• Witaj nieznajomy! Logowanie Rejestracja
    Zaloguj się
    Login:
    Hasło:
    Nie pamiętam hasła
     
    × Obserwowane
    • Brak :(
    Avatar użytkownika

Serpens > Wielka Brytania > Anglia > Londyn > Południowy Londyn > Deptak nad Tamizą
Deptak nad Tamizą
Odpowiedz
Odpowiedz
#1
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
10-06-2025, 15:56

Deptak nad Tamizą
Na południowym brzegu Tamizy rozciąga się spokojny deptak, chętnie odwiedzany przez mieszkańców szukających chwili wytchnienia nad wodą. Wzdłuż promenady rosną potężne drzewa, które rzucają delikatny cień na ławeczki ustawione przy samej krawędzi nabrzeża. Ludzie siadają tam, aby obserwować różnorodne łodzie przepływające po rzece — od małych, drewnianych łodzi rybackich, przez pływające targowiska, po większe barki towarowe powoli sunące ku portowi. Poranki często spowija lekka mgła, która dodaje miejscu melancholijnej atmosfery. Gdy nadchodzi wieczór, stare latarnie o ciepłym, żółtym świetle rozświetlają alejkę, a w tle słychać stłumione odgłosy miasta — pracujące dźwigi, szum ulic i odgłosy portowych maszyn. Pomimo miejskiego zgiełku, deptak pozostaje ostoją spokoju i codziennych spotkań.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta

Strony (2): « Wstecz 1 2
Odpowiedz
Odpowiedz
#11
Rafael Crouch
Czarodzieje
Wiek
32
Zawód
Dep. Międzynar. Współpracy Czarodziejów
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
żonaty
Uroki
Czarna Magia
13
0
OPCM
Transmutacja
13
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
5
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
23-10-2025, 12:08
Powinienem być bardziej ostrożny w publicznych miejscach; bardziej ostrożny w towarzystwie; w jego towarzystwie zaś w szczególności. Jednak trudno było zachować opanowanie i spokój, gdy patrzyły na mnie takie oczy i gdy uśmiechał się w taki sposób. Ten egzotyczny powiew, który wnosił ze sobą w każde nasze spotkanie, ta błyszcząca biżuteria, która nie pasowała do mężczyzn, a jednocześnie jemu pasowała idealnie, ten sposób bycia, jakby nonszalancko przyjmował wszystko, co zgotuje mu los, a jednocześnie spędzał długie godziny na planowaniu swojej przyszłości.
Jak mogłem być przy nim ostrożny, gdy od pierwszego spotkania mnie fascynował, najpierw przez swój zawód i wiedzę, a potem gdy poznałem go lepiej, przez całą resztę? Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że ta gra, w którą graliśmy od kilku tygodni, choć z pozoru niewinna, miała w sobie coś z pojedynku: subtelnego, pełnego obserwacji, prowokacji i starannie odmierzanych gestów. Kolejna runda rozgrywana dzisiaj zdawała się jednak mieć nieco inne zasady, bo pozwalałem sobie na zdecydowanie więcej niż same spojrzenia i przelotny dotyk. Pozwoliłem sobie na bliskość.
- Opowiem ci o nich podczas rozgrywki w karty – powiedziałem, łącząc obietnicę opowieści z ponownym zaproszeniem, jednak Hatley nadal nie wydawał się przekonany. Westchnąłem, opuszczając nieco ramiona. - Będziesz moim gościem, nie potrzebujesz innej rekomendacji. A nawet jeśli, to nie jesteś zwykłym uzdrowicielem – spojrzałem na niego z niemym upomnieniem w oczach, aby nie odejmował sobie pozycji. - Bez błękitnokrwistych świat sobie poradzi. Może nawet będzie lepszy – zakpiłem – ale bez magimedyków? Osób ratujących nam tyłki, gdy przypadkiem usiądziemy smokowi na pysku? Byłoby o wiele trudniej. - Pokręciłem głową. Przecież właśnie dlatego między innymi tak pociągał mnie ten zawód; czułbym się w nim nie tylko sobą, ale przede wszystkim pożyteczny. O wiele bardziej wartościowy niż ktoś, kto przekłada papierki za biurkiem i porządkuje dokumentację.
- Poza tym, Hatley – rzuciłem mu wymowne spojrzenie, które prześlizgnęło się krytycznie po jego sylwetce – nie wyglądasz na kogoś, kogo można by nazwać zwykłym. - Darowałem sobie uwagę o tym, że nie takich jak on gościłem w swoich skromnych progach. - Odrobinę ekstrawertycznym, owszem... ale na pewno nie zwykłym. - Rzucenie tego prostego komplementu nic mnie nie kosztowało; zgodnego z prawdą, rzeczywistego, który mógłby być argumentem przekonującym go do wizyty, po której nie spodziewałem się co prawda wiele, ale to nadal krok do przodu w naszej relacji. Uśmiechnąłem się szerzej, z tą przekorną nutą, która zbyt łatwo przychodziła mi po alkoholu.
Wyciągnąłem dłoń i musnąłem powierzchnię kamiennego murku, który prowadził nas wzdłuż rzeki. Palce jednej dłoni przesunęły się po chłodnym kamieniu, chociaż stokroć bardziej wolałbym zatrzymać je w innym miejscu, na innej strukturze, bardziej miękkiej, bardziej męskiej. Zerknąłem na towarzysza i w jednej chwili zrozumiałem, że nie obchodzi mnie, dokąd prowadzi ta ulica, ani dokąd zaprowadzi nas rozmowa. Ta noc nie potrzebuje zakończenia ani celu, ale mogłaby po prostu trwać i też byłoby d o b r z e.
- Marzy mi się wiele rzeczy - odpowiedziałem po chwili – więc bycie studentem u profesora z wiedzą, która mnie pociąga... czemu nie? – zapytałem retorycznie i pokręciłem lekko głową, pozwalając na to, aby na twarzy pojawił mi się przekorny uśmiech. Do diabła z ostrożnością. Uwielbiałem wygrywać, uwielbiałem być górą, chciałem zwyciężać w każdej rozgrywce, ale w jego towarzystwie coraz częściej miałem ochotę przegrać.
Kiedy wskazał kierunek prowadzący ku wąskiej uliczce ginącej wśród kamienic, było to jak zrządzenie losu... albo podstęp, któremu z chęcią się oddałem i poszedłem za nim bez chwili wahania.
- Chodźmy zatem coś zjeść – potwierdziłem, czując na sobie jego spojrzenie; paliło mnie mimo chłodu, który panował dookoła, potęgowany teraz przez ceglano-kamienne otoczenie. - A jeśli chodzi o naukę... - zawiesiłem głos, bo dotknął mojego płaszcza, a ten gest choć pozornie subtelny i zwyczajny, na nowo rozedrgał moją wyobraźnię. - Zapewniam, że zapłata nie byłaby symboliczna. Cenię wiedzę, którą posiadają inni i potrafię się za nią odwdzięczyć. - Zatrzymałem się na moment, by poprawić kołnierz płaszcza, ale tak naprawdę chciałem tylko spojrzeć mu prosto w oczy. - Zwłaszcza wobec nauczycieli, którzy potrafią przykuć moją uwagę. - Zanim zdążył odpowiedzieć, ruszyłem dalej ku przeznaczeniu, jakby od niechcenia chowając dłonie do kieszeni. Na wszelki wypadek, zanim zamiast muru, dotkną Hatley'a.

