• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > Myślodsiewnia > 12.12.1960 | Czarny atrament, złote dłonie
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Yavor Karkaroff
Akolici
Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąć, wiecznie czyni dobro.
Wiek
47
Zawód
Przedsiębiorca, rzemieślnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
30
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
6
6
3
Brak karty postaci
29-10-2025, 11:12

Czarny atrament, złote dłonie
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Yavor Karkaroff
Akolici
Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąć, wiecznie czyni dobro.
Wiek
47
Zawód
Przedsiębiorca, rzemieślnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
30
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
6
6
3
Brak karty postaci
29-10-2025, 11:42
Tutejsza ziemia cuchnęła wilgocią, jakby sama nie chciała go przyjąć ― ani uznać za swego. Anglia miała w sobie coś z żałosnej wdowy: rozmemłanej, zbyt dumnej, by prosić o współczucie, a jednak dość brudnej, by się w niej ugrzęznąć po kostki. W Bułgarii przynajmniej błoto miało barwę krwi, a nie herbaty z mlekiem. Tam człowiek czuł, że depcze coś żywego. Tutaj ― tylko zgniliznę obyczaju, sztywną, dżentelmeńską, i tak boleśnie pustą w środku. Nie przepadał za tym krajem, niegdyś nawet marzył, że jeśli już przyjdzie mu umrzeć ― to przynajmniej w miejscu, które zna jego imię. Ale cóż, śmierć była jedynie narzędziem, nie fatum; wyreżyserowaną farsą, której aktor wciąż miał siłę powrócić po własne oklaski. I jakże ironicznie ― to właśnie tu, w tym deszczowym grobie cywilizacji, miał ponownie postawić pionek na planszy.
Anglia nie była jego domem, lecz miała w sobie coś ze starej kochanki ― zdradliwej, nieczystej, a jednak fascynującej. To stąd przecież pochodziła ona ― jego niedoszła morderczyni, małżonka, dama o ostrzu równym językowi i sercu z lodu, które niejednokrotnie chciało skruszyć jego własne. Była doskonałym wytworem tej ziemi ― chłodnym, wyrachowanym, i śmiesznie dumnym z własnego chłodu. Yavor Karkaroff, niegdyś trup w oczach świata, teraz kroczył po tej samej glebie, śmiejąc się w duchu z absurdu własnej nieśmiertelności. Uśmiercony dokumentem, nie czynem, grał dalej w tę samą partię, choć pionków ubyło, a szachownica była brudna od krwi i kłamstw. Zresztą, cóż miał czynić innego?
Życie było farsą, śmierć ― elegancką przerwą w spektaklu, a on wciąż pamiętał kwestie.
Włosy, niegdyś o barwie niemal świętej czerni, obecnie błyszczały w blasku śniegu pszeniczną spiekotą, jakby złośliwie przypominając mu o czasach, gdy dbał jeszcze o pozory. Fryzura ― modna, nonszalancka, z zaczesem w tył ― miała w sobie coś z karykatury dawnych dżentelmenów, którzy w jego wykonaniu byliby raczej postrachem niż wzorem. Śnieg prószył leniwie, a ulice Nokturnu pulsowały swoim obrzydliwym życiem: kobieta darła się o marny galeon, ktoś w kącie próbował zakończyć wieczór zębami innego w dłoni, a po bruku biegły szczury ― jedyne tu istoty o jakimkolwiek instynkcie przetrwania. Tak, piękno. Własne, plugawie prawdziwe piękno beznadziei i marnotrawstwa. Oto Anglia w pełnej krasie. Tutaj nawet zbrodnia miała smak taniego bimbru, a śmierć przychodziła nie z dumą, lecz z czkawką.
Spóźnił się ― rzecz oczywista. Nikt rozsądny nie wchodził na czas, gdy w grę wchodziły interesy podszyte zapachem krwi i starych wspomnień. W jego fachu lepiej było przychodzić po to, by inni już zdążyli popełnić błąd. Miał dziś odegrać rolę, jakże wdzięczną ― służącego rosyjskiego oligarchy, twardego, zimnego, z władzą w tonacji niskiego głosu i ironią w każdym spojrzeniu. Świetny teatr, choć sztuka już dawno powinna zejść z afisza. Drzwi przybytku ustąpiły pod ciężarem dłoni z trzaskiem, który odbił się echem w syfiastym wnętrzu, wywołując momentalną konsternację. Kilka głów podniosło się znad butelek, oczy błysnęły podejrzliwie, a on ― cóż, uśmiechnął się ledwie, tak jak uśmiecha się człowiek, który zna swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym i wie, że jest na jego szczycie. Czas odszukać dzisiejszego partnera tej farsy. Starego wygę od handlu i zgnilizny, co zawsze mówił za dużo i pił za mało. Bo dzisiejsze spotkanie pachniało nie rozliczeniem, acz dobiciem targu. A on lubił rozliczać ― szczególnie cudze winy, za pomocą cudzej krwi.
