• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro V > Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego
Strony (2): 1 2 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-01-2026, 21:29
Urząd Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego
Siedziba Urzędu mieści się w jednej z bardziej wystawnych części Ministerstwa. Przestrzeń jest wysoka i szeroka, z kamienną posadzką przykrytą dekoracyjnymi chodnikami oraz ścianami wykończonymi jasnym kamieniem i drewnianymi panelami. Biurka wykonano z ciężkiego, starannie polerowanego drewna; stoją w równych rzędach i wyposażone są w eleganckie przybory, księgi rachunkowe oraz zamykane szkatuły na dokumenty. Wzdłuż ścian ustawiono zdobione szafy archiwalne i przeszklone witryny z zabezpieczonymi próbkami towarów.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Melusine Rookwood
Czarodzieje
Chciałbyś mnie mieć. Zgub mnie — a dopiero wtedy zrozumiesz, czym byłam dla Ciebie.
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
30-01-2026, 11:23
14.04.1962

Panno Rookwood, na wczoraj potrzebuję złożoności sprawy ― głos przełożonego wciąż dźwięczał jej w skroniach jak źle nastrojony dzwon, gdy odkładała pióro i porzucała wcześniejsze zajęcie bez żalu, lecz z tym specyficznym ukłuciem zawodowej irytacji. Brytyjski importer, jakże przewidywalnie pewny swego, twierdził, że posiada komplet legalnych zezwoleń na obrót artefaktami stabilizującymi transmutację, rzekomo przeznaczonymi dla uzdrowicieli; dokumenty miały być nieskazitelne, pieczęcie prawidłowe, intencje ― niemal altruistyczne. Równolegle czeski urząd magiczny zgłaszał sprzeciw, chłodny i rzeczowy, wskazując, że owe artefakty objęte są zakazem eksportu, a ich użycie grozi trwałym, nieodwracalnym uszkodzeniem struktury magicznej czarodzieja. Sprawa, na papierze, była „uregulowana”. W rzeczywistości ― dokumentów jak nie było, tak nie było.
Westchnęła, kierując kroki do archiwum, zapach starego pergaminu i zaklęć konserwujących zawsze działał na nią jednocześnie kojąco i drażniąco. Pośpiech nie był dobrym doradcą, wiedziała o tym aż za dobrze, a jednak dziś musiała mu ulec. Szukała asesora, który miał przedłożyć ostatnie akta rozstrzygnięcia sprawy; szukała śladów decyzji, które zapadły gdzieś poza oficjalnym protokołem. Teczki dotarły do niej po południu, tuż po przerwie herbacianej, w tej osobliwej godzinie, gdy korytarze Urzędu Globalnej Komisji Regulacji Handlu Magicznego milkły, udając bezczynność, choć pod powierzchnią nadal pulsowała praca.
Były ciężkie, opatrzone czerwoną pieczęcią „do rąk własnych dyrektora” ― i aż nazbyt znajome. Znała je. Znała ich wagę, fakturę, kolejność. Wiedziała, ile powinno ich być. I właśnie ta wiedza sprawiła, że brak dostrzegła niemal natychmiast.
Raport eksperymentalny ― załącznik C-17 ― nigdy nie był omawiany na posiedzeniach. Istniał jedynie w indeksie archiwum klasy C, jak szept zapisany drobnym drukiem, dostępny wyłącznie dwóm archiwistom oraz dyrektorowi. Dokument, który nie powinien krążyć. Nie powinien opuszczać chłodnych, zaklętych szaf, gdzie pergamin chroniono równie skrupulatnie jak tajemnice. W spisie akt sprawy widniał jak cień: obecny w rejestrze, nieobecny w rzeczywistości. Poczuła znajome napięcie w karku, to szczególne uczucie, gdy intuicja zawodowa splata się z niepokojem. Ktoś nie zgubił raportu. Ktoś go wyjął. A to oznaczało, że sprawa była znacznie bardziej delikatna, niż ktokolwiek chciał przyznać.
Nie zgłosiła tego od razu ― i nie była to decyzja podszyta lękiem, lecz instynktem, tym samym, który przez lata uczył ją rozpoznawać momenty, gdy cisza bywała cenniejsza niż alarm. Zamiast podnosić wzrok i wzywać uwagę, sięgnęła po księgi obiegu dokumentów, ciężkie tomy o skórzanych grzbietach, w których urzędowa pamięć trwała dłużej niż ludzkie intencje. Czynność ta nie nosiła znamion buntu ani nadużycia; sekretarka dyrektora miała pełne prawo wiedzieć, skąd pochodzi każda kartka, każdy załącznik, który spoczywał na biurku zwierzchnika niczym obietnica porządku. Przesuwała palcem po równych liniach wpisów, po datach zapisanych konsekwentną ręką, po inicjałach, które z biegiem lat nauczyła się rozpoznawać bez zaglądania do legendy. Narracja urzędowa, zwykle spójna i przewidywalna jak rytm zegara w holu głównym, w którymś momencie zaczęła się rwać. Jedno nazwisko pojawiło się dwukrotnie tego samego dnia ― raz w skrzydle wschodnim, raz w zachodnim, jakby jego właściciel posiadał dar bilokacji albo wyjątkowo pobłażliwego przełożonego. Jedna z pieczęci była nieznacznie przesunięta, ledwie o milimetr, lecz wystarczająco, by zdradzić pośpiech; pieczęcie nie przesuwały się same.
Raport nie zaginął. Został pominięty ― świadomie, z rozmysłem, w sposób, który miał sprawiać wrażenie zwykłego przeoczenia.
― Prawnie go nie ma... ― naznaczyła swą obecność i zażenowanie, paznokciem windując w rejestrze przed adekwatną jednostką ich pilnującą. Tego nie dało się w prosty sposób wytłumaczyć.  Ścieżka, którą odtworzyła z chłodną precyzją, prowadziła do wydziału międzynarodowego, dokładnie w dniu, w którym nadeszła pierwsza notatka z Pragi. Zbieg okoliczności byłby zbyt wygodnym wyjaśnieniem, a ona od dawna nie wierzyła w komfortowe przypadki. Każdy ruch w tej instytucji pozostawiał ślad ― pytanie brzmiało jedynie, kto potrafił je czytać.
Gdy dyrektor poprosił ją o przygotowanie projektu odpowiedzi do czeskiego urzędu magicznego, miała już w głowie pełen zarys sytuacji, nawet jeśli brakowało kilku kluczowych konturów. Wiedziała, że każde słowo zostanie rozłożone na czynniki pierwsze nie tylko przez adresata, lecz również przez inne stolice, przez departamenty, które nigdy nie podpisywały się pod korespondencją, a mimo to czytały ją z największą uwagą. Wiedziała też, że ton oskarżenia zamknąłby drogę odwrotu, a ona nie zamierzała palić mostów, zanim zrozumie, dokąd prowadzą.
Pisała powoli, niemal z namaszczeniem.
Unikała sformułowań jednoznacznych jak ostrza. Zamiast „naruszenie” pojawiła się „rozbieżność proceduralna”; zamiast „nielegalny obrót” ― „niejasności interpretacyjne w zakresie obowiązujących klauzul”. Zaproponowała objęcie sprawy tymczasowym embargiem konsultacyjnym ― terminem miękkim, a zarazem stanowczym, który w języku Komisji oznaczał: zatrzymać wszystko, zachować twarze, nie wskazywać jeszcze winnych.
