie. A jeszcze mi nie pokazałaś tego barmańskiego sposobu, o którym pisałaś w liście. - sięgnęła po kota, lecz natychmiast tego pożałowała - Felek, jak zwykle, udawał płynną masę, która przelewa się przez dłonie, zupełnie jakby właśnie dziś ważył co najmniej dziesięć kilo więcej. - Nie, mieszkam tu z rodzicami - wyjaśniła, odkładając sierściucha na kanapę, gdzie ten rozlał się jak królewicz na tronie. - Ale moja mama choruje i co kilka miesięcy ma robione badania w szpitalu. Trwają kilka dni, czasem tygodnie, więc mój papa przenosi się wtedy do Londynu. - ruszyła w stronę starego kredensu, którego drzwiczki skrzypnęły znajomo i wydobyła z niego dwa kieliszki do wina. - Więc cały dom jest dla nas, nimfo - dodała, z rozbawieniem rzucając Philippie znaczące spojrzenie. W tej samej chwili korek pierwszej butelki wystrzelił z cichym puf tuż za ruchem jej różdżki.
Unosząc kieliszek w geście toastu, poprowadziła Philippę przez niewielkie domostwo. Pracownię jednak pominęła - nie była jeszcze gotowa, by odsłaniać swoje płótna, szkice, wszystkie te rzeczy zbyt osobiste nawet jak na wieczór przy winie. Nie wiadomo, kiedy pierwsza butelka wylądowała już pusta na kuchennym blacie, a druga - tylko do połowy pełna - kołysała rubinową zawartością na stoliku przed nimi. Siedziały w salonie, rozluźnione, rozbawione, z policzkami lekko zaróżowionymi od alkoholu i śmiechu. - A umiesz śpiewać, nimfo? - zagadnęła, opierając się wygodniej o miękkie oparcie kanapy. Miała słabość do pięknych głosów, do muzyki rozlewającej się po pomieszczeniu niczym najjaśniejsze światło lub otulającej jak najcieplejszy koc. Kiedy Philippa odwróciła ku niej twarz, dodała z udawaną powagą. - Wiesz w ogóle, że Fred gra na gitarze? - uniosła brew w pytającym geście. - I śpiewa. - zamilkła tylko na ułamek sekundy, by zaraz wbić w przyjaciółkę spojrzenie jeszcze bardziej znaczące. - Chociaż… może właściwie już to wiesz - mruknęła, przygryzając dolną wargę. Rozbawienie, które wypłynęło na jej rysy, było tak oczywiste, że nawet łyk wina nie zdołał całkowicie go ukryć.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
17-12-2025, 16:38
– Droga Loretto, przecież to oczywiste. My w każdych okolicznościach wyglądamy doskonale – dorzuciła do jej słów szczyptę dumy i tylko trochę jakże narcystycznych iskier. Kobieta powinna być doskonała dla świata o każdej porze dnia i nocy, nawet gdy sama podświadomie czuje, że tu i teraz prezentuje się gorzej niż zazwyczaj. Zachwycone otoczenie potrafiło zmazać niejedną wątpliwość. Dobra mina do złej gry stanowiła codzienność w życiu Philippy Moss i zamierzała się dzielić z pokrewną duszą tym, czego nauczyła się od pani Boyle i innych zaradnych walijskich kobiet. Choć z pozoru to wydawało się sympatyczną wymianą zdań przyjaznych sobie koleżanek, gdzieś z boku, być może nawet niewidzialnie miało realne przełożenie na temperament i poczucie wartości. Pamiętała, jak sama zaczynała drogę od nędzy i absolutnie totalnego społecznego dna. Choć wciąż poruszała się po tym samym kawałku mapy, pozostawała dziś osobą o mocniejszym charakterze, silniejszą wewnętrznie. To jednak nie wydarzyło się samo.
– Oczywiście, że pytasz, oczywiście, że drążysz. Czuję, że aż cię roznosi, by się wszystkiego dowiedzieć. Ten błysk w oku trudno jest zakamuflować, wiesz? – przyłapała ją wciąż rozpogodzona, bez dozy złości czy niechęci wobec prześwietlających ją wręcz oczu przyjaciółki. Przecież dobrze wiedziała, jak to funkcjonowało. Kobiety lubiły plotki, kobiety lubiły szeroko i szczegółowo przegadywać sprawy – a już sprawy damsko-męskie z wyjątkowym wręcz namaszczeniem. Loretta Krueger pragnęła gorących informacji i może też tego dnia, po jednej czy drugiej butelce włoskiego wina dowie się, co takiego wydarzyło się tamtej nocy na rufie.
