• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Hogsmeade i okolice > Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie > Wielka Sala
Wielka Sala
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
09-10-2025, 17:55
Wielka Sala
Wielka Sala to największe pomieszczenie w całym zamku Hogwart. Jak sama jej nazwa sugeruje - jest naprawdę wielka. Długa na kilkadziesiąt stóp, szeroka na kilkanaście i o bardzo wysoko, łukowato sklepionym suficie, którego zazwyczaj nie widać, bo dzięki czarom uczniowie Hogwartu spoglądając ponad głowy dostrzegają zazwyczaj niebo podobne temu, które widać za oknem. Pod sklepieniem wieczorami unoszą się setki świec, za dnia zaś światło dziennie wpada przez wysokie i wąskie okna. Wielka Sala ma kamienną posadzkę i takież ściany, zawsze wypolerowane i zadbane przez domowe skrzaty pracujące w kuchni. Każdego dnia stoi tu kilka stołów - cztery najdłuższe przeznaczone są wychowankom domów w Hogwarcie. Po drugiej stronie od wejścia zaś, na podwyższeniu, stoi stół nauczycielski, gdzie zasiada grono pedagogiczne. Po środku tego stołu stoi krzesło przywodzące na myśl tron, należące do dyrektora szkoły. Dekoracje Wielkiej Sali zmieniają się w zależności od okoliczności.
Na lewo od stołu nauczycielskiego znajdują się drzwi prowadzące do bocznej komnaty z portretami.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (14): « Wstecz 1 … 12 13 14 Dalej
 
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#121
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
24-01-2026, 17:05
Odpowiedź dla Leopoldine Flint

Cisza, która zapadła po jego pytaniu wcale nie była niewygodna. Dała mu czas aby przyjrzał się, a widok był niezwykle przyjemny dla oka. Może sam nie wywodził się z rodziny błekitnokrwistej, jednak długa historia jego rodziny mogłaby mówić co innego. Zaprzepaszczone przez przodków dziedzictwo sprawiło, że nazwisko Macnair nie trafiło do spisu rodzin błękitnokrwistych. Kiedyś zaprzątało mi to głowę, teraz już się tym nie przejmował, wychodząc z założenia, że może i lepiej, że tak się stało. Nie byli obarczeni odpowiedzialnością, tradycjami i skazani na to, że ludzie patrzyli na każdy ich krok. Oczywiście, zdawał sobie sprawę z dodatkowych profitów, które szły za szanowanymi nazwiskami, jednak on postanowił sam na to wszystko zapracować. Nie zmieniało to jednak faktu, że potrafił rozpoznać kiedy ma do czynienia z damą, a właśnie taka stała przed nim. Wiedział, że w tym momencie musi przypomnieć sobie wszystko to czego nauczył się we Francji, wejść na wyżyny dobrego wychowania i postarać się nie popełnić żadnej gafy.
Gdy w końcu przyjęła jego dłoń i odezwała się, delikatny uśmiech pojawił się na jego ustach. Skłonił przed nią lekko głowę, nie do końca w pokłonie, ale w niemym wyrazie szacunku, po czym spojrzał w jej błękitne oczy.
- W takim razie jest tak jak pani mówi, mam niezwykłe szczęście. - odezwał się spokojnie, powoli już prowadząc ją w stronę parkietu, kiedy orkiestra przygotowywała się do wykonania kolejnego utworu - Niezwykłą stratą dla wszystkich tu zgromadzonych byłoby pozwolenie pani jedynie stać i obserwować wszystko z boku. - dodał zerkając na nią.
Nie chciał być też przesadnie kulturalny. Z całą pewnością kobieta zdawała sobie sprawę, że nie nie ma czynienia z kimś wywodzącym się z elit, chciał jednak by nie musiała potem żałować tego tańca i miała z nim złych wspomnień.
- Spektakl nie powinien się odbywać bez aktorów na scenie, nie sądzi pani? - uniósł brew ku górze gdy już dotarli na parkiet, a ich twarze przyozdobiły maski.
Nie do końca zdawał sobie sprawę z tego co tym razem pojawiło się na jego oczach, jednak kiedy spojrzał na jej twarz poczuł nic innego jak zaskoczenie. Zamiast będąc w stanie dostrzec jej urodę, w masce dostrzegł swoje własne odbicie i nie do końca wiedział jak się z tym czuje. Nie poczuł się niepewnie, ale z całą pewnością nie spodziewał się, że będzie teraz przebywać na parkiecie wpatrując się we własne odbicie niczym w lustrze. Miał jeszcze cichą nadzieję, że może jest to jedynie chwilowe działanie.
Odpowiednio złapał ją za rękę, a dłoń ułożył na jej talii, nie za nisko, nie za wysoko, w idealnym miejscu, a kiedy rozbrzmiały pierwsze nuty melodii, powoli zaczął prowadzić ją w tańcu.
- Zawodową tancerką? Jak mógłbym mieć to pani za złe? To sama przyjemność móc tańczyć z kimś doświadczonym. - uniósł brew ku górze, uśmiechając się mimowolnie - Jednak muszę panią ostrzec, ja niestety zawodowym tancerzem nie jestem, ale mogę pani obiecać, że zrobię wszystko co w mojej mocy aby pani w żaden sposób nie przynieść wstydu lub, nie daj Merlinie, podeptać po stopach. - pozwolił sobie na szerszy uśmiech.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#122
Nylah Black
Czarodzieje
It's only illegal if I get caught.
Wiek
24
Zawód
Śpiewaczka operowa i łamaczka klątw
Genetyka
Czystość krwi
potomkini wili
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczona
Uroki
Czarna Magia
9
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
8
Siła
Wyt.
Szybkość
5
9
5
Brak karty postaci
24-01-2026, 19:29
Odpowiedź dla Leopold Flint

