Życie wewnętrzne miało barwy tyle co witraż Tyle było emocji, a żadna przykra
Wiek
37
Zawód
Magipolicjant
Genetyka
Czystość krwi
jasnowidz
mugolak
Sakiewka
Stan cywilny
stabilna
kawaler
Uroki
Czarna Magia
11
0
OPCM
Transmutacja
20
0
Magia Lecznicza
Eliksiry
0
0
Siła
Wyt.
Szybkość
10
10
10
Brak karty postaci
13-04-2026, 16:34
Nie chcę żeby co…? dźwięczy mu w wypełnionych szumem uszach, a on dosłownie nie umie odpowiedzieć na te pytanie.
Co miał na myśli?
Że nie chce żeby to się skończyło? To prawda, powiedział to już w dniu dzisiejszym, chociaż nie będzie umiał przywołać tego jutro.
Nie chciał, żeby ten piękny dla małżeństwa dzień był klapą? Nie, właściwie podświadomie tego chciał. Żeby wszystko wyrąbało się na ostatniej prostej, ktoś tego ślubu nie uznał i by ciąża okazała się nieprawdziwa. Było to samolubne do momentu, w którym Day nie stwierdził, że chciał to odkręcić.
A może, że nie chciał, by Dolly widziała go w takim stanie? To prawda, ale nie miał siły być obecnie w innym. Czuł się bezbronny i o ile bezbronność ta przy przyjacielu wydawała się stanem do zniesienia – czuł się okropnie przy jego matce.
Nie chciał, żeby Ambrose’a spotkały przez to nieprzyjemności? Zdecydowanie, oj tak – a chyba właśnie go spotykały, bo matka zarzuciła mu właśnie winę za wszystko co właśnie miało miejsce. Za zdradzone zaufanie, za nieprzyjemne podejrzenia, za nastoletnią ciążę, za złamane serce Titusa i za złamane serce jej samej. Harrison łapie oddech byle próbować bronić Day’a, ale jakoś nie ma na to siły. A bezsilność pcha mu do oczu jeszcze więcej ciężkich łez. Ich smak opada na usta, które pozostają spierzchnięte od kilkugodzinnej libacji alkoholwej, ale i od wymiotów, które wciąż czuje w gardle, a które czuje też metafizycznie – w przyszłości. Przyszłość nadchodzi niemal od razu, bo Titus znowu przytula porcelanę, jakby na złość informacji, że będzie miał jutro kaca. Szczególnego kaca, jak na szczególnych przyjaciół przystało. Tym razem jednak głowa wydaje się jeszcze cięższa, a operacja zdobycia kawałka szarego papieru toaletowego odbywa się chyba metodą po omacku, nim Dolores dobrotliwie nie poda go Harrisonowi, chcącemu wytrzeć twarz i doprowadzić się do porządku.
– Mogę odprowadzić ją do domu, czuję się… – znowu czuje zaciskający się przełyk. Chociaż wydaje się mu, że teraz wreszcie poczuł się lepiej, że teraz zatrucie odpuszczało powoli – przeczucie pozwala sądzić, że potrwa to jeszcze chwilę. – Lepiej, pani Day – wygląda jednak jak wyjątkowo zabiedzone dziecko. Skóra oblewa się zimnym potem, a koszula lepi do ciała nieprzyjemnie. Sprzed twarzy próbuje odgonić posklejane kosmyki wcześniej rozczesanych, ale obecnie kręcących się pod wpływem wilgoci włosów.
Więc lepiej jest mu krótko, bo znowu zamienia się w gorzej, kiedy mama Day podsyca chęci syna. W obecnej sytuacji świat wydaje się nieco niewyraźny, a absurd sytuacji nie dociera do rozprasowanej zatruciem mózgownicy. Drzwi trzaskają za wychodzącym z toalety nastolatkiem – młodym dorosłym – a matka jego pochyla się nad Titusem i bez zbędnej czułości chwyta go za ramiona, byle zmusić do wymiotów nieprzerywanych na potrzeby wygłoszenia litanii o tym, jak źle wszystko się potoczyło. Chwile później nie płacze już, chociaż właściwie wciąż jest jej smutno. Jemu też jest smutno, ale smutniej jest chyba tylko wtedy, kiedy kolejnego ranka budzi się w Dolinie Godryka pod wpływem pierwszych promieni słonecznych, opadających mu na zmęczoną twarz. W ustach ma martwy język, w gardle ma kluchę – nie jest w stanie mówić, ale matka Day powie mu nawet bez zachęty, że zniszczył ten wyjątkowy dzień. I że chyba zniszczył małżeństwo, nim te jeszcze się zaczęło – a z nerwów w małżeństwie tym Ambrose umrze młodo.
Harrison nie rozumie – bo nie pamięta, wierzy więc jednak w każde słowo matki przyjaciela. Przeprasza ją i chociaż dzieje się to z trudem – opuszcza dom w Dolinie Godryka, nieświadom, że w nocy przyjaciel upewniał się co do jego stanu; właściwie nieświadom niczego poza tym, że poprzedniego dnia pił, by czuć się lepiej, a film urwał się jeszcze zanim faktycznie do tego doszło.
Pomyśli sobie przecież to, co myśleć nakaże mu Dolly – że zepsuł ten dzień.
Ale prawda jest taka, że dla Titusa w tym dniu już nic właściwie nie pozostało do zepsucia.