Gdy dyrektor skończył czytać, podniósł na nią wzrok. Przez krótką chwilę zdawało się, że rozważa pytanie, które mogłoby zmienić bieg wydarzeń, lecz ostatecznie nie padło. Skinął głową, podpisał pismo z tą charakterystyczną powolnością, która zdradzała doświadczenie.
― To najrozsądniejsze wyjście ― stwierdziła, jakby sama siebie utwierdzała w przekonaniu. Nie wspomniała o raporcie C-17. Jeszcze nie. Ważniejsze było, by sprawa nie eksplodowała na forum międzynarodowym, by napięcie nie wymknęło się spod kontroli. Raport był dowodem, a dowody należało przechowywać ― cierpliwie, w ciszy ― aż ktoś zacznie zaprzeczać faktom.
Gdy list został wysłany, a pieczęć Komisji zastygła na pergaminie niczym znak ostateczności, urząd funkcjonował dalej: spokojny, cichy, pozornie nieskazitelny. Korytarze wypełnił znajomy szelest papierów i stłumione rozmowy.

zt
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
06-02-2026, 18:49
18 maja

Tylko raz pytam o drogę. Bernard Cringe w swoim wezwaniu pokierował mnie nadzwyczaj precyzyjnie: to piętro, ten pokój, to niewygodne krzesło przed szerokim biurkiem, za którym stoi odrobinę większe i wygodniejsze krzesło należące do Starszego Rewizora Magicznych Przepływów Kapitałowych. Pytam, bo akurat napatoczyła się stażystka w eleganckim mundurku niosąca kawę przełożonemu, więc serwuję jej odrobinę przyjemności z poczucia się ważną i pomocną.
Od kilku lat w Ministerstwie postępuje automatyzacja i na końcu korytarza na piątym piętrze dumnie stoi jej symbol: duży automat, który po wybraniu z menu rodzaju sprawy: wnioski o zwrot podatku, udzielenie pełnomocnictwa do rachunku bankowego, złożenie deklaracji podatkowej itp. wypluwa z siebie biały kwit z czarnym, pachnącym tuszem numerkiem, który później wyświetla się z boku właściwego gabinetu na tablicy z migającymi na zielono diodami.
Wypada mi numerek 11, wobec czego nie kwękam tylko sadowię swój szanowny zad na jednym z ciasnych krzesełek ustawionych w rządku naprzeciwko gabinetu 512. Jestem przygotowany na długie czekanie: to bardzo popularna taktyka stosowana podczas przesłuchań. Zmęczyć, znużyć i dopiero potem przycisnąć; jest godzina siedemnaście po pierwszej, przyszedłem tu o wpół do dziesiątej. Do tej pory przeczytałem trzy rozdziały “Obrony Łużyna” oraz rozwiązałem dwie pełne krzyżówki (trzecią zostawiam, bo mam problem z hasłem “damskie nakrycie głowy”, jedenaście (!) poziomo), dwa razy poszedłem skorzystać z toalety oraz spaliłem dziewięć papierosów. Zaczynam się nudzić: raz jeszcze idę do sikalni, lecz tym razem tylko po to, by umyć ręce, przeczesać włosy kieszonkowym grzebykiem z metalowymi ząbkami i psiknąć sobie do ust sprejem odświeżającym oddech. Porządek na zewnątrz, porządek w środku: przed wyjściem Sandy oporządziła mnie rolką do ubrań, zdjęła każdy włos i farfocel z brązowego garnituru, a także przygładziła niesfornie wywinięty kołnierz białej koszuli. Buty świecą jak psu jajca, na pasku nic a nic nie widać, że dorabiałem w nim dziurki i tylko nadgarstek oraz palce wydają mi się jakieś gołe, mali cesarze pozbawieni szat - uznaję, że lepiej nie drażnić tutejszych sroczek błyskiem złota, bo jeszcze je stracę. Złoto i palce. Do kciuków jestem jednak przywiązany i to bardziej niż tylko mięśniami, nerwami, strukturą kostną i tą całą resztą pod spodem.
Nagle drzwi pięćset dwunastki się otwierają i wytacza się z nich jakaś pękata baba i to dosłownie wytacza - wyobrażam sobie, że ktoś ze środka musiał pomóc wypchnąć ją z pokoju, tak sunie po korytarzu jak kula do kręgli. Na jej buzi jak księżyc w pełni (i bez widocznych zmarszczek) łzy wydrążyły brzydkie tunele i zmyły jej makijaż przez co wygląda jak smutny szop pracz. Zielona cyferka na czarnej tablicy zmienia się ze szczękiem z okrąglutkiej dziesiątki na strzelistą jedenastkę, co zwiastuje moją kolej, więc mijam buldożerkę stratowaną przez korporacyjną machinę uosabianą przez pana Bernarda Cringe’a, który na pewno nosi jakieś irytujące drugie imię, pomijane w listowych podpisach, natomiast wymagane w oficjalnych dokumentach. Bernard Bartholomew Cringe, inicjały BBC, zaraz powie mi to, czego nie wiem: najlepszy serwis informacyjny i na dodatek z długą tradycją.
– Dzień dobry – odzywam się, wkraczając do gabinetu, wywołany jak uczniak do tablicy lecz systemem paskudnie bezosobowym który na pewno oprócz kapitalistów ucieszyłby również Kafkę. Czy mi to w smak? Płaszczenie się przed urzędniczyną? Otóż nie, ale w życiu robiłem wiele rzeczy, które były mi nie w smak, począwszy od jedzenia rzepy, przez lizanie cipki drugiej żony, skończywszy na głosowaniu w wyborach powszechnych, w których nie miałem swojego kandydata.
W gabinecie znajdują się (oczywiście) dwa krzesła, więc zgodnie z protokołem oraz przewidywaniami zajmuję to od wewntrznej strony pokoju. Spokojnie: nie pocę się od pachami, nie pocą mi się ani stopy, ani dłonie, ani nawet czoło pozostaje niezroszone - może mi się wydaje, ale jest tu jakoś zimno. Tak też skonsumuję swoje zwycięstwo: jakbym raczył się deską starannie wyselekcjonowanych serów i wędlin. W dokumentacji wszystko gra i buczy, osoby trzecie zaangażowane do wyciągania mnie za uszy, krótko mówiąc, spisały się. Jestem czysty. Czyściutki jak łza. Nie dam sobie zepsuć tego piątku.

