• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > St James's Park
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
08-06-2025, 14:18

St James's Park
To rozległy park położony między Pałacem Buckingham a dzielnicą rządową. W latach 60. to miejsce spacerów urzędników, turystów i londyńczyków spragnionych chwili wytchnienia. Zadbane alejki wiją się między kwitnącymi rabatami, a na tafli jeziora spokojnie suną łabędzie, kaczki i pelikany – osobliwość przyciągająca spojrzenia.Mostek w centralnej części parku oferuje malowniczy widok: po jednej stronie błyszczy fasada pałacu, po drugiej rozciąga się Horse Guards Parade – szeroki, ceremonialny plac, na którym często ćwiczy gwardia konna. Park sprzyja spokojnym rozmowom, dyskretnym spotkaniom i chwilom samotności. Choć znajduje się pomiędzy ośrodkami władzy, panuje tu atmosfera spokoju i subtelnej elegancji – idealna dla kontemplacji, flirtu lub cichych intryg w cieniu królewskich budynków.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#2
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
26-02-2026, 23:57
12 maja

Ten dzień musiał nadejść, ale dopiero kiedy wczesnym popołudniem znalazłem się w umówionym miejscu, zacząłem dostrzegać takie szczegóły jak fakt, że najwyraźniej deszcz padał cały poranek i dopiero co się rozpogadzało. Kałuże, które tworzyły się na kamiennych dróżkach nie były duże, ale wystarczyły, bym obudził się z jakiegoś letargu i pojął, że nawet jeżeli Leopoldine obiecała, że pojawi się na przechadzce, to może będzie chciała odwołać ją w ostatniej chwili w związku z podłą pogodą. Czy wyglądałem sowy, która miałaby znaleźć mnie, kiedy stałem sztywno na jednym z mostków przy wejściu? Nie powiem, że raz czy dwa obejrzałem sie, słysząc ruch skrzydeł. Za każdym razem były to jednak kaczki. Większość czasu wpatrywałem się więc w taflę wody w stawie, oraz w obrastające je chwasty, starając się przygotować do spotkania. Miałem kilka strategii w głowie, ale im bliżej umówionej godziny, tym łatwiej było mi wątpić w ich wartość i odrzucałem jedna po jednej. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jest to przedziwne z punktu widzenia Lepoldine. Może wygodniej byłoby, gdybyśmy nigdy wcześniej po prostu się nie spotkali, a ja właśnie czekałbym na spotkanie na którym pierwszy raz zobaczyłbym jej twarz. Biorąc jednak pod uwagę to, że mieliśmy już (nie)przyjemność, moje zaproszenie do spotkania - i małżeństwa, musiało być dla niej czymś nieoczekiwanym. A jednak to właśnie tą drogą podjąłem decyzję iść, kiedy Cassius podsunął mi 2 nazwiska.
Unoszę spojrzenie znad wody, przeczesuję nim uważnie okolicę, ale nie widzę Leopoldine na horyzoncie.
Czyli może jednak nie przyjdzie.
Czy to znaczy, że będę musiał napisać taki sam list do właścicielki drugiego nazwiska?
Z jakiegoś powodu nie podoba mi się ta myśl i odrzucam ją równie prędko jak się pojawiła.
Wreszcie jednak dojrzałem pannę Flint, która zbliżała się do umówionego miejsca. Musiałbym skłamać, gdybym powiedział, że nie rozpoznałem jej sylwetki z daleka. Miałem jednak ku temu łatwość, bo przecież obserwowałem jej występy z wielu lóż, balkonów, siedzeń w przeciągu ostatnich miesięcy i wiedziałem dokładnie jak wygląda z daleka. Z bliska widziałem ją dotychczas tylko dwukrotnie. Za pierwszym razem w okolicznościach, które rozgrzewały wyobraźnię, za drugim razem w tych nieco mniej pozytywnych, podczas których jasno dała mi do zrozumienia, że powinienem nie wchodzić jej w drogę. I mimo tego co zostało wtedy powiedziane, wciąż wysyłałem do jej garderoby kwiaty. Minął jednak więcej niż miesiąc odkąd rozmawialiśmy, i chociaż zdaje się że  cień podobny do jej kształtu widziałem dwa tygodnie temu podczas Zjazdu Absolwentów, wciąż nie jestem pewny z czym przyjdzie mi się zmierzyć.
