• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Domostwa > Cardiff, Gladstone Street 26/4 > Nędzny salonik
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-10-2025, 19:39

Nędzny salonik
Był to salon dość duży, ale niezbyt zachęcający. Stare tapety dawno utraciły swój kolor, a gdzieniegdzie odklejały się samoistnie pod ciężarem długiej historii. Wewnątrz znajdowała się rzeźbiona sofa z podrapaną tapicerką, przykryta różową płachtą. Obok niej stała lampa - lekko przekrzywiona, przystrojona kremowym abażurem z brązowymi frędzlami. Dziury i plamy na ścianach przykrywały rozmaite fotografie oraz malunki. Na suficie widniał ślad po lampie, ale dawno jej tam nie było. Podłoga skrzypiała przy cięższym kroku, a słońce chętnie wdzierało się do środka. Może dlatego wielkie okna przykrywały grube, wypłowiałe kotary. Na stoliku stał kubek z niedopitą czarną herbatą, a obok niego leżał jakiś stary numer "Czarownicy". Pachniało tanimi damskimi perfumami i starym drewnem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
27-02-2026, 19:13
1 maja 1962 r.
druga w nocy


– No jasna cholera! – Okrzyk frustracji poniósł się echem po zapyziałej klatce schodowej kamienicy przy Gladstone Street 26. Philippa wciskała czubek pantofla na kawałki wysłużonego drewna, schodek po schodku, jednocześnie szamocząc się z nie wiadomo z czym – czy to z warstwami wyszarpanej na specjalną okazję sukienki, czy to z tymi rwącymi się coraz bardziej pończochami. Ostatnie piętro u większości sąsiadów powodowało co najmniej głęboką zadyszkę, ale wyrabiana w tawernianej rutynie kondycja zapewniała jej w tym względzie większy spokój. Nawet nie myślała o nieskończonym morzu pięter, wciąż koncentrując się na uwierających, rozlewających się w palcach tkaninach. – Dobrze, że chociaż wytrzymały imprezę – mruknęła z przekąsem i w duchu obiecała sobie, że to ostatni raz, gdy cokolwiek kupuje u tego cwanego babsztyla. Nęcił ją ten mały sklepik za rogiem, stara czarownica prowadziła biznes w zaułku, ukryty za magiczną barierą lokal kusił towarami z różnych zakątków świata, bo pani Pickett miała dobre układy z marynarzami i zawsze potrafiła zgarnąć dla siebie kilka zacnych towarów. Tyle że Philippa również miała dobre układy z marynarzami – czasami nawet więcej niż dobre – a mimo to rzadko wpadały jej takie fanty. Gdy jednak wreszcie wdrapali się na ostatnie piętro, pozwoliła pelerynie opaść spektakularnie na zapiaszczoną posadzkę, jeszcze zanim wyciągnęła z torebki właściwy kluczyk. Towarzyszyła jej przez chwilę nieodparta potrzeba zrzucenia z siebie tej kiecki i tych dziurawych, swędzących już rajtuzów. Potem najchętniej zatopiłaby się w wannie i zapomniała o całym świecie. Ale nie była sama.
Obróciła się z nieco ciekawskim okiem i odszukała wspinającego się tuż za nią jegomościa. Tej nocy ponad nimi mieniły się fantastyczne gwiazdy, malując ten dobry widok wiosennego nieba, wystarczyło tylko pociągnąć za wajchę i rozwinąć drabinkę prowadzącą na dach. Było też coś jeszcze. Tuż nad głowami unosiły się leniwie nieco błogie, przyjemnie zmęczone myśli, bo przeżyta niedawno przygoda wstrząsnęła nudnawą szopką uszykowaną wyłącznie dla spełnionych i szczęśliwych absolwentów. Nie dla nich. Scaletta przylazł tu za nią, bo go zaprosiła wiedziona jakąś nieodpartą potrzebą soczystego celebrowania pewnego złodziejskiego sukcesu. Westchnęła głośno, raz jeszcze wkradając się do słodkich snów obojętnego sąsiedztwa, bo głos fantastycznie niósł się po całym pionie. Nigdy jej nie obchodziło to, co wpadało do ucha tutejszych lokatorów - a ci zapewne niejednokrotnie z wdzięcznością wysłuchiwali jej osobistych melodii. Z Michaelem u jej boku prędzej jednak groził im głęboki sen. Pochyliła się leniwie do wyrzuconego kawałka okrycia i podniosła go, naprawdę powoli dobijając do drzwi i przekręcając wkrótce później wysłużony zamek. Nagą łydkę zdobiła rozdarta w nylonie smuga. Obcas zadzwonił rytmicznie po posadzkach w korytarzu marnego mieszkania na poddaszu. W progach przywitało ich nawoływanie dwóch niuchaczy. Drobne pazurki postukiwały we fragmenty metalowej klatki, domagając się błyszczących fantów od swojej pani.