| Daniel oczywiście ma ze sobą wymagane do kontroli dokumenty:

wypełniony w wątku z Jessem formularz FUDPA-2B
który następnie uległ drobnej korekcie przez specjalistę w dziedzinie prawa
oprócz tego: księgi, wyciągi bankowe i inne, które również przeszły korektę specjalistki w celu uzyskania ekspertyzy prawnej.
oraz dokumenty potwierdzające finansowe kontrole z przeszłości z oryginalnymi podpisami urzędnika Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-02-2026, 23:19
Łyżeczka, prowadzona wymownym ruchem palca, wykonała cztery obroty zgodnie z ruchem wskazówek zegara, potem ― trzy na opak, by na końcu brzdęknąć wymownie o kant porcelanowej filiżanki. W sterylnej ciszy być może dosłyszałby nawet chrupotanie rozpuszczającego się cukru o ścianki naczynia, ale osiemnasty maja wydawał się jakiś parszywie wariacki; ledwie piętnaście minut temu spod drzwi gabinetu dobiegała donośna pretensja Pan tu nie stał, ledwie dziesięć minut temu posłuszna ― a przy tym weselsza niż zazwyczaj ― stażystka ochoczo proponowała uchylenie pobliskiego okienka, kwitując to nienachalnym okropnie tu duszno. Bernard jednakże chłodno przeciw temu zaprotestował; od lekkiego przeciągu nabawić się mógł nie lada bólu w lędźwiach, a korzonki i tak odzywały się o tej porze roku znacznie częściej, niż mógłby sobie tego życzyć, nierzadko zapowiadając ulewny deszcz albo dłużącą się burzę. Nic nie było go jednak w stanie powstrzymać od tego, by sumiennie wykonywał swoje obowiązki. W czasie ponad czterdziestoletniego stażu pracy wolne wziął zaledwie jednego dnia ― z prozaicznego powodu pogrzebu własnej matki. Zmieniająca się władza niezupełnie dyktowała warunki jakości jego pracy, nawet jeśli światopoglądowo bliżej mu było do rządów poprzedniego ministra; niektórzy koledzy z departamentu żartowali nawet, że w jego żyłach musiały chyba płynąć jakieś goblińskie geny ― bo nie sposób uwierzyć, że czarodziej pozbawiony takiego pokrewieństwa mógłby być aż tak zakochany w pieniądzach, jednocześnie nie siląc się na skrajny materializm ani prymitywną żądzę bogactwa. Tak po prawdzie jego uniform, słowa, mieszkanie, a nawet i emocje, siliły się raczej na skąpą oszczędność.
Zwyczajowo oszczędny nie był jednak w praworządnym wykonywaniu standardowych procedur. Enigmatyczne nazwisko Daniela Dodge'a nie mówiło mu zbyt wiele, jego wysokie inwestycje na Czarodziejskiej Giełdzie Londyńskiej sugerowały jednak posiadanie majątku, o który najprędzej podejrzewać by należało błękitnokrwistych dziedziców wielkich spuścizn. Nie było mowy o żadnym donosie, lecz o rutynowej, koniecznej w przypadku tak dużych kwot, kontroli; bezzwłocznie zajął się więc tą sprawą, chcąc przybliżyć urzędowi sylwetkę inwestora, a w razie zaistniałej potrzeby ― uzupełnić również ubogą dokumentację dotyczącą jego przychodów.
― Dzień dobry ― odparł sucho na wstępie, witając kolejnego petenta w progach uporządkowanego gabinetu; podniesiony znad pergaminu wzrok zasugerował wizytującemu zajęcie miejsca na wysłużonym krześle stojącym naprzeciw biurka, a tuż po nim pojawiło się beznamiętne pytanie: ― Pańska godność? ― Ale to była tylko prosta formalność, bo znajome ― już teraz, tym bardziej z intrygująco naiwnej i skrupulatnej korespondencji ― nazwisko przypomniało mu charakter sprawy. Sprawnie udał jednak, że z namysłem przygląda się schludnej liście spoczywającej na boku blatu. ― Dodge. Daniel Dodge. Tak, widnieje pan w rejestrze ― potwierdził, poprawiając okulary i racząc się kawą, która zdążyła już trochę ostygnąć. ― Zanim przejdziemy do weryfikacji pańskich depozytów, muszę nakreślić ramy prawne dzisiejszej czynności. Znajdujemy się w toku procedury wyjaśniającej w trybie doraźnym, opartej na artykule czternastym Ustawy o Przejrzystości Finansowej. Zgodnie z jej brzmieniem, w przypadku stwierdzenia dysproporcji między pańskim zadeklarowanym przychodem a faktycznymi operacjami kapitałowymi, ciężar dowodowy w całości spoczywa na panu. Oznacza to, że organ kontrolny nie ma obowiązku szukania dowodów na nielegalność pańskich środków; to pan ma obowiązek wykazać ich pełną transparentność ― wyrecytował leniwie, choć zdania te nie były żadną przygotowaną formułą; spontaniczny słowotok Cringe'a miał wyjątkowo wiele wspólnego ze stereotypowym, urzędowym bełkotem. ― Zasady są niepodważalne: każde pańskie dzisiejsze oświadczenie trafia do protokołu, a brak przedłożenia kompletu dokumentów wymienionych w wezwaniu, ze szczególnym uwzględnieniem podstemplowanego formularza FUDPA-2B, uniemożliwia kontynuację czynności. W takim przypadku, na mocy obowiązujących przepisów o przeciwdziałaniu praniu brudnego złota, następuje automatyczne zawieszenie dostępu do portfela inwestycyjnego oraz przekazanie akt do dalszego procedowania przez Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Czy ta formuła jest dla pana zrozumiała, czy wymaga dodatkowej egzegezy prawnej? ― skwitował, wyciągnąwszy z szuflady czysty pergamin oraz samonotujące pióro.

Danielu, witam w wątku z udziałem Bernarda Cringe'a. W swoim następnym poście skup się na przedstawianiu dokumentów, które ze sobą przyniosłeś. Korzystając z konkretnych ścieżek mistrzostwa (zwłaszcza tych z zakresu kompetencji miękkich) i/lub potencjałów, pamiętaj o mechanicznym rzucie kością k100. W razie dodatkowych pytań zapraszam do konsultacji. Igor Karkaroff
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
10-02-2026, 12:03
To, że znam procedury, nie zmienia prostego faktu: jestem pieskiem i muszę jeść z ręki pana, który nade mną stoi tylko i wyłącznie z kijem. Konfiskata środków, więzienie itepe. - marchewy za to brak, chyba że będzie nią świadomość triumfu nad urzędniczą machiną, co w istocie, dla kogoś takiego jak ja, jest bardzo, ale to bardzo satysfakcjonujące. Lepsze nawet niż zlizywanie bitej śmietany z cycków jakiejś niuni, że tak powiem obrazowo, żebyśmy mieli absolutną jasność, jak smakuje takie zwycięstwo.
Do którego jeszcze daleko. A patrząc na fizjonomię pana Bernarda Cringe’a, który nareszcie ujawnia się przede mną w pełnej krasie i wygląda dokładnie tak, jak go sobie wyobrażałem: włącznie z pedantycznym przedziałkiem na czubku głowy i wyprasowanym kołnierzyku koszuli bez jednej zmarszczki - bardzo daleko.
Chyba właśnie ten przedziałek odpowiada za ucięcie absolutnie każdego jednego nerwu, który krótkim spięciem zachęciłby mnie do kozaczenia. Cyk-pyk, niegrzeczna marionetka sruu do kosza: myślę o tym, co obiecałem Sandy, o tym o czym wie i o tym, o czy nie wie, o wakacjach, o jej własnym zakładzie kosmetycznym pod wdzięczną nazwą Z górki na pazurki, bo akurat różowiutka kamienica znajduje się u stóp górzystego Londynu, w którym w końcu byłaby szefową i mogłaby skończyć z pilnowaniem cudzych bachorów. Skupić się na sobie i na mnie, ale - prawie odpływam, a to wybitnie niewskazane w obecnej sytuacji, stawiającej mnie skrajnie do pionu. Jeszcze dwa-trzy takie wezwania i poprawię swoją postawę, będę wzorem do pokazywania w reklamie z produktem najnowszej generacji na zdrowy kręgosłup.
