• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Irlandia > Dublin > La Perle Noire > Garderoby tancerek
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
23-01-2026, 18:41

Garderoby tancerek
Zaplecze sceny pachnie pudrem, lakierem do włosów i perfumami o słodkiej, morskiej nucie. Garderoby są jasne od rzędów magicznych świateł osadzonych wokół luster, których ramy ozdobiono muszlami i drobnymi perłami. Odbicia nie pokazują zmęczenia — tylko wersję sceniczną, gładką i dopracowaną. Na blatach stoją flakony, grzebienie, spinki w kształcie rozgwiazd.
Na wieszakach wiszą kostiumy z jedwabiu i piór, w kolorach piany, głębokiej toni i srebrzystych łusek. Tancerki mówią nierzadko pełne podekscytowania, poprawiają ozdoby we włosach, rozgrzewają dłonie przed kolejnym wejściem. W kącie stoi szkatułka z zaczarowanymi perłami, które delikatnie jarzą się, gdy ktoś zaczyna śpiewać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
03-02-2026, 10:26
3 maja 1962 r.

Maj, maj, maj. W końcu nadszedł maj a wraz z nim wiosna w pełni i zapowiedz lata. W Londynie nigdy nie następowała nagła wiosna, która niosła ze soba wybuch ciepła, kwiecia i zieleni. Londyn nie mógł się równać z Paryżem, który o tej porze był przepiękny, ciepły, wesoły i po prostu był jedyny w swoim rodzaju. Ale było to czuć w powietrzu, że cos się zmienia, że marazm przemija, rozganiany przez odważniejsze promienie słońca, które nie zachodziło już tak chętnie jak w czasie zimowych dni. Wiosenny optymizm w jakiś sposób udzieli się również Axelowi, co było po nim widać. Dodatkowo częściej opuszczał Londyn, wędrując do Dublina nie tylko wtedy, kiedy chciał tego Xavier, ale na próby. Ten niewielki angaż był dla niego ważny, jakby nagle dostał skrzydeł i mógł podfruwać z radości. Oh, piękna Meluzyno... dobrze, że nie posłuchał tego starego capa i się nie zniechęcił. Mijal już drugi miesiąc, a on mial rolę i ćwiczył pilnie choreografię.
Sceptycyzm Devereaux jednak upominał go od czasu do czasu, by się tak nie cieszył. Pamiętał doskonale Soho, wiedział, że angaż można przerwać i wyrzucić do kosza. Dlatego teraz był ostrożniejszy, nie da się znów tak łatwo przyłapać i wziąć na języki. Nie przeżyłby, gdyby znów go to spotkało i tym razem już mogłoby nie być ratunku, zmorwik mógłby pozbawić go duszy. Bogatszy o doświadczenia był o wiele sprytniejszy, wiedział jak się kamuflować i nie wchodzić towarzystwu z teatru w drogę. Trzymał się na dystans, by utrzymać pozycje profesjonalisty, którego bajka była oparta na filarach prawdy schodzące w ton fantazji.
Po próbie odświeżył się, przebrał w bardziej fikuśne ubranie, pasujące do młodego Francuza. Nie bez powodu, mial dziś w planach odwiedzić Maelle i z tego powodu nie chciał, ani śmierdzieć, ani wyglądać jak ostatnia fleja. Łączyły ich interesy, ale i tez trochę więcej, lubił jej towarzystwo i jej fantazyjność. A spędzony razem czas długo potem wspominał z uśmiechem na ustach, Maelle i jej czar potrafiły go ująć.
Zjawił się tak jak zawsze, przy tylnych drzwiach garderoby tancerek. Na jego widok ochroniarz zmierzył go wzrokiem i po chwili uchylił drzwi, by tancerz mógł się wkraść do środka jak lis do kurnika. A kiedy znalazł się w środku, rozejrzał się wyszukując znajomej sylwetki. Dal znać Mael, że wpadnie do niej po występach w odwiedziny.
- Maelle. - Zawołał niezbyt głośno melodyjnie zaciągając jej imię z francuskim akcentem. Wtedy wiedziała, że to on właśnie przyszedł, bo mało który wyspiarz potrafił tak miękko i śpiewnie wypowiadać jej imię. Nie wchodził dalej, wiedząc, że zaraz zostanie spiorunowany wzrokiem innych tancerek, które właśnie się przebierały. Mówił wiele razy, że to z zazdrości, że nie przychodzi do nich, a tylko do tej jednej niezmiennie. A on liczył raczej na dyskrecję i chwilę sam na sam z tą jedną tancereczka o perłowych lokach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
04-02-2026, 18:19
Tego wieczoru wyobraża sobie, że jest nimfą Kalipso, która swoim śpiewem i tańcem nęci Odyseusza do nabrzeża wyspy. Jej ciało to świątynia, gdzie on pozostanie uwięziony na siedem lat, składając dary, których ona będzie oczekiwać - choć trudno mówić o niedogodności, skoro zamierza podarować mu najsłodszą i najbardziej bezwstydną przyjemność, o jakiej heros taki jak on może marzyć. Kostium ćwierćwili dobrany do tej aranżacji to prawdziwie misterna robota: body o sercowym dekolcie, zbudowane z rybackich sieci, opalizujących łusek, pereł, cyrkonii i kwiatów rosnących dziko nad wodą; wokół kostki lewej nogi okręca się srebrna bransoleta, pnąca się aż do połowy uda, a dopełnieniem całości są połyskujące pończochy. Kości policzkowe, obojczyki i nadgarstki oprósza błyszczący srebrem pył, podobny barwą do bujnych loków opadających na plecy. Jest córką Atlasa, kobietą, dla której każdy z obecnych tu dżentelmenów wdarłby się do kart mitu, żeby zamienić się miejscem z królem Itaki.