z/t x2
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#12
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
25-11-2025, 21:34
| Kontynuacja wątku z Middle Temple

Cała sytuacja była nieco niezręczna, i choć Fintan bardzo starał się robić dobrą minę do złej gry, to wiedział, że pewnie jest bardziej nachmurzony niż powinien być. Nie był zachwycony, że muszą odstawić dzieciaka z powrotem do sierocińca. W jego idealnym wyobrażeniu świata Kevin powinien po prostu mieć dom, w którym jest kochany i jest mu dobrze. Jak każde dziecko, powinien móc nazwać jakieś miejsce swoim. Za parę lat może Hogwart stanie się taką przystanią, w której w końcu młody poczuje, że chce być. A teraz? Jakby był na jego miejscu to pewnie poczułby się zdradzony.
Ale jakie mieli inne możliwości? Ano żadne. Musiał wrócić do sierocińca i kropka.
Dostosowana do krótkich dziecięcych nóżek podróż na piechotę trwała na tyle długo, by Farley zaczął się niecierpliwić. Chciał mieć to już z głowy i zniknąć na powrót w londyńskich uliczkach, zapomnieć o całym zajściu i o tych dziwnych emocjach, które budziło w nim uczestnictwo Willow w tej całej sytuacji. Jasne, cieszył się ze wsparcia, mógł być nawet w tej sytuacji tym "dobrym policjantem" — ha, a to dobre — bo Kevin mu chyba trochę bardziej ufał. Od próby zamachu dokonanej kradzioną laską po dziwną sierocą solidarność, wszystko w ramach jednego wczesnego przedpołudnia.
W końcu dotarli na miejsce: mała kawiarnia położona przy deptaku, położona blisko sierocińca Woola. Fintan otworzył drzwi i przepuścił Weasley i Kevina przodem, pozwalając im wybrać stolik.
— Zaraz wrócę — powiedział, po czym udał się do toalety, mając nadzieję, że ta będzie miała okno. I, na całe szczęście nie zawiódł się. Zamknął za sobą, po czym otworzył okno i wyślizgnął się z powrotem na mgliste londyńskie chodniki. Nie miał ani chwili do stracenia, więc puścił się biegiem w kierunku aż nazbyt dobrze znanego mu budynku, by przyprowadzić do kawiarenki kogoś, kto zabierze Kevina z powrotem do sierocińca.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#13
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
01-12-2025, 13:50
Lubiła spacerować po Londynie, mijać parki, uliczki, obserwować mugoli w ich zgiełku miejskim. Dziś jednak czuła, że ten spacer był wspięciem się na wyżyny cierpliwości - głównie chodziło o to, że sytuacja była naprawdę pokręcona, a mając w głowie fakt, że Grindelwald wciąż może gdzieś być w pobliżu, ani trochę nie odstępowało jej poczucie niepewności. Chciała już jak najszybciej znaleźć się na komisariacie, oddać raport i przejść do jakichś czynności, które dadzą jej poczucie kontroli, zapewnienia, że COŚ jest robione pod względem terrorysty na wolności, który zakłócił ceremonię. Nie żeby źle czuła się z faktem pomagania chłopcu, wprost przeciwnie, ktoś musiał się nim zająć i dobrze, że była to ona. Ona i… Fintan.
Gdy dotarli na miejsce, wymieniła specyficzne spojrzenie z Farleyem i chociaż chciała mu proponować, że za wszystko zapłaci, ten postanowił zniknąć w toalecie. Domyślała się dlaczego, więc zdecydowała, że całą swoją uwagę skupi na Kevinie.
- Hmmm… - mruknęła i zerknęła na kartę menu leżącą na stoliku, do którego podeszła aby usiąść tam z chłopcem. Chciała skierować go tak, aby usiadł plecami do drzwi i okien, a ona natomiast chciała usiąść obok niego, bokiem do wejścia, naprzeciw stworzyłoby za duży dystans, gdyby trzeba było znowuż łapać małoletniego. - Umiesz już czytać, prawda? - zapytała, podsuwając kartę w kierunku dzieciaka. Sama nie do końca wiedziała jaki scenariusz by wolała, gdyby nie umiał to najpewniej musiałaby mu przeczytać całe menu, nim ten się na coś zdecyduje. Jeśli sam by umiał, to pewnie wybrałby coś najdroższego, byleby było tego jak najwięcej. Nie miała też zamiaru sponsorować mu całej wyżerki, wierzyła, że Kevin był na tyle rozsądnym dzieckiem, że nie będzie jej naciągał na nie wiadomo co. Sama więc wstrzymywała się z wybieraniem czegokolwiek lub weźmie najtańszą możliwą opcję napoju, żeby tylko nie zbankrutować na małym Zagubionym Chłopcu. Zastanawiała się też, czy chłopcu rozwinie się trochę język na temat samego siebie - ona już dość nagderała się mniej lub bardziej zmyślonych historyjek w trakcie tego gdy tu szli.
- Zawsze mieszkałeś w Londynie? - zagaiła, mimowolnie zerkając w kierunku witryny okna.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#14
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
06-12-2025, 14:29
Fintan

Choć Kevinowi wcale nie spodobało się to, że pozostał sam z rudowłosą policjantką, nie mógł zrobić nic, by go powstrzymać. Rozczarowane oczy dziecka odprowadziły mężczyznę gdzieś aż do drzwi. Może tylko dzięki temu, że spodziewał się obiecanej słodkiej przekąski, z zaciśniętych krzywo ust nie wydostał się żaden ślad uciążliwego marudzenia. Tymczasem gdzieś za ścianą Farley sprytnie zdołał wydostać się z lokalu i pomknął prędko w stronę domu sierot. Dobrze wiedział, że nie czekała go zbyt długa droga i już wkrótce na horyzoncie pojawiły się znajome, niezbyt przyjazne mury. Ponad ponurą bramą wznosił się wysoki budynek z wieloma piętrami, przydymione okna nie zdradzały żadnej obecności. Gdy znalazł się po drugiej stronie i zapukał do drzwi, został wpuszczony przez przygarbionego dozorcę do ascetycznego przedsionka ogarniętego absolutną ciszą. Dopiero ciche skrzypienie drewnianych podłóg zdradziło czyjeś nadejście.
- Na miły Bóg, a cóż to znowu? - przywitał go nieco skrzeczący głos niskiej, białowłosej kobiety. Okulary opadały jej na końcówkę nosa, ujawniając podejrzliwie spojrzenie pary małych, nieco rozbieganych oczu. Kiedy Fintan przedstawił kobiecie sprawę małego Kevina, ta wydawała się wyraźnie wzburzona. Prędzej zirytowana niż faktycznie stroskana losem zbiegłej sieroty. - Skaranie boskie z tym małym gagatkiem. Te dzieciaki robią się coraz sprytniejsze, przecież te mury są grubsze niż... - w więzieniu. Pokręciła głową głową, wyraźnie nie dowierzając, że coś takiego dzieje się pod jej opieką. Pani Brown, bo tak przedstawiła się Farleyowi, w połowie zdania miała już płaszcz w nieco drżących dłoniach. - Zaprowadź mnie do niego, chłopcze. Jego miejsce jest tutaj, nie mam bladego pojęcia, jak zdołał się wymknąć - mruknęła rozgorączkowana i poprawiła wreszcie okrągłe szkła, nim całkiem zsunęły jej się z nosa. - Chodźmy - ponagliła, wcale nie zdradzając wdzięczności za odnalezienie zguby.
Wkrótce opuścili sierociniec.

