• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Teatr Magiczny "Arkadia" > Mała Scena
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-11-2025, 19:27

Mała Scena
Mała Scena to elegancka, kameralna sala stworzona z myślą o kilkuosobowych spektaklach, kabaretach i solowych występach. Jest prosto urządzona: niewysoki podest, czysta linia kulis i starannie ustawione reflektory, które dzięki dyskretnemu zaklęciu zachowują stały, miękki balans światła. Scenografia bywa skromna — kilka parawanów, pojedyncze rekwizyty, niewielkie tła — ale łatwo je wymienić, a drobna magia wygładza ruch techników, by zmiany przebiegały cicho i płynnie. Krzesła ustawiono blisko sceny, tworząc półokrąg, który daje poczucie intymności i natychmiastowego kontaktu z wykonawcą.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Morty Dunham
Akolici
L'ennemi, tapi dans mon esprit, fête mes défaites
Wiek
26
Zawód
muzyk - wiolonczelista, wróżbita
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
15
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
10
Brak karty postaci
29-12-2025, 22:52
13 marca 1962

Siada, obejmując wiolonczelę z czułością, jaką obdarza się tylko długoletnią kochankę, której ciepło dotyku poznaje się po ciemku. Jest czymś więcej niż instrumentem; to towarzyszka, której obecność zakłócało echo samotności rozbrzmiewające w pustych korytarzach domu. Nigdy nie pozwala mu zapomnieć, że to ona wybrała go na swojego właściciela.
Smukła szyja instrumentu wtapia się w krzywiznę jego ramienia, a struny drgają pod palcami, gotowe wyśpiewać słowa, jakie gubią się w kartelu krtani, jakby każda z nich była niedokończonym fragmentem sonaty. Chwyta smyczek pewniej, ślizga się po strunach, szukając harmonii, ale każda kolejna fraza roztrzaskuje się o niewidzialną barierę, której nie może pokonać.
Melodia, którą wygrywa, wydaje się dziś równie fałszywa jak wszystkie kłamstwa, które usłyszał z ust ojca. Wybrzmiewa w niej kakofonia wspomnień, rezonujących jak nieczyste interwały w duszy. Wyczuwa to w każdym dźwięku – dysonans między sercem a dłonią, które nie chcą ze sobą współgrać. Od zawsze uciekał w muzykę, ona była jego azylem, partyturą, w której mógł dowolnie zapisywać takty, szukać w niej schronienia przed życiem, a nawet samym sobą. Dziś jednak, podczas próbnego recitalu, nie potrafi oddzielić myśli od dźwięków – nuty wplatają się w pajęczynę nękających go niepokoi.
Wybrzmiewające dźwięki Requiem Gabriela Fauré, które próbuje zagrać, zamieniają się w rozmazane cienie melodii, jakby sam cień Mozarta przemknął po sali, przypominając, że chociaż doskonałość, którą wygląda, znajduje się na wyciągnięcie ręki, to trzeba po nią sięgnąć, by zacisnąć na niej palce, lecz ta dzisiaj wydaje się być poza jego zasięgiem.
Przymykając powieki, próbuje odnaleźć w partyturze Fauré’a ten spokój, który kompozytor w niej zawarł, ale każdy takt, każde pianissimo rozpada się na kawałki, jakby Mahler wylał na pięciolinie jego nut całą swoją melancholię i samotność, rozszczepiając jasność melodii na tęskniące za ładem frazy.
Poczucie niemocy narasta, rodząc się z braku panowania nad dźwiękiem, który wymyka się spod kontroli. Palce drżą, rozedrgane jak liście na wietrze – każda próba skupienia rozprasza się w gęstwinie nieuciszonych myśli. Tęskni za chwilą, w której muzyka była dla niego bezpieczną przystanią, schronieniem przed całym światem, teraz zamiast harmonii rozbrzmiewa zgrzyt, który toczy konflikt z umysłem.
Dźwięk raz zbyt ostry, raz rozmyty, jakby sam instrument uparcie odmawiał współpracy – jakby wiolonczela grała własną, nieznaną nikomu fugę. Walcząc z partykułami, z każdym taktem zanurza się głębiej w labirynt własnych myśli, próbując odnaleźć w nich ścieżkę do czystej melodii, lecz ta droga prowadzi go donikąd.
Nuty, które wydobywają się z wiolonczeli, niosą ze sobą ciężar emocji rozpadających się jak fałszywe akordy. Sam instrument jest dzisiaj nieposłuszny, kapryśny, rozstrojony jak orkiestra bez dyrygenta – wymagająca pieszczot i uwagi, którego nie może zaoferować. Każde muśnięcie smyczka o struny przypomina próbę zaklinania rzeczywistości, wydobycia z chaosu tej jednej, czystej melodii. Ale ma wrażenie, że dziś ten chaos wygrywa, a on zagubiony w labiryncie dźwięków, otumaniony swoją niemocą, może jedynie zaciskać mocniej zęby na dolnej wardze, by żaden dźwięk nie wydobył się z jego gardła.
Czuje, jak frustracja, która narastała w nim od świtu jak szorstka farba nakładana kolejnymi pociągnięciami pędzla, teraz rozlewa się po nim niczym intensywna czerwień na płótnie ekspresjonisty. Struna C w jego uszach brzmi fałszywie, jakby ktoś rozlał na partyturze tusz, rozmazując precyzję nut. W geście rezygnacji opuszcza smyczek, zamyka oczy, pozwalając ostatnim dźwiękom wznieść się do crescendo, po czym rozmyć się w bezkreśnie panującej w pomieszczeniu ciszy.
Otwiera oczy. Blask lampy igra z lakierowaną powierzchnią instrumentu, nadając mu połysku porównywalnego z wilgotnym glazurowanym naczyniem. W myślach powraca do pierwszych lekcji, podczas których każdy dźwięk pełnił rolę wyzwanie, a najmniejszy postęp stawał się źródłem radości. Teraz ciężar oczekiwań i własnych ambicji sprawia, że każde nieczyste brzmienie boli bardziej niż cięcie szkła, które niedawno zostawiło ślad na jego szyi. Przymruża powieki, skupiając całą uwagę na strunie C – tej jednej, która dziś odmawia posłuszeństwa.
Nabiera powietrza w płuca i czując, jak z każdym wdechem opada napięcie mięśni, lewą ręką pewniej dociska palec do podstrunnicy, prawą prowadzi smyczek powoli, precyzyjnie, niemal z namaszczeniem. Pierwszy dźwięk jest czystszy, wciąż jednak daleki od wymarzonego ideału, do którego nieustannie dąży. Powtarza frazę raz za razem; wie, że perfekcja nie narodzi się nagle – musi cierpliwie odzyskać władanie nad muzyką, przywrócić ją do roli sprzymierzeńca, a nie wroga, którym stała się przed chwilą.
Jeszcze jeden głęboki oddech. Serce odrobinę zwalania, gdy zaczyna od początku.
Przymyka oczy, pozwalając, by znajome ciężkość i zapach drewna wypełniły ciszę pomiędzy jednym uderzeniem serca a drugim. Palce suną po gryfie z większą precyzją, jakby poruszały się po znajomej mapie ciała. Melodia wypełnia pokój, zagłusza niepokoje i wątpliwości, staje się jedyną rzeczywistością, jaka teraz powinna go otaczać.
Nuty nie potrzebują już papieru — płyną przez pamięć, jak strumień, na którego powierzchni odbijają się dawne wspomnienia. Z każdym przeciągnięciem smyczka melodie rozlewają się w powietrzu, przeszywając cisze. Dźwięki rosną, opadają i wzbijają się na nowo, a on na powrót łapie odpowiedni rytm i przejmuje wcześniej utraconą kontrolę.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Colette Rineheart
Czarodzieje
Peindre l'amour, Peindre la vie, Pleurer en couleur
Wiek
31
Zawód
malarka
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
zamężna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
9
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
5
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
8
12
Brak karty postaci
06-01-2026, 20:41
29.04.1962

