• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Inne miejsca > Evershire College of Arcane Arts > Skrzydło Zachodnie
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 00:55

Skrzydło Zachodnie
Skrzydło Zachodnie Evershire College odcina się od reszty kampusu wyraźnym światłem. Korytarze są tu szersze, wyłożone jasnym kamieniem, a wysokie okna wychodzą wprost na linię lasu. W salach dydaktycznych przyszli uzdrowiciele uczą się diagnozy, zaklęć regeneracyjnych i pracy z obrażeniami magicznymi oraz niemagicznymi. Zapach ziół i preparatów leczniczych unosi się subtelnie w powietrzu, nie dominując przestrzeni. W głębi skrzydła znajduje się niewielki oddział kliniczny do ćwiczeń praktycznych, odizolowany zaklęciami bezpieczeństwa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
12-02-2026, 11:33
8 kwietnia 1962

Stan doktora Wimmera nie polepszał się, a skoro tak się działo – w oparciu o obecnie posiadaną wiedzę medyczną, popartą doświadczeniami i badaniami przeprowadzanymi przez samego chorego ze szczerym poszanowaniem do obranej metodologii – nie pozostało mu już wiele czasu. Gdy patrzyła na jego ciało – męczące się nad wypełnianiem podstawowych funkcji życiowych – czuła podskórnie jak duży autorytet straciła. Jego zapiski były materiałem cudownym – uporządkowanym, sensownym, prowadzącym do jasnych wniosków – nawet, jeżeli w późniejszych tygodniach nie sposób było nie zauważyć wpływu Wysysacza na umysł Czarodzieja.
Rzadko żegnała jednak tęgie umysły już za życia. Rzadko miała okazję uczyć się na ich marniejących ciałach. Rzadko czuła też zupełną bezsilność. I z tą ostatnią… Próbowała sobie radzić. Zarówno pisząc do specjalisty, jakim w jej zaufaniu był pan Burke, jak i sięgając po rady lokalnych specjalistów.
Sanderson była dobrą teoretyczką – spędziła kilka ostatnich godzin na rozmowie z jednym ze starszych profesorów College’u, zastanawiając się nad potencjalnym odwróceniem działania śmiercionośnego zaklęcia. Obecność wysysacza w otoczeniu czarodzieja było wyrokiem śmierci – wyjątkowo brutalnej, bo odroczonej.
Moira nie chciała jednak przyciągać zbyt wiele uwagi, a już na pewno nie chciała, by ciało profesora było oglądane przez licznych ludzi, posiadających równie liczne gęby zdolne do puszczania w świat plotek. Im było ich mniej – tym lepiej.
A rodzina Burke… Cóż, słynęła przede wszystkim z dyskrecji. Dobrze opłaconej, ale dyskrecji.
– Panie Burke, Clemens znajduje się obecnie w moim gabinecie, przenisołam go tam z troski o dyskrecję – mówi, idąc ramię w ramię z wysokim mężczyzną. Korytarze skrzydła nauk medycznych są urządzone sterylnie, ale przy użyciu kosztownych materiałów – prawdziwego, drogiego kamienia, ułożonego zarówno na ścianach, jak i dobrze wyciszonej posadzce. O tej porze nie jest tu gwarno, ale nie minięcie się z pojedynczymi, pracującymi tu uczonymi… Nie wchodzi w grę. – Jego stan nie pogorszy się przez to, a będziemy mogli omówić drażniące mnie sprawy. Przejrzał pan moje raporty? Wielkie zdziwienie wzbudziło we mnie to… – zaczyna, ale w międzyczasie pociąga ciężkie drzwi do pomieszczenia podpisanego nazwiskiem dwóch kobiet – Moiry oraz jej długoletniej znajomej. Druga kobieta pozostaje w pomieszczeniu nieobecna. Zaprasza Xaviera do środka – tam, gdzie dźwięk nie będzie niósł się tak mocno, a ona sama będzie mogła kontynuować dysputę. – Muffliato – rzuca, ledwo łapiąc różdżkę w dłonie. Zawsze ma ją blisko siebie – najczęściej w wewnętrznej kieszeni garsonki, którą obecnie rozpina, a potem zrzuca na ciężki fotel. Ustawiony roboczo parawan zakrywa ciało doktora – odgradza do od resztek promieni słonecznych wpadających do pomieszczenia. Gdy ostatnio otworzył oczy – co odebrała za fałszywie dobry znak – zauważyła ze smutkiem, że nie reagował dobrze na żadne światło.
– Wielkie zdziwienie wzbudziło we mnie to, że nie każdy organ ciała czarodzieja uległ zaklęciu. Dajmy na to, taka grasica? Jeden z najważniejszych organów układu odpornościowego, nie wchodząc w szczegóły. Wciąż funkcjonuje, nawet jeżeli organizm jakby nie umiał wysłać jej odpowiednich sygnałów do działania. Tak samo śledziona. Przy obecnych zmianach w mózgu i układzie nerwowym nie widzę większych szans na ozdrowienie – widzę jednak szansę na potencjalne szybsze rozpoznanie innych przypadków… – staje nad ciałem profesora, zerkając z dołu na błękitnokrwistego czarodzieja. – Czy sądzi pan, że możliwym jest leczenie skutków czarnej magii bez głębszego poznania tej dziedziny? Pytam szczerze i oczekuję szczerej odpowiedzi.
Zastanawiała się nad tym długo, pewnie kilkanaście lat, a że często zadawała pytania bardzo bezpośrednie – tym razem padło i na chwilowego współpracownika. Miała przeczucie, że mężczyzna wie o dziedzinie tej nieco więcej niż mile widziane w niektórych kręgach. Nie oceniała go za to, każdy środek który prowadził do celu był… Do zniesienia. Bo nie, nie był akceptowany, ale też nie był… Niezrozumiały.