Willow

- Eeeee, no, tak... jakby - mruknął w odpowiedzi Kevin, gdy Willow zapytała go o czytanie. Jakoś tam sobie radził, uważał, że znał nawet całkiem sporo liter, ale gdy podsunięto mu kartę, wcale nie miał pewności, co tam było napisane. Przyglądał się liście kawiarnianych propozycji, ale wolał zdecydowanie bardziej oglądać to, co inni mieli na stolikach. Popatrzył na dziewczynę. - Obiecałaś mi czekoladę - przypomniał jej nieco roszczeniowo, majtając nogami ponad podłogą. Usiadł dokładnie tam, gdzie chciała i wciąż zdawał się zerkać na drzwi, za którymi zniknął tamten chłopak. - Gdzie poszedł Fintan? Już nie wróci, prawda? - zapytał, rysując palcami po stoliku jakieś niewiadome wzory. Tego się trochę obawiał. Został zdradzony. Chłopaki zwykle trzymali się razem, a on go zostawił z dziewczyną. Wcale mu się to nie podobało, ale jeśli Willow załatwi mu trochę słodyczy, to mógł się jakoś przemęczyć. - Jak byłem mały, to mogłem mieszkać gdzieś indziej... Ha, na pewno mieszkałem w jakimś niezwykłym miejscu, ale nie pamiętam, to było dawno - wzruszył ramionami, zupełnie jakby naprawdę pytała go jakieś odległe czasy. Prawda była taka, że jego pierwsze wspomnienia znały krajobraz rozciągający się z okien bidula. I nie było niczego innego.

Jakiś czas później, gdy dziecięce usta spijały płynną czekoladę, wybrzmiał dzwoneczek zawieszony ponad drzwiami małego lokalu. Pani Brown zjawiła się w progu wraz z Fintanem i nie kryła swego oburzenia.
- Ależ chłopcze! -
zawołała, robiąc dwa wyjątkowo prędkie i bardzo duże kroki. - Co za diabeł w ciebie wstąpił?! Nie powinieneś był opuszczać sierocińca, Kevinie! To bardzo niegrzeczne - zawyrokowała, spoglądając na podopiecznego z wyraźną dezaprobatą. - Masz szczęście, że trafiłeś na tych porządnych ludzi, teraz będziesz mógł wrócić ze mną do domu! - Jej stanowczy głos zdawał się wpędzać w drżenie nawet filiżanki osadzone na sąsiednich stoliczkach. Rozgorączkowana opiekunka wydawała się naprawdę przejęta, podczas gdy chłopiec przesunął się jeszcze bliżej ściany, wcale nie mając ochoty na powrót do sierocińca. Wolał chyba siedzieć tu z nimi. Nieco później posłał Fintanowi naprawdę obrażone spojrzenie. A więc to tak.
- Raz, raz, pożegnaj się migiem i natychmiast wracamy. Czeka cię teraz tygodniowy dyżur w stołówce, więcej się nie wymkniesz - obwieściła, unosząc władczo palec wskazujący ponad zmizerniałą buzią Kevina. Zrezygnowany chłopiec popatrzył na swoich wybawców, a potem sięgnął do kieszeni i coś z niej wyjął. W małych dłoniach znajdowały się cztery przedmioty: jakiś kamyk, kulka z poplątanej tkaniny, odłamek dziwacznie okrągłego metalu i kawałek wymiętej wstążki. Popatrzył na swoje skarby przez chwilę zamyślony, a następnie wyciągnął w stronę Willow i Fintana otwartą dłoń. - No to... możecie sobie coś wziąć, czekolada mi smakowała, a wy.... no tak sobie myślę, że było fajnie - mruknął, odruchowo wycierając spod nosa brunatnego wąsa. Chyba ich trochę polubił. Farleya trochę bardziej, ale to chłopak. Tylko jakoś tak trudno mu było powiedzieć dziękuję.
Pani Brown prychnęła, sceptycznie przyglądając się kupce śmieci zgromadzonych przez chłopca. Naprawdę się już niecierpliwiła.

