• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Szkocja > Domostwa > Yorkshire, Allerton Castle > Piwnica
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-01-2026, 14:32

Piwnica
Seria pomieszczeń znajdująca się pod budynkiem. W jej skład wchodzą liczne małe zamykane pokoje do których klucz mają tylko właściciele zamku. Panuje tu nieprzyjemny chłód i wilgoć, a wiatr który się tu dostanie wydaje gwiżdżące dźwięki przypominające ludzkie jęki. To własnie w tych piwnicach według legend rodzina Carrow torturowała swoje ofiary.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
08-01-2026, 22:13
10.04

Odchodzę od zmysłów, kiedy to co dzieje się w ostatnich dniach miesza mi się: już nie wiem czy to rzeczywistość czy sen, a może śnię na jawie? Nie jestem już pewien. Wydaje mi się, że się budzę. Wstaję, schodzę na śniadanie i jem je w towarzystwie babki. Kiedy przełykam trzeci kęs kanapki z rostbefem i ogórkiem, słyszę brzdęk upadającej filiżanki. Rozbija się na milion kawałeczków, co powoduje krótkie poruszenie. Przełykam kolejny kęs kanapki, marszczę czoło. Deja vu? Wychodzę z domu, teleportuję się, przed nosem przechodzi urzędniczka w czerwonej chustce na głowie. Inna kobieta wpada na mnie, kiedy zatrzymuję się przed windą prowadzącą na moje piętro. Rozmawiam, rozmawiam z Crouchem, moim kuzynem, rozmawiamy o paradygmacie licencji na teleportację i czuję, że już słyszałem jego argument. Idę zjeść obiad i znów podają wątróbkę z makaronem. Krótkie wyjście ze współpracownikami do pobliskiego pubu, wymykam się nim padnie propozycja drugiego piwa. Wracam do Yorkshire i spędzam przyjemny wieczór w czterech ścianach. Idę spać i ... znów budzę sie, ale jestem zupełnie niewyspany. Znów idę do pracy, nie, teleportuję się i znów wspominam rozbitą filiżankę. Zaraz, co tu robi kobieta w czerwonej chustce? Mój kuzyn. Dwa piwa? Nie, jedno. Wracam do domu nim zajdzie słońce.
Który to już raz. To już czternasty raz jak budzę się i pierwsze co słyszę przy śniadaniu to rozbita filiżanka.
Głowę stracę, głowę straciłem, strąciłem, ona odbija się i ciężko opada na posadzkę, gdzie policzkiem wciśnięta w zimny kamień leży, sapie i warczy z niezadowolenia. Nie mogę spać. Nie, nie mogę spać, bo właśnie idę do pracy. Prawie wpadam na kobietę w czerwonej chustce, siadam w fotelu przy swoim biurku. Wypisuję jakieś dokumenty, ale nie myślę już nawet. Oczy mam przekrwione od braku snu, albo od tego, że mam ten sen tu, na żywo, i wiem dokładnie że zaraz zajrzy do mnie mój kuzyn.
Podkrążone oczy czerwienieją z zazdrości, gdy widzą ziewających, wzdychających, gdy uszy słyszą chrapanie, rozglądam się i wtedy wpadam na pomysł, by spróbować przerwać to koło. Zachłannie łapię za bilecik walający się na wielkiej górze papierzysk ułożonych na biurku, rozprostowuję go na płasko i przez chwilę waham się. Nie, nie ma czasu na rozwijanie myśli. Mój kuzyn już się zbliża, czuję też jak w kuchni gotują wątróbkę.
Zapraszam dziś do mnie. Mam atrakcję - R.C.
Wysyłam list do ministerialnej poczty z instrukcją, że ma dojść do Leopolda Flinta. Tym razem chodzi o prawdziwego Leopolda. Miałem nadzieję, że nie odmówi spontanicznego spotkania, chociaż może mogłem powiedzieć coś więcej...? Może mogłem powiedzieć, że otworzę dla niego dwustuletnią whisky. Że jeżeli dziś przyjdzie, to będziemy marnować wszystkie godziny do rana i zorientujemy się, że jest już poranek gdy odsłonimy zasłony. Nic to, bo właśnie zaczynam rozmawiać o teleportacji i nie wiem czy oszalałem, że odpowiadam na pytania.
