• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Rozgrywka > Mgły czasu > Izba Pamięci > 02.01.1958 | No two nights are alike
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
Wczoraj, 00:51

No two nights are alike
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
Wczoraj, 00:57
Czyż zgrzeszyła owego pamiętnego wieczoru — niedawnego, wczorajszego — utkanym z rozterki, marzenia i narastającego zniecierpliwienia? Myśli wracały tam jak ptaki do miejsca, gdzie raz znalazły ciepło. Do rozmów prowadzonych pełnym tchem, jednej i drugiej, splatających się gdzieś pomiędzy pomrukiem zadowolenia z zasłyszanej historii a ugaszonym pragnieniem jednym, powściągliwym łykiem szampana, potem wina, które rozwiązywało język, lecz nie zdradzało wszystkiego. Pamiętała leciwe namaszczenie krystalicznie czystej krawędzi kieliszka — palce sunące po szkle z nabożną ostrożnością — i ślad karmazynu pomady, zdegradowany do znaku obecności, do pieczęci chwili. Pamiętała uśmiech, który winszował mu wspaniałomyślność i zdrowie, jakby zgłoski były zaklęciem, nie tostem. Mu? Kimże właściwie był… Och, chyba nadal był — w zawieszeniu między wspomnieniem a teraźniejszością, której nie chciała nazwać.
Wróciło do niej tchnienie sylwety: rozleniwione ciało, miękkość satyny i futra, ciepło pościeli, które nie obiecywało niczego poza spokojem, a jednak znaczyło więcej. Jakby noc szeptała jej do ucha, by nie rozliczać się z win, które nie miały świadków. Jakby grzech był tylko innym imieniem dla pragnienia, które nie zdążyło się spełnić ani całkiem wygasnąć.
Ugh — zatrzymała się nagle w tej spirali obrazów.
Gdzież była?
Wróciła do siebie jednym, ostrym oddechem, wiedząc, że pamięć potrafi być bardziej natarczywa niż rzeczywistość — i równie niebezpieczna.
Nic już nie powróci — powtarzała sobie z uporem godnym modlitwy, jakby to jedno zdanie miało moc zamknięcia przeszłości w skrzyni bez klucza. Ot, czas już zapomniany, złożony do archiwum chwil, które nie powinny mieć prawa się odzywać. A jednak w lustrach wciąż zasiadała ciemność, osiadała ciężko na taflach szkła i ciemiężyła prawdę o niej samej. Prawdę niechętną, nieprzystającą do wyuczonej elegancji. Biada patetyzmowi tej chwili nostalgii — myślała — biada tej mrocznej twórczości własnego bytu, która każe rozdrapywać rany tylko po to, by upewnić się, że wciąż bolą. Mruknęła cichutko, niemal niedosłyszalnie, wspierając się łokciem w miękkości materaca. Uniosła się na swym miejscu, z wolna, jakby ciało należało do kogoś innego. I wtedy przyszło pytanie — ciche, zdradliwe: czuła… właściwie co?
Nic.
Potworne nic, rozlane w niej jak zimna woda.
Zastygła nagle. Czuła obecność. Lakoniczną, ledwie uchwytną, jak oddech wstrzymany tuż przed snem. Kogo? Czego? Nie potrafiła określić, a jednak było to nad wyraz przyjemne do podziwiania. Tuż obok niej. A może za nią. W półmroku, pośrodku sennego usposobienia i spokoju, który nie pytał o winy ani żale.
Nie odwróciła się. Nie uciekła.
Pozwoliła tej obecności trwać — jakby była częścią nocy, jakby należała do niej od zawsze.
Och. Jej słodki grzech.
Męskie ciało nie przejmowało się niczym — zastygłe w półśnie, ciężkie od spokojnego oddechu, jakby świat mógł się rozsypać, a on i tak pozostałby w tej samej pozycji. A jednak był tuż obok. Zbyt blisko, by udawać obojętność. Skóra dotykała skóry, targniona i rozgrzana, niosąc na sobie wspominki zapalczywej nocy utęsknienia, zapisane nie w słowach, lecz w cieple i pulsie. Minęło wiele czasu, znów zbyt wiele, odkąd widzieli się ostatnim razem — i może właśnie dlatego teraźniejszość smakowała tak intensywnie.
