• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Domostwa > Londyn, Chalcot Crescent 12/2 > Salon
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
11-03-2026, 13:29

Salon
Jasne pomieszczenie, w którym Gwen przyjmuje gości i spędza czas z książką, a tych ma wiele w pokoju. Jest tu czysto i przytulnie, ale to właśnie panna Leffingwell nadała wnętrzu charakteru. Znajdują się tam wygodne kanapy i fotele, na których można przysiąść i odpocząć. Nie zabrakło tam też uwielbianych przez panie z rodziny roślin, o które pilnie dba Gwen.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Gwen Leffingwell
Czarodzieje
There's always a sparkle of hope if you just believe
Wiek
28
Zawód
magizoolog
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
7
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
14
Brak karty postaci
13-03-2026, 16:32
7 maja 1962r.

Wydawało się, że Gwen nikt już dzisiaj nie zaskoczy. Po względnie udanym dniu, w którym większość czasu spędziła w rezerwacie, skupiając się na pracy i tym, że chociaż lubiła ludzi, zwierzęta i magiczne stworzenia bardziej. Ludzie potrafili być perfidni i zdradliwi, ale też zaskakujący, w sposób pozytywny i negatywny. To nie tak, że była odludkiem, który kocha przede wszystkim swoją pracę i nie widzi w niczym innym sensu. Doceniała wiele osób, przyjaźniła się z niemałą grupą osób, ale co poradzi, że wielu ludzi zdradza piękne wartości i kieruje się tym, co złe i niebezpieczne. Gwen trzymała się od tego z daleka i po prostu robiła swoje. Co innego mogło się wydarzyć w życiu rodziny nastawionej na stworzenia i rośliny, w której nie było wiele czasu dla siebie, tylko na pracę? Tak, córka Leffingwell’ów była osobą, która ceniła sobie swój zawód, ale nie poświęcała temu tyle czasu, co rodzice. Poprzez dość osobliwe życie nauczyła się doceniać każdego i każdą chwilę, w której można było pomówić o tym, co boli i co jest dobre. Postanowiła sobie, że pewnego dnia będzie mieć swoją familię, której będzie potrafiła poświęcać czas. Chciała mieć swój dom, zasady, kilka zwierząt i cały zapas prawdziwej, rodzinnej miłości. Póki co jednak wszystko było marzeniem, które mogło się kiedyś spełnić. Lata mijały, czasy były jakie były i nikt chyba nie był pewien jutra. Myśl o dobrych rzeczach często pomagała w życiu. Bo ona taka właśnie była, widziała dobro wszędzie i w każdym, chociaż wiele osób nie zasługiwało na jej uwagę. Trzymała się tego, co znała i w co wierzyła i starała się nikomu nie przeszkadzać, bo wolała omijać problemy szerokim łukiem. Jednak kiedy te ją dosięgały, zawsze próbowała się zmierzyć z nimi z odwagą i poświęceniem.
Tego dnia, gdy zbliżał się wieczór, Gwen siedziała w salonie swojego mieszkania, w rękach trzymając jedną z książek, którą niedawno zakupiła do swojej kolekcji. Uwielbiała czytać, od zawsze, jednak ostatnimi laty częściej można ją było znaleźć w pokoju, śledzącą z uwagą tekst w tomiszczu, który miała przed sobą. Tym razem pochłonęła ją historia, która nie miała szczęśliwego końca, a przynajmniej połowa historii, którą miała za sobą, zwiastowało przygnębiający finał. To nic, lubiła i takie opowieści, gdyż w prawdziwym życiu, uśmiech przeplata się ze łzami i jest to normalna kolej rzeczy, że smutek mieszał się z radością. W skupieniu pokonywała kolejne strony, a w mieszkaniu słychać było wyłącznie tykanie zawieszonego na ścianie zegara.
