• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Klub "Athenaeum"
Klub "Athenaeum"
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 14:37

Klub "Athenaeum"
Ekskluzywne miejsce spotkań londyńskich dżentelmenów, gdzie intelekt i tradycja splatają się w harmonijną całość. Za masywnymi, drewnianymi drzwiami kryją się przestronne wnętrza, wypełnione mahoniowymi panelami i regałami pełnymi starannie wyselekcjonowanych książek — od klasycznych dzieł literatury po najnowsze opracowania naukowe. Wysokie sufity ozdobione sztukateriami oraz miękkie, skórzane fotele tworzą przestrzeń sprzyjającą poważnym rozmowom i wymianie myśli. Członkowie Klubu Athenaeum to przede wszystkim wpływowi intelektualiści, naukowcy i artyści, którzy cenią sobie prywatność i towarzystwo równych sobie. W salonach często rozbrzmiewają dyskusje o polityce, filozofii i sztuce, prowadzone przy kieliszku wykwintnego koniaku lub cygarze. Każdy detal — od kunsztownych dekoracji po starannie dobrane dzieła sztuki — świadczy o historii i prestiżu tego miejsca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Zacharias Crouch
Nieaktywni
Wiek
36
Zawód
pracownik naukowy Evershire College
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
17
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
12
6
Brak karty postaci
18-10-2025, 19:31
Mógł jaśniej się wypowiadać. Czasami łapał się po czasie, że jego słowa nie zawsze mogą być odebrane tak, jak tego pierwotnie chciał. Przecież nikt nie miał wglądu w jego myśli a to, że wiele spraw rozwijał właśnie w głowie, ostatecznie wyrzucając z siebie komunikaty, które były jedynie ich ułamkiem, okazywało się często dość problematyczne.
— Och, to zupełnie nie tak — zaprzeczył, kręcąc lekko głową. Nie chciał spłoszyć Gethena czy go zniechęcić do prowadzonych badań. Musiał więc zaraz wyjaśnić mu wszystko dokładnie, żeby ten wiedział, co miał na myśli. Odchrząknął i z zamiarem kontynuowania dalej, splótł dłonie przed sobą, a oczy uniósł na wysokość twarzy towarzysza. — Do tej pory była to dla mnie zmienna, która nieco kolidowała z pierwotną próbą badanych. Dostęp do osób nie obarczonych chorobą był w jakimś stopniu prostszy, było ich więcej, stąd mój wybór. Rzecz czysto praktyczna. Krucza Migrena w niczym tu nie przeszkadza, może być po prostu czynnikiem istotnie wpływającym na posiadane wizje, dlatego wyniki z grup mieszanych mogłyby być niewymierne. Sam rozumiesz. — Odpowiedział najjaśniej jak tylko potrafił i miał nadzieję, że tym uspokoił Gethena. Potem przeszedł do kwestii, którą ten zaproponował, było to coś niezwykle kuszącego i tak jak sam wcześniej stwierdził, godnego zbadania. Na ten moment jednak nie chciał wybiegać tak śmiało w przyszłość, a za cel postawił sobie jak najlpesze opisanie i zrozumienie postaci Scamandera. Mechanizmów, które rządziły jego i tylko jego osobą. — Myślę, że do wszystkiego dojdziemy prędzej czy później — przyznał, chcąc być może nieco urealnić kwestię badań, nic więcej jednak nie zdradzał, bo też i myśli odpłynęły w zupełnie innym kierunku. Tak jak sądził, młodszy od niego jasnowidz zainteresował się historią którą on sam ze sobą niósł, co było zrozumiałe. Współdzielenie niektórych doświadczeń było kwestią bardzo ważną i budującą podwaliny dla zaufania.
Czy faktycznie było tak, że posiadana umiejętność ukierunkowała go na dalsze życie? Z całą pewnością, bo od małego mierzył się ze specyficznymi problemami, a rozwiązanie ich stanowiło wtedy jeszcze najważniejszą siłę napędową dla młodego umysłu. Dopiero z czasem pojął, że często bardziej niż własne dobro, zaczęło interesować go dobro całej grupy, do której się zaliczał. W swych najśmielszych pragnieniach wizualizował czasy, w których jasnowidzowie pozbawieni byli lęku oraz niepewności co do tego, jakie doświadczenia zgotuje im los. Były to czasy, w których mogliby kontrolować swoje umiejętności i w pełni wykorzystywać je dla dobra ogółu. O tym nie chciał teraz mówić i zamiast tego, skupił się na postawionym pytaniu. Z lekką nostalgią wymalowaną na twarzy, kiwnął głową.
— To z całą pewnością. Pewnie jeszcze kilka spraw tu zaważyło, ale to przez własny dar jasnowidzenia w ogóle rozważałem taką ścieżkę, choć kroczenie nią nie było tak oczywiste. Początkowo studiowałem prawo, zgodnie z profilem rodziny — uśmiechnął się szeroko, jakby była to rzecz niezwykle zabawna, a przede wszystkim lekka; to jednak zupełnie rozmijało się z rzeczywistością, w której musiał niemal wydrzeć siłą możliwość rozpoczęcia pracy naukowej. — Nasza umiejętność, to bardzo często bardziej brzemię niż dar, czego sam doświadczyłem niejednokrotnie. Zawsze pragnąłem, aby mi podobnym żyło się choć odrobinę lepiej, pewnie stąd ciągłe poszukiwania — przyznał i zatrzymał wątek. W przyszłości na pewno będą mieli okazję do bardziej pogłębionych rozmów.
— Miło mi, że to cię przekonuje. Pewnie jeszcze trochę spraw będziemy musieli omówić, ale to naprawdę obiecujący start. — Uniósł szkło jakby chciał w owej intencji wznieść toast. — Prześlę więc wszystko jak najszybciej. A co do przygotowania, to myślę, że starczy tu otwarty umysł i już będziemy mieli spore pole do działania. — Więcej nie potrzebował. Teraz spojrzał na Gethena tak, jakby chciał zachęcić go do ostatecznych konkluzji w temacie i podjęcia decyzji o terminie rozpoczęcia pierwszych prób.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Gethen H. Scamander
Czarodzieje
Wiek
34
Zawód
Pracownik MM
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
13
10
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
5
Brak karty postaci
28-10-2025, 09:46
Scamander nauczony doświadczeniem nie spodziewał się, że wszystkiego dowie się na pierwszym spotkaniu. Poza tym będąc również badaczem, doskonale wiedział, że kierunki badań mogą być tak rozlegle i odbiegać od siebie nawzajem, że akurat jego przypadek może akurat wychodzić poza ramy zainteresowań i doświadczeń Zachariasa. Nie miałby mu za złe, gdyby Crouch uznał, że nie interesuje go prowadzenie badań z uczestnictwem Gethena.
