• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Londyńskie Zoo
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
07-01-2026, 14:39

Londyńskie Zoo
Za skrzypiącą, żelazną bramą rozciąga się zupełnie inny świat od zatłoczonego centrum Londynu. Po przekroczeniu furtki odwiedzających wita cywilizowana egzotyka: to kręte alejki wysypane jasnym żwirem, niskie płotki, betonowe wybiegi o obłych kształtach i tabliczki z nazwami zwierząt oraz dokładnym opisem ich zwyczajów. W Londyńskim Zoo można podziwiać gatunki słodkie - jak pandy, koale i żyrafy - ale też niebezpieczne - lwy, goryle oraz niedźwiedzie. Wybiegi są stworzone raczej z myślą o bezpieczeństwie zwiedzających niż komforcie zwierząt. Nieznośni chłopcy bębnią w kraty, dziewczynki próbują karmić słonie biszkoptami przeznaczonymi na podwieczorek, a dorośli tylko czasem zwracają im uwagę, woląc skupić się na spacerze, papierosie, herbacie z papierowego kubka, konsumpcji mięsnego pasztecika albo lekturze świeżego dziennika.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
07-01-2026, 15:06
21 kwietnia

Stopa za stopą, toczymy się raczej leniwie w miłosnym skrzywieniu. Ja od strony jezdni, ruchliwej ulicy, by chronić ją od wszelkiego złego, ona po drugiej, pasie wielkie oczyska kolorowymi witrynami sklepów. Tu cukierki na wagę, tam pasmanteria z jedwabnymi wstążkami i różnokształtnymi guzikami, a za rogiem malusieńki sklepik ma modystka, szczycąca się ręczną robotą woalek, stroików i filcowych kapeluszy. Trzymam Sandy mocno przy sobie, moje ramię oplata jej barki i choć nie jest to najwygodniejsza spacerowa poza, odpowiada nam z kilku względów. Po pierwsze, pilnuję, by nie zerwała się ze smyczy i czynności oglądania prędko nie zamieniła w kupowanie. Po drugie, jesteśmy ściśnięci jak sardynki, ale przylegamy do siebie zupełnie naturalnie, nasze zapachy się mieszają, więc ona waniaje jakby była przodowniczką pracy przy wydobywaniu węgla, a mnie oblepia kwiatowa słodycz, tak ostra, że aż kicham potężnie.
– Masz chusteczkę? – pytam, nie robiąc jej wyrzutów o ten nagły atak na receptory węchu. Tak jest mała, pokaż całemu światu, że cię stać - no bo niby kto zabulił za ten fikuśny flakon pełen perfum, w których chyba się dziś kąpała? Oczywiście, że ja, więc idź, idź, roznoś ten zapaszek, powoduj ból głowy i zbiorowe omdlenia w autobusach, bądź szczęśliwa, uśmiechnięta, zadowolona i poratuj mnie tą chustką, a spędzimy idealne popołudnie tylko we dwoje. Bez krzyków, bez kłótni, bez widelców wbitych w dłonie (przesadzam, tego jeszcze nie było), za to dokładnie według agendy, którą układam pieczołowicie, naprowadzany delikatnymi aluzjami Sandy, które traktuję oczywiście jak muszki-owocówki w lecie - udaję, że ich nie ma. Ja proponuję spacer, ja organizuję wyjście, ja życzę sobie, żeby nałożyła ołówkową spódnicę i lawendową bluzeczkę z bufiastymi rękawami, w której jej cycki wyglądają naprawdę potężnie. Ja też otwieram jej drzwi, ja stoję w kolejce po dwa bilety do zoo, wszystko z własnej, nieprzymuszonej woli. Tak, tak, przez kolejny tydzień będę napawać się tym, jaki jestem sprytny i wspaniałomyślny, przez kolejne siedem dni będę jej wypominać ten wypad, kiedy tylko spróbuje mi odmówić: wszystkie argumenty moje, mam ją całą, calutką w garści (taka jest przecież malutka). Oczywiście, że nie zwracam uwagi, że ostatnio często nosiła zwierzęce motywy: szalik w leopardzie cętki, spódniczkę w krowie łaty, golfik w zeberkę. Akurat wpadło nam do skrzynki mnóstwo reklam - ulotka z zoo to też pewnie przypadek i żadna sugestia, która wpływa na moje plany i decyzje.