Sztuką jest się dopasować – dokładnie to powiedziałaby Leopoldowi, gdyby stwierdził, że czuje się tu jak puzzel na swoim miejscu. Być może nawet kiedyś mu tak powiedziała, bo prawdą jest, że zarówno lubi formalne bale, jak i anonimowy taniec w tłumie zatłoczonego pubu. Tak samo leśną polanę, co scenę w „Arkadii”. Dopasowuje się do nich, jak dopasowywała się zawsze do wszystkiego – poza spotkaniami rodzinnymi, bo tych serdecznie nie znosi. Nawet jeśli przy głowie rodu wszyscy są poprawni, za dobrze wie, co może czekać ją później.
- Oczywiście, że słynie. – udaje przejęcie na myśl, że choćby mógł spróbować pomyśleć inaczej. – To wspaniałe miejsce, które tak samo chętnie ugości wszystkich. – z dyplomacji nie dodaje, że niektórzy nie mieliby nic przeciwko nawet temu, by przyprowadzić tu mugoli. Na szczęście to niemożliwe, co wzbudza w niej pełen ulgi spokój. – Nawet, jeśli to wciąż jest zamek, w którym na wieżach potrafi wiać przeraźliwie zimny wiatr. – śmieje się lekko, pamiętna lekcji astronomii i przeraźliwego wiatru, przez który tak trudno było utrzymać w miejscu kawałki pergaminu.
Wie, że Leopold nie czuje się tu dobrze. A jednak jest tu. Poznała go na tyle, by wiedzieć, że formalne bale nie są czymś, co lubiłby robić. Gdzieś wewnątrz pojawia się komentarz, że nigdy nie zmusiłby jej do rezygnacji z marzeń ani do gry pozorów. Ale cóż, nie byli sobie pisani i nie ma z tym najmniejszego problemu. Nie czuje do Flinta najmniejszego cienia niechęci z powodu zerwanych niegdyś rodzinnych planów.
- Bardzo miło mi to słyszeć. – powiedz Flint, przehandlowałbyś wolność dla marzeń? Nie mówi, że wiedzieć, czego się chce to nie to samo, co osiągnąć swoje pragnienia. To prawda, ona sama wie, czego by chciała. Problem w tym, że nie ma pojęcia, jak to osiągnąć, bo nie jest panią swojego losu. Jej życiem rządzi głowa rodu – pewne ustępstwa bywają możliwe przy dobrych argumentach, ale to nadal tylko drobne ustępstwa. Tak naprawdę nigdy nie będzie w pełni wolna.
Nie pozwala jednak, by cokolwiek z tego odbiło się na jej twarzy, co skutecznie ułatwia obsydianowa maska zasłaniająca jej oblicze. Maski, magiczne czy też nie, mają swój urok. A podstawową częścią tego uroku jest to, że pozwalają zakryć mimikę twarzy i jeśli tylko potrafisz ukryć myśli w spojrzeniu, to bardzo łatwo jest ukryć wszystko inne i pozostać zagadką.
Zagadką, która tak prosto pozwala prowadzić się w tańcu. Która tak łatwo ulega muzyce, jakby nie liczyło się nic więcej. Bo i tak jest nawet w rzeczywistości. Dopiero pytanie o Arkadię sprawia, że wybija się odrobinę z rytmu, wciąż jednak nie gubiąc kroku. Flint jest świetnym tancerzem, to trzeba mu przyznać.
- Pod tym kątem nie mam na co narzekać. Występ goni występ, mało czasu na hobby… Z którym też mi dobrze idzie. – nie ukrywała już wtedy swojej fascynacji łamaniem klątw, czemu miałaby robić to teraz?
- A jak tobie idzie, mój drogi? Słyszałam, że ścigasz się na granianach. – interesuje się całkiem szczerze, mając nadzieję, że Flint uchyli rąbka tajemnicy. Nigdy nie miała do czynienia z granianami, więc w głowie tkwi pytanie: jak to jest?
I am the voice in the wind and the pouring rain
I am the voice of your hunger and pain
I am the voice
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#123
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
24-01-2026, 20:48

Masque du Papillon

partner w tańcu ma wrażenie wolności i beztroski, chce oddawać się ulotności chwili, co może popychać go do odważniejszych wyznań lub gestów.


Nadszedł wieczór i wyczekiwany przez wszystkich bal. Jeszcze rano sam na niego czekał, ciekawe jak to wszystko będzie wyglądać. W tym momencie sam nie do końca wiedział czy chce brać w tym udział. Co prawda nie miał innego wyjścia, bo obiecał Riven taniec, ale po drodze dużo rzeczy się pokomplikowało i to nie tylko dzisiaj. Ostatnie dwa tygodnie były dla niego burzliwe. Próbował sobie jakoś to wszystko ułożyć w głowie odkąd zdał sobie sprawę, że zaczął na swoją wieloletnią przyjaciółkę patrzeć inaczej niż dotychczas,a potem zobaczył ją w objęciach innego, swojego dobrego kumpla i wszystko skomplikowało się jeszcze bardziej. Początkowo myślał, że go to nie ruszy, ale pomylił się. Długo o tym wszystkim myślał, rozważał każdą opcję, ale w końcu doszedł do wniosku, że może tak będzie lepiej. Spędził cały wieczór u siostry, rozmawiając na ten temat i ona również wsparła go swoim dobrym słowem jak zawsze z resztą. Zrobiło mu się po tym lepiej i myślał, że się z tym uporał. A dzisiaj spotkał ich razem przy lesie, ba wybrał się do niego z nimi i w sumie sam już nie wiedział. Z jednej strony było mu już wszystko jedno, ale z drugiej jakoś nie mógł patrzeć na Riven tak jak dawniej. Może po prostu minęło za mało czasu, może przez jakiś czas nie powinni się spotykać? Sam już nie wiedział.
Nie zmieniało to jednak faktu, że obiecał jej taniec i miał zamiar obietnicy dotrzymać. Po wyprawie do lasu poszedł do łazienki gdzie doprowadził się do porządku. Przebrał się w coś co miało przypominać garnitur, ale było bardziej stylizowane na modę azjatycką. Czarne, szerokie spodnie na dole, a na górę ubrał ciemną koszulę, na którą narzucił równie czarną co spodnie marynarkę z typowym dla azjatyckich ubrań kołnierzykiem zapinanym na ładny, ozdobny guziczek przy szyi. W lustrze poprawił sobie włosy, postawił na swój ulubiony ciemny blond, a fryzurę wystylizował tak, że boki miał krótsze, za to dłuższe włosy na górze zaczesał elegancko do tyłu. Był całkiem zadowolony z efektu, więc w końcu opuścił łazienkę i skierował się do wielkiej sali. Już w korytarzu już było słychać rozbrzmiewającą muzykę, a kiedy wszedł do środka, na początku nie wiedział gdzie podziać oczy. Wielka sala była pięknie przystrojona, zapach kwiatów unosił się w powietrzu, stoły uginały się od ilości jedzenia i trunków. Najpierw skierował się do nich gdzie chwycił szklaneczkę z alkoholem, po czym zaczął się rozglądać za swoja partnerką do tańca. Nie było to łatwe zadanie, ale w końcu mu się udało i popijając na spokojnie drinka ruszył w jej kierunku.
- Gotowa do tańca? - spytał spokojnie stając obok niej, jednocześnie zerkając na nią.
Mówiła mu już wcześniej, że ma na ten wieczór specjalnie przygotowaną sukienkę i musiał przyznać, że prezentowała się w niej naprawdę zjawiskowo. Uśmiechnął się do niej łagodnie, po czym dopił alkohol, odstawiając szkło na przelatującą obok tacę i wyciągnął do niej dłoń.
- Zapraszam na parkiet.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#124
Violet Macnair
Czarodzieje
her lips were soft like winter
Wiek
21
Zawód
wróżbitka
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
5
OPCM
Transmutacja
0
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
19
Siła
Wyt.
Szybkość
5
5
10
Brak karty postaci
24-01-2026, 23:48