– Masz jakieś skarby, Scaletta? Prócz tej... księgi? Moi mali chłopcy nie pogardzą żadnym podarkiem, wiesz? – podpytała, uważnie sobie go lustrując i naprawdę ostatkiem sił powstrzymując się przed zanurkowaniem w jego kieszeniach. Bez przesady, Moss. Odgarnęła włosy do tyłu, uprzednio usuwając wsuwki i burząc nieco wymyślne, balowe upięcie, a później – już boso, choć wciąż w podartych pończochach –podążyła w stronę kuchni. – Napijesz się czegoś? Mam czarną herbatę, wódkę, wodę z kranu i całkiem sporo rumu – oznajmiła donośnie, już myszkując po szafkach w poszukiwaniu czegoś. – A może jesteś głodny? – Choć po wyżerce na tym wypasionym zjeździe nikt chyba nie powinien myśleć o strawie. Ruch ten wydawał się nadzwyczaj lotny, kilka zdobnych obrotów, kilka niepotrzebnych wariacji bioder i swoisty taneczny spektakl dla czyichś oczu. Michael miał rację. Wcale się nie natańczyła, wcale się nie nasyciła, choć akcja między zakurzonymi regałami wyjątkowo ją podkręciła. Potrzebowała jednak więcej, potrzebowała zabawy, ponownego wymknięcia się z kontroli i przyziemności, jeszcze tych kilku tańców i kilku drinków. Wcale nie planowała kończyć już tej nocy. Machnęła różdżką, by zmrozić wodę, a później wsypała kostki do szklaneczek, jakby już doskonale wiedziała, czego mógł potrzebować. – Tylko zdejmij ten krawacik! – zawołała, uśmiechając się nieco frywolnie ponad blatem.
Czuj się jak u siebie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Michael Scaletta
Czarodzieje
wolność — kocham i rozumiem
wolności oddać nie umiem
Wiek
26
Zawód
kradnie, co popadnie
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
kawaler
Uroki
Czarna Magia
5
0
OPCM
Transmutacja
7
15
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
7
10
Brak karty postaci
27-02-2026, 21:09
Zelówki zniszczonych butów odklejały się od podeszwy, a tanie perfumy już dawno wywietrzały; cała reszta sprawiała jednak wymowne wrażenie dystyngowania, począwszy od eleganckich spodni w kant po białą koszulę, której kołnierzyk obwiązany pozostawał ciasno krawatem. Gdyby nie wiosenne błoto i wieczorna plejada kałuż, gdyby nie smród portowych zaułków, ich obydwoje można by prawie że uznać za niefortunnie zagubionych; bo i jej pantofle stukały elegancją, bo i jej misterna fryzura oraz falująca ponad brudnym brukiem kreacja zdawały się jakąś pomyłką, jakby niechlubnie wepchnięto ich w jakiś podły, senny miraż ― doraźne świadectwo innego życia, nieco innej rzeczywistości.
Ta prawdziwa niezmiennie jednak o sobie przypominała, skrzypiąc niemrawo schodkiem pod naciskiem żwawo podążających na górę stóp, jęcząc przeraźliwie uchylającymi się drzwiami wejściowymi, klnąc nieładnie wulgarną kurwą ulepioną z miałkiej zadyszki.
Ta prawdziwa zwykle spędzała sen z powiek, napawając trwogą, złością, zrezygnowaniem; dziś natomiast to ona ― ta prawdziwa, iście parszywa rzeczywistość ― spała smacznie, zakopana głęboko pod euforią drobnej, udanej kradzieży, tamtego leniwego tańca, wreszcie ― samej to myśli, że cała ta szkolna farsa nie zakończyła się wcale nieprzyjemnością. Wspomnienia sprzed lat nie nawiedzały go dramatem, a zamiast nich zrobiono chyba miejsce na te nowe; te wiążące go na stronicach dziennika właśnie z Philippą, te zaznaczające w końcu wyraźniej jej nieprzeciętną obecność. Był jej świadom od zawsze, czuł ją przy swoim ciele i umyśle od zawsze, a przy tym pozostawał tak fatalnie tym niewzruszony, tak rozczarowująco od niej oddalony; zupełnie jakby bał się przywiązania, zupełnie jakby obawiał się, że któregoś dnia zapłacze za tym kobiecym cieniem, w definiującym ich istnienia, wielkim domu z betonu, nie zastając już śladów jej obecności.