|| Udane zaklęcie Muffliato - Zaklęcie zagłuszające. Tworzy magiczną barierę dźwiękową, która uniemożliwia podsłuchiwanie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
15-02-2026, 22:14
Cała ta sprawa była zarówno fascynująca jak i niepokojąca. Z jego perspektywy przede wszystkim jednak interesująca. Rzadko kiedy nadarzała się okazja do zbadania tak rzadkiego artefaktu jakim był Wysyszacz. Nie odważył się go jednak zabrać do domu, chociaż posiadali w Burke Manor odpowiednio zabezpieczone pomieszczenia, które uchroniłyby domowników przed jego działanie. Miejscem, które wybrał na jego badanie był sklep na Nokturnie. To właśnie tam postanowił pochylić się nad artefaktem, po uprzednim odpowiednim przygotowaniu pracowni. Nie miał najmniejszego zamiaru narażać się na niebezpieczne działanie przedmiotu, dlatego poświęcał mu raptem godzinę dziennie, a potem dokładał go do specjalnie przygotowanej szkatułki, do której tylko on miał odstęp. Pozostały czas spędzał na wgłębianiu się w notatki, które przesłała mu pani Sanderson. Zapiski były z całą pewnością skarbnicą wiedzy, przede wszystkim medycznej, ale i on był w stanie wyciągnąć z nich wiele. Profesor bardzo dokładnie zapisywał odczuwane skutki działania artefaktu, co było godne podziwu i pożałowania jednocześnie. Burke nigdy nie był zwolennikiem eksperymentowania na sobie, w młodzieńczych latach popełnił ten błąd i bardzo długo musiał walczyć z konsekwencjami podjętych przez siebie decyzji. Co prawda nie miał żadnych skrupułów aby sprawdzać działania na innych, nic nie podejrzewających osobnikach, na sobie jednak nigdy. Pycha jednak często gubiła człowieka i chociaż w tym konkretnym przypadku może nie do końca podejrzewał o to profesora, to jednak z całą pewnością miała ona tutaj dużo do powiedzenia. Podejrzewał, że człowiek ten zachował Wysysacz z chęci zbadania go, jednak bez „żywiciela” przedmiot nie był w stanie mu nic powiedzieć. Napędzany rządzą wiedzy, często bardzo zgubną, jak było i w tym przypadku, postanowił zaryzykować własnym zdrowiem i życiem aby osiągnąć zamierzony cel. Burke wychodził z założenia, że zanim profesor zorientował się jak bardzo złą decyzje podjął, było już za późno aby cokolwiek odkręcić. On sam jednak nie miał zamiaru ryzykować. Te kilka godzin, które udało mu się spędzić nad Wysysaczem oraz notatki przesłane przez panią doktor wystarczyły mu w całości aby dość do pewnych wniosków, które miał zamiar przedstawić pani Sanderson.
Pojawił się na terenie uniwersytetu chwilę przed wyznaczoną godziną spotkania. Sam nigdy do college’u nie uczęszczał jako, że brakowało w jego programie studiów skupionych na artefaktach czy runach. Był samoukiem, z dużą pomocą rodziny i innych specjalistów, jednak w żadnym razie nie czuł się gorszy od tych, którzy uczyli się w Evershire. W zasadzie pod wieloma względami czuł się od nich nawet lepszy i jego pochodzenie nie miało z tym kompletnie nic wspólnego. Pozostawił swój płaszcza w szatni nieopodal wejścia, a kiedy pani Sanderson do niego dołączył, ruszył już za kobietą. Słuchał z uwagą jej słów kiedy podążali sterylnie czystymi korytarzami skrzydła zachodniego. W normalnych warunkach pewnie nie odpuściłby sobie małego spaceru w celach zwiedzenia przybytku, jednak tym razem przybył tu w interesach, więc ewentualna wycieczka musiała poczekać na kolejna sposobność.
- To dobre rozwiązanie. Nie ma sensu aby nieproszone oczy były świadkiem tego co się wydarzyło. - zgodził się z nią lekko przy tym kiwając głową, na dłuższą chwilę zatrzymując spojrzenie na mijającym ich właśnie mężczyźnie - Tak, zapoznałem się bardzo wnikliwie z tym co mi pani przesłała. - pokiwał lekko głową, by po chwili przekroczyć drzwi prowadzące do gabinetu kobiety.
Poczekał na spokojnie aż ta rzuci odpowiednie zaklęcia i drzwi się za nimi zamkną. Sprawa wymagała dyskrecji i pełnej tajemnicy. Informacje jakimi mieli się tutaj dzisiaj wymienić nie powinny ujrzeć światła dziennego, a przynajmniej nikt nie powinien go z nimi łączyć. Był przekonany, że wiedza, którą ma zamiar się z nią podzielić, zostanie wykorzystana w przyszłości, kto wie, może dla dobra ogółu, ale wcale mu nie zależało aby jego nazwisko było z tym łączone.
Przeszedł za parawan, po czym na dłuższą chwilę utkwił spojrzenie w leżącym mężczyźnie. Wyglądał gorzej niż przed dwoma tygodniami gdy znaleźli go w jego mieszkaniu. Oddech był o wiele płytszy i w zasadzie jeśli ktoś by się nie przyjrzał odpowiednio dokładnie, można by pomyśleć, że profesor w ogóle nie oddycha. W końcu jednak uniósł spojrzenie na kobietę i wsłuchał się w to co miała do powiedzenia.
- Wcale mnie to nie dziwi. - pokręcił głową, opierając się dłońmi o oparcie krzesła, które sobie podsunął - Istnieje różnica w działaniu zaklęć, a klątw. Zaklęcia przeważnie są krótkotrwałe, mają za zadanie działać w chwili ich rzucenia przez określony czas, jednak nie długi. W przypadku klątw jest to sprawa o wiele bardziej złożona, o wiele bardziej zaawansowana magia. - odparł spokojnie zduszając w sobie chęć sięgnięcia do wewnętrznej kieszeni marynarki po papierośnicę - Klątwy składają się z kilku, połączonych ze sobą czarnomagicznych zaklęć, które jedynie zwiększając swoje działanie. Klątwy nie działają natychmiastowo, można powiedzieć, że w wielu przypadkach mają opóźniony zapłon lub uwalniają się stopniowo, tak jak w tym przypadku. Profesor był wystawiony na działanie klątwy przez dłuży okres czasu i im dłużej to trwało, kombinacja zaklęć w niej zawarta powodowała coraz to większą dewastację w jego organizmie. W notatkach, po dokładnej analizie pisma czy też sposobie ich zapisywania, zauważyłem, że najpierw zaatakowała mózg. Zdania z czasem stały się bardziej zawiłe, traciły sens, jakby profesor w trakcie ich pisania zapominał co tak naprawdę chciał przekazać. - znów skierował na moment spojrzenie na spokojną twarz mężczyzny - Kiedy mózg przestaje działać i wysyłać sygnały do reszty organizmu to tylko kwestia czasu aż cały organizm przestaje funkcjonować. - westchnął cicho.
Może nie znał się na uzdrawianiu, jednak w swoim życiu, dla jednych krótkim, dla innych długim, zbadał już tak wiele rożnych artefaktów, że musiał poznać niektóre zagadnienia medyczne. Przede wszystkim skupiał się na mózgu człowieka i jego działaniu oraz podatności na różnego rodzaju klątwy.
Słysząc pytanie utkwił w kobiecie spojrzenie niebieskich oczu. Czarna magia nie była akceptowana przez społeczeństwo, była tępiona, a ci, którzy się nią posługiwali byli postrzegani jako zagrożenie. Xavier tego tak nie widział, dla niego czarna magia była środkiem do osiągnięcia celu i nie miał najmniejszego zamiaru z niej rezygnować.