Masque de la Flamme

smukła, czerwono-pomarańczowa, z finezyjnymi zawijasami przypominającymi języki ognia; partnerowi wydaje się, że każdy gest, słowo i ruch noszącego są intensywniejsze, niż w rzeczywistości — w konsekwencji staje się bardziej konfliktowy.



odpowiedź dla Rodericka

Do ostatniej chwili zastanawiała się, czy powinna wyruszać w podróż do Szkocji, aby wziąć udział w Międzynarodowym Zjeździe Absolwentów, lecz teraz naprawdę cieszyła się z podjętej decyzji.
Podobne wydarzenie to nigdy wcześniej nie miało miejsca i któż mógł wiedzieć, czy jeszcze kiedyś nadarzy się podobna okazja? Jeśli dopiero za sto lat istniało duże ryzyko, że tego nie dożyje. A nawet jeśli dożyje, to będzie już tak stara i pomarszczona, że wstyd byłby się tu pokazać szkolnym znajomym. Przerażała ją ta wizja. Starości. Własnego odbicia w lustrze, w którym ujrzy pomarszczoną, brzydką kobietę, która miała już za sobą najlepsze lata życia. Chciała wierzyć, że do tego czasu uda jej się wynaleźć eliksir, który spowolniłby procesy starzenia - i pozwoliłby zachować jej chociaż urodę, lecz gwiazdy nie pozostawiały Violet cienia wątpliwości. Kociołek był jej przyjacielem i cennym narzędziem, ale nie przeznaczeniem. Mogła zapytać kryształową kulę, czy Zjazd jeszcze kiedyś się powtórzy, lecz było to pytanie zbyt szczegółowe.
Cieszyła się więc, że nie przepuściła tej historycznej chwili. Żałowała wręcz, że nie zdążyła zapisać się na olimpiadę naukową "Gumochłonek", bo miała chrapkę na te sto galeonów, lecz musiała obejść smakiem. Przynajmniej natrafiła na miłe sobie towarzystwo, Lorettę w towarzystwie swojego brata, którego pamiętała, jak się okazało, lepiej niż sądziła; dobre, francuskie wino (chyba było drogie) i przekąski, jakich nigdy dotąd nie próbowała, jeszcze bardziej poprawiły humor Violet, a zapowiedź Balu Maskowego brzmiała intrygująco - pojawiła się więc niedługo po jego oficjalnym rozpoczęciu, niezwykle ciekawa tańców.
Wargi same wygięły się w uśmiechu, gdy ujrzała jak pięknie przystrojono Wielką Salę - właściwie nie poznała tego miejsca. Przypominała bardziej salę balową w pięknym pałacu, aniżeli stołówkę dla uczniów Hogwartu, którą zwykle była. Nigdy wcześniej panna Trelawney nie brała udziału w podobnym wydarzeniu, w tak eleganckim i wspaniałym balu, dlatego prędko nawiedziło ją poczucie, że nie ubrała się odpowiednio. Wybrała jedną ze swych najlepszych kreacji, lecz wciąż była to szata raczej na starą modłę i nie mogła równać się ze strojami czarownic błękitnej krwi, które wysuwały się na pierwszy plan - za sprawą drogich materiałów i klejnotów w jakie się oblekły.
Twarz musiała zasłonić maską, takie były wszak zasady, a przypadła jej w udziale maska smukła, czerwono-pomarańczowa, z finezyjnymi zawijasami przypominającymi języki ognia, co zupełnie nie pasowało do jej kreacji, miała ochotę sięgnąć po transmutację, aby zmienić kolor, lecz zrezygnowała. Na sali obecne były pólwile, widziała to wyraźnie, więc nawet i w najpiękniejszej sukience i z drogą kolią na szyi pozostałaby przy nich niewidoczna.
A przynajmiej tak jej się wydawało.
Gdy Violet przystanęła z boku, nieopodal parkietu, przypatrując się wirującym w tańcu parom kątem oka zauważyła jak zbliża się do niej elegancki, wysoki czarodziej. Skupiła na nim wzrok, zawiesiła go na masce jaka zasłaniała twarz i poczuła dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Nie wiedziała jeszcze, czy był przystojny, lecz głos miał miły dla ucha. Usta jej same wygięły się w uśmiechu i choć go nie znała, skinęła głową, zgadzając się na taniec.
- Dobry wieczór. Tak, będę zaszczycona, proszę pana - odrzekła Violet, podając mu swoją dłoń, aby poprowadził ją na parkiet. Starała się nie przyglądać mu zbyt badawczo, za nachalnie, lecz tak elegancki garnitur przywodził jej jedną myśl - pewnie był zamożny. - Czy poznam pańskie imię?
I have three eyes. Two to look, one to see.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#125
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
25-01-2026, 14:17
Odpowiedź dla Keith Croft

Masque du Sourire Doré

noszący zyskuje aurę charyzmy — partner w tańcu chętniej odpowiada na pytania, uśmiecha się, ale i nie chce kłamać.