Otwieram znów oczy, i jestem na piwie. Niedokończony kufel odstawiam i bez pożegnania, ruszam do wyjścia.
Jak to możliwe, że czternaście.. może jednak było ich tylko pięć? Przecież nie pracuję bez przerwy, a co z dniami wolnymi?
Zamykam się w czterech ścianach i czekam.
Wieczność.
W końcu schodzę do piwnicy. Chłód i wilgoć drażnią moją skórę, idę do końca, za ostatnimi drzwiami słychać poruszenie. Wyjmuję różdżkę i otwieram gwałtownie drzwi. Przez chwilę patrzę na dziecko, które schowało się pod ścianą na mój widok i mierzę go spojrzeniem. Zastanawiam się, czy warto jest go pokazywać Leopoldowi. Czy zrozumie po co mi ten mugol? Czu zrozumie, że to wciąż-żywe trofeum, jest jedynym świadkiem łączącycm mnie z niedawną zbrodnią w Torquay? I czy poczuje ten dreszczyk? Tak jak seryjni mordercy zbierają fanty, tak ja wziałem sobie na pamiątkę człowieka. Czasami męczę jego mugolską głowę czarami, i pokazuję mu jak jego całe ciało odchodzi ze skóry, wypełniam całą celę śmierdzącym dymem, albo pająkami. Robię różne rzeczy, wszystkie głównie kiedy mi się nudzi. Teraz nie robię nic, co może przerażać chłopca nawet mocniej. Mija kilka chwil, zamykam pokój i wracam do góry. Wtedy okazuje się, że Leopold jednak pojawił się. W moim oku pojawia się błysk. Coś nowego.
- Chodź, od razu ci go pokażę - po krótkim powitaniu, wymianie uściśnięcia rąk, kiwam głową na przyjaciela, żeby szedł za mną na dół. Do tej części zamku nie mają wstępu postronni, ale my z Flintem znamy się nie od dziś, zresztą jest jedyną osobą przebywającą obecnie w rezydencji, która zna mój jedyny sekret. Nie mogę doczekać się aż mu pokażę moją zabawkę. Chłopca do bicia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leopold Flint
Śmierciożercy
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
11-01-2026, 12:44
Nie ma na świecie nic bardziej przewrotnego od snów, które przenikają do rzeczywistości, dławiąc śniącego strachem.
Leopold nie przepada za snami. Błądzenie po korytarzach prelekcji własnego umysłu od zawsze wydaje mu się luksusem, na jaki go nie stać.
Dzisiejsza noc jest inna od reszty; ma takiewrazenie, bo tuż przed snem w jego skronie zanurza się ostrze bólu, które na moment zabiera mu dech w piersi. Schodzi na dół do kuchni, by wlać w gardło wrzątek herbaty i dopiero po tym rytuale zasypia, lecz sen, jaki zakrada się po powieki, burzy harmonie ukartowaną z pietyzmem harmonogramu dnia.
Błądzi po leśnych ścieżkach. Mija drzewa, które przywodzą na myśl ludzkie sylwetki. Chociaż las otula kotara ciemności, brodzi w brodzi po kolana. Raz upada i zdziera sobie jedno aż do krwi, ale nadal, uparcie, zaciskając zęby w akcie determinacji, prze na przód, jak ślepiec podążający za smugę urojonego świata. Napędzany niejasnym przeczuciem, pragnieniem, które rozlewa się w trzewiach, podąża za kształtem, którego widzi niewyraźne na krawędzi spojrzenia, lecz, gdy próbuje go dosięgnąć, przyjrzeć mu się z bliższej odległości, ten się oddala, znika wśród drzew. Klnie siarczyście pod nosem i idzie dalej, jak skazaniec na szafot. Ślepy na ból. Głuchy na instynkt. Zatracony w obsesyjnej myśli, że musi, po prostu musi to odnaleźć, chociaż nawet nie wie co to jest. Światło w ciemności? Sylwetka pośród mgły? Kolejne trofeum, godne skrawka ściany w jego prywatnych komnatach?