Czas płynął, nie tylko podczas takiej rozrywki jak czytanie. Upływał także dla ludzi, którzy od dawna się nie widzieli. Mija dzień, miesiąc, rok… i tak dalej. Gdyby Gwen Leffingwell usłyszała od kogoś, że tego dnia odwiedzi ją jej zaginiony brat (ileż ona przez niego wylała łez…), zaśmiałaby się i powiedziała wprost, że wierzy w to, że kiedyś ten dzień nadejdzie, ale zapowiedziałby się jakoś, wysłał wiadomość, cokolwiek, żeby nie zaskoczyć jej i by nie padła na atak serca.
Kiedy usłyszała pukanie do drzwi, spodziewała się kogoś z administracji budynku czy jakąś znajomą postać, która wpadła w jakimś ważnym celu. Ostatnim, co mogło się wydarzyć, był widok mężczyzny, który odciął się od rodziny i pozwolił rodzinie na łzy, a Gwen wylała ich mnóstwo. Mieli bardzo dobry kontakt ze sobą, siostra go uwielbiała i potrzebowała jego rad, towarzystwa i rad odnośnie bezpieczeństwa i obrony.
Kiedy zobaczyła brata, oniemiała i… zamknęła mu drzwi przed nosem. Wzięła głęboki oddech, policzyła do pięciu i powiedziała do siebie
- Nie zwariowałaś, z twoją głową wszystko w porządku… - a potem jeszcze raz, tym razem wolniej i jakby wietrząc podstęp, uchyliła drzwi i spojrzała na stojącego tam mężczyznę. Zanim cokolwiek powiedziała, przyjrzała mu się uważnie. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie zrobiłby mi takiego głupiego żartu, ani nie zastosował eliksiru by zmienić się w kogoś innego. To musi być on. Ale jak? Dlaczego teraz? – Gwen nigdy nie uwierzyła w to, że brat nie żyje i zawsze miała nadzieję, że kiedyś i gdzieś znów się spotkają. To jednak było tak niespodziewane, że nie wiedziała, co robić i jak się zachować.
- Przepraszam, nie spodziewałam się takiego widoku – wyglądał inaczej, ale równocześnie to był jej brat. Jakby życie i doświadczenie nieco go zmieniły. Nie rozumiała z tego nic, ale miała nadzieję, żewkrótce się dowie.
- To naprawdę ty? – zapytała cicho i patrzyła na niego uważnie, szukając podstępu. Jak to się stało, że wrócił? Dlaczego zniknął? – Nie wyjdziesz zanim nie odpowiesz mi na wiele pytań – pogroziła mu palcem, ale nie kazała mu już dłużej stać pod drzwiami. Zrobiła mu miejsce w przejściu.
Minę miała obrażoną, bo była zła, ale tak naprawdę dopadało ją wzruszenie i czuła, że za chwilę naprawdę się rozpłacze z emocji, jakie nią targały.
- Tęskniłam – odparła cicho.
Life is a flower. So precious in your hand
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Jesse Leffingwell
Czarodzieje
You'll never get a second chance Plan all your moves in advance
Wiek
30
Zawód
Były auror, praca dorywcza
Genetyka
Czystość krwi
wilkołak
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
18
0
OPCM
Transmutacja
18
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
12
5
Brak karty postaci
18-03-2026, 21:36
Zmaga się z tym od wielu miesięcy — podejmując decyzję o wyjeździe z Londynu godzi się na zerwanie wszystkich relacji oraz kontaktów. Nie dzieli ich na te ważniejsze i nieistotne. Odcina wszystkie, licząc że to przyniesie mu jednoznaczną ulgę. I początkowo tak jest. Nie zastanawia się nad tym, co dzieje się w jego dawnej pracy, co robią przyjaciele, wreszcie jak radzi sobie rodzina. Zmęczenie spowodowane ciągłym szarpaniem się z nową rzeczywistością jest tak przytłaczające, że potrzebuje oddechu. Ból przychodzi znacznie później. Zaczyna do niego docierać, że rozwiązanie nie jest idealne, a on sam nie jest człowiekiem pozbawionym serca. Tęskni. Najbardziej czuje żal za utraconym kontaktem z siostrą, z którą przecież przez lata miał najlepszy kontakt. Dzisiaj, kiedy idzie ulicą w kierunku Chalcot Crescent dociera do niego, że być może popełnił największy w swym życiu błąd.