- Nie. - odpowiedział więc zgodnie z własnymi przekonaniami i doświadczeniem - Jeśli chce się leczyć skutki czarnej magii, przede wszystkim tak zaawansowanej, należy mieć odpowiednią widzę z tej dziedziny. Nie mówię tu o podstawie typu czym w ogóle jest czarna magia, ale o jej zawiłościach, o jej specyfice i korelacjach jakie występują między jej poszczególnymi rodzajami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
21-02-2026, 01:00
Sanderson kiwa głową – będzie uważała na określenia zaklęć i klątw – będzie używała ich rozważniej, siląc się na możliwie jak najbardziej precyzyjne nazewnictwo. Nim jednak będzie do tego zdolna – musi zagłębić się w temat i zrozumieć techniczne różnice. A zrozumieć chce bardzo – bo chociaż wielokrotnie leczyła skutki uboczne działania klątw – niekiedy kierując zespołem w stronę użycia odpowiednich zaklęć – nigdy do końca nie rozumiała ich faktycznego działania. Była dobrą teoretyczną magii, a w zbiorowej pracy wielokrotnie łączyła wiele jej dziedzin, ale czarna magia była tematem tabu – szczególnie po Wojnie Czarodziei, szczególnie w środowiskach magimedycznych i szczególnie wśród ludzi, których reputacja ucierpieć mogła na niej zbyt mocno.
Rodzina Burke… Miała specyficzną renomę. Sanderson od samego początku wiedziała na co się pisze, ale wbrew wszystkiemu – nie umiała zignorować wpływów rodziny Xaviera. Nie umiała też zignorować gromadzonej przez nich wiedzy – tej nieokiełznanej normami moralnymi. Jego rodzina nie przebierała w środkach i nie wybrzydzała przy wyborze informatorów, a chociaż uzdrowicielka nie wiedziała czy Xavier pomoże jej ze wszystkim i odpowie skutecznie na każde jej pytanie – wiedziała, że ciężko byłoby znaleźć w tym mieście członka rodziny z tak dużym… Zapleczem.
Wysysacz był okrutnym artefaktem. Jak wiele tak okrutnych artefaktów już widział?
– To jasne. Nie mogę sobie pozwolić na krojenie doktora na wszelkie możliwe sposoby – to brak szacunku i zakrawałoby o dziwne, mugolskie praktyki, ale przez te dni żałowałam kilka razy, że nie mogę obejrzeć każdego organu uważnie. Przyjrzeć się dokładnie, czy i fizycznie nie pozostają one wyraźnie zmienione. Teoretyzuje się, że czarodziej przeżyć mógłby bez pewnej części mózgu – wzdycha, a potem przestępuje z nogi na nogę. Chce dodać, że dowodem mogą być niektórzy politycy – nawet Ministrowie Magii – ale tym razem zachowuje profesjonalizm. – Po objawach teoretyzować mogę również, jaką część atakuje, ale myślę, że dopiero po sekcji potwierdzę lub obalę moje przypuszczenia. Nie życzę mu śmierci, chciałabym móc pomóc mu, ulżyć mu, wyleczyć go panie Burke, ale… Co to za życie? – wyraża się z pewnym żalem, niemal pytająco. To podłe, że ktoś tworzył artefakty noszące tak rozbudowane klątwy.
Wiedziała, że Burke pewnie również nie jest nieskazitelny i pewnie użyłby go, gdyby uznał to za słuszne, a sama – chociaż z perspektywy uzdrowicielki uznać musiała to wszystko za iście odrażające, z osobistej perspektywy światopoglądowej – uznawała funkcjonowanie klątwy tej za zwyczajnie ciekawe. Czy właśnie to sprowadziło nieszczęście na doktora Wimmera?
– Wiedziałam, że pan to powie – odpowiada od razu, stając za łóżkiem śmiertelnie chorego, byłego współpracownika. Kładzie dłonie na metalowej ramie i przenosi chłodny błękit spojrzenia na jego twarz. Nie spodziewa się, by kłamał. Nie spotykali się tu i nie płacili sobie za współpracę, byle przytakiwać sobie tępo. Mieli prowadzić burzę mózgów i chyba właśnie tak się działo. – Zakładam, że zrozumienie tego, jak zrozumienie każdej dziedziny, wymaga nakładów sporej energii. I czasu. Sama nie zdobędę go, nie mam co do tego wątpliwości, nie jestem alfą i omegą – chociaż mam spore ego. – Nie wyobrażam sobie jednak, jak przedstawić miałbym uczelni plan miesięczny, zawierający w sobie plan zatrudnienia specjalisty od czarnej magii – nie od obrony przed nią – to byłoby zbyt nowatorskie, szczególnie w dziedzinie leczniczej. Zakładam jednak, że z czasem mogłabym wpaść na odpowiedni pomysł. Gdybym więc dała radę to zrobić – z kim poleciłby mi pan współpracować? Zna pan kogoś, kto umiałby chociaż częściowo osadzić swoją wiedzę w magimedycynie? Albo chociaż w anatomii.
Żywi nadzieję, że właśnie kogoś takiego zna. Czy sam był kimś takim? Być może jego wiedza wystarczyłaby na wyjaśnienie działania Wysysacza, ale ten był pojedynczym przypadkiem. Anomalią, na której miejsce ponownie wskoczą problemy słuchowo-wzrokowe. Na to liczyła.
– Wiem, że te dziedziny to jak ogień i woda, proszę nie śmiać się i po prostu nazwać to naiwnym wizjonerstwem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
23-02-2026, 21:03
Nie był tylko teoretykiem, chociaż jego wiedza była obszerna. Miał już dość spore doświadczenie w łamaniu klątw, w sklepie w końcu nie zajmował się jedynie badaniem artefaktów, ale również i ściąganiem klątw z przedmiotów, które przynosili klienci. Chociaż może nie było to jego główne zajęcie, bo jednak najbardziej interesowały go artefakty, to znał się na tym całkiem nieźle. Łamaczy klątw jednak było wielu, lepszych i gorszych, jednak ci, którzy specjalizowali się w ich nakładaniu nie było tak dużo. Często nie ujawnili się oni ze swoimi umiejętnościami, kryli się w cieniu i tylko nieliczni wiedzieli o tym czym się zajmują. Ich usługi jednak były tak samo rozchwytywane jak i tych, którzy zajmowali się ich ściąganiem. Społeczeństwo było okropne, ludzie byli mściwi, nie ważne co mówili, to co robili tak naprawdę dawało prawdziwy obraz ich jestestwa. Dla osiągnięcia własnych celów byli gotowi posunąć się bardzo daleko. Wiedział to po sobie. Nie raz sięgał po zaklęte przedmioty w celu, chociażby, wyeliminowania konkurencji i właśnie dzięki takim zabiegom był w tym momencie największym handlarzem informacjami w mieście z bardzo rozległą siatką informatorów.