― Zdravstvuyte... ― Mruknięcie, jakie z siebie wydał, miało w sobie coś z niechlujnego majestatu ― tę twardą, wschodnią manierę ludzi, którzy mówili mało, a znacząco. Rosyjska buta, ciężka jak stepowy mróz, wybrzmiała w krótkim tonie, gdy przelotnie, jakby od niechcenia, zgarnął z baru butelkę czegoś, co przynajmniej udawało trunek z klasą. Byle nie te miejskie pomyje, które lało się tu za drobne ― choć, prawdę mówiąc, i one miały swój urok w chwilach dostatecznie upadłych. ― Zima potrafi zaskoczyć, a biznes czekać nie lubi ― tik tak, tik... Cóż się miało zapowiedzieć z dzisiejszego wieczoru? Dłoń uścisnął krótko, bez zbędnych ceregieli, ot tak – jak ktoś, kto nie musi niczego udowadniać. Metaliczny uścisk, szybki jak błysk brzytwy, a równie szczery. Płaszcz, niegdyś zapewne drogi, teraz podszyty zapachem deszczu i ulicy, opadł ciężko na oparcie krzesła, a on sam zajął miejsce jak król na zniszczonym tronie. ― Nie zadowala nas postanowiona cena w ostatnim liście... Co z tym zrobimy, tovarishch?
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
09-11-2025, 16:23
Od kilku miesięcy pławię się w urokach monogamii, które długo pozostawały mi zupełnie obce. Ja, na swoim, ona, ze mną, pode mną, rzadziej nade mną: w wieku lat czterdziestu dwóch nareszcie jestem w domu. Spałem w niezliczonej ilości łóżek, chleb z niejednego pieca jadłem, piłem z ulubionych kubeczków i pożywiałem się z ulubionych miseczek. Przepuszczałem walutę w różnych nominałach. Za knuty bimber pędzony w piwnicy przez brudnawego Harry’ego, niepełnosprytnego szwagra szefuńcia meliny na Nokturnie. Za sykle skrzacie wino w kawiarni przy magicznym oddziale Brytyjskiego Muzeum, kiedy rozważałem skok stulecia po gruz i kamienie. Za galeony elfią wódkę, kolejki szły tak długo aż ostał się jeden ze stolikowego towarzystwa, który zachował przytomność - zdrowy rozsądek pomińmy. Za funty Guinnes, rzadziej Innis & Gunn, w puszkach i butelkach lub z kranu lany wprost do gardła. Za dolce, dokładniej Lincolny, whisky, giny i rum, degustowany w jazzowych klubach w Nowym Orleanie i zwykłych klubach, w których kobiety przyzwyczaiły mnie do widoku gołych nóg. Za ruble - miałem figę z makiem z pasternakiem. Za bułgarskie lwy - jeszcze mniej, bo ani tej okrasy do gołego nic, tylko rechot walutowego kasjera odbijający się echem w ciasnej budce, w której liczył mamonę jak Scrooge, choć nawet nie na własny rachunek, a na jakiegoś angielskiego pana. Banknoty zza wschodniej miedzy tutaj służą do podcierania tyłka: nieprzydatne, bo absolutnie niewymienialne, ot, pamiątki zza Żelaznej Kurtyny, którymi lepiej jednak się nie chwalić, by przypadkiem nie zostać posądzonym o kolaborację. Mój ogromny apetyt na życie obejmował także wybijanie okien, pałowanie i wzniecanie pożarów, więc dla sportu chadzałem na spotkania komuchów w Waszyngtonie w 54. Piękne, naprawdę idealistyczne: odczyty manifestu Marksa i Engelsa w niczym nie przypominały wieczorków klubu książki. Racjowało mnie, kiedy popisywały się lalunie o aspiracjach w rozmiarze swoich balonów, to znaczy, dużych, falujących w rytmie przyspieszonego oddechu, z jakim recytowały prawa obywatelskie i roniły łzę nad  niesprawiedliwością antysemityzmu ku uciesze obrzezanych kuzynów trzeciego stopnia. Makkartyzm był mi na rękę, gdy zaczynały się dymy, dawałem nogę, acz na własnej skórze zaznałem wypaczonych wartości sierpa i młota - w USA prowodyrzy rzadko są z klasy robotniczej, częściej po prostu okazywali się znudzeni spokojem i dostatkiem, skłonni do wielkiego poświęcenia dla czerwieni. Kogoś zwalniali, za kogoś wpłacano kaucję, i tak to się toczyło - dopóki Ruski nie pomachały mi przed nosem asem w rękawie.
Nasz biznes, nasze interesy, nasze pieniądze; chyba kocham komunizm. Czyjeś zasady moralne, mój zysk liczony w worach towaru przerzucanego raz tak, raz siak. Mugolskie tankowce, kurierzy na miotłach naruszający powietrzne granice kilku europejskich państw, czasami tylko kieszenie panów w futrzanych czapach z czerwonymi dłońmi lub koki importowanych baletnic, robiących karierę w Operze Narodowej. Szok? Nie dla prominentów z Kamczatki, Uralu czy Kaukazu. Ja w tym wszystkim jak współczesny Prometeusz, gotowy dać tym ludziom ogień. Liczę jedynie ciut więcej niż kości pokryte tłuszczem, grzejąc się przy kominku w podejrzanej spelunce, gdzie lepiej rozejrzeć się przed spoczęciem na deskę klozetową - przeklęte strzykawki walają się wszędzie, chwila nieuwagi i, cóż, może być po tobie.