Leopoldine podeszła i czekam na jej  pozdrowienie, nim odpowiem podobnym. Zastanawiałem się kilka dni,  jaki wyraz twarzy będzie miała, a jaki miała kiedy odczytała mój list. Miałem jakiś cień nadziei, że ten pomysł (małżeństwa) nie wydaje się dobry, jedynie mi. Ale może na zbyt wiele fantazje sobie pozwalałem, albo znów żyłem fatamorganami które sprzedawała mi ona (albo moja podświadomość), kiedy pierwszy raz z nią rozmawiałem po premierze.
- Przejdziemy się? - proponuję, nader energicznie, co nie współgrało z powolnym i opanowanym chodem, którym zaczynamy spacer. Osobiście uważałem, że taki pomysł na wspólne spotkanie było wygodne dla nas obojga, chociaż skręcało mnie w żołądku, kiedy myślałem o tym, że miałbym zaimponować jej czymkolwiek podczas takiego spaceru. Na herbatce mógłbym przynajmniej zamówić odpowiedniej wielkości talerz (wieżę) przekąsek. W restauracji moglibyśmy zamówić najdroższe dania. Tu natomiast nic nie może mówić o moim statusie, może poza szatą. Jest ona robiona na zamówienie i odpowiednio znajduje balans pomiędzy szatą czarodzieja, a szatą akceptowaną przez mugolskie społeczeństwo - które mogliśmy obserować w całym parku.  Możliwe, że oboje podjęliśmy tę samą decyzję, by nie rozpoczynać rozmowy zbyt prędko. Ja rezygnuje z kolejnych strategicznych rozpoczęć rozmowy, które nagle w świetle dnia i w obliczu jej obecności obok wydawały mi się zbyt naiwne.  W końcu jednak decyduję się na rozpoczęcie rozmowy od pytania.  - Zdaje się, że już wiem co przywiodło cię panno Flint do Anglii. Mogę spytać gdzie mieszkałaś wcześniej?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#3
Leopoldine Flint
Czarodzieje
if i was the moon, would you still look for the stars?
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
04-03-2026, 17:30
Przez ostatnich kilka dni towarzyszyło jej silne pragnienie ucieczki. Ba, podjęła nawet jedną próbę podpalenia wszystkich struktur jej życia, ponownego zniknięcia z Flintowskiej przestrzeni, a może nawet przestrzeni angielskiej. Była przekonana, że dla jej ojca musiał być to kolejny dowód jej niedoskonałości. I kolejny przyczynek do chwalenia Leopolda, jedynego dziecka, które nigdy w niczym mu nie umniejszyło. Chciała jednak sprawiać pozory zadowolenia z całej sytuacji. Otrzymawszy listy od pana Carrowa, odpisywała mu bez zbędnej zwłoki, ba, umówiła się nawet na spotkanie w terminie odpowiednio odległym, że była przekonana, że do niego nie dojdzie. I nie doszłoby, gdyby nie interwencja Leopolda, gdyby znów nie musiała chodzić po korytarzach Tir Eilean.
Opuszczając tego dnia tereny rezydencji, była w zaskakująco dobrym humorze, nawet pomimo nieprzychylnej do spacerów aury. Z pewnym zaskoczeniem, bowiem pierwszy raz od tygodnia, przyjęła myśl, że naprawdę cieszyła się na podróż. Nie dlatego, że zostawiała za sobą Margate, ale dlatego, że naprawdę chciała go spotkać ponownie.
Minął ponad miesiąc od chwili, w której widzieli się ostatni raz. Pożegnali się w humorach wielce ponurych, ona z życzeniem na ustach, aby nie widzieli się już nigdy więcej. Po wszystkim nastąpiło jeszcze kilka rzeczy; jej gorączkowa rozmowa z Leopoldem. Kolejne serie przeprosinowych kwiatów, które przychodziły do jej garderoby. I każdy kolejny bukiet stopniowo rozmiękczał kamień jej gniewu, aż do chwili, gdy nieznajoma sowa zasiadła na jej parapecie, a człowiek, który nie potrafił specjalnie posługiwać się słowem w mowie, nakreślił zdanie, którego brzmienia spodziewała się usłyszeć z ust ojca lub wuja Ignatiusa. Wiedziała, po co przyjechała do kraju. Wiedziała, że wielu kawalerów starało się o jej rękę, ale fakt, że jednym z nim miał być nie kto inny jak Rodric Carrow, przyjęła z przedziwną mieszanką uczuć. Wcześniej uważała go za głupca. Teraz, o dziwo, zaimponował jej swoją stałością w wyborze. A była to pierwsza jego zaleta, która przychodziła Leopoldine do głowy i nie wiązała się z wyglądem urzędnika.
