• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Walia > Cardiff > Tawerna "Pod Mewą i Księżycem" > Toalety
Toalety
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
22-06-2025, 13:48

Toalety
Dwie kabiny, jeden pisuar od niechcenia i kran, z którego bez przerwy cieknie. Światło miga, lustro w męskiej jest już od dawna pęknięte. W powietrzu zawsze wilgoć, zapach nie do zidentyfikowania — mieszanka potu, taniego rumu, świeżej krwi i moczu. Kafelki zimne, matowe, miejscami brakuje fugi. Ściany pokryte bazgrołami: nazwiska, przekleństwa, symbole, daty i pretensje. Papier to rzadkość. Mydło? Czasem. Najczęściej panuje tu cisza, przerwana tylko dźwiękiem spuszczanej wody, kaszlu albo wulgarnej przyśpiewki podpitej moczymordy. Nikt raczej nie sprawdza, co dzieje się w środku — a gdyby próbował, wiedziałaby o tym już cała tawerna, bo zawiasy w drzwiach okropnie piszczą. Ludzie tu nie gadają. Załatwiają, co trzeba, i bez zbędnych spojrzeń wracają do baru.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Philippa Moss
Akolici
Musimy mieć wytrwałość i ponad wszystko wiarę w siebie. Musimy być pewne, że mamy do czegoś talent.
Wiek
25
Zawód
barmanka, matka niuchaczy
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
zakurzona
panna
Uroki
Czarna Magia
25
0
OPCM
Transmutacja
16
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
11
11
Brak karty postaci
25-12-2025, 20:41
Ziemniaka to mogła mu przecież wykroić i bez większego wysiłku, ale z tego forsy by nie było. Ani innej interesującej gloryfikacji, która by się mu do tego czy owego przydała. Pozostawał więc dumnym idolem dla tej jednej czy drugiej fanki. Uśmiechnęła się tylko pod nosem, lekko wpędzając przy tym ciało w ruch. Dobre i to, prawda?
Choć Fintan małym kaczątkiem już nie był i umiał o siebie zadbać, Philippa lubiła czasem wydać parę dyspozycji i poukładać świat pod swoje widoki. Czy niego właśnie uczyła ją Pani Boyle? Czasem trzeba było zaserwować garść rozkazów mężczyźnie, a innym razem objawić zupełną uległość – by choć przez chwilę dać im poczucie kontroli. Niektórzy jednak lubili ten opiekuńczy tryb. Niektórzy na niego zasługiwali. Innym miała ochotę zasadzić co najwyżej kopa w tyłek i splunąć na odchodne. Farley mógł liczyć na coś lepszego, choć po tym numerze z pewnością Moss zamierzała mu się baczniej przyglądać. Dobrze, że jednak trochę rozumu we łbie zdawał się wciąż zachować. Wolałaby nie musieć wtłukiwać mu tego jak mantry, choć Merlin jeden wie, co mu tam zrobili w tym kiciu. Choć wyglądał nieciekawie, jadł z pełnym apetytem i mówił dość dużo, gasząc poniekąd część ewentualnych podejrzeń, zanim te zaczęły się choćby w niej tlić. Za dobrze jednak znała takich gagatków, by dać sobie tak całkiem oczy zamydlić. Wciąż mógł przecież coś ukrywać.
- Ha, widzę, że całkiem ci się podoba ten pomysł – zagrzmiała jakże odkrywczo i potrząsnęła lekko głową. – Okropność, Finanie! Nie chcę mieć kaczki pod spódnicą, nie wyobrażam sobie tych wszystkich piór, ale chłopak… może być – oświadczyła, na moment przykładając palec do ust, jakby się nad tym wszystkim chciała chwilę jeszcze zastanowić. – Od biedy – dodała, coby sobie przypadkiem nie pomyślał, że koncepcja jakoś specjalnie ją kręci. Miewała już przecież mężczyzn zgubionych w materiałach sukni, ale w przypadku tego cwaniaczka byłaby raczej mniej codzienna sytuacja. Czy naprawdę chciał się tam znaleźć? Uciekła jednak daleko myślami, przez chwilę całkiem zapominając, że znajdowała się wciąż w gwarnej tawernie, a nie jakiejś osobliwej sypialni. Widok umazanego sosem kącika ust chłopaka skutecznie sprowadził ją na ziemię.