– Mów po naszemu. Jesteśmy w Anglii – krzywię się z niesmakiem na dźwięk pozdrowienia. Śpiewny akcent krzyżuje się nieprzyjemnie z chłodem tonu, jakby w posagu nie otrzymał nic oprócz przeszywającego klimatu Jakucji, gdzie jak zapomnisz rękawiczek lub drugiej pary skarpet, musisz sam sobie odłamywać palce zamarznięte na niebieskie sopelki. Ponoć ludzkimi resztkami karmiono psy, żeby niczego nie marnować. Później takie kundle bez oporów rzucały się na najmniejsze dzieci, kończyły martwe, one i oseski. Oszczędność - kolejna gęba mniej do wykarmienia. – Nie z tobą pisałem– zauważam, ściskając dłoń osmaganego londyńskim deszczem obcego. Zbyt pewnego na nie swojej ziemi, noszącego się jak książę Walii, a więc pierwszy w kolejce do brytyjskiego tronu. – Wymień jeden powód, dla którego mam gadać z pośrednikiem? – zagajam z papierosem między zębami, buchami kojąc zniecierpliwienie, jakbym inhalował się jodem na tężniach w słynnym uzdrowisku w Ciechocinku. – Mam taką propozycję… – urywam, lustrując jego postać wzrokiem, od zaczesanej w tył słomianej czupryny (wymowne?) przez butelkę w garści, która ewentualnie nada się na broń zaczepno-obronną. – Zaakceptujesz warunki z niezadowoleniem. Co ty na to, tovarishch?– prześmiewczo imituję jego akcent, a z cholewki buta niepostrzeżenie dobywam motylka. Na wszelki.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Yavor Karkaroff
Akolici
Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąć, wiecznie czyni dobro.
Wiek
47
Zawód
Przedsiębiorca, rzemieślnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
30
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
6
6
3
Brak karty postaci
12-11-2025, 09:09
Jakże ten Anglik potrafił irytować ― niezmiennie, konsekwentnie, jak natrętna mucha, której nie sposób się pozbyć. Zawodził niczym pieprzony kocur przyłapany z łapą w mleku, zapędzony w kozi róg i gotowy wydrapać sobie drogę do ocalenia. Jeszcze chwila, a zostałby obdarty z połowy futra, skóry i godności, przerobiony przez pierwszego z brzegu biedaka na tanią strawę — z wdzięcznością połkniętą w imię walki z głodem. Anglia miała w sobie coś z cuchnącego rynsztoka, z którego wyłaziło wszystko, co żałosne i hałaśliwe. Tu każdy jęczał, każdy czegoś chciał, każdy oczekiwał ― więcej, szybciej, mocniej. A w zamian? Ani odrobiny godności, ani śladu wysiłku. Trakhni yego mat’.
Nie drgnął nawet, gdy tamten podniósł głos. Stalowa oprawa spojrzenia pozostała nieruchoma, martwa, jakby wszelkie emocje dawno już wyparowały wraz z ostatnim łykiem rakiji. Dłoń, jak gdyby nigdy nic, uniosła papierosa do ust ― grał nim z nonszalancją, jakby to on był prawdziwym rytmem tej rozmowy. W końcu cóż innego mogło mu dawać większą przyjemność niż obserwacja, jak tamten się spala? Dosłownie i w przenośni. Różdżka była w zasięgu dłoni, klątwy wirowały mu na końcu języka niczym natrętne muchy, ale wstrzymał się. Nie teraz. Nie dla tego marnego, śliniącego się żebraka w garniturze. Jeszcze przyjdzie czas, gdy Anglik pozna, jak brzmi prawdziwe zawodzenie.
― Anglicy nadal bywają szowinistami, smutne... ― Było to aż nazbyt smutne, niemalże żenująco przygnębiające, gdy przyszło mu natrafić na tak karykaturalny przykład handlowej nieudolności. Ach, któż by się spodziewał ― Anglia w całej swej parszywej okazałości, kramarze bez odwagi, bez błysku w oku, bez tej pierwotnej drapieżności, którą w Bułgarii nazywano po prostu życiem. ― Może ze mną, acz pewności nigdy nie będziesz mieć, tovarishch ― Raz i drugi dłoń zadrgała w przedziwnej, niemal dziecięcej wesołości ― jakby ciało już wiedziało, że za chwilę będzie się działo coś naprawdę interesującego. Ale nie, nie tym razem. Papieros, jedyny świadek jego cierpliwości, zawędrował z gracją w stronę ust, osiadł na wardze, zatańczył w kąciku warg w ironicznym rytmie rozbawienia. ― Grube ryby nie ruszają zadów z miękkości futer, biznesu trzeba wiecznie doglądać.
Zachciało się, jakże by inaczej ― sięgnąć ku żerdzi różdżki i rzucić z koniuszka języka coś odpowiednio złośliwego, może nawet nieco widowiskowego. Ot, zaklęcie łamiące kości, rozrywające ścięgna albo przynajmniej osmalające twarz delikwenta tak, by przez tydzień nie mógł spojrzeć w lustro bez mdłości. Byle tylko się rozruszać, bo mięśnie, niegdyś narzędzie precyzyjnej brutalności, dziś zaledwie przypominały o dawnych czasach lekkim trzaskiem w barku przy każdym ruchu.