– Co chcesz zobaczyć? Tu najbliżej jest basen z flamingami – podsuwam jej pod nos kolorową mapkę z zaznaczonymi ścieżkami, którą wciskają mi razem z kartonikowym biletem. – Widzę, że są też goryle, pandy i tygrysy – dodaję, ze zmarszczonymi brwiami studiując plan ogrodu. Szykuję się na doprawdy milusie porównania, kiedy tylko znajdzie młodą samiczkę i siwiejącego samca, o, patrz, przecież to my, gotowy znosić je w imię wieczoru tylko dla mnie, gdy rozsiądę się przed telewizorem z piwem i orzeszkami.
– Słuchaj Sandy, skup się. Za parę dni będę potrzebował twojej pomocy, to ważne – ściskam ją za rękę, kiedy tak drepczemy wysypaną żwirkiem ścieżką, szukając wystawowych zwierzątek. Jakiś kilkulatek wyrywa się z rąk swojej opiekunki i na łeb na szyję biegnie przed siebie, imitując odgłosy strzelania z pistoletu (dziecko wojny, jak nic), a niedaleko nas potyka się i pada jak długi, włączając syrenę. Ja zaczynam rechotać, ale śmiech zamiera mi w gardle, kiedy napotykam pełen dezaprobaty wzrok Sandy. – No co? – jeszcze się bronię (stary dureń) – przecież się nie słuchał – a niegrzeczne dzieci muszą ponosić konsekwencje, tak? Moje pośladki chyba nie są równej wielkości, ale nie przyglądałem się im na tyle, by móc poddać to rzetelnej ocenie. W każdym razie ja wyrastam na ludzi.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Sandy Wilkes
Czarodzieje
tell me who I am – do I provoke you with my tone of innocence?
Wiek
21
Zawód
fryzjerka, niania, drobna złodziejka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
2
Siła
Wyt.
Szybkość
5
7
13
Brak karty postaci
09-01-2026, 15:15
Od półtora tygodnia wyglądam tak, jakby wyjęli mnie z przyrodniczego elementarza dla dzieci; bywam pumą, wcielam się w tygrysa, innym razem swobodnie drepczę jak zebra na prerii, miejskiej pustyni albo osiedlowej sawannie. Zrobić mi zdjęcie, wyciąć, wkleić do podręcznika — zrobiłabym to za darmo, odpuściła tantiemy i nie upominała się o żadne sykle, ani nawet lichy barter; ku nauce, ku lepszemu światu.
Daniel lat ma nieco więcej niż przeciętny bywalec szkoły podstawowej, może dlatego zrozumienie aluzji — o czym będzie dzisiejsza lekcja, drogie dzieciaczki? — przychodzi mu z nieco większym trudem; przecież to było dawno, dawno temu. Ja jednak decyduję się być miłosierną i cierpliwą nauczycielką, drewnianą linijkę do bicia gówniarzy po łapach chowam w skórzanej aktówce i czekam aż refleksja nadejdzie sama; na końcu dnia, tęczowej polanki i moich coraz bardziej desperackich próbach, lampka w końcu się zapala — aha, eureka!
— Mhmm — ładna, biała i z jednym wyhaftowanym kwiatuszkiem; z rąk do rąk, księżniczka ofiarowuje swojemu rycerzowi chusteczkę i zaraz, za momencik, będziemy żyć długo i szczęśliwie. Nawet i ekstrawagancko, bo dziś nie decydujemy się na to, żebym udawała małoletnią i wcisnęła się przez bramki na bilecie ulgowym — dzisiaj jestem damą w cętkowanej spódnicy i wysokich platformach; jesteśmy w zoo, więc obcasik wykonany z korka, żeby pasował do przyrodniczego klimatu.