Odpowiedz nie nadchodzi, a mimo to zatrzymuje się gwałtownie, sięga ręką po kształt, który majaczy w ciemności i zaciska na nim dłoń, lecz ten znika, rozpływa się jak mgła pod jego palcami, które zaciskając się na pustce.
Budzi się półgodziny wcześniej niż zwykle. Łudzi się, że zimny prysznic uspokoi gonitwę myśli. Nic z tego. Śniadanie je w ciszy, w samotności. Przejażdżka wokół rodzinnych włości nie sprawia mu takiej przyjemności, jak zawsze. Jest niespokojny. Wije się jak węgorz złapany w rybacką siec.I ten stan trwa aż do wczesnego popołudnia, gdy przychodzi do niego enigmatyczny list nakreślony ręką Rodrica Carrowa.
Zapraszam dziś do mnie. Mam atrakcję.
Znajdzie tam to, za czym błądzi jego spojrzenie?
Nie wie, ale nie może przegapić tej niepowtarzalnej szansyl okazji jednej na milion. Nie przegapi żadnej, by pozbyć się tego irytującego uczucia, że zgubił coś, co powinien jak najszybciej odnaleźć, inaczej straci samego siebie.
Na progu posiadłości Carrowów zjawia się późnym popołudniem, w otoczeniu promień słońca.
- Rodricku - wita się z nim, pieczętując ich dzisiejsze spotkanie uściskiem dłoni. Dostrzega w spojrzeniu przyjaciela błysk, traktuje go jak zwiastun obietnicy. – Zapraszasz mnie do piwnicy, naprawdę? - unosi brwi w całkowicie nieudawanym geście zdziwienia. Czasem, gdy zachodzi do Carrow, wydaje mu się,że słyszy z czeluści ukrytego pod ziemią pomieszczenia, niepokojące odgłosy, lecz dotychczas nie zajmowały mu myśli, teraz lekki dreszcze niepokoju wtapia się w jego skóry, sięga karku, doprowadza do jego mrowienie i spaceruje niżej wzdłuż linii kręgosłupa. Nie walczy z nim, poddaje mu się mimowolnie, bo wie, że zaraz w jego miejsce pojawi się ekscytacja, równie niezdrowa,co zainteresowanie jego przyjaciela czarną magią, która coraz częściej zaczyna krążyć wokół orbity Leopolda. Zderzenie tych dwóch światów- jego i jej - wydaje się w najbliższym czasie nieuniknione. –Mam nadzieję, że to coś naprawdę niecierpiącego zwłoki.
Nie naradza się w nim bunt, lecz ciekawość. Podąża za Carrowem, krok za krokiem, niemal depcze mu po piętach, chucha mu swoim oddechem w kark, by jego pobyt w miejscu, którego tajemnic do tej pory Rodric strzegł, stał się namacalny, nieodwracalny, a przy tym także nieunikniony.
Podejrzewa, co skrywają ciemne czeluści piwnicy, ale nie wyprzedza faktów. Pozwala, aby Rodric przejął przewodnictwo, opowiedział mu o małym, trzymanym pod kluczem sekrecie, którego zaraz będą dzielić na dwoje.