Ach, Lorcan Lestrange.
Jej najsłodszy sekret. Lakoniczne brzmienie uzależnienia, które nie potrzebowało deklaracji ani obietnic. Wystarczała sama obecność, ciężar ramienia, rytm oddechu, cisza między nimi, w której mieściło się więcej niż w niejednej rozmowie. Palce, jeszcze ospałe, przerzuciły długie włosy na ramię, gestem czułym i bezmyślnym zarazem. Wargi, wyzbyte karminu, raz i drugi zamajaczyły na skórze silnego ramienia — nieśpiesznie, jak powitanie poranka i jego samego. Był w tym geście spokój, niemal domowość, jakby noc nie była odstępstwem od reguły, lecz jej naturalnym przedłużeniem. Leżała tak chwilę dłużej, wsłuchana w ciszę przerywaną jedynie równym oddechem. I chyba nie chciało się opuszczać łóżka zbyt szybko. Bo w tej jednej, zawieszonej chwili świat nie domagał się decyzji, przyszłość nie stukała do drzwi, a grzech — jeśli nim był — wydawał się łagodny, niemal usprawiedliwiony.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Lorcan Lestrange
Akolici
Wiek
36
Zawód
Historyk; poszukiwacz artefaktów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
14
8
OPCM
Transmutacja
10
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
9
Brak karty postaci
9 godzin(y) temu
Niespokojny sen, jak mara nawiedza umysł zsyłając nachalnie; sceny, pozy, akty – tak śmiałe w swym wybrzmieniu, odważne, a przede wszystkim namacalne, że odróżnić ciężko majak senny od jawy. Brnie w tym zagrzebany po uszy, jakby na zatracenie własnej świadomości, bo uczucia tak śmiałe napełniają pustą przestrzeń klatki żeber – wypełniając ją ciepłem które, nawet jeśli fałszywe i chwilowe podyktowane urokiem chwili, a także alkoholem, są jednak na ten czas wszystkim tym, czego pragnął.
Świat tańczył wśród płatków śniegu ospale sunących ku ziemi, co kołderką puchową okrywają świat dzikiej północy. W blasku ognia profil jej twarzy skrywającej piękno oblicza budził uśpione wątpliwości, ten śmiały wzrok, co spoczywał na nim, ilekroć pokonywał kolejne zasieki – dryfował po jego bliznach, jakby badała w myślach genezę ich powstania. Czuł pragnienie drzemiące w słowach płynących jak rzeka. Cierpliwie czekał i łapał w pułapkę półsłówek, gdy błyskotliwość ciętej odpowiedzi, jak lodowy bicz strzelała z jej ust. Śmiało sprostał wyzwaniu, które mu rzucała; ze wzrokiem wabiącym znad kieliszka szampana – chłonął ją, tę chwilę gry, igraszki, co pozwalała na chwilę zapomnienia i ucieczkę od świata.
W amoku pragnienia drzemiącego na serca dnie; w przypływie sprawczej pewności siebie, kieruje tor dalszych wydarzeń na zamknięte obszary prywatnego pokoju, gdzie przytulny komfort łączy się z atmosferą zimowego zapomnienia – snu o miłych przeżyciach.
Pozwala sobie na zdjęcie tej maski obojętności, do jakiej tak przywykł w dniu codziennym emanując emocjami, którymi dyryguje ona; tak śmiało i pewnie, jakby czyniła to nie pierwszy raz, a jednak tak było. Chemia łącząca dwie zbłąkane dusze w tym lodowym zakątku świata sprawiała, że chcieli się więcej; wygłodniali czułości, której życie poskąpiło im tam, skąd pochodzili.
