• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro VI > Biuro Obsługi Interesanta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-11-2025, 20:38

Biuro Obsługi Interesanta
Biuro Obsługi Interesanta to jedno z najbardziej ruchliwych miejsc w Ministerstwie Magii. Przestrzeń podzielono na część z kolejkomatem, rzędem krzeseł dla oczekujących oraz kilka okienek, w których pracownicy przyjmują wnioski, wydają dokumenty albo kierują interesantów do odpowiednich departamentów. Na ścianie zawieszono rozbudowaną tablicę informacyjną z broszurami, procedurami i wzorami formularzy, które można zabrać do wypełnienia. Atmosfera jest formalna, lecz profesjonalna; mimo stałego tłoku urzędnicy pracują sprawnie, regulując kolejkę i odpowiadając na pytania czarodziejów. W godzinach szczytu słychać tu szmer rozmów i przesuwanie pergaminów, ale panuje porządek charakterystyczny dla instytucji przyzwyczajonej do dużej liczby petentów. To pierwsze miejsce, z którym styka się każdy obywatel przychodzący do Ministerstwa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Leopoldine Flint
Czarodzieje
to be a woman is to perform
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
15-01-2026, 20:04
16 marca 1962

Och, jak bardzo nienawidziła marnować swojego cennego czasu na wizyty w urzędach. Nigdy nie rozumiała tego, jak ktoś mógł wiązać się z Ministerstwem Magii na całe swoje życie. Było tyle zdecydowanie ciekawszych, bardziej potrzebnych zawodów do wykonywania w ich świecie. Tyle możliwości, aby robić to, co się naprawdę kochało, rozwijać swoje pasje i zainteresowania, a tak wiele osób wybierało akurat pracę na etacie. Rozumiała, że nie wszyscy mogli być atletami, jeszcze mniej osób mogło bez oszukiwania samych siebie nazwać się artystami, ale już nawet praca w byle jakim sklepie wydawała się być w jej wyobrażeniach bardziej ekscytująca niż niekończące się wypełnianie papierków. Może dlatego z załatwieniem spraw po powrocie z zagranicy czekała tak długo, aż sumienie nie zaczęło jej podpowiadać, że może najwyższe czas, aby uporządkować swoje sprawy raz na zawsze. Jedyne gorsze od pracy w urzędzie byłoby chyba tylko więzienie.
Budynek Ministerstwa Magii znała głównie z opowieści i jednorazowej wizyty, którą poczyniła tam niegdyś ze swoją babcią. Poza tym starała się unikać takich miejsc jak ognia, dlatego też po przekroczeniu progu przybytku nie miała pojęcia, w którą stronę się udać. Budynek był ogromny, każde piętro skrywało swoją tajemnicę, ale to właśnie Biuro Obsługi Interesanta musiało rzucić się w oczy Leopoldine jako pierwsze. W zupełnym odruchu sięgnęła do wewnętrznej kieszeni swego ciepłego, wełnianego płaszcza w kolorze gołębiej szarości, chcąc sprawdzić, czy na pewno miała przy sobie wszystkie dokumenty. Poruszanie się po Wielkiej Brytanii przy pomocy teleportacji było tak wygodne, że nawet nie zastanawiała się nad tym, czy powinna to robić. Miała przecież licencję na teleportację. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy uświadomiła sobie, że licencja ta wydana została przez Radzieckie Centralne Ministerstwo Magii. Nie miała pojęcia, czy takie same wymagania odnośnie przyznawania licencji miało ministerstwo brytyjskie. Strach przed aresztowaniem sprawił więc, że pomimo olbrzymiej, gargantuicznej niechęci do urzędów, przesunęła swoją poranną próbę na późniejszą godzinę.
