• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Ministerstwo Magii > Piętro VI > Biuro Obsługi Interesanta
Biuro Obsługi Interesanta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
13-11-2025, 20:38

Biuro Obsługi Interesanta
Biuro Obsługi Interesanta to jedno z najbardziej ruchliwych miejsc w Ministerstwie Magii. Przestrzeń podzielono na część z kolejkomatem, rzędem krzeseł dla oczekujących oraz kilka okienek, w których pracownicy przyjmują wnioski, wydają dokumenty albo kierują interesantów do odpowiednich departamentów. Na ścianie zawieszono rozbudowaną tablicę informacyjną z broszurami, procedurami i wzorami formularzy, które można zabrać do wypełnienia. Atmosfera jest formalna, lecz profesjonalna; mimo stałego tłoku urzędnicy pracują sprawnie, regulując kolejkę i odpowiadając na pytania czarodziejów. W godzinach szczytu słychać tu szmer rozmów i przesuwanie pergaminów, ale panuje porządek charakterystyczny dla instytucji przyzwyczajonej do dużej liczby petentów. To pierwsze miejsce, z którym styka się każdy obywatel przychodzący do Ministerstwa.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Rodric Carrow
Śmierciożercy
Wiek
28
Zawód
Służby Administracyjne Wizengamotu
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
10
17
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
3
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
3
Brak karty postaci
16-02-2026, 22:18
Jak śmiem? Sam nie wiem, ale okazuje się, że nie tylko śmiem, ale również chyba śnię na jawie. Jak bardzo można pomylić się w ocenie tej samej sytuacji? I dlaczego mam wrażenie, że pomimo moich bardzo pozytywnych intencji (przecież wyszedłem ku niej z prośbą o wybaczenie!), Leopoldine jest gotowa zrzucić na mnie wszystkie błędy wszystkich mężczyzn, którzy kiedykolwiek jakkolwiek uznawali, że jest zdolną tancerką i posyłali jej kwiaty. No właśnie, kwiaty. Ile złego mogą uczynić zwykłe, różowe hortensje. Niewinność ich płatków ma się nijak do namiętności zamkniętej w ich znaczeniu, a może powinny oznaczać zwiastun kłótni? Okazuje się, że nie tylko uraziłem ją swoimi komplementami, ale uraziłem nimi cała społeczność aktorek i tancerek. Z tego co wiedziałem, żadna tancerka nie odmawiała kiedy dżentlemen, nawet ten w podeszłym wieku, oferował jej romans, więc szybko pojąłem, że problemem tutaj mogę być ja. Albo Leopoldine. Natomiast jeszcze nie do końca rozumiałem w jakim stopniu które z nas bardziej nie pasuje do roli w której się znaleźliśmy.
-Proszę się nie martwić, teraz zrozumiałem - wystarczyło się lekko odchylić, by zmniejszyć nacisk palca na klatkę piersiową, ale ja robię rzecz kompletnie odwrotną i przychylam się w jej kierunku, kładąc nacisk i zmuszając ją do podjęcia decyzji czy chce jeszcze mocniej wbijać się w moją skórę, czy odpuści. Zaciśnięte mięśnie twarzy, sztywne i utrzymujące w stalowej minie, coś pomiędzy złością a pogardą, wtórują oczom, które jakby zgaszone wpatrują się w oczy Leopoldine  -Nie będę więcej Pani uwłaczał oferując niechciane zaloty
Skoro powiedzieliśmy sobie czego jedno od drugiego dalej nie chce, czy raczej ona powiedziała a ja się z nią zgodziłem, nawet nie podnosząc się do walki, nie pozostawało już nic, prawda? Winda ruszyła a Leopoldine przemknęła do wyjścia,  tak prędko, że nie zdążyłem się nawet odwrócić. Kiedy to robię, ona już jest na zewnątrz, więc wychodzę za nią. Nie mam powodu, żeby zostawiać ją bez opieki, nawet jeżeli wolałaby już z mojej strony nic nie otrzymać. Kiedy zorientuje się, że jest na złym piętrze i zawraca, drzwi od windy w której byliśmy zamykają się i zostaję już tylko ja, panna Flint oraz korytarz pełen wycinków sportowych opiewających sukcesy zawodników, puchary i medale... Nie, nie jesteśmy na dobrym piętrze. Mój plan, który jeszcze kilka minut temu wydawał się genialny, teraz jest już nawet dla mnie głupotą, o której nie chcę myśleć.