Melodia dobrana pod jej show wibruje nisko i tajemniczo, przenikana przez syreni śpiew, a atmosfera gęstnieje niczym tytoniowy dym zasnuwający przejrzystość pomieszczenia. Najpierw kuszenie, najpierw obietnica, najpierw czar płynący jadem przez żyły Odysa, a potem, gdy już znajduje się w jej sidłach i traci czujność, zapominając o Penelopie, wszystko przyspiesza. Tętni kolorem i życiem, powabem, zabawą, ekstazą, której zazdrościć mogą sami bogowie; siedem najlepszych lat jego życia to pasmo głodu i sytości, naprzemiennie, bez końca.
Maelle nie jest głupia, doskonale wie, że żaden z oglądających ją czarodziejów nie dba o przedstawianą przez nią historię, nikt nie widzi w tym nawiązania do mitów ani nawet formy sztuki teatralnej, tylko soczysty i ociekający sokami kąsek dla ich poszukiwania piękna. Obserwują jej taniec tak uważnie, jakby przegapienie choć sekundy miało zaważyć na jakości ich życia, i kreślą pochwały intensywnością swoich spojrzeń. Każdy bez wyjątku wyobraża sobie ją na swoich kolanach, bo wydaje im się, że ćwierćwila wdzięczy się tylko dla nich - a ona pozwala im tak myśleć, bo to gwarantuje horrendalnie wysokie napiwki.
Zanim scena ugnie się pod naporem umierającego oświetlenia, dziękuje za uwagę uśmiechami, całusami rozsyłanymi do czarodziejów w pierwszym rzędzie i kilkoma fikuśnymi ukłonami, a potem ucieka ze sceny jak lis, który porwał w zęby nową zdobycz. Lubią ją taką, frywolną, swobodną, niepoprawnie bezwstydną, lubią też myśl, że jeśli wykupią jej czas w prywatnej loży, będą mogli rozwinąć fantazję o tym, że obdarza ich szczególną uwagą.
Docierając do drzwi garderoby, Axel ma szczęście: przed chwilą tu wróciła, zmieniając kostium na następny numer. Właśnie zsuwa z nogi bransoletę i odkłada ją na swoją toaletkę, gdy do uszu dociera barwa jego głosu, bezbłędnie dopisana do źródła w postaci kruczowłosego młodzieńca o niemal zbyt bladej cerze. Uśmiecha się i wychodzi dyskretnie na korytarz, tam zaś opiera się plecami o przyjemnie chłodną ścianę, zadzierając głowę, by na niego spojrzeć. - Oglądałeś, czy znowu nie miałeś za co? - pyta zaczepnie, mając na myśli swój ostatni akt. Wie, po co tu przyszedł. Wie, co ma mu przekazać. Ale czy to znaczy, że nie może się z nim droczyć?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
05-02-2026, 13:17
Czy musiał kupić bilet? Oczywiście, że nie, no nie zawsze. Axel nie raz i nie dwa widział występ Maelle i za każdym razem był nią zachwycony. I co z tego, że były tam inne tancerki, ćwierć Willa potrafiła skupić na sobie uwagę. A on rzeczywiście musiał mieć jakaś słabość do tego rodzaju czarodziei, bo tacy to potrafili go sobie wokół palca okręcić. Włącznie z Maelle, która bardzo szybko wkradła się w łaski Axela, sprawiając że tancerz chętnie spędzał z nią czas i spełniał jej prośby i zachcianki, na tyle na ile był w stanie.
Spektakle w La Perle Noir miały swoisty klimat, nie było to dokładnie to, w czym trudnił się Axel, chociaż jego horyzonty taneczne bardzo mocno się rozszerzyły po pracy w Soho. Miłe dla oka kształty, kolory, ruchy, swobodna, bujająca muzyka i atmosfera tak ujmująca, że nie dziwił się tłumom, głównie męskich widzów, że ściągali tutaj wytrwale. Smutek jedynie go obejmował, kiedy zdawał sobie sprawę z tego, że lwia część widowni w ogóle nie pojmuje sensu spektaklu, a jedynie skupia się na walorach tancerek. Doskonale jednak rozumiał, że oni nie przychodzili tutaj po doświadczenia dla duszy, by obcować ze sztuką. Karmili swoje żądze obserwując zmysłowy taniec ciał, zapominając o całym świecie kręcącym się wokół nich.
Podobało mu się tutaj, lubił tutaj wracać i karmić oczy pięknem i zmysłowością. Sam z chęcią wystąpiłby na scenie, ukazując i swoje walory. Lecz w tej chwili nie mial na to tyle czasu, by brać udział w probach, by podpisywać kontrakt na dłuższy czas. I tak już się dwoił i troił, by rzetelnie się rozliczać z Xavierem, zjawiać się na probach w teatrze i nie zawalać grafiku w Wiwernie. Jeszcze trochę i będzie musiał z czegoś zrezygnować.