Niezwykle czekałam na ten taniec. Nawet jeszcze się dzień wcześniej upewniłam, czy Keith na pewno ze mną zatańczy wysyłając mu list z oficjalnym zaproszeniem i kwiatkiem - dokładnie tak, jak sobie tego zażyczył. Chyba się nie spodziewał, ja miałam ogromną frajdę siedząc po południu w kuchni, przy kubku z herbatą zdecydowanie nie angielską i pisząc te kilka zdań do niego. To była też swego rodzaju zaczepka, przypomnienie, że jestem. Od dwóch tygodni się nie widzieliśmy i chociaż obiecał, że jeszcze do tawerny wpadnie, to się nie pojawił. Dzisiaj się już spotkaliśmy, w Zakazanym Lesie i to spotkanie zdecydowanie należało do tych dziwnych, niekomfortowych i zdecydowanie czułam, że nie jest jak dawniej. Musiałam to wszystko sobie poukładać w głowie. Ale taniec został mi obiecany, a ja chciałam u jego boku zatańczyć. Z jakiegoś powodu czułam, że to bardzo ważne. A ja wierzyłam swojej intuicji, wierzyłam swoim wizjom, jakiekolwiek by one nie były.
Zdążyłam przebrać się na bal. Idąc do Wielkiej Sali czułam się trochę… nie na miejscu. Mijały mnie piękne panie, w ogromnych strojnych sukniach. Które błyszczały tak, że musiałam mrużyć oczy. Miały biżuterię, która była droższa od mojego mieszkanka, gdybym chciała go sprzedać, ale na mnie na szczęście nie zwracały uwagi. W swojej sukience przechodząc obok tych wystrojonych panienek byłam niczym powietrze. Moja sukienka mi się podobała, rzadko miałam okazję, aby tak ładnie się ubrać. Była w jasnym błękitnym kolorze, była używana, bo na nic nowego nie było mnie stać i chociaż trochę było to po niej widać, to jednak była w całkiem dobrym stanie. Szwy były całe, nie była brudna ani poplamiona, ładnie wyprasowałam materiał, który idealnie układał się na moich biodrach. Nie miała żadnych kryształków, koralików, nawet cekin. Prosta, bez rękawów, z niezbyt głębokim dekoltem. Założyłam buty na obcasie w jasnym kolorze, do tego rozpuszczone włosy i tylko mój wisiorek z kamieniem księżycowym.
Stałam przed parkietem ze stresem przyglądając się tańczącym parom. Wyginałam palce ze zdenerwowania czekając, aż Keith do mnie dołączy i z jakiegoś głupiego powodu obawiałam się, że się nie pojawi. Nie podejrzewałabym go o to, że mnie wystawi, ale… taki głupi głosek z tyłu głowy szeptał mi niemiłe rzeczy. Nie pasowałam tu. Nie byłam tak ładna, jak te wszystkie kobiety, które wirowały na parkiecie. Nawet nie wiedziałam, czy będę umiała tak zatańczyć.
Odetchnęłam z niemałą ulgą, gdy Keith pojawił się obok mnie i usłyszałam jego głos. Spojrzałam na niego lekko zdenerwowana, próbowałam się uśmiechnąć, ale czułam się zdecydowanie dziwnie. Nie często towarzyszyło mi takie uczucie, raczej byłam z tych odważnych, pewnych siebie i biorących wszystko na klatę. Ale teraz byłam wystraszona perspektywą balu, zestresowana naszym wcześniejszym spotkaniem i wnioskami, jakie błąkały się po moim umyśle. Gdy jednak wyciągnął do mnie dłoń i zaprosił na parkiet przełknęłam ślinę i podałam mu swoją rękę.
- Gotowa - odpowiedziałam, starając się sama siebie do tego przekonać. - Prowadź.
Weszliśmy na parkiet, ale zanim zrobiliśmy pierwszy krok w naszych dłoniach pojawiły się maski. No tak, wszyscy takie mieli na twarzach więc i my powinniśmy. Założyłam swoją wcześniej jej się krótką chwilę przyglądając. Miała ciekawą złotą poświatę wokół ust i policzków. Bardzo delikatna, idealnie pasowała do mojej skromnej kreacji. Gdy założyłam swoją maskę spojrzałam na Keitha i od razu uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
- Oh, na twojej masce jest piękny motyl - powiedziałam szybko z niemałym zachwytem.
Idealnie do niego pasowała. W swoim stroju bardzo eleganckim, czarnym i bardzo “azjatyckim” wyglądał w tej masce fenomenalnie. Bardzo był przystojny. Nie byłam w stanie sobie przypomnieć czy kiedyś mieliśmy okazję, aby pójść gdzieś razem tak ładnie ubranym. Bardzo miła i ciekawa odmiana. Im dłużej na niego spoglądałam bym bardziej mój stres zastępowany był przez dziwne uczucie lekkości. Chciałam oddać się tej chwili, chłonąć ten taniec całą sobą i postarać się go jak najlepiej zapamiętać. Ułożyłam wolną dłoń na jego ramieniu, druga spoczywała w jego dłoni. Musiał położyć swoją dłoń na mojej talii i musieliśmy zacząć się poruszać w rytm muzyki. Zaśmiałam się.
- Nigdy chyba nie brałam udziału w takim balowym tańcu - chichrałam się pod nosem. - Nie mam pojęcia co robić. To szalone!
Nie wiem gdzie podział się ten stres. Gdzie podziało się to całe zdenerwowanie. Ale teraz przy moim przyjacielu czułam się naprawdę dobrze. Tak beztrosko, jak dziecko odkrywające nowe rzeczy.
- Naprawdę się cieszę, że tu ze mną jesteś. Bałam się, że nie przyjdziesz, a bardzo mi zależy na tym tańcu. To chyba bardzo ważne, żebyśmy razem zatańczyli. Tak czuję. Wiesz? Jesteś naprawdę bardzo przystojny i ta maska… tak dobrze do ciebie pasuje - zaczęłam mówić, słowa same wypłynęły z moich ust. - Czy cieszysz się tak jak ja? Tak strasznie się bałam, a jak już jesteśmy na tym parkiecie, patrzę na ciebie i dajesz mi taką lekkość. Co za dziwne uczucie. A ty? Co ty czujesz?
Nasze kroki były nieporadne, tańczyliśmy daleko od innych par i to bardzo dobrze, bo mam wrażenie, że tylko byśmy na nich wpadali.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#126
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
25-01-2026, 17:57
Odpowiedź dla Riven Thorne