Ale ona ― minut ledwie kilkadziesiąt temu ― głośno nazywała to błędem; ona, kąsając bezpośredniością, przyznawała, że jej ja było dlań niejednoznacznością zasługującą na jakieś rozstrzygnięcie, na jakieś ostateczne zdefiniowanie.
I to chyba głupio odurzyło ten jego zakuty łeb jakąś niewinną ciekawością; i to chyba, na ten doraźny moment, sprawiło, że w postawie swoistego wyzwolenia pozwalał sobie wreszcie snuć pod jej adresem nieco konkretniejszą konstatację.
Choćby i taką, że dziś wyglądała naprawdę ładnie; choćby i taką, że skoro w otoczeniu tych wszystkich mężczyzn z elit wciąż wybierała jego, wciąż zapraszała do siebie właśnie jego, niezmiennie łączyć ich musiała chyba jakaś wzajemna lojalność ― bo w kaprysy i sygnały od losu nie zwykł wierzyć.
― Nie wyrzucaj ich jeszcze, wypolerujesz sobie nimi swoje błyskotki ― doradził pragmatycznie, choć w głębi ducha nie chciało mu się wierzyć, by w swojej kolekcji skrywała złotą lub srebrną biżuterię; w duchu nowości ― akceptującej iluzję, że którekolwiek z nich było na takie wymysły realnie stać ― takich faktów wolał tu na głos obrazoburczo nie przedstawiać, nawet jeśli w jego szufladzie spoczywał najpewniej oryginalny naszyjnik z niemałym kamieniem szlachetnym. Kradziony, rzecz jasna, ale to obecny właściciel miał aktualnie, w tej dygresji, jedyne znaczenie. ― Kumplom po fachu nie poskąpię ― rzucił półżartem, półserio, podrzucając zaplutego knuta gdzieś w pobliżu łasych krecików; sam to chyba dziwił się sobie na poczynioną tu szczerość, ale oszukiwanie się, że nie wiedziała kim jest i jakie skrywa w swoim skomplikowanym wnętrzu grzechy, byłoby już naiwne. Tę maskę więc, bodaj na moment, wygodnie porzucił; a w dosłownej formie ściągnął ledwie buty i marynarkę, porzuciwszy je w którymś z zakurzonych kątów wąskiego przedpokoju. ― Wódeczki nie odmówię ― rzucił cicho i zarazem nadto lekko, prawie jakby nie pijał jej niemalże codziennie, prawie jakby rozmawiali jednak o zajeżdżającej żelazem wodzie z kranu. Nie tracili czasu, ona zniknęła w ciasnej kuchni, on zaś odważnie rozgościł się w saloniku; nie zdążyła pewnie nawet wyciągnąć porządnie kieliszków, a on zagrzmiał:
― No, no, skąd masz takie wypasione lustro? ― Sprytny wzrok przewertował wysokie, choć wąskie zwierciadło, oparte grzecznie o mury dziennego pokoju; zgodnie z jej sugestią poluzował w końcu ten krawat, zgodnie z instynktem zamajaczył zaraz obok niej, atakując kolejnym pytaniem: ― I czemu jeszcze niepowieszone? Zajmę się tym, co? ― zaproponował, częstując się pierwszą, dopiero co polaną, kolejką ciepłej wciąż gorzały. Lód nie zdążył jeszcze oddać jej swojego zimna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
28-02-2026, 12:14
Zareagowała nieprzesadnym prychnięciem, niosło to także jawny ślad rozbawienia, wraz z poderwanym z czoła nieokrzesanym pasmem włosów – wymownym świadkiem kończącej się imprezy. Bowiem szkatuła z jej osobistymi ozdobami to kupa tanich podróbek z portowego targowiska, bez żadnej wartości. Była dziewczyną, która nijakim skarbom lubiła dopisywać większą wartość, która z prostoty tworzyła zacne historyjki, ostatecznie zacierając gdzieś granicę między prawdą a fikcją. Bo choć jej szyję zdobił udawany wisior o mdłym blasku, wciąż dumnie wyciągała swe ciało ku słońcu, łowiąc podziw obcych oczu. Wtedy bury świat choć przez chwilę nabierał jakiegoś wyrazistego koloru i on czuła, że otaczają ją bardziej ekskluzywne możliwości. Oczywiście wszystko to było marną wydmuszką, ale dzięki temu nabierała mocy, by iść dalej – bez opuszczania głowy, bez kapitulacji wobec niesprawiedliwości losu.