Zacharias zaprzeczył odpowiadając na pytanie historyka i po chwili skupił na nim całą uwagę, Scamander również skupił wzrok na swoim rozmówcy słuchając go uważnie. Słowa Croucha jasno wskazywały na to, że nie wyklucza Gethena i że przeklęta Migrena wcale nie stanowi problemu. Po chwili kontaktu wzrokowego Gethen kiwnął głową i uciekł wzrokiem w bok. Wiedział, że ten odruch często był poczytywany za niegrzeczność, ale nie chodziło o sam dyskomfort utrzymywania kontaktu wzrokowego, a raczej o to, że Scamander słabo widział i często trudno było mu się skupić na jednym punkcie.
- Rozumiem. Twoje podejście jest jak najbardziej logiczne, sam bym tak postąpił. - Historyk może i nie badał żywych obiektów, a zajmował się raczej runami i magią, ale i tutaj były wyjątki i zmienne. Także potrafił postawić się w miejscu Zachariasa i objąć umysłem jego punkt widzenia. - Migrena akurat nie jest czymś przyjemnym, wiec raczej staram się unikać sytuacji i czynników ją wywołujących. - Kilka dni przejmującego bólu nie było niczym przyjemnym, a ten czas mógłby być zdecydowanie lepiej spożytkowany, tak wiec Scamander wolał jednak zachowywać stabilność ciała i umysłu.
Fakt, że Crouch również był jasnowidzem wpływał pozytywnie na nastawienie Gethena. Zacharias był osobą, która rozumiała jak to jest i miała własne doświadczenia, także Scamander mógł mu zaufać w tym względzie, że Zach będzie wiedział o wiele lepiej o pewnych aspektach, niż osoba która nigdy nie doświadczyła wizji. Ktoś taki jak Crouch mógł rzeczywiście przyczynić się do lepszego poznania jasnowidzenia i być może dokonać odkryć, które mogły w przyszłości o wiele bardziej wspomóc jasnowidzów. Getehnowi nie marzyły się wielkie udogodnienia, od chciał być być bardziej świadomy i lepiej odczytywać to, co zdarzało mu się widzieć, słyszeć, czuć czy śnić. Nie znal zbyt wielu jasnowidzów i brakowało mu trzeciej perspektywy, która mogłaby go naprowadzić na pewne wnioski.
Przeszli jednak do innych zagadnień, Gethena ciekawiło co skłoniło Zachariasa do takiego kierunku kariery. A kiedy poniekąd potwierdził podejrzenia Scamandera i wspomniał o rodzinnych tradycjach Scamander kiwnął ze zrozumieniem głową.
- Zakładam, że nie było ci łatwo przekonać rodzinę. - Scamander uniósł spojrzenie na Zachariasa rozumiejąc go w pewnym względzie. - Od pewnego czasu, kiedy ludzie poznają Scamandera, od razu zakładają że zajmuje się magicznymi stworzeniami. Ale wybrałem ścieżkę języków i historii, byłbym średnim opiekunem, bo większość stworzeń raczej zaczęło wywoływać strach niż fascynację. - Scamander rzadko kiedy opowiadał swoja historię, która bardzo mocno wpłynęła na jego postrzeganie magicznych zwierząt, a zwłaszcza smoków. A tłumaczenie się wielu osobom, dlaczego nie poszedł w ślady ojca, czy nawet sławnego wuja nie było niczym przyjemnym.
- Interesujące, miło spotkać kogoś, kto rozumie istotę tej zdolności. Widzę, że masz podobne podejście, że częściej jest to przekleństwo niż dar. - Gethen bardzo długo myślał o jasnowidztwie w ten sposób i co prawda same wizje nie były czymś, co go krzywdziło a raczej fakt, że często nie rozumiał tych wizji i nie potrafił w porę zainterweniować. - Jakby te wizje mogły być jaśniejszej i bardziej precyzyjne... Na pewno byłby to dar bardziej przydatny. - Zmarszczył lekko brwi, nie raz czuł poczucie winy, kiedy jego wizje nadchodziły za późno albo nie potrafił ich rozszyfrować na czas.
- Oczywiście, ty tutaj jesteś ekspertem. - Scamander przegonił z umysłu negatywne myśli i uśmiechnął się widząc, że Zacharias był pozytywnie nastawiony na ich współpracę. Uniósł i swój kieliszek dołączając do toastu. - Jestem do twojej dyspozycji. Mam obowiązki w Ministerstwie Magii, ale po godzinach urzędowych jestem wolny. Tak więc dopasuje się do ciebie, jeśli mam gdzieś przyjechać, to też nie powinien być problem. Ale jeśli mógłbym unikać teleportacji, to na pewno pomoże. - Może i przez to musiał zrezygnować z szybkiego przemieszczania, ale przynajmniej nie musiał tej podróży okupować kilkudniowym bólem głowy.
- Zapoznam się z materiałami, kiedy tylko je dostanę. - Uśmiechnął się zachęcony, inicjatywa Zachariasa bardzo go cieszyła, co na pewno pomoże mu szybciej zgrać się z badaczem w ich spólnych działaniach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Zacharias Crouch
Nieaktywni
Wiek
36
Zawód
pracownik naukowy Evershire College
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
12
0
OPCM
Transmutacja
17
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
12
6
Brak karty postaci
28-10-2025, 22:17
Wysłuchał go uważnie, notując każdą informację odnośnie choroby i jego przyzwyczajeń. Wyglądało na to, że stara się jak może, by zminimalizować ryzyko związane z migreną, co było bardzo ważne. Choć nie wykluczał, że aby lepiej poznać mechanizm, być może niezbędnym okaże się prowokowanie niektórych sytuacji, lecz był to na tyle mało etyczny aspekt, że nie brnął w te rewiry. Doszedł do wniosku, że na samym początku będzie bazował głównie na wywiadzie i metodą opisową dojdzie do jakichś podstawowych wniosków. Zanotował w pamięci również, że powinien sięgnąć do literatury medycznej i dostępnych opisów przypadków.