– Daniel Dodge – recytuję jak z nut, miejmy to już za sobą. Część oficjalna jest sucha acz uprzejma, mdła aż tę nijakość czuję jak łaskocze mnie w gardle. On - on pewnie taki jest. Ja: zmuszony przez okoliczności trzymam język za zębami, gram według nie swoich reguł i póki co, odpukać, głowa nie płonie. A krzesło za to faktycznie jest niewygodne.
Jedna i tylko jedna próba zmieniania pozycji na ciut mniej uwierającą; siedzenie skrzypi, więc natychmiast porzucam swoje zamiary. Skrzypienie drażni, zwraca uwagę, wiercenie z kolei jasno deklaruje pewną nerwowość; naturalnie pewna jej ilość jest wskazana. Nawet najuczciwszy z obywateli prześwietlany przez aparat państwowy zacznie robić rachunek sumienia i obleje się zimnym potem przez gumę do żucia, którą ukradł ze sklepu własnego ojca trzydzieści lat temu.
– W pełni zrozumiała, panie rewizorze – urzędas mógłby mówić do mnie po chińsku, w tej chwili potakuję jak przywieziona z Indii małpka nauczona trzech słów na krzyż. Używam oficjalnego tytułu, może jest mu milszy niż nazwisko, które brzmi jakby ktoś tuż przy uchu hardo pracował z użyciem papieru ściernego. Milusio, taki prezencik od rodziców, już w dniu narodzin. – Nie bardziej niż panu zależy mi na przejrzystym zamknięciu tej sprawy – dodaję powściągliwie, dobywając z wysłużonej aktówki kilka teczek o różnym poziomie grubości. Kładę je na biurku z wyważoną ostrożnością: jego interpretacja moich zapisów to moje być albo nie być – Tutaj mamy formularz FUDPA-2B – zaczynam od początku, wskazując na najcieńszą z teczek zwierający druczek uzupełniony na podstawie skrupulatnie sfałszowanych ksiąg rachunkowych. Poza tym: wszystko się zgadza; nie brnę głębiej niż muszę w kłamstwa, zatem pan Cringe czarno na białym widzi cały mój majątek: standardowy, no, może aspirujący. Mieszkanie, trochę gotówki, inwestycje w akcje przedsiębiorstw oraz jedną, jedyną ekstrawagancję, ukochaną Marlenkę, na którą poszło dziewięćdziesiąt procent trzymanych w skarpecie oszczędności. – Dalej: zaświadczenia o pomyślnych kontrolach finansowych, jak pan widzi, z pieczęcią Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów – przedstawiam panu Cringe’owie papiery od Rafaela, urzędowe druki opatrzone realnymi podpisami realnego człowieka - niestety jeszcze nie będącego na emeryturze, co byłoby dla mnie dużo wygodniejsze. Uśmiecham się uprzejmie, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie (nie ma), a złoty ząb wychyla się z paszczęki. – No i na koniec księgi rachunkowe, zestawienia przepływów z rachunków inwestycyjnych i cała reszta – stukam palcem w najgrubszą z teczek, a właściwie ich zbiór, zawierających każdy mój finansowy ruch od zarania dziejów, czyli od wymaganych paru lat wstecz. – Jak pan zapewne od razu zauważy, przychody są przesuwane między portfelami inwestycyjnymi, zaznaczę to od razu, obracam również mugolską gotówką. To będzie już od dobrych dziesięciu lat, odkąd zmarła moja żona, świeć Panie nad jej duszą – osobista wstawka w monologu biznesmena, ot, szczypta prawdy w imperium z kartonu. – Mam nadzieję, że w dokumentach wszystko się będzie zgadzać. Przyznam szczerze, że nie mam niestety kompetencji do interpretacji każdej nowelizacji przepisów – waham się, huśtam na łasce eksperta, który przecież wie lepiej ode  mnie. Bogu, co boskie, cesarzowi co cesarskie i panu Cringe’owi, co sprawiedliwie państwu się należy. – Jeśli ma pan do mnie jakieś pytania, służę – dodaję, odnotowując, że niestety mi nie zaproponowano mi kawy, herbaty, ani nawet wody. Niegrzecznie. Gdzie ta stażystka?

| chcę zwrócić uwagę na fragment o, cytuję: “posiadaniu majątku, o który najprędzej podejrzewać by należało błękitnokrwistych dziedziców wielkich spuścizn” w poście MG. Na koncie Daniela fabularnie znajduje się  w tej chwili równowartość (zaokrąglając) 2,5-miesięcznych zarobków przedstawiciela klasy średniej. Również jego zyski z giełdy (z ostatnich trzech rzutów, po których też nastąpiła interwencja) sięgały dwa razy po 10 proc. zainwestowanej kwoty. Pisanie o nim jako o krezusie wydaje mi się nieco na wyrost. On w swojej narracji może się za takiego faktycznie uważać (ego top), ale stan faktyczny jednak tego nie oddaje.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
17-02-2026, 21:10
Na brzegu biurka ― za wyjątkiem talerzyka z wilgotnym, pysznie rozpływającym się w ustach ciastem daktylowym z sosem toffi ― drażniąco postukiwał zaczarowany organizer na pióra i inkausty; tykał tak, jak czyniły to wskazówki w zegarze i irytowałoby to pewnie każdego, włącznie z zaglądającymi tu regularnie petentami, poza samym posiadaczem. Ten był z niego wyjątkowo dumny, na jego wierzchu widniał bowiem ozdobny grawerunek: Bernardowi ― za trzydzieści lat sumienności. Otrzymał go w prezencie od przełożonego z departamentu, zamiast chyba tej zasłużonej wreszcie podwyżki; jemu to jednak bynajmniej nie przeszkadzało, w urzędniczym obowiązku doglądał wszakże nie tylko stabilnej, godnej wypłaty, lecz przede wszystkim posługi. Państwu i społeczeństwu ― komórkom zrzeszającym wielu, uporządkowanym w zgodzie z potrzebami wielu, funkcjonującym w imię sprawiedliwości wielu. Wśród nich zawsze trwały też jednostki, samolubnie zapatrujące się wyłącznie na czubek własnego nosa, zarazem bezczelnie degradujące to, co wytworzyć się udało wielu. On sam zwykł powtarzać, że jest jedną z pieczołowicie pracujących na rzecz gniazda pszczół; on sam zwykł także mawiać, że słabsze, buntujące się lub obce egzemplarze należy z rodziny wykluczać ― a od tego były w ulu strażniczki.
Bernard był jedną z nich ― czujną, dbającą o bezpieczeństwo, chroniącą interesy ogółu strażniczką; w przeciwieństwie do pszczół nie zwykł jednak boleśnie żądlić ani oceniać na podstawie zapachu. Właściwie to nie dbał o schludność garnituru czy długość spódnicy, nie przyglądał się wyrazom twarzy czy jej rysom; nie był wybitnym psychologiem i w takowego bawić się wcale nie zamierzał, więc ostentacyjne skrzypienie krzesła z naprzeciwka nie było pretekstem do uniesienia wzroku znad sterty dokumentów. Najprędzej dbał o prawdę, poświadczoną empirycznym dowodem, a przy tym nie zahaczającą o stek emocjonalnych dodatków.