Taniec ciał, wśród cieni malowanych w dogasającym żarze sączącym się bursztynową poświatą węgli. Figury i pozy utkane z chwili wykalkulowanej przez mężczyznę przyjemności; niosąc ją na barkach doświadczenia, a także naturalnej potrzeby satysfakcji; dawał jej wszystko, czego mogła pragnąć, a nawet więcej. Bo nie znał granic w tym obłaskawianiu. Bo tego chciał, aby w momentach szczególnych, gdy patrzyła na niego oczami spod wachlarzy czarnych, gęstych rzęs, mógł dostrzec przebłyski prawdy, którą skrywała podskórnie i w tych wyjątkowych chwilach ukazywała dzieląc się, tą intymnością i czarem wspomnień – zapisując się w pamięci na dłużej, niż samotnie tańczący płatek śniegu w grudniowe popołudnie.
Uśmiechał się za każdym razem, gdy szeptała jego imię w sposób charakterystyczny, nieco prowokujący, a zarazem przyjazny. Wilcza ta natura szła w parze z odruchami, mogącymi zaskoczyć, lecz ona zdawała się grać na podobnych strunach. Szarpiąc momentami, niektóre z nich i oczekując reakcji.
Przebłyski jawy w śnie przerywanym były jak momenty, których z początku nie potrafił odróżnić. Sklejone w jeden ciąg wydarzeń wspomnienia tworzyły nieprzerywalny splot i jedynie, gdy faktycznie uciekał od pułapki senności, odnajdywał się w labiryncie prawdy.
Wciąż trwając w niezmienionej pozycji z zamkniętymi powiekami, lecz świadomy ruchu zareagował łagodnie, bo wiedział, że gdyby chciała, potrafiłaby zniknąć, bez śladu pozostawiając go wyłącznie ze wspomnieniami.
Dłoń sunie pod warstwą puchowej pościeli i pewnie obejmuje kobiecą talię. A w półmroku, jaki oddziela ich twarze, dostrzegalny jest rozleniwiony, uśmiech. Dopiero kiedy czuje pod opuszkami palców ciepło jej ciała, otwiera oczy nawiązując kontakt wzrokowy.
— Niech ten sen jeszcze trwa — szepcze w imię cichego pragnienia, co na serca dnie zalega. Pozwala jej decydować o wszystkim, bo sam zadeklarował się w sposób oczywisty i nie chciał od niej uciekać. A poczucie zrozumienia, jakie złapali upewniało go przynajmniej w jakimś stopniu, że i ona podzielała tę opinię, lecz teraz, gdy ranek nadchodził, a umysł trzeźwiejący po upojnej nocy odnajdywał zatraconą równowagę odpowiedź, mogłaby być zupełnie inna, niż ta, jakiej oczekiwał.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Melusine Rookwood
Czarodzieje
żeby był, żeby chciał być, żeby nie zniknął
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
6 godzin(y) temu
Blisko i jeszcze bliżej ― jakby przestrzeń między nimi była tylko złudzeniem, cienką membraną, którą łatwo rozerwać w nieobyczajnej słabości jednego ku drugiemu; a może tylko jego ku niej. Łaknęli się na nowo, niespokojnie, z tym nieprzyjemnym drżeniem, które rodzi się tam, gdzie pragnienie styka się z wstydem. Afirmując doń bolesne skurcze i liche zmęczenie po nocy zbyt krótkiej, zbyt płytkiej, próbowała dojść do konspektu własnego upadku ― jak do mapy, która i tak prowadziła w przepaść. Wszakże kochać nie potrafiła; to kłamstwo jawiło się boleścią na drgającym koniuszku języka, gdy zwilżyła dolną wargę, jakby chciała zetrzeć z niej ciężar niewypowiedzianych słów. Udręczenie ― inne określenia były zbyt łagodne. Sama nie wiedziała, co myśleć o tym wszystkim, bo myśli rozpadały się pod naporem ciała, wspomnienia i obecności. Bolało, przyznawała w ciszy, gdy mieszał jej w licu samym pojawieniem się, tak niespodziewanym po kolejnych miesiącach, pośród skandynawskiej bryzy i chłodu, który winien był hartować, a tylko obnażał.