Popołudnie jest dość pogodne, chociaż słońce, które skłania się ku horyzontowi, zabarwione jest na wściekle czerwony odcień. Ma w sobie coś złowieszczego, padającego na mury pobliskich kamienic w postaci krwawej łuny. Może to tylko jego wyrzuty sumienia wyostrzają każde doznanie? Nie jest pewien.
W przeciągu ostatnich dni naprawdę wiele się zmieniło, a on sam czuje, że jeśli nie naprawi tego, co zaprzepaścił dwa lata temu, wszystko doszczętnie przemieni się w popiół. Nie wie, czy siostra będzie chciała z nim rozmawiać. Próbuje o tym nie myśleć, bo jeszcze chwila i zmieni zdanie, odwracając się na pięcie. Może lepiej by było, gdyby pozostał na zawsze zaginionym bratem? Nie ma chyba jednak na tyle okrucieństwa w sobie, żeby ostatnią życzliwie nastawioną do niego członkinię rodu Leffingwellów potraktować w sposób doszczętnie nieczuły. Wie, że powinien odpokutować za swoje winy.
Wsuwa dłonie w kieszenie, idzie dość szybko, mijając nielicznych przechodnów. Większość londyńczyków ściąga już do domów, bo robi się późno. Wszystkie spacery powoli się kończą, a pracownicy już dawno zajęli najlepsze stoliki w pobliskich knajpach i restauracjach. Myśli sobie, że zupełnie nie pasuje do pogodnej atmosfery Chalcot. Delikatne fasady zabudowy ustawionej w ścisłe szeregi kontrastują z szarością ubrań, które ma naciągnięte na grzbiet. Wygląda tak, jakby był permanentnie pokryty kurzem miasta. Oczy ma przygasłe, skierowane tuż pod nogi. W ustach międli papierosa. Ma nadzieję, że nie pomyli adresów. Pamięć ma wprawdzie dobrą lecz obawia się, że zmęczenie wszystko zepsuje. Przed samym wejściem, gasi nied
Może jej nie zastanie? Może gdzieś wyszła? Łudzi się jeszcze w momencie, kiedy stuka w drzwi nasłuchując jakiegokolwiek poruszenia po drugiej stronie.
Dłoń naciska na klamkę, a drewniane skrzydło ustępuje przed nim na moment. Dostrzega twarz siostry, nie jest jednak w stanie odpowiedzieć nawet uśmiechem, bo ta zaraz zamyka mu przed nosem wejście do mieszkania. Otwiera szeroko oczy, choć przecież brał pod uwagę podobną reakcję. Stoi jeszcze przez moment, zanim stwierdza, że powinien odejść. Wtedy też drzwi otwierają się ponownie ku jego zaskoczeniu.
— Gwen — mówi cicho w odpowiedzi na jej pełne powątpiewania ale i nadziei słowa. — Tak… — dodaje, choć nie musi. Kiedy robi miejsce, aby mógł wejść do środka, czuje prawdziwą ulgę. Przechodzi do korytarza, a kiedy drzwi się zamykają, rozluźnia ramiona.
— Wiem. Przepraszam. — Na ten moment nie potrafi powiedzieć więcej. Uśmiecha się tylko krzywo i przygląda twarzy siostry. Zdaje mu się, że wydoroślała jeszcze mocniej. To niby tylko dwa lata, a zdaje się jak wieczność…
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Gwen Leffingwell
Czarodzieje
There's always a sparkle of hope if you just believe
Wiek
28
Zawód
magizoolog
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
7
Siła
Wyt.
Szybkość
8
12
14
Brak karty postaci
Wczoraj, 21:14
Gwen nigdy nie uwierzyła, że brat zniknął na zawsze. Bała się o niego, ale czuła, że żyje i kiedyś jeszcze się spotkają. Kiedy wielu spisało go na straty, ona naprawdę była przekonana, że wróci. Kiedyś byli ze sobą dość zżyci, gdyż siostra wydawała się go rozumieć i potrafiła dotrzymywać mu kroku. Dzielili wolny czas i potrafili się wspierać, czy to pomagając sobie rozmową, czy po prostu milcząc.