Willow i Fintanie, Kevin postanowił Was obdarować w podziękowaniu za niemiłe towarzystwo. Wybierzcie mądrze. Philippa Moss
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#15
Fintan Farley
Czarodzieje
do you have enough love in your heart to go and get your hands dirty?
Wiek
25
Zawód
przedsiębiorca (diler i złodziej)
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
półkrwi
Sakiewka
Stan cywilny
żebracza
kawaler
Uroki
Czarna Magia
0
0
OPCM
Transmutacja
8
20
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
8
10
15
Brak karty postaci
20-12-2025, 21:53
Miał wrażenie, jakby był szcześćdziesioną. Całkowicie niesłusznie, bo pójście i poinformowanie opiekunów w sierocińcu było najzwyczajniej w świecie tym, co należało zrobić. Wciąż, w Fintanie istniało jakieś poczucie sierocej solidarności, które miał wrażenie, że właśnie zdradzał.
Musiał bardzo się pilnować, żeby nie skrzywić się na zachowanie pani Brown. Kobieta napełniała go tym samym poczuciem, co niegdyś pani Cole: niechęci i nieufności. Choć ostatecznie obie z kobiet na pewno chciały dobrze i godnym pochwały było, że podejmowały się pracy w tak trudnym, nie najlepiej płatnym i często też nie dającym spełnienia i poczucia wynagrodzenia polu zawodowym, ale do jasnej cholery, to były dzieci. I jeżeli ktoś nie miał do dzieci cierpliwości to powinien zastanowić się dwa razy, czy na pewno powinien się nimi zajmować. A już zwłaszcza, jak jest się starszą osobą.
Problem sierocińców był jednak bardziej złożony i same przemyślenia Fintana nie były wystarczające, by coś w aktualnym stanie rzeczy zmienić. Nawet nie mógł wypowiedzieć cisnących mu się na usta słów, w których chciałby pani Brown wytłumaczyć to i owo, bo najpewniej później to Kevin i inni podopieczni Woola musieliby się mierzyć z rozeźleniem i irytacją starszej pani.
Kiedy dotarli do kawiarni to pozwolił sobie jednak na potężne wywrócenie oczami do pleców kobiety, kiedy ta strofowała chłopaka. Pamiętał, jak jemu nie raz i nie dwa z nudów w bidulu wręcz mózg wypływał uszami. Ba, sam czasem próbował ucieczek, byleby tylko coś się zadziało i zmieniło w nudnej jak flaki z olejem sierocej rutynie.
Kiedy jednak naburmuszony Kevin wyciągnął z kieszeni kilka fantów, Fintan nie był w stanie powstrzymać rozczulenia, które wylało mu się na twarz. Przykucnął przed dzieciakiem i potarmosił mu włosy, uśmiechając się półgębkiem.
— Polubiłem cię, młody, więc mam dla ciebie radę — powiedział, po czym nachylił się nad chłopięce ucho, szepcząc cicho i licząc na to, że pani Brown miała kiepski słuch. — Też tam kiedyś mieszkałem, więc wiem co mówię: trzymaj się z dala od kłopotów, blisko przyjaciół i w porządku ocen, a jeszcze będzie fajnie — po czym uśmiechnął się i jeszcze raz potarmosił mu czuprynę. — Dzięki, Kevin. I mam wrażenie, że się jeszcze zobaczymy — odparł, po czym z oferowanych skarbów wybrał odłamek dziwacznie okrągłego metalu.
Odsunął się zaraz na bok, zerkając na Willow; jeszcze z uśmiechem majaczącym mu na ustach, podszytym jednak warstwą smutku.
Wiem co mówię, bo nauczyłem się na własnych błędach.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#16
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
20-12-2025, 23:04
Im dłużej siedziała obok chłopca, tym mniej doskwierało jej jego wcześniejsze zachowanie. Dzieci potrafiły być naprawdę trudne i potrzeba było niesamowitej cierpliwości do nich, całe szczęście nie było to jej pierwsze – również pewnie nieostatnie – rodeo.
– Dobrze – kiwnęła głową i gdy tylko udało jej się złapać okazję złożyła zamówienie do kelnerki. Jedna duża gorąca czekolada oraz herbata – zwykła, prosta, bez szaleństwa, byleby tania. – Wydawało mi się, że Fintan poszedł do toalety – zerknęła w kierunku drzwi prowadzących do ubikacji, po czym parsknęła pod nosem i pochyliła się lekko nad stolikiem. – Wiesz, to nie byłby pierwszy raz, gdy tak zniknął – a tak, a ponarzeka sobie. – Mam czasem wrażenie, że znikanie bez uprzedzenia to jego hobby – westchnęła. – Głupio trochę, nie? Tak zostawiać innych bez słowa – podparła brodę dłonią, trochę aluzyjnie, marudząc na wspólną przeszłość z Farleyem, a trochę, mając nadzieję, że między słowami chłopiec porówna sobie to uczucie, do tego, jakie uczucia u opiekunów musiał wywołać swoim zniknięciem i wyciągnie z tego jakąś lekcję. Natomiast jeśli nie był na tyle bystry to trudno, nie miała jednak zamiaru już strofować go wprost.