― Mam być tylko nocną marą? ― Sponiewierani wzrokiem, spragnieni wspólnego przeżycia i rozmów wszelakich, trwali w tej zawiesinie półgestów i półsłów. Lubiła chłostę jego zachrypniętego głosu o poranku, lubiła dyrektywy, które brzmiały jak kusząca alegoria, nie jak rozkaz. Niebezpieczne, że to znowu pęta, słyszała w sobie echo jednej, natrętnej prośby ― nie zostawiaj mnie ― wypowiadanej nie ustami, lecz całym, zdradliwie wiernym ciałem. ― Może pragnęłam, by wczorajsze obietnice nie były tylko obłudą dla papierowych chwil… ― Mruknęła, słodko dywagując o sprawach ważnych i małostkowych, między jednym westchnieniem a drugim można było bezkarnie rozstrzygać losy świata. Igrała z nim i z władzą kontrolną, którą rościły sobie męskie dłonie zakleszczone na sylwecie jej kobiecego usposobienia ― pewne, ciepłe, zbyt świadome własnej siły. Na to słodkie dzień dobry upodobania pozwoliła sobie na leniwe zawłaszczenie przestrzeni: wygodnie wsparła ciało o męski tors, nogę przesuwając przez biodro w geście naturalnym, niemal niewinnym, jakby należało jej się to od zawsze. ― Więc będziesz jedynie marzeniem na kolejne miesiące, które serce tęsknotą będzie nawiedzać?
Opuszkiem palca rytowała zawijasy własnej drogi przez mostek ku męskiej żuchwie, myśląc niebezpiecznie wolno. Taki ładny i taki… właściwie kogo mógł być? Odpowiedź niosła ciężar potężnego nazwiska, wieńczącego jego pochodzenie, błękitnej krwi wielkiej Anglii, dziedzictwa, które nigdy nie było tylko dźwiękiem. Ichniejsze nazwiska miały w sobie przekleństwo ― mąciły w głowie, nie obiecywały stabilność i jawiły zgubę.
Czuła to aż nazbyt wyraźnie, gdy uśmiech wymykał się spod kontroli, a myśli stawały się zdradliwe. Okrutnicy ― pomyślała z cichą ironią, wiedząc, że nie mówi tylko o rodach i genealogiach, o nich wszystkich, o mężczyznach utkanych z historii, którzy wchodzili w jej życie, zostawiając po sobie ślady trudne do wymazania. Boleść serca wybiórczo, bo zakazany romans miał nie znaleźć zwieńczenia nigdzie. Jakże to było bezpieczne i soczyście pociągające.
― Gdzie znowu się ukryjesz, hm? ― Zabierzesz mnie? Rozbój wewnętrznego rozbicia rozkwitał w niej jak chorobliwie piękny kwiat, trwoniąc przez zadrę ciemiężny płomień, który zbyt długo był tłumiony rozsądkiem. Ciało walczyło o jego szczególne względy z uporem niemal niegodnym jej dumy; a chociaż nielitościwie mięśnie spinały się raz po raz, rzucając animozje cichego protestu, wargi ― pogardliwie miękkie ― sunęły po rozgrzanej skórze, jakby znały ją od zawsze. Znały i kusiły, ileż razy? Chyba trzeci i możliwie ostatni, nie dając powodu do przyzwyczajenia. ― Elsklingen min, gdzie?
Okraszała ją najwyższą czułością i zadziorną aprobatą, balansując na granicy gry i wyznania. Raz, kąśliwie i z rozmysłem, uraczyła go spiekotą niewinnej plamki jaśniejącej fioletem u podstawy szyi ― pieczęcią chwili, znakiem nieposłuszeństwa wobec jutra. Oj, byłże jej na kolejne dni nim znak zniknie i ona wróci do rzeczywistości; do porządków, które nie znoszą takich śladów, i do ról, w których nie wypada nosić dowodów słabości. A jednak pozwoliła sobie na tę krótką anarchię, na szept skóry i oddechu, na pamięć, która zostaje dłużej niż barwa na ciele. W tym jednym geście zawarła obietnicę i winę, smak triumfu i koszt, który przyjdzie zapłacić później ― gdy już znów będzie musiała być gorszą wersją siebie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.