Teraz jednak o tym nie myślał, wdychając zapach perfum i pudru czekał na wzywana przez niego tancerkę. W dłoni obracał pękaty kwiat róży, który mial barwę perłowego różu. Zwędził go po drodze z wystawki jednej z kwiaciarni i planowal wetknąć go we włosy Maelle, kiedy tylko ją zobaczy. Lubił przynosić jej od czasu do czasu jakieś drobiazgi, takie urocze prezenciki, byleby tylko zobaczyć jej promienny uśmiech.
Maelle zjawia się niemal natychmiast, po tym jak ją wezwał. Jeszcze nie zdążyła ściągnąć z siebie całego kostiumu, dzięki czemu chłopak może podziwiać jej wygląd i to widać, że zrobiła na nim wrażenie, zimne oczy chłopaka zabłysły w zachwycie. Zaraz podszedł do niej bliżej, uśmiechając się radośnie, skracając dystans i nie pozwalając jej na chwilę wytchnienia.
- Ah, Maelle. Z chęcią płacę za wstęp na twoje występy. - Skłamał gładko podchodząc bliżej niej, uniósł dłoń w której trzymał róże, pokazał ją, by mogla powąchać. - Dziś nie zdążyłem, byłem na próbie. - Co akurat nie było kłamstwem, włosy tancerza były jeszcze wilgotne, zaczesane w tył. Pachniał różanym mydłem i lekką perfumą.
- Wyglądasz zjawiskowo. - Uraczył ją komplementem nie mogąc nacieszyć oczu. Był tutaj w interesach, ale to nie stało na przeszkodzie, aby spędzić miło ten czas i się trochę podroczyć. Nie musiał też wracać od razu do Londynu. - Masz jeszcze występ, czy to ostatni dziś? - Zagadnął zagryzając usta, nie oddal Maelle kwiatka, a postanowił wsunąć go w jej włosy nad lewym uchem, tak by wkomponować go w jej fryzurę i ozdoby.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
12-02-2026, 12:01
Jej mięśnie migoczą zadowoleniem po ostatnim tańcu i czekają na więcej. To nieodłączny element występów w La Perle Noire: nigdy nie ma ich dosyć, nie może nasycić się kolorowym i urzekającym show, nie przestaje wyobrażać sobie, że to prawdziwa scena prawdziwego teatru, a ona serwuje prawdziwą historię prawdziwej widowni, która za moment otoczy ją szumem prawdziwych oklasków. Miło jest się czasem okłamywać. Oczywiście wie, że mężczyźni przychodzą tu po zaspokojenie apetytu na piękno i powab, taka też jest jej rola, jednak dziecięce marzenia trudno jest raz na zawsze z siebie wyplenić. Axel chyba zresztą by to zrozumiał.
Opiera się o ścianę i przygląda jego twarzy, jakby zamierzała sprawdzić, czy coś się w nim zmieniło - ale nie. Nadal jest śnieżnobiałą cerą i kruczymi włosami niczym księżniczka z bajki na dobranoc opowiadanej przez babcię, jest ostrymi kątami kości policzkowych i posągową szyją zakończoną obojczykami, po których przyjemnie przesuwać koniuszkiem języka. Jest zimowym chłodem tęczówek, które Maelle potrafi rozpalić, strącając z nich ostatnie wspomnienia szronu. Jego ciało nadal wydziela większe ciepło, pozbywając się zmęczenia próbą, z której niedawno wyszedł; podobnie jak jej własne. Natomiast róża, którą trzyma przed sobą jak słodki podarunek, przyciąga pudrowym kolorem płatków, jednym z jej ulubionych. Ćwierćwila uśmiecha się aksamitnie, oczekując na jego ruch, a gdy to się dzieje, zawiesza opuszki palców na materiale jego koszuli, niedaleko miejsca, w którym pod skórą bije jego serce.
- A więc to próba odebrała mi twoje oczy i oklaski? Co za nieuprzejmość, powinnam obrazić się na twoją pracę - mruczy w odpowiedzi i delikatnie zanurza nos w pączku kwiatu. Pachnie rześko, intensywnie, słodko, dokładnie tak, jak pachnieć może Axel, kiedy jego nagie ciało otacza jej pościel. Maelle komentuje to odrobinę szerszym uśmiechem, po czym odchyla głowę i znów opiera ją o ścianę; równie dobrze mogłaby wyszeptać mu do ucha sekrety przeznaczone dla pana Burke i tyle, ale po co? Póki trwa jej przerwa, może spędzać ją jak chce, w granicach rozsądku. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, żeby syciła się przyjemnością jego towarzystwa.