Nie udało się Leopoldine strawić mnie jadem, ale przyjmuję jej życzenie jakby było jedynie kaprysem. Już jedno spełniłem, a to nie Gwiazdka.
- Proszę się nie unosić, jesteśmy już niedaleko- zaledwie kilka sekund dzieli nas przecież od piętra na które chce jechać panna Flint. Zawołana w międzyczasie winda już do nas mknie, a ja z niepokojem obserwuję, jak wokół nas gromadzą się sowy, które niosą liściki na inne piętra. Tym razem nie będzie żadnego zatrzymywania windy, nie chciałbym skończyć z oczami wydrapanymi przez agresywne ptactwo. I wcale nie chodzi tu o ptaszynę Flint, niestety. Chociaż to byłaby już kolejny sposób w jaki mogłaby mnie potraktować dzisiejszego dnia.
Kiedy wchodzimy do windy sama Leopoldine musi być zdumiona, ale razem z nią wlatują tam trzy sowy, które ustawiają się tuż za jej plecami, no i tak jak sądziłem nie minęła chwila a one już zaczynają tam srać i w ostatniej chwili podstawiłem rękę nad głową Leopoldine, żeby nic na nią nie skapło. Co prawda skapło na moją rękę i jestem zniesmaczony ogromnie, natomiast nic po sobie nie daję poznać, tylko szukam w kieszeni wewnętrznej chustki, w którą mógłbym wytrzeć rękę. Scena komiczna, ale trochę romantyczna. Szkoda, że już jesteśmy prawie na miejscu.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Leopoldine Flint
Czarodzieje
if i was the moon, would you still look for the stars?
Wiek
23
Zawód
wschodząca gwiazda baletu
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
panna
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
0
5
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
13
16
20
Brak karty postaci
19-02-2026, 10:04
Różane usta zacisnęły się w wąską kreskę, gdy uderzyły w nią kolejne sprzeczne sygnały. Zrozumiałem, mówił Rodric Carrow; powinien więc zacząć się kajać, powinien prosić o jej przebaczenie i może kiedyś - bo nie teraz, nie w chwili, gdy gorąc emocji przejmował nad nią kontrolę w tak wielkim stopniu. Może i zrozumiał, ale czy na pewno, skoro zamiast się odchylić, zamiast dotknąć plecami twardej powierzchni drzwi za sobą, przechylił się w jej kierunku? Nie należała do osób, których ogień łatwo było zgasić, czy też przydusić. W tym najbardziej podobna była do swego brata, bowiem od razu wcisnęła w niego palec jeszcze mocniej. Mglista myśl o konieczności ratowania paznokcia przed pęknięciem przemknęła jej przez myśl, ale ostatecznie to myśl o konieczności wygranej za wszelką cenę była tą, która popchnęła ją dalej. Nie podobało się jej to, co widziała na twarzy stojącego naprzeciw mężczyzny. Miał się kajać, miał przepraszać z jeszcze większym zaangażowaniem, a tymczasem przybrał pozycję defensywną, próbując przerzucić winę na nią. Był to widok tak nieprzyjemny oczom Leopoldine, że ta naprawdę zastanawiała się przez chwilę, czy nie powinna po prostu rzucić się na niego z pazurami, zdrapać elementy pogardliwej złości, wyszarpać oczy patrzące niby zgaszonym spojrzeniem w jej tęczówki, z im należnych oczodołów.
Nic takiego — oczywiście, ostatecznie — nie miało miejsca. Nie mogło się bowiem wydarzyć w ministerialnej windzie. I było poniżej poziomu dobrze wychowanej damy z szanowanej od wieków rodziny.