Więc, Michaelu: – Żebym jeszcze takie miała – skomentowała prędzej pod nosem, niż dla ciągnięcia dość niewygodnej prawdy. On najpewniej w swoich rękach grzał już tysiąc błyszczących bransolet czy pierścieni, by później zdecydowanie bez sentymentów spieniężyć je i oddać jakiemuś szczęśliwemu bogaczowi. Znał dotyk i ciężar tych błyskotek przecież o wiele lepiej od niej. Sama pewnie nie odróżniłaby szafiru od szmaragdu, nie odróżniłaby podróbki od fałszywki. Jego oczy widziały, jej mogły tylko karmić się bezwstydnymi wyobrażeniami, ale wciąż bez większych nadziei. – Ależ hojny z ciebie kieszonkowiec, dla mnie też coś masz? – podpytała z kuchennych zakamarków, raczej żartobliwie, bez potrzeby namolnego wydłubywania z jego tajemnic korzyści dla swojego istnienia. Zawtórował temu późniejszy śmiech i kręcąca się w niedowierzaniu głowa. Przecież ona też bywała… kumpelą po fachu, choć nie z czystej potrzeby zarobku, prędzej w głodzie informacji czy istnej ciekawości, wobec której czasami nie dało się utrzymać dłoni w spokoju, niewinnie, blisko barmańskiego fartuszka. Czy wiedział?
Herbatę też zrobiła, przy pomocy różdżki zagnieżdżając zbudzony nagle płomień pod wysłużonym, skrzypiąco kołyszącym się na haku czajniczkiem. Krzątała się między półeczkami, by wydobyć cokolwiek, co zajęłoby miejsce na starym stole i usatysfakcjonowałoby jej gościnną naturę. Miała kilka małych, jeszcze zjadliwych słodkich bułeczek, które podkradła bodajże przedwczoraj staremu piekarzowi, miała także ze dwie garści orzechów – wcale ich nie lubiła, dlatego gnieździły się w szafce, zawsze czekając na jakąś lepszą okazję. Znalazła ze trzy podłużne wafle w czekoladzie i resztkę syropu malinowego, idealnego do tej herbaty. Choć żadne z nich nie miało specjalnych wymagań wobec dalszej części wieczoru, Philippa po prostu chciała, by dobrze się tu czuł. A głos, który nieco stłumiony dotarł wreszcie do kuchni, zdawał się podpowiadać, że właśnie tak było. Najpierw się więc uśmiechnęła ponad dzbankiem wypełniającym się parującą wodą. Obróciła się, kiedy stanął w progach kuchni, kontynuując swój zaskakujący wywiad i już wyciągając łapy po kieliszeczek.
– To lustro… wzięłam ze śmietnika, strasznie podobała mi się ta rama, naprawiłam stłuczenia i, wiesz, stoi sobie tak kilka miesięcy. Przygląda mi się, jak przymierzam sukienki – jak robię dobrą minę do złej gry. – Chcesz to teraz robić? Michael…. – przeciągnęła błagalnie sylaby niespecjalnie zachwycona jego intencją. – nie zaprosiłam cię po to, by zagonić do roboty, wiesz? – zamruczała, zbliżając się, otulając miękkim spojrzeniem, zupełnie jakby to miało w czymkolwiek pomóc, zniechęcić go do podobnych sprawunków. Nie chciała, by wypełniał tę chwilę robotą. Po drodze zdążyła jeszcze opróżnić pierwszą porcję wódeczki. Obejmowała go przez chwilę nieco sugestywnym spojrzeniem, by wreszcie przestać i przenieść to wszystko do saloniku. Po drewnianych podłogach zwinnie przemknęła, a materiał sukienki zawiał w gwałtowności tego pochodu. Rozłożyła przekąski na stoliku, mocno postawiła butelkę wódki, by ostatecznie oprzeć się o ramię głębokiej sofy. Skierowała oko wprost na to nieszczęsne zwierciadło. Za każdym razem widywała w nim to samo oblicze. – Zasłania wgniecenie w ścianie, kiedyś poniosło mnie z zaklęciami – przyznała nagle, zastanawiając się cicho, czy po jego stronie nie widniał żaden cień tamtej frustracji. – Lubię je – dopełniła, jednocześnie podciągając niespiesznie materiał spódnicy w górę uda, by niedługo pozbyć się tych nieszczęsnych pończoch. Odpięła dwa paski i wcisnęła palec pod prześwitujący, czarny materiał, powoli zmusiła go do zsunięcia się. Tak po prostu, bo przy nim czuła się się zupełnie swobodnie. Nie od dziś.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:55 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.