Zatrzymała się przed bezpośrednim wejściem do Biura. W środku znajdowało się tyle ludzi, że zaczęła zastanawiać się, czy może nie wrócić następnego dnia. Wyglądało na to, jakby wszyscy potrzebujący czegoś ze strony ministerstwa ludzie postanowili przyjść do urzędu w dokładnie tej samej chwili. Baletnica zaczęła zastanawiać się nad tym, czy właściwie trafiła w odpowiednie miejsce. Tuż obok niej, po prawej stronie, znajdowała się gablota oraz tysiące ulotek, wydawać by się mogło, na każdy temat. Każdy, ale nie nie ten, który interesował ją najbardziej. Zacisnęła różane usta w wąską kreskę, jednocześnie marszcząc brwi. Skoro nie było tam nic, co mogłoby jej podpowiedzieć, czy trafiła w dobre miejsce, nie zamierzała stawać w długiej kolejce tylko po to, aby dowiedzieć się, że - "nie, z takimi sprawami to nie do mnie, a poza tym będzie potrzebne jeszcze milion formularzy", w dodatku ulokowanych w najdziwniejszych miejscach urzędu, niczym punkty kontrolne na biegach przełajowych.
Była jednakże Flintem, a Flintowie się nie poddawali, niezależnie od postawionego przed nimi wyzwania. Walczyć, wygrać, nie żałować, rodzinne motto było na tyle uniwersalne, że mogło zostać wykorzystane w zaskakująco wielu sytuacjach. Potyczka z urzędnikami i całą machinerią państwa mogła być oczywiście jedną z tych sytuacji. Leopoldine cofnęła się, bez obracania się przez ramię. Zrobiła pierwszy, miękki krok miała dziś na sobie botki z wysoką podeszwą, dzięki czemu wydawała się być wyższa o tych kilka kluczowych centymetrów. Równocześnie z cofaniem, rozglądała się na boki, starając się dostrzec jakieś złocone litery, może na drzwiach znajdujących się niedaleko gabinetów, może na łukach przed kolejnymi partiami korytarza, które mogłyby podpowiedzieć jej odpowiedni kierunek dalszej podróży po tym piętrze. A może zrobiła błąd, może to, czego szuka, nie znajduje się na tym piętrze, a gdzieś indziej? Wyżej? Niżej? Z taką ilością prawdopodobnych opcji mogła spędzić tu cały dzień. Koszmar.
I gdy wydawało jej się, że gorzej być nie może, zrobiła kolejny krok w tył, a raczej usiłowała go zrobić, bowiem od razu poczuła na plecach coś zbitego i twardego, bez wątpienia musiał być to człowiek. Natychmiast zatrzymała się w miejscu, dzięki czemu na całe szczęście nie zderzyła się z tajemniczym, przypadkowym przechodniem całym impetem swojego ciała. Wina za zajście znajdowała się po jej stronie, co do tego nie było wątpliwości. Dlatego też nie czekała ani chwili, momentalnie obróciła się na pięcie, wypadało przeprosić tego nieszczęśliwca, który przyjął na siebie uderzenie jej ciała. Początkowo widziała tylko elegancki ubiór owego kogoś, ale wystarczyło tylko, że zadarła głowę do góry, aby dostrzec...
Nikogo innego, jak podszywającego się pod Leopolda Flinta miłośnika romansów i różowych hortensji. Ze wszystkich osób, na które mogła trafić.
