• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > Myślodsiewnia > 02.01.1959 | No two nights are alike
02.01.1959 | No two nights are alike
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
10-01-2026, 00:51

No two nights are alike
    Odpowiedz

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Lorcan Lestrange
Akolici
Głupiec z sercem i bez rozumu jest równie nieszczęśliwy, jak głupiec z rozumem i bez serca.
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
16-01-2026, 16:39
Obietnica zaklęta w czynach; prostych, naturalnych, zwyczajnych – jednocześnie traktujących to co się wokół nich działo z dojrzałością człowieka, który był świadomy tego, czego oczekiwał. To pragnienie rozbudzające namiętną gonitwę serca za cieniem emocji trudnej do nazwania, bo jej brzmienie ciężko osiada na wargach, jakby stanowiło pieczęć sygnowaną królewskim godłem – nakazuje, określa i rozwiewa wszelką wątpliwość. Świadom swego położenia w pozycji strategicznej pozornie wygranej, lecz emocjonalnie skomplikowanej, bo odsłonięta flanka uwydatniła bolączkę jego osoby pokazując dobitnie wrażliwe na atak strony. Skoncentrowany jednak na dochodzeniu do sedna satysfakcji kochanki nie przejmował złą monetę, tego wszystkiego, co skazywało go na pożarcie przez ego zduszone męskimi charakterami; jednakowoż nie było ono zgaszone, bo wciąż tliła się moc spojrzenia w błękitnych zwierciadłach kochanki o nazwisku, co echem przodków wybrzmiewa – cicho, lecz stanowczo z szacunkiem godnym czystej krwi.
Była młoda, ambitna, zuchwała, cwana i bezczelna? Myśli płynęły wartkim nurtem starając się dotrzeć do sedna głębi skrywanej w okowach żelaznej klatki jej serca. Wiedział, że tam ona była, to więzienie dla jej osoby. Wymalowana tęsknota w oczach ciemniejących, gdy nieprzychylna emocja, zostanie wydobyta na światło rozmowy, był świadom tego kim i jaka była. Powierzchownie i liznąwszy nieznacznie charakteru tej niezwykłej osoby. Nie ukrywał w tym swego rozczarowania, czy żalu raczej przemawiała w jego spojrzeniu ciekawość, a uśmiech serwowany na srebrnej tacy obwieszczał dokuczliwość. Była karmiona komplementami, kąśliwościami, barwione rozmowy licznymi aluzjami odkrywały głębię ich człowieczeństwa, a w moralnych dysputach mogli utonąć, zatraciwszy poczucie czasu. To jednak wszystko schodziło na dalszy plan, bo nawet nie mieściło się w drugoplanowym tle wydarzeń. Pochłonięty chciwie, niemal zaborczo osobą Melusine kochał ją intensywnie – stęskniony za zapachem kobiecej skóry, za delikatnością i ostrością wyrazów, za tym wszystkim, czym potrafiła go obdarzyć.
Błysk w oczach przecinający półmrok między nimi, co zalewał ich mimo wstającego świtu zza oknami, gdyż promienie zimowego słońca, nawet tak jadowicie intensywne, a być może ciekawskie z natury nie potrafiły przebić tej grubej zasłony – bańki intymności.
— Nie jestem wszyscy…— akcentuje słowa, gdy wsparty na przedramionach powoli zbliża twarz do jej oblicza. Usta przybierają charakterystyczny z lekka lekceważący wyraz, a jednak nie pochyla się, by ją pocałować. Wręcz przeciwnie drażni się; ciągle gra w tę gierkę, co zaowocowali wcześniej. Słowa odbijające się echem pod sklepieniem czaszki, bo kobiecy głos tak miękki uderza z lubością w zakamarki jego jaźni. Zwlekał z odpowiedzią na pytanie dużo wcześniej, bo pragnął dojść do momentu przełamania, by zyskać przewagę w słowach. Dopiero teraz pochyla głowę i całuje ją wymownie, namiętnie tak jak to robił wcześniej. A smak tych ust znajomych ust doprowadza go na skraj przepaści, gdzie już tylko pustka czai się wymownie. Wie, co to znaczy, ale podejmuje wyzwanie, by jak Ikar wznieść się ku niebu i lecieć na skrzydłach, lecz nie ku własnej zgubie, był na to, jak sądził — zbyt świadomy.
— Będę twój — słowa uderzają z mocą, nawet jeśli wypowiedziane cicho w zaciszu sypialni spływają z ust podsycane wyłącznie spojrzeniem twardym, stanowczym. Jego ciało napięło się, jakby w oczekiwaniu nadchodzącego ataku, lecz reakcja ta miała inne podłoże. Ugruntowana pozycja i możliwości sprawiały, że znalazł dogodną opcję kontynuowania gry, jaką chwilę wcześniej zapoczątkował. Jego dłoń wsunęła się między uda Melusine, a przodujące palce ponowiły przerwaną pracę języka przybierając na sile w ruchach, coraz to intensywniejszych, bez zawahania – śmiałych i konkretnych, bezwstydnych.
Czy był jej?
Na to pytania musiała sobie sama odpowiedzieć, czytając emocje z czekoladowych tęczówek skupionych na jej osobie. Ten wzrok wyrażał więcej, niż jego właściciel podejrzewał – zdradzał go, owszem. Ale dawał równolegle Rookwood pewność względem intencji, jakie wobec niej posiadał.