Tutaj faktów było kilka; tak, w każdym razie, postulował podsunięty pod nos formularz, a tuż za nim zaświadczenia, księgi rachunkowe, zestawienia przepływów z rachunków inwestycyjnych, wreszcie ― cała reszta. Z dystyngowaniem przyjmował pokaźne zestawy dokumentacji, leniwie dzieląc je na niewielkie, uporządkowane stosy. Część z nich od razu trafiła do magicznej, skarbowej prasy, majaczącej nieopodal biurka, która kartka po kartce analizowała wytworne, liczbowe ciągi; część na dłużej zagościła w jego dłoniach, tuż pod szkłami powiększającymi okrągłych okularów, podczas gdy rozentuzjazmowane pióro samodzielnie ― a nader wszystko rzetelnie ― notowało każde słowo Daniela.
― Więc prowadzi pan zarejestrowaną działalność zajmującą się handlem mugolskimi pojazdami? I jest to główne źródło pańskiego dochodu? ― podpytał nienachalnie, skoro łaskawie go do tego zachęcono; zacmokał dwukrotnie, chwycił różdżkę i jednym jej skinieniem wstrzymał działanie zgoła hałasującej, finansowej wyżymaczki. Skończyła swoje rachunki, a z nich nie wynikały żadne nieprawidłowości. Tym lepiej. ― Czy może pan przedstawić urzędowe zaświadczenia o legalnym przewalutowaniu zgromadzonego kapitału w Banku Gringotta z ostatnich kilku miesięcy? ― Być może jeszcze do takowych nie dotarł, być może spoczywały one wśród stert papierów, nie sposób orzec; pewien był jednak, że cło nakładane na kosztowne towary wwożone spoza Wspólnoty Narodów było na tyle wysokie, że obrót zagranicznymi dobrami nie pozwalał gromadzić imponujących majątków. Było tak w ichniejszym prawie, było też tak ― jak omieszkał przypuszczać ― w tym mugolskim, z którego dziedzictw korzystały pokolenia czarodziejów na całym świecie, w formie zmodyfikowanej, rzecz jasna, zależnie od długości i szerokości geograficznej.
― Czy prowadzi pan jeszcze jakąś działalność w sektorze magicznym? Widzę tu raport, jeden pokwitowany przez pana Cartera, drugi ― przez pana Croucha. Kontroli której pańskiej aktywności miałby on dotyczyć? ― dodał wkrótce, wstrzymując się z komentarzem na rzecz uzupełnienia brakujących w jego wywodzie informacji; potem sięgnął wreszcie do kuszącego deseru, panu Dodge'owi zaś rzucił jedno, zupełnie obojętne spojrzenie. Stażystka wciąż wolała malowanie paznokci od zrobienia wizytującemu kawy, więc ten mógł tylko obejść się ze smakiem. Kto wie, wkrótce może ― po dociekliwym przeczytaniu ostatniego wydania Czarownicy ― w końcu zmotywuje się do tego, by zajrzeć do pokoju pięćset dwanaście i poprosić o kolejne dyspozycje?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
18-02-2026, 10:57
Wpadam do króliczej nory: najeżonej śmiercionośnymi pułapkami na tych, którzy się starają. Złączyć koniec z końcem albo mieć się jak u Pana Boga za piecem, jednych posłać do piekła to mało, drugich wywyższyć ponad innymi: życie nigdy nie będzie sprawiedliwe, a wiem za dobrze, że największy ciężar pada na środek. Tak dla przykładu, ciało człowieka. Brzuch, plecy, klatka piersiowa - będzie dobrze z pięćdziesiąt procent. Ciężar utrzymania państwa: żebraki nie płacą, biedaki słupłają swe wdowie grosze, państwo dobrze urodzeni zasilają konta fundacji rodzinnych, wysyłają transfery pieniężne do byłych kolonii brytyjskich, siedziby firm rejestrują w rajach podatkowych, czego konsekwencje przyjmuje klasa średnia, robotnicy na stanowiskach brygadzistów, urzędnicy, inteligenci i spryciule-dorobkiewicze, grający brawurowo, bo o wszystko. Kto mądry, ten wieje od tej odpowiedzialności, daje nogę, wykręca się, paluszek i głowka to szkolna wymówka, więc trzeba mieć łeb na karku - i talent do cyferek - żeby poradzić sobie z lewymi dokumentami, do podrobienia trudniejszymi niż podpis mamy na kartluszce ze zwolnieniem z ostatniej lekcji wychowania fizycznego. Nie winię pana Bernardna Cringe’a, ot, pionka bardzo zaangażowanego w obronę królowej, aczkolwiek na planszy - zwykłe mięso armatnie. Może o wyższej randze, jakby już dotarł do końca szachownicy i przedzierzgnął się w hetmana: wymarzona promocja. Dokładnie na takiego wygląda mi Bernard Cringe: jakby maszyna losująca jego pragnień wypluwała jedynie te dotyczące awansów na urzędniczej drabince, zdobywania dyplomów z kursów księgowych oraz złotych rang i mnożeniu i dzieleniu w pamięci na liczbach trzy i czterocyfrowych. Posmarowanie takiemu: co to, to nie. W każdym względzie, bo ani komplementy, ani gruba koperta opatrzona wykaligrafowanym nazwiskiem, a z tego co widzę - nawet kobiety. Jeśli młodziutka stażystka liczyła na karierę przez łóżko, nie mogła trafić gorzej, bo pan Bernard Cringe przypuszczalnie nawet nie zrozumiałby zdrożnej propozycji, a nawet gdyby, nie byłby zainteresowany, stawiając kompetencje i kwalifikacje przed stawianiem czego innego.
– Jaki przemyślany prezent – wskazuję na elegancki organizer, wydający z siebie świdrujący stukot, który przywodzi na myśl remonty tuż pod oknem: wymianę rur, kucie chodnika i nieprzystojne rozmowy robotników. – Trzydzieści lat w jednym miejscu, winszuję – kolejny puzelek do układanki, z której wyłoni się obraz Bernarda Cringe’a w całej jego okazałości. Brakuje mi pojęcia na temat jego wzrostu – oboje siedzimy, ale kto wie, może zasłużę sobie na uściśnięcie dłoni, kiedy będzie po wszystkim.