Czasem zastanawia się, jakie to uczucie, gdy Crucio brutalnie wdziera się w segmenty ciała, odbierając swojej ofierze resztki godności.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
11-01-2026, 13:56
Nie wiem jeszcze, że nie tylko ja potrzebowałem dziś odmiany. Może później przy szklaneczce ognistej podzielimy się ze sobą tym co nas uwiera dzisiejszego dnia. Podejrzewam, że tak skończy sie nasz dzień, bo co mielibyśmy robić jako dwójka angielskich dżentelmenów w wolny wieczór? Istnieją pewnie jeszcze inne atrakcje, które pasowałyby do dżentelmenów, ale powiedzmy sobie szczerze: te najbardziej dla nas atrakcyjne obejmują rozmowy o czarnej magii przy dobrym alkoholu. Albo jak teraz, randomowe wydarzenia, które nas rozwijają i świadczą o tym jakimi jesteśmy ludźmi. Bardzo to zabrzmiało poważnie, więc za wyjaśnienie niech posłuży fakt, że zaprosiłem tu Leopolda nie tylko p oto, aby mu pokazać kogo trzymam w piwnicy. Gdybym miał tu zamkniętego mojego szefa albo Ministra Magii, ta wizyta mogłaby faktycznie na tym się skończyć (i przy okazji być ikoniczną), ale w mojej piwnicy był tylko mały mugol. Tak więc poza oglądaniem moglibyśmy sobie na nim trochę poćwiczyć, może na przykład nowe zaklęcia? Podejrzewam, że spięty po wyścigach Leopold równie mocno jak ja potrzebuje chwili relaxu. No chyba, że mój drogi traktuje swoją pracę jak relaks, wtedy nie pomogę, mogę tylko zaoferować żeby popatrzył jak ja się bawię.
Niedowierzanie w głosie Flinta kłuje mnie w myśli, zaczynam wątpić czy robię dobrze pokazując mu piwnicę, ale to trwa tylko chwilę. Nie zwykłem przejmować się komfortem innych, nawet jeżeli nazywam ich przyjaciółmi.
- Myślę, że dziś nie masz nic lepszego w planach
Bo co też mogłby być lepsze niż oglądanie mojego chłopca do bicia. Albo torturowanie mojego chłopca. Albo wyciąganie jego gałek ocznych i wkładanie ich spowrotem.. ach, to pewnie też jest tortura.
Przemierzamy kolejne częsci Carrow Manor, aż trafiamy do piwnicy. Ta mało reprezentacyjna część zamku raptownie zmienia pierwsze wrażenie, które robiłoby pomieszczenie kominkowe. Tu nawet powietrze zdaje się być nieco cięższe, na pewno zimniejsze,  a skapująca  ze ścian woda, drąży w kamieniu strużki, przypominające łzy. Idę żwawym krokiem, nie mówiąc zbyt wiele, zresztą mój gość też zdaje się być skupiony na drodze, czuję to po tym, jak dorównuje mi w prędkości która przemierzamy podziemia. Dwa zakręty, tak jak poprzednio.  Widzę po drodze jakiegoś szczura i macham na niego zaklęciem, żeby go  zamienić w kałużę.
- Obrzydliwe  szkodniki, przenoszą mnóstwo chorób - wyjaśniam pod nosem, chociaż nie wiem czy to jest istotne, może po prostu powiedziałem to, żeby zaanonsować chłopcu czekającemu już tuz za rogiem, że się zbliżam. No właśnie, zatrzymujemy się przed drzwiami, zanim jednak je otwieram, spoglądam przez ramię na Leopolda. Widzę w nim niemałe podniecenie, az mi sie łezka w oku kreci, bo zrobić wrażenie na Flincie, to jeszcze wciąż bardzo rzadka sprawa.
- Jakby się na Ciebie rzucił, to możemy mu połamać nogi. Czy coś innego - ostrzegam, mierzę go jeszcze spojrzeniem jakbym zastanawiał się nad czymś i naciskam na klamkę.Wbrew temu co powiedziałem, po otwarciu drzwi nikt nie wyskakuje na nas. Za to w kącie siedzi mały chłopiec - chyba dziesięcioletni. Siedzi podwiniętymi nogami i jednym okiem zwróconym w stronę drzwi, wytrzeszczonym w strachu. Jestem wyraźnie niezadowolony, bo chciałem, żeby pokazał się Leopoldowi w całości swojej osoby, a nie jak jakiś szczur kuląc się do zimnej ściany.