Wiedział doskonale, że pani Sanderson zwróciła się do niego nie tylko dlatego, że był specjalistą w swojej dziedzinie. Nazwisko Burke mówiło samo za siebie, jego rodzina miała dostęp do wielu informacji oraz zasobów, do których inne rody błękitnokrwiste albo nigdy by się nie zdecydowały posiadać albo najprościej by się bały tego co powie społeczeństwo. W końcu rody z dwudziestki ósemki robiły wszystko aby wyglądać dobrze na zewnątrz, niestety opinia publiczna miała swoje zdanie na temat wielu z nich, a Burke byli jednymi z niewielu, którzy nie do końca się tym aż tak bardzo przejmowali.
Stłumił w sobie chęć skrzywienia się na pomysł o mugolskich praktykach krojenia ludzkich ciał. Naprawdę byli obrzydliwi, co najmniej niedorozwinięci, jeśli ktoś by pytał o jego zdanie. Po chwili chciał spytać czy nie istnieje jakieś specjalne zaklęcie, które pozwoliłoby dokładnie przyjrzeć się organom profesora bez potrzeby wcześniejszego otwierania go, ale po chwili zaniechał, domyślając się, że gdyby takie istniało, pani Sanderson z całą pewnością by je znała.
- Rozumiem, że nawet pomimo chęci przewiezienia profesora do jego ojczystego kraju, nadal będzie chciała pani przeprowadzić sekcje po jego śmierci, tak? - spytał spokojnie unosząc lekko brew ku górze.
Nie za bardzo rozumiał po co tyle zamieszania z przewożeniem chorego, by potem go na powrót sprowadzić do Anglii. Chyba, że kobieta planowała sama udać się do kraju profesora i dokonać badań już na miejscu? O to już jej jednak nie zapytał, podejrzewając, że prędzej czy później uzyska poniekąd odpowiedź na to pytanie.
- Niestety biorąc pod uwagę zaawansowanie działanie klątwy oraz stan mężczyzny, nie będę ukrywał, że jego wyleczeni jest po prostu niemożliwe. Może gdyby udało się odkryć Wysysacz jakieś dwa miesiące, półtora temu, skutki jego działania byłby w jakiś stopniu do odwrócenia. W tym momencie to jednak niemożliwe. - pokręcił głową będąc całkowicie pewny swojego zdania.
Zamyślił się na chwilę nad jej słowami. Miała racje, on poświęcił większość życia na zgłębianie czarnej magii, a nadal nie wiedział wszystkiego i doskonale zdawał sobie sprawę, że całkiem możliwe, że nigdy nie będzie w stanie całkowicie jej pojąć. Czarna magia była bardzo rozległą dziedziną w samej Wielkiej Brytanii, a przecież występowały różne jej odmiany w innych zakątkach świata. Bez dokładnej wiedzy gdzie i przez kogo został stworzony Wysysacz będzie co najmniej ciężko dowiedzieć się jak dokładnie działał.
- Zgadza się, na to trzeba czasu, ale myślę, że nawet z całym czasem świata nie jest się w stanie całkowicie pojąc tego zagadnienia. - pokiwał lekko głową - Niestety muszę panią rozczarować. Nie sądzę aby ktokolwiek kto zna się na czarnej magii był gotów współpracować z uczelnią. Tacy ludzie nie obnoszą się ze swoją wiedzą z racji tego jak jest ona odbierana przez społeczeństwo. Czarnoksiężnicy nie są akceptowani, a strach przed Azkabanem bardzo szczelnie zamyka usta. - odparł spokojnie kręcąc głową.
On sam nigdy by się nie zgłosił do czegoś takiego. Nie chodziło tu tylko o opinie ogółu, ale jednak był tym, który działa z cienia, ujawnianie się ze swoimi umiejętnościami w żadnym razie nie wchodziło w rachubę. Ta wiedza i umiejętności miały być tylko jego i na usługi człowieka, za którym podążał. Nawet żona nie miała pojęcia, że potrafi posługiwać się najplugawszą z dziedzin magii.
- W żadnym razie nie zamierzałem się śmiać pani Sanderson. Rozumiem pani podejście do problemu i chęć go rozwiązania. Wbrew pozorom to nie do końca jest jak ogień i woda, duża ilość klątw czarnomagicznych ma za zadanie wpływać na ciało czarodzieja, chociaż są również takie, które atakują tylko umysł lub wpływają na otoczenie. Zawsze jednak są one nakierowane na człowieka, nigdy na przedmioty nieożywione, te są jedynie nośnikami. - pokręcił głową patrząc na kobietę z uwagą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
01-03-2026, 21:34
– Raczej nie będę chciała, panie Burke. Chyba pozwolę zrobić to naukowcom z jego rodzinnego kraju, pozostając z nimi w kontakcie. Będąc z panem zupełnie szczerą, wolę po prostu by okoliczności jego śmierci nie ściągnęły na mój zespół niepotrzebnej uwagi – nie praca z nami doprowadziła go do takiego stanu, ale nawet oberwanie rykoszetem może zmniejszyć liczbę chętnych do współpracy sponsorów. Klątwa to nieprzyjemne medialnie słowo. W trosce o przyszłość badań i w trosce o rozwój magimedycyny, muszę podjąć zdecydowaną decyzję – a ostatnie słowa brzmią trochę jak komunikat prasowy. Wiedziała ile w świecie ich znaczyło dobre imię – bo chociaż nosiła nazwisko wielu znanych uzdrowicieli z tej części Anglii – nie była częścią żadnego błękitnokrwistego rodu. Nie zawsze wystarczą też kontakty z licznymi akolitami. Wiedziała też, że być może była to zbyt duża dawka szczerości, ale powinien chyba zrozumieć jej rozterki, szczególnie jako osoba, która zrezygnowała z bezpośredniej pomocy przy badaniach, na rzecz doradzania jej w zaciszu gabinetu pod nieobecność koleżanki. – Odchodzi ze względu na chorobę, spędza ostatnie chwile w swojej ojczyźnie, tam też składają go po wszystkim w rodowym grobie. Nie ma rodziny – jakże to wygodne, być może nikt nie będzie zadawał zbyt wielu pytań. – a my spróbujemy po prostu zachować przy życiu pamięć o wynikach jego badań. Ale nim to się stanie…
Zawiesza się nad rozmową o magii – bądź co bądź – zakazanej. Moira nie jest kogutem do walk – potrafi odczuwać strach. Odczuwa jego cień teraz. To tylko rozmowa teoretyczna – tłumaczy sobie, ale wie, że ludzi krzyżowano kiedyś za dużo mniej odważne przypuszczenia. Rozumie, że żaden specjalista od magii krzywdy nigdy nie zechciałby otwarcie dołączyć do pracy zespołu działającego pod sztandarem College’u. To wydawało jej się oczywiste.