― Zrobimy tak, wyłóż na stół coś znacznie ciekawszego w dodatku, bym chociaż mógł pod uwagę brać zakup ― Cena była zbyt wygórowana, by zdobyć na wyłączność tak rzadko spotykany przedmiot. I zamierzał z nim dzisiaj wyjść w zasobności własnej kieszeni, niźli stratny o paranoję Angielskiej chciwości. Chociaż... Może sam również mógł się ujmować w zakresie szkaradztwa pobłażania sobie. Zadrwił sam z siebie, z tą samą kpiną, z jaką kiedyś spoglądał na ofiary, którym nie starczało tchu, by błagać. ― Bez dyskusji.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
16-11-2025, 12:32
— Anglicy mają wiele wad — zgadzam się z patałachem, wyjątkowo, bo wyjątkowo. Jego triumf jest jednak krótki jak kutas karła, tak samo zmarszczony i nie budzący nic ponad politowaniem. Przykre, choć pokurcze i tak wygrywają z grubasami. Dumny lud krasnoludów przynajmniej widzi swoje penisy. Tłuściochy co najwyżej mogą je pamiętać, za starych, dobrych czasów, kiedy ważyli mniej od osobówki. — Ksenofobii bym jednak do nich nie zaliczał — ciągnę spokojnie, powoli odsłaniając zęby w nieprzyjemnym uśmiechu. Zdrowe siekacze, znak przynależności do klasy wyższej; złoty kieł świeci się kusząco jak skarb Długiego Johna Silvera. Czarodzieje na własne życzenie są upośledzeni społecznie; czy to czas na wykład z najnowszej historii? — Mamy wiele powodów, żeby nie lubić Niemców, Francuzów, Hiszpanów, nawet Żydów - nikt nie lubi Żydów. I goblinów. Podobieństwo jest oczywiste, to te nosy. I żyłka do pieniędzy. — Ruskich też — oświecam go, pierwszego podejrzanego do grania na dwa fronty. Pakt Ribbentrop-Mołotow to dla niego fast-track w kolejce do mugshota. Front, profil, w ciupie prędzej czy później ktoś przestawiłby mu szczękę albo nos. Pięknisie muszą też pamiętać o sprytnym racjonowaniu mydła. Ajć. — Więc jak się nie podoba, to wypierdalaj - kończę wesolutko, brodą wskazując na drzwi, które właśnie zatrzasnęły się z hukiem za kuternogą ze stritem, którego drewniana proteza wybija nierówny rytm na oblepionych sękach, kiedy ten człapie do stolika ociekając deszczem. Za oknem - angielska pogoda. Tovarishch - z szansą na angielskie wyjście. Nikt ani oczkiem nie mrugnie, łezki nie uroni, noskiem nie pociągnie. Kolaborantów topi się bezwzględnie jak kocięta: do wora, a wór hop do Tamizy. On z wrogiem ma tyle wspólnego, że kąpiel w skażonej wodzie mu się należy; gdyby jakimś cudem to przeżył, po wyjściu na ląd nabyłby nowej cechy i świeciłby w ciemności. To się nazywa interes. — Nie układam się z płotkami — on marnuje mój czas, a ja przepalam papierosy i daję w kość miękkim organom, a wątroba to przecież jedyny, którego nie da się przeszczepić. Zamiast tego mogłem na przykład robić przegląd podwozia. Najpierw Lydii, potem Sandy, żeby biedactwo nie poczuło się pominięte i i też dostało się jej coś ze śladów smaru na dłoniach i zapachu oleju silnikowego wnikającego we włosy i pory skóry. Każę je patrzeć jak zmieniam koło, potem rucham ją na masce i chyba wykształciłem w niej odruch Pawłowa, jest jak dobra sunia, mokra, kiedy tylko widzi mnie przy aucie. — Wiesz, co to znaczy? Że jesteś kasztan? - obrażam słomianego stracha, któremu brakuje rozumu, więc z jego śpiewnym akcentem recytuję mu elementarz. A jak ananas. B jak bufon. C jak cep. D jak dzban. E jak elemelek. F jak fujara. G jak głąb. H jak harpagon. I tak dalej, ja kontent leję łatwopalny miód  na okolice ucha. Pieprzony ruski sarmata. T ówczesnego w z.
– Skoro tak bardzo ci zależy, to płać, towarzyszu. Drugiego takiego nie znajdziesz szybko, ani w Londynie, ani nawet w Anglii – obojętność toczy się pianą z mych ust, tak, na jego miejsce mam dziesięciu kolejnych, choć problematyczny okaże się wieczorowy powrót z materią niebezpieczną, nielegalną i pożądaną na czarnym rynku bardziej niż nerki. Ile się napociłem, by artefakt przybrał rozmiar kieszonkowy: jego magiczna powłoka zdawała się żreć każde ze sprytnych zaklęć, wchłaniać je i odbijać we mnie prześmiewczym beknięciem.
– A jeśli nie… - wzruszam ramionami, sprawę uznaję za prawie załatwioną, pozostaje jeszcze kwestia uregulowania rachunku. Kartka z podręcznika: negocjacje handlowe, rozdział siódmy, strona sto czterdziesta pierwsza. Tam, gdzie pisali o kompromisach papier się skleił. Może ktoś z wcześniejszych właścicieli książki jadł nad nią soczyste brzoskwinki, może wylał korektor albo afternoon tea z dodatkiem bawolego mleka - omija mnie to.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Yavor Karkaroff
Akolici
Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąć, wiecznie czyni dobro.