— Myślę, że jeszcze na spokojnie wrócimy do tematu, aby go szerzej omówić. — Chwilowo zaparkował kwestię migreny.
Nigdy kroczenie ścieżką inną niż ta, którą wyznaczała rodzina, nie było kwestią łatwą. Zwykle dość prędko natrafiało się na opór nierzadko o ciężarze trudnym do zniesienia. Ilekroć powracał myślami do chwili, w której zbuntował się ostatecznie, nie mógł uwierzyć, że siedziało w nim aż tyle samozaparcia. Bycie Crouchem zobowiązywało do podejmowania konkretnych decyzji. Bycie Crouchem wymagało poświęceń. I chociaż w ostatnich latach widać było odwilż, bo młode pokolenia kpiły z przekazywanych od pokoleń wartości, to nadal daleko im było do ostatecznego porzucenia etosu.
— Widać nie tylko jasnowidzenie jest naszą cechą wspólną. — Nie przeszedł od razu do zadanego pytania. Rzadko mówił o swojej rodzinie przy osobach postronnych. Ci bliscy mu ludzie wiedzieli doskonale, że przeszedł niełatwą drogę. Obcy zapewne też, ale im oszczędzał większości szczegółów. Szanując pomimo braku zgodności jedność Crouchów. — Cóż, nie wszystko przychodzi w życiu z łatwością, ale jak widać nie powstrzymało mnie to, więc oto jesteśmy — Wykonał wymowny gest rozkładając dłonie i wskazując na siebie, Gethena i całą otaczającą ich przestrzeń. Gdyby wtedy nie podjął decyzji, pewnie obecnie siedziałby w Ministerstwie za biurkiem, przerzucając niekoniecznie interesujące go papiery.
— Cieszę się, że powoli znajdujemy wspólny język. Mam nadzieję, że z czasem będzie tylko lepiej. Lubię, kiedy współpraca idzie gładko, choć zakładam, że mogą być punkty zapalne, ale… to też piękny element procesu badawczego — przyznał i uśmiechnął się pogodnie. Miał dobre przeczucia, a przeciwności zwykle go nie zniechęcały. Poza tym, póki co żadne nawet nie majaczyły na horyzoncie.
Wyglądało na to, że ogólny zarys współpracy mieli już nakreślony. Crouch stwierdził w duchu, że to naprawdę satysfakcjonująca konkluzja dla dzisiejszego spotkania. Nie potrzebował więcej. Zamierzał więc teraz oddać się nieco przyjemniejszemu celebrowaniu udanego spotkania. Wzniósł ponownie toast, chcąc przypieczętować rozmowę.
— Do końca miesiąca mój gabinet powinien być już wyremontowany, więc będziemy mogli spotkać się tam. Lub, jeśli zechcesz, zapraszam do Manchesteru. Myślę, że teleportacja nie będzie potrzebna. Używasz Sieci Fiuu? Jeśli to też czynnik, który na ciebie wpływa, to dokładnie przemyślę miejsce raz jeszcze. Daj tylko znać. Materiały spakuję zaraz po uporaniu się z obowiązkami tego tygodnia. A teraz… teraz wznieśmy toast za udaną współpracę.


ztx2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
13-12-2025, 20:19
26.03

Było to co najmniej niecodzienne miejsce na spotkanie biznesowe, a w każdym razie jemu się tak wydawało. Kiedy po wymianie kilku listów, dostał ten z zaproszeniem na spotkanie brew powędrowała mu znacznie ku górze widząc nazwę miejsca, w którym miało się ono odbyć. Nigdy wcześniej nie miał sposobności tam być, wychodził z założenia, że jest to miejsce przede wszystkim dla ludzi z wyższych sfer, ale uświadomił sobie, że przecież jego klient właśnie z takich pochodził. Projekt był ambitny i miały iść za tym naprawdę duże pieniądze, więc mógł się w zasadzie spodziewać, że mężczyzna nie będzie chciał się spotkać na miejscu budowy. Dość szybko zobaczył dla siebie też w tym szanse. Możliwość pokazania się w takim miejscu mogła sprawić, że stanie się bardziej rozpoznawalny, a nic lepiej nie wpływało na biznes niż właśnie bycie znanym w wielu kręgach. Żywił duże nadzieje związane z tym zleceniem, jednocześnie wiedząc, że będzie musiał włożyć w niego zdecydowanie więcej pracy. Nie przeszkadzało mu to jednak, wręcz przeciwnie dodatkowo zachęcało go do wzmożonego wysiłku.
Pojawił się na miejscu chwilę przed czasem. Postawił dzisiaj na rzadko widzianą u niego elegancję. Zamiast koszuli, ciemnych spodni i zwyczajowej skórzanej kurtki, miał na sobie ciemny garnitur i biała koszulę. Do kieszeni marynarki wsadził sobie małą gałązkę ostrokrzewu, który, według słów jego babki miała przynosić szczęście i chociaż z reguły nie wierzył w takie głupoty, tym razem postanowił spróbować, a nóż widelec podziała, zwłaszcza, że naprawie zależało mu na tej umowie. Nawet nie wiedział za bardzo skąd ma tą gałązkę, ale nie zawracał sobie tym głowy. Pewnie gdyby spotykał się na miejscu przyszłej budowy by się tak nie stroił, ale teraz musiał się ubrać adekwatnie do miejsca. Okazało się, że klient już na niego czekał. Po tym jak przyniesiono i alkohol, którego Macnair początkowo nie tknął chcąc zachować minimalne pozory profesjonalizmu, od razu przeszli do głównego tematu ich spotkania. Mitch przyniósł ze sobą przygotowane wstępne szkice, które przygotował na podstawie pierwszych wskazówek otrzymanych za pośrednictwem listów, jak również kosztorys, który na ich podstawie udało mu się stworzyć. Mając w zanadrzu techniki negocjacyjne, których nauczył się podczas swojego pobytu w Norwegii, wiedział w jaki sposób rozmawiać. Nie raz korzystał z tych strategii, jednocześnie pamiętając, że nie może też za bardzo obstawiać przy swoim, nawet jeśli był specjalistą w swojej dziedzinie. Wysłuchał więc też uważnie drugiej strony, spisał jej życzenia i ewentualnie wskazał dlaczego coś nie zadziała, nie owijał w bawełnę, nie mówił półprawd, bo raz, że nie było to w jego stylu, a dwa, gdyby coś zataił, możliwe, że dopadłyby go potem niechciane konsekwencje. Całe spotkanie trwało dobre dwie godziny, ale finalnie na jego koniec zarówno on jak i klient byli zadowoleni z jego przebiegu. Mitch miał dokładną wizję tego co ma być zbudowane oraz jakie dodatkowe udogodnienia mają zostać wprowadzone, a klient kiwał zadowolony głową wiedząc, że budżet, na ten moment jedynie wstępny, jak najbardziej mieści się w jego wcześniejszych założeniach. Był gotowy dorzucić więcej galeonów jeśli będzie to potrzebne, jeśli nie będą to jakieś horrendalne kwoty. Panowie uścisnęli sobie dłonie na koniec, a Mitch obiecał, że w ciągu tygodnia przyśle również umowę do przejrzenia i podpisania, a kiedy i to będzie załatwione zabierze się do pracy.