Ale złość wciąż wydaje się buchać z każdego poru jej ciała, gdy wbrew jej wstępnym życzeniom pan Carrow wychodzi za nią z windy. Wydawało jej się, że wyraziła się wystarczająco jasno, nie potrzebowała jego dalszej pomocy, była w stanie poradzić sobie sama. Jedno musiała mu przyznać — był człowiekiem wyjątkowo stałym w swoich zamiarach, jeżeli dalej, po wszystkim, co miało między nimi miejsce, tak upierał się o konieczność zadbania o jej dobro i dotarcie do odpowiedniego miejsca w Ministerstwie Magii. Może nie był najmilszym towarzyszem, może dzięki ślepemu zaufaniu w jego wskazówki dotyczące drogi do Departamentu Transportu Magicznego w pierwszej kolejności trafili na niewłaściwe piętro. Ale skoro już upierał się, że musi jej towarzyszyć w niewymagającej przecież podróży (bo czym było zjechanie windą piętro niżej?), nie będzie robiła mu awantury publicznie.
I choć język aż piekł ją od potencjalnie obraźliwych stwierdzeń, którymi mogłaby go obrzucić za sugestię unoszenia się (nikt nie powiedział mu, że podobne insynuacje działały na kobiety jak płachta na byka?), ostatecznie jedynym, czym obrzuciła pana Carrow, było pełne dezaprobaty spojrzenie. Ostatecznie winda przybyła prędzej, niż czas potrzebny na zastanowienie się nad tym, czy powinna faktycznie zaufać mu po raz kolejny. Postawiona przed faktem dokonanym panna Flint uniosła jeszcze spojrzenie na gromadzące się wokół nich sowy. Cóż, i te miały określone zadanie, za które (miała nadzieję) były sowicie wynagradzane w formie sowich smaczków i drapania między piórkami. Podobno sowy bardzo to lubiły.
Nie spodziewała się jednak, że sowy zajmą jej ulubione miejsce w windzie — czyli jak najdalej od pana Carrowa. W odpowiedzi na ten niespodziewany zwrot akcji zagryzła delikatnie wnętrze policzka, odliczając już tylko sekundy, które dzieliły ją od dostania się na poprawne piętro, a następnie - pod poprawne drzwi. Może to takowe odliczanie sprawiło, że nie zareagowała wystarczająco szybko. Nie zdążyła odsunąć się przed atakiem sowich odchodów. Na jej szczęście — i nieszczęście własne — w porę zareagował urzędnik. Jego ręka nad jej głową sprawiła, że od razu skuliła się nieco, jakby gotowa do ukrycia się przed zagrożeniem, którego nie była jeszcze świadoma. Mokre plask i następujący po tym zapach powiedziały jej jednak wszystko; i zmusiły do prędkiego przejścia pod wyciągniętą ręką na drugi koniec windy, bliżej drzwi.
Gdy spojrzała ponownie na pana Carrow, walczyła z mieszającym się w równych proporcjach rozbawieniem i współczuciem. Widziała, jak szukał czegoś — prawdopodobnie chusteczki — w kieszeni swej marynarki, ale... Cóż, była mu winna podziękowania. Nawet, jeżeli jeszcze chwilę wcześniej zirytował ją do granic możliwości. Wcale nie musiał jej bronić. Mógł pozwolić sowom na załatwienie się na jej głowę i nic sobie z tego nie zrobić. Może na to zasługiwała. Ale nie uniósł się dumą. Może nie miał na to czasu. Ale czy powody miały jakiekolwiek znaczenie? Ochronił ją.
Zasługiwał również na podziękowanie.
— Proszę — uśmiechnęła się, krótko, współczująco, gdy równocześnie podsunęła mu własną chusteczkę. Na nic więcej nie było czasu, gdy wybił znajomy gong oznajmiający dotarcie na odpowiednie piętro i otwarcie drzwi windy. Leopoldine po raz kolejny wystąpiła poza nią, tym razem na korytarz oznaczony odpowiednim numerem piętra. — Proszę ją zatrzymać. Dziękuję — dodała jeszcze, spoglądając wprost w twarz Rodrica Carrow aż do czasu, gdy widok na nią zasłoniły jej zamykające się za nią drzwi windy.
Sama Leopoldine z kolei skierowała się do punktu informacyjnego Departamentu Transportu Magicznego, gdzie dowiedziała się o tym, że — całe szczęście — jej licencja na teleportacje spełnia wymagania stawiane przez Brytyjskie Ministerstwo Magii, dzięki czemu mogła już nie martwić się o ewentualne konsekwencje teleportacji.

| z/t x2?
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:51 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.