• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Północny Londyn > Dach kamienicy
Dach kamienicy
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 14:59

Dach kamienicy
Z ostatniego piętra kamienicy przez klapę w poddaszu można przedostać się na płaski, pokryty ciemną dachówką dach, z którego roztacza się surowy widok na zatłoczone ulice Camden i wstęgi dymu wznoszące się z kominów mugolskich fabryk. Dach jest miejscem, gdzie mieszkańcy wymykają się, by uciec od miejskiego zgiełku. Dla jednych kryjówka, dla innych inspiracja i możliwość uporządkowania myśli. Tu, w niewielkich grupkach, młodzi ludzie podziwiają panoramę miasta przy zachodzącym słońcu, popijają wino i marzą o czymś więcej. Niekiedy rozbrzmiewa delikatna gitara, a dźwięki muzyki mieszają się z chłodnym powietrzem i ulicznym szumem.Porzucone doniczki z chwastami i stary komin tworzą scenerię tego cichego azylu ponad codziennym tłumem. Pod stopami słychać szelest drobnych kamyków i od czasu do czasu trzask starej dachówki. Powiadają, że tutaj świat gwałtownie zwalnia i staje się bardziej znośny.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Maelle Seymour
Czarodzieje
watch me when i break and say it's paradise.
Wiek
21
Zawód
była kurtyzana, tancerka burleski
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
11
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
18
Brak karty postaci
28-01-2026, 12:30
Gdyby postrzegała pracę w Dotyku Wili jako podłe wykorzystywanie, szybko wpadłaby w macki obłędu. Płakałaby nad swoim losem i użalała się bez końca, pytając w głowie, jak ojciec mógł na to pozwolić, zamiast wejść w sytuację z wysoko podniesioną głową, akceptując tamten stan rzeczy jako coś, na co nie ma wpływu. Coś, do czego trzeba się przyzwyczaić, czego trzeba się nauczyć, by zapewnić sobie komfortowe życie w warunkach, jakie tam miała; coś, w czym można chcieć być dobrą albo najlepszą. Dlatego nie wypowiedziała przy nim słów, które pragnął usłyszeć, pogodzona z rzeczywistością burdelu, ze sceną, na której wstążkami zmysłów i ciałem grała swoją rolę.
- Każdego z nas - prostuje wobec jego pytania. Prawdę powiedziawszy: adresaci jej uroku niespecjalnie obchodzą ćwierćwilę. Oplata ich jedwabną pajęczyną, a potem wypuszcza bez krzywdy, co najwyżej bogatsza o napiwek, jaki dzięki temu jej pozostawią, albo przysługę, której inaczej mogłaby nie otrzymać. Przez krótką - i złudną - chwilę czują zresztą potęgę miłości i pożądania w najczystszej postaci, a ciężko o tak krystaliczne emocje bez lukru wilego wpływu. Nigdy wcześniej i nigdy później czegoś takiego nie doznają, chyba że Maelle omota ich ponownie. Wydaje jej się, że to stan podobny amortencji, choć nigdy nie miała do czynienia z tą owianą złą sławą trucizną. - Jest silniejszy - stwierdza z zadowoleniem jak rozleniwiony kot, który po jedzeniu czyści łapy i ogon, zamierzając udać się na beztroską drzemkę. Czasem podkreśla to z próżności, a czasem rozmyślnie zdejmuje część ciężaru z Ambrose'a (widzisz, jestem mniej prawdziwa niż ty, więc nie masz czym się martwić) i przenosi go na własne barki. Nie przeszkadza jej to, bo lubi, kiedy Day ma dobry humor. - Słodszy, intensywniejszy. Możesz tylko zazdrościć - pławi się w swoim genetycznym zwycięstwie, opromieniona wyzywającym uśmiechem. Droczy się z nim i sprawia jej to przyjemność, jak zawsze.