Śmiałość ruchów narastała, a do całej tej kombinacji dochodził kciuk, który potęgował wrażenia. Naprzemiennie manipulował schematem ruchów, bawił się tym i czarował, jak złodziej – wytrawny włamywacz, co przez zgubną ambicję pragnie pokonywać kolejne labirynty wyzwań.
— Śmiało; powiedz, że należę do ciebie — głos z lekka zachrypnięty, niesie się przy uchu wraz z ciepłem oddechu. A finezja prezentowana dotychczas przeradza się w czystą fizyczną sprawczość długich silnych palców.
Bawił się nią?
Być może.
Zdradzając intencje nie tylko po oczach, w jakich kochanka, mogła doszukać się zawadiackich iskierek, co i ustach, które trwały nieprzerwanie w cieniu uśmiechu. Pozwala, aby jej ciało reagowało pod siłą przyjemności; pulsowało, jednocześnie przeciągając to i potęgując efekt chwili.
    Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
17-01-2026, 20:56
Zabierał nań wszelkie szkapie myśli i bolączki dnia powszedniego, wysysał z niej ciężar powinności i jawił się niczym pan i zbawca ― choć wiedziała, że to tylko złudzenie, pięknie utkane na potrzebę chwili. Mógłby uchodzić za jakiegoś Mesjasza chwilowego ukojenia, wybawcę od zmęczenia i rozdarcia, a jednak w jej mniemaniu nie był w stanie dosięgnąć do samego jądra kobiecej jaźni, tej naznaczonej buntem i ambicją, bólem przepracowanym w ciszy i głębokim zrozumieniem instynktów, których nie dało się ujarzmić cudzą ręką.
Może i był grzechem ― lecz jakże słodkim, jakże zręcznie wprawiającym serce i ciało w stan miękkiego, rozlewnego uniesienia, które nie domagało się jutra. Jej ciało nie znało wielu; wybiórczo mogła ich policzyć na palcach jednej dłoni, zostawiając dwa ostatnie, jeszcze niezgięte, na koniec. Ostatni miał być najsmaczniejszy i najmniej dostępny ― dla świata, ale i dla niej samej; by się nie znudziła, by mogła zyskać przewagę, by umiała podziwiać męską niemoc po nocy spełnionej na równi dla kobiety i mężczyzny. I chyba nie domknie szybko tej piątki, zostawiając trójcę ulubionych na prywatnym podium pamięci, z nim gdzieś pomiędzy ― jeszcze nie nazwanym, jeszcze niepewnym. Nie, było zbyt wcześnie na dojmującą wiarę w taki aspekt; zbyt świeże było to uczucie, by nadać mu rangę ostateczności. Wolała trwać w półcieniu, w zawieszeniu, pozwalając, by słodkie złudzenie oddychało własnym rytmem.
― Słodkie obietnice potrafisz... tkać ― Mruknęła na powrót, gdy znów znalazł się w zasięgu jej przyspieszonego tchnienia; gdy smukłe palce kobiecego animuszu mogły ponownie sponiewierać jego włosy i policzek, jakby w akcie cichej konfiskaty uwagi. Chciała mu okazać, jak skutecznie odbierał jej myśli — więc obdarzyła go litościwym, niemal wyzywającym uśmiechem, podszytym świadomością własnej władzy. W upojności namiętnego pocałunku odnalazła dziwną stateczność, jakby właśnie w tym chaosie ciał i oddechów istniał jedyny porządek, który potrafiła zaakceptować. Przysunęła się bliżej, ciało do ciała, błagając nie słowem, lecz napięciem mięśni o większą uwagę. ― Na jedną noc, mój ― Na więcej, jeśli tylko zechciał... W prymitywnym spieku drobnej dominacji, w zadziornym skubnięciu jego wargi, złożyła obietnicę ― niemą, lecz czytelną ― że jeszcze ją popamięta. I gdy tchnienie męskiego obiektywu władzy znów dotknęło subtelności jej słabości, westchnęła półsłówka nikczemne i rozwiązłe, wypowiadając dokładnie to, co chciał usłyszeć. A jednak, pod warstwą tej gry, jej duch i serce pozostawały nienaruszone, zamknięte w sobie, wierne tylko jej samej: ― Mój.
Wszakże mógł się nią bawić, igrać półuśmiechem i napięciem chwili, jednak w jego oczach nie czaiła się pogarda wobec struktury kobiecego uniesienia. Nie było tam chłodnego rozbioru ani żądzy dewastacji ― raczej coś na kształt ostrożnej chęci zachowania, jakby rozumiał kruchość tego, co między nimi drgało. Samotności nie dało się tak zwyczajnie usunąć z pola widzenia; bywały utkane w samą tkankę jestestwa, w siatkę spojrzeń i mikroruchów źrenic. W jego brązowej okowie czaiło się coś nieodgadnionego, coś, co nie chciało zostać nazwane zbyt szybko.
Było w tym spojrzeniu ciche proszenie o poznanie i odkrycie ― nie przez kogokolwiek, lecz przez kogoś obecnego, uważnego, godnego tej intymnej archeologii duszy. Tajemnica, którą niósł, nie była krzykliwa; raczej wybiórczo utkana z przemilczeń, z chwil, gdy milczał dłużej, niż wypadało, i gdy jego dłoń zatrzymywała się w półruchu, jakby pytała o pozwolenie.
Szeptała mu słodko alegorie wielbienia o nim.
Niż o całym świecie.


| zt x2
    Odpowiedz
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-02-2026, 12:07 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.