– Jasne, rozumiem. I cieszę się, że również pan zrozumiał mnie… Poniekąd. Od lat leczę ludzi dotkniętych zarówno czarną magią, jak i klątwami, panie Burke. Może pan sobie wyobrazić jedynie bezradność medyka, który obserwuje takiego… Doktora Wimmera. Oczekuje się od nas leczenia skutków, bez znajomości przyczyny. Wiem, że się powtarzam, ale bardzo nie lubię barier nie do pokonania, panie Burke, proszę traktować to tylko jako… Dygresję – próbuje się nie unosić. Nie może mu mieć jednak za złe brak wyznaczenia odpowiedniej osoby – znalezienie medyka specjalizującego się w magii zniszczenia to prawdziwe wyzwanie. Wymagałoby chyba obudzenia do życia doktora Jekylla – nierozerwalnie związanego z panem Hyde’m. – Wróćmy jednak do wysysacza. Zadałam w liście jedno z najważniejszych dla mnie pytań. Jakie jest techniczne działanie tego artefaktu? Przepraszam za prostackie podejście, ale spróbuje nazwać procesy tak, jak je rozumiem – zaczyna, a potem podchodzi do biurka, byle spojrzeć na pozostawioną na nim teczkę. Otwiera ją i przegląda notatki, samopiszące pióro podrywa się do lotu, gotowe służyć jego właścicielce. - Czy można stwierdzić, że przedmiot “przyspiesza czas” dla konkretnych tkanek? Ciało czarodzieja “zużywa się w czasie”; czy artefakt sprawiać może, że konkretne części zużywają się szybciej? – zaczyna więc. – Czas płynie w jedną stronę. Widzi pan możliwość stworzenia – zupełnie teoretycznie – artefaktu działającego odwrotnie do tego? To teoretyczna fontanna młodości, więc jestem w stanie odgadnąć odpowiedź i przypuścić, że jest ona przecząca – a potem trzecie pytanie. – Osoba dotknięta wpływem wysysacza staje się nie tyle odporna, a wręcz uczulona na magię leczniczą. Każde zaklęcie, które dotknie jego ciała – odnosi szkodliwy efekt. To zaklęcie złożone, ale czy jest pan w stanie przypuścić która jego część za to odpowiada? Informacji o tym zabrakło w badaniach doktora Wimmera.
To długa lista pytań, a właściwie… Miała ich jeszcze więcej.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
05-03-2026, 18:49
Doskonale rozumiał powody jej decyzji. Nie odpowiadała tylko za siebie, ale miała pod sobą również zespół badawczy, na którym z całą pewnością odbiła by dość boleśnie informacja, że człowiek, który skończył tak marnie, miał cokolwiek z nimi wspólnego. Dobrze było całkowicie przemilczeć powód jego śmierci, spychając to na postępującą chorobę. Tyle w zasadzie powinno wystarczyć, zwłaszcza, że z tego co rozumiał doktor nie był jakoś specjalnie znany ogółowi, a brak rodziny jedynie ułatwiać unikanie jakichkolwiek niewygodnych pytań.
- Rozumiem pani podejście do sprawy. - pokiwał lekko głową.
Z całą pewnością nie było wielu chętnych ludzi do sponsorowania badań,które prowadziła kobieta wraz ze swoim zespołem. Była to dziedzina zarówno bardzo wąska jak i obszerna, jeśli nie miało się jakiejkolwiek wiedzy co tak naprawdę chce się osiągnąć poprzez badania lub jak one działają, trudno było podjąć decyzję o przekazaniu funduszy na ich rozwój. Zwłaszcza, że, jak się domyślał, to wcale nie były małej kwoty. Takie badania z całą pewnością potrzebowały sporej ilości pieniędzy aby przeć do przodu, a nagłe zakręcenie kurka mogłoby spowodować nie tylko zatrzymanie, ale całkiem możliwe, że i cofnięcie się w procesie badawczym. On sam, chociaż miał względne pojęcia o tym czym zajmuje się zespół pani Sanderson, nie miał o tym tak dużej wiedzy aby zdecydować się na to aby wesprzeć ich jakąś sumą, musiałby pewnie przewertować wiele dokumentów, wyników i analiz i w pełni pojąć proces, zanim podjąłby jakąkolwiek decyzję.
Wysłuchał jej słów i znów musiał przyznać, że wie z czym zmaga się kobieta. Pod tym względem ich praca była podoba, z tą różnicą, że on rozumiał czarną magię i klątwy w dużo większym stopniu co ona. Nie zmieniało to jednak faktu, że sam proces badań, jakie prowadził nad artefaktami wyglądał podobnie. Musiał zgłębić jego tajemnice, proces powstania, a potem dowiedzieć się dlaczego w ogóle został stworzony i w jaki sposób ewentualnie ściągnąć z niego klątwe lub zaklęcia ochronne.
- Nikt nie lubi barier. - zgodził się z nią - Prawdziwą sztuką jednak jest znaleźć sposób aby je pokonać, a niestety, jak sama pani zauważyła, nie zawsze jest to możliwe. Może gdyby czarna magia nie była tak napiętnowana przez ogół byłoby pani łatwiej z tym wszystkim pracować. Niestety jednak żyjemy w takim, a nie innym świecie. Jeśli ta dziedzina magii kiedykolwiek przestanie być tą złą i niebezpieczną w mniemaniu ludzi, to myślę, że nie nastąpi to za naszego żywota. - westchnął cicho.
Z jednej strony wolałby aby sprawy pozostały takie jakie były. Aby nie wszyscy mieli dostęp do czarnej magii i nie wszyscy byli w stanie ją zgłębiać, aby pozostała tylko dla tych wybranych, odważnych i nie bojących się sięgnąć po coś zakazanego. Z drugiej strony jednak jak bardzo świat byłby wygodniejszy gdyby nie musieli się oni kryć ze swoimi umiejętnościami? Nie podejrzewał aby poznał kiedykolwiek odpowiedź na to pytanie.
A skoro mowa o pytaniach, to wychodziło na to, że uzdrowicielka miała ich wiele. Podążył za nią w kierunku biurka i tam już na spokojnie zajął miejsce na krześle. Ilość pytań, którymi go zarzuciła mogła wydawać się bardzo duża, jednak ich specyfika była niezwykle ciekawa. Sam Xavier zadał sam sobie niektóre z nich podczas tych kilku godzin spędzonych nad badaniem Wysysacza. Sięgnął więc do wewnętrznej kieszeni marynarki i wyciągnął z niego notes. Przewertował go na spokojnie szukając swoich zapisów na temat artefaktu. Potrzebował chwili zanim zaczął odpowiadać na pytania.