— Niezmiernie pana przepraszam. Jak widać, los bardzo pragnie, abyśmy obracali się w swoim towarzystwie — odwołanie do ich pierwszego spotkania spłynęło z jej ust tak płynnie, że zaskoczyło ją samą. Oczywiście nie mogła tego po sobie pokazać. Mieli właśnie rozpocząć kolejny taniec pozorów. Taniec kłamców — wydawało się, że przez zamiłowanie do niego mogli być siebie naprawdę warci.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
19-01-2026, 22:22
To kim jestem tu, a kim bywam poza Ministerstwem to są dwie różne osoby. Pech chciał, że obiekt moich amorów, czy raczej niezdrowej obsesji, dowie się o tym zbyt szybko. Zacznijmy jednak od początku, czyli od tego, co wydarzyło się po wieczorze premiery w Arkadii, kiedy tylko wyszedłem na zewnątrz i oczom mym ukazał się nie jeden - ale trzy - trzy! afisze z których spoglądała na mnie Leopoldyna Flint. Ogromny ciężar spadł mi wtedy na serce i do dziś gniecie mnie, chociaż znalazłem sposób na tej ciężkości zleżenie, to wciąż pamiętam pierwszy moment, kiedy odurzony jej obecnością dostałem tą wiadomością w twarz i z trzęsącymi się rękoma rozkładałem bilecik na którym widniało potwierdzenie jej tożsamości. Dość szybko pojąłem mój błąd i od tamtego felernego wieczoru, w którym kłamstwem chciałem poderwać własną siostrę, postanowiłem że nie będę uciekać sie do kłamstw, które mają tak krótkie nogi, że nie mogą nawet przeskoczyć ponad rzeką wątpliwości, która wzbiera, gdy nie wiem nawet z kim rozmawiam. W tamtej chwili może powinienem zawrócić i wyjaśnić nieporozumienie, ale zamiast tego przez kolejne kilka dni w garderobie Leopoldine pojawiały się świeże kwiaty, niektóre miały wymowę adorującą, inne po prostu były piękne i duże, ale zawsze były, nawet jeżeli mnie na występie nie było. Nie podchodziłem jednak do wyjścia dla aktorów i baletnic, nie rozmawiałem z nią, jakbym chciał dawkować sobie jej obecność, albo ukarać się za nieprzemyślane zachowanie. Minął tydzień, dwa. Musiałem w tym czasie chodzić do pracy, na szczęście tu, tu nie byłem tą samą niepoważną osobą, którą byłem siedząc na balkonie teatru. W pracy byłem skupiony, poważny. Miałem papiery to przekładania, ludzi do przyjęcia, odesłania. Miałem obowiązki, szefa i ambicję, by w toku rozwoju kariery zająć miejsce pośród innych sędziów Wizengamotu.
To miał być zwykły dzień, właśnie wracałem do biura po spotkaniu w sprawie nieścisłości w grafikach niektórych sędziów. Zaoferowałem, że zajmę się tym niezwłocznie i liczyłem właśnie w głowie na ile nadgodzin naraziły Ministerstwo błędy moich kolegów z pracy, kiedy przechodziłem obok pomieszczenia w którym przyjmowano Interesantów. Lubiłem panującą tu atmosferę, która działała na mnie uspokajająco, chociaż osobiście nie wytrzymałbym takiej ilości osób które potrzebują pomocy. Zdecydowanie wolałem mój własny dział do którego trafiali już tylko ci, którzy na prawdę potrzebowali mojej pomocy.
Zatrzymałem się na moment, zajrzałem w zegarek i uświadomiłem sobie, że nie jadłem nic od wczoraj a do kolejnego występu w Arkadii zostało jeszcze ponad dwadzieścia cztery godziny. Odrzucam myśl, która zbłądziła w głowie, besztając się za to, że pozwalam sobie na prywatne wycieczki w momencie, kiedy powinienem skupiać się jedynie na sprawach, które dotyczą mojej pracy. I wtedy wpadła na mnie osoba.
Zwyczajem każdego urzędnika, odsunąłem się, by uniknąć wrażenia, że mógłbym mieć jakiekolwiek problemy z tym, że osoba mi przeszkadza. Nawet jeżeli byłby to ktoś, kto według mojej prywatnej opinii nie powinien nawet wchodzić do Ministerstwa Magii - czyli ktoś w żyłach kogo płynie nieczysta krew, pracując w Ministerstwie musiałem sprawiać obojętne wrażenie na tego typu kwestie i uszanować jego obecność.
Z tym, że osoba, która na mnie wpadła nie zaliczała się w żadnym stopniu do powyższego opisu. Bo była prawdziwą lady, pomijając już to kim była w mojej głowie. Krótki, może nawet niezauważony, błysk pojawił się w moich oczach. Poprawiłem okulary (noszone jedynie w pracy) i chłód persony urzędniczej wrócił na me oblicze, chociaż od pierwszych słów wypowiedzianych przez nią zrozumiałem z jak wielką trudnością przyjdzie mi poradzenie sobie z tą sytuacją. Chociaż nie jest to moje zadanie, postanowiłem nie poddać się impulsowi, nie uciec z Biura Obsługi Interesanta, ale pomóc damie w opresji.