Każda osoba wirująca na parkiecie miała na twarzy maskę. Zaczął się zastanawiać skąd je wzięli, do momentu, w którym i w jego dłoni pojawiła się jedna. Wystarczyło wejść na parkiet i puf. Przyjrzał jej się uważnie, stylizowana była na skrzydła motyla, co spowodowało, że chłopak uniósł brew ku górze. Zdecydowanie się tego nie spodziewał, jakoś nie podejrzewał aby właśnie taki motyw do niego pasował, ale wychodziło na to, że tak naprawdę nie miał innego wyjścia. Uniósł maskę do twarzy, a ta magicznie sama się do niej przymocowała. Dopiero wtedy skierował spojrzenie na Riven. Jej maska była delikatna, złota poświata okalała jej twarz nadając jej łagodne rysy. Idealnie do niej pasowała. Uśmiechnął się delikatnie, ale szczerze, pierwszy raz od kilku godzin.
- Twoja również jest zjawiskowa. Pasuje ci. - odparł spokojnie.
Znaleźli miejsce na parkiecie. Zastanawiał się czy cokolwiek jeszcze pamięta z tych lekcji tańca, na które wysłał go ojciec kiedy miał osiem lat. Wydawało mu się, że to były czasy zamierzchłe, że nie ma opcji aby cokolwiek z tego pamiętał. Spojrzał na tańczące w około nich pary, przez moment im się przyglądając. Przecież to nie może być aż tak trudne. Stanął na przeciwko Riven, po czym ułożył dłoń na jej talii, w drugą złapał jej rękę. Wziął lekki wdech i powoli zaczął ją prowadzić w tańcu. Pierwsze kroki były koślawe, wypadł raz z rytmu, ale po krótkiej chwili ciało jakby dostosowało się do płynącej melodii i zareagowało samo, jakby pamięć mięśniowa zadziałała automatycznie. Wrócił spojrzeniem do Riven i po chwili znów uśmiechnął się, tym razem szerzej, słysząc jej śmiech.
- Ja też nie, więc jest nas dwójka. - pokręcił głową - Ale w dzieciństwie brałem lekcje tańca, więc chyba coś pamiętam. Daj mi się po prostu prowadzić, a wszystko będzie dobrze. - zapewnił ją, chociaż sam do końca nie był do końca pewny.
Z każdą sekundą czuł, że idzie mu lepiej, aż w pewnym momencie delikatnie ją obrócił, by po chwili na nowo ją do siebie przyciągnąć i na nowo poprowadzić w spokojnym tańcu. Słuchał uważnie tego co mówiła, a musiał przyznać, że zalała go chwilowo potokiem słów. Nie przeszkadzało mu to jednak, chociaż jednocześnie to co mówiła było w pewien dziwny sposób dla niego średnio wygodne. Mówiła mu, że jest przystojny, że cieszy się, że z nią tu jest, jak ważne jest dla niej by razem zatańczyli. Nie wiedział skąd to wszystko się wzięło. W jego głowie wolałaby zatańczyć z Kenneth’em, to w jego objęciach wolałaby teraz być, a nie z nim. Jej słowa jednak temu przeczyły, a to jakoś mimowolnie wywołało uśmiech na jego twarzy.
- Dlaczego miałbym nie przyjść? - uniósł brew ku górze - Przecież obiecałem ci taniec, prawda?
Dawał jej lekkość? Ale w jakim sensie? Kompletnie tego nie rozumiał, ale jednocześnie jej zazdrościł. Sam chciałby czuć lekkość, chciałby się pozbyć tego dziwnego spięcia, które odczuwał na barkach. Nigdy wcześniej tak się przy niej nie czuł, ale jednak dużo się zmieniło i w tym momencie tak naprawdę nie wiedział na co może, a na co nie powinien sobie pozwalać w jej obecności.
- Cieszę się, że możemy razem zatańczyć. - odezwał się po chwili - Ale jednocześnie czuje się jakoś tak nie na miejscu, wiesz? Nie wiem do końca o co chodzi, znaczy wiem, ale nie mam pojęcia jak to ubrać w słowa. Tu nawet nie chodzi o to miejsce. - pokręcił głową, ale po chwili znów skupił na niej swoje spojrzenie - Zawsze lubiłem z tobą tańczyć, bawić się z tobą i nadal lubię, nie zrozum mnie źle, ale… ale po prostu coś się zmieniło i nie wiem czy to jest na miejscu. Pewnie wolałabyś żeby teraz był tutaj Kenneth.
Nie miał pojęcia co w niego wstąpiło, dlaczego zaczął mówić dokładnie to co myślał. Wcześniej obiecywał sobie, że nie będzie się zdradzał z tym co myśli, ale w tym momencie prawda sama wychodziła na wierzch, jakby nie mógł jej już utrzymać w ryzach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#127
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
25-01-2026, 18:47
Odpowiedź dla Keith Croft