- Mamy gościa, nie zachowuj się jak dzikus. Wstawaj   - ton w jakim obdarzyłem chłopca był daleki od tego jakim zwracałem się do kogokolowiek w życiu na powierzchni. Żaden z moich klientów w Ministerstwie, by tego nie usłyszał. Nikt w Londynie. Ale słyszał go Leopold  jeszcze zanim przyszedł do mojej piwnicy, bo słyszał jak mówię tym tonem podczas spotkań Śmierciożerców, albo jak mówię tym tonem kiedy wypowiadam się o mugolach. Dziw, że znając moją ciemną stronę, ufał mi na tyle, żeby wchodzić ze mną do piwnicy w obcym zamku. Ale tak już chyba mamy my, o ciężkiej psychice, którzy są tak przekonani o tym, że są źli, że nie doceniają innych. Chociaż ja też przejawiam narcystyczne, typowe dla villians zachowania i prowadzę Leopolda pokazać swoją zdobycz, nawet nie myśląc o tym, że może on nie podzieli mojej fascynacji, poglądów czy może nie uzna, że jestem niespełna rozumu.
Dziecko wstało posłusznie ale na trzesących się nogach. Wtedy nagle się rozpromieniam  i odwracam  do Leopolda, a moja ekscytacja wypiera jakiekolwiek zirytowanie, które opanowywało mnie od tygodnia.
-Jest całkiem nowy i pochodzi z Anglii. I nikt nie wie, że tu jest, więc mozna powiedzieć, że jest czystą kartą. Możemy z nim zrobić co chcemy
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#5
Leopold Flint
Śmierciożercy
Wiek
23
Zawód
dżokej - wyścigi na granianach
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
zaręczony
Uroki
Czarna Magia
8
0
OPCM
Transmutacja
0
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
18
20
15
Brak karty postaci
24-01-2026, 18:47
Czuje się tak, jakby coś zgubił. I łudzi się, że odnajdzie to w Allerton Castle, co zakrawało o absurd, bo nie pamięta, kiedy ostatnio odwiedzał mury posiadłości Carrow. Kilka miesięcy temu – osiem, dziewięć, może siedem? Próbowałby oszacować dokładniej, lecz dni mieszają się ze sobą w coraz bardziej rozmytą całość, a pamięć płata figle, jakby sama nie chciała dopuścić do powrotu tego, co minęło.
Gdyby zostawił tu coś wartościowego, już dawno by się o to upomniał, albo Rodric by mu to odesłał, a tak otacza swoja uwagą każdy skrawek ściany, Na chwilę spojrzenie zatrzymuje na obrazie, przedstawiającym górski krajobraz, w którym biele śniegu mieszają się z szarością skał. Próbując dostrzec coś znajomego, zagląda w cienie pośród wierzchołków, jakby tam właśnie ukryta była odpowiedź na to, co go dręczy, lecz płótno milczy, nie zdradza tajemnicy, więc z rezygnacją odwraca wzrok i pokornie podąża za swoim długoletnim przyjacielem. Wydaje mu się, że słyszy w jego głowie zdradziecką nutę. Żal? Niezadowolenie? Nie potrafi jej nazwać, a tymczasem na krawędzi źrenic Flinta iskrzy się błysk subtelnego rozbawienia, sprzecznego z towarzyszącym mu poczuciem.
- Zaiste, inaczej nie przyjąłbym twojego zaproszenia - stwierdza, pozwala, aby na ustach wspięła się parabola drwiny, którą mężczyzna zna równie dobrze, jak ciało obecnej kochanki.