– Owszem – odpowiadam krótko i rzeczowo, skinąwszy głową, zerkając zarazem na prasę, która przepuszcza po kolei dokumenty z grubych teczek. Arytmetyczne ciągi przewijają się w nieskończoność aż w końcu mechaniczne rzężenie ustaje, wstrzymane stanowczym, eleganckim gestem starszego rewizora. – Między innymi.  Dodatkowo lokuję prywatny kapitał w instrumentach giełdowych, informacje o tych operacjach znajdują się w przekazanych dokumentach. Część dochodów pochodzi ze scalpingu i swing tradingu – rozwijam, zadowolony z obrotu rozmowy, który pozwala mi na unikanie kłamstwa. Być może to jednak dobrze, że przede mną nie pojawiła się nawet szklanka wody: teoretycznie ministerstwo nie ma prawa używać Veritaserum nawet na oficjalnych przesłuchaniach, lecz wolę dmuchać na zimne, okej?  – Ostatnio, to będzie w marcu, zakupiłem trochę akcji, których wartość gwałtownie skoczyła, te zamierzam trzymać trochę dłużej, nie wykluczam nawet, że latami – dodaję, z kołtuńskim uśmiechem, kto nie lubi rozmawiać o pieniądzach z pozycji eksperta i posiadacza. – Moim doradcą jest pan Allen – wyjaśniam skwapliwie, gdyż nie łączy mnie nic a nic poza relacją klient-pośrednik. – Nie zawsze korzystam z usług brokerów, lecz jeśli się na to decyduje, to on reprezentuje moje interesy – składam uprzejme zeznanie, jednocześnie uznając, że co najmniej ta woda - mimo podejrzliwości - by się przydała. Chrząkam znacząco. – Proszę wybaczyć. Zaschło mi w gardle – być może skłoni to pana Cringe’a do pewnych refleksji, a być może nie. Jeśli jednak praktykantka otworzy drzwi, jestem pewny, że zobaczę w nich rząd zaciekawionych głów; numer jedenaście trwa dłużej niż standardowa sprawa załatwiana w gabinecie numer pięćset dwanaście.
– Naturalnie. Wszystko znajdzie pan w dokumentacji. W przypadku jakichś braków, bank powinien przekazać ich potwierdzenie bezpośrednio do rejestrów, co również znajdzie odzwierciedlenie w historii rachunków – uzupełniam, co również stanowi fakt niepodważalny. Nikt inny nie wymienia złota na funty i odwrotnie, gobliny nie gardzą żywą gotówą: tu mnie nie przyskrzyni.
– Aktualnie nie. Parę ostatnich raportów dotyczyło najzwyklejszych, rutynowych kontroli. Wszystko jest w protokołach – odpowiadam, zgrabnie i powabnie, brand White Stripes nie ma szans na oficjalną rejestrację (a nazwa chyba i tak jest już prawnie zastrzeżona), zatem rozsądnie nabieram wody w usta. Bernard Cringe zabiera się za to za konsumpcję deseru przed obiadem, do przedpołudniowej kawusi - być może słodycze to jego słaby punkt - gdzieś w mojej głowie strzela korek od szampana. Lepkie ciasto ważniejsze od równie lepkiego mężczyzny: zrozumiałe, też wybrałbym tak samo na jego miejscu. I może tak będziemy świętować z Sandy, ja i ona, z polifenolami, trójglicerydami, sacharozą, skrobią i albuminami zapieczonymi w spójną jedność.

| tutaj tłumaczę Malle jak działa giełda, zdradzam jej w co inwestuję i spotykam się z rzeczonym panem Allenem
tutaj wróżę wzrost akcjom Spadającej Gwiazdy
tutaj 75 proc. zysku z inwestycji na giełdzie; włożone <100 G z okresu marzec/kwiecień
tutaj 50 proc. zysku z inwestycji na giełdzie; włożone = 100 G z okresu marzec/kwiecień
powyższe inwestycje mieszczą się w kategorii: średnie 50-100 galeonów (np. obligacje lub większe pakiety akcji)
Inwestycje na maj/czerwiec, nieograne fabularnie - 340 i 374 G <500
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-02-2026, 20:53
― Już czterdzieści cztery, tak właściwie ― poprawił go, z dumą prostując się w wygodnym fotelu, nawet jeśli twarz w żadnym stopniu nie zdradzała, że podobne komentarze przynosiły mu największą przyjemność; narcystyczne bałwochwalstwo nie leżało jednak w jego naturze, więc wargi przyjęły kolejną dawkę ciasta, kolejną to dawkę kawy ― jako ten bezgłosy sygnał, że na podobne rozmówki o szwarcu, mydle i powidle nie było tu miejsca. A zegar tykał, tykał nieubłaganie, śmiało komentując dłużące się przesłuchanie; za ścianą stażystka właśnie dmuchała ostentacyjnie na świeżo wykonany manicure, na koniec poprawiając nieco przykrótką spódniczkę i nachalnie wylewający się z dekoltu biust. Prawdę mówiąc, bluzkę tę ubrała tym razem już, co najwyżej, dla wygłodniałych oczu tych paru kolegów z departamentu; prawdę mówiąc, każdego dnia zaklinała los za to, że stempel odbytej praktyki należał wyłącznie do woli Cringe'a, który ― wbrew jej osobistym pragnieniom ― życzył sobie oglądać ją w murach ministerstwa codziennie, zgodnie z podpisaną przed trzema tygodniami umową. Jej wysoko postawiony tatuś załatwił co trzeba, jej majętny i niepozbawiony wpływów tatuś nie miał jednak żadnego wpływu na zatwardziałe, nieznające wyrozumiałości, wartości Bernarda, gardzącego nepotyzmem, łapówkarstwem, kolesiostwem i bezprawiem. Lenistwa i głupoty, tak po prawdzie, też nie znosił, a blondwłosa panienka nie reprezentowała, jak mu się zdawało, innych, być może wartych uwagi, cech; zamiast ciągów liczb wolała bowiem śledzić pod stołem fabułę niewybitnego bestsellera, cicho wzdychając do Pięćdziesięciu czarów Greya ― czy jakkolwiek zwał się ten szmatławiec, o którym szeptały wszystkie kobiety w windzie. Ostatnio nieudolnie rozlała też nawet połowę filiżanki kawy na biurko, szpilką zahaczywszy o róg tutejszego dywanu.
Tym razem jednak, wstępując wreszcie od niechcenia do gabinetu pięćset dwanaście, nogę postawiła równo i pewnie, porozumiewawczym spojrzeniem omiatając sylwetkę petenta; nie omieszkała przy tym zatrzepotać rzęsami, filuternie obciągając ciasnawy top, by wreszcie ― po niepotrzebnym poprawieniu jasnych pukli włosów, podpytać od niechcenia o kolejne dyspozycje. Bernard, wysłuchawszy milcząco wyjaśnień Daniela, niemo zakomunikował tylko, by z łaski swojej zaproponowała panu Dodge'owi bodaj szklankę wody ― bo od tego precyzyjnie wykalkulowanego tłumaczenia się mogło mu przecież zaschnąć w gardle.
― Ma pan ochotę się czegoś napić? ― zapiała uprzejmie, nachylając się do interesanta tak, że jej gors majaczył mu niemalże tuż przed twarzą; dłoń ostrożnie umiejscowiła zaś na oparciu jego krzesła, manifestacyjnie prostując przy tym palce ― coby nałożony nie tak wcale dawno rouge noir przypadkiem nie stał się nagle żałośnie niezauważalny w dusznej atmosferze biurokracji.
A potem zniknęła już zaraz za drzwiami, znowuż zajęta sobą, albo niewybredną prośbą dojrzałego mężczyzny, w którego oku ― słusznie lub nie ― dojrzała jakikolwiek błysk; zza okularów przełożonego takowy nie pojawił się dotąd jeszcze ani razu.