- Hm…nie powiedziałbym, że przyspiesza czas. - pokręcił głową w lekkim zamyśleniu - Z oczywistych względów nie mogłem zbyt długo przebywać w obecności artefaktu, jednak udało mi się poświęcić kilka godzin z przerwami na jego badanie. Co prawda nie mogę z całkowitą pewnością stwierdzić, że czas nie ma z tym nic wspólnego, ale z moim obserwacji zarówno samego artefaktu i tego co udało mu się wyczytać z notatek doktora, dochodzę do wniosku, że może nie do końca przyśpiesza on degradacje tkanek, a wpływa na nie powodując ich osłabienie, podatność na choroby lub innego rodzaju infekcje. - uniósł spojrzenie na kobietę zastanawiając się czy rozumie co ma na myśli.
Pogładził kciukiem rodowy sygnet zamyślając się nad kolejnym pytaniem. W sumie nigdy nie brał pod uwagę czy stworzenie czegoś takiego byłoby możliwe. W tym momencie nawet nie wiedział od czego można by zacząć, jakie zaklęcia byłyby przydatne.
- Ciężko powiedzieć. Byłby potrzebny bardzo duży zespół specjalistów z zakresu nie tylko uzdrowicielstwa, ale również zaklęć ochronnych i run, tak mi się wydaje. - pokręcił w końcu głową, a po chwili do głowy wpadł mu inny pomysł - A kamień filozoficzny? - uniósł brew ku górze - Owszem, jedynym posiadaczem takowego jest pan Flamel, ale czy gdyby użyć kamienia, czy nie wydaje się pani, że to mogłoby zadziałać? Może nie na doktora, ale na przykład na osoby, które byłby w mniej zaawansowanym stanie? - że też wcześniej o tym nie pomyślał.
Co prawda, kamień filozoficzny był poza ich zasięgiem w tym momencie, ale w zasadzie nie przeszkadzało trochę poteoretyzować nad takim rozwiązaniem.
Utkwił w kobiecie spojrzenie i milczał przez dłuższą chwilę. Chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że ofiara staje się odporna na magie lecznicą. Podrapał sie po brodzie, lekko marszcząc brwi.
- W tym momencie ciężko powiedzieć. Wydawałoby się, że mogłoby być za to odpowiedzialne zaklęcie ale jeśli spojrzymy na to z perspektywy run, odwrócony Aegishjalmur, który w swojej normalnej formie służy do odsyłania złej energii, mógłby powodować odsyłanie tej dobrej energii. Jednak jeśli spojrzymy to na to pod tym kontem to chodziłoby tylko o sam przedmiot. Chyba, że zauważyła pani jakieś znamiona o tym kształcie na ciele doktora? - sięgnął po kawałek kartki i pióro z biurka i narysował odpowiedni symbol.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
12-03-2026, 17:02
Była świadoma prywatności tej rozmowy, szczególnie po tym, kiedy jej wątpliwości odbiły się echem w jego słowach. Często myślała o granicach w rozwoju naukowym – tych wyznaczonych naturalnie przez limity ciał i potencjałów magicznych, ale i tych wyznaczonych sztucznie przez system prawny, normy moralne czy ogólne uprzedzenia. Sama była uprzedzona do mugoli – uważała ich za istoty o mniejszym potencjale, które zyskałyby więcej na kontroli społeczeństwa czarodziei. Jednocześnie – gdyby scenariusz Grindelwalda dotarł do skutku, czy powinni od razu skreślić wszelkie postępy niemagicznej społeczności? Czy nie rozsądniej byłoby przejąć ich zasoby – zasoby każdej kategorii, również medycznej – i rozdysponować je zgodnie z wolą społeczności magicznej?
Czy właściwie istniał jakikolwiek cień szansy, że środki mugolskie mogłoby rozwiązać problem wywołany zaklęciem czy klątwą? Nie mogła w to uwierzyć, ale wiara była w nauce dobrym motorem napędowym, ale żadnym argumentem. Docierając do ściany i rozglądając się w obie strony – może wybrać to co zakazane, przez lata odrzucające ze względów moralnych albo to, co społecznie wręcz dziwne, odrzucające ze względów strachu przed zmarnowaniem cennego czasu.
Ale umysł Sanderson był pełen wątpliwości, pytań i niewątpliwej chęci odkrycia prawdy. To czyniło ją dobrą naukowczynią, idealną przewodniczącą zespołu i reprezentantką Evershire… Ale trudnym do zadowolenia człowiekiem. Xavier Burke spełniał jednak wymagania stawiane wobec dobrego, niezależnego doradcy. Uczestniczył z nią w rozmowie, przedstawiał fakty, ale i spekulował. Doceniała jego obecność w tej sali i miała pewność, że nie wyrzuca pieniędzy w błoto – nawet jeżeli nie znał odpowiedzi na jej pytania, nawet jeżeli nie miał w danej kwestii odpowiedniej ekspertyzy – poruszał jej myślami, stymulował je i pchał w strony, w które być może nie udałyby się same. Im więcej wiedziała, im więcej przeżyła, tym – paradoksalnie – bardziej tego potrzebowała. Ludzi młodszych, innych, nieoczywistych – gotowych wskazać ścieżki niewydeptane, niezauważalne z poziomu góry naukowego dorobku całego zespołu.
– Dobrze, zatem mogłabym zapisać, że przedmiot na którym złożono klątwę jest zupełnie przypadkowy? – unosi na niego spojrzenie. Wcześniej próbowała łączyć znaczenie zegarka z rodzajem użytej klątwy, ale miała tak mało czasu by przyjrzeć się artefaktowi, by nie porównać go do innych czasomierzy. Skoro jednak odrzucił możliwość, by przedmiot przyspieszał degradację naturalnie zachodzącą w organizmie – w końcu umieraliśmy każdego dnia – Sanderson poznała poniekąd odpowiedź na drugie jej pytanie. – Wie pan, panie Burke, może się tak składać, że przewodniczę zespołowi osób o właśnie takim przekroju umiejętności. Do tej pory używaliśmy ich w nieco inny sposób, w nieco innym celu, tworząc nieco inne dzieła… Ale dobrze, na ten moment to tylko rozważania. Co do kamienia filozoficznego… Wie pan, że nawet o tym nie pomyślałam? – mówi szczerze zaskoczona, zajmując miejsce siedzące i sięgając po oprawki okularów noszonych wyłącznie do czytania. Nasuwa je na nos, byle podsunąć sobie spisane do tej pory zapiski magicznego, samopiszącego pióra. – Może nie pomyślałam, bo to mało realne, ale daje to pole do zastanowienia, bo z jednej strony zakładam, że być może eliksir wydłużyłby życie – ale czy je polepszył? To na pewno dałoby więcej czasu na poszukanie innego rozwiązania… Ale czy gdybym chciała utrzymać doktora Wimmera w takim stanie dłużej… – wzdycha krótko, ale znacząco. To bez litości, prawda? Ale przecież robili to dla nauki. Specjalista był człowiekiem nauki – zrozumiałby to. Na pewno.