– Niezwykłym miejscu? – uniosła brwi, zastanawiając się, czy dzieciak mógł mieć wcześniej rodzinę, chociażby w Dolinie Godryka lub Hogsmeade, tylko, dlaczego w takim razie wylądowałby w mugolskim sierocińcu? Ten ich cały magiczny system był naprawdę dziurawy w tych kwestiach, dodatkowo pokazując wyrwę, jaka dzieliła rodziny czystej i błękitnej krwi od czarodziejów innego pochodzenia, którzy nie mieli takiego farta, by trafić pod opiekę ciotki, wujka, babci, dziadka czy nawet starszego rodzeństwa. Gdzie w tym była sprawiedliwość? Nie, żeby domy dziecka były idealnym rozwiązaniem, ale uważała, że jakiś substytut takich domów powinien być w magicznej części Anglii, żeby dzieci, takie jak Kevin miały chociaż dom, który zrozumie ich potrzeby.
Gdy upiła kolejny łyk ciepłej herbaty i zadawała kolejne pytania za szybą mignęła jej znajoma sylwetka Fintana i zaraz do kawiarni wkroczyła… ona – opiekunka sierocińca z głosem godnym szyszymory. Wpatrywała się w kobietę z lekkim powątpiewaniem, czy powinna jednak przekazywać malca w jej ręce. Może… Może wzięłaby go po prostu do rodziców, powiedziała, że potrzebuje pomocy i może rodzice przygarnęliby na stare lata sierotę? Może by i trochę broił, ale z pewnością pomógłby, chociażby przy karmieniu gęsi.
Gdy opiekunka z sierocińca zawyrokowała, że to czas na pożegnanie Willow natychmiast przeniosła wzrok z kobiety na chłopca i dość smutno uśmiechnęła się w jego kierunku, może nawet przepraszająco. Wiedziała, że tak należało zrobić, ale coś w jej sercu grzmiało. Natomiast skoro Fintan żegnał się pierwszy z chłopcem, czarownica podeszła do kobiety.
– Dzień dobry, jestem Willow Weasley – bo wypadało się przedstawić. – Czy może kontaktował się już z panią w sprawie chłopca pan Dumbledore? Wiem, że w przypadku niektórych, dość utalentowanych dzieci, kontaktuje się z państwem, a Kevin to naprawdę – zerknęła jak Fintan czochrał włosy malca. – Sprytny dzieciak – podsumowała dość enigmatycznie, chcąc wybadać sytuację, czy kobieta miała w ogóle świadomość, że tak może się zdarzyć. – I… dość przejęłam się chłopcem. Czy byłaby możliwość odwiedzania go… czasem? – zapytała niezobowiązująco, po czym przyszła jej kolej pożegnania z dzieckiem.
Kucnęła przy chłopcu, zerkając na wystawioną w jej kierunku dłoń, analizując przedstawione przed nią fanty. Znała wartość takich przydasiów i cotosiów, sama przecież po wsi zbierała najlepsze drobiazgi i patyczki. Jej wybór padł na jakiś kamyk, bo w rzeczy samej miała zawsze słabość do kamyczków, szczególnie gdy przyjaciele przywozili jej takie z zagranicy lub po prostu z innego miejsca, w którym byli. Zawsze powtarzała, że nie chce prezentów, ale jak znajdzie ktoś kamień, przez który ona się tej osobie przypomni, to niech go weźmie i jej przywiezie.
– Było fajnie – puściła do niego oko i wystawiła ręce przed siebie, jeśli Kevin zdecydowałby się ją przytulić na pożegnanie. Nie miała przed tym oporów, ale też sama nie chciała przytulać chłopca bez jego zgody, więc zostawiła to w jego gestii jak zamierzał zakończyć to spotkanie.
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#17
Mistrz Gry
Konta Specjalne
Co ma być to będzie, a jak już będzie, to trzeba się z tym zmierzyć.
Wiek
999
Zawód
Mistrz Gry
Genetyka
Czystość krwi
czarodziej
mugol
Sakiewka
Stan cywilny
bezdenna
wdowiec
Uroki
Czarna Magia
OPCM
Transmutacja
Magia Lecznicza
Eliksiry
Siła
Wyt.
Szybkość
Brak karty postaci
29-12-2025, 21:14
Jakbym musiał siedzieć tak długo z dziewczyną, to też bym zniknął, pomyślał sobie w myślach Kevin, kiedy Willow wspomniała o częstych ucieczkach swojego znajomego. Nawet jeśli ruda policjantka załatwiła mu gorącą czekoladę, to wciąż wydawała się gorszą opcją od chłopaka. Jakoś więc Kevinowi nie wydawało się to podejrzane i... - Wcale nie takie głupie - zaprzeczył, energiczniej potrząsając głową. Kilka przydługawych kosmyków opadło mu na czoło. - Pewnie ma lepsze rzeczy do roboty. Wiesz, jakieś ważne sprawy. Tylko dla chłopaków - stwierdził wyjątkowo poważnym tonem malec i westchnął nieco pobłażliwie, bo przecież jego rozmówczyni nigdy tego nie zrozumie. Nie mógł jej chyba tego w żaden sposób wytłumaczyć. Przecież on też czasem lubił zniknąć.
– Eee, no tak. Tak sobie myślę czasem, że miałem taki dom – mruknął, wzruszając lekko ramionami. Fantazje być może lubiły go od czasu do czasu ponosić, ale miewał takie dni, kiedy czuł się tym naprawdę zmęczony. Niektóre myśli okazywały się wtedy zupełnie smutne. Nawet obraz, w którym ma swój własny domek na drzewie. Teraz miał kąt na poddaszu, też wysoko, ale nie mógł się na niego wdrapać albo wyganiać ptaków odpoczywających na gałezi.