Przez moment ma ochotę przypomnieć, że przecież startowała w naborze do ślizgońskiej drużyny quidditcha, więc nie nauczyła się sportowych nowinek od Ambrose'a, ale w ostatniej chwili zgryza pestkę słów między zębami i zachowuje to dla siebie; bez sensu rozpychać się łokciami, skoro on jest z niej teraz naprawdę dumny i na dodatek rozbawiony z dowcipu. To jego chwila, jego reflektor, Maelle nie przeszkadza stanie z boku i uśmiechanie się z czułym politowaniem, kiwnąwszy głową. Niech będzie, dziś mogą uznać, że właśnie od niego spiła śmietankę quidditchowskiego slangu.
- I możliwe, że wyrosłeś na strasznego hipokrytę - podsumowuje pogodnie, rozweselona anegdotą, w której młody Day bez skrupułów wykorzystuje swój dar, żeby wpłynąć na losy przeciwnej drużyny. Z sukcesem zresztą, jak potem się okazało. I on uważa się teraz za jej moralizatora? Patrzy na wilą brać i widzi zgraję kłamców? Nie, ćwierćwila się na to nie godzi, dlatego bez skrupułów wypomina mu niespójność. Czy to kwestia małżeństwa i wszystkich miłosnych turbulencji zachwiała jego poczuciem własnej wartości i radością z rozszerzonego magicznego potencjału? Jeśli nie, to co oddziela adolescencyjnego blondyna od dojrzałego mężczyzny, który obok niej leży?
Po prostu kiwa głową na kwestię babci, która zdaniem Maelle nie potrzebuje rozwinięcia. Nie chce nawet tego robić, pewne rzeczy kryje w szkatułce upchniętej tak głęboko w sobie, żeby srebro emocji nie tętniło tęsknotą oraz poczuciem, że w którymś momencie wszystko poszło nie tak. Babcia od strony mamy była dla niej aniołem, duszą tak dobrą i kochaną, że ćwierćwila niejednokrotnie wybierała ją zamiast swojej rodzicielki. Ta niespecjalnie była tym rozgoryczona, częściej niż rzadziej płynąca na fali alkoholu, po którym stawała się... dziwna. Maelle traciła przez to poczucie bezpieczeństwa we własnym domu.
- Jest - zgadza się z nim, westchnieniem oczyszczając płuca z zawiesiny wspomnień i przykrytego kurzem żalu. Matka Ambrose'a też nie jest krystaliczna, właściwie sporo można by jej zarzucić już na podstawie opowieści, które czasem jej serwuje - i na podstawie postawy samego blondyna. Jego charakter nosi na sobie rys skrzywienia przez matczyne przewrażliwienie i twardą rękę, wystrzegając się kompromisów jak choroby czy ognia. - Już mówiłam, że nie mogę tego zgłosić. Nie zamierzam robić sobie wrogów - przemawia stanowczo, jak zawsze, kiedy wracają do pomocy oficjalnego zgłoszenia zaginięcia dziecka. Ostatnim, co zrobi Maelle, będzie pojawienie się na radarze matrony Dotyku Wili i sprowokowanie jej do kontrataku. Kto wie, co wtedy spotkałoby jej maleństwo? Czarownica mogłaby zagrać va banque i wykorzystać dziecko, żeby manipulować matką. Nie, nie będą jej w to mieszać.  - Nakaz otwierający ci wszystkie drzwi nosisz w sobie - podkreśla, urok udostępniłby mu cały wachlarz możliwości, gdyby tylko spróbował z niego skorzystać w jej sprawie. Żaden papier tego nie przebije, nie jej zdaniem. - Oszaleję, Ambrose - dodaje ponownie, bezradnie, i sięga opuszkami do skroni, masując nabrzmiałą od bólu skórę. Potem zaś wyciąga w jego kierunku ramiona jak dziecko, które prosi o przytulenie, przez kilka minut prawdziwie bezbronna i ufna, bo wie, że on jej nie skrzywdzi.

zt x2 <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 12:06 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.