- Pani Flint - chwila przerwy, by zebrać myśli. Co takiego pracownik taki jak ja mógłby odpowiedzieć na słowną zaczepkę Pani Flint. Nie powie, że odliczał chwile do tego momentu, nie spyta dlaczego przyszła akurat tu, nie zasugeruje, by odeszli w poboczne miejsce. Nie, pracownik taki jak ja, będzie profesjonalny i równie obojętny, jakby stał przed nim ktokolwiek inny, nawet jeżeli o tej konkretnej osobie nie może przestać myśleć.  - Czy w czymś mogę pomóc?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Leopoldine Flint
Czarodzieje
to be a woman is to perform
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
28-01-2026, 19:37
Kwiaty, które odnajdywały drogę do jej garderoby oraz brak nadejścia obiecanego liściku mogłyby podsunąć Leopoldine pomysł, że podający się za jej brata jegomość odkrył już powagę swojej sytuacji i w przepiękny, wonny sposób próbował wyrazić swoje przeprosiny (choć oczywiście uwadze baletnicy nie umknął fakt, że część z przynoszonych bukietów niosła za sobą przesłanie czysto adoracyjne). Mógłby, ale nie przyniósł. Zamiast niego w jej głowie pojawiła się myśl, że mógł po prostu zapomnieć lub bać się ponownego spotkania. Dlatego nie chadzał na kolejne występy, dlatego nie widziała jego twarzy pośród publiki, choć momentami łapała się na tym, że chętnie spotkałaby go po raz kolejny. Czy po to, aby wprost wyjawić mu, że od samego początku wiedziała o jego podłym (kto bowiem kłamał damie, z którą tak bardzo pragnął zjeść kolację?!) kłamstwie, może urządzić mu scenę awantury godną dramatyzującej artystki, czy może po to, aby jeszcze raz móc przyjrzeć mu się z bliska, dla własnej tylko zabawy, bo przecież na nic innego nie było między nimi przestrzeni? Chyba chciała spytać się go, czy dobrze się czuł — taka ilość kwiatów w tak krótkim czasie powinna zaniepokoić nawet najbardziej łaknącą atencji solistkę.
Wszystko jednak sprowadzało się do tego, że nie mieli okazji wymienić ze sobą choćby jednego spojrzenia. On nie szukał jej, ona nie szukała jego.
Minione dni pozwoliły myśleć, że tamto spotkanie było tylko przypadkiem. Miało nie nosić za sobą nic, co poważnie wpłynęłoby na losy jednego, drugiego lub obojga. I mogłaby się nawet przyzwyczaić do tej myśli, do tego, że kwiaty z czasem zaczną przychodzić nie codziennie, a co dwa dni, później co dni kilka, raz w tygodniu, raz w miesiącu, aż wreszcie przestaną się pojawiać w ogóle. Płatki zmyją zawstydzenie przypadkowego amanta, oczyszczą jego sumienie z brudu wyrzutów i myśli co by było, gdyby. Bo taka była naturalna kolej rzeczy. Nagły fajerwerek ekscytacji, wybuch, po którym zostaje wspomnienie, początkowo jaskrawe w barwie, a następnie blednące z każdym mijającym dniem, aż nawet po najwyższym wysiłku umysłowym nie będzie dane przypomnieć sobie tego, jak iskierki tańczyły na tle czarnego nieba. Leopoldine daleko było więc od smutku — jedyna szkoda, jaką czuła to ta, że nie mogła jeszcze dłużej pobawić się w tej zabawnej bądź co bądź sekwencji przybranych tożsamości. Nadmiar ciekawości potrafił w istocie wpędzić do grobu.
Może to ona, nadmiarem swoich myśli i podświadomych pragnień ściągnęła na siebie przypadkowe wpadnięcie na Merlina—ducha—winnego czarodzieja. Myśląc o ośmieszeniu się przed nią, sama ośmieszyła się przed kimś innym. Podobno świat bardzo lubił harmonię; szkoda tylko, że postanowił przywrócić ją aż tak szybko, w dodatku kosztem panny Flint.