– Czy to źle? – Uniosła brew i zjechała wzrokiem w dół własnego ciała. Stanęła nawet nieco bokiem do blondynki i wykręciła szyję, by zerknąć dodatkowo na swój tył. – Nie byłam pewna, gdzie nas ten wieczór zaprowadzi. Wolę być gotowa na absolutnie wszystko, co Edynburg ma nam do zaproponowania. Nawet jeśli po prostu zostaniemy u ciebie i zaspokoimy to wyjątkowe pragnienie – obwieściła całkiem dziarsko. Trudno było ukryć, że trochę ja nosiło, ale nigdy nie lubiła samotnego grzania tyłka w kącie i biadolenia do własnych ponurych myśli. Tym razem jednak towarzyszka witała ją już w progu tym swoim obiecującym uśmiechem, a to była doskonała wróżba. Niechaj zaczną się te ulubione babskie rytuały.
Na kolejne słowa Loretty szczerze się roześmiała, całkowicie pozostając zgodną z przywołanymi wizjami. Wątpiła, by mogły we dwie pozbyć się całego zapasu alkoholu, ale jakoś w ogóle jej to nie przeszkadzało. Najwyżej coś zostanie na później. Przy tych myślach obserwowała też kota, który faktycznie zaszczycił gościa donośnym miauknięciem. Koty kojarzyły jej się z natrętami węszącymi w rzygowniku i wyciągającymi resztki ze śmietnika za tawerną. Kręciły się tu i tam, między uliczkami, skakały po gzymsach, wyglądały zza dziwacznych zasłoń starszych pań zamieszkujących partery kamienic. Moss jakoś… nie miała ochoty zapoznać się ze zwierzęciem bliżej. Podążyła zwinnie za Lorettą, słuchając jej opowieści o rodzinie. Rodzice. Kiwnęła lekko głową.
– Mam nadzieję, że z twoją mamą… wszystko będzie dobrze, że to nic poważnego – odezwała się po krótkiej pauzie. Nie wiedziała, czy jej rodzina mierzy się z większym dramatem, ale fakt organizowania przez jasnowłosą posiadówki, kiedy mama przebywała w szpitalu, zdawał się podpowiadać Moss, że to nie była sytuacja nadto martwiąca dla przyjaciółki. Następujący chwilę później na twarzy Krueger uśmiech przyniósł Philippię porcję pewnej ulgi. Z jakąś niesamowitą podniosłością przyjęła pierwszy kieliszek wina. A po nim każdą kolejną dolewkę.
Wygodnie rozłożona w salonie zdawała się tolerować obecność rozbestwionego na sofie kociska – a ten najwyraźniej odczuwał podobne uczucia względem niej. Uwagę skupiała jednak na gospodyni i to z nią wkrótce zanurzyła się w emocjonujących rozmówkach. – No pewnie, że umiem, nie jakoś wybitnie, ale coś tam potrafię. Piratom się podoba. Nauczyli mnie tych fantastycznych morskich pieśni. Potrafią bardzo ładnie prosić, bym wlazła na blat i pośpiewała razem z nimi – wyznała z rozbawieniem, choć w duchu towarzyszyła jej częściowo nadzieja, że nie chodziło wyłącznie o możliwość podglądania z dołu uroków jej krótkiej spódniczki.
– Gitarze? Nie jestem pewna, chyba nie wspominał. Albo wspominał, gdy byłam już bardzo pijana. On... raczej nie lubi się chwalić, no nie? – dywagowała głośno, wyobrażając sobie przy tym, że przy następnym wspólnym spotkaniu mogliby urządzić sobie mały koncert. – A Loretta? Co ona potrafi? - spytała, nim wargi zamoczyły się w kolejnym łyku wina. W ciele już czuła efekt poprzednich porcji, przyjemne, elektryzujące mrowienie zachęcało – jak zwykle – do jeszcze większej śmiałości. – Mam wrażenie, że wciąż jeszcze nie wiemy o sobie zbyt wiele… – kontynuowała niby od niechcenia. Aż w końcu usta ułożyły się w pytanie: – A jak było z Igorem? Jego talenty są ci już szerzej znane?
Pytam absolutnie o wszystko, Loretto.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Loretta Krueger
Czarodzieje
I am mine before I am ever anyone else's.