Uśmiech na twarzy, ulotka w dłoniach; fluorescencyjne kolory zakłamują rzeczywistość i sprzedają nam obrazy wielkich, wielobarwnych zwierzątek. Ulegam tej wizji i chłonę każdy zakamarek na drukowanym papierze, chcąc znaleźć punkt numer jeden dla naszej wycieczki. To prawdziwa wyprawa, świadczy o tym przyjemna pogoda, przyjemny Daniel, przyjemny uśmiech i cała masa smakołyków w torbie, którą potraktowałam zaklęciem zmniejszająco—zwiększającym. Kanapeczki wycięte w trójkąty, garść owocowych landrynek, precelki w tekturowej torbie; jeśli szczęście dopisze, tym ostatnim może nawet podzielę się z jakimś orangutanem albo inną sarenką.
— Pandy — wyrokuję, kiedy pyta mnie o cel trasy numer jeden; od ogółu, do szczegółu — od słodkości, do brutalności. Najpierw popatrzymy na czarno—białe misie, później sprawdzimy tygrysy, a mnie pewnie zrobi się nagle dużo cieplej; nie potrafię zrozumieć, ale na ich widok zawsze nieco się ekscytowałam. Ich wizja i tym razem wywołuje drobne motyle w brzuchu, dość prędko zapominam nawet o dziecku, które jak długie pocałowało żwirową uliczkę i właśnie wysłuchujemy metodycznego trajkotania jego matki.
— Pandy zjadają mnóstwo bambusa w ciągu dnia. Pewnie dlatego są takie grube — ciekawostka z kategorii niepotrzebnych, ale jak usprawniających działanie we wszechświecie. Dzięki mnie, Daniel Dodge odhacza kolejny punkt know—how interakcji z dzikimi zwierzętami.
Parkowa uliczka bujnych paprotek i pokrętnych lian połyka nas w całości; zielono nam i miło, rozczulam się werbalnie i ciągnę go w kierunku klatki ze śmiesznymi wielkoludami, którym ktoś na początku ewolucji podbił oko i teraz muszą tak paradować, prawie jak z rozmazanym tuszem do rzęs.
— No, to co to takie ważne? — pytam, podchodząc bliżej miejsca, w którym od małej i dużej pandy dzieli nas góra siedem metrów i przerdzewiały, stalowy pręt.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Daniel Dodge
Czarodzieje
I'm asking you to come there and make me look good. Alright?
Wiek
44
Zawód
Inwestor, Złodziej, Diler, Szmugler
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
11
5
Brak karty postaci
09-01-2026, 21:59
To nie tak, że nie widzę nowego motywu przewodniego w jej strojach. Na krótkiej liście domowych obowiązków faceta, który mieszka z kobietą, ale nie dzieli z nią wspólnego nazwiska, na miejscu pierwszym są przecież codzienne komplementy. Tutaj trzeba być nie tylko spostrzegawczym, ale również zmyślnym, kreatywnym i najważniejsze: za-po-bie-ga-wczym. Ślicznie wyglądasz kochanie, pięknie pachniesz kochanie, wyjątkowo promieniejesz kochanie, czy to nowa bluzeczka, kochanie? - mam cały notes takich tekstów przechowywanych na okazję od A do Z, a także na te wypluwane serią z karabinu maszynowego zupełnie bez powodu.
W poniedziałek Sandy nosi szaliczek w cętki - pasuje do mojej kamizelki z frędzlami, którą pewnie ubrałbym na safari. We wtorek ja przwydziewam spodnie, które kupiłem z pięć lat temu w odzieży na wagę, spinam je skórzanym paskiem z wielką klamrą, na głowę zakładam kowbojski kapelusz, a ona wybiera krowie łaty. To już pomijam milczeniem, ale w tej spódniczce jej dupa przyciąga mnie jak pole grawitacyjne. Z kolei w środę, kiedy słońce wspina się wyjątkowo wysoko jak na londyńskie standardy i można zdjąć marynarę, za to trzeba ubrać okulary przeciwsłoneczne, dopasowujemy się czarno-białymi pasami. U mnie na obwódkach bryli, a u niej na bluzce ze stójką przy szyi. Przypadek?
Ha-ha-ha, nie znacie mojej Sandy.