Mijają kolejne drzwi, potem jeszcze jedne i dwa następne. Korytarze są puste, wyludnione, a każdy krok odbija się echem od zimnych, kamiennych ścian. Słyszy jedynie rytmiczny odgłos własnych kroków i szum szeptów, które wydobywają się z gardeł postaci uwiecznionych na mijanych portretach. Cisza zdaje się tu żyć własnym życiem, zagęszczając przestrzeń między ścianami, zasłaniając prawdę półcieniem niedomówień. Potem schodami schodzą w dół, do lochów zamczyska. Każdy stopień jęczy pod ich ciężarem, a z każdym kolejnym zejściem chłód coraz silniej wdziera się pod ubranie, kąsa skórę, przypomina o tym, że tu na dole światło jest rzadkim gościem. Podziemia jawią się jako rozległe, mroczne komnaty, plątanina korytarzy, wijące się w labirynt. Flint, by nie poruszać się po omacku, oświetla sobie drogę lumosem; przygasłe światło rozświetla koniec różdżki, rozganiając cienie, lecz nie rozprasza towarzyszącego mu niepokoju. Parę razy kusi go, by zapytać, ile jeszcze potrwa ta wędrówka, lecz gryzie się w język. W trzewiach piwnicy Flint czuje się nieswojo. Niepokój jest jak brud lepiący się do skóry - wspina się po klatce żeber, zmusza serce do przyspieszonego rytmu, drapie w ściany przełyku, rozrywa spokój na strzępy. Cienie przybierają kształty, które w migotliwym świetle wydają się ożywać, a każdy szmer wywołuje w nim dreszcz. Szczurzą obecność nie kwituje żadnym słowem, podobnie jak komentarz Rodrica. Nie dlatego, że nie chce, lecz dlatego, że nie może. Flint boi się, że jego głos ugrzęźnie w krtani, odbije się od samotnych ścian i zniknie bez śladu, pozostawiając po sobie jedynie drżące echo lęku.
Zatrzymują się przy kolejnych drzwiach, chyba właściwych, bo Carrow sięga dłonią do klamki, ale zanim otwierają się z jękiem na zardzewiałych zawisach, ostrzeżenie, jakie pada, nie pozostawia już żadnych wątpliwości, co tam zastaną.
- Poranione, zamknięte zwierzę bywa nieobliczalne, ale wiem, jak się z nim obchodzić - jego obawy okazały się bezpodstawne; tembr Flinta jest spokojny, zupełnie jak mowa ciała, która nie zdradza wcześniejszych obaw, które wciąż tlą się gdzieś na skraju świadomości. – Na co czekasz? - pyta, udając zniecierpliwienie, gdy opiera na nim ciężar swojego spojrzenia.
Chwile później drzwi ulegają pod naporem męskich palców, wchodzą do środka, a wzrok Leopolda prześlizguje się po pomieszczeniu, by natrafić na zdobycz mężczyzny. Chłopiec, może dziesięcioletni, przytulający plecy do ściany, drżący z zimna i ze strachu.
Głos, jaki wydobywa się z gardła mężczyzny jest inny, głębszy, mroczniejszy, przepełniony emocjami, które rzadko wkłada pomiędzy słowa. Tymi samymi, które mu towarzyszą, gdy w bliskim gronie zwolenników Czarnego Pana opowiada się za nienawiścią do mugoli i szlam. Mówi o tym z taką pasją i zaangażowaniem, jakby od tego zależało jego życie. Jakby został stworzony do okrucieństwa, mordowania.
Leopold milczy przez chwile. Obserwuje, jak dzieciak wykonuje polecenie swojego porywacza. W jego oczach dostrzega czysty, niezmącony niczym strach, gdy posłusznie wstaje i podchodzi do padającego z nagiej żarówki światła.
Kątem oka Flint widzi, jak Carrow odwraca się do niego przodem. Ekscytacja, jaka od niego bije, jest na swój sposób odrażająca, ale jednocześnie pociągająca. Też się uśmiecha, półgębkiem, kącikiem ust.
- Polujesz tylko na taką małą zwierzynę? - pyta, ale nie ma w tym pytaniu prowokacji, ani nuty w kpiny. Już wcześniej podejrzewał co to za odgłosy wydobywają się z piwnicy Carrow, nie spodziewał się jednak - aż do teraz - że były własnością dziecięcych gardeł.