Wiek
20
Zawód
alchemiczka, pracuje w aptece ojca
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
5
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
20
Siła
Wyt.
Szybkość
7
11
13
Brak karty postaci
05-01-2026, 23:03
Choć w naturze człowieka powinna tkwić skrucha albo przynajmniej powściągliwość, w jej własnej na próżno było ich szukać. Altruistom od zawsze wpajano, że wszystko, co wykracza poza drugiego człowieka i uderza w ja, należy odsunąć - zepchnąć na margines tak daleko, by nawet spojrzenie w lustro miało swój wyliczony czas. By przypadkiem nie zahaczyć o nuty samouwielbienia, narcystycznej tyrady, tej niebezpiecznej granicy, po której rzekomo nie ma już powrotu. Ludziom z łatwością przychodziło ocenianie tych, którzy własnej osobie poświęcali więcej uwagi niż innym. Łatwo było przyklejać etykiety, łatwo w nie wierzyć - aż do bólu w kościach - i wynosić własne przekonania na piedestał, niczym bożka, w którego nie tylko warto, ale wręcz należy wierzyć. W słowach Philippy Loretta nie odnajdywała jednak próżności. Odnajdywała fakt. Coś prostego, nieupiększonego, niewymagającego delikatnych opakowań ani machnięcia dłonią, jak to zwykle bywało przy komplementach. Mogła się z nimi zgodzić bez mrugnięcia okiem i wcale nie odbierało jej to człowieczeństwa. Znała prawdę. Każdy był próżny na swój sposób. Każdy łaknął tego, o czym ona mówiła wprost i to bez ogródek, bez udawania, bez zacierania śladów. – Trudno się nie zgodzić – odpowiedziała w końcu kwitując wypowiedziane zdanie delikatnym uśmiechem.
Może i ciekawość podgryzała ją od środka, bo chyba tylko ignorant potrafiłby puścić mimochodem fakt, że to właśnie jej przyjaciółka postanowiła zostać na barce dłużej niż cała reszta. I tylko ignorant machnąłby ręką na taką informację, nie próbując uszczknąć choćby rąbka tajemnicy. Nie miała jednak zamiaru jej poganiać - przeciwnie, czuła to gdzieś głęboko, niemal w kościach, że czarownica sama zechce się podzielić szczegółami. Oby niezbyt barwnymi. - Tak? - zapytała niby zaskoczona, choć w jej postawie i mimice pobrzmiewała wyraźna nuta rozbawienia. - Dowiem się tylko tego, co zechcesz mi powiedzieć, moja droga. O szczegóły wypytywać nie będę. Mówią, że to wścibstwo, a ja staram się nie ulegać… pokusom. – uśmiech rozjaśnił kąciki jej ust. - Ale jeśli przyjdzie ci ochota podzielić się ze mną choć namiastką, obiecuję słuchać z należytą uwagą. - dodała to już w ruchu, gdy razem skierowały się w stronę kuchni.
Edynburg zdawał się być owiany tajemnicą wyłącznie dla tych, którzy nie znali go dostatecznie dobrze. Dla niej był jak materiał własnych kieszeni: oswojony, przewidywalny, pozornie pozbawiony niespodzianek. Wątpiła, by mógł ją jeszcze czymkolwiek zaskoczyć, choć lubiła myśleć inaczej, a jeszcze chętniej w ten sposób prezentować go innym. Los jednak po raz kolejny udowodnił, że zwykle z Moss nie sposób było się nudzić. Zawsze trafiały w sam środek sensacji, nim zdążyły na dobre rozgościć się w jakimkolwiek miejscu. I ten fakt rozpalał w niej nowe podekscytowanie. Bo lubiła spędzać z nią czas. Bo potrafiła skrywać pod kolejnymi warstwami równie wiele, co ona sama. Nie była to jej pierwsza tajemnicza koleżanka, lecz być może pierwsza, która mogła zasłużyć na miano stałej. Nie wychodziła jednak przed szereg z własnymi przemyśleniami, nie dzieliła się nimi na głos. Ot, rejestrowała fakt, a może raczej snuła hipotezę. Jakby samym uśmiechem próbowała zamienić to, co je łączyło, w złoto. – To po prostu zmyślne, nimfo. Oczywiście pożyczyłabym ci coś od siebie, gdyby zaszła taka potrzeba, ale jak zawsze jesteś przygotowana na wszystko – dodała z lekkim uśmiechem, zanim na blacie pojawiły się butelki z winem. Te napawały ją przekonaniem, że dobrze dobrana kreacja może się jednak przydać. Kto wie, co właściwie wpadnie im do głowy?