Wiek
47
Zawód
Przedsiębiorca, rzemieślnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
30
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
6
6
3
Brak karty postaci
28-12-2025, 22:12
Działał mu na nerwy ― oj, działał aż nazbyt skutecznie, jak drzazga wbita pod paznokieć, której nie sposób ani zignorować, ani wyrwać bez satysfakcji bólu. Łechtał nadwyrężone ego angielskim prostactwem, podszytym tym specyficznym buractwem, które miejscowi mylili z bezpośredniością, a on od lat klasyfikował jako intelektualną niedoróbkę. Wszakże złoty ząb mógłby mu zostać wypruty prędzej w sporze z jakimś karłem spod targowego straganu, niż w konfrontacji z człekiem, który nie dorastał do pięt nawet najlichszemu popychadłu tej speluny. A jednak ― siedział. I mówił. I oddychał.
Psia mać. Jak on kurwa nienawidził tego miejsca. Zapachu przetrawionego alkoholu, lepkości stołów, spojrzeń ludzi, którzy myśleli, że widzieli już wszystko, bo raz czy dwa ktoś umarł im na zapleczu. Nienawidził tej udawanej swobody, tej taniej familiarności, tej angielskiej potrzeby gadania o interesach przy kuflu, zamiast przy groźbie. Bułgarska krew gotowała się w nim nie z gniewu ― to byłoby zbyt proste ― lecz z czystej, niemal akademickiej pogardy.
― Znajdę jeszcze więcej powodów, by nie znosić местные проститутки ― dopowiedział co wiedział swą lakonicznością, chowając dostatecznie dobrotliwie prześmiewczość własnej wypowiedzi. Cóż przyjąć od tutejszych typów, jak jedynie wybiórcze tchnienie niechęci. A najbardziej irytujące było to, jak bardzo zawiódł się na typie siedzącym naprzeciw. Tyle czasu zmarnowane na listowne kontakty, na wyważone frazy, na aluzje i niedopowiedzenia, które na papierze miały pozory inteligencji. Błyskotliwy pogląd rozsypał się w pył szybciej, niż papieros dopalał się w popielniczce. Ech. Cóż za piękny przykład, że pismo znosi wszystko, a człowiek ― już znacznie mniej. ― Jeden sypnął, że niezbyt zadowalająca jakoś towaru w ostatnim czasie zasypuje tutejsze ziemie... ― Słuchał go nadal, z kamienną twarzą i uśmiechem zawieszonym gdzieś pomiędzy grzecznością a zapowiedzią przemocy, notując w myślach każdy błąd, każde przejęzyczenie, każdy dowód na to, że ten interes był pomyłką od samego początku. Jeszcze chwila. Jeszcze parę zdań. A potem albo wstanie, albo sprawi, że ktoś inny już nigdy nie usiądzie tak pewnie. ― Więc daj mi gwarant, żeś nie spartaczył towaru.
Grając martwego, zyskiwało się pewne społeczne profity ― przede wszystkim święty spokój i prawo własności do wszystkiego, co zdążyło się ukryć w kieszeniach zanim ktoś zorientował się, że trup jednak oddycha. Co nakradłeś, było twoje; prosta, niemal elegancka logika w czasach, gdy moralność sprzedawano na wagę, a sumienie bywało towarem deficytowym. Gorzej, gdy nie mogłeś knowań prowadzić we własnym imieniu, tylko partaczyć robotę przepychanką pod imieniem pieprzonego pośrednia. Niekiedy trzeba było gdybać jak sztywniak z kijem w dupie, bądź przesadnie ugodowym tonem rozmawiać o sprawach takich i siakich. Brzmieć jak oni, tutejsi, wyglancowani panowie, którym zagrabione kosztowności i przemyty się oferowało.
Niech oni kłaniają się nam, nie my im.
― Pospolitą miarą mierz te dziwki które łykasz po kątach, niż tych, z którymi kolaborujesz od dobrych pięciu lat ― Podeszwa buciora zagrzmiała raz, drugi, trzeci ― w tym samym leciwym rytmie, jakby czas utkwił mu w nodze na dobre. Spalony tytoń opadł gdzieś na podłogę, w ruskiej mantrze modły stoicyzmu, pozbawionej Boga, za to pełnej cierpliwości do brudu świata. Łokcie oparły się wygodnie na kolanach, bo tak było wszakże wygodniej ― i bardziej adekwatnie do sytuacji, w której należało siedzieć nisko, myśleć wysoko i nie zdradzać się zbyt szybkim ruchem. ― Wiesz jak bywa w radzieckiej stołówce, hm? Tak właśnie handel z wami się toczy, odkąd je prowadzę we własnym imieniu.
Patrzył przed siebie z tą samą suchą ironią, z jaką przyjmuje się fakt, że ludzie zawsze będą chcieli więcej, niż są w stanie unieść. Wiedział, że ktoś tu zaraz popełni błąd ― pytanie brzmiało jedynie, czy będzie to błąd kosztowny, czy śmiertelny. A on? On miał czas. I pamięć. A to, w tych kręgach, bywało bardziej zabójcze niż jakakolwiek klątwa.