Dla mnie zmieni kolor włosów i fryzurę. Dla mnie ubierze buty na obcasie, które dodadzą jej piętnastu centymetrów wzrostu. Dla mnie wyleje na uda gorący wosk i zedrze go plastrami, no i dla mnie otworzy buzię i dzielnie połknie swoją dzienną porcję witaminek C i B. Nasza zgodność wykracza więc poza ingerencję chichotu losu tudzież poleganiu na tym, co szafa wysra. A ja - widzę, bo chwalę, słodzę aż do przesady. Koń umarłby od takiej dawki cukru, połamałby sobie wielkie zęby na niestandardowej wielkości białym sześcianie. Ot, to tak dla wizualizacji skali mych starań, idących w parze z jej wdzięcznością. Hałaśliwie wycieram nos, a chustkę upycham w kieszeni jeansowej kurtki - bo przecież nie zwrócę jej z powrotem z zielonym gilem w środku. Tylko jedno “ale”; musimy wrócić, zanim temperatura drastycznie spadnie. Dlaczego? Ano dlatego, że kurtka wyląduje wówczas na jej ramionkach, rączki powędrują do wszystkich schowków na cały męski dobytek i natknie się na coś, na co nie powinna. Zużyta chustka - mogło być gorzej, co? To mogły być gumki, po których od razu zrobiłaby awanturę, bo my ich nie używamy; nawet jakby sam diabeł robiłby za mojego adwokata, miałbym dokumentnie przechlapane. To nic, bo ostatecznie, to nie mój problem. Trzymając Sandy za dłoń i prowadząc ją jak opiekun źrebiątko na wybiegu - problemu nie mam żadnego.
– Mogą być pandy – godzę się bez większej refleksji, ale też i bez entuzjazmu. Z Sandy ta radość aż tryska, jakby była plastikowym jajkiem na Śmigus-Dyngus, łatwo ją zadowolić. – Co jeszcze mi opowiesz? – podpuszczam ją, gotowy na zalanie kompletnie nieistotnymi informacjami, które wpuszczę do lewego ucha, a gdzieś w połowie kanału słuchowego będzie wielka strzałka z napisem “do wyjścia” i hop-hop-hop, wiedza uleci prawym uchem. Mogę słuchać jej godzinami, nieważne czy relacjonuje mi narzeczeńskie sprzeczki Betty i Misiaczka, nadaje o centrum handlowym, które buduje się od pół roku i mają je otworzyć za trzy miesiące kilka przecznic od naszej kamienicy, rozwodzi się nad kaloryką żółtego sera, czy czyta instrukcje obsługi nowego tostera. Lubię, kiedy mówi, kiedy kłapie jadaczką, a jej szczęki rozsuwają się i składają, wypluwając słówka: okrągłe, nieistotne, błahe. Nie przyznam się do tego, będę ją uciszać, mówić, że od gadulstwa boli mnie głowa, sprytnie proponować grę w Króla Ciszy, a tak naprawdę mógłbym zasypiać do jej monologów jak do ulubionych kołysanek.
– Chcę, żebyś zrobiła porządek w piwnicy. Będę niedługo potrzebować trochę miejsca, upatrzyłem sobie taki jeden sklep i wiesz, trzeba będzie gdzieś zrzucić towar – odpowiadam, patrząc jak duża panda żuje bambusa. Je go tak wolno, jakby robiła to w zwolnionym tempie. Nic dziwnego, że są na skraju wyginięcia, w dziczy nie daję im żadnych szans. – A wcześniej pójdziesz tam zrobić rekonesans, pogadać z właścicielem, wiesz, standardowa procedura – dodaję, drapiąc się po brodzie. Mała lubi czuć się potrzebna, a sprzątania nie potraktuje odpowiednio poważnie bez bojowego zadania. – Tylko że ten sklep jest na Nokturnie – i w tym cały szkopuł. – Poradzisz sobie, cukiereczku? - mała panda właśnie spada z karłowatego drzewa i rozlewa się na ziemi jak futrzasta ciecz. Ile z naszej rozmowy Sandy zarejestrowała? Może z piętnaście procent. Już ćwiczę mentalnie i przygotowuję się psychicznie na Danny, weźmiemy ją do domu?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:41 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.