Pani Brown przyjrzała się raz jeszcze płomiennowłosej dziewczynie, kiedy ta postanowiła się przedstawić. Najpierw poważnie zwątpiła w cały ten wywód, uznając go za jakąś nadgorliwość ze strony tej młodej panienki. Potem można było odnieść wrażenie, że oprzytomniała, choć wciąż nie wydawała się rozmowna. – Ach, tak, Dumbledore – powtórzyła po niej, dokładnie odtwarzając brzmienie tajemniczego nazwiska. Nietrudno było odnieść wrażenie, że tym razem obdarowała dwójkę czarodziejów nieco bardziej podejrzliwym spojrzeniem. Tematu jednak nie kontynuowała. – Sprytne dzieci to kłopoty, panienko Weasley – obwieściła niezadowolona, że w ogóle musi tę rozmowę prowadzić. – Jestem wdzięczna za odnalezienie chłopca, ale proszę trzymać się swoich spraw. Jeśli nie chcesz adoptować dziecka, wizyta jest niewskazana. To nie będzie dla niego dobre – zakończyła oschle. Czy ta dziewczyna wiedziała, jak się kończyły takie odwiedziny? Jak dzieci całymi dnami ślęczały później w oknach wypatrujących ludzi, do których zdążyły się przywiązać? Do kłopot dla niej i cierpienie dla każdej sieroty. – Kevinie, pośpiesz się, no już, chłopcze. Twoja wycieczka była wystarczająco długa. Wystarczy – ponagliła podopiecznego, zerkając na niego dość już poddenerwowana.