Omiotła spojrzeniem narysowany symbol.
– Nie wydaje mi się. Czy ktoś mógłby jakimś sposobem, jakimś zaklęciem i jakimś cudem – umieścić tę runę na jego ciele bez jego zgody? Przyjrzałam się ciału doktora na wszelkie sposoby – oczywiście nie “zaglądałam do środka”, kolokwialnie mówiąc, a zaklęcia umożliwiające sprawdzenie stanu organów wewnętrznych nie wskażą tego typu zmiany. Chyba, że spróbowałabym połączyć je z innym… – łapie samopiszące pióro w dłoń i pośpiesznie zapisuje coś na własną rękę. – To wszystko jest bardzo pogmatwane, prawda, panie Burke? Czasami mam wrażenie, że im więcej faktów odkrywam – tym więcej ścieżek otwieram. To dygresja, ale czy pana praca jest dla pana fascynująca?
Pyta też po to, by dać sobie trochę czasu na skreślenie i spisanie kilku zapisków we własnych notatkach. Cisza była w porządku, ale w tym, konkretnym momencie – do myślenia bardziej pobudzały ją słowa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Xavier Burke
Śmierciożercy
Wiek
31
Zawód
Badacz artefaktów, handlarz informacjami
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
0
20
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
10
5
Brak karty postaci
21-03-2026, 18:39
Burke nie rozmawiał o mugolach. Nie akceptował ich, dla niego były mniejszą formą życia, którą należało wyeliminować i zrobić więcej miejsca dla czarodziei. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że na ten moment nie było to możliwe. Mugoli było zdecydowanie więcej niż magicznego społeczeństwa nie tylko w Anglii, ale na całym świecie. Nie zmieniało to jednak faktu, że gdyby wszyscy wyznawali odpowiednie poglądy, wystarczyłoby siły aby obalić mugolski świat. Nawet jeśli ich nie akceptował, wiedział, że są silni, są zatwardziali w walce, są jak karaluchy. Zanim przyszłoby do ewentualnej eksterminacji, musieliby się do tego bardzo dokładnie przygotować, opracować plan, który uwzględniałby wszystkie ewentualności, ale przede wszystkim, niestety, musieli by ich zrozumieć. To były jednak jedynie jego ciche życzenia, nigdy nie wypowiedziane na głos, bo wiedział, że na ten moment były one zbyt radykalne. Ale kto wie co przyniesie przyszłość.
Był samoukiem, z lekką pomocą ze strony rodziny. Cała wiedza, którą posiadał, pojawiła się w jego głowie przez te lata tylko dlatego, że był uparty i parł do przodu wbrew wszystkiemu. Rzadko kiedy współpracował z kimś innym, przyzwyczajony do pracy w pojedynkę, nie koniecznie lubił dzielić się z innymi. Nie był też typem, który chwalił się swoją wiedzą. Im mniej ludzi wiedziało tak naprawdę co wie, tym lepiej. Wolał trzymać ludzi w niepewności, w niewiedzy, bo wtedy nie byli w stanie mu zagrozić, nie na dłuższą metę. Współpraca, którą podjął z panią Sanderson była dla niego niecodzienna, ale na swój sposób fascynując. Szanował osoby, które również wbrew wszystkiemu parły do przodu, osoby, które posiadały wiedzę niedostępną dla każdego. Specjalistów w swojej dziedzinie. Uzdrowicielka była właśnie taką osobą, a rozmowa z nią była bardzo stymulująca dla umysłu i pozwalała mu jednocześnie myśleć o wielu rzeczach, manewrować między pomysłami i nowymi rozwiązaniami, które pojawiały się nagle w jego głowie.
- Zdecydowanie. Przedmioty, na które nakłada się klątwy są jedynie nośnikami, niczym więcej. Oczywiście, często wybiera się przedmioty, które mają nie wzbudzać podejrzeń, być przedmiotami codziennego użytku. Tak jak właśnie w przypadku chociażby zegarka, każdy je nosi, każdy ich używa, więc był to bardzo zmyślny fortel. - odparł spokojnie kiwając głową.
Tego akurat był pewny. Rodzaj przedmiotu, na który nakładało się klątwę nie miał znaczenia. Mogło to być wszystko, od guzika, po ubranie, a nawet budynki, chociaż w przypadku tego ostatniego zdecydowanie potrzebny był bardzo potężny czarodziej lub czarownica, ktoś kto potrafiłby nakładać klątwy takiego kalibru. Jednak mimo wszystko, sam przedmiot nie miał wpływu na to jak działała sama klątwa.
Pozwolił sobie na delikatny, stonowany uśmiech słysząc jej kolejne słowa i pokiwał lekko głową.
- Pani zespół być może byłby w stanie stworzyć coś takiego. Niestety nie jestem w stanie pani powiedzieć od czego należałoby ewentualnie zacząć. Ja jedynie badam artefakty, ich historię, ich siłę i przeznaczenie. Nigdy sam żadnego nie stworzyłem. Te, które przeważnie badam mają złe przeznaczenie, bo tych z dobrym, mało kto przynosi do mojego miejsca pracy. - powiedział zamykając notatnik i kładąc sobie na kolanie, bo nie wiedział czy jeszcze nie będzie go potrzebował - Pomyślałem o tym w tym momencie, to była myśl, która zakotwiczyła się w mojej głowie. Zabawne jak czasami nasz własny mózg nas zaskakuje. No cóż, eliksir z całą pewnością byłby w stanie przedłużyć życie pacjenta. Ale teraz w zasadzie pojawia się pytanie czy dałoby się wykorzystać kamień do stworzenia eliksiru, który nie tylko przedłuża życie, ale przede wszystkim leczy? - uniósł brew ku górze - Tu potrzebny byłby z całą pewnością zdolny alchemik, aby odpowiedzieć na to pytanie. Kamień filozoficzny jest pod wieloma względami zagadką i tak naprawdę do końca nikt nie wie jakie są jego możliwości.