- To już stary kostium - stwierdza nonszalancko, jakby postępujący naprzód repertuar miał odebrać komplementowi mocy. - Ale dziękuję. Może następny też ci się spodoba, jest z samych pereł - kusi jego wyobraźnię. Kalipso odejdzie w zapomnienie, odwieszona do codziennego odświeżania, a po niej przyjdzie czas na strażniczkę podwodnych skarbów, strzegącej ich przed śmiertelnikami i ich zachłannością. - Jestem dopiero w połowie - wyjawia, przesunąwszy dłoń wzdłuż jego ciała, do góry, żeby oprzeć palce na policzku Devereaux, podczas gdy on wsuwa kwiat za jej ucho. - Powinnam go zachować na występ? Jak myślisz? - pyta i dotyka wolną ręką jednego z płatków, zadowolona z prezentu. Skromnego, ale uroczego, przywodzącego na myśl młodzieńczą miłość, kiedy drogie fanty nie były w zasięgu. Teraz, dla niego, też nie są. Maelle nauczyła się ich nie oczekiwać. - Jeśli chcesz, wyjawię ci teraz wszystkie tajemnice. Albo zrobię to w wieczornej wisience na torcie, gdybyś wolał zostać w La Perle Noire i patrzeć - rzuca swobodnie, pozostawiając mu wybór. Mężczyźni lubią czuć się decyzyjni przy wilach, to buduje ich ego, dla niej zaś nie jest niewygodna żadna z tych możliwości.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
13-02-2026, 10:33
Rozumiał ją doskonale, nawet nie musiała tego mówić, ponieważ niejednokrotnie był świadkiem jej występów na scenie. W jej oczach widział ten melancholijny smutek związany z tym, że widownia jedynie bacznie obserwuje jej ciało. A ona tak długo pracowała nad ubraniem opowieści w piękną formę, spędzała długie godziny pracując nad emocjami i mimiką, ćwiczyła swoje piękne ciało. By finalnie pobudzać fantazje i rozpalać ogień pożądania w anonimowych oczach i umysłach. Nikt potem nie pamiętał o czym był ten piękny spektakl, ale pamiętano jej ciało, nawet jeśli jej pseudonim zacierał się w pamięci równie szybko, co wspomnienie zachodzącego słońca.
Ale nie dla niego. Axel bacznie obserwował występy Maelle, wzdychając i rezonując z tym pokazem całą swoją wrażliwością. By potem wynagrodzić pięknej tancerce to zbiorowe niezrozumienie, kiedy spędzali razem noce wtuleni w siebie szeptał jej do ucha miłe słowa uznania, opowiadając jej o swoich wrażeniach. Nie było to nic udawanego, oczy chłopaka iskrzyły z przejęcia, a jego serce łomotało niczym spłoszony ptak wewnątrz klatki piersiowej. Dal Axela nie były to tylko ładne podrygi pięknej kobiety, on śledził historię i doceniał umiejętności Maelle, patrząc na nią oczami tancerza, człowieka wrażliwego na sztukę i piękno.
Tuli się do zimnej ściany, spoglądając na niego tak jak zawsze, z ciekawością studiując jego twarz i ciało. To był on, w tej swojej charakterystycznej urodzie, z chłodnymi oczami, które w tej chwili wyrażały ożywienie. Jego język ciała wskazywal na to, że musiał długie godziny spędzić na próbie, co uwolniło w nim niewyobrażalne pokłady dopaminy, żywe spojrzenie wodziło po twarzy i ciele tancerki, a pomiędzy tym wszystkim była nutka radości, że znalazła dla niego chwilę. Obserwują ją z zaciekawieniem, widząc jak bije od niej wyzwolona energia, jak pierś faluje od przyspieszonego oddechu, jak rumieńce okalają jej śliczna twarz, a kocie oczy skrzą się pełne emocji. Podobnie wyglada, kiedy zostają ze sobą sam na sam, otuleni nocą, splatani w swoich ciałach.
Nie jest w stanie dłużej znosić tego dystansu, podchodzi bliżej, pochyla się z różą w dłoni i po chwili czuje jej dotyk na swojej piersi. Serce tancerza bije szybko, pobudzone treningiem, szybkim spacerem, a teraz jej zjawiskowym widokiem.
- Nie obrażaj się, zaproszę cię na premierę, będziesz mogla nacieszyć oczy i potem mi opowiedzieć, jak się podobało. - Jego glos przeszedł w szept, kiedy stała tuż obok niego a on pochyla się nad nią szepcząc jej do ucha uspokajające słowa. Wyglada ślicznie, kiedy kwiat okala jej twarz, tak delikatnie i zwiewnie, jak driada, jak nimfa w otoczeniu piękna natury. Jej uśmiech wprawia go w zadowolenie, czuje satysfakcje.
Nigdy nie lubił, kiedy musiał stad zbyt szybko wychodzić. Dlatego się nie spieszył, nie pytał o to, co ma mu do przekazania, skupiając się na Maelle i róży. Jakby przyszedł tu tylko po to, by dać jej ten prezent, niczym młody kochanek, który naiwnie się zakochał, lecz oboje wiedzieli, że tutaj miłości próżno szukać, chociaż ich bliskość była im miła za każdym razem.
- Mimo to, wciąż piękny. - Uśmiechnął się zadziornie, tak jak on, zawsze idąc na przekór. - Oh... - Lecz po chwili wyobraźnia tancerza bierze górę i przed oczami staje Maelle w samych perłach. Widzi w oczach wyobraźni jak sznury pereł okalają jej ciało, opierają się na jej kształtach i gromadzą w krągłościach. Chłodny błękit spojrzenia Axela stal się intensywniejszy, on już przybrał jej ciało tym widokiem i nie kryl zachwytu, oraz czającego się w skrzących się oczach pożądania. Pragnął ją zobaczyć w perłach, wodzić dłońmi i zrywać sznurki wiążące ze sobą drobne, perłowe kuleczki. - Już mi się podoba. - Uśmiechnął się chłopięco bawiąc się jeszcze przez chwilę pąkiem róży w dłoni.
