• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Centralny Londyn > Pokątna > Herbaciarnia Rosy Lee Teabag
Herbaciarnia Rosy Lee Teabag
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-07-2025, 18:29

Herbaciarnia Rosa Lee Teabag
To urocza kawiarnia przy głównej części ulicy Pokątnej, nieopodal Banku Gringotta i Dziurawego Kotła, która przyciąga wzrok intensywnym kolorem landrynek oraz dekoracji w postaci oplatających go róż, które nie więdną nawet zimą. Różany krzew oplata również szyld, a obok niego lewituje parująca filiżanka. Wnętrze jest nie mniej urocze - dominuje tu kolor różowy, przepych i liczne, mięciutkie poduszki. Nic więc dziwnego, że gośćmi kawiarni to w większości czarownice, mogące w spokoju tu poplotkować i podyskutować o najnowszym wydaniu Czarownicy, siedząc przy okrągłych, zdobionych stoliczkach, na których zawsze stoi wazon ze świeżą różą.
Madame Rosa, właścicielka kawiarni, zawsze zachęca do spróbowania domowych ciast i babeczek, które czekają na klientów w środku za szklaną witryną tuż obok w środku lokalu.

    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Igor Karkaroff
Śmierciożercy
his eyes are like angels
but his heart is cold
Wiek
24
Zawód
przedsiębiorca, zaklinacz
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
25
OPCM
Transmutacja
14
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
14
15
4
Brak karty postaci
28-12-2025, 01:25
Z satysfakcją łykała te leciwe i, bądź co bądź, oszczędne, acz smakujące dobrze, gesty; z niemniejszym zadowoleniem spijała z warg świadectwa słodko-gorzkich półsłówek, którymi nie bez powodu zechciał ją dziś uraczyć. Na przemian z czarną kawą i osnutym czekoladą torcikiem, na przemian z chłodem jego skóry i miękką przenikliwością szarych tęczówek; niemalże jak na wystawnej uczcie, gdzie jasny obrus przenikliwie pozorował niewinnością, choć na jego szczycie majaczyły półmiski wypełnione siedmioma głównymi grzechami. Skromne talerzyki najpewniej skrywały gdzieś w swoich ramach lenistwo czy chciwość, gdzieś obok wąskiej szklanki pachnącej zazdrością, do pary z kieliszkiem gniewu; najdorodniej prezentowały się jednak pycha, pożądliwość i to brzydkie nieumiarkowanie, znaczące brudem porcelanę podków od filiżanek, a i kotłujące się też na skraju kobiecego oraz męskiego przełyku.
I mogła wtem czarować myślą ― samą siebie, a nawet wszystkich wokół ― że w ten pokrętny sposób żerowała na jego słabościach, bezwstydnie rozstawiając go po kątach w charakterze podłej modliszki; mogła i pewnie miała w tym jakiś pierwiastek racji, bo swoją otwartością obudziła uśpione dotąd przekonania czy potrzeby, pozwalając mu na szerzenie tej niechlubnej rozpusty. Sama w tym wszystkim zapominała jednak, że i ją cechowała ta nieładna przywara obżarstwa; że tworząc przestrzeń dla jego pożądliwości, sama udowadniała swój głód ― i wynikającą zeń nadmiarowość. W parze tej nie było więc pasożyta i żywiciela, nie było władcy i poddanego; w dyskretnych podszeptach prędzej wykwitła umowa, po bokach ciasnego stolika zasiadały zaś godzące się na jej warunki strony, świadome swoich praw oraz obowiązków.
Jego obowiązkiem było nasycić jej apetyt, jej natomiast ― oddać się temu rozpasaniu; prawem obydwojga stała się jedna oraz wspólna arogancja. Pewność siebie tak nieskalana, jak drżące pomiędzy leciwymi uśmiechami rysy; pewność siebie tak niezmącona, że obydwoje tkwili w przekonaniu o bezczelnym wykorzystaniu tego drugiego.
― To rozczulające, że widzisz potrzebę tam, gdzie jest tylko wybór ― zauważył cicho, wyzywająco szukając jej spojrzenia pomiędzy mgłą duszącego dymu; i choć kłamał teraz w tak błahej sprawie, i choć głośno przeczył temu, co w istocie było dla niego ważne, z jakiegoś dziwnego powodu nie chciał, by widziała go w takich kolorach. Innych od czerni, bieli i szarości, innych od skrajności, w których wygodnie mu było ― przynajmniej w jej obecności ― się rozgościć.
Więc na następne jej słowa usta rozciągnęły się tylko w cynicznej manierze, a głowa kiwnęła twierdząco, jako ta niema pieczęć; bo konwenanse sprawdzały się tylko tam, gdzie miały w pierwszej kolejności rację bytu ― w świecie utkanym z nici iluzji i pretekstów, w świecie funkcjonującym na zasadach pozorów. Tam, gdzie etykieta i norma stanowiły priorytety, tam też zagnieżdżało się możliwie najobrzydliwsze zepsucie ― jakby na przekór kajdanom, które w końcu stawały się zbyt ciasne, które wreszcie nader przesadnie krępowały ruchy rozochoconych ciał.
― Uwaga nie jest obietnicą. Jest zaproszeniem. Rzadko je ponawiam ― uznał sucho, zabierając opuszki palców z jej ciepłego uda, na krótki moment paraliżując scenę, na której odgrywali swoje role ― tylko po to, by zaraz farsę zwieńczyć ostateczną deklaracją. Resztki kawy splamiły jego koszulę, brązowa niechlujność uknuła więc niewerbalny wstęp do ciasnej łazienki, której drzwi zaryglowały się od razu, natychmiast.