Teraz kiedy przyszło im się spotkać po tak długim czasie, nie bardzo wiedziała jak się zachować. Może powinna go uderzyć, albo paść w ramiona? Czuła, że łzy w końcu zwyciężą i zaraz popłyną po jej policzkach, ale teraz splotła ręce na piersiach i starała się mówić pewnie, udając, że głos wcale jej nie drży. Naprawdę chciała przywitać go jak trzeba, ale nie wiedziała właśnie co powinna zrobić.
- Może wydaje Ci się, że nie jestem zaskoczona. Przeciwnie, jestem – zaczęła swoje krótkie przemówienie. – A jednak wierzyłam w to, że kiedyś wrócisz. Nigdy nie zwątpiłam i powtarzałam innym, że żyjesz i kiedyś się pokażesz. Mimo to… - z jej oczu popłynęła łza, a po chwili kolejna i jeszcze jedna. W końcu usiadła na kanapie i po prostu pozwoliła dać upust emocjom. Nie mówiła nic, nie wycierała jeszcze oznak swojego wzruszenia i ulgi, panowała między nimi cisza. Spojrzenia mówiły czasem więcej niż najlepsza mowa. A jednak po krótkim czasie ktoś musiał zabrać głos.
- Gdzie Ty byłeś i dlaczego w ogóle odszedłeś? – zapytała wprost. – Co sprawiło, że się teraz pokazałeś? Mam mętlik w głowie, bo niczego nie rozumiem. Mój ukochany brat po prostu zniknął i zostawił wszystkich w niewiedzy i niepokoju. Może i relacje między członkami rodziny są różne i dalekie od ideału, ale… Jesteśmy z tej samej krwi i zawsze będziesz dla mnie ważny – wyjaśniła, siląc się na spokój.
- Zostawiłeś mnie i to w czasie, gdy byłeś mi najbardziej potrzebny. W czasie, gdy wątpiłam we wszystko i wszystkich. Wiedziałam, że się spotkamy, dlatego czekałam. Powtarzałam sobie, że wrócisz następnego dnia, a potem kolejnego i tak dalej. I minęły miesiące i dopiero teraz stajesz przede mną, jakby nic się nie stało – pociągnęła nosem, bo łzy nadal spływały po jej policzkach.
- W czym nie mogłam Ci pomóc? – padło kolejne pytanie. – Powiedz mi, bo próbuję to wszystko poukładać sobie w głowie, zrozumieć i przyjąć do wiadomości – wyjaśniała bratu swoje odczucia i tłumaczyła swoje zachowanie.
- Czekałam na Ciebie, Jesse. Czasem wierząc mniej, czasem bardziej. Poczułabym w sercu, gdyby coś się stało. Nie ma takiej magii, która byłaby większa od miłości. Wiesz, że zawsze bardzo Cię kochałam. Wydawało mi się, że tylko Ty mnie rozumiałeś i chciałeś. Byłam dumna z takiego brata, ale czy on to odwzajemniał? Zawsze chciałam byś czuł, że masz we mnie przyjaciółkę. Nic się przez ten czas nie zmieniło – powiedziała jeszcze, a później otarła łzy dłońmi.
- Widzisz? Wiem, że jestem bardzo emocjonalna, ale nic na to nie poradzę. Widzę przed sobą tę samą osobę, a jednak wiem, że jesteś inny. I chcę zrozumieć, co się dzieje – odparła łagodnie, cicho, jak zawsze, kiedy zwracała się do niego w jakiejś sprawie, a szczególnie wtedy, gdy mieli porozmawiać poważnie. Gwen potrzebowała tego bardzo. Nie rozumiała, ale chciała zrozumieć.
Life is a flower. So precious in your hand
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 20-03-2026, 11:07 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.