Jej dłoń wędruje do jego twarzy, a kiedy dociera do policzka, on delikatnie napiera na jej palce głową. Przymyka lekko oczy czując miękki, ciepły dotyk. Wzdycha cicho słysząc, że to dopiero polowa.
- Okrutna.... - Mruczy mając bardziej na myśli godzinę, aniżeli Maelle. Układa kwiat z namaszczeniem w jej włosach zadowolony z efektu. Gładzi przez sekundę płatki, które są tak miękkie jak skóra kobiety, która uwielbia tulić i gładzić. - Zachowaj, proszę. Będę wtedy zaszczycony, a oni nie będą świadomi... - Uśmiech nie spływał z jego ust ani przez chwilę. Ujął w dłoń policzek Maelle gładząc jej skórę palcami. Jego prezenty nie były drogie, ale na pewno były szczere i pełne intencji. Umierały często szybko, lub znikały w zapomnieniu smaku i zapachu, ale nigdy nie przychodził z pustymi rękoma.
- Zostanę, pójdę na widownie i zobaczę drugi akt. - Uśmiechnął się całując wnętrze jej dłoni z czułością. - Nie muszę dziś wracać do Londynu. Możesz mi wszystko powiedzieć później, rano. - Mruknął odwlekając moment, kiedy ciężar informacji przejdzie na jego barki, a jego zadaniem będzie przekazanie ich jak najprędzej. Axel wiedział, że teraz nie zastanie Xaviera w sklepie, a najwcześniej dopiero po południu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
21-02-2026, 18:46
Nie ma nic piękniejszego ponad perspektywę artysty spoglądającego na pracę innego artysty. Zwykli ludzie, jej zdaniem, są potwornie niedomyślni. Wystarczy im wierzchnia warstwa dzieła - czy to obrazu, melodii, czy tańca - do tego, żeby poczuć satysfakcję z odchamienia, gdy tuż poza zasięgiem ich wzroku czekają miriady głębszych znaczeń. Kryje się w tym analogia do wilej urody: mężczyźni podziwiają srebrne włosy, jasne oczy, mleczną skórę miękką jak jedwab, całą prezencję utkaną w imię ich żądz, ale rzadko zadają sobie pytanie o charakter tej istoty, jej marzenia, bolączki i lęki. Wobec tego potomkinie wil niczym nie różnią się od dekoracji, od trofeum; nie są prawdziwymi ludźmi, bo ich krew, mięśnie i trzewia są zbudowane z męskich pragnień. Niepełnoletnia Maelle rozpaczała, kiedy zdała sobie z tego sprawę, dziś: odwraca te role, często traktuje dżentelmenów przedmiotowo, widzi w nich korzyści czy rozrywkę, wyprzedzając ich z tego rodzaju podejściem. Natomiast Axel, spoglądający na jej taniec, dociera do czegoś, co nie zostało podane na złotej tacy. Drugie dno, emocjonalne nacechowanie, tragizm ubrany w ładne szaty, katharsis oscylujące na granicy świadomości. Dyskusje o znaczeniu ich ukochanej sztuki, tańca, chyba nigdy jej się nie znudzą, ponieważ Devereaux zawsze dostrzega w niej coś nowego, a ona w odwzajemnieniu rozumie niedopowiedzenia ról, w które czarodziej wciela się na scenie.
- Bylebyś załatwił wygodne miejsce - przestrzega kokietliwie. Zatrważające, że talent kogoś takiego, jak on, jest marnotrawiony na lawirowanie z tacą pełną kufli i kielichów, zamiast błyszczeć w wielkich operach, w chwale uznanego solisty. To jedynie potwierdza parszywość losu, który przy stole do gry tasuje znaczone karty. Ćwierćwila również wróżyła sobie inną karierę, aczkolwiek w porównaniu do Dotyku Wili, w La Perle Noire ma się naprawdę nieźle. - Chcę dobrze cię widzieć - uzupełnia, a jej głos brzmi jak obietnica. Słodka przysięga, że kiedy Axel będzie stygł po premierze w jej łóżku, opowie mu wszystko, co zobaczyła.
Opowie o człowieku, który przez jedną noc mógł udawać wolnego od kajdan Nokturnu.
Paznokieć kreśli pozbawione sensu ścieżki na jego koszuli. Zapach rozgrzanej skóry i wody po goleniu kochanka w połączeniu z jego szeptem tworzą mieszankę, którą Maelle ma ochotę sączyć jak drinka przy barze, ale wykradnięcie pracy krótkiej przerwy i ukrycie się z nim na zapleczu smakuje jeszcze lepiej. Jej oczy błyszczą, kiedy obserwuje zmiany zachodzące w jego twarzy - to ten moment, kiedy wyobraźnia zaczyna pędzić, podsuwając pod nos wizje kusych kostiumów, jędrnego ciała i klepsydry, w jaką układa się figura, inna od bezosobowych kształtów baletnic, do jakich Devereaux jest przyzwyczajony.