Widać nie tylko jemu w głowie pojawiła się nagle myśl. Widząc jak kobieta chwyta za pióro i zaczyna coś skrupulatnie zapisywać na kawałku papieru przed nią, uniósł lekko brew ku górze. Ta rozmowa była niezwykle rozwijające dla ich obojga wychodziło na to.
- Myślę, że w tym wypadku to nawet nie musiałby być ktoś aby umieścić taką runę na ciele doktora. Istnieją techniki, które pozwalają samym klątwom powodować takie znaki, pojawiają się na ciele. Jednak skoro nie znalazła pani żadnych to nie musimy się tym zajmować. - pokręcił głową - Zawsze tak jest. W moim przypadku w każdym razie. Kiedy dostaje nowy przedmiot do badań, na początek stawiam kilka podstawowych pytań, jednak kiedy udaje mi się znaleźć na nie odpowiedzi, to pojawiają się kolejne i kolejne. Dopiero kiedy odpowiem na nie wszystkie, dopiero wtedy jestem zadowolony z efektu i przechodzę do kolejnego artefaktu i tak cały czas. Więc tak, odpowiadając na pani pytanie, moja praca jest fascynująca pod wieloma względami. Człowiek uczy się całe życie, a jeśli ma się do czynienia z nieznanymi i, nie raz, niebezpiecznymi przedmiotami, należy zebrać bardzo duże zaplecze wiedzy aby móc dojść do prawdy. - wyjaśnił spokojnie, znów pozwalając sobie na lekki uśmiech - Nic nie daje takiej satysfakcji jak dobrze wykonana praca i zdobycie nowej wiedzy, którą można wykorzystać w przyszłości.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Moira Sanderson
Akolici
It's gotta happen, happen sometime
Maybe this time I'll win
Wiek
40
Zawód
Naukowczyni, magichirurg
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
pełna
wdowa
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
24
5
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
5
Brak karty postaci
30-03-2026, 21:32
Zrozumiała, że nie umiał odpowiedzieć na każde jej pytanie, ale nawet jeżeli było to faktem – część komentarzy wynotowywała, część zamieni później w mapy myśli, a część map myśli przedstawi konkretnym specjalistom ze swojego zespołu, ale i spoza niego – celowo nie wspominając o dokładnych danych osobowych badanego pacjenta, nie pozwalając jednocześnie by jego cierpienie okazało się zupełnie bezowocnym. Być może nigdy nie uda im się znaleźć antidotum na działanie Wysysacza, a być może zdarzy się to nie za ich życia. Być może notatki o przebiegu degradacji tkanek doktora Wimmera zalegną w archiwach na długie miesiące czy lata, a może i na dziesiątki lat, by stać się odpowiedzią na pytania zadane przez zaklinaczy z przyszłości. Być może ktoś z innej dziedziny trafi na nie w desperacji – szukając odpowiedzi w coraz to szerszym zasięgu. Być może nie przydadzą się nigdy – bo okażą się zbyt mało szczegółowe, a może za kilka lat będą już tylko wynikiem przestarzałych badań.
Być może ich rozmowa obecnie była wyłącznie teoretyczna, ale Sanderson nie miała zamiaru rozważań tych marnować. Nie miała zamiaru przypisywać rozważaniom zbyt wiele wartości, ale z całą pewnością nie schowa ich do szuflady – nie schowa ich przed światem i spróbuje zasiać je jak ziarno w obecności kilku żyznych umysłów.
– Oboje chyba nie umiemy wyznaczyć pierwszego kierunku, panie Burke, ale całe to szczęście, że żadne z nas nie jest alfą i omegą – nie mielibyśmy w innym wypadku okazji do współpracy, prawda? Niemniej – muszę faktycznie przemyśleć czy mój zespół powinien właściwie zajmować sobie głowę czymś tak dalekim od centrum naszego zainteresowania – wiedziała, że nie powinien. Wiedziała, że informacje o artefakcie podobnym byłyby co najwyżej ciekawostką, zagadką umysłową dla zaklinaczy z jej zespołu i o ile bardzo chciała się nią z nimi podzielić – obecnie działali w okrojonym składzie. – Jest pan boleśnie świadom moich braków kadrowych – czytał pan rozważania Clemensa i chyba nawet bez tytułów naukowych i doświadczenia w tego typu pracy, musi pan przyznać bez cienia żenady – to specjalista doskonale znający się na swojej pracy – obecnie leżał bezwładnie, ledwo dychając. Obecnie był jedynie skorupą, która kiedyś gościła żywy i światły umysł doktora. – Rozumiem, że pomocnik naukowy rozumiejący arkana magii-tabu to coś, czego polecić mi pan nie może, ale być może zna pan rodzimych zaklinaczy, którzy odnaleźliby się w pracy naukowej? Pytam jeszcze zanim ogłoszę, że niedyspozycja doktora jest niedyspozycją bezterminową. Nim puszczę w świat wiadomość o jego odejściu z zespołu – a może i ze świata. Nie miała wątpliwości, że zastępstwo znajdzie – prędzej czy później; tutaj czy za granicą. Jednak cisza… Cisza pomagała płynności badań. Ograniczała liczbę pytań sponsorów. Pozwalała skupiać się na rzeczach ważniejszych niż tłumaczenie się z konieczności zmian kadrowych. Gdyby załatwiła kolejną współpracę szybciej – być może oszczędziłaby sobie niewygód.
– Właściwie nie wiem czy znane mi zaklęcia byłby w stanie zlokalizować podobne runy, gdyby zostały umieszczone na narządach wewnętrznych, panie Burke. Musiałabym zmodyfikować znane mi zaklęcia, być może teoretyzować… Pomyślę o tym, póki jeszcze mam w zasięgu ciało doktora, dziękuję panie Burke – za słuszną inspirację – wreszcie uśmiecha się do niego szczerze. Wreszcie miała wyzwanie dla samej siebie – wreszcie mogła zastanowić się nad odpowiednim zaklęciem, które łączyć mogłoby znajomość runiczną (posiadaną przez innych specjalistów) z teorią magii i magią leczniczą (posiadaną przez nią). – Skoro praca pana jest fascynująca, mam więc nadzieję, że i nasza współpraca – chociaż krótka – pozostanie panu w ustach słodkim smakiem – już pomijając wynagrodzenie – a te było wysokie. Gdyby miała współpracować z Burke’ami na dłuższą metę, musiałaby chyba postarać się chyba o najzamożniejszych sponsorów w tej części świata. – Podejdziemy jeszcze do ciała profesora i zadam panu kilka pytań o konkretne zachowania tkanek – spróbujemy połączyć je z odpowiednimi runami, jeśli będzie to możliwe. A potem… Potem nie będę pana przetrzymywać, panie Burke. Ostatecznie nalegać będę jeszcze na odpowiedź na kilka listów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 04-04-2026, 15:15 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.