Zagwozdką jedna tylko kwestia była, o co chodziło z tym kasztanem.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
30-12-2025, 12:15
Akcent zza wschodniej miedzy zwykle nawołuje do odkręcenia gorzały tak mocnej, że można od niej stracić wzrok, zdarzają się takie przypadki nawet w oświeconej Wielkiej Brytanii, kiedy ktoś nachleje się samogonem z przepisu po dalekich krewnych ze Związku Radzieckiego. Przezroczysty płyn w przezroczystych butelkach chowanych w papierowych torbach albo kankan i bliny, baśnie o Iwanuszce-Głuptasku, tanie szlugi bez akcyzy, tyle. Wszystko dalej na mapie w prawo od Polski dla mnie jedno i to samo, a ten tu łotrzyk daje mi kolejne powody, by wrzuconych do jednego worka Słowian z Kresów, okolic Dunaju, Morza Czarnego czy Polesia spisać na straty. A przecież towarzysze milsi mi byli niż Polacy, którzy zagnieździli się w Chicago jak karaluchy. Pozajmowali całe osiedla i tylko ich twarda mowa, pełna dziwacznych i nawet nieprzyjemnych dla mego ucha szelestów wywoływała u mnie jako-taką wesołość, brzmiąc, jakby pieścili się nawzajem szorstkimi językami.
– Taaa? – przeciągam głoski z czułością, choć krew wrze w żyłach, jakby ktoś zapomniał, że zupa na gazie powinna tylko lekko pyrkać i doprowadził do tego, że cała aż kipi. – Ktoś ci powiedział, że na tutejsze standardy masz małego? Możemy to sprawdzić – proponuję swobodnie. Buongiorno, merde, ¿Cómo estás?, od pomieszania języków doskonale dogaduję się na migi i łamanym angielskim: im głośniej coś powiem, tym większa szansa, że obcy zrozumie. Nроститутки brzmi jednak swojsko i ojczyźnianie. Stawiam prawą ręką, że to wcale nie słówko-pułapka, jakim panowie mamią panie, że jadą na plaże, choć tak naprawdę… – Bzdury. Plotki. Pomówienia. Oszczerstwa – zbywam te oskarżenia prostym wzruszeniem ramion. Słowo przeciwko słowu, z tym że ja jestem tu z krwi i kości, a mąciciela - brak. Może nawet nie istnieje, bo zamieszkuje dom dla zmyślonych przyjaciół blondwłosego Słowianina, żywcem wyjętego z propagandowych radzieckich plakatów. W dłoń dać mu sierp, młot albo pług, wyharatać trochę szerszy uśmiech, na przykład od ucha do ucha metodą podcinania gardeł - najwyższa stalinowska duma. I brytyjskie uprzedzenie.
– Słowo harcerza – przysięgam kpiąco. Dwa palce wędrują w górę, jak to zaobserwowałem w Ameryce u dzieci legitymizujących zawód domokrążcy i sprzedających ciastka w różnych smakach. Najgorzej schodziły miętowo-czekoladowe. – Interesy z wami takie są – zaczynam, kwaśno, szurając ciężkim kuflem po stole. Ktoś rzyga w kącie, prawie elegancko, bo odwrócił się do widowni tyłem - na nasze nieszczęście, eksponując owłosiony rów. – jak jest dobrze, to jest dobrze. A później zaczyna się myślenie, czy ten papier był warty kciuka – wyrywanie paznokci to ostrzeżenie, ale w jakim stylu. Barbarzyństwo konsumuje się ze śledziem i kwasem chlebowym, nasze barowe dania nie dają tej tłustej, gazowanej podkładki pod ból i nędzę. Smażone w głębokim tłuszczu ziemniaki prosto z kids menu, to-to, idealne jest na zgodę. – Wystarczy? – unoszę brew, prezentując mu więcej niż dowody, bo niewypowiedzianą sugestię rozejmu, na co wciąż mamy szansę, mimo szastania obelgami, dowodzącymi, że choć z różnych światów, to z tej samej gliny. Świszcząco dobieram się do papierosa, a gęsty dym zasnuwa pole widzenia: niebezpieczne to przy tej dynamice i w miejscu, gdzie martwego odkryją nazajutrz, bo pomyślą, że się spił i wyrzucą mordą w błoto gdzieś obok speluny, gdzie wylewają też inne nieczystości i resztki z kolacji. Ślinię palce, między opuszkami gaszę świeczkę, która syczy między nami, rozumując już nieco więcej: to z kim mam do czynienia i to, że druh druhowi wilkiem. Gębę jednak utykam, skłonny do bitki i on, i ja, ale po co, po co - kompletna klawiatura, świeżo zagojone limo pod okiem, nie warto, nie warto. – Wyjaśnij – no, dalej. Obywatel świata otarł się o Tajwańczyków z brzydkimi zębami, narzekających na wszystko Kubańczyków, ale radzieckie delikatesy tylko te eksportowe, zeuropeizowane i z ważnym paszportem. A jak komu tęskno za Matushką Rossiyą - droga wolna i fora ze dwora, a ja, jak na Anglika przystało, uśmiechnę się i pomacham na do widzenia. Może dojrzy przez okienko kibitki.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Yavor Karkaroff
Akolici
Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąć, wiecznie czyni dobro.