- Nie słyszałeś, że chwalenie dnia przed zachodem słońca bywa zgubne? - zaczepia go miękko, zapewniona o docenieniu perłowej garderoby. Taki słodki, taki podatny... Towarzystwo Axela to lukrowe wykończenie jej ego, hołd, który on składa z samego siebie w katedrze lunarnych przyjemności, ale Maelle nie może ukryć, że po prostu go lubi. Dużo trudniej jest oprzeć się sympatii do kogoś, kogo szczerze uważa się za atrakcyjnego. Klienci Dotyku Wili? Żaden problem, wypracowała metodę, w której znajdowała przynajmniej jedną miłą rzecz w ich osobach, co ułatwiało powabną usłużność ich potrzebom, ale była to tylko praca. Z kochankami, których obecnie wybiera, jest inaczej. W Axelu istnieje więcej niż jeden powód do wzbudzania motyli w jej brzuchu. Z jednej strony go za to uwielbia, z drugiej - nienawidzi. Z tego powodu, kiedy gładzi go po policzku, nie odmawia sobie przesunięcia paznokciem wzdłuż kości policzkowej, nie tak mocno, by zostawić czerwoną pręgę, ale tak, by na pewno to poczuł. - Ach, czyli wspólna tajemnica - stwierdza konspiracyjnie. - Tylko czy to fair? Wiesz, każdy z nich, bogaty i wpływowy, mógłby zakraść się pod moją garderobę i wręczyć mi kwiat, każdy mógłby powiedzieć "noś go tylko dla mnie, w naszym sekrecie, jak zakazany owoc, a inni nie będą o niczym wiedzieć"... - ciągnie aksamitnie, osuwając palce w dół jego szyi. - Co wyróżnia twoją różę, panie Devereaux? - pyta i przyszpila go lisim spojrzeniem, rzuca wyzwanie, od którego będzie zależeć los dodatku do kostiumu scenicznego. Teoretycznie kwiat do niego nie pasuje, ale ćwierćwila dorobi do tego ideologię, jeśli będzie trzeba. Jego obietnicę traktuje zaś z zadowoleniem, w końcu wspina się na palce w szpilkach i sięga wargami jego warg, najpierw słodko, delikatnie, muśnięciem przywodzącym na myśl uderzenie skrzydełka ćmy, a z chwili na chwilę coraz bardziej zachłannie, zapamiętale, z głodem pośpieszenia wskazówek zegara.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#8
Axel Devereaux
Czarodzieje
Je est un autre.
Wiek
25
Zawód
Tancerz, Złodziej, Kelner w Białej Wiwer
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
5
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
11
12
16
Brak karty postaci
23-02-2026, 14:42
Był podatny, nie tylko na czar potomkiń wil ale i na sztukę, na piękno. Jego wrażliwość była tak głęboka, że każda sztuka wpływała na niego wywołując emocje, targając ciałem w ekscytacji a w umyśle tworząc piękne obrazy utkane z wstęg interpretacji. Maelle była piękna, słodka, ciepła i miękka, znalazłby jeszcze wiele określeń na jej temat i jego myśli przy niej spływały ku niej powodując, że tracił poczucie czasu, miejsca i realności w jej ramionach. Wpływała na niego okrutnie, nawet nie sięgając do swojej mocy. A on spijał z tych chwil samą słodycz, odganiając wszystkie przykre myśli. Bo przy niej po prostu było przyjemnie.
Zawsze z zachwytem ogląda jej występy dostrzegając w nich nie tylko ją samą, przybrana w kuse kreacje doslanicjace więcej, niżby zazdrosny kochanek chciał, by inni oglądali. Ale nie skupiał się na tym, chłonąc występ Maelle, pozwalając emocjom wirować i doświadczał sztuki w jej wydaniu. On sam w swoich występach na niższych scenach przemycał pewne treści, opowiadał historie, wcielał się w role i doskonale wiedział jak to boli, kiedy widz skupia się jedynie na ładnej twarzy, na przyjemnej fizyczności i wychodzi po wszystkim zapominając o tym, jakie emocje wywołał w nim ten występ. Dlatego kiedy mógł, szedł na widownię i siadał tak, by Maelle mogla go widzieć, karmił jej ego swoją uwagą, a potem wtulony w jej ciało szpital do ucha komplementy i przeżywał wszystko to, co wychwycił z jej występu.
W tym okrutnym świecie rozrywki dla mas byli dla siebie oaza zrozumienia, kiedy to artystyczna dusza mogla odnaleźć kogoś, kto dostrzegł niuanse, zrozumiał przekaz i podzielił się swoimi wrażeniami. Axel już dawno zrozumiał, że na słodkiej twarzy Maelle wzbudzało to najszczerszy i pełen szczęścia uśmiech, kiedy tak jej szeptał o szczegółach, które wychwycił i mu się podobały.
- Nie ma innej opcji, Maelle. - Uśmiecha się opierając łokciem o ścianę, był pewny siebie i nie przewidywał innego scenariusza, niż załatwić bilet dla Maelle, by mogla podziwiać jego na scenie. Jej zainteresowanie schlebiało mu, sprawiając że jego ego syciło się słodkimi słowami. To był dla niego wielki krok, szansa na przełamanie złego słowa i moment, na zaistnienie na scenie. Liczył na to, że Dublin pomoże mu się wybić, że w końcu zalśni na scenie i wtedy otworzą się przed nim drzwi kariery. - Oczywiście, wybiorę najlepsze miejsce. - Był na to gotów, on juz chciał występować, nie mógł doczekać się dnia premiery tak bardzo, ze aż go nosiło.