– No to nieźle im musi zależeć na tym całym śledztwie. Wątpię, by aż tak trzymali się tych swoich regulaminów. Pewnie to jakaś szycha, albo wyjątkowo tajna sprawa… – zaczęła dywagować, pilnując jednak, by jej głos nie pozostawał zbyt wyraźny dla osadzonych po sąsiedzku stolików. Tutaj każdy próbował pozyskać dla siebie jakąś cenna informację, tutaj nikt nie trzymał w sobie durnej plotki, a co dopiero coś takiego. Co prawda sama z wielką chęcią zgarniała wszystkie mniejsze i większe pogłoski, każdy dramat i każdy ślad skandalu, ale… gdy ktoś swoje ciekawskie ucho przyciskał do niej, to gotowa była urwać jaja i powiesić na umocowanej do ściany kotwicy – tak żeby wszyscy widzieli, co dzieje się z tymi, którzy z nią zadzierają. A sprawa Farleya? Cóż, mogła już nigdy więcej nie wrócić, choć Philippie wydawało się, że takie rzeczy nie znikały tak łatwo z drogi.
Ależ niewinny całus zawędrował na sfatygowane czółko, gdy już upewniła się, że przełknął zawartość łyżki i był gotowy przyjąć odrobinę przyjemności. Jeden czy drugi marynarzyk na ten widok obrócił cielsko osadzone na skrzypiącym krzesełku i wychrypiał coś zazdrośnie. Moss przesunęła lekko palcami po włosach Farleya i odsunęła się, po drodze łypiąc gniewnie na bezwstydnych podglądaczy. Niektórym wąs zatrząsnął się zbyt wyraźnie.
Chwyciła wylizaną miskę i przyjrzała jej się krótko. – O właśnie, przynajmniej mam pewność, że głodny nie jesteś i nie zdechniesz tu zaraz w pół kroku. Nie lubię, jak gliny mi się tu kręcą po tawernie, z trupem byłaby sensacja na całe Cardiff – przyznała, pamiętając, jak pół roku temu stary Ernie zapił się na śmierć, padając na środku sali. Policjanci później przetrzepywali każdy kąt pubu „tak na wszelki wypadek”. Lepiej nie kusić losu.
Złożona na poczekaniu lista zadań najwyraźniej dla chłopaka nie wydawała się niczym skomplikowanym i – co jeszcze bardziej imponujące – wcale go nie zniechęcała. Większość chłopów zamarudziłaby już przy pierwszym zadaniu, oferując inny rodzaj przysługi. Fintan zdawał się traktować ją na serio i nie musiała uprzednio zdzielić go ścierą, by się opamiętał. – Do licha, chłopie, gdzieś się podziewał przez ostatnie lata? Tu się co druga deska prosi o ratunek. Dobrze wiesz, że z tymi typami my tu mamy sztorm każdego wieczora. Może pani Boyle powinna zatrudnić jakiegoś majstra tak na stałe… – zaczęła sobie głośniej dywagować, ale szybko zeszła na ziemię. Gdyby tylko jakiś chłop z obsługi nagle zakręciłby się między barmankami, piraci nie byliby zadowoleni. Na chwilę zniknęła mu z oczu.
– Wiadro stoi w kiblu – oznajmiła, rzucając w jego stronę szmaty wytargane z dolnej szafki za barem. – Załatwię drugie z kuchni – dodała, odruchowo zerkając w stronę drzwiczek prowadzących do królestwa tutejszych kucharek. – A o nóżkach pogadamy, jak przyjdziesz na Gladstone Street. Pokażę ci, czego pragnę… – wymówiła nieco figlarnie i uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Nie wszystkie tajemnice zasługiwały na popieszczenie postronnych uszu. Nawet gdy chodziło o cholerne nogi od jakiegoś tam mebla.
– Dużo masz jeszcze tych sentymentów? Z nią? – podpytała, mrużąc lekko oczy, jakby próbowała wydłubać z niego niewypowiedziane sekrety. Czy coś. Tak jakoś. Nieważne. Coś się ten chłopak motał. – Mhm, jasne – mruknęła nieprzekonana i wyprostowała się. – Leć do kibla, zaraz przyniosę to drugie wiadro.
A o Willow porozmawiamy w domu.

zt <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 10:18 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.