Pani Flint, jak pozwolił sobie zaznaczyć już znajomy jegomość. W okularach i urzędniczych szatach prezentował się zaskakująco dobrze, nawet dostojnie, co w pierwszej chwili niemalże wytrąciło ją z rytmu. Zaskoczenie nie odbiło się na jasnej twarzy kobiety, nie mogło, przywdziewanie masek było chlebem powszednim jej i jej podobnych młodych kobiet, uczono je tego od maleńkości. Nawet zdystansowany chłód typowy dla urzędnika nie sprawił, że zadrżał jej kącik ust. To, co najważniejsze działo się bowiem w środku kobiety. "Pani Flint" było jak uderzenie pięścią w brzuch, prawie wydusiło z niej całe powietrze. A więc już wiedział? Cóż za szkoda. Jednakże to, co zabolało ją najbardziej, co stanowiło kubeł zimnej wody na płomienie oczekiwań ich przyszłego spotkania, stanowił z pewnością ten zdystansowany, profesjonalny ton.
Chciał traktować ją jak petentkę? Proszę bardzo.
— Właściwie to tak, byłabym bardzo wdzięczna za pomoc — skoro już się zaoferował, z grzeczności oczywiście, chociaż chyba bardziej przez wzgląd na protokół, jak to urzędnik... — Poszukuję drogi do departamentu, który zajmuje się kontrolą zezwoleń na teleportację — może dzięki niemu nie będzie musiała stać w tych przeklętych kolejkach i wcześniej wyjdzie z ministerialnego gmachu? Był jej winny pomocy — w ramach zadośćuczynienia za wcześniejszy afront poczyniony kłamstwem. — Testy na teleportację oraz stosowne zezwolenie otrzymałam za granicą i chciałabym dowiedzieć się, czy muszę w związku z tym składać kolejne dokumenty i tutaj — wytłumaczyła, początkowo spoglądając gdzieś w dal, ponad jego ramieniem; dopiero na koniec zdania spróbowała skrzyżować z nim spojrzenia. Oczywiście, jeżeli się odważy.
— Przy okazji spytam, czy macie może w tej instytucji Księgę pochwał, skarg i zażaleń? Zyskują one na popularności w Europie Kontynentalnej, więc zakładam, że mogłabym i tutaj ją znaleźć? Z przyjemnością wpisałabym tam pochwałę za waszą pomoc, panie...? — skoro on był już świadomy jej tożsamości, nie omieszkała się sięgnąć do nawet najbardziej niewysublimowanych metod, aby tylko wycisnąć z niego informację przynajmniej o noszonym nazwisku. Byle urzędnika w Ministerstwie Magii nie było stać na aż takie adorowanie tancerek kwiatami.
Musiał być albo zupełnie zauroczony, albo bogaty.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
28-01-2026, 23:34
Szkoda, faktycznie szkoda, że wiedziałem. Gdybym nie poznał, że nazwisko na kartoniku oraz zdjęcie na afiszu mają jedną właścicielkę, może zdołałbym wystosować odpowiednie zaproszenie i ta niefortunna gra, którą rozpocząłem od kłamstwa potoczyłaby się znacznie przyjemniej. Nie od dziś jednak wiadomo, że w sztuce uwodzenia mam doświadczenie równe dwóm, może trzem podbojom, a żadne z nich nie nauczyło mnie co robić w momencie, kiedy wielkie kłamstwo wychodzi na jaw. I kiedy po raz pierwszy po tym spotkaniu widzimy się w pracy, w której wszystko różni mnie od prywatności. Poczynając od okularów na nosie, przez krój szaty, postawę, czy nawet powierzchowne zainteresowania. Moi współpracownicy wiedzą wszak o mnie tyle, że w wolnych chwilach lubię zwiedzać antykwariaty w poszukiwaniu ksiąg o prawie, mam fryzjera oraz mam uczulenie na zwierzęta. W rzeczywistości nie mam uczulenia, ale to jedno kłamstwo umożliwiło mi wygranie sporu o niewprowadzanie małych futrzaków na nasze piętro.