Świadomość, że na widowni będzie ktoś mu bliski była budująca, umacniając jego z pozoru silną pewność siebie, która w tej chwili potrzebowała wsparcia. Ponieważ strach często go paraliżował i odbierał odwagę do działania.
Jej subtelny dotyk sunie po jego ciele powodując drżenie mięśni i reakcje męskiego ciała, serce tancerza wciąż galopowało w jego piersi, pełne ekscytacji, że jest tuż obok niej. A jej słowa tylko podjudzały jego wyobraźnię, w której pojawiały się kuszące obrazy Maelle w perłach. Jego wzrok ciemnieje, sunie po jej ciele falując po kształtach tak wyeksponowanych, że wcale nie było trzeba wykorzystywać zbyt wiele wyobraźni, by ja rozebrać tu i teraz spojrzeniem.
- Dzień przemija i umiera każdej nocy, a ty trwasz piękna i kusząca. Jednak skromność dodaje ci uroku. - Mruczy poddając się jej gestom, kiedy tak wodzi dłonią po jego ciele, jest coraz bliżej, a jego oczy uparcie tkwią w spojrzeniu Maelle łowiąc jej błyszczące oczy we własne lodowe pułapki.
Maja podobne doświadczenia i każde radziło sobie na swój sposób. Maelle szukała czegoś miłego, Axel zatapiał się w zapomnieniu, dzięki czemu łatwiej było mu udźwignąć te nie do końca chciane zbliżenia z obcymi ludźmi. Dla niego był to mroczny czas, kiedy sprzedawał siebie za marne kwoty, byleby tylko przeżyć i wybić się spod warstwy mułu na dnie.
Lecz teraz ten aspekt jego życia był pod jego kontrolą. Przynosił przyjemność, rozluźnienie i był miłym punktem dnia, kiedy mial obok siebie kogoś, kogo sobie upodobał. Z Maelle właśnie tak było, będąc jej kochankiem nie mógł się skarżyć na nic, a tym bardziej, że jej urok był dla niego tak przyjemny, że cale zło świata znikało na jakiś czas z jego myśli.
Paznokieć opiera się na jego policzku i czuje większy napór, leciutko marszczy brwi zastanawiając się, co takiego zrobil, że wzbudził w Maelle tę odrobinę agresji.
- Mhmmm... - Mruczy rozciągając usta w uśmiechu. A kiedy wspomina o bogaczach i ich prezentach, na twarzy tancerza pojawia się równie lisi uśmiech, którym raczy go po chwili Maelle. Lubił te jej gry, kiedy rzucała mu wyzwanie, kiedy prowokowała i rozbudzała jego myśli.
- To, że jest ode mnie. I przyniosłem ją tutaj z myślą o tobie i ta róża nie będzie symbolem niepamięci, kiedy tylko stracę cię z oczu, a tobie będzie przypominała o tym, że to prezent od kochanka, ode mnie. - Nie obchodzi go, czy kwiat pasuje do czy nie do jej stroju. Najważniejsze jest dla niego to, że przyniósł go tutaj z intencją, z myślą o Maelle i był swego dowodu jego sympatii do niej.
Jej dłonie zawieszając się na jego szyi, a po chwili wyciąga do niego twarz i pochwyca w objęcia warg jego usta. Pocałunek jest na początku subtelny, zwiewny i delikatny, tak że Axel powoli pochyla się ku niej, nie chcąc jej spłoszyć i delikatnie sączy słodycz jej ust. I im bardziej się do niej zbliża, tym pocałunek się pogłębia, on topnieje kierując się ku niej, obejmuje ją w talii i przyciąga do siebie smakując jej usta z coraz większą ochota. Przeciągły pomruk zadowolenia wydobywa się z jego gardła, mając ją w ramionach, wodząc dłońmi po jej plecach sięga odważniej jedna dłonią do jej pośladków i uda, by lekko chwycić palcami pod kolano. Gdyby nie uciekający czas, porwałby by ją stąd, tu i teraz.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#9
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
8 godzin(y) temu
Maelle przepada za smakiem rozpaczy. Chłonie go jak narkotyk, upaja się nim jak dobrym alkoholem wychylanym z rżniętego szkła, spija ściekający z palców miąższ dekadencji, doceniając każde jego włókno. Zapewne to ciągnie ją do Axela. Mężczyzna nosi w sobie tyle krzywdy, tęsknoty i zagubienia, że czasem ma wrażenie, jakby obracała go w dłoniach niczym rozbitą porcelanę, którą ktoś próbował poskładać. Ale nigdy nie będzie już nieskazitelną wersją siebie. Ból, który teraz koroduje w jego kręgosłupie, nigdy nie zniknie, nie zostanie zapomniany. Axel Devereaux nie ucieknie z pułapki Axela Devereaux. Jego niewinność odeszła wraz z rodzinnym nazwiskiem, Axel Delacour spoczywa w ziemi, pożerany przez wygłodniałe czerwie. Więc kto stoi teraz przed nią, duch czy człowiek? Szuka odpowiedzi w roziskrzonym zimnie jego oczu, wyobraziwszy sobie, że przesuwa opuszkami po niewidocznych gołym okiem pasmach jego blizn, śladów szwów, którymi próbował zszyć samego siebie - i to ją pociąga. Pociąga ją dzielenie z kimś swojej rozpaczy.