Zleceniodawca opuścił klub, a Macnair postanowił jeszcze skorzystać z tego miejsca, jako, że był tutaj pierwszy raz. Podnosząc się z fotela poczuł się zmęczony, te rozmowy go wykończyły, ale było to dobre zmęczenie, bo zwiastowało sukces. Poluzował trochę krawat, po czym przeniósł się do baru. Zdecydowanie miał co świętować, takich biznesów nie ubijał tak często jakby sobie tego życzył. I chociaż nie miał jeszcze zamiaru wydawać pieniędzy, których nie miał, to zamówił sobie szklaneczkę jednego z lepszych burbonów. Popijał go sobie na spokojnie przeglądając notatki zrobione podczas spotkania, kiedy w zasięgu jego wzroku mignęła mu znajoma sylwetka. Uniósł wzrok nad notatnika, po czym przeniósł go na jegomościa siedzącego samotnie trzy stołki od niego. Przyglądał mu się przez chwilę, aż w końcu przypomniało mu się skąd go zna.
- Orion Black, a to ci dopiero. - powiedział z rozbawieniem zamykając notatki, chwytając szklankę w dłoń i podnosząc się ze stołka - Cóż za niecodzienne spotkanie, ile to już lat minęło kiedy ostatnim razem dałeś mi spisać swoje zadanie z Historii Magii? - zatrzymał się przy mężczyźnie, opierając się nonszalancko, jak to miał w zwyczaju, bokiem o blat baru.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
15-12-2025, 16:26
To był kolejny pochmurny dzień jakich wiele w Londynie. Nawet wiosną centrum miasta wyglądało ponuro, ale nie przeszkodziło mu to w tym, żeby od razu po skończonej pracy udać się na spacer tymi szarymi uliczkami. Znał je bardzo dobrze i dawało mu to pewne poczucie bezpieczeństwa. Nogi same pokierowały go nie gdzie indziej jak do klubu Athenaeum. Bywał tam dość często, kiedy nie miał ochoty wracać za szybko do domu. A tak było też dzisiaj. Uznał, że to dobre miejsce na spędzenie dzisiejszego wieczoru. Mieli dobry alkohol, towarzystwo na poziomie, a może też wśród gości uda się wypatrzyć jakąś znajomą twarz. Albo nadejdzie czas na to, żeby poznać kogoś nowego. Oczywiście z osób, które warto znać. W najgorszym wypadku napije się naprawdę dobrego alkoholu, a właściwie samotny wieczór nie wydawał mu się tak złym pomysłem. Miał trochę rzeczy do przemyślenia. A jako, że nie miał za bardzo skonkretyzowanych planów, ale też nie chciał spędzać wieczoru w rodzinnej posiadłości, wstąpienie do klubu na drinka lub dwa było kuszącą opcją. Nigdy nie był typem domatora, a swojej rodziny to czasami miał naprawdę dość. Lepiej było sobie dawkować spotkania w salonie czy nawet bibliotece, a szlajanie się po mieście stawało się ostatnio jego nowym ulubionym zajęciem.
Ubrany był jak zwykle elegancko, wybierał ciemne, stonowane kolory, więc rzecz jasna pasował do tego miejsca, nawet jeśli sam tego nie chciał. Wchodząc odruchowo poprawił sobie roztrzepaną grzywkę i rozejrzał się po lokalu. Nie było w nim za dużo ludzi, ale wieczór był jeszcze wczesny, więc nie spodziewałby się tłumów. Bardziej kilku grup załatwiających swoje mniej lub bardziej ważne interesy, którym nie wypadałoby przeszkadzać. Zajął miejsce na stołku przy barze, wkładając rękę do kieszeni marynarki, żeby sprawdzić czy ma przy sobie pieniądze. Wyczuł tam nie tylko kilka monet, które zdecydowanie będą zaraz potrzebne, ale też gałązkę ostrokrzewu, którą dostał niedawno ale tak naprawdę zapomniał o tym, co miała właściwie robić. Zamienił kilka słów z barmanem, a już po chwili pojawiła się przed nim szklanka ognistej whisky. Zamoczył w niej usta i już był zadowolony z wyboru lokalu. Właściwie to ostatnio lubił bywać w miejscach o dużo niższym standardzie. Czuł się tam anonimowy, zawiązywał nowe znajomości, ale jakość obsługi i serwowanego alkoholu jednak różniła się znaczącą między takimi miejscami jak klub Athenaeum a podrzędną speluną, w której nie wypadło mu być i pewnie dlatego tak bardzo go tam ciągnęło. W końcu całe jego życie już było zaplanowane zanim zdążył się urodzić. Okres buntu miał już dawno za sobą, a w dodatku wiedział, że nie poradziłby sobie bez rodzinnych koneksji, ale nie przeszkadzało mu to raz na jakiś czas pomarudzić na swój los. Zagadnął do barmana dopytując się o ostatnie wydarzenia, gdy usłyszał znajomy głos. Odwrócił głowę. Na początku zmarszczył czoło nie do końca wiedząc, kto go woła, ale po chwili uśmiechnął się widząc kumpla jeszcze z czasów szkolnych. Musiał przyznać, że Mitcha Macnaira to się tutaj nie spodziewał, ale było to na pewno miłe zaskoczenie.