Wiek
47
Zawód
Przedsiębiorca, rzemieślnik
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
0
30
OPCM
Transmutacja
15
8
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
6
6
3
Brak karty postaci
30-12-2025, 16:08
Igrała mu żyłka, pulsująca gdzieś z boku skroni jak uparty metronom irytacji, lecz twarz uparcie trzymała neutralny grymas, ten wyuczony brak dowartościowania, którym obdarzał tamtego skurwiela z oszczędnością godną arystokraty pogardy. Prędzej by sobie pierdolnął baranka w mur, prędzej świnia zaczęłaby latać w równych szykach nad Tamizą, niż on miałby polubić ten kraj i tych pieprzonych obywateli, tak dumnych z własnej nijakości. Sztywniacy? Owszem, bywali. Tych dało się znieść ― wystarczyło ostro przyfasolić w łeb, poprawić mankiet i odejść, zostawiając ich z nowo nabytą refleksją nad kruchością kości czaszki. Ten tu jednak… ten wyglądał, jakby urwał się z jakiegoś drzewiska razem z korą i rozumem. Ha?
Brew uskoczyła mu lekko w górę, w reakcji bardziej odruchowej niż świadomej, gdy padły teksty niemal żywcem wyjęte z dziecięcych przepychanek ― brakowało tylko piasku w butach i zapłakanego nosa.
― Taaa? ― Sparodiował przeciągnięcie zgłosek, lejąc alkohol do nikle wyczyszczonej szklanicy, jakby sam dźwięk był wart utopienia. Upił łyk, powoli, demonstracyjnie, pozwalając trunkowi spłynąć w głąb jak ostatni bastion cierpliwości. Pies jebał jakiegoś przymuła, który zwalił się na podłogę gdzieś obok nich — Anglia miała nadzwyczajny talent do produkowania bezużytecznych ofiar własnej kultury umiarkowania. ― Wprawdzie musi być prawdą, że macie nikłe sposobności obdarowania naturalnego... ― zamierzał zgromić tego prostaczka angielskiego. Nie gwałtownie, nie z pasją; raczej metodycznie, z tą chłodną, bułgarsko-rosyjską satysfakcją, jaką daje świadomość, że zaraz ktoś zostanie pouczony o hierarchii świata. I że ta lekcja, w przeciwieństwie do szkolnych, zostanie zapamiętana. Zacmokał niemalże zadowolony, tak jakoś karykaturalnie współczująco w kierunku biznesów tutejszej społeczności męskiej. Może dlatego... ― Jak to... Ach, wydmuszki stukające lepiej niż dzwoneczki na święta grudniowe?
YA ub’yu, shte ubiya i jeg skal drepe ― ta litania obietnic śmierci, rzucona w trzech językach jak tani pokaz erudycji, czyniła z niego niemalże dobrotliwego poliglotę. Ot, ekstrawagancja formy, gdy treść od dawna była ta sama: wybijanie z głowy przeciągnięć, złudzeń i nadmiaru odwagi. Ktoś mógłby uznać to za sztukę; on traktował raczej jak rzemiosło, powtarzalne i niewdzięczne, lecz konieczne. Papieros wylądował w popielniczce z suchym stukiem, a ostatki dymu przetrzymał w płucach dłużej, niż wymagała przyzwoitość ― czysto z przekory wobec świata, który i tak miał go za barbarzyńcę.
Trzasnął karkiem, leniwie, jakby rozgrzewał się przed ćwiczeniem, i przyjrzał się temu złotemu zębisku z niekłamaną nostalgią. Takie widywał już na podłodze, na pęczki; bez właścicieli, bez historii, bez znaczenia. Złoto było tu jedynie obietnicą kosztów, nie wartości.
― To jak w radzieckiej stołówce ― na papierze wszystko jest, ale jak przychodzi co do czego, dostajesz tylko łyżkę i pytanie, czy w ogóle jesteś głodny  ― Przestawił się więc na to szczególne usposobienie, które wieńczyło każdy handel w tej części świata: albo draka, albo padaka. Żadnych półśrodków, żadnych sentymentów — Anglia czy nie, rachunek zawsze się zgadzał. ― Więc dwa wyjścia, wykładasz na ławę prawdę o tych pogłoskach, albo żeś pospolita pizda i kłamca.
Jeśli miał przywalić, w porządku. Będzie to kosztować więcej: reputacji, czasu, może jednego wieczoru spędzonego w mniej komfortowych warunkach. Ale żaden palant nie będzie sobie łechtał ego byle jakim ruskim, tylko dlatego, że nauczył się wymawiać groźby z akcentem pubowej odwagi.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
30-12-2025, 19:31
Rozpalanie kominka wymaga pracy od podstaw: ktoś musi drzewo porąbać, potem je przynieść, uprzednio wymieść popiół i zutylizować naprawdę ciężkie jego wiadra - szczególnie, kiedy ogrzewa się duże pomieszczenie. Najsampierw podsypać korą brzozową albo starymi gazetami, najchętniej nieaktualnymi wydaniami dziennika, które ktoś wyrzucił do kubła na śmieci - burżuj. Potem trzeba ułożyć szczapy w zgrabny stosik, zaczynając od tych cienkich, tak zwanych drzazg, a dopiero później obudowywać je prawdziwymi polanami - grubymi i tak suchymi, że nieuważne ręce kaleczą się przy okazji o szorstką korę. Wówczas: jedna iskra starcza. Rzadziej z krzesiwa, chyba że akurat dziadek chce sprawić frajdę dziatwie zgromadzonej przy stole, przeważnie źródłem ognia są zapałki. I tak: oczko ociera się o draskę, nos czuje zapach siarki i palącego fosforu, dookoła te drewniane nuty z obtartego kartonu, mhmmm. Pachnie - domem. Miastem albo wsią. Ogień - hula. Można ogrzać zgrabiałe ręce, wysuszyć zwilgłe ubrania. Chwila moment.