Bynajmniej nie na widok nowej pomocnicy; bo tu i teraz, pomiędzy wymownym kaszlnięciem a spisywanym przez samonotujące pióro protokołem, z boku pergaminu zanotował leciwe Allen. Intuicja podpowiadała mu, by zajrzeć do dokumentacji i sprawdzić, czy rzeczony broker posiadał w ogóle licencję maklera papierów wartościowych; intuicja rzadko go zawodziła, ale bywało, że i tak się, w istocie, niekiedy działo. Rozwlekłe opowieści płynące z naprzeciwka brzmiały wiarygodnie, choć niezupełnie odpowiadały na zadawane pytania; rozwlekłe sterty dokumentów przemawiały same przez się, choć magiczna prasa skarbowa mogła pominąć nieprawidłowości, które wyłapałoby jego czujne oko. Kontrola miała jednak to do siebie, że trwać mogła nie nazbyt długo, a sumienność wymagała odeń przede wszystkim czasu ― nie można było więc liczyć na natychmiastowe rozstrzygnięcie tej sprawy, bo jej bieg dopiero się tu dziś rozpoczął. Czy pan Dodge był świadom zwyczajowego toku takich procedur?
― Chwilowo pozwolę sobie na jedną dygresję od pańskich transakcji na giełdzie. ― A tak naprawdę nie chwilowo, bo Bernarda nijak obchodziły sprawy dokonywanych przezeń inwestycji; nie dbał też przecież o to, w jaki sposób udawało mu się dokonywać ich z sukcesem, nawet jeśli takowe powiększały ― mniej lub bardziej ― jego osobiste dochody. ― W jaki sposób wszedł pan w posiadanie kopii takiego raportu? To dokument z ministerialnych archiwów departamentu ― tu przerwał, poprawił okulary, w końcu ― omiótł Daniela spojrzeniem. ― Zastanawia mnie jego proweniencja ― ciągnął, przyglądając się sygnaturom, pieczęciom i, co najważniejsze, stemplowi ad usum internum, którego nie zastąpił krótki wyraz odpis.
Kto go panu wydał? zastygło na końcu języka, niewypowiedziane, bo do pokoju znowu weszła blondynka, a wraz z nią ― intensywny zapach jeszcze nie do końca zaschniętego lakieru do paznokci.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
24-02-2026, 19:55
– Ach. Nadzwyczajne, nadzwyczajne – komplementuję dalej, lecz to już właściwie bez znaczenia. Urzędnik napycha twarz ciastem, ja patrzę jak przeżuwa: skrupulatnie i elegancko, na pewno liczy, ile razy żuje każdy kęs. Gdy tak patrzę na suchą sylwetkę Cringe’a, myślę, że prowadzi dziennik wypróżniania, który zawiera informacje, gdzie i o której godzinie defekował, a także o jakości, konsystencji i kolorze oddanego stolca. Wygląda na takiego, który codziennie myje uszy, wietrzy sypialnę przed położeniem się do łóżka i ma alergię na koty. To informacje zbędne, a nadto - nigdy nie dojdę do tego, czy prawdziwe, lecz ot, tak, z pasji, szkicuję sobie rys psychologiczny mego nemezis, z którym póki co, gawędzimy sobie cokolwiek uprzejmie. Być może przez to załapuję się na bycie obsłużonym przez młodziutką niunię, która ewidentnie marnuje się pośród papierzysk i nudziarzy i nagle o mały włos nie ląduje mi na kolanach, za to nadto realnie macha mi przed nosem obfitym biustem.
– Woda będzie w sam raz, dziękuję – to nie w moim stylu, mój głos lekko chrypi przy “dziękuję”, a za sam fakt, że nie odwracam się za krągłą dupcią dziewczyny, należą mi się brawa za silną wolę. Cycki to jednak za mało, żeby zbić mnie z tropu, no błagam, mam słabość do kobiety, ale nie pozwalam, by kobiety były moją słabością. No: oprócz jednej, której przyszłość właśnie w tym momencie staram się również zabezpieczyć. Ona czeka w domu i pewnie obgryza paznokcie ze stresu, więc dobrze byłoby się ten… wziąć się w garść.
– Naturalnie – uśmiecham się więc uprzejmie, gotowy do potakiwania, odpowiadania na pytania i odsyłania do starannie sfabrykowanej dokumentacji. Cesarz jest goły, oto czas zaglądania do wszystkich szaf i szuflad, a jak będzie trzeba, to nawet i do dupy. Drobiazgowa kontrol; miewałem i takie, więzienie, palec w odbycie, ministerstwo, palec w odbycie. Nawet mnie to nie dziwi, choć tu akurat liczę, że może dotrzemy do prostaty i zrobi się po prostu przyjemnie.
– Obawiam się, że nie rozumiem? – marszczę brwi, czując, że robi się delikatnie gorąco, sztywno zapięty pod szyją kołnierzyk uwiera, a marynarka drapie. – To dokumenty dotyczące kontroli formalnie zatwierdzonych i zamkniętych. Kopie. Zostały wydane na mój wniosek przez ministerstwo - Rafael to ministerstwo - Jako że byłem stroną postępowania nie spotkałem się z żadnymi trudnościami – zerkam na pergamin w dłoniach Cringe’a, a moja subtelność waży tyle, ile kilo cegieł – Sądziłem, że przyśpieszy to pana pracę. A wie pan, czas to pieniądz – balansuję między dowcipem, obliczeniem starego wygi, którego dzieci z kieszonkowego opłacają część czynszu oraz skromnym obywatelem, który swoją zapobiegawczością oddał magicznemu społeczeństwu drobną przysługę, jakiej nie zamierza wypominać. Coś w stylu: znaj łaskę pana.
– Jeśli dokumenty nie powinny opuścić archiwum, obawiam się, że mogło to się wydarzyć na skutek… zamieszania w administracji? – sugeruję niewinnie, a piłka w grze leniwie toczy się na drugą stronę boiska. – Być może jakiś stażysta po prostu się pomylił? Wie pan, jaka jest ta dzisiejsza młodzież – wzdycham, dość znacząco kierując wzrok na praktykantkę pana Cringe’a, która pod wieloma względami przypomina Sandy (ciągnący się za nią zapach lakieru do paznokci trochę mnie otumania). – Co tu robić, żeby się nie narobić i tylko tak kombinują… – rozpieram się wygodniej na skrzypiącym krześle, pozwalając, by między nami przetoczyła się uprzejma, chłodna, wykalkulowana cisza. Wydaje mi się, powinienem móc dysponować kopiami, wydaje mi się, że uchybienie znaczące nie jest, wydaje mi się, że pan Cringe, nawet jeśli tego nie powie, w duchu przyzna mi rację. Nie ma ratunku, jesteśmy straceni - jeśli nasz los jest w rękach młodego pokolenia, tego, które nie bierze nadgodzin, jeśli są niepłatne, tego, które przychodzi do biura minutę przed jej rozpoczęciem (lub nawet kwadrans po), wychodzi punkt o siedemnastej, a w czas pracy wlicza godzinną przerwę na lunch. Skandal. Praktykantce zaś kiwam głową, dziękując za wodę. Tym razem nawet nie zaszczyca mnie spojrzeniem: być może słyszała, co mówiłem, a być może obraziła się za brak uwagi poświęconej jej przerośniętym cyckom. Pewnie nie nawykła do tego jeszcze. Jeden Bernard Cringe na całe piętro tatusiów, zdąży się tu narobić, nieświadoma, że ścieżka awansu jest długa, pokrętna i hierarchiczna, wiodąc przez dyrektora, jego trzech zastępców, sekretarza itp.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#10
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
25-02-2026, 20:55
― Praca czyni wolnym, panie Dodge. W mojej ocenie to nic nadzwyczajnego ― pozwolił sobie na iście górnolotną dygresję, nim słodycz toffi nie rozlała się pomiędzy zębami, kąsając dziąsła doraźnym bólem; wprawdzie nie powinien był sięgać po nic, co choćby stało nieopodal cukru i jego pochodnych, ale życie składać musiało się przecież też i z tych małych, niewinnych grzeszków ― każdy jakieś miał.