Tak jak on rozpoznał ją, tak i ona rozpoznała go z daleka. Był człowiekiem słusznego wzrostu, w tym aspekcie charakterystycznym w takim samym stopniu, co filigranowa budowa baletnicy. Ostatnie chwile samotności, przed zbliżeniem się do Rodrica na stosowną odległość, spędziła na rozmyślaniu nad słusznością ewentualnego mariażu. Jej mężem mógł zostać ktoś o dobrym nazwisku, jeszcze lepszym rodowodzie, o porządnym, przynoszącym prestiż zajęciu, stały w uczuciu na tyle, aby nawet po upływie ponad miesiąca dojść do wniosku, że należało się o nią starać. Ten sam człowiek jednakże nieprzesadnie dziarsko władał słowem, miewał porywcze pomysły, które były już przez nią nieodpowiednio odebrane, w dodatku chętnie, w jej opinii, sięgał po kłamstwo, gdy palił mu się grunt pod nogami. Nie był więc ideałem, jakiego wyobrażała sobie jako mała dziewczynka, lecz i ona małą dziewczynką nie była. Wiedziała już, jak okrutny bywa świat i choć pragnęła być posłuszna zdaniu rodziny — jeżeli mogła, chciała mieć wpływ na swoje życie.
A Rodric Carrow już reagował na jej upomnienia. Może nie tak sprawnie, jakby tego chciała, ale dawał jej wyjątkowe poczucie bezpieczeństwa przyszłości, o ile dalej będzie się stosował do jej życzeń i wskazań.
— Panie Carrow — skinęła głową na powitanie, przekładając towarzyszący jej parasol z jednej ręki do drugiej. — Pogoda nas nie rozpieszcza — stwierdziła grzecznościowo, przenosząc na moment wzrok na rozpościerającą się przed nimi ścieżkę. Cóż, doskonale, że ubrała na tę okazję wyższe, skórzane botki, nie zaś pantofelki odsłaniające więcej stopy i bardziej skłonne do zanurzenia się w błocie. Ciężko było cokolwiek wyczytać z jej twarzy. Nie wydawała się ani przesadnie zadowolona, ani nie zdradzała znaków sugerujących, że najchętniej spędzałaby ten czas w innym miejscu, czy w towarzystwie kogoś innego. Chociaż do czasu — energiczna propozycja sprawiła, że wargi Leopoldine wygięły się w niekontrolowanym, rozbawionym uśmiechu. Umyślnie czy nie, Rodric potrafił skłonić ją do uśmiechu i poprawić humor. To też należało dopisać do listy jego zalet.
Szli powoli, ale to właściwie odpowiadało Leopoldine; nie spoglądała w twarz kandydata do jej ręki, skupiona bardziej na obserwowaniu tego, co działo się wokół nich. Kropli deszczu osiadłych w kwitnących już, ciężkich kielichach kwiatów. Przechadzających się obok czarodziejów i mugoli, od których niespecjalnie odstawali strojem. Mugolscy mieszkańcy Londynu mogli uważać ich po prostu za parę hołdującą sprawdzonej klasyce, nie zaś kolorowym nowościom.  Poza tym, wszystkie wspomniane wcześniej okoliczności przyrody miały tę jedną zaletę, że nie zmuszały Leopoldine do zadzierania głowy.
Na pytanie, zadane w sposób delikatnie niepokojący (cóż bowiem mogło znaczyć, że już wiedział?) należało przecież odpowiadać spoglądając prosto w głęboki brąz tęczówek je zadającego.