Pokaże mu dzisiaj w którym punkcie destrukcja spotyka się za szaleństwem?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#6
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
25-01-2026, 19:56
Chwalenie się, czy raczej - odsłanianie się, nigdy nie było mą mocną stroną. Zdaje się, że jedyną osobą, która mnie znała była moja matka, a i ta musiała uruchomić wobec mnie macki legimencji, by być w stanie zajrzeć w mojej głowy. Z czasem udało mi się ukrywać za murem, byłem wszak przekonany, że podobnych ludzi do mnie nie ma wcale aż tak wielu. To się zmieniło odkąd zacząłem obracać się w środowisku Śmierciożerców, gdzie również poznałem Leopolda. Może właśnie to sprawiło, że nasza znajomość dość szybko zamieniła się z powierzchownej w taką, jaką miałbym z kimś kogo mogę nazwać przyjacielem. To co właśnie działo się w piwnicy Zamku Allerton, było przełomowym momentem. Ale wiedziałem o tym tylko ja.
Ciekaw, co Flint powie na moją małą tajemnicę, obserwowałem go kiedy niecierpliwił się przed otwarciem drzwi, kiedy oceniał w ciszy to co zobaczył po usunięciu przeszkody. Byłem pod wrażeniem, jak młodszy druch stoi pewny siebie, nie wycofując się, albo nie oceniając mnie. Chociaż może robił to w głowie, ale tego jeszcze nie wiedziałem.
Pytanie o zwierzynę pobudziło jakiś szaleńczy błysk moim w oku. Spodobało mi się zarówno pytanie jak i to, w jaki sposób zadał je Leopold, jakby nie uważał tego co zobaczył za coś ponad jego siły, zniszczone czy podejrzane. Poczuł się wysłuchany i może nawet zrozumiany.
- Rzecz jasna nie - spojrzałem w stronę ciemnej strony korytarza, który obiegał całą posiadłość, a który ciągnął się coraz niżej i dalej i gdzie składowane były poprzednie ofiary innych lordów Carrow. Zimno buchnęło mi w twarz, mrożąc w żyłach krew i ostudzając mój zapał do dzielenia się rodowymi tajemnicami z Flintem. Otrząsam się z jakiejś wizji, która powraca do mnie, przypominając dlaczego miałem potrzebę odreagowania w tym tygodniu.
- Chcesz zobaczyć jak biega? - zmieniam temat, chociaż właściwie to nic się nie zmienia, tylko cała rzeczywistość wokół małego chłopca się zmienia, kiedy moja różdżka wykonuje nieznany dla Leopolda ruch różdżki i mówi - Marionettis .
Zaklęcie wprowadza chłopca w trans, a jego oczy uciekają gdzieś do góry i widać jedynie białka jego oczu. Ciało jest wygięte i unosi się na opuszkach palców stóp. Stopy chłopca, gołe i brudne, zdają się być pokryte czymś co przypomina zaschnięta krew. Nie patrzę w tamtym kierunku, bo zdaje się bardziej zainteresowany tym, żeby będąc już we władzy nad jego ciałem, kazać mu wykonywać ruch jakby bardzo mu się gdzieś spieszyło. Biegł w miejscu, chociaż jego nogom mogło wydawać się, że biegnie maraton. Widoczne zmęczenie ciała, coraz cięższy oddech i kolana mięknące z każdym kolejnym krokiem zrobionym w miejscu - w chwili kiedy ja i Flint stoimy z założonymi rękami i oceniamy czy już dać mu w tym rozpędzeniu uderzyć w ścianę, czy jeszcze niech rozpędzi się bardziej? Uderza raz pierwsz, raz drugi, krew skapuje mu z głowy. Znów biegnie w miejscu, a stopy stawiane krzywo robią niepewne kroki jedna za drugą. W miejscu. Tak bardzo skupiłem się na tym, że kiedy nagle oczy chłopaka przestają przypominać białka, ale widać tęczówki, nie widzę tego. Skupiony jestem, oblizuję się i macham różdżką popisując się przed kolegą. Chciałem mu też dać możliwość, by przejął pałeczkę, więc przerywam zaklęcie. I czekam na ruch Flinta, aż w pewnej chwili ja zaczynam się unosić. Z początku tego nie zauważyłem, ale nagle czuję jakąś lekkość w kolanach, patrzę w dół i widzę jak spód mojej szaty wisi, zamiast miękko okładać się na posadzce.