Pozwoliłam mu się prowadzić, ja nie miałam pojęcia co robić, ale mu ufałam i jeśli mówił, że da radę nas poprowadzić, to nie miałam zamiaru go kwestionować. Umiałam tańczyć, czułam muzykę, wiedziałam jaki jest rytm tylko nogi nie chciały podążać w odpowiednim kierunku. Czując jednak jak Keith nabywa pewności i nawet mnie obraca wyluzowałam i jakoś samo poszło. Skupiłam się za to na tym co mówił, na jego zdziwieniu w spojrzeniu gdy zalałam go potokiem słów. Chciałam mówić, miałam mu tyle do powiedzenia. I nie bałam się tego. To była nasza chwila, która mogła być krótka niczym wiosenna burza. Więc chciałam ten czas wykorzystać. Czułam dziwną odwagę, aby naszą sytuację rozjaśnić. Wyjaśnić niedopowiedzenia. Czując jego dłoń na swojej talii, zaciskając swoją mocniej na jego ramieniu i wpatrując się w jego motyla na twarzy uśmiechnęłam się radośnie.
- Obiecałeś i zawsze dotrzymujesz słowa - odparłam z lekkością.
Faktycznie nie wiedziałam czemu się tym tak stresowałam. Dlaczego się bałam, że nie przyjdzie. Czułam to, jak biła od niego niechęć wtedy, kiedy byliśmy razem w lesie. Miałam wrażenie, że gdy tylko stamtąd wyjdziemy on wróci do Cardiff, a ja bym stała przez pół nocy tu przed parkietem czekając, aż bym się w końcu nie doczekała. Teraz jednak jestem w jego ramionach, a Keith odpowiadał mi na zadane pytania, opowiadał jak się czuje, a ja spojrzałam na niego lekko zmartwiona.
- Nie - odparłam stanowczo. - To ciebie poprosiłam do tańca, nie jego. To dlatego, że mi na tobie zależy. Oh, Keith, nawet nie wiesz nawet jak bardzo - jęknęłam, zaciskając mocniej swoje palce na jego dłoni. - To przez te plotki przestałeś się pojawiać w tawernie, prawda? I zacząłeś mnie unikać? Jak ostatnio rozmawialiśmy… oh, przepraszam! - Podskoczyłam lekko do tyłu czując, że stanęłam mu na palcach.
Posłałam mu przepraszające spojrzenie, wypadliśmy kompletnie z rytmu i musieliśmy ponownie ustawić się do pozycji. Chwilę to trwało niż znowu udało nam się wejść w układ, a ja byłam bardzo niezadowolona z tego, że ta fatalnie szedł mi ten taniec. Niby dawałam się prowadzić, a jednak robiłam błędy okropne. Nigdy chyba mu w tańcu nie stanęłam na palcach. A przynajmniej nie pamiętałam.
- Jak ostatnio rozmawialiśmy, to cię przepraszałam, bo się czułam jakbym cię wykorzystała. Wiesz, to wszystko się tak szybko potoczyło. Nie planowałam się z tobą przespać, dobrze wiesz, że wyszło samo. Ja… trochę się w tobie podkochiwałam, wiesz? I chciałam coś więcej, ale tak naprawdę nigdy bym nic więcej nie chciała, bo ty nigdy nie pokazałeś mi, byś był mną zainteresowany. Wtedy w Londynie, po prostu zachowałeś się jak normalny facet przy dziewczynie i nas poniosło i… - wzięłam głęboki wdech czując, że mówiłam tak dużo, że aż zabrakło mi tchu. - A potem pojawił się Kenneth, zabrał mnie na wycieczkę, to było dwa dni po tym jak się przespaliśmy. Keith, ja miałam jeszcze malinki na szyi! Do niczego między nami nie doszło, nie sypiam z jednym facetem po drugim, zresztą, było mi tak strasznie głupio… Naprawdę czułam się, jakbym cię wykorzystała - znowu wzięłam głębszy wdech i zaczęłam mówić dalej, zanim Croft zdążył się wtrącić. - Czy… rozumiesz co ja ci próbuję powiedzieć? Tak bardzo mi zależy na naszej przyjaźni, nie chcę jej stracić, bo związałam się z Kennethem. Zależy ci jeszcze na mnie? Bo tam w lesie puściłeś moją dłoń, a kiedyś nie puszczałeś.
Nie wiedziałam skąd była we mnie ta odwaga, aby to wszystko powiedzieć. Aby mu próbować wyjaśnić jak to się wszystko potoczyło. Co się stało po drodze, pomiędzy naszym wypadem do Londynu, a moim zawarciem porozumienia z Kennethem. Nie mieliśmy okazji porozmawiać, Keith mnie unikał, a ja bardzo chciałam mu wszystko dokładnie wytłumaczyć. Był dla mnie ważny, a uczucie którym go darzyłam było silne. Podkochiwałam się w nim naprawdę i nie byłam w stanie tego wymazać. Ale okazało się, że uczucia którymi darzyłam Kennetha były silniejsze. Kiedy myślałam, że już nic do niego nie czuję, on się nagle pojawił w moim życiu i wyciągnął je na wierzch. Wtedy oszalałam, wszystko inne przestało się liczyć, a ja pragnęłam być tylko jego. To jednak nie sprawiło, że to co czułam do Keitha znikło. Przyjaźń nie znikła. Ani to mocniejsze uczucie, które czułam. Wiedziałam jednak, że nie ma szans by coś z tego było. Nigdy nie było na to szans, nie ważne czy bym z kapitanem Fernsby się związała czy też nie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#128
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
25-01-2026, 19:36
Odpowiedź dla Riven Thorne