U mnie - to samo. Chwila moment, by miech rozdmuchał ogień, a temperatura skoczyła. Najpierw: jesteśmy w saunie fińskiej, wszyscy nago czerwienieją równomiernie, faceci nie patrzą na cycki, baby nie patrzą na fujary, jakbyśmy byli tu wszyscy bezpłciowi. Ten stan, sekunda, lecimy dalej. Po sąsiedzku - balia z wodą tak gorącą, że aż zimną, bo skoro odczuwanie stopni działa w ten sposób w jedną stronę (lód parzy), to powinno (na logikę) działać też w drugą. Kłania się kolejność wykonywania działań, już nie beczka, tylko basen z lawą wulkaniczną, magmą, brzydko kwitnącą na policzkach czerwono-czarnym rumieńcem. Goręcej - na powierzchni Słońca, gorzej, ze mną, pieniącym się podskrónie, lecz wyraźnie - tak jak widać w rondelku, że jajko się gotuje. Skorupka nienaruszona, lecz dookoła bąbelki, zaraz pęknę.
– Sporo tu Rosjanek, wiesz – zagajam, wracamy do sauny, chlust wody, więcej, więcej pary – przyjechały orżnąć Anglików na obywatelstwo – rozszerzają nogi przed paroma, jeden z nich przyjmie dziecko, o ile będzie białe, da nazwisko, kartę pobytu, ubezpieczenie. – Wiesz po czym się je poznaje? Pokazują, że 6 cali to tyle – rozwieram przed nim kciuk i palec wskazujący mnie więcej na połowę wspomnianej długości, broń boże nie winię tych kobiet, ktoś im to opowiedział, ktoś ich tego nauczył. Mężowie, co oddechem kładą niedźwiedzie, z tym że w cywilizowanym państwie to żaden powód do dumy. Nad kuflem i gasnącym żałośnie papierosem tężeję; zapominam o nim i marnieje w dłoni, gasnąc jak ostatnia zapałka zmarzniętej dziewczynki - o, akurat grudzień. Nie tylko pijaki kończą żywot na progach cudzych domów.
– A co powiesz na trzecie? – raźno wstaję z krzesła, za ramię chwytając Ruska, hop-hop, baczność, to nie są ćwiczenia, powtarzam, to nie są ćwiczenia. – Najpierw ci wpierdolę, a potem wyrucham ci matkę.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
31-12-2025, 09:38
No i po zawodach. Dziad leży - oddycha, a ja jak najlepszy przyjaciel nachylam się nad nim i sprawdzam, czy puls ma, serce pracuje, a z gęby cuchnie mu tak, jak się spodziewam. Trzy razy tak, zatem nic tu po mnie. Ma szczęście, że na słodkie do widzenia nie raczę go kopnięciem w jaja z gwarancja niepłodności w gratisie. Kusi mnie, ale mam swoje powody, by oszczędzić jądra ruskiego i żaden z nich nie dotyczy kwestii przyrostu naturalnego. Na moje - powinni golić głowę każdej Brytyjki, która się z takim puści, pielęgnujmy dobre, powojenne zwyczaje i tradycje. Niemniej jednak - kontrahent to ważny, dzielę z nim także chromosomy XY, a zatem rozumiem, że wpierw możemy sobie naklepać, później najebać się na zgodę, a na koniec wsadzić tego w gorszym stanie do taksówki, podać adres i zapłacić z góry za kurs. Gdy jednak tak leży, nie ruszając ni ręką, ni nogą, nie powstrzymuję się przed gęstym kopniakiem w brzuch, coś tam honor, coś tam zasady - moje akurat poszły na spacer ochłonąć, kiedy wafel nazywa mnie pizdą.
Póki leży zaglądam, co tam ma za pazuchą, patrzę po kieszeniach i kiedy natrafiam na sakiewkę: skrupulatnie liczę. Tyle za towar. Tyle za straty moralne. Tyle za jałowe opatrunki na moje zdarte kostki. Wcale a wcale nie jestem pazerny; pobieram wyłącznie logicznie uzasadnione opłaty, nieco tylko ponad pierwszą stawkę, na którą i tak kręcił nosem. Choć mogę, nie zostawiam go jednak z niczym. Tyle skreślonych listów nie może iść na marne, szkoda godzin poświęconych na negocjacje, by prysły tak nagle, jak kawałek jego jedynki - chyba nawet widziałem, jak odskakuje mu z gęby i po łuku szybuje na bruk. O, jest - nachylam się i chowam ją do kieszeni z resztką krwi. Zwrócę mu ją kiedyś, pytając przy okazji, czy wstawił już sobie nowego albo sam spróbuję oszukać Zębową Wróżkę na parę funtów. Tak czy siak, jestem na plusie. Do wewnętrznej kieszeni płaszcza miękiszona ostrożnie wkładam więc elegancko zabezpieczoną paczuszkę - każdy z nas ma, czego chciał. Ale ja mam więcej.

bójka tutaj
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:42 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.