– Niewystarczająco dużo, żebym zapomniał przebieg buntów goblinów w 1612. Dobrze już to mieć za sobą, wkuwanie nie było nigdy moją mocną stroną – zaśmiał się przypominając sobie czasy, w których to był jego największy problem, ale koszmary z wkuwania historii magii już pewnie nigdy, go nie opuszczą. W szkole jednak bardziej lubił zajmować się sportem i spędzać czas z kumplami. Bibliotekę to omijał szerokim łukiem. – Dobrze Cię widzieć, Macnair. Sam przyszedłeś czy na kogoś czekasz? – zagadnął i wypił większy łyk whiskey, ewidentnie zadowolony, że znalazł się kompan do wspólnego picia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
20-12-2025, 21:24
Czasy szkolne zawsze wspominał dobrze. To był moment kiedy tak w pełni poznał świat poza Nokturnem, który otworzył mu oczy na wiele rzeczy. Poznał tam też ludzi, z którymi utrzymywał kontakt do dzisiaj, ale przede wszystkim odkrył co chce robić w życiu. Zaczęło się od odkrywania zamku, zastanawiania się jakim cudem udało się to wszystko zbudować, jaka magia i jak wielkie umysły za tym stały. Zafascynowało go to na tyle, że już wtedy, na drugim roku, jako dwunastolatek, postanowił, że i on chciałby kiedyś stworzyć coś tak niezwykłego. To właśnie w ścianach Hogwartu narodziła się jego miłość do konstrukcji wszelkiego rodzaju, ale droga dopiero się rozpoczynała. Aby osiągnąć to co miał teraz dużo poświęcił, włożył w to wiele pracy i wysiłku, którego nie żałował nawet przez chwilę. Nauka była ciężka, zwłaszcza kiedy musiał poświęcać czas na coś co go w ogóle nie interesowało, właśnie jak Historia Magii. To była dla niego mordęga kiedy miał wkuwać te daty i fakty historyczne. I wtedy z pomocą przyszedł mu właśnie Orion Black. Chociaż nauka tego wszystkiego była dla ich obojga ciężka, to jednak Black’owi szła o wiele lepiej niż jemu. Macnair wielokrotnie zasnął na zajęciach Binns’a i nie miał bladego pojęcia o czym był wykład czy jakie było zadanie domowe. Był niesamowicie wdzięczny Orionowi, kiedy ten pozwalał mu spisać swoją pracę, naturalnie nie toćka w toćkę tak samo, bo zmieniał co trzeba, ale jednocześnie jakoś nie był specjalne przekonany czy Binns by w ogóle zwrócił na to uwagę. Chciał jednak być fair w stosunku do kolegi Ślizgona. Czasami nawet zaciągał go do biblioteki, którą znał w zasadzie jak własną kieszeń, bo sam spędzał tam naprawdę dużo czasu jak na Krukona z krwi i kości przystało.
Po szkole ich kontakt się urwał, on wyjechał pobierać dalej nauki, ale nie wiedział co działo się z Orionem. A teraz spotykają się po latach właśnie w tym klubie. I o ile pewnie dla Oriona było to normalne miejsce spotkań, w końcu pochodził z rodziny błękitnokrwistej, uchodził z całą pewnością za dżentelmena, to dla Mitch’a to nie było miejsce do jakiego uczęszczał często, nawet jeśli należał do tych, którzy mogli pochwalić się przynależnością do czystokrwistych czarodziejów. Nie zmieniało to jednak faktu, że miło było spotkać starego znajomego po latach.
- Nadal jestem w szoku, że w ogóle byłeś w stanie to wszystko zapamiętać. Ja nigdy nie byłem w stanie, zdecydowanie wole równania numerologiczne. Nie wiem czy to tylko ja, ale miałem wrażenie, że Binns opowiadał tylko o goblinach jakby był ich jakimś wielkim fanem czy coś. - pokręcił głową z lekkim rozbawieniem, po czym bez zapowiedzi, po prostu przysiadł się do niego - Jestem właśnie po spotkaniu z klientem, postanowiłem zostać na jednego lub dwa, nie codziennie ma się okazję przebywać w takim miejscu. W każdym razie nie dla mnie, ja większość czasu spędzam jednak albo w pracowni albo na miejscach budowy. - powiedział z rozbawieniem opierając się wygodnie o krzesło, obracając szklankę z burbonem w palcach - A cóż takiego ciebie tu sprowadza? Co tam się z tobą działo przez te ostatnie kilka lat? - spytał szczerze zaciekawiony.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
31-12-2025, 01:12
Nawet bawiło go, że był ten jeden przedmiot, w którym był dobry. Może nie z własnej woli, bo to jednak rodzina zmuszała go do studiowania historii magii od najmłodszych lat, ale jednak miał ten jeden temat w szkole, dzięki któremu mógł wkupić się w łaski Krukonów i potem już dalej ciągnąć te znajomości po to, żeby mieć pomoc przy pozostałych przedmiotach. Dobrze wiedział, że ojciec by go wydziedziczył, gdyby miał wyniki w nauce poniżej przeciętnej. Już i tak nie sprostował jego wygórowanym wymaganiom, ale przynajmniej nie spadł na totalne dno. Jego rodzina nie darowałaby mu, gdyby miał problemy z zaliczeniami przedmiotu, a skoro nie lubił się uczyć to musiał kombinować inaczej. Znajomości z Krukonami zdecydowanie pomagały z prześlizgiwaniem się z klasy do klasy bez większych problemów, a nauczyciele jednak go lubili. Zapewne w dużej mierze za nazwisko, ale sam wolał myśleć, że to, że był szkolną gwiazdą quidditcha też miało coś wspólnego z jego popularnością. Zapewne, gdyby pochodził z innej rodziny teraz zamiast za biurkiem spędzałby dnie na boisku. Ale niestety. Jego los musiał być powiązany z interesami jego rodziny, a jednak w dużej mierze Blackowie zajmowali się polityką.