- I patrz na mnie, Axelu, kiedy będziesz tańczył. Zrób to tylko dla mnie - domaga się słodko, jak kocię, które koniecznie musi otrzymać upatrzoną zabawkę. W jego tańcu kryje się królestwo gorzkich, niemal obłąkańczych uczuć, miazmatów migających przed oczami w zatrzymującej dech w piersi sekwencji, a ona odnajdzie przyjemność w - nawet kłamliwym - poczuciu, że jego emocje kipią właśnie dla niej.
Rozgrzane ćwiczeniami ciało znów zaczyna wrzeć, ćwierćwila czuje jego wzbierającą gorączkę w odpowiedzi na swój dotyk i uśmiecha się szerzej, przebiegle, leniwym gestem zsuwając dłoń niżej, aż koniuszki palców zatrzymują się na samej krawędzi spodni ciemnowłosego czarodzieja - i ani cala dalej. Jej intencją jest pobudzenie wyobraźni, podsycenie jego tęsknoty i pragnienia, ma wrażenie, że przeistacza się w marę kuszącą wędrowca wodą z oazy, lecz kiedy ten próbuje nabrać płynu w dłonie, okazuje się on tylko kolejną porcją piasku żarzącego się w słońcu. Przez własne ciało przetacza się fala zdrożnej przyjemności, gdy oczy Devereaux rozbłyskują jaśniej, potem zaś znów ciągnie dłoń wyżej, na jego pierś.
- Skromność? - powtarza jak echo i przechyla głowę do boku, tak, że srebrne włosy spływają miękko z ramienia i opadają za plecy. - Nie wiem, czy do tej pory ktoś zestawił ze mną to słowo. Chyba jesteś pierwszy, mój drogi - chichocze rozbawiona Maelle, zadowolona z otrzymanych komplementów. Prostych i dość przewidywalnych, ale w jej przypadku bardzo skutecznych. Lubi, kiedy mężczyźni podkreślają jej zewnętrzne piękno, z którego sama oczywiście zdaje sobie sprawę, ale... Czasem przysłania to wewnętrzna brzydota. Zmęczenie poszukiwaniami, szaleństwo płonące w obsesyjnych myślach, mięśnie zwiotczałe od dotyku dziesiątek dłoni, które odcisnęły na niej niezmywalne ślady. Poczucie, że ciało nie do końca należy do niej. Że już niewiele z niej pozostało. Że jest wypadkową żądz i galeonów dziesiątek mężczyzn, ale jej tożsamość jest pozszywana z fragmentów brudnych szmat. Dlatego dalej łaknie męskiej atencji, oczekuje słodkich słów i pochwalnych psalmów składanych u jej stóp - bo to pozwala jej wierzyć, że nie jest tak źle. - Zawsze wiesz, co powiedzieć, skarbie - wzdycha ukontentowana i wynagradza go aksamitnym uśmiechem.
Łuk jego ust kusi, zaprasza do pocałunku. Prowokuje do pobudzenia delikatnej zazdrości, wznieca w ćwierćwili kolejną psotną nutę, przez którą zmusza go do nowych deklaracji, równie soczystych i smacznych, jak wszystkie poprzednie. Maelle wypręża się w jego kierunku, bezwstydnie ociera ze sobą ich ciała, nęci, pokazując, że udzielił prawidłowej odpowiedzi.
- Lubię twój romantyzm. Jest wręcz... książkowy. Zbyt uroczy. Niemożliwy - stwierdza, gładząc dwoma opuszkami żuchwę Devereaux, kreśli nimi jej znajomy, ostry kształt. Potem opuszcza dłonie niżej, wodzi nimi po jego szyi, piersi, zagląda paznokciem za kołnierz ciemnej koszuli. - Czym sobie zasłużyłam na bohatera z powieści? - pyta zaczepnie, nim dopadną do siebie w głodnym wrażeń pocałunku. Języki tańczą niemal jak na scenie, dłonie łapczywie śledzą krzywiznę jego talii i znów zatrzymują się na pasie, tym razem ciągnąc za szlufki spodni, odginając materiał od ciała. Kiedy zaś Axel podnosi jej nogę, ćwierćwila bez wahania zawiesza ją na jego biodrach; oddech staje się ekscytująco płytki, gorąc poniewiera ciałem w palącej potrzebie, Maelle zębami zahacza też o dolną wargę kochanka, w przyjemność wplatając odrobinę słodko-gorzkiego bólu. - Możesz zdjąć ze mnie ten kostium, i tak muszę go zmienić - oferuje długim, kocim pomrukiem, wypowiadanym przez nabrzmiałe od pocałunku wargi, kiedy odrywają się od siebie w poszukiwaniu tchu. Ramiona przesuwa wyżej i wplata palce w jego włosy, mierzwi je, zostawia po sobie jakiś ślad, choćby maleńki. Dowód tego, że przy niej był. - Ale potem zniknę na resztę wieczoru. I upewnię się, że bardzo odczujesz mój brak - jej uśmiech staje się bezwstydny, jest zapowiedzią nadwyrężającego zmysły kuszenia, które rozpocznie, kiedy znajdzie się na scenie, a on na widowni.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 19:18 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.