Nie mieli sposobności, żeby w taki sposób. To był w zasadzie ich pierwszy raz. Mieli doświadczenie w tańcach barowych, w klubach, takie tańce kompletnie nie sprawiały im problemu. Zawsze czuli się w nich dobrze, nie ograniczało ich nic, bo w takich miejscach, do których uczęszczali, rzadko kiedy panowały jakieś zasady. Należało się tam dobrze bawić i nic więcej. Teraz jednak było inaczej, nie mogli wpadać na innych tańczących, musieli trzymać się kroków i chociaż Keith naprawdę się starał, to nie za każdym razem im to wychodziło. Co prawda czuł, że z każdą chwilą jest coraz lepiej, ale do mistrzowskiego poziomu im jeszcze brakowało. Teraz zaczynał żałować, że nie przykładał się do tych lekcji tańca bardziej w dzieciństwie, może szło by im zdecydowanie lepiej wtedy.
Szybko jednak przestał sobie zaprzątać głowę tańcem. Ciało poruszało się automatycznie, jakby kierowane samą melodią, ale on skupiał się na niej, słuchał jej słów z uwagą i nie miał pojęcia jak to wszystko odebrać. Jej słowa do niego docierały, a on z każdą chwilą czuł się coraz gorzej, jak najgorszy dupek na świecie. Z jednej strony to co mówiła sprawiało mu ból, a z drugiej czuł ulgę, bo w końcu mu to wszystko powiedziała wprost. Nie miał zielonego pojęcia, że się w nim podkochiwała, nigdy nic nie zauważył. Jednak prawda była taka, że nigdy nie szukał żadnych znaków, bo sam traktował ją tylko ja przyjaciółkę, oczywiście do czasu. I teraz, kiedy to on zaczął do niej coś czuć było już za późno i chyba to bolało go najbardziej. Spóźnił się i nie było żadnej możliwości aby cokolwiek naprawić.
- To nie są plotki Riven. - pokręcił głową - I w zasadzie plotki dotarły do mnie później. Widziałem was, wtedy kiedy Złota Łania przybiła do brzegu. Szedłem akurat wtedy do tawerny, chciałem się z tobą zobaczyć, ale…no zobaczyłem was razem i po prostu odszedłem. - westchnął ciężko.
To było dziwnie wyzwalające, zmierzenie się z prawdą, którą w sobie tłumił ostatnie dwa tygodnie. Trzymał ją głęboko zamkniętą w sobie, próbował stłamsić, wyrzucić to wszystko aby móc normalnie funkcjonować. A teraz mówił jej to wszystko otwarcie. Skrzywił się lekko kiedy nadepnęła mu na palce, ale pokręcił głową aby sie tym nie przejmowała. Nie było to coś strasznego, zdarzało się każdemu, zwłaszcza, że ich taniec nie był w tym momencie wybitny, błędy były normalną rzeczą w tym przypadku.
- I nie, nie dotrzymuje wszystkich obietnic. - spojrzał na nią uważnie - Nie wiedziałem, że coś do mnie czujesz, nie miałem pojęcia. Nigdy niczego nie zauważyłem. I wiem, żadne z nas nie planowało wylądować ze sobą w łóżku, to się po prostu stało i to był błąd. Błąd, który wszystko zmienił, zarówno z twojej jak i mojej strony. Bo może gdybym wiedział, że ty coś do mnie to wyglądałoby to wszystko całkiem inaczej. Dlaczego mi nie powiedziałaś? - zacisnął mocniej dłoń na jej ręce - I wiem, że obiecałem, że nic się nie zmieni, ale nie mam na to po prostu wpływu. - westchnął kręcąc głową - Początkowo myślałem, że sobie z tym poradzę, że wszystko będzie jak dawniej, ale kiedy zobaczyłem was razem to…to mnie to po prostu zabolało. Bo teraz role się odwróciły, ale już jest za późno i ja tego nie zmienię, bo to moja wina, że na to wszystko w ogóle pozwoliłem.
Słowa same płynęły z jego ust. Najczystsza prawda, nawet ta najbardziej bolesna, zwłaszcza dla niego. Ale w tym momencie nie chciał jej ukrywać, chciał ją wypowiedzieć na głoś, nie zważając na konsekwencję, chociaż podskórnie czuł, że może się to skończyć katastrofą.
Przez chwilę patrzył na nią w milczeniu kiedy zadała mu pytania. Odpowiedź na nie nie była prosta, była skomplikowana, zawiła i bolesna. I chociaż nie chciał odpowiadać, jakaś magiczna siła pchała go by to zrobił.
- Zależy mi na tobie w sposób w jaki nie powinno i to jest właśnie najgorsze. Kiedy ty przestałaś chcieć więcej i postanowiłaś związać się z Kenneth’em, ja zacząłem chcieć czegoś więcej. Wtedy w tawernie jednak wiedziałem, że to nie ma sensu, bo nawet nie byłaś zainteresowana rozmową, czekałaś na jego powrót, nie zaprzeczaj, doskonale to widziałem. - pokręcił głową.
To wszystko nie miało sensu. Mówili sobie te rzeczy, niby wyjaśniali całą sytuację, ale tak naprawdę wychodziło na to, że jedynie pogarszali swoją sytuacje, jakby sama w sobie nie był zła. Teraz jednak było za późno, oboje mówili, głośno i wyraźnie co czują. W tym momencie nie mogli przestać.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#129
Riven Thorne
Akolici
Feel the rain on your skin. No one else can feel it for you. Only you can let it in. No one else.
Wiek
23
Zawód
Barmanka, kochanka kapitana Fernsby
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
10
16
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
11
Brak karty postaci
25-01-2026, 21:49
Odpowiedź dla Keith Croft