– Powiedzmy, że miałem dobrą motywację – zaśmiał się gorzko i upił łyk drinka delektując się smakiem alkoholu. – Moja motywacja nazywa się Cephus Black i zapewne by mnie wydziedziczyła, gdybym nie recytował tych wszystkich dat, czy nie skończył uniwerku – przewrócił oczami zdając sobie sprawę z tego, że naprawdę marudzi. Może i nie miał decyzyjności w swoim życiu, ale należenie do jednego z najstarszych rodów miało też swoje plusy. Może nawet więcej było tych plusów niż minusów. – Za to numerologia to było dla mnie zdecydowanie za dużo. Do końca szkoły tego nie ogarnąłem, ale na szczęście teraz nie muszę tego nadrabiać [/ b] – dodał będąc zdecydowanie pod wrażeniem tego, że Mitch z taką łatwością pojmował zawiłe działania i szybko ogarniał najtrudniejsze przedmioty w szkole. Krukoni byli inteligentni, ale cześć z nich po prostu lubiła siedzieć i zakuwać. Z takim kujonem to zapewne szybko by się nie dogadał. – [b] Może tylko te gobliny Bins pamięta i dlatego w kółko gada to samo. Pewnie nawet nie zauważa, kiedy zmieniają się roczniki. W końcu uczy tego od zawsze i niczego nie zmienia - nigdy nie ogarniał tego jak można było zatrudnić na pozycji nauczyciela ducha. W dodatku takiego, który zdecydowanie zarazić pasją do czegokolwiek nie potrafił. Równie dobrze można by było nauczycielem zrobić jeden z portretów. Przecież niewiele było trzeba, żeby powtarzać non stop to samo.
– To proponuję dwa albo trzy zamiast jednego lub dwóch . Mają tu bardzo dobrą ogniska whiskey. Skoro interes się kręci, to trzeba to opić – uśmiechnął się i skinął ręką na kelnera. – Podaj jeszcze raz to samo. Dwa razy. - rzucił w jego kierunku i dopił szklane whiskey. – Mówisz o budowach, czyli rozumiem inwestujesz w nieruchomości? To ponoć przyszłościowe – zagadnął. – Mnie sprowadził wolny wieczór, który gdzieś warto spędzić. Bo generalnie u mnie nie dzieje się nic pasjonującego. Skończyłem prawo i ślęczę za biurkiem w Ministerstwie. Z tej nudy zaraz zostanę grubym alkoholikiem – zaśmiał się niby obśmiewając tę wizję, ale nie do końca była dla niego taka nierealna. Presja ze strony rodziny, nudna statyczna praca, coraz bardziej zaczynał uciekać w dekadencki tryb życia, żeby uciec od rzeczywistości. Ale przecież nie powinien ściągać maski paniczna idealnego. W końcu publicznie był zawsze dobrze ubrany, pewny siebie, uśmiechnięty, a teraz coś za szybko whiskey rozwiązała mu język i zachęciła do narzekania na swoje życie. A może to nie whiskey tylko towarzystwo kogoś, kogo widywał, gdy jeszcze nie wiedział jak potoczy się jego dorosłe życie?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
06-01-2026, 19:30
Nad nim nigdy nikt nie wisiał. Nikt nie stał mu z biczem nad głową i wymagał perfekcji. Babka zawsze chciała by po prostu dobrze się bawił, aby uczył się na tyle na ile go stać, a reszta jakoś się sama potoczy. Los jednak chciał, że Macnair już od najmłodszych lat był niezwykle ambitny. Wychowany na Nokturnie chciał z niego uciec, chociaż ta dzielnica również wiele go nauczyła. Dużym motorem była również nienawiść do ojca przy jednoczesnej chęci udowodnienia mu, że jednak nie jest zbędny i wcale nie marnuje powietrza na tym świecie. Chciał wyjść na ludzi, chciał coś osiągnąć w życiu i nigdy nie być kojarzonym z Ezekielem Macnairem, alkoholikiem i zakałą rodziny. Nauka zawsze przychodziła mu bez problemów, jakoś nigdy specjalnie nie musiał się spinać aby opanować jakiś materiał. No chyba, że była to właśnie Historia Magii, która była jego zmorą. I tu właśnie pomagał mu Black, to była transakcja wiązana. On pozwalał mu spisać od siebie wypracowania z historii, on za to pomagał mu z przedmiotami bardziej zaawansowanymi. Ręka rękę myła i wszyscy byli zadowoleni.
- Skończyłeś uniwerek? Ulala proszę pana, no to czapki z głów. - pokiwał głową z uznaniem.
On nie miał nawet co marzyć o uniwersytecie. Co prawda nigdy nie myślał by się nawet wziąć udział w egzaminach kwalifikacyjnych, bo zaraz po szkole nadarzyła mu się okazja do wyjechania do Francji. Czuł się wtedy jakby złapał Merlina za nogi i po prostu nie miał innego wyjścia. Nawet się dwa razy nie zastanowił, tylko zapakował kufer i tyle go widzieli. Wyszło mu to finalnie na dobre, bo po Francji przyszła Norwegia gdzie nauczył się rzemiosła i teraz mógł bez przeszkód wykonywać swoją pracę, którą kochał.
- Liczby po prostu do mnie przemawiają, a przede wszystkim nigdy nie kłamią. Historię można nagiąć, dodać do niej coś od siebie, ale w numerologii? Nie ma takiej opcji, bo inaczej nic ci nie wyjdzie i wszystko nad czym pracowałeś diabli wezmą. - pokręcił głową lekko przy tym wzruszając ramionami - W sumie nigdy się nie interesowałem kiedy Binss dokładnie zmarł. Bo jeśli akurat jakoś chwilę po tych goblińskich rebeliach to miałoby to jak najbardziej sens. Dla niego to była historia, reszta go nie interesowała. - zaśmiał się cicho wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i podsuwając ją Orionowi po tym jak sam wyjął dla siebie jednego.
Z zadowoleniem przyjłą propozycję dawnego kolegi ze szkolnej ławy na większą ilość drinków. Nie miał nic przeciwko, a w zasadzie to zapowiadał się całkiem przyjemny wieczór. Co prawda w ostatnim czasie zdecydowanie przesadzał z alkoholem i ostatnio zaczął sobie zdawać z tego sprawy. Powinien przystopować żeby nie stoczyć się jak, już, nieboszczyk ojciec, ale przecież w tak doborowym towarzystwie nie powinno się odmawiać.