Gruby koc otulał ją przyjemnym ciepłem, choć policzki rozgrzały się raczej nie za sprawą jego splotu, a kieliszków czerwonego trunku wypitych po drodze. - Jak to się mówiło, nimfo? - zapytała, gdy kobieta wspomniała, że czasem śpiewa w tawernie razem z żeglarzami. - Jak nazywały się te wszystkie pieśni? - konsternacja wybijała się na jej twarzy, tak jakby utracone po spożyciu szare komórki przechowywały właśnie tajemną nazwę tejże muzyki. – Szanty! - oczy otworzyły się szerzej, ale raczej nie w zaskoczeniu, a w satysfakcji. - Potrafię sobie wyobrazić, jak ładnie muszą cię o to prosić - dodała po chwili. Jej spojrzenie zatrzymało się na twarzy rozmówczyni nieco dłużej, z konkretną myślą wymalowaną wprost na niej.
- Pytasz, czy Loretta lubi się chwalić? - brew uniosła się mimowolnie, a na jej ustach pojawił się rozbawiony uśmiech. Upijając łyk z kieliszka, na moment się zamyśliła. Westchnienie opuściło jej usta. - Odkrywanie zdaje się być najprzyjemniejszą częścią poznawania się, moja droga - odparła, zanim przeszła do własnych superlatyw. Felek zamruczał dosadnie, gdy wyprostowała nogi. - Prawda jest taka, że wiesz o mnie już wystarczająco dużo, by wysnuć jakiś wniosek na mój temat i skłamałabym, twierdząc, że nie kusi mnie zapytać, jaki. Potrafię pływać, ale to już wiesz. Prowadzę aptekę, to także wiesz. Jeżdżę konno… i tego chyba jeszcze o mnie nie wiesz. Ponoć zdolni ludzie potrafią nauczyć się pokory, nimfo. Obiecać ci jednak tego nie mogę. Daleko mi do spokorniałych. - dodała to żartobliwym tonem i podniosła się z kanapy, gdy kolejna butelka została opróżniona do cna. Kiedy wróciła do salonu z następną w dłoni, jej uśmiech poszerzył się, gdy usłyszała zadane przez kobietę pytanie. Wskazała na nią palcem jakby z wyrzutem. – Ten błysk w oku trudno jest zakamuflować, wiesz?
Uzupełniła kobiece szkło, by zaraz zrobić to samo ze swoim, trzymając ją przez chwilę w lekkiej niepewności. Philippa wyraźnie oczekiwała gorących plotek, lecz Loretta nie lubiła dzielić się tym, co w jej własnych myślach wciąż pozostawało niejasne i niedookreślone. Podczas ich podróży Błędnym Rycerzem nie wydarzyło się przecież nic, co mogłoby zaspokoić cudzą ciekawość - za to kilka rzeczy, które poruszyły jej własną. Wciąż nie miała o nim zdania. Widziała go jedynie przez pryzmat umysłu zamglonego alkoholem. Równie dobrze mogła dostrzegać więcej niż faktycznie istniało, albo pomijać detale, które z czasem okazałyby się najciekawsze. - O jakich talentach myślisz? - zapytała, autentycznie ciekawa, dokąd powędrowały jej myśli. - Odwiózł mnie Błędnym Rycerzem do Edynburga, potem trochę razem pobiegaliśmy, a na koniec… po prostu się pożegnaliśmy. - upiła kolejny łyk, a przyjemne ciepło rozlało się po jej wnętrzu. - Nie wiem. Nie ufam swoim pijackim osądom, nimfo - przyznała spokojnie. - Pijacki seks czy tylko pijackie pocałunki nie są czymś, co mnie interesuje. Jeśli mam coś dostać, jeśli mam coś mieć… to chcę wszystkiego. - i nie myślała przy tym o ślubach, dzieciach ani dalekiej przyszłości. Myślała o bliskości niezmąconej alkoholem. O dotyku świadomym, nie o pośpiechu. O pocałunkach, które nie są przypadkowe, o ruchach, które się ze sobą nie rozmijają. Nie o pląsach mających przynieść jedynie chwilowe spełnienie, lecz o czymś pełnym - czymś, co można wziąć bez zastrzeżeń i bez niedomówień. Bez żalu następnego dnia. - To co? Zostajemy czy wyruszamy w miasto?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.