- To ty robisz?! - zdezorientowany pytam w strone Flinta, będąc podnoszonym coraz wyżej i obracanym jak kebab na ruszcie (to porównanie jest zupełnie nieczytelne dla Leopolda oraz Rodrica, ale mam nadzieję, że inni docenią), dopiero kiedy robię pełne 360 stopni dociera do mnie, że to robi nie Leopold, ale to małe... to małe... ten mugol?! Przecież to niemożliwe.  Przecież mugole nie mogą czarować. To nie jest zgodne z ich naturą. Jestem zdezorientowany, i wyciągam ponownie różdżkę. Coś czuję, że Leopold również pojął co tu się robi, wiec mam nadzieję, że pomoze mi, bo chociaż bardzo się staram wycelować w małego mugola (chyba już nie powinienem tak na niego mówić), to m0że się okazać, że chybiam kiedy rzucam : - Impedimenta
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#7
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
30-01-2026, 18:50
Rodric nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Skupiony na zabawie swoją marionetką i chęci zaimponowania towarzyszowi, nie zauważył, jak to drobne, dziecięce ciało zaczyna drżeć. Nie z zimna, nie z bólu, lecz z narastającej w nim złości. Maltretowany, bity, męczony - bez możliwości wydania z siebie choćby jednego słowa. To jednak nie miało znaczenia. Żadne słowa nie uchroniłyby tego małego chłopca przed bólem. Żadne nie wyrwałyby go z koszmaru ani nie przyniosły ukojenia.
Pozostało mu tylko czuć. Emocje wypełniające ciało aż po brzegi, złość i cierpienie skupił na osobie, która w jego oczach była nikim innym jak oprawcą. Chłopiec nie miał pojęcia, co właściwie się dzieje - pragnął jedynie, by to się skończyło. By w końcu się skończyło.
Ciało Rodrica uniosło się nad ziemią, lecz to nie był koniec. Dopiero co przebudzona w chłopcu magia zmusiła go do wirowania wokół własnej osi, niczym na najwspanialszej karuzeli. Carrow zareagował jednak błyskawicznie, celując różdżką w stronę swojego małego wroga. Rzucone zaklęcie dosięgnęło celu - ku zaskoczeniu zapewne nie tylko Rodrica, lecz także Leopolda. Zaklęcie było precyzyjne. Niezwykle silne. Dlatego chłopiec został unieruchomiony całkowicie - niczym figura zalana woskiem, z rozszerzonymi ze zdumienia oczami i drobnym, zadowolonym uśmiechem na ustach. W tej samej chwili Rodric opadł na ziemię; nieco bledszy, z chwiejnym krokiem po niedawnym wirowaniu w powietrzu.

rzuty kością:
Zaklęcie
Celność


Mistrz Gry wita i o zdrowie pyta. Na to pytanie na pewno nie odpowie mały chłopiec, bo od tej chwili aż do momentu, w którym Rodric zdecyduje się rzucić Finite (na własne zaklęcia nie ma konieczności rzucania kością) chłopiec pozostaje unieruchomiony – niczym woskowa figura. Rodric możesz przez chwilę czuć zawroty głowy, ale Twoje bezbłędne skupienie uchroniło Cię przed zwróceniem zawartości żołądka. Mistrz Gry nie kontynuuje z Wami gry, ale będzie bacznie obserwował Wasze kolejne poczynania. Miłej zabawy! Lucinda Macnair
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 12:09 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.