- Nie do końca nieruchomości. - pokręcił głową - Planuje otworzyć firmę budowlaną, taką pełnoprawną. Widzisz jestem budowlańcem i architektem, więc jak planujecie u siebie jakiś remont to możesz śmiało do mnie uderzać. Udało mi się wyrobić już sobie całkiem niezłą markę, jak na ten moment pracuje sam, czasami zatrudniając kogoś do pomocy, ale marzy mi się firma, taka z prawdziwego zdarzenia. Zbieram na razie dokumentacje, kolekcjonuje portfolio, ale nie za bardzo wiem jak się do tego zabrać ze strony prawnej za bardzo. - zatrzymał spojrzenie na Orionie i przez moment patrzył na niego w milczeniu kiedy ten mówił co sie u niego dzieje - No cóż, posadka w Ministerstwie nie może być aż tak zła, co? Wyznaczone godziny pracy, ciepłe biurko. Ja kompletnie nie mam ustawionych godzin pracy, czasami całymi dniami siedzę w pracowni albo odmrażam sobie tyłek na budowach, a czasami siedzę i nie mam co robić. - powiedział zgodnie z prawdą - I przez to często nie wiem jaki jest dzień tygodnia, zwłaszcza, że tych wolnych dni w ostatnim czasie jest zdecydowanie mało. - zaciągnął się papierosem - Jakoś nie mogę sobie wyobrazić sobie ciebie z nadwagą. Dziewczyny zawsze za tobą szalały w szkole z tego co pamiętam, ten sześciopak przyciągał je całymi tłumami. - zaśmiał się wspominając kiedy ten grał jeszcze w szkolnej drużynie.
Byli w innych domach to prawda, ale kiedy Ślizgoni grali przeciwko Puchonom albo Gryfonom zawsze był po stronie zielonych, nie było po prostu innej opcji.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#19
Orion Black
Śmierciożercy
Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej.
Wiek
27
Zawód
Urząd Niewłaściwego Użycia Czarów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
19
OPCM
Transmutacja
12
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
07-01-2026, 01:42
Zawsze najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma. Orion odkąd poszedł do Hogwartu i zobaczył, że inne dzieciaki nie mają zapanowanego całego życia jak on jego koledzy, których wybrali mu rodzice, marzył o wolności. Kompletnie nie był wtedy świadom tego z jakimi wiąże się to konsekwencjami, ale gdy dorósł na tyle, żeby wiedzieć, że tym brakiem wolności płaci za swoje koneksje i pieniądze to… dalej twierdził, że wolałby wolność. Chociaż za pewne nie wytrzymałby tygodnia bez wsparcia swojego rodu. Zdradzenie rodziny nie przechodziło mu przez myśl. Nie tylko dlatego że nie byłoby od tego odwrotu. Marudzenie na swoją pozycję przy jednoczesnym braku sprzeciwu wobec niej było dla niego naturalne jak oddychanie brudnym londyńskim powietrzem. Może i można by było szukać lepszego, ale jednak trzeba i daje ono dużo więcej możliwości niż sielanka prowincji. Uśmiechnął się i skinął uprzejmie głową słysząc pochwałę za skończone studia. Dla niego to nie był żaden wyczyn. Skoro nawet jemu się udało, to nie musiało to być takie trudne. Nigdy największym asem w nauce nie był, ale były momenty, że naprawdę się starał. To, że motywacją był strach przed ojcem a nie chęć zdobywania wiedzy to już inny temat. Był pewien, że taki Mitch to skończyłby te studia nawet z wyróżnieniem. On nie miałby problemu z akceptacją w takiej rodzinie jak Blackowie.
– Chyba właśnie to naginanie jest najważniejsze i najciekawsze. Manipulowanie faktami to duża broń w polityce. Zależnie od źródła jedne fakty są bardziej eksponowane a inne przemilczane. Coraz częściej myślę, że rozwój wydarzeń, które doprowadziły do zaostrzania Kodeksu Tajności, to w dużej mierze mistyfikacja mająca na celu obniżenie pozycji czarodziejów. Czy mugolscy łowcy czarownic byli zagrożeniem nie do pokonania? A do tej pory chowamy się jak szczury w kanałach, mimo dużo większego potencjału – może i jego słowa nie były do końca poprawne politycznie, ale nie miał zamiaru kryć się z antymuolskimi poglądami, tym bardziej przed kumplem, który z pewnością je podzielał. A Orion po latach zrozumiał, czemu ojciec kazał mu tak bardzo uczyć się historii. Właśnie po to, żeby widzieć błędny, które zostały popełnione w przeszłości, a które należało naprawić.
– W sumie to dość ciekawe, zapewne historia od śmierci Binnsa do teraz, to szara strefa, o której nic nie wiedzą uczniowe Hogwartu – zaśmiał się z tej absurdalnej, chociaż możliwe, że bliskiej prawdy wizji. Wyciągnął rękę po papierosa, gdy została podana mu paczka. Niby miał swoją papierośnicę, ale nie wypadało przecież odmówić. A papierosów nie zwykł odmawiać.
– Ambitnie. Serio podziwiam osoby, które znajdują swoją niszę i zabierają się za coś własnego. Mu nas na remont się raczej nie zanosi, bo wiesz… Tradycja. Nawyk. Rutyna. I inne bzdety - na chwilę się zatrzymał gryząc się w język, bo teraz już ewidentnie przesądzał z kpieniem z własnej tożsamości. – A co do dokumentacji, to dobrze się składa, że masz kumpla prawnika. Niech się do czegoś użytecznego w końcu przyda ta wiedza. Wpadnij do mnie do pracy, to pomogę. – zaciągał się papierosem. – I szef ma nową sekretarkę. Ładna – dodał jakby to był argument przekonujący do tego, że to spotkanie jest świetnym pomysłem. A zbieranie przysług u czarodziejów zawsze się opłaciło, a interesy przecież najlepiej załatwiać przy dobrym drinku i prywatnej rozmowie, ale finalizować jednak w bardziej oficjalnych warunkach, a pokazanie, że nad czymś intensywnie pracuje, też było w cenie.