Pani Flint nie traci nic ze swojego powabu w świetle Ministerialnej lampy. Prezentuje się równie zjawiskowo jak na deskach teatru, chociaż mi osobiście ten strój który ma dziś na sobie przypadł  bardziej do gustu. Może dlatego, że jest skromniejszy, a może dlatego, że pozostawia to co już zdążyłem obejrzeć w tajemnicy przed całą resztą świata. Czekam aż wyjaśni cel swojej wizyty, a skoro to robi, w mojej głowie zapala się myśl, że dopiero co słyszałem o nadchodzących zmianach w sprawach rejestracji cudzoziemców. Te jeszcze nie są wprowadzone, ale odpowiednie działy już dopracowują szczegóły, które mają wejść w życie z początkiem maja. Czy zachowam tę wieść dla siebie, chociażby po to, by móc w przyszłości jeszcze raz spotkać Leopoldine w Biurze Interesantów?
- Oczywiście, czyli szuka pani Departamentu  Transportu Magicznego. Piętro szóste - odpowiadam rzeczowo, natomiast kiedy nasze spojrzenia się krzyżują zatrzymuję oczy jeszcze przez chwilę wpatrzone w jej, nim oboje stracimy ten moment możemy próbować w nich sobie nawzajem czytać. W jej oczach nie da się z początku wyczytać nic, a w każdym razie ja nie widzę jeszcze w nich nic. Może poza wyrobieniem mimiki twarzy, posiadła umiejętność panowania nad spojrzeniem. Jednak mój własny wzrok płata mi figle, i niczym fatamorgana, pomiędzy nami buduje się wizja tego, co chciałbym zobaczyć. I jest to sygnał, który czyni pochylając lekko głową, jakby chciała powiedzieć "tak", w odpowiedzi na każde z moich pytań. W tym momencie w głowie kłębi mi się mnóstwo pytań, na które miałbym ochotę usłyszeć odpowiedź twierdzącą.
- Carrow, Służby Administacyjne. Nie ma takiej potrzeby - chciałbym może dodać, że robię to przecież z przyjemnością, ale takie spoufalanie się z petentami byłoby nie na miejscu. W obawie, że pani Flint mnie jednak posłucha i sama zacznie szukać drogi, uznałem, że najodpowiedniej będzie jeżeli sam ją zaprowadzę do odpowiedniego miejsca w Ministerstwie. - Zapraszam - unoszę otwartą dłoń wskazując kierunek wyjścia do wind, ruchem który ma sugerować, że wskaże odpowiednią drogę bez potrzeby stania w kolejce. Gdybym mógł sam zająć się tą sprawą, to może zamiast do biura zaprosiłbym ją na tą herbatę do Ministerialnej kawiarni. Kobiety piją bardzo dużo herbat, z tego co wiem obserwując życie najbliższej mi kobiety - mojej matki, której całe dnie mijają na popijaniu herbat. Dzieli się nimi z innymi, albo pija je sama. Niejednokrotnie zamówienie na herbatę do domu przekraczało zamówienia na jedzenie. Zdaje się, że jednak nie myślę teraz zbyt dużo o matce, wszak ciężko by mi było, kiedy skupiam się na tym, by poprowadzić Leopoldine niemożliwie najbardziej zawiłą drogą do celu, który dziś sobie obrała. Wiem przecież, że jeżeli trafimy do celu, to będziemy musieli  się rozstać i jeszcze nie wiem co o tym sadzić. Przecież dopiero zaczęliśmy iśc.
Z początku jestem milczący, co można odebrać jako oznakę chłodu. Nie zagaduję, nie patrzę na nią. A jednak czuję obecność obok i to jak elektryzująco na mnie działa. Prowadzę Leopoldine celowo do windy, która na szóste piętro nie dojeżdża. Zatrzyma się gdzieś na siódmym, skąd będziemy musieli znów zjechać zupełnie inną z powrotem na szóste. Kiedy czekamy przed drzwiami, rzucam w końcu:
- Jak rozumiem, zostanie pani na dłużej w kraju? Mogę spytać, co jest powodem przeprowadzki? - odwracam głowę w jej stronę - Rzecz jasna, nie musi mi pani mówić
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 05:09 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.