I on, i Daniel, i ta nieskora do pracy małolata; i jego przełożony, i sędziowie Wizengamotu, i nawet szanowny pan Carter, z którym raz to spędził nawet nie najgorszy ― jeden, nie więcej ― wieczorek w męskim gronie. Tego ostatniego mało spektakularnie, lecz niezupełnie cicho, zwolniono dyscyplinarnie ze stanowiska ledwie wczoraj, gdy odkryto, że pod stołem chętnie przyjmował grube koperty albo zestawy cygar z Vuelta-Abajo; nazwisko tego ostatniego widniało również na dole jednego z protokołów.
I tym samym Bernard wiedział już, że sprawie siedzącego naprzeciwko należałoby przyjrzeć się z należytą uwagą, nie ignorując sygnałów podrzucanych przez los; i tym samym Bernard wiedział już, że ― dla własnego świętego spokoju i prędkiego rozstrzygnięcia nieporozumienia ― kwestię raportów pokontrolnych należy skrupulatnie prześledzić.
Więc gdy widmo dziewczęcia zaszczyciło ich na powrót swą obecnością, przynosząc petentowi oczekiwany kubek wody, Cringe odezwał się znowu:
― Panno Malfoy, proszę przynieść wszystkie wnioski, które wpłynęły do administracji archiwum od... ― tu zawahał się, pod uwagę biorąc zarówno nad wyraz precyzyjne słowa Daniela o byciu stroną w postępowaniu ― piętnastego maja włącznie. Przy okazji proszę wziąć również rejestr wglądów archiwalnych ― dokończył, chwilowo ściągając z nosa swoje okrągłe okulary. Wspominana na końcu lista była jednym z niewielkich usprawnień wprowadzonych dopiero za rządów Leacha; magiczna sygnatura urzędnika, okraszona dodatkowo numerem złożonego wniosku, dopiero to pozwalała zawitać wśród rzędów licznej dokumentacji ― i wydawało się to stosownym rozwiązaniem, skutecznie przeciwdziałającym korupcji czy manipulacjom.
― Zaraz to zweryfikujemy, panie Dodge, najpewniej ktoś z administracji popełnił błąd ― założył nawet to uprzejmie, w pierwszej kolejności niemo, choć niebezpośrednio, oskarżając kolegów po fachu z departamentu, niźli nieznającego urzędniczych zawirowań interesanta; oparłszy się łokciami o blat biurka, wyjaśnił: ― Powinien pan był otrzymać odpis tego dokumentu, nie kopię do użytku wewnętrznego. ― A wtem drzwi otworzyły się z powrotem, a krok objawił żwawy ruch asystentki, niezbyt cierpliwie dostarczającej stertę teczek na biurko.
Ich przegląd trwał raptem minutę czy dwie, ich przegląd od razu objawił nowe fakty w tej sprawie ― brakujący wniosek Daniela, jak i nieoznakowany numerem żadnej sprawy wstęp ichniejszego pracownika ― Rafaela Croucha ― do zabezpieczonych zasobów dokumentacji.
Cmoknął z niezadowoleniem trzy razy, przemówił ponownie:
― Wygląda na to, że pana intuicja była trafna. W rejestrze widnieje adnotacja o wglądzie, który nie został poprzedzony stosowną procedurą administracyjną. To wyjaśnia, dlaczego otrzymał pan wersję roboczą, a nie oficjalny odpis. Dokumentacja została wyjęta z obiegu w sposób nieuprawniony, co rzuca dość niefortunne światło na rzetelność tej konkretnej opinii pokontrolnej ― stwierdził głośno, kątem oka śledząc samonotujące pióro i spisywaną z tego posiedzenia relację. Na pewno przysłuży mu się ona w donosie na delikwenta, który najwidoczniej nie potrafił odróżnić prywatnego interesu od litery prawa. Bo wśród akt nie znalazł też samego pisma, które o wydanie takowego by się ubiegało.
― Nie ma tu też również pańskiego wniosku, panie Dodge. Czy wydawał pan komuś upoważnienie do zrobienia tego w pańskim imieniu? ― pytanie zdawało się retoryczne, bo w rzeczone niechlujstwo pracowników ministerstwa wierzyć mu się nie chciało. Większość na tych stanowiskach nie była już, wspominaną przez rozmówcę, zakręconą jak słoik dżemu młodzieżą; podejrzliwość wzięła więc górę, a wraz z nią wykwitły kolejne jej objawy:
― Proszę przyjąć do wiadomości, panie Dodge, iż rażąca niespójność między stanem faktycznym a zapisami w rejestrze wglądów archiwalnych stawia pana w świetle nader niekorzystnym. Zanim przejdziemy do meritum, czuję się w obowiązku przypomnieć, że składanie fałszywych oświadczeń w toku czynności kontrolnych oraz celowe wprowadzanie funkcjonariusza publicznego w błąd skutkuje nie tylko unieważnieniem bieżącego postępowania, ale i karą grzywny. W przypadku uzasadnionego podejrzenia o charakterze korupcyjnym, sprawa z urzędu zostaje przekazana do Biura Magicznej Policji, co skutkować może osadzeniem w Tower do czasu wyjaśnienia okoliczności czynu ― wyrecytował Bernard z beznamiętną, urzędową precyzją, która niosła w sobie większy ładunek grozy niż jakikolwiek krzyk. ― Brak pańskiej sygnatury przy jednoczesnej, samowolnej ingerencji pana Croucha w zabezpieczone zasoby dokumentacji, wyklucza hipotezę o zwykłym niedopatrzeniu. Stajemy przed alternatywą: albo mamy do czynienia z kompletną dysfunkcją aparatu administracyjnego, albo z zuchwałą próbą manipulacji wynikiem audytu. To ostatnie, panie Dodge, kwalifikuje się jako przestępstwo przeciwko porządkowi publicznemu i wiarygodności dokumentów. ― Samonotujące pióro zawirowało gwałtownie, czekając na każde, nawet najcichsze słowo. ― Zatem, zanim panna Malfoy przygotuje wniosek o tymczasowe zabezpieczenie pańskiej różdżki do celów dowodowych, spytam o to samo raz jeszcze, dzięki czemu może pan sprostować swoje dotychczasowe zeznania. Jakim kanałem, nie dysponując zatwierdzonym podaniem, wszedł pan w posiadanie kopii wewnętrznej? ― Odpowiedź nasuwała się sama, ale nie do niego należało podawanie jej już teraz. To, niezależnie od słów Daniela, zrobi bowiem nazajutrz w towarzystwie samego szefa departamentu.

Danielu, ponieważ nie wykonałeś rzutu na kłamstwo w ostatniej kolejce, Mistrz Gry zrobił to za ciebie, a tym samym ponawia prośbę o wykonywanie ich osobiście w następnych turach. Igor Karkaroff
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): 1 2 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:24 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.