– To prawda, nie przepracowuję się za bardzo. Przynajmniej narazie. Pewnie za parę lat jak już dochrapię się wyższego stołka, to nie będzie tak kolorowo. U Ciebie pewnie odwrotnie. Jak już rozkręcisz biznes to klienci sami będą o Ciebie zabiegać, a Ty będziesz miał swoich ludzi od tego – wypił łyk drinka – Nie grałem w quidditcha od skończenia szkoły. Ale na zainteresowanie dziewczyn dalej nie narzekam, więc chyba jeszcze nie skapcaniałem. Cieszę się kawalerskim życiem póki mogę. A i tak długo mi się udaje – zaciągnął się papierosem i delikatnie uśmiechnął. – Potem będzie trzeba się kryć  – wzruszył ramionami zakładając nogę na nogę.Przecież zawsze tak było, że co innego się pokazuje publicznie, a po zmroku robiło się to, czego naprawdę się pragnie. I on nie miał zamiaru rezygnować ze swojego dekadenckiego stylu życia.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#20
Mitch Macnair
Śmierciożercy
Wiek
27
Zawód
Architekt i budowniczy
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
15
0
OPCM
Transmutacja
0
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
15
8
10
Brak karty postaci
09-01-2026, 17:45
Poniekąd rozumiał jakie ograniczenia spoczywały na barkach kolegi. W czasach szkolnych miał kilku znajomych pochodzących w rodzin błekitnokrwistych, w tym właśnie Black’a, i dzięki temu udało mu się zaobserwować kilka rzeczy. Zastanawiał się czasami czy gdyby jego przodkowie nie zaprzepaścili majątku i tytułu szlacheckiego poprzez rodzinne animozje i wewnętrzne konflikty, czy i on w tym momencie nosił na sobie ciężar odpowiedzialności idącego za nazwiskiem. Wychodził jednak z założenia, że z drugiej strony może i dobrze się stało. Lubił swoje życie, lubił ten brak ograniczeń i możliwość robienia tego co się chciało, bez konieczności oglądania się przez ramię czy ktoś nie patrzy. No bo kto miałby w zasadzie patrzeć? Co prawda teraz, kiedy interesy szły mu dobrze musiał uważać na konkurencje, która wcale nie była mała. Wierzył jednak w swoje umiejętności i zacięcie w dążeniu do celu, więc był przekonany, że kiedy przyjdzie co do czego będzie w stanie zmiażdżyć konkurencję.
Wsłuchał się w słowa Oriona i nie mógł się z nimi nie zgodzić. Pokiwał lekko głową zaciągając się papierosem, po czym nachylił się do niego lekko przez stół.
- Może nie jestem orłem jeśli chodzi o politykę, ale wychodzę z założenia, że wszystko to co aktualnie się dzieje to pic na wodę fotomontaż. Nie uwierzę i nie wciśniesz mi, że nikt nie pociągał za sznurki podczas wyborów nowego ministra. Wystarczy spojrzeć na osoby, które miały prawo oddać głos. Większa część jest zdecydowanie antymugolska, nigdy w życiu nie zgodziłaby się aby ktoś taki zasiadł na tak ważnym stołku. Oczywiście, wszyscy doskonale wiemy kto jest głównym aktorem na tej scenie i kto dyryguje tą orkiestrą, pytanie, które jednak chodzi mi po głowie, to jak udało mu się przekonać oczywistych przeciwków tej idei do zmiany decyzji? - uniósł brew ku górze.
Były czasy, że szanował Albusa Dumbledora, wiedział w nim wielkiego czarodzieja i bez dwóch zdań dobrego lidera. Czasy jednak się zmieniły, on się zmienił i wiedział zdecydowanie więcej niż kiedy był w szkole. W tym momencie widział w dyrektorze Hogwartu mugololuba, człowieka, który najchętniej oddałby im wszystko. Nie rozumiał tego podejścia.
- Czarodzieje są potężni, siedmiolatek ma więcej mocy niż dorosły mugol. Nie powinniśmy chować się w cieniu tylko dlatego, że mówi to jakiś tam Kodeks. - machnął ręką, po czym uśmiechnął się lekko pod nosem - Na szczęście idą zmiany, okazja przyszła sama wraz z pojawieniem się Grindelwalda na zaprzysiężeniu. I doskonale wiesz o czym mówię. - posłał mu porozumiewawcze spojrzenie.
Może i zasłabł podczas zaprzysiężenia i potrzebował pomocy uzdrowiciela, bo jak ostatni kretyn spalił się na pusty żołądek. Wiedział jednak co się wydarzyło. To była idealnie okazji, gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta, a ten trzeci w tym przypadku był człowiekiem, za którym Macnair podążał i wiedział, że zaprowadzi ich daleko.
- Słuchaj, każdy dach czasami przecieka, w każdym budynku ściany pękają. Rutyna i tradycje nie mają tutaj nic do gadania, czasami po prostu trzeba coś zmienić, coś naprawić albo udoskonalić, taka jest kolej rzeczy. - wzruszył lekko ramionami dopijając swojego poprzedniego drinka, akurat w momencie kiedy kelner przyniósł kolejne - No i tą sekretarką mnie zdecydowanie przekonałeś. - powiedział z rozbawieniem.
Chociaż nie lubił zaciągać przysług, to ta w sumie nie wydawała się taka głupia. Orion znał się na rzeczy, wiedział gdzie i do kogo uderzyć w sprawie potrzebnych dokumentów, jeśli miałoby to mu ułatwić sprawę z założeniem wymarzonej firmy, nie miał problemu z tym aby zaciągnąć dług u Black’a.
- No im wyżej się pniesz tym więcej obowiązków masz, taka kolej rzeczy niestety. Ale są też tego plusy, bo jednocześnie, tak jak sam zauważyłeś, masz ludzi, którymi możesz dyrygować i delegować im zadania, które dla ciebie są akurat mało wygodne. - uśmiechnął się pod nosem - O widzisz i za to wypijmy, aby stan kawalerski i wiążąca się z tym wolność trwała jak najdłużej. - chwycił przed chwilą przyniesioną szklankę i uniósł ją w geście toastu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 10:13 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.