Nie wiedziałam, że nas wtedy widział. Nie zdawałam sobie sprawy, że akurat przechodził, że chciał przyjść do tawerny i ze mną pogadać, zobaczyć się. Nawet gdyby dotarł, to i tak by mnie nie zastał. Słuchając jego słów, tak szczerych do bólu, zawładnął mnie smutek. Ponieważ miałam wrażenie, że mocno cierpi i cierpiał przeze mnie. Nie chciałam już tańczyć, chciałam przystanąć, ale wokół nas były inne pary. Gdybyśmy się zatrzymali, na pewno by na nas narzekali. Może nawet wywalili z parkietu, a wtedy nasza rozmowa by została przerwana. A już zaczęliśmy, to musieliśmy skończyć. We mnie buzowała odwaga, by mówić co myślę, coś czego nigdy nie powiedziałabym na głos. Keith mówił ze szczerością, na którą myślę, że nigdy by się nie zdobył gdyby nie ta sytuacja. Nie mogliśmy tego teraz zostawić, bo to by przyniosło więcej niekorzyści niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić.
Zaschło mi w ustach od mówienia, miałam ochotę się napić. A po tym co usłyszałam, dobry byłby alkohol. Najlepiej mocna whisky. Uniosłam wysoko brwi, pod maską raczej nie było tego widać i patrzyłam na Keitha ze zdziwieniem i smutkiem w oczach. Ten jego piękny motyl nosił ślady zranienia. W jego oczach był ból. Tak to teraz widziałam.
- Wiem, że nigdy niczego nie zauważyłeś, bo ja nie chciałam ci tego pokazać - odparłam ze szczerością. - Gdybyśmy spróbowali, mogłoby nam nie wyjść. A wtedy prawdopodobnie stracilibyśmy kontakt. A mi za bardzo zależy na naszej przyjaźni.
Tak zawsze myślałam, brałam pod uwagę ryzyko odrzucenia lub tego, że po prostu nam się nie uda. Zostałabym bez mężczyzny i bez przyjaciela. A na to nie mogłam sobie pozwolić. Dlatego świadomie się ukrywałam, nie pozwalałam sobie na to by mu pokazać, bo wolałam mieć jego przyjaźń niż nie mieć go w ogóle. Oczywiście była szansa, że by nam wyszło, ale Keith nic do mnie nie czuł. To nie miało prawa się w tamtym momencie udać.
- Keith, tak mi przykro - powiedziałam z przejęciem. - Tak bardzo mi przykro… To… to nie jest twoja wina. To nie jest niczyja wina.
Nie przerywałam mu, gdy mówił dalej. Słuchałam uważnie, nie było na mojej twarzy już uśmiechu. Serce waliło jak oszalałe, warga drżała, a ja z trudem powstrzymywałam się przed rozsypaniem. Jak mogłam patrzeć teraz na cierpienie przyjaciela? Dlaczego zaczął coś do mnie czuć, akurat teraz, kiedy ja już byłam kogoś innego. Porozumienie, które zawarliśmy z Kennethem było wiążące. Naszyjnik na mojej szyi ciężki. Miał być ciężki, miał o sobie przypominać. A teraz miałam wrażenie, że ważył kilogramy. Pytał czy jestem gotowa i byłam. Ale nikt mi nie powiedział jakie będą prawdziwe tego konsekwencje. Ich się nie spodziewałam. Może byłam po prostu głupia?
- Czekałam na jego powrót, ale nigdy nie mów, że nie byłam zainteresowana rozmową z tobą. Bo tak nie było - odparłam z wyczuwalną pewnością w głosie. - Bardzo dobrze wiem jak to jest kogoś kochać i wiedzieć, że nic z tego nie będzie. Możesz mi teraz wierzyć lub nie, ale doskonale rozumiem co czujesz. I jest mi tak strasznie przykro, że musisz przez to przechodzić, bo to bardzo boli. I mnie boli to, że ciebie boli. Ale… ja nic na to nie mogę poradzić. Nie cofnę czasu, nie zmienię podjętych decyzji, nie rozdwoję się.
Westchnęłam ciężko. Nie mogłam zadowolić jednego i drugiego. Nie mogłam być kochanką Kennetha i dziewczyną Keitha. Nie mogłam cofnąć czasu, nie mogłam się teraz wycofać. To była niczym umowa, a złożony podpis wisiał teraz na mojej szyi. Albo inaczej, ja się nie chciałam wycofać, bo Kenneth był osobą u boku której chciałam budzić się każdego ranka. Na kogo chciałam czekać. Keith był jednak moim przyjacielem, a jego cierpienie mnie dobijało. I wiedziałam, że jest spowodowane moim zachowaniem i moimi decyzjami. I musiałam niestety ponieść konsekwencję. Żałowałam tylko, że i jego kosztem.
- Wiesz, to może być też tak, że ci się wydaje, że coś do mnie czujesz więcej niż czułeś - zaczęłam delikatnie. - Nie chcę bagatelizować twoich uczuć, ani im umniejszać, ale nie pomyślałeś, że to może być po prostu efekt tego, że się przespaliśmy? Ty dużo więcej pamiętasz ode mnie, to faktycznie mogło wpłynąć na to jak o mnie myślisz. To może być tylko chwilowe…
Znalazłam suchą skórkę na dolnej wardze. Zaczęłam gryźć ją nerwowo. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, co mogę zrobić by mu ulżyć. Jak naprawić tą całą sytuację?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#130
Keith Croft
Akolici
Wiek
23
Zawód
Pracownik restauracji
Genetyka
Czystość krwi
metamorfomag
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
9
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
6
Siła
Wyt.
Szybkość
10
8
8
Brak karty postaci
26-01-2026, 18:27
Chociaż ciało poruszało się automatycznie, on już nie słyszał muzyki. W zasadzie to nawet zapomniał o tym, że sa w sali balowej. Ta rozmowa, tak szczera do bólu zajęła całą jego uwagę. Nie obracał jej już w tańcu, po prostu powoli sunęli po parkiecie, mimo wszystko unikając innych par, a nawet przenosząc się w bardziej ustronną część parkietu, gdzie nie było tak wiele osób. W tym momencie jednak ten taniec nie był w ogóle ważny, chociaż to taniec wszystko rozpoczął i wychodziło na to, że i również taniec wszystko zakończy.
Nie odrywał od niej wzroku kiedy mówił czy słuchał jej słów. Nie miał pojęcia skąd wzięła się w nim ta dziwna odwaga aby w końcu to wszystko powiedzieć. Nie do końca również wiedział czy to dobrze, że w ogóle to wszystko mówił. Może gdyby zamknął gębę na kłódkę, Riven nigdy by się o tym nie dowiedziała i wszystko byłoby tak jak kiedyś. Jednak jakiś wredny głos w jego głowie cały czas mu mówił, że nic już nie będzie tak samo, że wszystko się zmieniło po pierwsze tamtej nocy, a po drugie teraz, kiedy mówił tak otwarcie co czuje.
A więc specjalnie ukrywała to wszystko przed nim. Czy ona wtedy też czuła się tak jak on teraz? Jeśli tak, to musiało to być okropne, zwłaszcza kiedy czasami widziała go z innymi dziewczynami. Czy cierpiała wtedy tak samo jak on teraz? Nie kłamała, tak samo jak on, mówiła szczerze, więc z całą pewnością czuła to samo. Mówiła, że jej na nim zależy, na ich przyjaźni, ale on nie chciał tylko przyjaźni i nie miał pojęcia jak sobie z tym wszystkim poradzi. Miał wrażenie, że to wszystko zjada go od środka, to było okropne.
- Ale nigdy nie spróbowaliśmy, więc nigdy nie dowiemy się co by było. - pokręcił głową z westchnieniem.
Nie mogli już cofnąć czasu. On nic nie wiedział, ona mu nic nie powiedziała. Twierdziła, że nic mogłoby z tego nie wyjść, ale nie mogła mieć takiej pewności. Gdybanie jednak w tym momencie nie miało sensu. Jakby nie patrzeć to była przeszłość. Jej już na nim nie zależało tak jak kiedyś. Teraz chciała tylko jego przyjaźni, a on nie wiedział czy jest jej ją w stanie dać.
- To jest moja wina Riven. Jeśli spojrzysz na to wszystko to tak, to moja wina. To ja nas zaciągnąłem do tego klubu, to ja pamiętam więcej z tamtej nocy, to ja sobie pozwoliłem na to by coś do ciebie czuć. Nie wiedziałem po prostu, że ty…że on… - pokręcił głową zaciskając usta.
Dwa dni, wystarczyły jej dwa dni aby zmienić obiekt westchnień. Nie wiedział czy jest bardziej zły na siebie czy na nią w tym momencie. Mówiła, że podkochiwała się w nim od dawna, a jednak wystarczyły cholerne dwa dni aby postanowiła związać się z Kenneth’em. Dlaczego akurat z nim?! Czy ona w ogóle wiedziała w co się pakuje? Czy zdawała sobie sprawę z tego jakim człowiekiem jest kapitan? On znał go już jakiś czas, zawsze lubił, chociaż niektóre jego zachowania były dla niego niepojęte. W tym momencie jednak nie wiedział jak go postrzegać. Czy jako kumpla, którym był do tej pory, rywala, czy jako faceta, który odebrał mu dziewczynę, do której coś czuje? Nie miał pojęcia jak mu teraz spojrzy w oczy i czy w ogóle spojrzy.
- Nie chcę żebyś się rozdwajała, nie chcę żebyś zmieniała decyzję, bo nie mam prawa cię o to prosić. - pokręcił głową i dopiero jakby w tym momencie dostrzegł wisiorek na jej szyi.
Tak, z całą pewnością był od niego. Oświadczył nim całemu światu, że ona teraz należy do niego i w tym momencie poczuł dziwną odrazę. Czy naprawdę traktował ją tak przedmiotowo? Nie zasługiwała na to, żadna kobieta nie zasługiwała. Chciał coś powiedzieć, ale wtedy ona się znów odezwała. Patrzył na nią, a z każdym jej słowem jego oczy robiły się coraz większe. Nie wierzył w to co słyszał. Nie chciała umniejszać jego uczuciom, a jednak to robiła. Wątpiła w to co jej powiedział, nie wierzyła w szczerość jego uczuć. Nawet nie zauważył kiedy się zatrzymał. W około nich nie było ludzi, a on stał, nadal z dłonią w jej talii, z ręką dzierżącą jej dłoń, a w środku się w nim gotowało.
- A może to tobie się wydawało, że coś do mnie czujesz? - uniósł brew ku górze, po czym zacisnął mocno usta czując jak serce wali mu niczym młotem
Oczywiście, że tamta noc miała duży wpływ na to co czuł. Nie zaprzeczał temu, ale doskonale wiedział co czuje, wiedział jakie myśli kotłowały się w jego głowie przez ten ostatni czas. A ona teraz mówiła mu, że mu się wydaje? Że to chwilowe? Nie wierzył własnym uszom, a szok i złość była wyraźnie wymalowana na jego twarzy.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (14): « Wstecz 1 … 12 13 14 Dalej
 


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 15:59 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.