— W Leningradzie, ma tam swoją siedzibę najbardziej klasyczny i elegancki z wielkich rosyjskich teatrów baletowych — nie rzucała nazwą Teatru im. Kirova, uznając, że urzędnikowi zapewne niewiele to powie. A może oceniała go zbyt ostro i zbyt pochopnie? Możliwe, że odkąd zaczął obserwować ją na deskach Arcadii wiedział o absolwentkach Kirova więcej, niż sam mógłby przypuszczać. — Gdybym chciała pana lepiej poznać, co powinnam o panu wiedzieć? — pytanie za pytanie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#4
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
16-03-2026, 03:28
Idąc wiosennym parkiem rozważałem, kiedy mam podnieść temat jutrzejszego wydarzenia na które zostaliśmy  zaproszeni wraz z narzeczoną. Nie zdążyłem jeszcze zaprosić Leopoldine, wszak zostawiłem na ostatni moment zaproszenie jej na spacer. Jeszcze tydzień temu, kiedy Lucinda wysłała mi list, zastanawiałem się, czy nie będzie wystarczające jeżeli tam zaproszę Leopoldine na nasze spotkanie. A jednak okazało się, że  mieliśmy mieć jeszcze jedną, wcześniejszą okazję do rozmowy twarzą w twarz i teraz docierało do mnie, że chociaż uznałem z góry, że to nie problem, byśmy dzień po dniu mieli pokazywać się publicznie, tak teraz zaczynałem mieć wątpliwości, czy znów nie jestem jednym który uważa to za dobry pomysł.
Oczywiście mówiąc o powodzie jej pobytu w Londynie chodziło mi o nic innego jak o to, że nigdy nie otrzymałem od niej odpowiedzi po tym kiedy  pod windą pytałem jej o cel jej wizyty. Teraz, skoro już wystartował wyścig do jej ręki, było jasne, że wróciła po to, aby zostać czyjaś żoną. Stary Flint najpewniej zrobił odpowiednie podliczenia i uznał, że więcej dobrego wyjdzie z dobrego małżeństwa niż z tych jej tańców.
Spoglądam pod ramię gdzie znajduje się postać baletnicy. Znajduje tam szukające mnie spojrzeniem oczy, które gotowe są nieść odpowiedź o poprzednim życiu, które znajdowało się w miejscu dla mnie zupełnie nieinteresującym,  dalekim  i jak podejrzewałem okropnie lodowatym. Ten fakt dodawał nieco kontekstu do postaci panny Flint, natomiast nie było go na tyle wiele, bym zaczął wiedzieć w niej kologolwiek więcej niż piękną lalkę, którą chciałem postawić w swoim salonie.
- Teatr Kirova - mówię prawie odruchowo, spoglądając na spokojną ale ciemną taflę parkowego jeziorka. - Nie miałem przyjemności, ale słyszałem, że faktycznie robi wrażenie - wspomniałem, mając na myśli wszystkie dostojne damy po siedemdziesiątce, które zwykle towarzyszą mi podczas przedstawień baletowych, a które poza tym jeszcze podróżują i podczas podróży chodzą na przedstawienia. - Czy tutejszy teatr Arkadia jest dobrym zamiennikiem? - zastanawiam się, chociaż chyba bardziej z typowej angielskiej grzeczności, niż dlatego, że interesowało mnie to. Jeżeli przecież weźmiemy ślub, to nie będzie to miało żadnego znaczenia.
Co powinna wiedzieć o mnie Leopoldine, żeby mnie poznać? Gdzieś przemknal mi przez głowę pomysł, żeby faktycznie jej powiedzieć coś prawdziwego. O tym co sądzę o tych mugolach, których mijamy. O tym dlaczego spinam się za każdym razem, kiedy przechodzimy obok niemagicznych. O tym, ze dla rozluźnienia chodzę torturować mugoli. O tym że do niedawna trzymałem mugola w piwnicy. O tym, że mam szlame na utrzymaniu.  Ale był to jeden z głupich pomysłów, który na szczęście równie szybko zniknął.
- Jestem najmłodszym synem, więc jak się domyślasz niewiele sie odemnie wymaga, jedynie to bym mnie przynosił wstydu  - szkoda, że to mi nie wychodzi wcale najlepiej. Szybko dochodzę do wniosku, że nie ma we mnie nic równie ekscytującego do baletu Leopoldine. Moje hobby nie należały do tych którymi warto się chwalić. Zerkam w dół, oczekując tam znow nieusatysfakcjonowanego spojrzenia, bo poza tym że nie mam hobby, jestem jeszcze małomówny. Uśmiecham się lekko.
- Chyba potrzebuję od Ciebie pytania pomocniczego panno Flint, bo obawiam się że nie mam takiej zdolności otwierania się jak ty
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek


Skocz do:

Aktualny czas: 20-03-2026, 00:48 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.