Mały Kevin zamrugał kilka razy, zapoznając się z radą Fintana i głośno dmuchnął, jakby próbował rozgonić wytarganą grzywkę. Spełnienie tego wszystkiego wydawało mu się niemożliwe i kompletnie nudne. Co miał robić przez cały ten czas? Uczyć się? Siedzieć ciągle w tym samym miejscu? Przecież świat poza murami sierocińca był taki wielki i znacznie ciekawszy od tego, co czekało go z taką panią Brown. – Kiepska rada, ale.... eee, no, dzięki – podsumował niezgranie z lekko skrzywionymi ustami. Nie czuł się przekonany, choć zdążył wyraźnie polubić Fintana. – Naprawdę myślisz, że się zobaczymy? – podpytał z nieco większym ożywieniem i szeroko otworzył oczy. W tym spojrzeniu rozbłysła nadzieja, bo chociaż trochę się bał, to jednak uznał ten dzień za całkiem miłą przygodę. Gdy wymykał się z murów bidula, czasami spotykał ciekawych ludzi. Większości z nich nie pamiętał, ale był pewien, że z tą dwójką będzie inaczej. Uśmiechnął się nieco szerzej, gdy obydwoje postanowili wziąć sobie kawałek jego sekretnych skarbów. Resztę fantów wcisnął prędko do kieszeni. Pani Brown widziała?
Otwierające się dla niego szeroko ramiona policjantki wpędziły go jednak w.... zawstydzenie. Wielki rumieniec zakwitł na dziecięcych policzkach, a towarzyszył temu jakiś niewyraźny bełkot. Nie był pewien, czy kiedykolwiek ktoś go przytulał. Wystąpił ostrożnie w jej stronę i objął Willow, dość niedbale, ale za to bardzo mocno! Jak na tak małego chłopca.
Pani Brown nie pozwoliła jednak na dłuższe przeciąganie spotkania. Pożegnała się krótko, formalnie i minutę później zadrżały drzwiczki lokalu. Kobieta wraz z chłopcem przedostała się na ulicę. Tam urwał się ślad.


Willow i Fintanie, spełniliście dobry uczynek i oddaliście małego urwisa opiekunom. Wasza przygoda właśnie zakończyła się, bardzo dziękuję za zaangażowanie. Kevin nie jest taki zadowolony.

Willow, w Twoim ekwipunku pojawił się kamień księżycowy.