Zbyt wiele rzeczy do zrobienia w teatrze, a zbyt mało czasu na to wszystko, co działo się po drodze. Tutaj dostawa farb okazała się niekompletna, przez co musiała wymyślać jak zmienić tło aby dopasować kolory pod możliwości wymieszania tego, co miała obecnie. To najnowsze pędzle okazały się rozpadać przy mocniejszym pociągnięciu, co niemal uniemożliwiało jej na stworzenie większych przestrzeni. A teraz kostiumy okazały się być zrobione z zupełnie innych tkanin i kolorów, co tym bardziej sprawiało, że koncept mógł się posypać i nie dopasować do tego, co miało dziać się na scenie. Nie mogła oczywiście na to pozwolić, nie zamierzała aby jej sztuka została odebrana gorzej tylko dlatego, że nie dali rady przekazać jej jasne instrukcje albo poprawić komunikację pomiędzy działami.
Na całe szczęście jedna z baletnic pozwoliła jej pokazać sobie nowy układ oraz stroje, co również najpewniej pomoże jej przekazać wszystkim jak wygląda obecny układ sceny, co też pozwoli im swobodniej poruszać się podczas tańca. Weszła dziś w niebieskim żakiecie, odcinającym się od ścian teatru, z czarną tiulową spódnicą podskakującą na każdym kolejnym stawianym przez nią kroku.
Nie zapowiadała się nawet u nikogo, zabierając ze swojej pracowni notatnik na informację oraz szkicownik na zwizualizowanie sobie poprawek. Dzisiejszy dzień mógł być bardzo długi albo bardzo krótki i to wszystko zależało od współpracy z jedną z tancerek. Młoda kobieta znajdowała się już na scenie – jej rysy sprawiały, że łatwo było wychwycić jej delikatność i wrażliwość na światło, doskonałe lustro dla gry teatralnej w której była zarówno tłem jak i pierwszym planem. Tak wiele elementów musiało ze sobą współpracować w jednym czasie, więc czemu ludzie byli tak uparci że jej tego nie ułatwiali?
-  Ma belle, dziękuję ci za poświęcony czas! Pokaż mi się proszę tutaj do światła. – Wyciągnęła dłoń w kierunku kobiety, prowadząc ją niezwykle delikatnie poprzez różne miejsca na scenie, ze światła w półcienie aż niemal do mroku, spoglądając dokładnie na to, jak wygląda strój i jak tkanina dokładnie się prezentuje pod różnymi kątami. – Czy to to, co będziecie nosić podczas występu? I jeżeli tak, czy macie jeszcze inne stroje? – Musiała wiedzieć takie rzeczy na różne etapy tła, dla wszelkiej pewności.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 10:10 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.