I w jej środku ona grała jeszcze na zwłokę, paznokciami wbijając się to w skórę, to w fakturę wilgotnego materiału; szybkie przemknięcie spojrzeniem wzdłuż tarczy zegarka podpowiadało jednak pośpiech ― bo na opieszałość nie mieli czasu, bo przerwa w pracy kończyła się już za minut dwadzieścia dziewięć.
Więc dłońmi powziął ją w talii, przyciągając bliżej siebie; więc wargami posmakował tych jej, najpierw łagodnie, potem w większej stanowczości, by już zaraz obracać kobiecą sylwetkę wokół własnej osi. W stronę umywalki, na której pewnie oparła dłonie; w kierunku lustra, gdzie mogła pysznie podziwiać jego oraz siebie samą, gdy on obrazoburczo dobierał się do suwaka jej spódnicy, skraju ciemnych rajstop, wreszcie ― skąpej bielizny.
A z jej krtani musiało wówczas wyrwać się och ― nie sposób jednak powiedzieć, czy na tyle ciche, że siedzące przy cieście kobiety zdążyły zapomnieć już o niewybrednym duecie ze stolika obok, czy jednak na tyle głośne, że wszelkie domysły panoszące się w ich głowach spotkały się z jednoznacznym potwierdzeniem.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Melusine Rookwood
Czarodzieje
Chciałbyś mnie mieć. Zgub mnie — a dopiero wtedy zrozumiesz, czym byłam dla Ciebie.
Wiek
26
Zawód
urzędniczka, asystentka, pośredniczka
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
czysta
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
10
0
OPCM
Transmutacja
15
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
7
0
Siła
Wyt.
Szybkość
4
14
11
Brak karty postaci
18-02-2026, 13:29
Ujęta była w piękne półsłówka ― wygładzone, wycyzelowane z ogłady, która tylko z pozoru miała w sobie klasę. Nikczemniejsza jej odmiana czaiła się pod spodem, w spojrzeniach kobietek siedzących wokół, w ich podszeptach, ferworze znużenia, który udawał troskę. Szeptały zapewne o niej. O nim. O napięciu, które nie mieściło się w ramach porcelanowych filiżanek i wykrochmalonych serwetek. Pod stołem, przykrytym lichej jakości obrusikiem ― jeszcze pachnącym świeżą krochmaliną z koronkami starannie postawionymi pod talerzykami ― działo się więcej, niż wypadało. Dotknięcia ledwie muśnięte, nieme perswazje sunące po skórze jak przypadkowe przeciągi. Nikczemność miała dziś delikatne dłonie. A stół, zamiast oddzielać, tworzył dla nich pole kwiecistej abstrakcji ― przestrzeń, w której niepokorne myśli mogły kiełkować bez świadków.
Myśli nieczyste. Niepokorne. Bezlitosne w swej szczerości. Obnażały ją przed nim, obnażały jego przed nią. Zaszczeni dziwnym mirażem doczesnej samotności, jakby każde z nich przyszło tu osobno, z własnym ciężarem, a jednak w tej samej chwili. Udawali dystans, udawali uprzejmość, podczas gdy pod cienką warstwą konwenansu pulsowało coś znacznie mniej eleganckiego.
Zepsucie.
Śmiałość i obopólna zachęta.
― Więc ponawiaj śmiało, jeśli znudzisz się codziennością... ― Do czasu. Bo w końcu dłoń powzięła jej talię ― gwałtownie, srogo odnajdując należyte zwieńczenie doczesnych podrygów. A jej wargi, rozgrzane czerwienią, nie pozostały dłużne. Nie było czułych próśb, insynuacji, gmerania. Należyta reminiscencja ciszy, namaszczonej władzą jego i podległością kobiecej trwogi. Była kara. Słodka, stanowcza, wymierzona w samo centrum jego dumy i jej rozbawienia.
Nagle kwiecista abstrakcja przestała być metaforą.
Stała się prawdą, której żadne półsłówka nie były już w stanie zagłuszyć.
Nie wstydem było oprzeć dłonie na chłodnej porcelanie zlewu i w odbiciu lustra doglądać jego i siebie ― dwojga oblicz zwieńczonych prymitywem młodzieńczej błahostki, z nudy czyniła zapalnik, a z doraźnej przyjemności ― święto. Oddechy wieńczyły się gdzieś w niego i w nią, gęste, kuszące, rwane coraz szybciej i mocniej. Były wędką zarzuconą na jego zachłanność brania i dawania, na tę drapieżną równowagę, w której nikt nie pozostaje wyłącznie ofiarą ani wyłącznie zdobywcą. Czuła, jak jego obecność napiera, jak butna władczość domaga się przestrzeni, a jednocześnie ― jak ulega kobieca słabość rytmowi, który narzucał.
W dal odeszło późniejsze ścieranie plamy z marynarki, drobny ślad ich nieostrożności, który po wszystkim usuwa się w schemacie milczenia. Jedno i drugie doprowadzało się do statecznego porządku, jakby nic się nie wydarzyło. Woda spływała, materiał odzyskiwał nienaganność. Ideał karminu znów zwieńczył wargi ― precyzyjnie, bez drżenia ręki. Marynarka, po szybkim machnięciu różdżki, pozostała czyściutka. Świat zewnętrzny nie potrzebował dowodów. Wieńczące do zobaczenia, będące rozstajem ministerialnemu rozkazowi powrotu do szarości obowiązków.

| ztx2 <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 02-03-2026, 20:59 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.