Fintanie, w Twoim ekwipunku pojawił się wypukły kompas. Philippa Moss
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Odpowiedz
Odpowiedz
#18
Willow Weasley
Zwolennicy Dumbledore’a
Nothing you can take from me was ever worth keeping.
Wiek
25
Zawód
Służba w Policji Magicznej
Genetyka
Czystość krwi
czarownica
błękitna
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
panna
Uroki
Czarna Magia
22
0
OPCM
Transmutacja
21
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
5
10
10
Brak karty postaci
30-12-2025, 16:47
Badawczo przyglądała się kobiecie, próbując wyczytać cokolwiek więcej z jej wyrazu twarzy, jednak chyba bez większego skutku. Ton, którym wypowiedziała nazwisko dyrektora Hogwartu był równie dziwaczny, przez co Weasley zerknęła pytająco na Farleya, jakby chciała go podświadomie zapytać, czy ta mugolka zdaje sobie sprawę, o magicznych dzieciach czy nie. Chyba już mniejsza z tym i tak czuła się w obowiązku poinformować Albusa listownie o dzieciaku, bo tak po prostu należało zrobić, szczególnie gdy było się funkcjonariuszem policji, a nie cywilem, który mógłby na to machnąć ręką. Dalszy wywód pani Brown spowodował uniesienie rudych brwi, słysząc te drydymały o tym, że wizytacja nie byłaby dobra dla chłopca. Parę dni temu była w innym sierocińcu, czytając z Crouchem bajki dokładnie takim dzieciom i te wizyty były jak najbardziej wskazane, bo młode dusze miały jakąś rozrywkę, dzięki czemu nie uciekały z tych pustych, nudnych, szarych ścian. Niemniej, nie miała zamiaru wdawać się w dysputę z wychowawczynią sierocińca, kiwnęła więc głową.
– Rozumiem – podsumowała z gorzką nutą w głosie. Rozumiała teraz bardziej Kevina, ale też samego Fintana. Ale czy rozumiała podejście tej kobiety? Nie.
Rumieniec na twarzy Kevina, poskutkował pobłażliwym i nieco rozczulonym uśmiechem na twarzy czarownicy. Przytuliła malucha na pożegnanie, a czując na sobie zaciskające się małe rączki, przypomniały jej się młode dzieciaki u niej w rodzinie. Ech, powinna ich odwiedzić.
– Trzymaj się, Kevinie – powiedziała, odsuwając się od niego. Nie daj się temu brutalnemu światu.
Patrzyła jak kobieta znika z chłopcem za oknem, gdzieś między ludźmi na ulicy. To oznaczało, że czarownica była wolna, znaczy nie całkiem, czekał ją raport i listy, ale mogła skupić swoje myśli na tym całym zamieszaniu z Grindelwaldem, od którego na pewno cały komisariat stał już na głowie. Gdy oprzytomniała, odchrząknęła głośno i wyciągnęła rękę w kierunku Fintana, aby uścisnąć dłoń dzielnego obywatela, który pomógł jej w tym trudnym zadaniu – prawda jest taka, że naprawdę bez niego to Merlin wie, ile spędziłaby czasu nad próbą znalezienia opiekunki chłopca.
– Dzięki, Farley. Naprawdę, bez ciebie pewnie nie poszłoby tak łatwo – przyznała, choć wiele innych myśli tłoczyło się pod policyjnym mundurem. Część niej chciała nawet zostać z nim tu chwilę, porozmawiać o tym i… wielu innych sprawach. Odchrząknęła ponownie i zabierając dłoń, poprawiła materiał munduru, sprawdziła odznakę i różdżkę, czy były na miejscu, a także kamień od chłopca. Może było to głupie, ale odkąd wylądował w jej kieszeni to… czuła się dziwnie spokojna, wyciszona. Jednak pomimo to, patrząc na Fintana, i biorąc pod uwagę to wszystko, co się działo, najwięcej było w niej nostalgii. Tęsknoty mającej w sobie słodkość miodu i gorzki posmak piołunu – odrobinę smutku, ale i radości.
– Muszę iść. Raporty, policja – uśmiechnęła się krzywo. – Taki jeden zasrany czarnoksiężnik  na wolności – zażartowała i cofnęła się odrobinę. – Ty też się trzymaj, Fintan – pomachała się, odwróciła i kiwnąwszy głową do ekspedientki za ladą, w ramach pożegnania, wybyła z lokalu jak najprędzej. Czas naglił.

| Willow z tematu. Bardzo dziękuję za cudny wątek z Kevinem <3
    Odpowiedz
  • Odpowiedz na posta
Starszy wątek | Nowszy wątek
Strony (2): « Wstecz 1 2


Skocz do:

Aktualny czas: 11-01-2026, 00:45 Polskie tłumaczenie © 2007-2026 Polski Support MyBB MyBB, © 2002-2026 MyBB Group.